,

Droga Krzyżowa

Proponowane poniżej rozważanie Drogi Krzyżowej było wygłaszane przeze mnie w jednym z polskich kościołów w Wielkim Poście 2007. Rozważanie to akcentuje szczególnie sprawę nawrócenia Kościoła jako "świętej wspólnoty grzeszników". Tekst pisany był pod kątem głoszenia go, dlatego posiada pewną specyfikę kazania wielkopostnego, którą pozostawiłem. Znalazłem ten tekst przypadkiem (niepełny, do stacji IX), ale myślę, że dobrze się komponuje zarówno z ostatnim cyklem moich tekstów o Kościele, jak ze specyfiką Wielkiego Postu. Ufam, że Czytelnik znajdzie w nim inspirację do modlitwy i rozważań osobistych.

Droga Krzyżowa

Stacja I – Jezus na śmierć skazany

Naród żydowski, który od tysiąclecia wyczekiwał Mesjasza, a gdy On w końcu przyszedł, po krótkim okresie działalności publicznej skazał go na śmierć. Tragedia ludzkiej ślepoty! Gdy odrzucamy Boga, myślimy, że czynimy dobrze.

Bierzemy udział w skazywaniu Jezusa na śmierć, gdy jako wspólnota kościelna postępujemy podobnie jak Sanhedryn, czyli przedkładamy prestiż i interes instytucji kościoła ponad Jezusa, Ewangelie i zwykłą ludzką przyzwoitość. „Umywamy ręcę” jak Piłat, gdy ulegając lękowi i opinii większości, czynimy zło w niezgodzie z własnym sumieniem, i wydajmy sądy krzywdzące niewinnych. Gdy korzystając ze swej władzy politycznej, ekonomicznej, nauczycielskiej czy rodzicielskiej nie stajemy w obronie słabszych, bezbronnych, prześladowanych. Krzyczymy razem z jerozolimskim tłumem „Ukrzyżuj go”, gdy ulegamy propagandzie i manipulacji, również religijnej, i  nawołujemy do zemsty, poniżania, braku tolerancji wobec wierzących czy myślących inaczej niż my.

Stacja II – Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

Jezus nie wybrał swego krzyża, ale został nim obarczony i zgodził się go ponieść za nas. Podobnie nie my wybieramy krzyż grzechów i słabości naszej kościelnej wspólnoty, ale możemy przyjąć wobec nich różną postawę. Możemy mówić, że to inni zawsze są winni: żydzi, komuniści, liberałowi, masoni. Albo możemy przyjąć krzyż odpowiedzialności za Kościół i uznać, że pierwszymi, którzy mają się nawracać jesteśmy właśnie my, katolicy. Mamy dźwigać zarówno krzyż naszych katolickich słabości: klerykalizmu, materializmu, religijnej obojętności, antyświadectwa Ewangelii, duchowego lenistwa, braku misyjnego i ewangelizacyjnego zapału, braku tolerancji wobec innych, wzajemnych niechęci i podziałów. Ale też dźwigać krzyż zła całego świata, współcierpieć i modlić się za nie-katolików, niewierzących, wrogów Kościoła i Boga, i za tych, którzy nas prześladują. Trzeba nam dorastać do tego, by przyjmować krzyż w duchu miłości do Boga i bliźnich.

Stacja III – Jezus po raz pierwszy upada pod krzyżem

Wycieńczony biczowaniem Jezus szybko upada pod ciężarem krzyża.  My, jako wspólnota kościelna upadamy, gdy nasze waśnie i spory przesłaniają nam ducha przebaczenia i pojednania. Upadamy, gdy zamykamy się na łaskę Bożej mocy, ufając sile naszej ideologii, instytucji czy grupy. Upadamy pod ciężarem krzyża, gdy nie potrafimy przyjąć cierpienia, trudu wyrzeczeń i cierpliwego znoszenia przeciwności we wzajemnym życiu wspólnot. Upadamy, gdy krzyż, który niesiemy, przestaje być znakiem miłości, ale staje się dla nas męczącym cięzarem, którego nasz egoizm dźwigać już dalej nie chce.

