Kwartalnik "Homo Dei"

Liderzy nowej ewangelizacji

Liderzy nowej ewangelizacji w posłudze Kościołowi w Polsce

Z ks. prof. Krzysztofem Pawliną rozmawiał o. dr Marek Kotyński

Nowa ewangelizacja wymaga od świeckich solidnego przygotowania, głębszego zrozumienia Ewangelii oraz konkretnych działań i doświadczeń apostolskich. Rok temu Papieski Wydział Teologiczny im. Jana Chrzciciela w Warszawie otworzył Szkołę Liderów Nowej Ewangelizacji (dalej skrót SLNE).

Inicjatywa ta okazała się owocna i wzbudziła duże zainteresowanie wśród laikatu w różnych diecezjach, a także wśród duchownych, którzy poprzez tę szkołę, wraz członkami prowadzonych przez siebie wspólnot, przygotowują się lepiej do zadań ewangelizacyjnych. Poprosiliśmy rektora PWT i inicjatora SLNE ks. prof. Krzysztofa Pawlinę, aby na bazie całorocznych doświadczeń podzielił się uwagami na temat nowej ewangelizacji i roli, jaką odgrywają w niej świeccy liderzy. W imieniu redakcji kwartalnika „Homo Dei” rozmowę przeprowadził o. dr Marek Kotyński.

O. Marek Kotyński CSsR: Nowa ewangelizacja stała się wiodącym tematem przemówień papieży Benedykta XVI i Franciszka oraz przedmiotem kościelnych dokumentów, jest nagłaśniana z ambon i w katolickich mediach. Na ile jednak jest ona dzisiaj jednoznacznie zdefiniowana przez Kościół? Czy nie pozostaje tylko jakąś mglistą ideą?

Ks. prof. Krzysztof Pawlina: W encyklice Redemptoris missio Jan Paweł II wyróżnia trzy typy działalności zbawczej Kościoła: działalność misyjną wśród niewierzących (ad gentes), działalność duszpasterską wśród chrześcijan oraz nową ewangelizację, tzn. reewangelizację ochrzczonych, którzy utracili żywy sens wiary albo przestali uważać się za członków Kościoła. Definicja nie jest jednak najistotniejsza. Ważniejsze jest to, aby Kościół starał się ożywiać w sobie nowe moce, budził świadomość misyjną, dawał znaki swojej żywotności. Nie tyle ze względu na rosnącą liczbę ludzi, którym trzeba głosić Chrystusa, ale przede wszystkim dlatego, że istotą Kościoła jest misyjność.

Życiem Kościoła jest nieść Chrystusa. To, że tę istotę eklezjalności, czyli misyjność, określono mianem nowej ewangelizacji, nie wskazuje na jakiś nowy aspekt tożsamości Kościoła. W teologii znamy takie pojęcia jak apostolstwo, misyjność, ewangelizacja. Na przestrzeni historii używano ich często do określania działalności Kościoła; mają też one podobne znaczenie. W pojęciu nowej ewangelizacji zawarte jest jednak przekonanie, że Kościół nie zmęczył się w ciągu dwudziestu wieków swojej działalności, ale to, co ma najcenniejszego, chce przekazywać na nowy sposób.

Kościół przez wiele wieków przekazywał prawdę o Chrystusie. Co stoi na przeszkodzie, aby dalej tak się działo?

Benedykt XVI w rozmowie z Peterem Seewaldem stwierdził, że Ten, który przyszedł, jest wciąż Przychodzącym. Zdaniem papieża ów „Przychodzący” bywa przedstawiany za pomocą prawdziwych, ale zarazem przestarzałych formuł. W kontekście naszego życia one już nie przemawiają, a nawet zdarza się, że nie są już dla nas w ogóle zrozumiałe.

Wówczas Przychodzący albo staje się „pusty”, pozbawiony treści, albo w fałszywy sposób bywa przedstawiany jako ogólny topos moralny, z którego nic nie wynika. Dlatego musimy, zdaniem Benedykta XVI, spróbować wypowiadać tę rzeczywistość na nowy sposób. Może się to udać tylko wtedy, gdy ludzie będą żyli tym Przychodzącym.

