Bóg po naszej stronie

Rozważanie na XXIII Niedzielę Zwykłą, rok C1
 

Szły za Nim tłumy. A tłumy jak to tłumy – wielu idzie, bo są ciekawi, bo chcą zobaczyć coś niezwykłego (słyszeli, że cuda czyni…), bo tyle ciepłych, miłych słów z Jego ust o biedakach i chorych, opuszczonych…, więc idą. Idą pełni entuzjazmu, oczekiwania, idą niesieni emocjami. Gotowi są na trud wędrówki, oddalenie od domu, przegłodzenie nawet (bo różnie może być z zaopatrzeniem), nocowanie pod gołym niebem. Jedni drugich wspierają, oczy mają rozświetlone, pełne nadziei. Nic nie wydaje im się trudne, tak bardzo chcą Go słuchać i być przy Nim. Może nawet całe rodziny idą. A może tylko ojcowie, którzy wrócą do domu, żeby zadziwić opowieściami, może matki, które spodziewają się, że ich chore dziecko zostanie uzdrowione, a mąż przestanie pić… Może po prostu samotni, niekochani, z nadzieją, że w tej gromadzie znajdą kogoś, kto ich pokocha i już na zawsze będzie z nimi…

Najwyraźniej był czas po temu, by powiedzieć, co znaczy „pójść za Nim”. „Miej w nienawiści najbliższych i siebie. Nieś krzyż”. Twarde słowa. Bolesne. I aktualne.

Nas, współczesnych przeraża i niepokoi najbardziej ta „nienawiść” w stosunku do rodziny. Przypis z Biblii Jerozolimskiej łagodzi ostry wydźwięk tego słowa. „Nienawiść” – to hebraizm; nieco przesadnie brzmiące w naszych uszach określenie zdolności odłączenia serca od wszystkiego, do czego jesteśmy przywiązani na ziemi. Co także wcale nie jest łatwe! Poza tym odłączenie (uwolnienie) serca nie musi oznaczać stłumienia miłości; raczej wniesienie do niej powiewu wolności. Jak więc rozumieć tę „nienawiść”?

Wydaje się, że chodzi o uwolnienie od potrzeb i pragnień własnego Ja. O otwarcie w duszy przestrzeni, w którą Bóg może wlać Siebie.

O taką miłość, w której kochający nie przywłaszcza sobie drugiej osoby, ale także i nie pragnie być zawłaszczonym. O to, by kochać z wewnętrzną swobodą, bez kurczowego przywiązania zaciemniającego umysł. Umieć w każdej chwili oderwać się od „swoich” i „swojego” – dla Niego. Potrafić dać wolność od siebie, uwolnić od siebie najbliższych – dla Niego. To bolesny proces.

Mamy naturalną skłonność do stawiania swego JA w centrum i bardzo jesteśmy do niego przywiązani. Lubimy, gdy nasze JA się powiększa, pęcznieje, mnoży…: „moje biurko (mój komputer), mój dom, moja ulica…, moi rodzice, mój małżonek, moje dzieci – moi przodkowie”. Moje Ja rośnie równomiernie, zagarnia w swoją przestrzeń nie tylko rzeczy, ale i ludzi. Przede wszystkim moją rodzinę, która staje się częścią mnie, moją własnością. Taka przywłaszczająca miłość zamyka na świat, zniewala i mnie, i moich bliskich. Rozstanie, oddalenie – rodzi cierpienie i ból. Nie możemy – bardzo dosłownie – istnieć bez siebie. Z jednej strony tak silna i bezwarunkowa identyfikacja z „moimi” oddziela mnie (wraz z nimi) od reszty świata. Ja i oni stanowimy mocny krąg, poza którym znajdują się „inni, obcy, nie-rodzina”. Ktoś potrzebuje pomocy – możemy się wymówić: „on mi ani brat, ani swat” . Jakieś dziecko potrzebuje opieki – to nie moja sprawa, nie moje dziecko. Ja o swoje dbam. Z drugiej strony, moje Ja pomniejszone o dzieci, męża (żonę), rodziców kurczy się i zanika – tracę sens życia, tracę siebie.

W sercu tak kochających osób nie ma miejsca na Drugiego, na Innego. Nie ma więc miejsca dla Boga. Ale przecież to naturalne, że gdy umrze któryś ze współmałżonków, drugie rozpacza… Bywa, że ten, który pozostał, nie czując się całością, lecz niedopełnioną częścią, umiera szybko. „Poszedł za żoną, poszła za mężem”. A gdy umrze dziecko – ból nie do zniesienia. Na bardzo długo, jeśli nie do końca życia.

Czy to złe? Na pewno nie, to ludzkie, naturalne. Czy Bóg chce, żebyśmy byli nieczuli? Nie ulegali wzruszeniom? Nie, sam Jezus płakał po śmierci Łazarza – wzruszył się głęboko. Ale zaraz potem go wskrzesił! Miłość Boża pokonała naturę! Bóg pragnie, byśmy będąc wewnątrz tej miłości, przekraczali jednocześnie swoją naturę – bo tylko tak możemy dotrzeć do Niego.

To jest dramatycznie trudne. Jezus lojalnie nas o tym uprzedza, chce, żebyśmy poszli za Nim świadomi trudów, bo tylko tak możemy osiągnąć cel. Nie mami nas złudną łatwością i przyjemnościami. Zachęca, żebyśmy rozważyli wszystko, obliczyli koszta, czy zdołamy to unieść? Czy dokończymy tę wieżę ku Niebu, którą zaczęliśmy stawiać w euforii? Czy wygramy wojnę z naturą, nie obliczywszy sił?

Zdani sami na siebie jesteśmy dość bezradni. Salomon, mędrzec, ujął to tak trafnie: „Nieśmiałe są myśli śmiertelników i przewidywania nasze zawodne, bo śmiertelne ciało przygniata duszę i ziemski przybytek obciąża lotny umysł. Mozolnie odkrywamy rzeczy tej ziemi, z trudem znajdujemy, co mamy pod ręką, a któż wyśledzi to, co jest na niebie? Któż poznałby Twój zamysł, gdybyś nie dał Mądrości, nie zesłał z wysoka Świętego Ducha swego?”

By wkroczyć na te drogę, którą proponuje Jezus i dojść do końca, potrzeba mocy, wytrwałości, mądrości, nie ludzkiej, lecz Bożej. Nie byłoby to dla nas możliwe, gdyby On pierwszy nie przeszedł tą drogą. Ale przeszedł.

Dając nam wolną wolę, możliwość wyboru pośród mgieł świata, Bóg dopuścił z szacunku dla nas, byśmy błądzili, zdradzali, upadali, grzeszyli, bali się i odwracali od Niego. Skazałby więc nas na zatracenie?

Nie. Jak pisze Urs von Balthasar [1] – przeszedł na naszą stronę. Sam Sobą utorował nam drogę wśród bezdroży, nie tłumiąc naszej wolności. Doświadczył naszej, ludzkiej egzystencji i śmierci powodowany miłością. I zesłał z wysoka Świętego Ducha Swego. Tylko dlatego może nam proponować tę karkołomną drogę – przez krzyż wyrzeczeń, zaprzeczenia naturalnym uczuciom, samotności. Bo to droga ku Prawdzie Niepojętej, że możemy być tacy, jak ON. Bo z krzyża wyłania się życie. Nie pojmiemy tej drogi inaczej, tylko naśladując Go, idąc Jego tropem, zbliżając się do człowieczeństwa prześwietlonego Bogiem. Bo On jest Drogą. On jest Prawdą, On jest Życiem.

1. „Bóg który stał się człowiekiem” w „Duch chrześcijański” s. 50-51 , EDITION DU DIALOQUE, SOCIETE D’EDITIONS INTERNATIONALES Paris 1976 Kolekcja Znaki Czasu

droga_do_boga.jpg

Rozważania Niedzielne

 

 

21 Comments

  1. elik

    A my po czyjej stronie?….

    Pani Jolu – najlepiej, ale chyba i najtrudniej jest dzielić się tym, co odczytujemy w słowie Bożym, a szczególnie trudno jest mówić/pisać o tym, jak to odnosi się do własnego życia…

    Jednak Pan Bóg, ani nawet Kościół RK nikomu nie proponuje w życiu doczesnym „karkołomnej drogi”. Natomiast jest lub staje się ona nie tylko taką, kiedy ludzie nie bytują, lecz wegetują tj. przede wszystkim świadomie i dobrowolnie rezygnują z Boga łaskawości i miłości, a nawet Jego miłosierdzia. A zatem permanentnie lub zdecydowanie częściej akceptują, tolerują, wybierają lub czynią (współtworzą) wszelakie zło zamiast dobra. Wówczas bywa i tak, że na tej niebezpiecznej tj. karkołomnej drodze nie spotykają Ducha Świętego, lecz  szatana, z którym podpisują cyrograf.

