Dlaczego nie interesuję się Olimpiadą w Pekinie

Wczoraj dowiedziałem się, że rozpoczęła się Olimpiada w Pekinie. Przypuszczam, że wielu z Was żyje jakoś tą sprawą. Chciałbym krótko powiedzieć, dlaczego dla mnie jest to wydarzenie zupełnie nie interesujące, a w wielu aspektach szkodliwe.

1. Nie interesuję się sportem, zwłaszcza oglądanym w telewizji.

2. Idea Olimpiady, jako bezinteresownej rywalizacji sportowej, która ma służyć wzajemnemu poznaniu między narodami i kulturami oraz światowemu pokojowi, uległa zagubieniu. Obecnie to głównie biznesowy show, w którym chodzi o pieniądze i sukces.

3. Czynne branie udziału w Olimpiadzie i jej oglądanie w jakiejkolwiek formie jest aktywnością o niskiej jakości duchowej: poza konsumpcjonistyczną rozrywką regenerującą siły nie ma ona żadnej wartości dla rozwoju duchowego i moralnego uczestników i kibiców.

4. Nie używam TV i radia, nie mam więc codziennej styczności z wieściami z Olimpiady, nie muszę więc choćby przypadkiem dowiadywać się „co się dzieje w Pekinie”.

5. Gospodarza Olimpiady, czyli Chińska Republikę Ludową uważam za dyktaturę neototalitarną, która poza wyjątkowo haniebnym ciemiężeniem narodu Tybetu, nie przestrzega elementarnych praw ludzkich i obywatelskich i skazuje miliardowy naród na karykaturę życia. Udzielanie swego zainteresowania Olimpiadzie wzmacnia globalną niesprawiedliwość i rządy przemocy.

6. Budowanie tożsamości (a zwłaszcza dumy) narodowej w oparciu o solidarny udział w wysiłkach sportowców mojego kraju uważam za niską formę tworzenia narodu, często o odcieniu ksenofobicznym. Wszelkie zaś uleganie tzw. emocjom plemiennym, zwłaszcza przeżywanym wspólnie, uważam za niegodne osoby ludzkiej.

7. Czas, uwagę i emocje przeznaczone na kibicowanie Olimplijczykom można przeznaczyć na wartościowsze duchowo, intelektualnie i morlanie cele. Dla mnie byłaby to duża strata, a w skali globalnej to katastrofalne marnotrawstwo.

Pozdrawiam serdecznie kibiców Olimpiady. Proszę powyższego tekstu nie traktować osobiście. Myślę jednak, że warto mieć świadomość zupełnie odmiennych punktów widzenia, zwłaszcza odnośnie zjawisk i imprez masowych, a w tym przypadku globalnych.

Andrzej Miszk – Pozostałe blogi i teksty

Mój kanał filmowy w YouTube

 

6 Comments

  1. zibik

    Panie Andrzeju !
    Gratuluję

    Panie Andrzeju !
    Gratuluję postawy – rozumiem, że jest Pan za, a nawet przeciw tzn. prorządowy – myśli i postępuje podobnie, jak nasi najdostojniejsi przywódcy – nasze “elyty”.
    Ale mam wątpliwości, czy również jest Pan prospołeczny ?…..,kiedy większość naszych rodaków, zdecydowanie nie podziela Pana poglądów, zachowania i postępowania.

     
    Odpowiedz
  2. Kazimierz

    Podziwiam cię Andrzeju i

    Podziwiam cię Andrzeju i wspominam z radością moje pierwsze lata po nawróceniu, również wówczas nie interesowało mnie nic opócz Jezusa.
    Dziś jest nieco inaczej, ale i tak pragnę znajdować w każdej chwili i w każdym zdarzeniu Jezusa.
    Olimiada może posłużyć jako pomoc homiletyczna, wszak Paweł pisze o zawodach sportowych, chociaż zgadzam się z tobą, że dzisiejsze zawody, to ściganie się trenerów i sponsorów.

    Pozdrawiam KJ

     
    Odpowiedz
  3. Anonim

    Podpisuję sie pod tekstem

    Podpisuję sie pod tekstem Twoim Andrzeju obydwiema rękami. Znam bardzo wielu ludzi o takich poglądach, jest to dla mnie normalne.

     
    Odpowiedz
  4. ahasver

    Punkty 3, 6 i 7 świadczą o

    Punkty 3, 6 i 7 świadczą o niedopuszczalnym moralnie, “sportofobicznym” szowiniźmie. Zdrowa duchowość jest wykluczona bez dbałości o swoje -choćby kalekie / niepełnosprawne- ciało. Nie muszę chyba przypominać zasad zdrowego epikureizmu, tudzież Platońskiego lub Arystotelesowskiego podejścia do tężyzny fizycznej? Wariat Nietzsche wytknął nadgorliwie ascetyczne ideały Chrześcijaństwa, których neurotyczne podłoże prowadzi do afektywnej miotaniny w nienawiści do życia. Niechęć do sportu nie ma niczego wspólnego z Chrześcijaństwem. A sportowa rywalizacja, pod warunkiem, że jest zdrowa i serdeczna, stanowi jedną z najwyższych wartości duchowych i moralnych. Zgadzam się z autorem, że idea olimpizmu upadła na naszych oczach, tak samo jak idea zdrowego sportu bez dopingu. Czy upoważnia to jednak autora do wydawania negatywnych sądów o sporcie w ogóle? Wydaje mi się, że może świadczyć wyłącznie o osobistym urazie do tężyzny fizycznej i przedkłądaniu owego afektu na uniwersalne zasady. I taka właśnie postawa drzemie u źródeł wszelkich totalitaryzmów.

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code