Tygodnik "Echo Katolickie"

Szlachetny czas dawania

Spread the love


Na dworze plucha, ale w domu siedleckiej wspólnoty sióstr pasjonistek nastój już przedświąteczny. W sobotę, 10 grudnia, tutaj bije serce akcji „Szlachetna paczka”. I chociaż finał stanowi zwieńczenie trwającej kilka miesięcy pracy grupy wolontariuszy, w „sztabie” przy ul. Grabowej zamiast spodziewanej nerwówki – panuje spokój.

Monika Lipińska

Od wejścia aż kręci się w nosie od zapachów: świerku, duszonej kapusty z grzybami, pomarańczy… Nie ma mowy – muszę zajrzeć do jadalni. Jedno spojrzenie ściąga mnie na ziemię – to tutaj, przy okazałym stole, a nie w magazynie – jak to sobie wyobrażałam – trwa finałowa krzątanina ludzi zaangażowanych w „Szlachetną paczkę”.

– Finał spina niczym klamra pracę naszej drużyny, dlatego na jednym ze spotkań padła propozycja, by w jego trakcie było bardzo rodzinnie i bardzo świątecznie – tłumaczy s. Anna Krzyżykowska ze Zgromadzenia Sióstr Pasjonistek św. Pawła od Krzyża, sięgając po telefon, który nagle się rozdzwonił. Na dworze plucha, a tutaj – święta. Przy wejściu króluje choinka, w oknach stroiki i dużo świateł – wystrój zwiastuje nadejście najjaśniejszych dni w roku. Postny bigos i pierogi z grzybami nie tylko wnoszą posmak świąt, ale też posilą ludzi, przed którymi dwa intensywne dni.

Jak w zegarku

Na finiszu akcji liczy się przede wszystkim logistyka. Część paczek, zgromadzona już wcześniej w magazynie – taką funkcję pełni garaż – czeka na rozwiezienie. Część upominków dowożą darczyńcy na bieżąco. Każdy prezent zapakowany w pudełko opatrzone kodem rodziny trzeba przenieść do samochodu, przewieźć i dostarczyć adresatom. Jest ich niemało – od 15 do 40 na rodzinę. Te o większych gabarytach – meble, lodówki itd. pomoże przetransportować po południu firma kurierska, która zaoferowała udział w akcji.

Zdarza się, że w przekazaniu darów przez wolontariuszy uczestniczą darczyńcy. Jednak częściej wolą pozostać anonimowi, podobnie jest z rodzinami. Wszystko chodzi jak w zegarku. Każdy z wolontariuszy ogarniając swoje zadania, wspiera innych – zgodnie z hasłem widniejącym na identyfikatorach „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Dlatego jest czas i na rozmowę. A przy gorącej herbacie, racuchach i kluskach z makiem rozmawia się naprawdę dobrze…

„Paczka” ma przemieniać

– Kiedy jedziemy do rodzin z paczką, przeżycia są nie do opisania – mówi s. Anna, która poza funkcją lidera, jest też wolontariuszką – pod swoimi skrzydłami miała pięć rodzin. – Nie zawsze możemy wiele powiedzieć. Ludzie, obdarowywani, zazwyczaj się wzruszają. Są łzy i uściski. Największym „dziękuję” jest ich przeświadczenie, że jest z nimi ktoś, kto chce zmieniać ich codzienność – tłumaczy.
Do tegorocznej, XVI edycji „Szlachetnej paczki” zakwalifikowało się w rejonie siedleckim 38 rodzin, ponad dwukrotnie więcej niż w ubiegłym roku.

To z jednej strony zasługa 19 wolontariuszy, których również przybyło w stosunku do ubiegłego roku, z drugiej – efekt znacznie większej liczby rodzin poddanych wewnętrznej rekrutacji – było ich aż 79. – Wybór rodzin wymaga od prowadzących ją wolontariuszy dużo mądrości, słowem – natchnienia Ducha Świętego – ocenia s. Anna, przyznając, że tutaj nie można polegać na emocjach, liczy się rozwaga. Nie jest to łatwe, wymaga oceny, czy zgłaszający zapotrzebowanie faktycznie potrzebują wsparcia. I czy pomoc spełni zakładany w „Szlachetnej paczce” cel: da odwagę do zmiany siebie i swojej sytuacji.

Karolina, przyjaciele i rodzina

– Tutaj nie da się pójść na łatwiznę – mówi o idei szlachetnego pomagania Łukasz, który już czwarty raz zaangażował się „Szlachetną paczkę”. Pytany o to, czego nauczył się przez te lata, powtarza słowa, które wielokrotnie tego dnia usłyszałam i z ust wolontariuszy, i darczyńców: – Dobro ofiarowane drugiemu człowiekowi wraca, i to zwielokrotnione. Nie mam co do tego wątpliwości – podkreśla. Przy stole gości „swoich” darczyńców, tzn. wspierających wytypowaną i zakwalifikowaną przez niego rodzinę.