    Wtedy zaczyna się gehenna, koszmar, dramat itp. w ich życiu, także w współżyciu z innymi, bo nie tylko błądzą, czy uporczywie zaniedbują to, co doniosłe, konieczne i dobre, oraz właściwe i pożądane, ale stają się wiernymi sługami i niewolnikami Złego ducha. Ponadto trwają w śmiertelnym grzechu, także deprawują i gorszą innych, oraz zamiast opamiętać się i nawrócić nadal wegetują i dążą w/w drogą na zatracenie.

    Szczęść Boże! – wszystkim na trudnej, lecz fascynującej i bezpiecznej drodze życia, a pozostałym Boże wszechmocny i miłosierny pomagaj opamiętać się, uwolnić, nawrócić i zbawić duszę.

    Amen

     
    Odpowiedz
  2. ostatni

    przywłaszczająca miłość…

    czasami mam wrażenie że ta nasza miłość nie daje wyboru, raczej powoduje rozdarcie wewnętrzne, dziękuję za ten tekst – zaczynam rozumieć czemu moja miłość zadaje mi ból – zwyczajnie boje się stracić to co mam, a wszystkim co mam jest rodzina – prawdziwy dar, jest nam dobrze, czuję że chce żyć, ale żeby objąć Przyjaciela i Pana trzeba przejść przez śmierć, nie boję się śmierci, ale ogarnia mnie przerażenie na myśl o rozstaniu, boję się pozostawić i być pozostawionym, jednocześnie chciałbym już być wolnym od moich lęków, i widzieć twarzą w twarz, dokończyć biegu, odebrać wieniec.

    Prościej by było gdyby On przyszedł, gdyby wrócił i zakończył to  "umieranie", wtedy zamiast rozstania moglibyśmy razem się cieszyć i odpocząć, to jednak nie jest  możliwe do puki nie dopełni się liczba …., dobry Ojciec będzie czekał na ostatnie dziecko, nie pozwoli by  któreś zginęło, wszystkie owce będą musiały poczekać aż ostatnia dołączy.

    Trudny temat – ponieważ ta " przywłaszczajaca miłość" do bliskich  nie tylko zamyka na świat ona więzi i torturuje – jak to zmienić?, jak "ich" kochać i jednocześnie nie bać się o "nich"? czy w takim przypadku możliwe jest powiedzieć – "…Pan dał, Pan wziął…"   ?

     
    Odpowiedz
  3. golebiowski

    Klemens Aleksandryjski o ewangelicznej „nienawiści”

    „Nie naucza przecież nienawiści i nie nakazuje uwolnić się od przywiązania do najdroższych [ludzi] ów Bóg pokoju, który nawet nieprzyjaciół poleca miłować […]. Nienawidzić ojca i miłować nieprzyjaciela może ten, kto ani nie mści się na nieprzyjacielu, ani nie szanuje ojca bardziej niż Chrystusa. W tamtym wezwaniu poleca Jezus wykarczować nienawiść, w tym zaś – nadmierną nieśmiałość wobec otoczenia, o ile przeszkadzałaby ona zbawieniu […]. Wyobraź sobie, że staje przed tobą ojciec i mówi: «Ja cię spłodziłem i wychowałem, pójdź za mną, czyń zło razem ze mną i nie słuchaj prawa Chrystusowego» […]. A jeśliby podobnie mówił brat albo żona, czy ktokolwiek inny, niech przed wszystkimi Chrystus w tobie zwycięża, za ciebie bowiem On walczy” (Klemens Aleksandryjski, Quis dives salvetur I, 22).

     
    Odpowiedz
  4. aaharonart

    PRZED BURZENIEM

     

     

     On zwrócił się i rzekł do nich: Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem
     
     „ja” ma odkryć swoją część, wybrać elementy siebie z kulturowej mozaiki nigdy jej nie odrzucając".
     
     Czytając słowa które kieruje Mesjasz Jezus do Żydów zgromadzonych wokół niego , to tych tłumów można by odnieść wrażenie że chodzi mu o zerwanie z tradycją Ojców i Matek. Przypominam sobie chwile w których jako młodzienieć natknąłem się na naukę takich ludzi , którzy byli przeciwni tradycji katolickiej. Pamiętam jak cytowano mi ten fragment pisma świętego jako argument, że jeśli mam słuchać Pisma świętego jako słowa Bożego nie powinienem oglądać się na to co napisali moi Katoliccy Ojcowie wiary , ale że powinienem podążać jedynie  za tym co mówi Pan w swoim słowie. Myslę, że wielu z nas natknęło się na to w swoim życiu , na ten rzekłbym proceder, w którym używa się i przekręca słowo Jezusa,  aby stało się ono argumentem przemawiającym za wyborem tej czy innej religii, bądź tego czy innego wyznania wiary . Wielu ludzi dzisiaj stara się na podstawie tych słów o nienawiści do Matki i Ojca przekonywć młodzież Katolicką albo młodzież żydowską , że tradycje Ojców i Matek są martwe. Mówią oni,  że nie powinno się przedkładać miłości do "Korzeni"  nad wyborem tej wedłóg nich jedynej słusznej drogi,  którą można odnaleźć jedynie w pójściu za Jezusem. Wygląda to tak jakby Jezus miał coś przeciw swojemu ojcu Józefowi który był tradycyjnym żydem i matce która przecież była żydówką praktykującą wiarę w Boga w oparciu o tradycję Żydowską.
     Chciałbym zwrócić uwagę na ducha sekciarstwa które uważa że wszystkie tradycje i obyczaje naszych korzeni są przeszkodą  na drodze ku poznaniu Boga w duchu i prawdzie. Mało tego , uważa się że to co nauczali nas dotąd Ojcowie może zamknąć nam drogę i uniemozliwić pójście za Jezusem i jego słowem. Nie chcę wnikać w głębię ale wydaje mi się że powinno się podkreślić ten proceder jaki dziś stosują tak zwani liderzy różnych pomysłów na Boga. Być może widząc to wielu ludziom oszczędzono by rozterek życiowych związanych z późniejszym zawiedzeniem się na tych którym uwierzono . Na tezeuszu na forum możemy poczytać o dyskusji pt Chefsiba is coming back!!
     Myślę że wielu tam piszących ludzi mogło by dać świadectwo o tym jak manipuluje się umysłem młodych ludzi wytwarzając w nich błędne poczucie że służą bogu właśnie wtedy gdy  przestają wierzyć w oparciu o tradycję Ojców i Matek. Myślę że wielu z nich padło ofiarą manipulacji słowem Bożym , które wyjaśniali im nie Ci którzy są odpowiedzialni w kościele za wykładnie słowa,  ale Ci którzy sami siebie ustanowili liderami wspólnot na pozór katolickimi  .
     Wielu młodych ludzi daje się ponieść takiemu nauczaniu które nie jest związane z "korzeniem" , wielu z nich odchodzi od Kościoła mając pewność że służą Bogu odchodząc od tradycji Ojców i Matek. Myślę że wielu z tych młodych ludzi staje sie ofiarami sekt które wykorzystują słowo o nienawiści do nauki Ojców Katolickich . Tacy młodzi ludzie wchodzą w struktury obce tradycji Katolickiej a ich umysły kształtowane są przez liderów wykorzystujących naiwność młodych ludzi. Warto chyba zwrócić na to uwagę .
     Zastanawiam jednak jeszcze nad tym  tytułem tego bloga. "Bóg po naszej stronie".
     Nie wiem, ale jakoś nie mam przekonania by Bóg był po czyjejkolwiek stronie.
     Ten tytuł bloga jest bardzo dobry bo pokazuje jak łatwo chcemy Boga po którejś ze stron umiescić. Myślę że warto było by przeanalizować i puknąć sie również w naszą Katolicką pierś mając na uwagę fakt jak wiele błędów popełniliśmy odłączając się od korzenia tradycji Judeochrześcijanskiej. Myślę że wielkim osłabieniem dla Kościoła Katolickiego było to że wiele z korzeni naszych Ojców i Matek żydowskich zostało odciętych i precz wyrzuconych w minionych wiekach. Uważam że wielkim błędem było pozbywanie się tradycji Żydowskiej i pisaniem jej niejako na nowo .
     To strasznie zmęczyło kościół.
      Wiele pięknych świąt i obyczajów naszych żydowskich Matek i Ojców zupełnie poszło w zapomnienie  . Dziś tak bardzo modne jest spotykanie się żydów z Katolikami i odbudowywanie więzi dawniej utraconych. Kto wie . Może w przyszłości doczekamy się takiej chwili w której świętowanie razem z żydami  zagości w naszych kościołach a świętowanie Szabatu  będzie równie kosztowne  w oczach Katolika jak świętowanie niedzieli. Bo przecież wszyscy wiemy że dniem siódmym w którym odpoczął Bóg była Sobota a nie niedziela.
     Kto więc pozwolił nam Katolikom na zmianę naszych żydowskich korzeni , w których wychował się nam Mesjasz Jezus? W tych korzeniach żydowskiej wiary Maria wychowywała swoje jedynego syna Jezusa który kochał swoją Matkę  i tradycję ojca swojego Józefa…który był żydem.
     W tych końcowych zdaniach staram się ukazać jak wiele krzywdy dzieje się tam gdzie próbuje się obcinać korzenie, niejako zmuszając Boga do tego by zmieniał się tak jak my ludzie chcemy. Później dzieją się te straszne żeczy , takie jak holokaust i prześladowania żydów itd itd…
     Warto zastanowić się nad tym jak bardzo wazne jest by nie mieć w nienawiści naszego Katolickiego Ojca i naszej żydowskiej Matki .
    Każdy człowiek powinien rozbudzać w sobie świadomość tego że bez korzeni przestaje być tak naprawdę sobą . Stajesz się ofiarom manipulacji słowem bożym zawsze wtedy gdy odcinasz się od zyciodajnych korzeni swoich Ojców i Matek. Jedno z przykazań mówi :
    "Czcij ojca swego i matkę swoją, aby długo trwały twoje dni w ziemi,
    którą Pan, Bóg twój da tobie." 2. Mojż. 20:12

