Refleksja o Internecie

Przez bloga do Boga

Spread the love

Przez bloga do Boga

Marcin Turkot

Księża nie wykorzystują internetu tylko do ściągania kazań, ale przede wszystkim do wirtualnej działalności duszpasterskiej.

Ksiądz Rafał Sorkowicz dzieli czas między pracę w wielkomiejskiej parafii liczącej 30 tys. członków, opiekę nad kościelnymi wspólnotami oraz katechezę. Kiedy tylko może, 31-letni kapłan zajmuje się swoją wirtualną trzódką na sorkovitz.blog.onet.pl; baczy jednak na proporcje: – Bo internet potrafi wciągać – tłumaczy. – A czas jest cenny.

W polskiej sieci dyskusjom o religii nieodmiennie towarzyszą skrajne emocje. Główne osie konfliktu przebiegają na linii wierzący–niewierzący oraz Kościół–antyklerykałowie. Dyskutanci nie przebierają w słowach i środkach. Zaś skrócenie dystansu (do rozmówców zwraca się per „ty”) oraz anonimowość sprawiają, że rzeczowy wątek łatwo przeradza się w miotanie obelg.

Na tak niesprzyjającym gruncie założenie blogu przez katolickiego księdza jest aktem odwagi.

Bloger w koloratce

Ks. Wojciech Szubzda, uruchamiając w sierpniu 2008 r. blog kswojciech.blog.onet.pl, został jednak zaskoczony. – Miałem bardziej negatywny obraz anonimowych uczestników wirtualnego świata – mówi. – Jeśli na pierwszy atak odpowiadam ze spokojem, późniejsze wypowiedzi są już kulturalniejsze.

Blogujący księża mają dużo samozaparcia. Piszą co najmniej raz w tygodniu, a niekiedy codziennie. Snują rozważania na temat Ewangelii, etyki, moralności katolickiej – omawiają problemy in vitro, rozwodów, antykoncepcji. Zdarzają się też notki dużo bardziej osobiste, niekiedy na tematy polityczne czy sportowe. Celem blogu pozostaje jednak ewangelizacja. Albo preewangelizacja, jak w przypadku ks. Daniela Wachowiaka, autora blogu danielou.blog.onet.pl oraz książki „Ambon@ online”. – Słowo „preewangelizacja” oznacza przygotowanie gruntu do głoszenia Dobrej Nowiny – tłumaczy. – Naglącą sprawą jest wzajemne uczenie się myślenia.

Franciszkanie Leonard Bielecki i Franciszek Chodkowski na bezsloganu.blog.onet.pl – wideoblogu pod patronatem „Tygodnika” – co tydzień odpowiadają na pytania, nie zawsze proste: „Czy Jezus przyjdzie w glanach?”, „Czy Maria pozostała dziewicą?”, „Czy masturbacja jest grzechem?”. Siadają w klasztornej celi bądź ogrodzie, włączają cyfrową kamerę i mówią – bez montażu, prosto, bezpośrednio.

Skoro istnieją portale społecznościowe zrzeszające rodziców czy kolekcjonerów, to dlaczego nie księży? Takim projektem, na razie w skali mikro, jest strona www.kaplani.com.pl. Oprócz recenzji książek religijnych czy rozważań nad Ewangelią, zawiera też nieustannie poszerzaną listę kapłańskich blogów. Znajduje się na niej m.in. blog ks. Andrzeja (xandrzejblog.emaus.czest.pl). „Zawsze pisałem pamiętniki do szuflady. Nowe czasy dotknęły i mnie. Teraz zamierzam pisać na tych stronkach” – głosi pierwszy wpis z grudnia 2006 r. Od tamtego czasu ks. Andrzej z żelazną konsekwencją publikuje niemal codziennie. Zachowuje równowagę między ewangelizacją a pamiętnikarstwem: rozważania na temat Pisma św. i wiary okraszone są relacjami z minionego dnia oraz cytatami z przeczytanych książek.

Równie zaangażowanym blogerem jest od listopada 2007 r. ks. Roman Trzciński (ksroman.blogspot.com), duszpasterz akademicki z Warszawy – snuje przystępne refleksje nad fragmentami Ewangelii.

Wygooglać księdza

W powieści „Rozpoznanie wzorca” Williama Gibsona, bezlitosnej diagnozie społeczeństwa przełomu wieków XX i XXI, przed biznesowym spotkaniem z nieznaną osobą jej nazwisko wrzuca się w Google. Gdy wpiszemy w wyszukiwarkę nazwisko ks. Artura Stopki, dowiemy się, że łączy obowiązki rzecznika diecezji katowickiej z pracą w mediach (jest redaktorem naczelnym portalu wiara.pl, pracuje w „Gościu Niedzielnym”, występuje w radiu). 50-letni kapłan jest niezwykle aktywnym internautą. Założył własny serwis stukam.pl, służący „szczeremu pogadaniu o sprawach wiary”, prowadzi trzy blogi, m.in. blog.wiara.pl/ksas. Ma własny kanał na YouTube. Nie kryje się za nickiem, podpisuje się imieniem i nazwiskiem. – W sieci przeważają księża anonimowi lub półanonimowi – mówi. – To asekuranckie. Potrzebna jest odwaga występowania z otwartą przyłbicą. Dla mnie „ks. Jan” jest o wiele mniej wiarygodny niż „ks. Jan Kowalski z parafii św. Filifandra w Bździchowie”.

– Rozmawiasz z gościem na GG czy na forach i nie wiesz, że to ksiądz – dodaje ks. Rafał Sorkowicz. – Albo się wstydzą, albo boją. To kolejny dowód na kryzys kapłańskiej tożsamości, szczególnie u księży młodych.