W zachęcie do nowego działania na rzecz ewangelizacji Benedykt XVI przestrzega przed popadaniem w „nadaktywność” – widocznie mocy oddziaływania upatruje on gdzie indziej niż tylko w ilości podejmowanych inicjatyw duszpasterskich. Jest tak wiele do zrobienia, że można by było działać bezustannie. A to właśnie jest błędem. Nie popadać w aktywizm oznacza zachować consideratio, właściwą perspektywę, ogląd, dogłębne spojrzenie, czas wewnętrznego bycia z Bogiem, aby z Nim i poprzez Niego wszelkie sprawy rozważać, dostrzegać je i radzić sobie z nimi.

Wskazując na zadania Kościoła, Benedykt XVI mówił: Nie jesteśmy żadnym zakładem produkcyjnym, żadnym przedsiębiorstwem ukierunkowanym na zysk. Jesteśmy Kościołem. To oznacza wspólnotę ludzi, którzy wierzą. Naszym zadaniem nie jest zatem wyprodukowanie jakiegoś produktu ani osiągnięcie sukcesu w obrocie towarami. Naszą misją jest życie wiarą, głoszenie jej, a zarazem utrzymanie wewnętrznej łączności z Chrystusem.

Co w przekazywaniu wiary jest dziś najtrudniejsze?

Wyzwaniem dla współczesnego Kościoła jest przekaz wiary nowemu pokoleniu. Struktury sprawdzone w minionych latach już nie są tak sprawne jak dawniej. Nawet rodzina, która była zawsze dotychczas pierwszym i najsilniejszym środowiskiem przekazu wiary, nie radzi sobie w tym zakresie. Nauka religii w szkole również nie spełnia oczekiwań odnośnie do przekazywania wiary, nastawiona jest bowiem głównie na zdobywanie przez ucznia wiedzy.

Tymczasem wiedza stanowi tylko jeden z aspektów postawy człowieka wierzącego. Innym, i to dużo ważniejszym aspektem jest doświadczenie i przeżycie relacji z Bogiem. Wydaje się, że kładziemy zbyt duży nacisk na formację intelektualną, zaniedbując kształtowanie środowiska, które przekazuje i ułatwia doświadczenie wiary. Tym środowiskiem powinny być rodziny i wspólnoty, czyli po prostu Kościół. Kościół nauczający i modlący się jest Kościołem nowej ewangelizacji młodego pokolenia.

Czy zatem nowa ewangelizacja stanowi program duszpasterski Kościoła na XXI wiek?

Leo Scheffczyk, teolog uniwersytetu monachijskiego, mówił: Po okresie entuzjazmu, który został wywołany soborowym aggiornamento, nastała stagnacja i pogłębiła się dechrystianizacja. Stąd wołanie Jana Pawła II o nową ewangelizację w celu ożywienia Kościoła i szerzenia chrześcijaństwa. Kardynał Walter Kasper dodał, że „nowa ewangelizacja” to kluczowe pojęcie dzisiejszej teologii pastoralnej, które wprowadza nową perspektywę pastoralną oraz stanowi wielki program odrodzenia chrześcijaństwa.

Nowa ewangelizacja nie jest jednak jakimś uchwytnym programem działania. Polega ona przede wszystkim na duchowym nawróceniu się do Boga i wewnętrznym odrodzeniu każdego chrześcijanina oraz całego Kościoła. Papież Benedykt XVI jeszcze jako kardynał podkreślał, że nowa ewangelizacja to nie jakiś „ustalony program” papieża Jana Pawła II, lecz raczej jego apel i bodziec, by Kościoły lokalne zainicjowały i z zapałem realizowały to dzieło.

Nie ma więc gotowego planu nowej ewangelizacji, znajdującego się na biurku papieża i wymagającego tylko systematycznego wcielania w życie. Nowa ewangelizacja to pewien proces, który wymaga od dzisiejszych katolików pomysłowości i dużego zaangażowania ewangelicznego.

Prowadzi Ksiądz Rektor Szkołę Liderów Nowej Ewangelizacji. Komu oni będą potrzebni? Czy według oceny Księdza polscy duszpasterze są gotowi do współpracy ze świeckimi?