    Takei zaś sa podstawy autorytetu Rodziców wiary Katolickiej:

    Rodzicom wiary Katolickiej  należy się więcej miłości i szacunku, niż komukolwiek na ziemi.
    Pan Bóg postanowił, aby w pierwszych latach życia dziecka katolickiego   , rodzice Katoliccy   zastępowali mu Boga.
    Dzieci , które odrzucają autorytet rodzicielski, odwracają się też od autorytetu Bożego.
    Rodzicom wiary Katolickiej  nie wolno nadużywać swojego autorytetu. (Patrz historia Papiestwa)
    Nie wolno im traktować dzieci
    jak niewolników, ani żądać od nich posłuszeństwa w sprawach sprzecznych z ich sumieniem. (patrz inkwizycja i ciemne wieki kościoła)
    Rodzice powinni dbać o dany im przez Boga autorytet , poprzez :
        – dobry przykład życia
        – sprawiedliwe traktowanie dzieci swojego koscioła
        – okazywanie dzieciom koscioła troski i miłości
        – przygotowanie ich do samodzielnego życia pośród wilków
     
     
     
    Nasze korzenie .
    Formy uczuć rozpływają się w nich i giną, aby w tej samej chwili się z nich  narodzić. Koliście zahaczają i o „poświatę rzeczywistości”, i o powierzchnię „ja”

     „ja” ma odkryć swoją część, wybrać elementy siebie z kulturowej mozaiki nigdy jej nie odrzucając".
     

    był ból i była konieczność
    i Kain i grzech i Jehowa
    i ducha śmiertelny głód –
    a teraz wolność – i cud.

    Kiedy pochowasz swoich rodziców w grobie . Staniesz i zapłaczesz nad swoją samotnością nad swoją od nich wolnością . Pamietaj jednak że ty teraz  jesteś rodzicem i  że możesz nim być odpowiedzialnie…
             
              Przed burzą…
             
              aharon*
     

     
    Odpowiedz
  5. zefir

    Brak wolności może rodzić nienawiść

    Postawa egoistyczna z pewnością jest jedną z przyczyn problemów powstających w rodzinie.

    Ale jest też inna przyczyna. Nienawiść może się rodzić wtedy, gdy człowiek w rodzinie nie ma wolności np. do wyznawania własnych, innych niż pozostała część rodziny wartości. Gdy potrzeby rodziny lub styl jej życia jest całkowcie narzucany i wymagany od tego, który chce lub nie może żyć w taki sposób jak jego rodzina. Wtedy rodzina ogranicza wolność działa na taką osobę destruktywnie. Taka osoba we własnej rodzinie staje się niewolnikiem. To z kolei prowadzi do tego, że występuje przeciw swojej rodzinie, buntuje się. Potem się izoluje i zaczyna nienawidzieć. Nienawiść z kolei prowadzi do agresji, a w najgorszym wypadku morderstwa.  Budując szczęśliwą i zdrową rodzinę trzeba pamiętać o tym, że każdy z jej członków jest inny, wyjątkowy i ma inne potrzeby. Wierzę w to, że Bóg powołuje każdego jako istotę wolną i ta wolność, także do realizacji własnego "Ja" musi być w rodzinie respektowana, musi być przestrzeń do jej swobodnej realizacji. Problem polega na tym, żeby tak to sobie wszystko poukładać, żeby sobie wzajemnie nie szkodzić.

     
    Odpowiedz
  6. wykeljol

    Dzięki za komentarze

    Bardzo jestem wdzięczna wszystkim za dyskusję i uwagi o tym tekście. Przyznam, że nie było mi łatwo o tej Ewangelii pisać.

    @ elik: troszkę mijamy się w rozumieniu słowa „karkołomna droga”. Nie chodzi o to, by złamać kark, ale o to, że droga ta wymaga od nas wysiłku , skupienia, uwagi i wyrzeczeń. Chodzi o te dwa wezwania: oderwanie serca od rodziny i niesienie krzyża.

    @ostatni. Trafił Pan w samo bolesne sedno. Chyba do końca nie ma odpowiedzi poza cierpieniem samego Chrystusa.

    @Michał Gołębiowski : Dziękuję za przywołanie Klemensa!

    @aaharonart :

    Ech, aaharonie! Dawnośmy się nie widzieli. To nie komentarz, to jest całe, pełne, ogromne, oryginalne autonomiczne rozważanie(za dużo przymiotników, wiem… 🙂 )

    Bóg po naszej stronie- to słowa Ursa von Balthasara, które zresztą przytaczam. I nie chodzi o jakąkolwiek frakcję, lub stronnictwo- ale o to, ze Bóg jest po stronie człowieka. Że wybrał człowiecze życie, aby nas wyciągnąć niejako z pułapki człowieczeństwa, przebić nam drogę, przedrzeć się przez chaszcze i mgły niemożności i dylematy wolnej woli. Do niczego nie przymuszał, tylko przeszedł pierwszy ten szlak, który nam wskazał, na który nas zaprosił, torując nam drogę, nie niszcząc naszej wolności. Bóg po stronie człowieka. Do utraty życia.

    Dalej- nigdy nie podzielałam tendencji interpretacyjnej do zrywania z Tradycją Starego Testamentu. Mało, osobiście zapoznając się z Ewangelią odkrywałam swoje żydowskie korzenie, nie tylko cielesne, ale duchowe. Pełna zgoda co do tego, ze słowa Ewangelii (także te tu interpretowane) nie wzywają do zerwania z Tradycją judaistyczną, przeciwnie. Mam nadzieję, że ta krótka refleksja nie została tak przez Ciebie aaharonie zrozumiana.

    Stałam nad grobem mojego ojca i mojej matki. Uwolnienie? Nie , nie o to chodzi. Ból-oczywiście, bardzo zrozumiały. Stałam już nad wieloma grobami ludzi bliskich. Nie o tym w czytaniu jest mowa.

    Mam też dzieci i uczę się ich trudnej wolności. Z dnia na dzień.

    Kochać, tak bardzo kochać, że chcieć dla nich Dobra Najwyższego, ale nie wbrew nim samym. Jeśli On pozwala na inne wybory to i ja muszę(chcę) pozwolić, choć serce krwawi. Ale Jego serce krwawiło najpierw. Fizycznie i dosłownie. Rana zadana była fizycznie i dosłownie. Myślę, że w jakiś niepojęty sposób To Serce krwawiło odwiecznie, bezcieleśnie, ale stało się cielesne, żywe , tętniące i wypłynęła z tego Serca prawdziwa, ludzka i boska Krew. To znaczy właśnie , że jest po naszej, ludzkiej stronie. I to, panie Zbigniewie, znaczy, że droga chrześcijanina jest karkołomna.

