Publicystyka

Potrzeby większe niż papieże

Potrzeby większe niż papieże

Peter Steinfels

Papieże kształtują Kościół na trzy sposoby. Po pierwsze, poprzez swoją osobistą charyzmę. Jan Paweł II był w tym wymiarze niezwykły, szczególnie w pierwszej połowie pontyfikatu. Był wówczas młody, pełen życia, jego polskie korzenie nadawały mu nową jakość. Stworzył nowy model urzędu papieskiego jako globalnej trybuny, z której głosił heroiczny model chrześcijaństwa, rzucając wyzwanie siłom panującym na Wschodzie, Zachodzie i Południu. Jeśli w późnych latach jego kruchość i cierpienie poruszyły świat, to stało się tak za sprawą jego lat wcześniejszych. Jeśli jego pontyfikat zacząłby się od podobnej kruchości, jego postrzeganie byłoby zupełnie inne. Benedykt XVI nie ma tej charyzmy i fizycznie bliższy jest starszemu Janowi Pawłowi II. Zasadniczy dylemat, przed jakim staje katolicyzm w czasach wydłużania się długości życia, to pytanie, czy każdy pontyfikat musi wieńczyć okres słabego lub sparaliżowanego przywództwa. Ani Jan Paweł II, ani Benedykt XVI nie mieli odwagi, aby zająć się tą kwestią, na przykład ustanawiając wiek emerytalny dla papieży lub kadencyjność urzędu.

Po drugie, papieże kształtują Kościół poprzez deklaracje teologiczne i dyscyplinujące dekrety wydawane w jego imieniu. Osobiście podziwiam encykliki zarówno Jana Pawła II, jak i Benedykta XVI, podobnie jak wiele innych, choć nie wszystkie prace Josepha Ratzingera. Jednakże trudno przewidzieć, jak trwały będzie ich wpływ, gdy autor nie będzie już zasiadał na tronie piotrowym.

Dyscyplinujące dekrety obu papieży były jednak głęboko rozczarowujące. Jan Paweł II tylko powiększył rozdźwięk między katolikami a oficjalnym stanowiskiem Kościoła w kwestii seksualności. Zaprzepaścił szans na zajęcie się globalną zmianą roli kobiet w sferze publicznej. Popierał centralizację procesu decyzyjnego w Watykanie i zatrzymał jakikolwiek ruch na rzecz autentycznej episkopalnej kolegialności zapoczątkowany przez II Sobór Watykański.

Po trzecie, papieże kształtują Kościół poprzez nominowanie biskupów. Rola Jana Pawła II, z racji wyjątkowo długiego pontyfikatu, była tu szczególnie istotna. Wedle mojej oceny ogólna linia nadawanych przez niego nominacji była dla Kościoła niekorzystna. W większości przypadków twórcze i niezależnie myślące jednostki były odsuwane na bok, dając w rezultacie to, co jeden z irlandzkich księży, opisując porażki irlandzkich hierarchów w uporaniu się z problemem seksualnego molestowania nieletnich, nazwał „samonapędzającą się miernością”. Jan Paweł II oraz Benedykt XVI, który miał bez wątpienia duży wpływ na tę linię, wspólnie ponoszą za to odpowiedzialność. W porównaniu z ostatnimi latami Jana Pawła II, nominacje Benedykta XVI mogą się nawet wydawać odrobinę mniej dogmatyczne i bardziej duszpasterskie, z niezwykłymi wyjątkami w postaci ultrakonserwatywnych dogmatyków mianowanych na wysokie stanowiska.

Zdaję sobie sprawę, że wziąwszy pod uwagę poziom przywództwa w wielu krajach, katolicy mają prawo do umiarkowanego zadowolenia. Ale potrzeby wołają o coś więcej. W historii Kościoła energia i wizja konieczne do tchnięcia w instytucję nowego życia pochodziły z innego miejsca niż papiestwo. Wydaje się, ż Kościół znowu znalazł się w jednym z takich momentów.


{KONTEXT}
Osobista, wyjątkowa charyzma Jana Pawła II pomagała ukrywać strukturalne problemy Kościoła, zamiast wymuszać ich rozwiązania.