Dużo zależy w tym względzie od świadomości eklezjalnej zarówno świeckich, jak i księży. Misterium Kościoła nie sposób adekwatnie wyrazić w jakiejś definicji czy pojęciu teologicznym. Natomiast można się starać tę tajemnicę uchwycić w obrazie wyrażającym istotę Kościoła. Taki wiodący obraz, który ukazuje, czym jest Kościół, stanowi idea communio, czyli wspólnoty. Jest to najpełniejszy wyraz aktualnej samoświadomości i samorozumienia Kościoła. Odnajdujemy go m.in. w nauczaniu Soboru Watykańskiego II.

Kościół stanowi wspólnotę chrześcijan obejmującą zarówno pasterzy, jak i wiernych. Idea wspólnoty występuje w dokumentach soborowych w bliskim powiązaniu z następującymi ideami: ludu Bożego, rodziny Bożej, Mistycznego Ciała Chrystusa, Kościoła jako sakramentu. W rozumieniu roli pasterzy i wiernych w Kościele przychodzi nam z pomocą św. Paweł. Przedstawia on trzy wyobrażenia Kościoła: pierwsze stanowi obraz Oblubieńca i oblubienicy; drugie – obraz Bożej budowli, gdzie Chrystus jest kamieniem węgielnym, a my żywymi kamieniami; oraz trzecie – obraz Kościoła jako ciała, gdzie Chrystus jest Głową, a my członkami.

Św. Paweł mówi, że głowa nie może powiedzieć ręce: „Nie jesteś mi potrzebna” i odwrotnie. Tę myśl o Kościele pogłębia św. Augustyn, używając pojęcia totus Christus, które wskazuje na jedność Głowy i ciała, stanowiących razem całego Chrystusa. Pasterze i wierni świeccy tworzą jedność. Jednak ze względu na specyfikę swego powołania każda z tych grup ma inne zadania.

Co stanowi teren posługi świeckich?

Tym terenem jest nie tyle Kościół, co przede wszystkim świat. Sobór wymienia cechy, które odróżniają powołanie świeckich od powołania duchownych. Jest to przede wszystkim „świecki” właśnie charakter posługi tych pierwszych. Świecki chrześcijanin jest powołany do życia w świecie – w przeciwieństwie do kapłanów, którzy zostają w pewien sposób wyłączeni ze świata, głównie z życia małżeńskiego i świeckich zawodów, aby mogli całkowicie poświęcić się służbie ludowi Bożemu i budowaniu wspólnoty kościelnej.

Pozostawanie świeckich chrześcijan w świecie nie jest dziełem przypadku ani brakiem powołania do rzeczy wyższych. Jest to stan w Kościele analogiczny do stanu kapłańskiego. Ten stan życia zakłada wypełnianie swoistej roli w Kościele i w świecie. Powołanie świeckich ukierunkowane jest ku światu, by dokonywać jego konsekracji, czyli uświęcania.

Na jakiej podstawie świeccy mogą posługiwać w Kościele rozumianym jako totus Christus?

Można wymienić trzy uzasadnienia posługi świeckich w Kościele. Pierwsza – działają oni na mocy chrztu i bierzmowania. Druga – na zasadzie udzielania im mandatu do określonej posługi. Trzecia – ze względu na posiadany charyzmat, z którego powinni korzystać w celu budowania wspólnoty.
Czy nie obawia się Ksiądz, że działalność kształconych przez Księdza liderów nowej ewangelizacji może wywoływać napięcia między świeckimi i duchownymi?

Jak ta współpraca powinna wyglądać?

Kiedy mówi się o współpracy duchownych i świeckich w Kościele, często pada stwierdzenie: „Niech każdy robi to, co do niego należy”. Ale co do każdego należy? Oto pytanie, które zmusza zarówno księży, jak i świeckich do uświadomienia sobie, jakie prawa i obowiązki spoczywają na nich. Otóż głową, ojcem wspólnoty jest kapłan, świeccy zaś członkami tejże wspólnoty. Wszyscy ochrzczeni tworzymy jedno ciało, communio, tzn. wspólnotę. Obdarowani różnymi charyzmatami, mamy się nawzajem ubogacać, dopełniać i z sobą współpracować. Warto zauważyć, że ksiądz nie jest tylko jednym z wielu członków wspólnoty.

