Bóg nie wyklucza – nie warto przed Nim udawać

 
Rozważanie na Piątek V Tygodnia Wielkiego Postu, C1
 

                              7. Namówiłeś mnie, Panie, i dałem się namówić; pochwyciłeś mnie przemogłeś. Stałem się pośmiewiskiem na co dzień, każdy szydzi ze mnie.

                                8. Gdyż ilekroć przemawiam, muszę krzyczeć i wołać: Gwałt i zniszczenie! I tak  słowo Pana stało mi się hańbą i pośmiewiskiem na co dzień.

                                                 9. (…) Mozoliłem się, by go znieść, lecz nie zdołałem.

            10. Słyszałem złośliwe szepty wielu: "Groza dokoła! Złóżcie donos i my złożymy donos na niego!" Wszyscy moi przyjaciele czyhają na mój upadek.

                   11. Ale Pan jest ze mną jak groźny bohater. Księga Jeremiasza 20,7-11

Wykluczenie, a do tego stanie się pośmiewiskiem to jedne z najbardziej przykrych doświadczeń, jakie może spotkać człowieka. Czasem już chyba lepiej stać się obiektem ataku gniewu, może nawet nienawiści. To przynajmniej nie prowadzi tak szybko do utraty poczucia własnej wartości. Wyśmianie, wykpienie trafia w sam środek naszej samooceny. Jeśli ze mnie drwią, to mam skłonność do sądzenia, że jestem nikim, do niczego się nie nadaję, czuję się odsunięty na margines. Na własnym przykładzie przekonał się o tym starotestamentowy prorok Jeremiasz.

Prorok nawet nie próbował udawać, że „nic go nie rusza”. Czuł się dotknięty. Próbował głosić Izraelitom Boże Słowo, a spotykał się z kpinami i odrzuceniem. Być może od tak znakomitego proroka oczekiwalibyśmy więcej wiary i odporności. Pobożny mąż mógłby dokonać jakiejś teologicznej interpretacji, np. że jego cierpienia są Bożą nauką albo że go wzmocnią i uszlachetnią, albo że Bóg kiedyś wszystko wynagrodzi, albo „co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Zawsze znajdzie się pod ręką kilka gotowych odpowiedzi, które da się dopasować do sytuacji. Niektórzy tylko wezmą do ręki Biblię i już są w stanie wytłumaczyć niemal każde cierpienie, nieszczęście czy katastrofę. Dlaczego Jeremiasz tego nie czyni? Dlaczego wydaje się taki bezradny, a nawet małostkowy? Skarży się niczym dziecko – To wszystko przez ciebie, Panie. Dałem się namówić (…). Stałem się pośmiewiskiem na co dzień, każdy szydzi ze mnie.

To był bardzo ważny moment w życiu Jeremiasza. Został powołany na proroka z zapewnieniem, że Bóg będzie go wspierał. Jeszcze niedawno z ust Pana słyszał: – Oto wkładam moje słowa w twoje usta. Patrz! Daję ci dzisiaj władzę nad narodami i nad królestwami, abyś wykorzeniał i wypleniał, niszczył i burzył, odbudowywał i sadził. (Jr 1,9-10). A teraz, mało że został wykpiony, to jeszcze nadzorca świątyni, niejaki Paschur, kazał go publicznie wychłostać i zakuć w dyby.

Prorok nie ukrywał oburzenia. Bez ogródek, szczerze wyrzucił Bogu – To przez ciebie, Panie. Mozoliłem się dla ciebie, ponosiłem trudy i co mnie teraz spotyka? Zwyczajne kpiny, a do tego chłosta od Paschura. I dyby… Jeremiasz nie miał najmniejszej ochoty na wygłaszanie kazań o znaczeniu cierpienia w życiu człowieka. Stanął przed Bogiem i otwarcie przyznał – Wysilałem się, męczyłem, próbowałem, ale nie daję rady…

Większość ludzi ciężko znosi niepowodzenia, a jeszcze ciężej drwiny i wykluczenie. Możemy być wdzięczni za przykład Jeremiasza, a szczególnie za to, w jaki sposób została ukazana jego zwyczajna, ludzka twarz. Nie ma tu próby dokonania „face liftingu”, aby pokazać proroka z lepszej strony.