Niech nasze porażki we wzajemnym przebaczeniu i pojednaniu nie zniechęcają nas, ale przeciwnie, ufni w moc Jezusa, prośmy go, by podnosił nas z upadków.

Stacja IV – Jezus spotyka Matkę swoją

Dla Jezusa spotkanie z Matką było może największą ludzką pociechą podczas drogi krzyżowej. Dla Maryji widok zhańbionego, idącego na śmierć Syna był rozpaloną strzałą bólu, przeszywającą jej nieskończonie czyste, miłujące serce.

Możemy być pewni, że Maryja jest uprzywilejowaną drogą do serca Jezusa. Kochając Maryję, modląc się za Jej wstawiennictwem, uczymy się od Niej czułej, troskliwej miłości do Jej Syna. Dla Kościoła Maryja jest symbolem duchowej płodności kobiety i matki. Kobieta powinna odnaleźć swe pełniejsze miejsce we wspólnocie kościelnej. W polskim kościele, choć kobiety stanowią większość praktykujących systematycznie, nie mają one odpowiedającego ich godności miejsca. Kobiety powinny mieć większy udział w sprawowaniu liturgii Kościoła, nauczaniu teologii, kształtowaniu katolickiej opinii publicznej, formowaniu księży, współdecydowaniu o zarządzaniu parafiami i dziełami kościelnymi. Również miejsce sióstr zakonnych nie jest głównie w zakrystii i kuchni, obsługujących biskupów i księży – choć i tam są potrzebne – częściej powinny brać one udział w głoszeniu Słowa Bożego i czynnej ewangelizacji świata, dawaniu rekolekcji. Geniusz kobiecości: jej troskliwa miłość, intuicja, wrażliwość, wielkie estetyczne i wychowacze talenty, wielkie oddanie słabszym i potrzebującym, umiłowanie Boga powinny wyraźniej niż dotąd brać udział we współdecydowaniu o ważnych sprawach Kościoła w Polsce i na świecie.

Stacja V – Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi

Szymon z Cyreny został przymuszony do pomocy Jezusowi w niesieniu krzyża. Z początku niechętnie pomaga Skazańcowi, ale w drodze dochodzi do przemiany jego serca i dostrzega w Nim prześladowanego Mesjasza. Szymon z Cyreny jest symbolem świeckich w Kościele. Świeccy są zapraszani do wzięcia większej niż dotąd odpowiedzialności za głoszenie Ewangelii i kształt Kościoła katolickiego. Wasza miłość do Jezusa i Kościoła będzie wzrastać, gdy zaangażujecie się bardziej niż dotąd w sprawy wiary i religii. Nie ulegajcie pokusie nieśmiałego dystansu i świeckiego klerykalizmu. Na mocy chrztu świętego macie udział w misji prorockiej, kapłańskiej i królewskiej Chrystusa. To wasza intiucja moralna i kościelna broni Kościół przed klerykalną pychą duchownych, przed zamykaniem się Kościoła wobec realnych problemów codzienności i wyzwań współczesnego świata. Macie prawo i obowiązek wyrażać swą opinię o tym, kto ma być waszym biskupem, oceniać posługę i postawę kapłanów, brać żywy udział w głoszeniu Słowa Bożego i dawać świadectwo Ewangelii w pracy, życiu publicznym i Kościele.

Stacja VI – Weronika ociera twarz Jezusowi

Weronika dokonuje aktu wielkiej odwagi, przełamuje swój lęk przed rzymską strażą i wrzaskliwym tłumem. Weronika potrafi dojrzeć w Skazańcu niewinnego i cierpiącego człowieka, może samego Boga. Trzeba wielkiej cywilnej odwagi, by przyjść z pomocą prześladowanym i bezbronnym, przeciwstawić się opinii elit i większości, uczynić gest miłosiernej solidarności. Taka odwaga i czuła troska może być jedynie owocem miłującego serca, które nie lęka się o swoje bezpieczeństwo i szykany ze strony innych. Dla wierzącego aktem wielkiej odwagi może być sprzeciwienie się innym, którzy kogoś potępiają, bo jest grzesznikiem albo więźniem, albo narkomanem, albo psychicznie chorym. Zawsze trzeba iść za głosem sumienia, ujmować się za prześladowanymi i marginalizowanymi, bez względu na osobiste ryzyko i konsekwencje. Twórcza wyobraźnia i odwaga miłosierdzia, do której wzywał nas Papież, jest prawdziwym sprawdzianem naszej miłości i wiary w Chrystusa cierpiącego w ubogich i prześladowanych. Miejmy odwagę stawać w obronie tych, których inni potępiają czy opuszczają.

