Książki Wydawnictwa Vocatio

Siły światłości

Spread the love

Siły światłości

Br. Andrew i Al Janssen

Wydawnictwa Vocatio

Rozdział 1

KOSZMAR

Jerozolima, 4 września 1997

Karen Alan załatwiła swoje sprawy i wracała do biura mieszczącego się na drugim piętrze budynku przy ulicy Ben Yehudy. Po obydwu stronach deptaka były sklepy i kawiarnie. Mieszkańcy miasta i turyści przechadzali się brukowaną ulicą lub siedzieli przy wystawionych na zewnątrz stolikach, popijając kawę i przyglądając się przechodniom. Zaraz po Starym Mieście, oddalonym o 1,5 km na wschód ulicą Jafską, to miejsce było ulubionym zakątkiem zagranicznych turystów. To tutaj kupowali menory, mezuzy i wyszywane jarmułki, a ci o bardziej wykwintnych gustach oryginalną żydowską biżuterię, dzieła sztuki i ceramikę.

W tej tętniącej życiem części Zachodniej Jerozolimy miał swoją siedzibę King of Kings College [1]. Zaledwie miesiąc wcześniej Karen zaczęła tam pracować jako redaktorka i tłumaczka. Po lunchu kobieta wbiegła energicznie po schodach, by od razu zabrać się do pracy. Zdążyła wejść do biura i zawiesić torebkę na krześle, gdy eksplozja nieomal zwaliła ją z nóg. Chwyciła się biurka, by nie upaść na ziemię. Po chwili nastąpił kolejny wybuch, a potem jeszcze jeden, silniejszy niż pozostałe, zatrząsł budynkiem w posadach.

Przez chwilę brzęczało jej w uszach. Zesztywniała w oczekiwaniu na kolejny wybuch. Wtedy dotarły do jej uszu krzyki kolegów. O mój Boże, to nie może być prawda – pomyślała. Odwróciła się i razem z innymi pobiegła do biura, którego okna wychodziły na ulicę. Zanim wyjrzała, by zobaczyć, co się stało, usłyszała potworne krzyki dochodzące z dołu. Widok był wstrząsający. Zakrwawione ciała ludzi – niektórych przytomnych, niektórych nie – leżały rozrzucone na ulicy i na przylegających do niej chodnikach. Jedna z ofiar zdołała się podnieść i szła przed siebie, a strumień krwi z otwartej rany głowy spływał na jej twarz. Kilku świadków stało nieruchomo. Inni biegali chaotycznie w tę i z powrotem.

Umysł Karen nie był w stanie przetworzyć wszystkich bodźców atakujących jej zmysły. Skierowała wzrok na miejsce, gdzie leżały oderwane nogi jednego z zamachowców samobójców. Wybuch rozsadził mu tułów. Powoli zaczynały
docierać do niej dźwięki. Odezwały się alarmy w samochodach i sklepach. Dzwonił telefon komórkowy. Wycie policyjnych i strażackich syren ogłosiło przybycie posiłków. Kurz zmieszany z zapachem materiałów wybuchowych i spalonych ciał drażnił jej nozdrza i oczy. Ratownicy medyczni przeprowadzali selekcję rannych, czekając na posiłki. Wykrzykiwano rozkazy. Policja zaczęła otaczać miejsce tragedii kordonem.

Nagle Karen przypomniała sobie, że jej przyjaciółka Shiri, która pracowała w sąsiednim pokoju, powinna o tej porze być w drodze do biura. Co się z nią stało? Podeszła do telefonu i wybrała jej numer, ale nikt się nie zgłosił. Niewiele myśląc, zbiegła schodami na dół i przedarłszy się przez tłum przerażonych gapiów dotarła do głównego wyjścia, gdzie zatrzymał ją policjant. Tuż przed drzwiami leżało ciało. – Nie wolno wychodzić – ostrzegł.

Oszołomiona kobieta wróciła na górę, do swojego biura. Ponownie wybrała numer koleżanki. Bez odpowiedzi. Próbowała zebrać myśli, choć lęk ściskał ją za gardło. Jedynym, co zdołała z siebie wykrzesać, była krótka modlitwa: Panie, niech Shiri nie będzie jednym z tych ciał leżących na ulicy.

Wszyscy pracownicy zebrali się przy oknach, przyglądając się makabrycznej scenie. Kilku działaczy prawicowych pojawiło się tuż przed kordonem policji, skandując: „Śmierć Arabom!”. Karen zauważyła, że szyby we wszystkich oknach przy deptaku rozprysły się na kawałki, z wyjątkiem tych w jej biurze. Ilu ludzi zostało poranionych rozpryskującym się szkłem? – zastanawiała się.

