Publicystyka

Brzydka płeć chrześcijaństwa

Spread the love

Brzydka płeć chrześcijaństwa

Ks. Andrzej Draguła

Złośliwi twierdzą, że Kościół w Polsce jest nie rzymsko-, ale żeńsko-katolicki.

Mianem milcząca obecność” zwykło się określać miejsce kobiet w Kościele. Kto wie, czy o wiele bardziej milcząca nie jest jednak obecność mężczyzn – tych bez habitów i koloratek. Płakanie należy do kobiet Judaizm i islam (w tradycyjnym kształcie) stoją – jeśli można tak powiedzieć – modlitwą mężczyzn. Do odmawiania tradycyjnych modlitw żydowskich potrzebne jest kworum dziesięciu mężczyzn powyżej 13. roku życia (minjan). Jeśli brakuje choćby jednego, nie może zastąpić go kobieta.

W islamie mężczyźni zobowiązani są do wspólnej modlitwy w piątki, kobiety zaś mogą modlić się w domu. Gdy telewizja pokazuje modlących się muzułmanów, pokazuje mężczyzn. W gruncie rzeczy katolicyzm też stoi modlitwą mężczyzn, tylko że duchownych. Okiem nieuzbrojonym widać, że w naszych świątyniach, dokładniej: w nawach, przeważają kobiety, w prezbiterium – mężczyźni. Czy liturgia katolicka, w sensie uczestniczenia w niej, jest nie dość męska”?

Szykując odpowiedzi, uczestnicy dyskusji w Więzi” (nr 7/03) wskazywali na trzy przesłanki. Po pierwsze, wynika to z natury i uwarunkowań kulturowych modelu kobiety i mężczyzny. Jak wskazała Alina Petrowa-Wasilewicz: kobiety bardziej garną się do religii, bo mają mocniejsze i głębsze poczucie swej słabości, swojej niewystarczalności.

W Bogu szukają więc oparcia. (…) Kobietom łatwiej powiedzieć: »jestem słaba, potrzebuję Boga i zbawienia« – dlatego kobietom łatwiej przychodzić do kościoła”. Po drugie, wskazała Elżbieta Adamiak, posoborowa liturgia jest nazbyt pasywna, czynne uczestnictwo jest znikome, a mężczyzna w obecnej liturgii nie ma nic do zrobienia. Po trzecie, liturgia jest celebrowaniem męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa – kontynuowała Adamiak. – W naszej kulturze cierpienie, opłakiwanie czy żałoba jawią się jako dziedzina bardziej kobieca niż męska i w tym sensie święte tajemnice jakby były kierowane bardziej do kobiet niż do mężczyzn”.

Taka diagnoza nie napawa optymizmem: problem nie leży w samej naturze chrześcijaństwa, ale w tym, jak jest ono przedstawiane i rozumiane. Jeżeli chrześcijaństwo jest odbierane przede wszystkim jako źródło pocieszenia, to rzeczywiście staje się religią dla słabych. W takiej religii trudno się odnaleźć mężczyźnie, chyba że po stronie silnego Boga, jako awangarda Zbawcy, a więc w konsekwencji – duchowny. Jakie zatem formy pobożności odpowiadałyby męskiej duchowości realizowanej przed balaskami?

Nie pociągają ich nowenny, litanie, Gorzkie Żale czy nawet Różaniec, bo przecież i róż męskich o wiele mniej niż kobiecych. Ale też coraz więcej mężczyzn odnajduje się w nowych ruchach religijnych czy wspólnotach, których duchowość nie koncentruje się na pocieszeniu płynącym z wiary. Możliwe, że trudniej mężczyznom koncentrować się na swej słabości, bezradności i deklarowaniu »bycia sierotami«, których »głos do litości wzbudzi«. Może łatwiej byłoby zachęcić ich do walki duchowej i pieśni uwielbienia?” – sugerowała w Więzi” Magdalena Węglewska.

Święty facet
Kłopot z męską duchowością wynika też z braku wzoru. Kościół niezbyt często pochylał się” nad żonatymi. O wiele więcej powiedziano i napisano o roli kobiety w Kościele, także jako żony i matki, np. w Liście Jana Pawła II Mulieris dignitatem”. Mężczyźnie – od biedy – poświęcona jest krótka Adhortacja na temat św. Józefa, Redemptoris Custos”. Tylko czy tak odległy i idealny Józef stary” może być wzorcem pociągającym?

Popularność książki Dzikie serce” Johna Eldredge’a pokazuje, że wciąż istnieje zapotrzebowanie na klasyczny obraz mężczyzny, któremu blisko do wojownika (dziś: fightera), poszukiwacza przygód i rycerza ratującego księżniczkę. Czy można odnaleźć te cechy w św. Józefie? Pewno tak, trzeba by tylko na nowo – na podstawie danych ewangelicznych – zinterpretować jego postać. Józef, mąż sprawiedliwy, to nie tylko osobnik pracowity i milczący, ale także mężczyzna, który wziął odpowiedzialność za kobietę i dziecko w chwili zagrożenia ich życia. Litania do św. Józefa, w której wylicza się jego cnoty w stopniu naj”, wcale do tego ideału nie przybliża.