    @Zefir : Jak najbardziej. I to właśnie jest czasem tak bardzo trudne. To, żeby uznać, ze krew mojej krwi i kość mojej kości nie jest mną, ale sobą. Nowym, wolnym, drugim człowiekiem. Którego kocham, ale nigdy przywłaszczającą, zniewalającą miłością, pragnąca zwierciadła i powielenia mnie.

    Nienawiść o której piszesz jest właśnie tą, która przychodzi nam na myśl gdy czytamy słowa Jezusa, i to rodzi odruch buntu. Ale tak nie jest. On nie mówi o takiej nienawiści, bo wszystko nie miałoby sensu. Trzeba by poszukać innego słowa, jeśli wiemy, ze to hebraizm. Starałam się zrozumieć przez omówienie.

    Bardzo wszystkim komentatorom dziękuję.

     

     

     

     
    Odpowiedz
  7. Halina

    Naruszanie wolności poprzez jej nadużywanie.

    Nalezymy o narodow o niskiej kulturze prawnej i, co za tym idzie, o znacznej sklonnosci do niezdrowych relacji miedzy ludzmi we wszystkich konfiguracjach i ukladach-od rodzicielskich, malzenskich az po wszystkie inne grupy spoleczne. Szacunku do siebie i poczucia wartosci uczy nas dom rodzinny. Uczy ? No coz, raczej powinien uczyc. Z wzorow wyniesionych z domow i niejednej szkoly, najmlodsi buduja niewlasciwy model tych relacji. 

    Nasladujac doroslych-dzieci juz od najmlodszych lat pozwalaja naruszac swoja godnosc, potem czynia to samo wobec osob, ktore z kolei im na to przyzwalaja. 
    Stosunki oparte na przemocy, czasem nawet tyranii z jednej strony  oraz na 
    wspoluzaleznieniu i biernym podporzadkowaniu sile i wladzy z drugiej strony przenikaja z domow i ze szkol do srodowisk rowiesniczych, a potem do miejsc pracy i dalej wszedzie, gdzie tylko ludzie wchodza ze soba w relacje. Mlodziez w zwiazku z tym czesto jest malo asertywna. Wchodzi nieostroznie w relacje,  zbyt pochopnie wyrzekajac sie swoich praw. To prawda, ze wiezi miedzyludzkie nalezy budowac w oparciu o milosc, przyjazn, zaufanie, empatie. Ale w sytuacji, gdy ktos zostaje zdradzony lub wykorzystany nie powinien sie wahac, by odzyskac swoje prawa. Slusznie zostalo tu  juz napisane- jestesmy wolnymi istotami , a nie niewolnikami rodziny czy znajomych. 
    Dlatego potrzebujemy instrumentow obrony siebie  w sytuacjach, gdy dobrych uczuc zabraknie lub nas zawioda. Kto zyje w swiecie rzeczywistym, ten wie, jak czesto  dobre uczucia bywaja naduzywane. Znajomosc pewnych mechanizmow i wlasnych praw, to warunek asertwnych zachowan.Wlasna asertwna postawa mozemy innych  nauczyc zaoszczedzenia sobie wielu nieszczesc..Zmienianie swiata to miedzy innymi informowanie o swoich prawach i ich obrona przed tymi, ktorzy ich nie znaja albo nie uwzgledniaja i nie szanuja, chociaz wlasne dobrze znaja, uwzgledniaja i wymagaja, by szanowali je inni. 
     
     
     
    Odpowiedz
  8. elik

    Nadużywanie wolności, a może władzy i siły?……

    Pani Halino chyba częściej jest nadużywana dana wybranym ludziom władza, niż pozostałych wolna wola, czy różnie rozumiana i praktykowana, a nawet reglamentowana owa wolność.

    Ponadto trzeba koniecznie dodać, że obecnie należymy……., – czyja to przede wszystkim zasługa?……

    A tam, gdzie brakuje Jego prawdy i miłości, czy wśród ludzi braterstwa i solidarności, a nawet zwykłej życzliwości i poczucia elementarnej uczciwości, także w społeczeństwie wymaganej pracowitości, czy innowacyjności, solidności, a szczególnie odpowiedzialności w środowisku przedstawicieli najwyższej władzy.

    Wówczas nie ma pożądanego dobrobytu w państwie, ani u wielu obywateli (dobrostanu), także niezbędnej prawo-rządności, czy prawości i sprawiedliwości, ani w relacjach osobowych owej asertywności.

    Zamiast zmieniać świat, czy innych – może wystarczy coraz bardziej doskonalić siebie?…….

    Pozdrawiam Panią serdecznie  – Zbigniew

     
    Odpowiedz
  9. elik

    Dwie miłości i drogi życia!

    Pani Jolu – słowa mają moc ranienia, a nawet zabijania. Natomiast niezbyt fortunne sformulowania mogą czytających nie tylko dezinformować lub być przyczyną istotnych nieporozumień, także opacznie rozumiane i interpretowane słowa Jezusa Chrystusa w rozważaniach, czy w dyskusji. 

    Dlatego zgódźmy się, że Jezus Chrystus nikomu nie proponuje karkołomnej drogi życia, lecz wymaga, aby najbardziej miłować Ojca, jeśli chcemy Go naśladować, a nie osoby bliskie, czy innych ludzi. To chyba teraz oczywiste, że są dwie miłości i diametralnie różne drogi życia. Jedna miłość Boga, a druga siebie i innych ludzi. Podobnie jedna droga jest karkołomna i na zatracenie, a druga choć trudna, ale przede wszystkim z Nim. Dlatego całkowicie bezpieczna, fascynująca, oraz wszystkim zapewniająca zbawienie duszy i życie wieczne.

    Podstawą działalności nowych ewangelizatorów jest usilne staranie zmiany zakresu wielu pojęć, oraz kontestacja i negacja SŁOWA. Nie na darmo jest napisane – "Na początku było słowo….."

    Oni dobrze wiedzą, co trzeba najpierw zniszczyć. Jednak nie wszyscy czytający ich teksty zdają sobie z tego w pełni sprawę, a autorzy nie zawsze zwracają dostatecznie uwagę na właściwość, czytelność lub jednoznaczność artykułowanych treści, myśli, czy pojęć.

    Szczęść Boże!

     

     

     
    Odpowiedz
  10. aaharonart

    Jola rodzisz we mnie pytania:) i horyzontalny transfer genów:)

    Cześć Jola. 🙂
    Nie wiem dlaczego, ale Twoje wpisy rodzą we mnie pytania . Pytania które mnie ozywiają.

    Ucieszyłem się  że do mnie napisałaś 🙂 . Nie wiem może jest to wywołane  horyzontalnym transferem genów żydowskich  :):) że lubię czytać twoje wpisy, wszak po zbadaniu duchowych korzeni, będących przyczynami wszystkich naszych duchowych procesów twórczych , pojawia się możliwość wyjaśnienia naszych  materialnych skutków za pomocą języka gałęzi. Będzie to jednak zawsze zaledwie objaśnieniem, natomiast faktyczne odkrycie rzeczywistości możliwe jest tylko na drodze  odczuć:)

     

    Wiem wiem….te nasze żydowskie korzenie :):) dają znać o sobie:) i ciągną  wszystkich  do nieba poprzez żyda Jezusa który był Mesjaszem , On to do swej własności przyszedł a swoi go nie przyjęli . Stanął po ich stronie a oni go nie poznali. Od czasu, kiedy w Prologu do Czwartej Ewangelii św. Jan zapisał słowa Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli (J 1, 11), zdanie to stało się opisem jednej z największych tajemnic wiary i zarazem centralnej tajemnicy chrześcijaństwa – i to w podwójnym wymiarze. Z jednej bowiem strony słowa te zawierają zdumienie wobec tajemnicy Wcielenia. Bóg staje się Człowiekiem i dzieli jego historię ze wszystkimi jej uwarunkowaniami, czyniąc z niej jednocześnie miejsce spotkania z Bogiem i drogę powrotu do Niego. Bóg przyszedł do swoich. Motywowany miłością wychodzi na spotkanie człowieka, który jest Jego szczególną własnością, a szuka Go i odnajduje z potrzeby miłości swego Ojcowskiego serca (Jan Paweł II). Tajemnica Wcielenia, przyjście Chrystusa, Wcielonego Słowa do swojej własności, stanowi nieodwracalny fakt w historii zbawienia, otwierając jej nowy i ostateczny etap. Jego kresem jest pełna wspólnota Boga i człowieka.