– Księża się boją, że zazdrośni koledzy zaczną z nich drwić, albo parafianie zaczną komentować, że „ksiądz nie ma nic do roboty, tylko przesiaduje przed komputerem” – uważa Szymon Hołownia, jeden z szefów kanału Religia.tv.

Jednak anonimowość czytelnika ewangelizacyjnego blogu, w odróżnieniu od anonimowości autora, często staje się zaletą. Pomaga pokonać obawy przed otworzeniem się. – Tracimy umiejętność bycia szczerymi przed żywym człowiekiem, a że potrzebujemy szczerości, pozwalamy sobie na nią w sieci – tłumaczy ks. Wojciech Szubzda. Doświadczenia blogujących księży dowodzą, że użytkownicy sieci nie boją się używać mocnych słów, ale nie boją się też pytać.

Ewangelizacja 2.0

„Fakt, że za pośrednictwem internetu ludzie nawiązują wiele nowych znajomości, korzystając ze środków, które jeszcze do niedawna pozostawały poza granicami wyobraźni, daje wspaniałe możliwości głoszenia Ewangelii” – pisał Jan Paweł II w Orędziu na XXXVI Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu. Ks. Rafał Sorkowicz zdecydował się pisać blog, gdy usłyszał wypowiedź Benedykta XVI. – Papież podkreślał, że Kościół wciąż jest mało obecny w świecie internetu – wspomina. – Blog od początku traktowałem jako narzędzie ewangelizacyjne.

U progu nowego tysiąclecia internet przeżył przemianę. Koncepcja „Web 2.0” (sieci drugiej generacji) głosi, że internauci nie chcą być jedynie odbiorcami, lecz uczestnikami. Wolą traktować sieć jako platformę spotkania, wyrażania siebie i tworzenia własnych tekstów. W internecie (Jan Paweł II porównywał go do rzymskiego forum) każdy może umieścić dowolną treść, którą z kolei oglądający mogą ocenić, czasem bezlitośnie.

Blog umożliwia błyskawiczną i łatwą interakcję między twórcą a czytelnikiem: – Czasami mam wrażenie, że pisanie na blogu jest trudniejsze niż wygłaszanie kazań, bo posty na blogu są komentowane i dyskutowane prawie zawsze. Natomiast kazania niekoniecznie – mówi ks. Stopka. Ze względu na formułę blogu księża mogą sobie pozwolić na swobodniejsze wypowiedzi: – Pisząc blog, jestem trochę odważniejszy, bardziej ekspresyjnie i ze swobodą wyrażam to, w co wierzę – opowiada ks. Szubzda. – Kazanie jest monologiem, a prowadzenie blogu dialogiem, ale ideałem mojego kazania jest nie mówić, lecz odpowiadać.

Blogowa notka podlega regułom języka internetu. W odróżnieniu od homilii można używać kolokwializmów czy stosować emotikony. Ale wpis na blogu to dopiero początek – kiedy pierwszy czytelnik skomentuje notkę, bloger odpowiada, potem komentuje ktoś inny i rozmowa rozkręca się w najlepsze. Pod niektórymi notkami widnieje kilkaset komentarzy księdza i jego rozmówców. Prowadzony przez ks. Łukasza od czerwca 2007 r. blog ksluco.blog.onet.pl odwiedziło ponad pół miliona internautów, zostawiając prawie 10 tysięcy komentarzy.

Robotników mało

– W polskim Kościele brakuje systematycznej, uporządkowanej pracy duszpasterskiej czy paraduszpasterskiej z internautami – uważa ks. Stopka. – A coraz więcej ludzi szuka zaspokojenia wszystkich swych potrzeb w internecie. Także potrzeb duchowych i religijnych. Nie da się spotkać Boga w internecie – dodaje. – Można natomiast spotkać ludzi, którzy do Niego pomogą dojść, poprowadzą. Jednak, aby do tego doszło, trzeba w relacji z tymi ludźmi wyjść poza sieć.

Wszyscy blogujący księża zgadzają się, że internet nie może być miejscem spotkania z Bogiem. – W Kościele stawiamy na interpersonalność. Internet nie daje takiej możliwości – uważa ks. Wachowiak. Sieć to jedynie (i aż) narzędzie pierwszego kontaktu. – Dla wielu ludzi może się stać świetnym punktem startowym dla pogłębienia wiary i powrotu do Kościoła – przekonuje ks. Sorkowicz.

– Kościół powinien być tam, gdzie są ludzie, a więc i w internecie. Polski Kościół zrozumiał, że internet to fantastyczne narzędzie, którego można użyć w dobrym celu – konkluduje Szymon Hołownia. – Nie do końca jednak odkrył język, za pomocą którego ma przemawiać do wiernych.

Publicysta, który sam prowadzi blog, przyznaje, że rzadko czyta blogi duchownych, bo zniechęca go styl, jakim się posługują. Według niego drętwy, koturnowy język i kościelny żargon powodują, że czyta się to jak doktorat z doktryny Kościoła, a nie prosty, przemawiający do przeciętnego internauty przekaz.

Księża-blogerzy znaleźli sposób na dotarcie do współczesnego człowieka, przyzwyczajonego do dostawania informacji pod nos. Weszli na tereny zamieszkałe przez ludzi czekających na dobrą nowinę, ale i przez sieciowych dzikusów, pożerających niewyszukane żarty obrazkowe, ploteczki z życia gwiazdek i roznegliżowane fotografie. – W świecie wirtualnym rozgrywa się dzisiaj największa wojna duchowa o człowieka – mówi ks. Rafał Sorkowicz. – I my, księża, powinniśmy się do niej włączyć. 

Marcin Turkot

Tekst pochodzi z „Tygodnika Powszechnego”

Zaprenumeruj e-tygodnik!

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code