Stacja VII – Jezus po raz drugi upada pod krzyżem

Jezus jest coraz słabszy, słania się pod ciężarem krzyża. Kościół potrzebuje ciągłego nawrócenia, bo wciąż żyjemy pod presją pokus i upadamy. Największe upadki grożą nam, gdy przyjmujemy postawę zadowolonego z siebie faryzeizmu, czyli przekonania o własnej moralnej doskonałości i wyższości wobec innych. Księża i biskupi upadają, gdy myślą, że Kościół jest ich własnością, że nie potrzebują własnego nawrócenia i dzielenia się współodpowiedzialnością ze świeckimi. Upadamy, gdy chciwość dóbr doczesnych przesłania nam duchowe i materialne potrzeby wiernych. Upadamy, gdy nasze korporacyjne interesy i lojalności przesłaniają nam prawdziwe dobro Kościoła i prawdę Ewangelii. Upadamy, gdy pragnienie władzy, kariery i prestiżu przesłania nam pokornego ducha Jezusowej służby. Każdy upadek jest nie tylko grzechem i upokorzeniem, ale też szansą do stanięcia w prawdzie do nawrócenia, do przylgnięcia do Jezusa. Kościół potrzebuje duchownych, którzy potrafią przyznawać się do swoich błędów i słabości, z pokorą prosić o przebaczenie i pomoc wiernych, poddawać się ocenie i weryfikacji tych, którym w imieniu Chrystusa służą. Taka właśnie postawa podnoszenia się z upadków buduje wspólnotę Kościoła i jest dla świata widomym znakiem wierności swemu powołaniu, Bogu i Ewangelii.

Stacja VIII – Jezus pociesza płaczące niewiasty

Idące za Jezusem kobiety płaczą nad jego losem, poruszone Jego niezasłużonym cierpieniem. Jezus jednak, przyjmując ich łzy, upomina je, by płakały nad sobą i swymi dziećmi. Bywa tak, że zamykamy się jedynie we współczuciu wobec cierpiących, a zapominamy o własnej szerszej odpowiedzialności za wspólnotę i Kościół, odpowiedzialności za przyszłe pokolenia. Na Polakach i polskim Kościele ciąży odpowiedzialność nie tylko za dzień dzisiejszy i za wspólnotę lokalną. Naszymi decyzjami i zaniechaniami tworzymy podwaliny pod przyszłość narodu i Kościoła powszechnego. Jeśli trwożliwe zamykamy się na świat, jeśli zapominamy o własnych słabościach, o wezwaniu do pójścia z Ewangelią do tych, którzy Chrystusa nie znają lub o nim zapomnieli, konskwencje naszych zaniechań i grzechów spadną na przyszłe pokolenia. Polska już dziś potrzebuje reewangelizacji, pogłębienia wiary i życia Ewangelią. Europa i świat potrzebują polskich misjonarzy i misjonarek, księży, zakonnic i świeckich. Narastająca emigracja i spadająca dramatycznie dzietność polskich rodzin – choć jakoś zrozumiałe – sprawiają, że za kilkadziesiąt lat polski naród będzie mniejszy liczebnie, starszy, słabszy, mniej odporny na różne zagrożenia. Branie odpowiedzialności za Kościół oznacza długowzroczny, konsekwenty i przemyślany wysiłek zmagania się z naszymi narodowymi wadami i kościelnymi słabościami, by dawać pełniejsze świadectwo Ewangelii i zadbać o przyszłość chrześcijaństwa w Polsce, Europie i świecie.