    Tak sobie myślę że: Wszyscy chyba  mamy korzenie w niebie. Tak jak na fotografii którą zamieściłem w Twoim blogu. Chyba rozumiem dzięki twoim wyjaśnieniom troszkę lepiej tytuł twojego bloga …
    Dziękuję Ci za to wyjaśnienie o "Bogu po naszej stronie" Myślę że to głęboki temat : "Bycie Boga po naszej ludzkiej stronie". Wychodzi na to, że trzeba było aby przyszedł Mesjasz by nas do tej bliskości z Bogiem przekonać, że On tak naprawdę nigdy nie był przeciwko nam ale zawsze był z nami po naszej stronie nawet wtedy gdy wydawało by się nam że nigdy wcześniej nie był Bogiem w ciele ludzkim  . Trudno mi sobie było  wyobrazić by Bóg kiedykolwiek nie stał po stronie człowieka i nie znał naszej ludzkiej natury  . 

    Choćby nie wiem jak dziecko odsuwało się od swoich korzeni w bogu stwórcy  , to on – ojciec i tak to dziecko będzie znał i miłował i szukał sposobu aby je przekonać , że stoi po jego stronie i tak  naprawdę sobą to dziecko bezustannie karmi , karmi nawet wtedy gdy dziecku wydaje się,  że może czerpać zywotne soki z jakiegoś innego źródła lub drzewa poznania dobra i zła  . Myśl  żydowska chyba właśnie o tych korzeniach mówi, o tych gałęziach,  które mamy w niebie będąc   korzeniami w ziemi, ziemi   która nie jest stwórcy obca.
    Zadałem sobie pytanie i nie znajduję jeszcze pełnej odpowiedzi na nie :
    Czy Bóg kiedykolwiek był bez nas? Czy kiedykolwiek odsunął się na którąś ze stron która wykluczyła by jego możliwości bycia z nami?

    "Słońce wspięło się na szczyty nieba, potem zaczęło schodzić w niebieskie doliny. Jego ostatnie promienie dotknęły w pożegnalnym geście stworzenia, dla których na tym świecie liczy się tylko jedno"

    Jolu  trzymajmy  się. Pozdrawia cię twój brat Żyd Rzymsko Katolicki :):)

     

     
    Odpowiedz
  11. Halina

    p. Zbigniew

     

    Jak najbardziej, zawsze zaczynamy od siebie.  Innych raczej trudno byloby doskonalic , gybysmy dawali zly przyklad. Swiat, a dokladniej system spoleczny, w ktorym sie znajdujemy-nie obroni nas przed lamaniem naleznych nam praw. Swiat moze zadeklarowac poszanowanie praw czlowieka i apelowac do obywateli, aby ich takze wzajemnie wobec siebie przestrzegali. Panstwo moze co najwyzej obwarowac taka deklaracje  sankcjami wobec tych, ktorzy cudze prawa narusza. Nie moze jednak  zabronic doroslym, pelnoprawnym  osobom tolerowania i znoszenia naduzyc, przemocy, ponizania czy krzywdzenia w jakikolwiek sposob przez inne osoby pozostajace w relacji.

    Prawo, to prawo-a wiec mozna z niego skorzystac, by uznac swe prawa, ale mozna tez zrezygnowac z prawa do swoich praw. Fakty sa faktami .W Polsce niewiele sie robi w dziedzinie edukacji praw czlowieka.

    pozdrawiam serdecznie

     
    Odpowiedz
  12. beszad

    Kto kocha bardziej… Cokolwiek uczyniliście…

    Zawsze te słowa o nienawiści ojca i matki były dla mnie zagadką, chwilami nawet budziły jakiś wewnętrzny protest lub podejrzliwość, czy aby na pewno są to słowa Jezusa. Teraz wiem, że nie tylko są to Jego słowa, ale stanowią jedno z głównych przesłań Ewangelii, która uwalnia nas od tego, co kruche i przemijające. Przekonanie to przyszło dopiero z innymi słowami: "Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych…" (Mt 25,40). Dopiero wespół z tym wersetem brzmienie poniższych słów staje się czytelne: „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien”. Z jednej strony mamy pełne utożsamienie się z każdym najmniej nawet znaczącym człowiekiem, z drugiej radykalny warunek „jeśli, to nie jesteś Mnie godzien”. Myślę, że byłoby wielkim błędem odczytywać ten radykalizm w kategoriach Bożego MAJESTATU. Tutaj właśnie chodzi o kochanie tych najmniejszych i najsłabszych, bardziej niż własne osobiste sentymenty – nawet te, które mają charakter religijny…

    Jola wspomniała, że koncentrując się na tym co MOJE, zatracam samego siebie, zamykając się na świat, na innych, wreszcie – że znów ucieknę się do Levinasowskiej terminologii – zamykając się na Innego, czyli na samego Boga. Jola przytacza tu słowa Ursa von Balthasara o tym, że On w Jezusie „przeszedł na naszą stronę”. Rozważając tę tajemnicę na płaszczyźnie osobistej, i ja musze się przyznać – za wcześniejszym wyznaniem Ostatniego, że czuję ból, rozdarcie, lęk – właśnie wtedy, gdy nie chcę porzucić swoich sentymentów, gdy one są mi bliższe niż realny człowiek, którego nie znam. Użyte przez Jolę określenie „przywłaszczająca miłość” jest jakąś próbą zawłaszczenia tego, co w istocie do mnie nie należy. Uwalniając się od tego, staję się wolny nie tylko OD, ale przede wszystkim DO – do prawdziwej miłości. 

    Aaharon przy okazji pokazał nam, jak można łatwo manipulować tego rodzaju słowami, odrywając je od kontekstu całej Ewangelii. Każde burzenie starego porządku prowadzi nieuchronnie do budowania porządku opartego na jakichś nowych zasadach, rozczłonkowując Prawdę na rozliczne nurty, religie, tradycje. Zatracamy ducha, koncentrując się na opakowaniu. Jezus z pewnością uczył innej postawy. Jak Aaharon zauważył, Mistrz z Nazaretu nie burzył starego porządku, nie buntował się przeciwko tradycjom – wskazywał, że można się w tych tradycjach odnaleźć, jeśli tylko zauważamy drugą osobę i z troską pochylamy się nad nią. Jestem przekonany, że gdyby ludzie różnych religii zaczęli żyć wedle tej zasady, wszelkie kulturowe różnice zaczęłyby nas wkrótce nie dzielić, a łączyć w jednym wielkim bogactwie. I nie chodzi tu o jakiś synkretyzm religijny, ale o oddzielenie Ewangelii od nauczania, wiary od religii, Prawdy od tradycji. Nauka, religia i tradycja nie są złe, jeśli nie stanowią oręża i jeśli nie są mylone z Bogiem, którego nigdy za życia nie ogarniemy inaczej, jak tylko w żywym człowieku. Myślę, że o tym chciał nam też dzisiaj powiedzieć Franciszek – kliknij tutaj.

     
    Odpowiedz
  13. aaharonart

    Beszadzie znalazłem pytanie

    foto aharon*

    Beszadzie,  bardzo dziękuję  za rozwinięcie moich zwiniętych słów :):)

    Jestem pełen podziwu dla twej  znakomitej dialektyki , tej umiejętności zestawiania różnych faktów i dochodzenia do sedna moich  wypowiedzi. Zgadzam się z twoimi słowami skierowanymi pod moim adresem , bardzo Ci za nie dziękuję i pozdrawiam .

    Poruszyłeś ponad to bardzo fajny temat a mianowicie "różnice kulturowe" , jak je wykorzystać właściwie aby nie stały się przyczyną walk między ludźmi.
    Myślę, że to bardzo głęboki temat , który bedzie powracał na Tezeusza.
    Obecnie w Tezeuszu kręcą się co jakiś czas tematy dające znać o tym że umysł ogólno ludzki szuka przemiany . Mam na myśli umysł globalny ludzkości. Nie wiem czy mogę w tym blogu zachaczyć o ten problem który w tej chwili zaczyna mnie nurtować  .
    Od jakiegoś czasu zauważam pewne powtarzające się tematy i na podstawie tej obserwacji coraz bardziej przekonuję się o "dolegliwych emocjach panujących w świecie ludzi". Są to siły  z którymi jako ludzkość ciagle się zmagamy , wypracowując wyjście z zaściankowości myślenia . Teraz kiedy piszę te słowa do Ciebie Beszadzie , przyszły do mnie dwa wyrazy które chcę Ci napisać . Oto one :

    MÓZG GLOBALNY.