Kolejne dwa głosy w naszej dyskusji, to głosy amerykańskie. Pierwszy z autorów, Peter Steinfels to jeden z najważniejszych amerykańskich komentatorów życia religijnego, prowadzący stałą rubrykę „Przekonania” w dzienniku „New York Times”. Jest katolikiem, co jednak często w Stanach Zjednoczonych, także w jego przypadku, oznacza dość liberalny zespół poglądów. Także jego ocena pontyfikatu Jana Pawła II utrzymana jest w duchu liberalnej krytyki skierowanej przeciwko „wydawanym przez niego dyscyplinującym dekretom”. Zdaniem Steinfelsa „Jan Paweł II tylko powiększył rozdźwięk między katolikami, a oficjalnym stanowiskiem Kościoła w kwestii seksualności. Zaprzepaścił szansę na zajęcie się globalną zmianą roli kobiet w sferze publicznej. Popierał centralizację procesu decyzyjnego w Watykanie i zatrzymał jakikolwiek ruch na rzecz autentycznej episkopalnej kolegialności, zapoczątkowany przez Drugi Sobór Watykański”.

John L. Allen jest znanym w Polsce watykanistą, autorem biografii Benedykta XVI, a także historii Opus Dei. W swojej analizie podkreśla ciągłość pomiędzy pontyfikatem Jana Pawła II i Benedykta XVI, odmienność niektórych diagnoz i działań obu papieży sprowadzając przede wszystkim do różnic osobowościowych. Allen dostrzega wyjątkowość Jana Pawła II nie w jego głębszym od innych papieży wkładzie doktrynalnym w życie Kościoła, ale w czymś, co nazywa „aktywizmem” Wojtyły. Ów aktywizm, jak twierdzi amerykański watykanista, „przyniósł Kościołowi ogromną falę energii. W latach od zakończenia Drugiego Soboru Watykańskiego, aż po objęcie przez Jana Pawła II urzędu w 1978 roku większość debat dotyczących Kościoła miała charakter wewnętrzny, dotyczyła problemów zreformowania praktyk lub nauczania. Tymczasem Jan Paweł II postawił pytanie, jak katolicyzm może zmienić świat. Dał Kościołowi nową pewność siebie i pragnął zanieść jego przesłanie na ulice”. Jednocześnie jednak Allen przyznaje, że zupełnie wyjątkowa misyjna aktywność i energia Wojtyły nie pozostawiła żadnych istotnych śladów w strukturze Kościoła. Osobista charyzma polskiego papieża pozwalała raczej odwrócić uwagę od problemów Kościoła, niż je rozwiązywać. Kiedy John L. Allen pisze o Benedykcie XVI jako papieżu, którego „pontyfikat został trwale sparaliżowany przez skandale, kryzysy i pomyłki w komunikowaniu się z opinią publiczną”, trudno nie odnieść wrażenia, że w oczach amerykańskiego watykanisty ten stan jest w jakimś stopniu konsekwencją spowolnienia lub zatrzymania reform posoborowych w okresie trzydziestu lat pontyfikatu Jana Pawła II. Jak bowiem twierdzi Allen: „Brak instytucjonalnych reform nie był tak dotkliwy podczas pontyfikatu Jana Pawła II, ponieważ dzięki swojej ogromnej charyzmie był on w stanie przebić się ze swoim przesłaniem pomimo wadliwej struktury Kościoła. W przypadku Benedykta XVI stanowi to poważne utrudnienie, ponieważ nie jest on, w przeciwieństwie do swojego poprzednika, postacią medialną”. Jednocześnie jednak Allen podkreśla, że Jan Paweł II dał Kościołowi język, którym mógł mówić o błędach popełnionych w przeszłości i „rozpocząć pewne rzeczy od nowa”. W tym obszarze Wojtyła okazał się wierny duchowi Soboru Watykańskiego II, będącego, zdaniem Allena, pozytywnym punktem w historii Kościoła.

EUROPA miesięcznik idei

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code