Dotknięcie Jezusa przemienionego

51. Wieczór Biblijny w Kasince Małej

Po dziewięciomiesięcznej przerwie spowodowanej różnymi życiowymi zawirowaniami (realizacja projektu „Polska tolerancja” i „Szkoła blogerów”, zakup Domu Tezeusza, współtworzenie zarejestrowanej w lutym Fundacji Wolność i Pokój) postanowiliśmy wrócić do cotygodniowych spotkań i dzielenia się Pismem Świętym. Mamy nadzieję, że nie tylko dla nas będą one wartościową formą pogłębienia wiary i lepszego zrozumienia, czego oczekuje Bóg.

Dziś wybraliśmy następujący fragment Ewangelii, czytany w Kościele katolickim w II Niedzielę Wielkiego Postu:

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie! Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: Wstańcie, nie lękajcie się! Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie. (Mt 17,1-9)

Małgorzata: Jezus wybiera trzech najbliższych Mu uczniów, aby objawić się im w całej swojej chwale. Zaprasza On również każdego człowieka do przeżycia Jego przemienienia. Zapewne nie każdy przechodzi przez wszystkie etapy tego doświadczenia. Niektórzy robią to niechętnie, zatrzymują się w jakimś miejscu albo nie zauważają Jezusowego zaproszenia czy też ignorują je.

Gdy Jezus zaprosił trzech apostołów, młodych energicznych mężczyzn, żeby poszli z nim w góry, oni potraktowali to raczej z entuzjazmem jako dobrą przygodę. Ale nie dla każdego wyjście na górę jest – po prostu w sensie fizycznym – zachęcające. Myślę na przykład o sobie. Gdy wdrapuję się pod tę naszą dość stromą górę, zaledwie czterysta metrów asfaltówką, to tak mniej więcej w połowie, koło mostku zatrzymuję się na chwilę pobożnego westchnienia: „Panie Boże, po co ja właściwie idę pod tę górę? Czy nie lepiej byłoby mi pospacerować po Plantach?” Na szczęście Pan Bóg jest miłosierny i najczęściej podjeżdżam pod górę samochodem. Faktem pozostaje jednak, że moja odpowiedź Panu Bogu nie jest w pełni entuzjastyczna, chociaż mój wybór mieszkania na tej górze nie ma charakteru powierzchownego czy estetycznego, lecz wynika z głębokich rozstrzygnięć aksjologicznych, z mojej wiary, że On tego ode mnie chce i oczekuje, że właśnie tu i teraz jestem potrzebna.

Gdy już przebywam na górze, to Pan Bóg chce mi się ukazywać w różny sposób: w ludziach, w zdarzeniach, w moich lekturach, w krajobrazie itp. Tak jest zresztą w życiu każdego człowieka. Obyśmy zdołali dojść do takiego momentu, gdy możemy powiedzieć jak Piotr: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy”. Obyśmy potrafili ucieszyć się Bożą obecnością i podziękować Bogu za to, do czego nas zaprasza.

Piotr cieszy się z tego, co zaszło i podejmuje od razu typowo ludzkie działania: chce zagospodarować przestrzeń, postawić namioty, uczcić Boga przy pomocy materialnych środków. Wtedy Bóg Ojciec wchodzi mu w słowa i powiada: „…Jego słuchajcie!” Mnie przynajmniej nieobce jest takie doświadczenie, że wychodząc od tego, co uznaję za Bożą wolę, za Boży znak czy wezwanie, pogrążam się w gąszczu różnych materialnych spraw do załatwienia. Jakiś bank, urząd, papierek, jakaś ważna osoba, z którą trzeba porozmawiać – i nagle orientuję się, że zapomniałam, jaki to wszystko ma sens, nie znajduję czasu, aby zatrzymać się i zastanowić się, czy właśnie tego oczekuje ode mnie Bóg. Wcale się nie dziwię, że uczniowie – pod wrażeniem wspaniałego widoku i własnych pomysłów, jak jeszcze upiększyć tę chwilę – przerazili się, usłyszawszy głos Boga. Przeraził ich oczywiście kontakt z Bogiem żywym, ale też przypomnienie tego, co w ich życiu powinno być najważniejsze.

Potem następuje bardzo piękny fragment Ewangelii. Jezus mówi: „Nie lękajcie się!” I dalej czytamy: „Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa”. Wtedy nastąpiło uspokojenie. Stąd płynie nadzieja, że jeśli zobaczymy tylko samego Jezusa, to On przyniesie spokój, pozbawi nas lęków, które wynikają z naszej nadmiernej troski o sprawy materialne i z tego, że najważniejsze wartości gdzieś nam się zagubiły.