Na mocy święceń jest w szczególny sposób złączony z Chrystusem – Głową Kościoła, dlatego też pełni wyjątkową rolę: ojca wspólnoty. Proboszcz czy jakikolwiek kapłan stojący na czele wspólnoty nie posiada jednak wszystkich charyzmatów, powinien za to mieć charyzmat rozeznawania charyzmatów innych członków wspólnoty. Jego zaś własnym charyzmatem jest bycie głową, ojcem wspólnoty. Do budowania wspólnoty, jaką stanowi Kościół, potrzeba jednak różnych charyzmatów, czyli darów, których udzielił Bóg dla dobra Kościoła.

Jakie jest zatem zadanie ludzi świeckich w parafii?

Mają oni współpracować z duchownymi i między sobą w budowaniu wspólnoty parafialnej. Ponadto świeccy spełniają rolę jakby „oczu” proboszcza. Widzą to, czego on nie może zobaczyć i usłyszeć, ponieważ nie żyje tak głęboko w świecie. Rozeznanie problemów i potrzeb świata stanowi domenę posługi świeckich w Kościele. Mają oni tym rozeznaniem dzielić się ze swymi pasterzami. Jak kapitanowi statku trzeba powiedzieć, jaka będzie pogoda, tak głowę wspólnoty należy informować, czym ta wspólnota żyje.

Inaczej mówiąc, świeccy z racji właściwego sobie powołania powinni niejako dopełniać w ciele Chrystusa tego, czym pasterze nie zajmują się z racji odmiennego charyzmatu. Z drugiej strony, świeccy zatroskani o dobro Kościoła powinni znać spojrzenie ojca, by uzupełniać swoje spojrzenie tym, co on widzi. Przy czym ważne jest też to, aby pasterze nie bali się odmienności zdania świeckich. Chodzi bowiem tutaj o szeroki ogląd, aby móc podejmować właściwe decyzje.

Czy struktury i styl pracy polskich diecezji oraz parafii pozwalają na większe i bardziej znaczące zaangażowanie świeckich liderów?

W jednym ze swoich esejów ks. Józef Tischner opowiada o konflikcie między proboszczem i artystą, który miał namalować obraz do ołtarza w nowym kościele pod wezwaniem świętego Brata Alberta. Zdaniem proboszcza święty powinien trzymać bochen chleba ponad głowami biedaków wyciągających doń ręce i rozdawać im kromki chleba. Artysta chciał namalować Brata Alberta zupełnie inaczej: jak całuje stopy człowieka ubogiego, z którego wyłania się Chrystus. Te dwa obrazy: Brata Alberta rozdającego chleb ubogim oraz odkrywającego Chrystusa w biednym, któremu służy, stanowią dwa spojrzenia na Kościół.

W pierwszym przypadku Kościół rozumiany jest jako „właściciel” prawdy i dlatego „z góry” może dawać to, co posiada.

W drugim Kościół rozumiany jest jako wspólnota odkrywająca Chrystusa poprzez służbę potrzebującym. Totus Christus, Głowa i ciało służą sobie nawzajem i w tej służbie się spotykają. Tak buduje się Kościół. Nie są właścicielami prawdy ani proboszcz, ani świeccy, ale wspólnie ją odkrywają, służąc sobie wzajemnie pomocą.

Kim w tej perspektywie jest lider świecki we wspólnocie kościelnej?

Chrześcijański lider to postać bardzo bogata, i w SLNE zajmujemy się jego sylwetką przez cały rok. Najważniejsze, aby był żywym członkiem Kościoła, wiernym, który pogłębia swoje doświadczenie Boga. Jego najważniejszym zadaniem nie jest więc myślenie o tym, by jak najwięcej zrobić dla innych, ale dbałość o jak najściślejszą więź z Chrystusem. Jest to proces ciągłego nawracania się. Inaczej popada się w aktywizm, który bywa nawet efektowny, ale bezowocny z punktu widzenia zbawiania świata.

Liderem staje się zwykły chrześcijanin, tzn. świadek Chrystusa, który czuje się odpowiedzialny za Kościół i pod przewodnictwem swojego proboszcza bierze odpowiedzialność za powierzoną mu konkretną wspólnotę czy dzieło w parafii. To człowiek szczególnie wrażliwy na tych, którzy są daleko od Boga lub nie umieją Go znaleźć, a jego służba pozwala im zetknąć się nie tyle z osobistą duchowością lidera, ile z Ojcem w niebie. Jest to zatem chrześcijanin, który przez obcowanie ze słowem Bożym i mocą sakramentów dostrzega w życiu własnym i innych działanie Zmartwychwstałego.