Stacja IX – Jezus po raz trzeci upada pod krzyżem

Tak jak istnieją specyficzne pokusy i upadki księży, tak świeccy wierni mają swoje porażki. Świeckim najbardziej zagraża to, że w natłoku codziennych obowiązków, trudów i spraw zapominają o pielęgnowaniu osobistej więzi z Chrystusem i rozwijaniu swej religijnej tożsamości. Dramatycznie narasta rozdwojenie: jesteśmy wierzącymi w świątyni podczas niedzielnej mszy czy nabożeństw, a w domu, pracy i życiu publicznym żyjemy często jakby Boga nie było. Ulegamy pokusie nadmiernej pracy i zarabiania, często kosztem życia religijnego i rodzinnego. Coraz łatwiej rozwodzimy się, zaniedbujemy swoich najbliższych i dzieci. Łatwiej ulegamy pokusie rozwiązłości i małżeńskiej zdrady. Ulegamy kulturze przyjemności i użycia, a niekiedy wręcz ogłupiania przez małowartościowe programy i seriale telewizyjne. Nasza modlitwa często jest rutynowa i nie prowadzi do rzeczywistego spotkania z Jezusem. Z dekalogu wybieramy tylko niektóre przykazania i coraz częściej jesteśmy tolerancyjni wobec różnych nieetycznych zachowań. Odpowiedzialność za Kościół wielu z nas przerzuca w całości na duchownych i traktuje go jako swoistą instytucję usługową, której się płaci i żąda określonych usług. Dla wielu obrzędy religijne są jedynie dekoracją dla ważnych życiowych wydarzeń, bez żadnego duchowego osobistego znaczenia.

Starajmy się swoje życie przeżywać z Jezusem, włączając Go we wszystkie swoje codzinne sprawy, pamiętając, że to właśnie On dźwiga nas z codziennych upadków i zaniedbań. 

 

Komentarze

  1. zibik

    Tytułem wyjaśnienia –

    Tytułem wyjaśnienia – ponieważ zostałem zablokowany na blogu Pana Kazimierza zamieszczam tutaj wpis adresowany specjalnie, do Pana.

    Panie Andrzeju !

    Dziękuję za szczere wyznanie, to wiele wyjaśnia, że stara się Pan zrozumieć, tylko moje poglądy, przekonania, a nie mnie katolika tj. dotychczas prezentowaną postawę i rolę na forum "Tezeusza", czy w przestrzeni medialnej.

    Myli się się również Pan, moje artykułowane na forum myśli, spostrzeżenia i odczucia, w tym ostatnie oświadczenie lub inne publiczne wyznania są wyłącznie wyrazem moich doświadczeń, przekonań i poglądów. A nie jakąś tam mniej, czy bardziej "skrajną przesadą", czy brakiem koniecznej i pożądanej tolerancji albo wyrozumiałości, bądź życzliwości wobec innych osób.

    To właśnie Pan i inni rozochoceni Pana postawą, ośmielają się odnosić personalnie, selektywnie, intencjonalnie, a nawet zbyt emocjonalnie – zamiast racjonalnie, rzetelnie i wiarygodnie, do treści artykułowanych wpisów – wcale nie tylko moich.

    Chyba nie tylko ja zauważam, że czynią to wybrane osoby coraz częściej, śmielej, także niezbyt roztropnie i odpowiedzialnie na forum "Tezeusza", jeśli będzie potrzeba mogę załączyć konkretne cytaty.

    Ponieważ zdecydował się Pan kolejny raz wystąpić w roli mediatora, czy arbitra za co dziękuję. Uprzejmie proszę o doprecyzowanie, co wg. Pana jest najbardziej obraźliwe, czy skrajną przesadą w moim oświadczeniu, czy innych tekstach?…..

    Przecież stwierdzenie, że ktoś nie jest moim wzorem katolika i uzasadnienie dlaczego, nie należy traktować, jako osobistą obrazę, zniewagę, czy brak akceptacji osoby. Raczej wyzwanie, inspirację, do dialogu, ewentuanie polemiki na argumenty, a nie pisania inwektyw, czy personalnych odniesień albo blokowania adwersarza !!!

    Owszem rozmawiać, dyskutować, konwersować można prawie z każdym, natomiast nie ze wszystkimi osobami można w sposób odpowiedzialny i racjonany prowadzić publiczny dialog, czy polemikę.