    Nie mam pojęcia o co chodzi , nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałem . Te słowa nasunęły mi sie w trakcie pisania tego wpisu do Ciebie .  Myślę  że w tych słowach jest ukryta jakaś wielka prawda . Kto wie może warto w tych słowach odnaleźć jakąś nitkę dla "Tezeusza"?
    Czasami tak mam 🙂 no wiesz mam takiego fiksa twórczego  :):) że jak do kogoś piszę to otwiera się przedemną bramka ze słowem 🙂
    więc?
    Co to jest Mózg globalny?

     
    Odpowiedz
  14. Halina

    Czy zdolamy to uniesc ?

    To jest dramatycznie trudne. Jezus lojalnie nas o tym uprzedza, chce, żebyśmy poszli za Nim świadomi trudów, bo tylko tak możemy osiągnąć cel. Nie mami nas złudną łatwością i przyjemnościami. Zachęca, żebyśmy rozważyli wszystko, obliczyli koszta, czy zdołamy to unieść? Czy dokończymy tę wieżę ku Niebu, którą zaczęliśmy stawiać w euforii? Czy wygramy wojnę z naturą, nie obliczywszy sił?

     

    Powszechnie wiadomo, ze chcac cos osiagnac trzeba w to wlozyc wiele wysilku. Ale tak sobie mysle i zastanawiam sie- czy Jezus zachecal swoich uczniow do takiej glebokiej analizy  trudow i obliczania kosztow. Czy zdolamy uniesc?  Tego nikt nie jest w stanie przewidziec ani dac jednoznaczna odpowiedz. Dopiero, gdy wspinamy sie po tej duchowej drabinie, starajac sie zyc zgodnie z wola Boza, pewne sfery zycia zaczynaja przysparzac nam trudnosci. Sily zewnetrzne i przeszkody wewnetrzne nie pozwalaja nam zrobic kolejnego kroku.Cierpimy i blakamy sie.Umysl zasmiecaja nam obce slowa, ktore zagluszaja zapewnienia naszej duszy, ze potrafimy robic to, co Bog uwaza za sluszne i co przynosi pozytek nam samym. Jedną z najwiekszych wewnetrznych przeszkod jest lek przed smiercia i zastepowanie prawdziwego " ja" tzw. ja tozsamym.

    Osobiscie wierze w powiedzenie: dla chcacego nic trudnego .Jesli gleboko postanowimy sobie, ze zrobimy cos pozytecznego, przechodzimy od slow do czynow bez wzgledu na niebezpieczenstwa czy ew. poniesione koszty. Nasze zycie duchowe krzepnie, gdy wiemy, ze jestesmy dziecmi Boga: czerpiemy wowczas pelnymi garsciami z naszej wewnetrznej madrosci-z madrosci naszej duszy, a nasza wdziecznosc do Boga za ow dar i cud zwany zyciem, rosnie z kazdym dniem..Bog chce bysmy byli szczesliwi juz tu na ziemi. Bog chce sie coraz mocniej zaznaczac w naszym powszednim zyciu, lecz tylko od nas zalezy czy bedziemy poglebiac nasza swiadomosc, czy tez postanowimy zamknac przed Nim drzwi..Bog mieszka nie tylko w niebie, ale w naszych duszach, dlatego powinnismy starac sie z Nim polaczyc, zaglebiajac sie w duchowy wymiar naszego czlowieczenstwa. Swiat naszej duszy nie sklada sie z obrazow subiektywnych, stworzonych przez czlowieka, lecz z obrazow obiektywnych, ktore zostaly tam umieszczone nie przez czlowieka, ale samego Boga zywego, Stworzyciela, ktory tchnal zycie w proch i uformowal go na swoj obraz i podobienstwo. To On jest Stworzycielem, dzieki ktoremu my mozemy tworzyc..Poszerzajac swiadomosc, staramy sie nawiazac kontakt z samym soba, a wiec ze swoja dusza wlasnie, aby moc potem zwrocic sie na zewnatrz i zmieniac zycie swoich bliznich, ktorzy tak samo jak my sa synami i corkami Boga.
     
    Mamy naturalną skłonność do stawiania swego JA w centrum i bardzo jesteśmy do niego przywiązani (…)Z drugiej strony, moje Ja pomniejszone o dzieci, męża (żonę), rodziców kurczy się i zanika – tracę sens życia, tracę siebie.
     
     
    Skupianie sie na swoim" ja", to nie to samo co egoizm. Jezus nie uwazal, by  nasze duchowe " ja" mozna bylo oddzielic od innych ludzi. Powiedzial: Wy we Mnie jestescie i  JA w was-jesli wierzycie w Boga. Nie pochwalal tych sposobow pracy na soba, ktora lekcewazyly wiez z Bogiem i bliznimi. Gloszony przez niego rodzaj duchowosci nie koncentrowal sie na jednostce, lecz na laczacej ludzi wiezi, pozwalajacej im byc jednoscia.Cierpienie jest cena jaka placimy, wchodzac w relacje z innymi ludzmi, a milosc nagroda. Ci , ktorzy sa gotowi zaplacic te cene odnajduja swoje duchowe " ja", ci, ktorzy nie chca jej zaplacic-staja sie egiostami.
    Dziekuje za tekst, ktorego niektore watki sa mi bliskie..

     

     

     
    Odpowiedz
  15. beszad

    Jedność duchowa

     Aaharonie, dziękuję Ci za rozwinięcie tej myśli i pójście w obszar osobistych skojarzeń. I ja mam podobne do Ciebie przeświadczenie jakiejś nadprzyrodzonej łączności nas wszystkich, choć w moich obrazach skojarzeniowych odwoływałbym się nieco mniej do pojęć związanych z intelektem lub pamięcią (mózg) czy z doczesną egzystencją społeczną (globalny), a bardziej do czysto duchowych pragnień. Pragnień o charakterze transcendentalnym, które tkwią w nas tak bardzo głęboko, że mówienie o nich przypomina czasem erupcje wulkanów lub gejzerów – są gwałtowne i efektowne, ale stanowią tylko nikły przejaw tego, co się dzieje we wnętrzu Ziemi.

    To wnętrze jest jedno, niewidoczne dla naszych oczu (podobnie jak Twój "globalny mózg") – ponadto przejawia się na tyle różnych sposobów: pole grawitacyjne Ziemi, pole magnetyczne, wędrujące płyty kontynentalne, źródła termalne itd. itp. Oczyuwiście jest to tylko niezdarna ilustracja różnorodności – w życiu koncentrujemy się równiez na bardzo odmiennych zagadnieniach. Jeden żyje sztuką, drugi bada podstawy życia, trzeci sięga w głąb kosmosu, a jeszcze inny docieka prawd teologicznych.

    Można by powiedzieć, że światy ludzi żyjących tak różnorodnymi perspektywami nigdy się nie spotkają. A jednak jest inaczej – wszystkich łączy jedno "jądro Ziemi" – PRAGNIENIE (to, które nigdy nie zostanie do końca nazwane i które zawsze będzie radykalnie inne od doraźnych potrzeb). Każy też, nawet żyjąc na tym samym wulkanie, np. w żywiole sztuki, wyraża to pragnienie inaczej. Różnimy się więc bardzo, ale różnimy się tylko w swych powłokach – bo w głębi ducha czujemy wspólnotę jednego Źródła… Dziękuję Ci Aaharonie za inspirację do tych przemyśleń.