Jak ewangelizować ludzi, którym Bóg jest obojętny?

To prawda, że poszerza się grono ludzi na pograniczu wiary i niewiary. Tej grupie ludzi należy ukazać Boga jako możliwość; to sposób ewangelizacji ludzi poszukujących. W XXI wieku Kościół żyje i działa w ramach społeczeństwa otwartego. Jedną z cech tego społeczeństwa jest akceptacja wszystkiego, czego życzą sobie obywatele.

W społeczeństwie otwartym Kościół będzie miał swoje miejsce tylko wtedy, gdy będzie wiarygodny. Nie czeka nas zatem defensywa duszpasterska, ale ofensywa świadectwa chrześcijańskiego. Pokazywanie innym, kim jest chrześcijanin żyjący żywym Bogiem, stanowi sposób egzystencji Kościoła w społeczeństwie otwartym. Dialog i świadectwo życia powinny się stać cechą duszpasterstwa nadchodzących lat.

Jak to czynić w świecie ludzi bombardowanych informacjami i goniących za newsami?

Przy dużym napływie informacji ludzie stają się bardziej selektywni i przyjmują jedynie to, co przydaje im się w życiu. Dzisiaj nie wartości decydują o tym, że są one dla kogoś wartościami, ale to, jak są przedstawiane. Jeśli coś jest ukazywane w taki sposób, że wydaje się użyteczne, przydatne, to przyjmuje się jako wartość.

Zasada wielu duszpasterzy jest taka: jeśli coś jest prawdziwe, to będzie oddziaływać siłą samej prawdy. Nie przejmujmy się zatem, róbmy swoje. Ewangelia stanowi skarb, i każdy może się o tym przekonać. Ale młodzi ludzie mają inną, a nawet odwrotną zasadę: jeżeli coś się sprawdza w działaniu, to jest prawdziwe. W ich odbiorze Ewangelia często nie jawi się jako prawdziwa, ponieważ nie jest przydatna do życia.

Co robić? Wprowadzać młodych w świat, który im umknął i dla nich już nie istnieje. Jedna z dziennikarek telewizyjnych, zapytana o księży, mówi tak: Potrzebujemy dziś księży, którzy nie obrażają się na rzeczywistość. Takich, którzy chcą i potrafią czerpać z jej dobra i walczyć z tym, co w niej złe. Potrzebujemy dziś księży, którzy z otwartym umysłem i sercem odpowiadają na nasze wątpliwości. Biorą za rękę i prowadzą do Boga, nie potępiają, nie porzucają na progu Kościoła. Stąd tak ważne jest, aby Kościół był czułym i serdecznym domem dla wielu młodych ludzi, a nie miał charakteru zimnej instytucji.

Jak można byłoby określić priorytety współczesnego duszpasterstwa?

Po Soborze Watykańskim II nastąpił mocny „zwrot antropologiczny”. Hasło „Drogą Kościoła jest człowiek” stało się wiodące dla duszpasterstwa. Wydaje się jednak, że w międzyczasie zagubił się nam gdzieś teocentryzm. Trzeba więc zacząć podkreślać pierwszeństwo Boga, nie umniejszając jednak nic z antropologii. Dokonać w myśleniu teologicznym przesunięcia akcentów. Musimy, używając sformułowania Benedykta XVI, odważyć się na nowo na „eksperyment z Bogiem”:

Bóg powinien znowu znaleźć się na pierwszym miejscu. Nauczanie powinno zostać skoncentrowane na osobie Jezusa Chrystusa. Chodzi więc o ukazywanie Go nie tylko jako wzorzec etyczny, ale jako Zbawcę żyjącego w swoim Kościele. To priorytety dla teologii i duszpasterstwa – proklamować Jezusa i wiarę w Niego. Przyciągać innych przez postępowanie, promieniowanie radością, miłością i nadzieją.

Wróćmy raz jeszcze do SLNE. Działa ona od roku przy Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie. W jakim celu została powołana?