Dotarło do niej, że cała drży. Nie była w stanie pracować, ale musiała coś zrobić. Co kilka minut dzwoniła do Shiri, za każdym razem bez skutku. Gdzie są najbliższe szpitale? Złapała książkę telefoniczną i zaczęła dzwonić. W żadnym z okolicznych szpitali nie zanotowano nazwiska jej przyjaciółki. Wyglądając przez okno, zaczęła myśleć o najgorszym. A co jeśli Shiri jest jednym z tych spalonych ciał? Czy jestem gotowa na taką wiadomość? Nie! Poczuła, jak wzbiera w niej fala paniki. Odepchnęła ją całą swoją wolą.

Harderwijk, Holandia

Po obejrzeniu wiadomości chodziłem niespokojnie po biurze, modląc się za ofiary kolejnego ataku terrorystycznego w Izraelu. Przypominałem sobie, że każdą ofiarę śmiertelną opłakują jej rodzice, rodzeństwo, przyjaciele. Przy łóżku każdej rannej osoby płacze i modli się jej rodzina. Świadków zamachu czekały koszmary i stale powracający lęk. Tragiczne wydarzenia ostatnich lat odcisnęły tragiczne
piętno na ludności Izraela.

Od wielu lat podróżowałem na Bliski Wschód, odwiedzając wspólnoty chrześcijańskie w Libanie, Izraelu, Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu Jordanu. Ilekroć usłyszałem doniesienia o kolejnym ataku terrorystycznym, zastanawiałem
się, czy ucierpieli w nim chrześcijanie. Rzecz jasna, nie jesteśmy odporni na takie tragedie. Chrześcijanie są w równym stopniu narażeni na niebezpieczeństwa środowiska, w którym żyją. Zastanawiałem się, jak radzą sobie z tego
rodzaju traumą.

Przypomniało mi się inne tragiczne zdarzenie z sierpnia 1968 r., gdy Armia Sowiecka wkroczyła do Czechosłowacji. Zastanawiałem się, jak agresja ta wpłynie na sytuację tamtejszego Kościoła. Zapakowałem mojego citroena kombi
stertami Biblii w języku rosyjskim i innymi książkami o tematyce chrześcijańskiej i po całym dniu jazdy dotarłem do czechosłowackiej granicy. Z naprzeciwka nadjeżdżał długi ciąg samochodów opuszczających kraj. Byłem jedyną osobą jadącą w tym kierunku. Choć nie miałem wizy, strażnik graniczny przepuścił mnie i już w następną niedzielę głosiłem Słowo Boże w Pradze.

Zbliżały się moje siedemdziesiąte urodziny. Sugerowano mi, że czas przejść na emeryturę. Przedzieranie się do regionów ogarniętych wojną było zajęciem dla młodych. Jak jednak miałbym zawieść, gdy moi bracia i siostry cierpieli ucisk, a istniała szansa, że mógłbym im pomóc? Chciałem pojechać w miejsce, skąd wielu tak szybko uciekało.

Jerozolima

Było już ciemno, gdy Karen wróciła do domu i padła w ramiona rodziców. W salonie telewizor odtwarzał wieczorne wiadomości. Przez kilka minut oglądała relację, nie mogąc uwierzyć, że była na miejscu tragedii i mało brakowało, by
dołączyła do grona ofiar. Do jej świadomości powoli przenikały fakty. Na deptaku w Zachodniej Jerozolimie wybuchły trzy bomby. Przynajmniej siedem osób straciło życie, a sto dziewięćdziesiąt dwie zostały ranne, głównie z powodu
tysięcy gwoździ, którymi naszpikowane były materiały wybuchowe. Reporterzy zgodnie twierdzili, że był to wyjątkowy okrutny atak.

Kilka minut później zadzwonił telefon. Odebrał ojciec Karen i wręczył jej słuchawkę. – To Shiri – powiedział.

– Bogu dzięki!

Przez chwilę nie mogła powiedzieć nic więcej. W końcu dodała przez łzy: – Tak się bałam, że tam byłaś…

– Byłam na poczcie kilkaset metrów dalej – wyjaśniła Shiri – po eksplozjach nawet nie próbowałam wracać do biura. Poszłam prosto do domu.