Na koniec Jezus mówi do uczniów: „Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie”. To dyskretna zapowiedź, że uczniów czekają różne trudności i próby. Jeżeli Jezus mówi: „Zmartwychwstanę”, to znaczy: „Najpierw muszę umrzeć i może być z wami bardzo źle. Dziś zobaczyliście Mnie w chwale, ucieszyliście się Mną, ale wasza dalsza droga wcale nie będzie z tego powodu prosta, łatwa i pozbawiona błędów”. Piotr, jak wiemy, chociaż był świadkiem przemienienia, zaparł się Jezusa. Jan stał wprawdzie pod krzyżem, ale przecież musiało to być dla niego straszliwe przeżycie… Poprzez przemienienie na Górze Tabor Jezus chce tych ludzi wewnętrznie umocnić. W drugą niedzielę Wielkiego Postu my również czytamy te słowa po to, aby się umocnić. Jezus z jednej strony pokazuje nam swoją Boską chwałę, jeżeli tylko umiemy to dostrzec i przeżyć. Z drugiej strony chce nas wesprzeć w nadchodzących trudach i przypomina, że zawsze będzie z nami.

Andrzej: Góra Przemienienia. Bóg zawsze inny. Bóg, który przekracza nasze wyobrażenia. Bóg, który wkracza w obszar naszej zmysłowej percepcji tylko po to, aby zakwestionować to, co widzimy. Jezus objawia się jako Pan czasu. W świetlistym kręgu Jezusa wyłaniają się Mojżesz i Eliasz, dwaj najważniejsi prorocy Starego Testamentu, co jest jakby objęciem czasu – nie tylko historii Żydów, ale całego czasu, całej przeszłości i przyszłości. Jezus, który objawia się jako przemieniony, antycypując nie tylko Jezusa zmartwychwstałego, ale też wskazując i antycypując Boga w całej pełni boskości, ujawnia przestrzeń, w której wszystko dzieje się tu i teraz. Cały wszechświat staje na Górze Przemienienia, tam, gdzie jest Jezus w pełni swej boskości, potwierdzany słowami i obecnością Ojca. „To jest mój Syn umiłowany”. W słowie „umiłowany” mamy też Ducha Świętego, Ducha Miłości. Mamy więc objawienie całej Trójcy Świętej.

Bóg, który objawia swoją pełnię – jeszcze nie pełnię absolutną, ale jej antycypację – z jednej strony cieszy uczniów, Piotra, Jakuba i Jana, ale z drugiej strony wprawia ich w zakłopotanie, a nawet budzi głęboki lęk: przed Bogiem, przed wiecznością, przed pełnią, przed miłością, przed wypełnieniem się wszelkiego sensu. Ten lęk pokazuje wielką przepaść, jaka dzieli człowieka – nawet bliskiego Bogu – od Niego samego. W ziemskim życiu ta przepaść będzie zawsze istniała i będzie tym większa, im Bóg będzie bliżej.

Pamiętamy kontekst tego czytania. Wkrótce Jezus jako przestępca polityczny, religijny, ale też zwyczajny  zostanie skazany na haniebną śmierć. Umrze, odejdzie w hańbie, w pocie, we krwi, w jęku konania. Odejdzie w zupełnej samotności, opuszczony przez wszystkich. Jego boskość zostanie zupełnie nierozpoznana. Mówi się, że scena przemienienia jest po to, aby uczniowie dochowali wierności w chwili kenozy, w chwili ogołocenia się Jezusa na krzyżu przez mękę. Takie mocne świadectwo nie pomogło Piotrowi w chwili próby, ale może pomogło uczniom rozpoznać Jezusa zmartwychwstałego, który był właśnie Jezusem z Góry Przemienienia.

Czym dla mnie jest ten obraz Jezusa? Jezus zaprasza do spotkania z Nim. Wybiera miejsce odosobnione, wyciszone – czy to będzie czas rekolekcji, czy to będzie czas choroby, czy to będzie czas agonii, czy czas wielkiego transu twórczego, czy szczęścia w miłości, czy mistycznego wzlotu, czy czas głębokiego pokoju i poczucia bliskości z Jezusem, który staje się piękny. Na pewnym filmie, chyba „American Beauty”, jeden z bohaterów, filmowiec amator mówi ze łzami w oczach, że świat wydaje mu się piękny aż nie do wytrzymania. To piękno świata jest odblaskiem piękna Jezusa, Boga Przemienienia, Boga, który przemienia wszystko wokół nas i który widząc nasze zakłopotanie, nasz lęk, wyciąga do nas rękę, objawia całą prawdę, nie lęka się dzielącej nas od Niego przepaści, nie lęka się sprawić nam dyskomfort, nie lęka się naszego lęku, a jednocześnie nie zostawia nas samych. Wyciąga rękę, uspokaja, tłumaczy, potrafi się pochylić i zrezygnować ze swojego majestatu, zejść do naszego poziomu, być naszym przyjacielem. Dotknięcie Jezusa przemienionego przemienia nas do głębi na całe życie. Coś w nas z tego widzenia Jezusa przemienionego albo – w wydaniu agnostycznym – z intuicji świata jako pięknego do bólu pozostaje jako iskra boskości i przemienia nasze życie już tu i teraz, zapowiada to życie, które jak wierzymy, czeka nas po śmierci w wieczności. 

Wieczory Biblijne w Kasince Małej

 

Komentarz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code