– Właściwie jesteśmy tylko pomocnikami. Darczyńcą jest moja córka – prostuje Iga Kornacka-Barczak, wskazując na swoją siostrę – matkę chrzestną Karoliny. – Karolina, przyjaciele i rodzina – dodaje, porządkując informacje o udziale w „Szlachetnej paczce”, zarazem wyjaśniając, jak ta forma pomocy działa. Karolina, na co dzień pracownik jednej z korporacji w Warszawie, zaangażowała w zebranie środków na paczkę cały zespół – spis potrzebnych rzeczy rozesłała do kolegów, prosząc o zakupy albo wsparcie finansowe. A rodzinę w Siedlcach zmobilizowała do dostarczenia darów na Grabową. – Korporacja dowiodła, jak wielkie serca mają młodzi ludzie w niej zatrudnieni. Doskwiera im tylko brak czasu – dodaje pani Iga.

Odpowiadając na pytanie o motywację do włączenia się w „Szlachetną paczkę”, Renata Kornacka przyznaje, że gotowość do pomagania wyklucza podejrzliwość. – Pamiętamy, kto firmuje akcję swoim nazwiskiem. Mamy pełne zaufanie do ludzi. Wierzymy też, że osoby zakwalifikowane do pomocy naprawdę jej potrzebują – dodaje.

Drużyna „SuperW”

Bogactwo w różnorodności – przychodzi mi na myśl, kiedy poznaję kolejnych wolontariuszy, oczywiście przy stole. Ale w pamięci mam też słowa s. Anny: wszyscy patrzą w jednym kierunku… Rola każdego z nich jest podobna – najogólniej rzecz ujmując, przygotowują opis zgłaszanych rodzin, weryfikują ich sytuacje według wytycznych projektu, kontaktują się z darczyńcami, pośredniczą w przekazywaniu paczek potrzebującym. Drogi wiodące do „Szlachetnej paczki” – odmienne. Łukasza, który od podszewki zna różne formy wolontariatu, przyciągnęła idea motywowania wspieranej rodziny do zmiany i porzucenia bierności.

– Kiedy o swojej decyzji powiedziałam w domu, najbardziej zaskoczyła mnie córka. Usłyszałam wypowiedziane z dumą: „Mamo, zawsze chciałam, żebyś robiła coś takiego” – mówi Katarzyna, mama dwójki dzieci, debiutująca w „Szlachetnej paczce”. – To, co sprawiło, że weszłam w wolontariat, to pomoc mądra, wspieranie nie tych, którzy roszczą sobie do tego prawo, ale tych, dla których stanie się ona swoistą trampoliną – stwierdza.

– Namówiła mnie żona – przyznaje nestor w drużynie rejonu siedleckiego – pan Jan. Nie ukrywa jednak, że bardzo pomogło mu doświadczenie zdobyte w pracy charytatywnej w organizacjach pomocowych. I że udział w „Paczce” niesie ogrom satysfakcji. – Jesteśmy łącznikami między tymi, którzy mają wielkie serce i środki materialne, a tymi, którzy borykają się z biedą – uogólnia.

– Biedą jest często niezaradność, wykluczenie rodzin ze względów mentalnych i fizycznych – precyzuje Katarzyna, wyjaśniając, że jej postacią nie jest tylko głód, jak utarło się w obiegowych opiniach. Ideę pomocy w ramach „Szlachetnej paczki” tłumaczy Robert, przed kilkoma laty darczyńca, dzisiaj – koordynator: to wyciągnięcie ręki do ludzi, którzy znaleźli się na życiowym zakręcie z powodu choroby, utraty dachu nad głową czy śmierci bliskich.

Zakręcona paczka

Akcja z takim rozmachem… Kusi mnie pytanie, czy dla lidera nie była obciążeniem. – Na pewno wyzwaniem! – ripostuje s. Anna z uśmiechem. – Nie byłam sama, a to bardzo istotne. Korzystałam z pomocy współsióstr, które zapewniały zarówno zaplecze duchowe, otaczając akcję modlitwą, jak też wsparcie w sytuacjach, kiedy byłam poza domem. Ponadto w takim przedsięwzięciu dużo zależy od ludzi, z którymi współpracuje się na co dzień – od ich liczby, zaangażowania, gotowości do pracy, otwartego serca. Wolontariusze naprawdę wkładali całych siebie.

Widziałam to w sposobie, w jaki przeprowadzali wywiady ze zgłoszonymi rodzinami, w zainteresowaniu, w rozmowach, w każdym telefonie od nich – chwali „DrużynęW”, zmagając się z wzmagającym się wokół nas gwarem. Obecni witają kolejnych wolontariuszy i żegnają Barczaków, którym chyba ciężko rozstać się z tak fajną ekipą. – Tak samo jesteście zakręceni i zaangażowani jak moja córka! Szkoda, że jej tu nie ma – rzuca na pożegnanie pani Iga.

Monika Lipińska

Źródło: Tygodnika „Echo Katolickie”(Nr. 50. 2016)

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code