To była krótka rozmowa. Co za ulga i radość, że przyjaciółce nic się nie stało! Jednak po chwili Karen poczuła się słabo. Wyłączyła telewizor i osunęła się na fotel. Jak mogę się cieszyć, kiedy tyle osób płacze? Pierwszy szok mijał – zaczęły pojawiać się emocje i pytania. Niektóre z nich wypowiedziała na głos do rodziców.

– Jak można mieć w sobie taką nienawiść? Nie rozumiem tego!

Spojrzała w oczy swojej matki. – Byłam tam dwie minuty wcześniej. Dlaczego Bóg mnie oszczędził?

Tej nocy prawie nie zmrużyła oka. Próbując wyrzucić z myśli makabryczne sceny, skupiła się na pierwszym wersecie Biblii, jaki przyszedł jej do głowy.

– „Nie toczymy walki przeciw krwi i ciału” – wyrecytowała werset z Listu do Efezjan 6,12.

Tego dnia widziała ciała z krwi i kości, ofiary nieustającego konfliktu między Palestyńczykami i Izraelem. Widząc zwłoki leżące na chodnikach, trudno było wierzyć, że ta walka ma wymiar duchowy. Wiara, którą żyła, mówiła jej, że w tej wojnie nie może walczyć na modłę cielesną. Musiała pozwolić, by walczył za nią Bóg. Jej zadaniem było modlić się i kochać każdego tak, jak Bóg kochał ją. Czy
naprawdę w to wierzyła?

Karen zdała sobie sprawę, jak bardzo kocha swój kraj. Urodziła się i wychowała w Izraelu i czuła się zupełnie swobodnie w społeczeństwie żydowskim. Od innych odróżniało ją tylko to, że jej rodzina była chrześcijańska. Ludzie w jej otoczeniu w większości byli Żydami, nie wierzyli jednak w Boga Izraela.

Rodzice nauczyli ją akceptować wszystkich ludzi, więc podczas częstych pobytów w Betlejem, nawiązywała kontakty z Palestyńczykami. To zachęciło ją do nauki języka arabskiego w szkole średniej, którą przez rok kontynuowała w Jordanii. Około pół roku przed tragicznym zamachem w Zachodniej Jerozolimie wzięła udział w spotkaniu na pustyni, mającym na celu zbliżenie mesjanistów [2] i palestyńskich chrześcijan. Sponsorowała je „Musalaha”, organizacja dążąca do pojednania między wierzącymi w Izraelu i Palestynie. Karen cieszyła się z szansy porozumiewania się w języku arabskim i nawiązywania nowych relacji. Najwyraźniej nie wszyscy Pakistańczycy pałali nienawiścią do Żydów i chrześcijan. Jej przyjaciele byli pełni współczucia i otwarci na dialog z „drugą stroną”. Wydarzenia tego dnia nie mogły podważyć jej wiary i zniszczyć tych przyjaźni. Nie miała zamiaru na to pozwolić.

Zapytała raz jeszcze: – Panie, dlaczego mnie oszczędziłeś?

Próbowała się wyciszyć, ale modlitwa spontanicznie wypływała z jej serca.

– Czy nie byłoby lepiej, gdybyś zabrał mnie zamiast kogoś, kto Ciebie nie zna?

Teraz łzy mogły już płynąć swobodnie. Wiedziała, że na te pytania nie ma odpowiedzi.

– Proszę, pozwól mi spojrzeć na to wydarzenie Twoimi oczami.

Ona i inni chrześcijanie z jej wspólnoty i z jej szkoły mieli być żywym przykładem Bożej łaski względem wszystkich ludzi. Nie było to proste zadanie, ale czy istniało jakieś inne wyjście?

Harderwijk, Holandia

Po każdym samobójczym ataku gnębiły mnie pytania, które zadawałem sobie od lat:

– czy ktokolwiek pokazał Jezusa tej młodej osobie, która wysadziła się w powietrze?
– czy ktoś wcześniej rozmawiał z terrorystami?
– czy ktokolwiek był gotów do nich dotrzeć i dać im powód, dla którego bardziej chcieliby żyć, niż umrzeć?
– w jaki sposób mają poznać Księcia Pokoju, jeśli nikt im o Nim nie opowie?
– czy muzułmańscy fundamentaliści, których celem jest zniszczenie Izraela, zechcą słuchać Ewangelii?
– czy możemy się tego dowiedzieć, jeśli nie pójdziemy do nich i nie spróbujemy?

Przypisy:

1. W 1999 r. nazwę szkoły zmieniono na Israel College of the Bible.
2. Żydzi, którzy uwierzyli w Jezusa (nazywanego przez nich Jeszua) jako Mesjasza.

Br. Andrew i Al Janssen

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code