Szkoła ta stanowi sposób na przygotowanie ludzi do kierowania zespołami w Kościele. Słowo „lider” nie jest tutaj może najtrafniejsze; chodzi raczej o animatora. Chcemy przygotowywać ludzi, którzy będą przewodnikami w formacji eklezjalnej dla innych. W Polsce istnieje wiele szkół nowej ewangelizacji, i ciągle powstają nowe. Potrzeba właśnie kogoś do ich prowadzenia. Dlatego Papieski Wydział Teologiczny w Warszawie nie tworzy kolejnej szkoły nowej ewangelizacji.

Kształci natomiast liderów dla szkół nowej ewangelizacji, wspólnot i ruchów w parafii. Chodzi o przygotowanie ludzi, którzy będą pomagać duszpasterzom w prowadzeniu różnego rodzaju grup w parafii. Nie kształcimy ludzi jedynie dlatego, że ktoś chce być w naszej szkole. Wymagamy polecenia od księdza proboszcza. Uczestnik naszej szkoły ma być kimś, kto jest posłany przez duszpasterza i będzie z nim później współpracował.

Kim są uczestnicy SLNE? Ilu ich się zgłosiło? Z jakich regionów i z jakich środowisk kościelnych pochodzą?

Na pierwsza edycję SLNE zostało przyjętych 160 osób z 24 diecezji. Byli to ludzie już zaangażowani w życie Kościoła i dzieło ewangelizacji, dlatego przynieśli ze sobą doświadczenie Kościoła. Reprezentowali różnego rodzaju ruchy religijne i małe wspólnoty. Różnorodność charyzmatów i bogactwo osobistych doświadczeń sprawiło, że wykłady i warsztaty mogły się odbywać na poziomie wyższym, niż zakładaliśmy.

Zajęcia w SLNE rozpoczęły rekolekcje prowadzone przez bpa Grzegorza Rysia. Program szkoły jest autorski. Po roku doświadczeń, przy niewielkich modyfikacjach, pozostanie w zasadzie bez zmian. Pierwsza jego część, o charakterze teoretycznym, obejmuje wykłady z eklezjologii i teologii ewangelizacji. Druga część ma charakter bardziej praktyczny. Stanowią ją warsztaty i ćwiczenia mające na celu zdobycie umiejętności ewangelizacyjnych.

Znaczna część warsztatów miała na celu ukształtowanie osoby lidera, jego osobowości, kompetencji, poczucia odpowiedzialności za grupę, umiejętności komunikacji itd. Następnie prowadzone były ćwiczenia z ewangelizacji przez media elektroniczne oraz warsztaty prezentujące doświadczenie ewangelizacyjne Przystanku Jezus, uczące prowadzenia rekolekcji szkolnych, pracy z zespołami parafialnymi, ewangelizacji ulicznej z elementami pantomimy, muzyki i tańca. Centralnym punktem każdego zjazdu była Msza Święta oraz modlitwa ewangelizacyjna, prowadzona przez różne szkoły nowej ewangelizacji.

Do prowadzenia zajęć, oprócz teologów, zostali zaproszeni psycholodzy, muzycy i menadżerowie. Próbowaliśmy w ten sposób zaadoptować do posługi w Kościele elementy, które pochodzą ze sfery działalności świeckiej. Szkołę ukończyły 142 osoby.

Jakie były wrażenia i oceny uczestników SLNE po całorocznej pracy?

Większość absolwentów szkoły zapragnęła kontynuować naukę. Chcą mieć zaplecze teologiczne i warsztatowe na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie. Stąd powstał pomysł stworzenia dla nich nowego kursu. Powołane zostało do życia Laboratorium Nowej Ewangelizacji.

Gdy oceniam miniony rok pracy z wiernymi w Szkole Liderów Nowej Ewangelizacji, nasuwa się mi jeszcze jedna refleksja. Jest to problem przygotowania do katechizacji, duszpasterstwa i głoszenia kerygmatu. My duchowni przez formację seminaryjną jesteśmy przygotowywani do duszpasterstwa i katechizacji. Robimy to względnie dobrze. Nie mamy jednak doświadczeń przepowiadania kerygmatycznego. Czynią to co prawda czasem zgromadzenia zakonne i niektóre wspólnoty świeckich, zwłaszcza neokatechumenalne, ale generalnie nie jest to najmocniejsza strona naszej posługi.