    Pana wyjaśnienia nt. prawa i ograniczeń wypowiedzi są zbędne, przecież nikt nie kwestionuje oczywistości. Proszę wybaczyć, że powstrzymam się z komentarzem, kto ma lub nie ma kłopotów, ewentualnie jakie?……

    Natoiast kategorycznie sprzeciwiam się Pana stwierdzeniu : "Mówienie, że nie jest nawet "kandydatem na świadka Chrystusa" to skrajna niesprawiedliwość i coś głęboko obraźliwego. Nie rozumiem, jak może Pan nie zdawać sobie sprawy z grozy tego, co Pan czyni wobec swoich bliźnich?…..."

    Napisałem zupełnie co innego : Pan Kazimierz i inne osoby podobnie myślące i postępujące, także piszące publicznie na portalu "Tezeusz". Nie są moim wzorem katolika, ani chrześcijanina, nawet potencjalnego kandydata na wiarygodnego świadka Jezusa Chrystusa.

    A to absolutnie nie jest tożsame z Pana nadinterpretacją, wręcz przekłamaniem sensu mojej wypowiedzi.

    Oświadczam, że zbyt cenię sobie m.in. szczerość, prawdomówność i niezależność wypowiedzi, aby milczeć, jednak pozostałe Pana stwierdzenia nie skomentuję – bo po co?……

    Nie wiem jeszcze dokładnie, dlaczego akurat Pan to czyni?…..

    Nie będę Pana zachęcał, do niczego, bo wierzę w to, że potrafi Pan być wolnym, prawym, sprawiedliwym i uczciwym człowiekiem.

    Z poważaniem Z.R.Kamiński

    Szczęść Boże

     
    Odpowiedz
  2. Andrzej

    Nie mam już nic do dodania

     Panie Zbyszku, 

    napisałem do Pana ostatnio kilka komentarzy. I przyznam, że czuję się dość bezradny. Pan cały czas krzyczy, niezbyt dobrze rozumie co się w ogóle dzieje i co inni do Pana mówią. Swoją sprawą i osobą zajmuje Pan obecnie już trzeci wątek dyskusyjny, ze szkodą dla refleksji i dyskusji merytorycznej pod wpisami. 

    Jeśli kolejne osoby blokują Pana na swych blogach to jest to ważny sygnał dla Pana, który warto umieć czytać. Ale Pan sprawia wrażenie, jakby zupełnie był głuchy na ważne sygnały otrzymywane od innych. 

    Zachęcam Pana do pewnego wyciszenia, samokrytycyzmu i pokory. Obecna Pana postawa i działania zniechęcają inne osoby do kontaktu i rozmów z Panem. To jest fakt. A Pan się coraz bardziej nakręca, pogłębiając konflikty i urazy. I nie jest to kwestia takich czy innych poglądów. Chodzi o Pański stosunek do osób, których niejednokrotnie i niepotrzebnie Pan rani, i jest moralnie wątpliwy.

    Proszę też o niekontynuowanie tej dyskusji na tym wątku, lub na innych: jest ona już zupełnie jałowa i destruuje przestrzeń wspólnego dialogu na różnych wątkach. Proszę pisać swe oświadczenia na swoim blogu, podobnie głosy, których nie mógł Pan gdzieś umieścić, bo Pana zablokował gospodarz konkretnego bloga. Jeśli nie potrafi Pan zrozumieć elementarnych ludzkich próśb, zachęt i sugestii, płynących z szacunku i sympatii dla Pana, tylko wciąż nachalnie chce przekonać wszystkich, że ma rację a inni się mylą, to jest to droga donikąd. 

    Otrzymał Pan od społeczności Blogów Tezeusza i odpowiedzialnych za nie, wyraźny sygnał, że Pańskie zachowania stają się coraz częściej nieakceptowalne, raniące innych, jałowe i destruujące dyskusje. I to jest realna sprawa, nad którą warto, by się Pan zastanowił. Mnie nie interesuje kolejna Pana replika, polemika, itp. w tej sprawie. Mnie interesuje jedynie, żeby Pan zmienił swoją postawą na taką, którą inni chcieliby w ogóle akceptować i dopuszczali Pana do rozmowy.

    Pozdrawiam Pana serdecznie

    Andrzej

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code