     
    Odpowiedz
  16. aaharonart

    Rozmyślam Beszadzie

     Dzisiaj byłem na wsi Beszadzie, rozmyślałem o Mózgu globalnym i tym co do Ciebie napisałem.
     Po przeczytaniu Twoich myśli , długo zastanawiałem się nad tym co napisałeś i doszedłem do Antychrysta:):)
     Chcesz zobaczyć jak .? Poniżej zamieszczam mój list który pisałem jako formę przemyśleń …
     
     Zastanawiam się dlaczego nasz świat jest usiany konfliktami , ten świat w którym żyjemy. Siedzę chwilę , nie ruszam się , moje myśli wędrują .
     Założyłem ,  że cała ludzkość posiada jakiś rodzaj globalnego  umysłu, z którego bezustannie coś kreuje, niebedąc tego świadoma.
     Być może jest tak że wspólnie tworzymy coś nad czym w przyszłości nie zapanujemy…
     Po jakiejś chwili …
     Zastanawia mnie i zarazem przeraża fakt , że możemy być pod wpływem czegoś co mimowolnie nami steruje.
     Czuje wewnętrzne przerażenie .
     Pojawiają się w mojej wyobraźni   związki jakie zachodzą między stworzeniami .
     Wyobrażam  sobie że wszystko co dzieje się w kosmosie , we wnetrzu ziemi , w każdym stworzeniu ma związek z tym globalnym mózgiem – z tą globalną umysłowością  i nazywam to osobliwością …
     która jest wynikiem zachodzących reakcji między tym co jest . Czuję jak to wszystko wokoło , to wszystko co jest tworem człowieka   w jakiś sposób się komuluje się to we mnie  , gromadzi , rodząc takie czy inne, kolejne stany zamyślania nad istnieniem  . jak widzisz mam swój odjazd :):):)
     
     Zastanawia mnie np to , czy jesteśmy oddzieleni od umysłu Boga zawsze wtedy gdy idziemy nie zgodnie z jego planem dla ludzkości ? Czy związki które zachodzą w stworzonym przez człowieka  świecie przyczyniają się do kumulacji,  która w przyszłości eksploduje ?
     Zastanawiam się np nad odpowiedzialnością człowieka i jego udziale w tym co sie ma wydarzyć. Czy wpływ naszego zbiorowego umysłu , może przyczynić sie do zagłady naszej planety?
     Np patrząc na Tezeusza. Taki przykład dam. To przecież tylko zwykła jakaś mała platworma cyfrowa na której ludzie piszą i coś ,bądź co bądż, tworzą. Gromadzą się tu w jakimś procencie działania , które w przyszłości czymś zaowocują. Teraz nie wiemy czym zaowocują , ale w przyszłości napewno coś się w zwiazku z tym działaniem internetowym się   wydarzy. Oczywiście sam Tezeusz i ludzie się tu gromadzący nic nie spowodują , ale biorąc pod uwagę cały nasz wirtualny sposób gromadzenia sie przez  internet, możemy przeciez spodziwać się jakiegoś wyniku w przyszłosci . Jaki będzie wynik naszego globalnego zgromadzania się przez internet i pisania na tematy które się tu pojawiają  ? 
     Dochodzę do wniosku że ludzkość z całym wszechświatem łączy niewidzialna zależność , coś w rodzaju globalnego mózgu albo globalnej świadomości która kreuje teraźniejszość . Chciałbym w jakiś sposób zwrócić uwagę na to że działamy zbiorowo , choć wydaje się nam że zawsze to tylko my – sami. Emocje  w których żyjemy , tak naprawdę mogą być kreowane nie jedynie przez nas samych , ale właśnie przez ten globalny mózg – przez tą globalną świadomość,  którą wszyscy co dzień kształtujemy poprzez nasze zaangażowania w jakiś projekt. Tezeusz też jest formą jakiegoś projektu. Angażujemy się tu w coś co ma przyczynę w czymś co było konfliktem w kościele . Wspólnie przeżywamy czytając blogi na Tezeuszu  , przeżywamy zdarzenia z życia mieszkańców naszej planety. Wchodzimy w reakcje z tym co czytamy. Nasz umysł jest napełniany informacją o tym co zrobił ten czy inny człowiek. Stajemy na przeciw problemów i próbujemy je opisywać . Coś sie jednak z nami dzieje . Nie jest tak że to co czytamy nie jest kumulowane , to się gdzieś zbiera i z czasem da o sobie znać .
    Czy może istnieć taki globalny mózg , tego do końca nie wiemy , możemy jednak być pewni tego że coś nas  łączy , nas wszystkich poza naszą świadomością .
     Czy Ziemia na której żyjemy , może w jakiś sposób  reagować na to, co dzieje się z żyjącymi na niej istotami? Czy mamy możliwości by dostrzec ślady działania globalnego umysłu?
    Oczywiście to co piszę jest tylko fantastyką ale kto wie może coś w tym jest .
    Może efekt działania ludzkiej intencji na przyszłość która nas wszystkich czeka ma jednak jakieś znaczenie.  Być może okaże się niebawem że udział we wspólnych przedsięwzięciach takiech jak wspóne rytuały religijne ,ceremonie , spotkania muzyczne i ntelektualne kumulują się i przynoszą określony wynik w postaci nowej świadomości , Jaka to bedzie świadomość ? Czy świat w którym żyjemy nie przypomina dziś wielkiego garnca w którym wszystko sie gotuje? Bezustannie miesza …
    To jest takie subtelne , takie niezauważalne w chwili tworzenia . Jednak ma chyba wpływ na stan psychiczny "człowieka", który niebawem się nam objawi . Kto wie może się okazać że wszystko to  co się "dziś dzieje" będzie miało wpływ na przyjście kogoś takiego jak Antychryst.
    Można się uśmiechnąć…
    Ważne , tak myślę jest to by mieć świadomość tego kształtującego się pierwistaka jedności i naszej za niego odpowiedzialności. Niezliczone sieci zależności i połączeń fundamentalnch dla naszego zycia dzieją się właśnie teraz na naszych oczach  i to my bedziemy odpowiedzialni za to czy spotkamy Mesjasza czy też jego zaprzeczenie .
    Myślę że ważny jest wgląd  w rolę umysłu jako siły twórczej działającej w naszym świecie, zdolnej do manifestowania intencji oraz  posiadającej możliwości  świadomej ewolucji.
    Każdy z nas to oddzielna jednostka, jednak razem tworzymy coś znacznie, potężniejszego.  Oby nie okazało się że mimowolnie staniemy się twórcami tej potężnej i przerażająco niszczycielskiej potęgi która wypisze na naszych czołach swoje znamię czyniąc z nas globalne  monstrum które na imię będzie miało Antychryst …

    Już dzis możemy zobaczyć jak wielu z ludzi staje się  indywidualnymi monstrami . Coś  oddzieliło nas od  pierwszej miłości  . Miłości która nas wszystkich łaczyła  za nim świat powstał.

    Tak

    Beszad . Chcę Ci powiedzieć że lubię do Ciebie pisać …

    twój przyjaciel

    art*

     
    Odpowiedz
  17. beszad

    Wizja Antychrysta i ponownego przyjścia Chrystusa

    Trudno przejść obojętnie obok tego ciekawego wywodu na temat globalnego umysłu i perspektywy echatologicznej (z zahaczeniem o zapowiedzianego Antychrysta). Spróbuję dość syntetycznie ująć swoją myśl. Po pierwsze odbieram Apokalipsę zawsze bardziej na płaszczyźnie osobistej niż dziejowej. To we mnie pojawia się Antychryst – we mnie też przychodzi Zbawiciel, który ratuje mnie od zguby. Końcem świata będzie dla mnie moja śmierć – ale będzie ona, jak ufam, początkiem czegoś o wiele większego…

    Oczywiście nie neguję tym samym płaszczyzny dziejowej – Antychryst w dziejach ludzkości według mnie przychodzi wtedy, gdy jakaś społeczność zamyka się na horyzont niepoznawalnego Boga, czyniąc sobie Jego podobizny w postaci religijnych ideologii, humanistycznych antropologii, czy wszelakich wizji dobrobytu, budowanego wyłącznie w ramach naszej doczesnej egzystencji. I właśnie w takiej sytuacji ponownie przychodzi do nas Chrystus, ożywiając to, co martwe. Nie oczekuję spektakularnego zstąpienia z chmur – moją nadzieją jest Chrystus ożywiający tchnieniem miłości…

    Tam gdzie nadzieja nie wychodzi poza granicę śmierci, tam człowiek skazany jest na gnicie w lochu własnego egoizmu. Poniekąd odczuwam to w dzisiejszej sytuacji jednoczącej się Europy, której przywódcy chwilami zdają się zniszczyć wszelkie odniesienia transcendentalne, własnoręcznie próbując wznosić wieżę Babel. Nie demonizuję takich tworów jak Unia Europejska – każda formacja polityczna jest przejawem życia społecznego i może służyć dobru. Jednak ważne w tym wszystkim jest jedno – aby to dobro miało zawsze otwarty horyzont. By nie zamykać swego świata w ciasnej ekonomii i antropologii. Aby pozostać otwartym na Niepoznawalnego…

     
    Odpowiedz
  18. zefir

    aaharonart, Beszad mózg globalny

    Rozumiem, że pojęcie mózgu globalnego jest raczej pojęciem metafizycznym. Ale… Biorąc pod uwagę, że naukowcy pracują nad połączeniem mózgów ludzkich http://www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,396863,dwaj-naukowcy-polaczyli-swe-mozgi-za-posrednictwem-internetu.html i możliwościami jakie oferuje sieć bezprzewodowa, być może w przyszłości będzie można przynajmniej na jakimś podstawowym poziomie łączyć ludzkie mózgi we wspólnotę mózgów.