Powstałe na początku istnienia Kościoła Didache rozróżnia kerygmat i katechezę. Kerygmat to głoszenie tajemnicy paschalnej, a więc zbawczego misterium Chrystusa, katechezę zaś stanowi to wszystko, co służy rozwijaniu i umacnianiu wiary. Akt wiary rodzi się z przepowiadania kerygmatu, a katecheza istnieje, aby rozwijać wiarę. Inaczej rzecz ujmując, kerygmat to głoszenie Jezusa, a gdy ktoś się Nim zainteresuje, należy go katechizować, czyli powiedzieć mu, jaki On jest.
Kerygmat to głoszenie, mówienie, proklamowanie, że Jezus umarł za nasze grzechy i zmartwychwstał dla naszego zbawienia. Kerygmat nie zakłada w człowieku wiary, ale stara się ją wzbudzić. Z kerygmatem mamy pewien problem. Powstaje bowiem pytanie, jak głosić Jezusa ludziom, którzy nie są Nim zainteresowani.

Pierwsze przepowiadanie w Kościele miało charakter kerygmatyczny. Nasza sytuacja jest podobna do czasów apostolskich, oni bowiem mieli do czynienia ze światem przedchrześcijańskim, my zaś mamy świat pochrześcijański. Jak nawracano tamten świat? W czasie pierwszej ewangelizacji całe społeczności stawały się chrześcijańskie, bo władca przyjmował chrześcijaństwo, a tym samym poddani stawali się chrześcijanami. Proces ten przebiegał, jakby nie było ważne dochodzenie do wiary. Dziś doprowadzanie do wiary jest kluczowe. Każdy chce być osobno, wyjątkowo, specjalnie potraktowany – dominuje podejście personalne.

Na czym będzie polegać szkolenie w ramach przyszłorocznego Laboratorium Nowej Ewangelizacji?

Laboratorium Nowej Ewangelizacji powstało, jak już powiedziałem, z potrzeby absolwentów SLNE. Zapisało się prawie 90 osób, które chcą kontynuować, pogłębiać formację ewangelizacyjną. Charakter tych spotkań będzie trochę inny. Mianowicie chodzi o warsztaty, które pomogą przede wszystkim nabywać sprawności ewangelizacyjne.

Tematyka zajęć będzie się koncentrować wokół trzech zagadnień. Pierwsze to liturgia, drugie hermeneutyka biblijna, trzecie wystąpienia publiczne i komunikacja interpersonalna. Zajęcia zostaną poprzedzone rekolekcjami, a w trakcie zjazdów będzie sprawowana Msza Święta i prowadzona modlitwa ewangelizacyjna, by stworzyć możliwość doświadczania Tego, dla którego te wysiłki podejmujemy.

Zapał, entuzjazm i poświęcenie, z jakimi uczestnicy przyjeżdżają (raz w miesiącu), są imponujące. Niektórzy z absolwentów SLNE zdecydowali się nawet zapisać na różnego rodzaju kursy i studia na naszej uczelni, stacjonarne lub zaoczne, aby znacząco pogłębić swoje przygotowanie. Jeśli tak wielu ludzi chce dokonać czegoś w Kościele, znaczy to, że z Kościołem w Polsce nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać…

Dziękuję za rozmowę.

Ks. prof. dr hab. Krzysztof Pawlina (ur. w 1959 r.) jest kierownikiem Katedry Teologii Pastoralnej PWTW w Warszawie i rektorem Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie. Autor 25 publikacji książkowych, między innymi o młodzieży, dla młodzieży, o nowej ewangelizacji i o formacji do kapłaństwa. Najważniejsze z nich: Polska młodzież przełomu wieków (1989); Nowa ewangelizacja i jej realizacja w Polsce po 1989 r. (1995); Kandydaci do kapłaństwa trzeciego tysiąclecia (2002); Formacja do kapłaństwa w polskich seminariach (2008).

Z ks. prof. Krzysztofem Pawliną rozmawiał o. dr Marek Kotyński

Źródło: Kwartalnik „Homo Dei” (04. 2013)

<img height="214" alt="okladka548.jpg" width="150" src="http://portal.tezeusz.pl/wp-content/uploads/2015/10/HD_4_2013_okladka-1.jpg"

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code