Jeremiasz jest jednym z przykładów, że Bóg nie oczekuje od nas jedynie wysoce uduchowionych modlitw, pobożnych słów, świątobliwych homilii, gdy się do Niego zwracamy. Relacja z Bogiem powinna zakładać szczerość i otwartość, nawet gdy człowieka czasem „poniesie” i trzeba wyrzucić z siebie – To przez ciebie, Panie. Boża miłość to ogarnia. I w jakiś sposób lepiej szczerze Bogu wypowiedzieć swe skargi, bóle, zwątpienia, niż udawać przed Nim i samym sobą religijnego herosa, który jak z rękawa potrafi sypać pobożnymi formułkami i mieć na wszystko odpowiedź.

Gdy myślimy o własnych doświadczeniach, przykrych zdarzeniach, szczególnie teraz w Czasie Pasyjnym, warto popatrzeć na krzyż i pomyśleć, jaką twarz Boga widzimy. To nie jest wszechwładny król w błyszczącej zbroi, który na czele zaciężnego wojska zaprowadza sprawiedliwość na ziemi. To Bóg, który sam cierpi. Powiedzmy to otwarcie – jest pośmiewiskiem i obiektem drwin. Symbolem, fundamentem i istotą naszej wiary jest Chrystus na krzyżu, czyli Bóg cierpiący.

Można pytać, rzecz jasna, czy człowiek potrzebuje Boga, który jest słaby, opuszczony i cierpiący? Czy warto swe życie oprzeć na kimś, kto sam stał się ofiarą? To ważne pytania, ale często wynikające z niedostatecznej znajomości przesłania Ewangelii.

Bóg w słabości, Bóg cierpiący, Bóg ukrzyżowany z miłości do człowieka przeszedł te same, a często trudniejsze doświadczenia, niż my przechodzimy. Stał się naszym bliźnim. Nie religijnym idolem-supermanem, któremu wszystko przychodzi z największą łatwością i każdy ludzki problem to dla Niego pestka.

Bóg na krzyżu nie chroni nas przed cierpieniami i nieszczęściami, ale pokazuje, jak w słabości i odrzuceniu można znaleźć siłę. Nie ma więc sensu udawanie bardziej pobożnego, niż się jest. Lepiej – jak to uczynił Jeremiasz – szczerze wygarnąć swoje żale, niż brnąć w pobożne formuły i świątobliwe banały. Prorok, gdy wyrzucił z siebie pretensje, też trochę inaczej popatrzył na sytuację i stwierdził: – Wszyscy moi przyjaciele czyhają na mój upadek, ale Pan jest ze mną jak groźny bohater.

Bóg nie usuwał trudności, ale dawał siły do ich pokonywania. Tak jak w sytuacji Jezusa Chrystusa – Bóg nie usunął krzyża, nie oddalił „kielicha” cierpienia, ale dał siły do pokonania słabości, cierpienia. Dał moc do przekształcenia porażki w zwycięstwo, nieszczęścia w radość.

To nie jest łatwa nauka. Nie jest to prawda, którą się przyswaja raz na zawsze. Każde doświadczenie jest inne. Dlatego i Jeremiasz, choć z tą sytuacją zaczął sobie powoli radzić, w przyszłości jeszcze nieraz stawał przed Bogiem ze skargami, żalami i pretensjami.

Wiara, relacja z Bogiem to droga. A w drodze wiele może się zmienić. Jedno jest pewne: Bóg nie potępia. Nie wyklucza. Jego miłość ogrania nasze doświadczenia, nawet gdy przychodzi szczerze wyrzucić z siebie żale i przykrości.

– Pan jest ze mną jak groźny bohater!

 

Rekolekcje Wielkopostne 2013

Rozważania Niedzielne

 

Komentarze

  1. wykeljol

    Szczera rozmowa

    Oczywiście! Modlitwa to szczera rozmowa z Panem. Ileż wyrzutów i narzekania, a nawet pokrzykiwania na Boga jest w psalmach: "Dlaczego śpisz! Obudź się wreszcie!" . No i – ta staszliwa, pełna bólu skarga Syna "Boże mój, Boże mój, czemus mnie opuscił".

    Nie ma się co krygowac przed Panem, jak prymus przed nauczycielem.. On widzi i kocha wszystko w nas. Wie,że wysyła nas na kamienistwe ścieżki. I wie, ze to dla nas jakos dobre.Ale wie też, co czujemy raniąc stopy i smiało możemy Mu to powiedziec.

     
    Odpowiedz
  2. aaharonart

    a* tak na marginesie 2

     Wyszedłem z domu. Na mieście spotkałem dziadka, który stał przed słupem ogłoszeniowym i wpatrywał się w klapsydrę , no taką co ogłasza że ktoś umarł. Gdy tak się przyglądałem podszedł do niego drugi dziadek i klepnął go po ramieniu mówiąc :

    Co tak patrzysz! na to każdego stać….

    🙂

    artaharon*

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code