Czy przegrywamy wojnę z islamem?

Agnieszka Kołakowska pisze w dzisiejszej “Rzeczpospolitej” (“Wojna, którą przegrywamy), że wystąpienie Benedykta XVI w Ratyzbonie było jedynie pretekstem dla wybuchu oburzenia wśród muzułmanów, które drzemie w nich od lat. Obojętnie czy byłby to dziennikarz, polityk, artysta. Wszystko jedno. I tak islam jest wrogo nastawiony do Zachodu i dlatego tak bardzo wyczulony jest na każdą negatywną uwagę pod swoim adresem. I tutaj muszę się nie zgodzić. Uparcie rozróżniałbym na ekstremistów islamskich i “zwykłych” wyznawców islamu. Autorka twierdzi, że to nie ma znaczenia, bo gdyby rzeczywiście islam był nastawiony pokojowo, to “porządni” muzułmanie występowaliby przeciwko agresywnym zachowaniom swoich pobratymców. Tak i nie. Rzeczywiście, z jednej strony wydaje się, że gdyby świat islamski bardziej sprzysiężył się przeciwko fanatykom (a jawi się to jako jedyny sposób na ukrócenie ich zapędów), to byłby to znak autentycznej dobrej woli ze strony islamu. Z drugiej strony, może być tak, że ci “porządni” muzułmanie sami są bezradni wobec przejawów fanatyzmu i terroryzmu. Milczą, bo się boją. To też trzeba brać pod uwagę.

Jeśli uznamy, że w islamie tkwi tyle wrogości czekającej na byle pretekst, aby się uzewnętrznić. to praktycznie rzecz biorąc, nie ma sposobu na przezwyciężenie tego problemu ani teraz, ani w przyszłości. To zbyt daleko posunięty fatalizm. Nie wiemy do końca, czy przemiana w islamie nie jest w ogóle możliwa. Nie możemy zakładać, że skoro dzisiaj tak jest, to zawsze tak będzie. 800 lat temu o Kościele też nikt nie przypuszczał, że coś się może zmienić. Ktoś może zarzucić mi brak realizmu i naiwność. Osobiście nie jestem zwolennikiem radykalnych czy siłowych rozwiązań, lecz głębszej i wieloaspektowej refleksji. A dopiero po niej można odwołać się do siłowych rozwiązań, jeśli nie ma już innego wyjścia. Mam wrażenie, że w Europie zbyt płytko myśli się o religii, o islamie, o chrześcijaństwie. Dlatego łatwo przejść do politycznej poprawności, bo na czym się oprzeć, skoro wszystko jest niepewne i ruchome?

Tutaj odsłania się głębsza sprawa. Przemiana jest możliwa o tyle, o ile człowiek, dany system, religia zbliża się do prawdy. Kościół katolicki też nie jest samą prawdą. Tę prawdę głosi i otrzymuje ciągle w darze. Pytanie więc, jak dalece islam czy inne religii zbliżają się do prawdy. Ile w nich jest z prawdy. Nie można powiedzieć naiwnie, że są wyłącznie dziełem ludzkim, bo Bóg działa w rozmaity sposób. Trzeba się więc pytać, na ile wewnętrzna struktura islamu, jego nauka, Koran mają związek z prawdą. Jeśli jest on nikły, to nie można liczyć na wielkie zmiany. Jeśli większy (no właśnie, jak to zbadać?) to nadzieja na rozwój istnieje.

Natomiast zgadzam się z autorką, że nie może być tak, aby islamiści mogli wykrzykiwać na cały Zachód i chrześcijaństwo, a my winniśmy siedzieć cicho i potulnie. To też nie jest dobre wyjście. Nie jest jednak roztropnym podejście autorki, że skoro w Europie panuje wolność słowa, to Papież ma prawo powiedzieć co chce i inni muszą to uszanować. Po pierwsze jest to myślenie życzeeniowe. Bo to co znaczy, że inni “muszą”? Po drugie, to że panuje wolność słowa, nie oznacza, że można wszystko mówić oficjalnie, nawet jeśli to jest prawda. Trzeba zważać na różne okoliczności oraz konsekwencje i na to, czy wszyscy są gotowi przyjąć prawdę.

Zgoda, że poprawność polityczna nie załatwi problemu z islamem, bo ekstremiści i tak będą działać, bez względu na to, czy będziemy łagodnie się z nimi obchodzić, czy krytykować. Ale przecież można wybrać drogę nie tyle poprawności i układności, co wyważonej dyplomacji. A dyplomacja nie oznacza, że ukrywamy prawdę, że omijamy drażliwości. Jednak ze względu na niedojrzałość jednej ze stron trzeba ważyć słowa. Możemy z tym walczyć. Możemy się zżymać, że taki jest świat. Może nam się to nie podobać. Ale gdy spróbujemy stawiać kawę na ławę i liczyć, że to pomoże w zrozumieniu i dialogu, to się mylimy.

Jeszcze raz przeczytałem wykład Papieża. I zastanawia mnie jedno: w kontekście całości wykładu i jego tematyki cytat z Manuela Paleologa, jak twierdzą także niektórzy komentatorzy, jest zbędny. Równie dobrze można było użyć innego cytatu, bo Benedykt XVI mówił zasadniczo o relacji między rozumem a wiarą. A przemoc może być stosowana w różnych religiach, nie tylko w islamie. Główne przesłanie Papieża, jak można to odczytać z wykładu, skierowane jest do wszystkich religii i do wszystkich ludzi dobrej woli. Nie sądzę, żeby Papież miał na myśli jedynie islam. Cytat posłużył jedynie za przykład i punkt wyjścia. Ale niestety, nie wszyscy tak to pojmują.

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code