Zresztą wielu innym świętym przydałby się teologiczny lifting, by byli bardziej ludzcy, a wcale przez to nie mniej święci. Szukaniu modelu męskiej świętości nie pomaga brak kanonizowanych świeckich mężczyzn: w martyrologium są ewentualnie królowie i męczennicy. Jak pisze Węglewska, beatyfikacja świeckich męczenników i celibatariuszy nie wskazuje na małżeństwo jako skuteczny znak łaski. Podobnie ma się rzecz z beatyfikowanymi rodzicami dzieci konsekrowanych, wybierających ostatecznie tzw. białe małżeństwo. Szanując tę decyzję, trudno jednak uznać ją za wzór świętości dla męża czy żony”.

I znów kłania się św. Józef, który przecież nie znał pożycia ze swoją małżonką. A może właśnie ten, co się tego prawa wyzbył, mógłby coś o tym współczesnym mężczyznom powiedzieć? Z drugiej strony, czy kłopot z modelem męskiej duchowości nie jest odpryskiem problemu, jakim jest katolicki model seksualności i związane z nim podejrzenia? Nie da się przecież mówić o duchowości bez zahaczenia o seks po katolicku”, o którym niech nie piszą jedynie faceci w koloratkach. Milcząca obecność Mówi się sporo o równowadze, parytetach i równouprawnieniu. Kościół chyba nie do końca wie, co by to miało znaczyć.

W Polsce służba liturgiczna jest w praktyce zarezerwowana dla mężczyzn. Dobrze to czy źle – nie wiadomo. Ministrantki to wyjątki, a nadzwyczajnymi szafarzami Komunii św. mogą być jedynie mężczyźni świeccy, a jeśli kobiety, to konsekrowane. Trudno uciec od tradycyjnego podziału ról. Doświadczenie Kościołów Zachodnich pokazuje, że zwiększona obecność kobiet w prezbiterium prowadzi do jednoczesnego wycofywania się z niego mężczyzn.

Sam niejednokrotnie sprawowałem Eucharystię w świątyni, gdzie w prezbiterium otaczały mnie jedynie ministrantki, lektorki, kantorki i nadzwyczajne szafarki Komunii św. Mężczyźni skarżyli się, że zaanektowano ich liturgiczną przestrzeń. Stereotypy kulturowe i teologiczne są tak głębokie, że trudno, by w przestrzeni liturgii nie było już mężczyzny ani kobiety”. Może wyjściem byłaby służba liturgiczna rodzin z podziałem ról – jak to się dzieje np. w Oazie Rodzin – Domowym Kościele? Aktywność to sfera działania mężczyzny, głoszą obiegowe opinie. Ale w domenie kościelnej aktywność ta jest niewystarczająca. Owszem, mężczyźni aktywizują się, gdy trzeba załatać dziurę w dachu i zorganizować koszenie trawników.

Męski renesans przeżywały parafie, które podejmowały trud budowy kościoła. Dziś to źródło męskiej aktywności przyschło: mniej się buduje, a jeśli już, to zatrudniając firmy, tym samym wykluczając pospolite ruszenie mężczyzn- budowlańców. Trudno powiedzieć, jaki jest udział mężczyzn i kobiet w radach duszpasterskich, ale tam, gdzie ich nie ma, grupa najaktywniejszych parafian to najczęściej owe pobożne, a wpływowe niewiasty”. Wystarczy spojrzeć, ile w Polsce jest katechetek, a ilu katechetów. Nie jest też tajemnicą, że na studiach teologicznych dla świeckich przeważają kobiety, czasem kilkakrotnie.

Nie wiem, czy po duchownych najliczniejszej grupy teologów-absolwentów nie stanowią właśnie teolożki. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie o ich dalszą karierę naukową. Wszystko to skłania do przekonania, że to nie świeccy mężczyźni współtworzą strategię duszpasterską Polski parafialnej, ale właśnie kobiety. Owszem, w mediach pojawia się więcej katolickich teologów i publicystów niż teolożek i publicystek, ale rzeczywisty kształt Kościoła wciąż jeszcze nie tworzy się na linii społeczeństwo–media, ale społeczeństwo–parafia. Wypada się zatem zgodzić raz jeszcze z Magdaleną Węglewską, która pisała: Wolno mi wyrazić oczekiwanie, by mężczyźni świeccy – może szczególnie mężowie oraz ojcowie – zechcieli zająć swoje miejsce wśród osób tworzących duchowość, liturgię i całą teologię, tak aby ich dotychczasowa milcząca obecność mogła znaleźć swój wyraz w Kościele”. Czy pomoże – choć częściowo – rozwiązać ten problem raczkująca w Polsce instytucja diakonów stałych? Być może. Pod warunkiem wszak, że wciąż bardziej będą się czuli częścią świata garniturów niż koloratek.

Ks. Andrzej Draguła

Tekst pochodzi z „Tygodnika Powszechnego”

Zaprenumeruj e-tygodnik!

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code