    Czytając wasze komentarze o mózgu globalnym przychodzi mi na myśl koncepcja z filmu Awatar w reżyserii Jamesa Camerona. W filmie przedstawiona jest rasa humanoidalnych istot, które rozwinęły kulturę, opartą na głębokim duchowym a czasem także fizycznym połączeniu z innymi formami życia, ze sobą nawzajem i otaczającym ich duchowym bogiem,  którego nazywają Eywa.

     
    Odpowiedz
  19. aaharonart

    Beszadzie i Zefirze

    Wspaniałe jest to co piszecie. Czytam to z wielkim zaciekawieniem i muszę wam powiedzieć że coraz głębiej zastanawiam się nad tym globalnym mózgiem. Beszad jak zwykle interesująco ujął sprawę antychrysta i pokazał mi osobisty stosunek do tej postaci jaką jest Antychryst ukazany w księdze Apokalipsy . Dla mnie księga Apokalipsy zawsze była rozpatrywana w wymiarze przedewszystkim dziejowym , jednak to co się w niej znajduje ma zapewne również wymowę odnoszącą się do życia duchowego jednostki. Zgadzam się z wizją Beszada i jego sposobem rozumowania .

    Zefir . To wspaniałe co pokazujesz w swoim ostatnim wpisie! Ten Awatar i humanoidalne istoty …to połączenie ich z innymi formami zycia …świat przyszłości ?Może właśnie do tego zmierzamy…kto wie …

    a ja grzebiąc w temacie o mózgu globalnym znalazłem to

    infra.org.pl/wiat-tajemnic/zjawiska-niezwyke/1081-globalny-mozg

     

    Ciekawe …coraz ciekawiejsze 🙂

    pozdrawiam Was i zachęcam do dzielenia się swoimi odkryciami

    wasz przyjaciel

    art*

     

     
    Odpowiedz
  20. beszad

      Przyznam, że ta wizja

      Przyznam, że ta wizja naukowców, któą przytoczył Zefir, bardziej mnie przeraża, aniżeli budzi jakąkolwiek nadzieję. Takie połączenie mózgów byłoby dla mnie urzeczywistnieniem czasów Antychrysta, gdzie dochodzi do pełnej inwigilacji człowieka. Nawet w najsroższych totalitaryzmach żaden hegemon nie miał wpływu na to, co myśli jego poddany…

    Aharonie, podałeś link do ciekawego artykułu – badania socjologiczne nad zmianą funkcjonowania społeczeństw pod wpływem globalnego krażenia informacji jest niewątpliwie rzeczą w równym stopniu ciekawą, co mało zbadaną. Myślę, że rozwinięcie telefonii komórkowej i internetu to największa rewolucja w dziejach ludzkości – nie tylko techniczna, ale przede wszystkim wymuszająca zmiany mentalne.

     
    Odpowiedz
  21. aaharonart

    Tym razem poniosło mnie do NOACHIDÓW

    Beszadzie doskonale to odczytałeś.  Przyznam, że ta wizja naukowców, którą znależliśmy dzięki  Zefirowi , mnie również przeraziła . No i  ten mózg globalny …Zefir wygrzebał naprawdę coś fajnego i ciekawego.

    Mnie natomiast nasunęła się taka myśl …

    Jest taka wypowiedż Rabina Sacksa , że Bóg nie oczekuje od ludzkości jednej religii.

    hm

    Wiesz Beszadzie , ja się tak teraz zastanawiam nad tym co się pisze obecnie na blogach Tezeusza …To w jakiś sposób się ze sobą łączy . Moglibyśmy w zasadzie wskoczyć do każdego bloga i pisać o tych zagrożeniach, które ludzie sami sobie stwarzają tworząc dość "nieciekawą" rzeczywistość przyszłości ..

    Wystarczy że uświadomimy sobie wpływ naszego pisania na innych i jak to co piszemy kształtuje nasze umysły, aby się przerazić 🙂

    Myslę że Bóg nie oczekuje od ludzkości jednej religii ale oczekuje ,  właściwej etyki..

    Ten uniwersalny kod etyczny dla całej ludzkości został przekazany w formie  przykazań potomków Noego.

    Prawa te są prawami pozwalającymi ludzkości na przetrwanie. Jeżeli zastanowimy się nad nimi, to zrozumiemy, że muszą być one podstawą istnienia każdej ludzkiej społeczności. 

    poniżej prezentuje taki tekst który polecam

    Żadne społeczeństwo nie może bowiem istnieć, jeżeli będzie wolno bezkarnie mordować, kraść i rabować, oraz gdy rozkładowi ulegnie ideał rodziny, którą tworzy związek kobiety i mężczyzny. Nie może istnieć społeczeństwo, które będzie niewrażliwe na ekstremalne okrucieństwo wobec innych żywych istot. Nie ma szans na przetrwanie społeczność, która nie będzie rządziła się prawem i nie wytworzy instytucji do jego egzekwowania. Jednocześnie wszystkie te prawa nigdy nie będą przestrzegane, jeżeli w drugim człowieku nie zobaczymy istoty stworzonej "według istoty Boga". Bóg nadaje życiu drugiego człowieka wartość, bo dla człowieka bez Boga, tylko jego własne życie może mieć wartość i – ewentualnie, w braku zagrożenia własnego życia – życie najbliższych.

    Prawa Potomków Noego są więc prawami naturalnymi. Na przykład naturalność prawa zakazującego mordowanie udowadnia w Torze zachowanie Kaina wobec Boga, po dokonaniu morderstwa na Ablu. Bóg jeszcze nie zakazał mordowania, a mimo to Kain w sposób naturalny wie, że popełnił straszny czyn, bo na pytanie Boga: "Gdzie jest Abel twój brat", odpowiada odruchowo kłamstwem: "Nie wiem…

    Konieczność przestrzegania tych praw wynika z tego, że Bóg ustanowił te przykazania, jako niezbędne minimum wymogów etycznych, dzięki któremu ludzkość może przetrwać.

     

    "Wszystkie religie świata, poza judaizmem, podchodziły do idei ludzkiego zjednoczenia z założeniem: ‘Wierz tak, jak my wierzymy – i świat stanie się dla nas jeden’.

    Takie podejście nigdy nie dawało rezultatów o czym przekonaliśmy się patrząc na historię Kościoła Rzymsko Katolickiego. Myślę że Kościół Rzymsko Katolicki i jego historia przyczyniła się do poznania zagrożeń jakie drzemią w umysłach ludzi. Powinno się chyba doceniać to doświadczenie Kościoła Katolickiego i uczyć się z tego jak nie popełniać błędów …Wartość Kościoła Rzymsko Katolickiego dla dziejów świata jest ważna nie tylko przez to że rozwijała się w nim myśl etyczna noachidów , ale również przez to że ta myśl się w nim nie rozwijała i bładziła po manowcach świata tego . Osobiście dostrzegam wielką wartość wyznania Rzymsko Katolickiego również ze względu na jego  potknięcia . Uważam że możemy uczyć się na potknięciach tak samo jak możemy się uczyć patrząć na to co w tym wyznaniu wiary jest święte …

    Katolicyzm jak nam wiadomo zakładał  że istnieje tylko jedna najwłaściwsza droga do Boga a ta jest Rzymsko Katolicka ..

    Czy dziś się coś zmieniło ? Czy nie jest tak że Jan Paweł II rozpoczął dialog z Żydami i skierował myśli nasze na drogę do jedności opartej na wspólnym korzeniu etycznym

    Judaizm i zapewne dojżały  Katolicyzm podchodzi do jedności z zupełnie innej perspektywy niż to było przed wiekami . Uczy, że istnieją dwie różne drogi, a nie tylko jedna. Jedna droga jest twoja. Druga – jest moja. Ty pójdziesz swoją, ja – swoją, a i tak osiągniemy zjednoczenie: jedyny Bóg odnajdzie się na obu drogach, ponieważ jedyny Bóg dał nam je obie. Prawa noachidów wyznaczają kierunek, który Bóg wskazał wszystkim, nie należącym do Domu Israela, ludom świata".


    Rozwinięcie tematu na stronie poniżej dla zainteresowanych

    http://www.the614thcs.com/22.41.0.0.1.0.phtml

    oraz co każdy Katolik wiedzieć powinien w linku poniżej

    http://www.the614thcs.com/38.1250.0.0.1.0.phtml

     

     


     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code