Beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki

Sprawa ks. Jerzego była elementem polityki PRL

Sprawa ks. Jerzego była elementem polityki PRL wobec Kościoła w Polsce

Jan Żaryn

Po pielgrzymce Jana Pawła II w czerwcu 1983 roku, władze komunistyczne zarówno krajowe, jak i moskiewskie, zdały sobie sprawę iż lata 1981-1983 były nie tylko okresem pacyfikacji ludzi „Solidarności” i 10-milionowego ruchu, ale również czasem „wzrostu” (używając pojęć bezpieki) autorytetu Kościoła katolickiego.

Faktem jest, iż w latach stanu wojennego ruch „Solidarności”, odnalazł się zarówno w murach Kościoła, jak i – łącznie z całym narodem – w jego duchowym wymiarze. Znaleźli tam dla siebie przestrzeń ludzie, którzy mieli głęboki związek z wiarą katolicka, jak i ci którzy byli od niej bardzo daleko, ale odnaleźli w Kościele przestrzeń wolności, a następnie wiarę. Tej przestrzeni wolności nie było poza murami ówczesnych świątyń i przyjazd papieża w 83 roku z punktu widzenia władz komunistycznych, tę prawdę unaocznił.

Zdały one sobie sprawę, iż nadszedł czas na podjęcie rozprawy z Kościołem katolickim, rozumianym bardzo szeroko, tzn. rozprawy z hierarchią Kościoła katolickiego, która przyzwalała na wykorzystanie świątyń – rzekomo – do celów politycznych, jak i rozprawy z Kościołem rozumianym jako wspólnota wiernych, a jednocześnie – po świecku rzecz ujmując – jako wspólnota solidarności.

Inspiracja moskiewska była czytelna. Artykuły, które ukazały się wówczas w prasie radzieckiej miały wzmocnić ten nurt w kierownictwie PZPR, który byłby zdolny do podjęcia ryzykownej walki z potęgą, jaką – bądź co bądź – był z powodu swego społecznego oddziaływania Kościół katolicki.

Walka ta odbywała się na takim oto poziomie. Władze komunistyczne były zainteresowane, aby Kościół hierarchiczny dał się niejako podporządkować nie tylko literze ówczesnego „prawa”, ale również jednostronnej jego interpretacji, w zakresie takim, jak prawa człowieka i obywatela, rozumienie prawa do zgromadzeń, do publicznego manifestowania swoich poglądów (w tym religijnych), tworzenia jakichkolwiek struktur autonomicznych wobec systemu nomenklaturowego.

Prace prowadzone przez stronę rządową w ramach Komisji Wspólnej miały więc prowadzić do zaakceptowania przez kościelnych rozmówców prawa komunistów do zawłaszczania państwa i jego instytucji. Napominanie przedstawicieli hierarchii Kościoła katolickiego wpisywało się zaś w proces przygotowywania strony kościelnej: polskiej i watykańskiej do ewentualnego wznowienia stosunków dyplomatycznych zerwanych jednostronnie we wrześniu 1945 r. przez Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej.

W latach 80. nie przerwano, mimo stanu wojennego, dialogu z przedstawicielami Watykanu który mógł doprowadzić do uregulowania statusu prawnego Kościoła w Polsce. Ten kontekst był istotny, ponieważ komuniści traktowali dyplomację watykańską – z którą rozmawiano ponad Episkopatem Polski – jako element wewnętrznej polityki wyznaniowej. Agostino Casaroli, Luigi Poggi i cała grupa dyplomatów watykańskich, mieli wedle tej koncepcji naciskać na hierarchów i duchowieństwo w kraju, by odznaczało się daleko idącą ostrożnością w działaniu – i „dla dobra Kościoła” nie utrudniało porozumienia z komunistami.

Aktywność Kościoła katolickiego w Polsce winna być zatem stymulowana przez biskupów tak ze względu na bezpieczeństwo Kościoła, jak i dla rzekomej poprawy relacji państwo-Kościół. Jest to temat to dalszych badań historycznych, głównie w oparciu o akta Departamentu I MSW (wywiadu) a więc źródło bardzo specyficzne. Faktem jest, że rozmowy na linii Watykan–rząd PRL były prowadzone również po śmierci ks. Jerzego, co najmniej do 1987 roku.

Trzeba zdać sobie sprawę, że w pewnym momencie – jak się wydaje jesienią 1983 roku – ks. Jerzy zaczął być, bez swej wiedzy i woli, wykorzystywany przez komunistów do prowadzenia polityki represji wobec Kościoła, mającej na celu wymuszenie jego „duszpasterskiego samoograniczenia się”; polityki represji pośrednio skierowanej przeciwko biskupom, a szczególnie – kardynałowi Józefowi Glempowi. Bezpośrednio zaś przeciwko księdzu Jerzemu, aby na jego przykładzie pokazać, jak przestrzeń „dozwolona” mija się z rzeczywistym oddziaływaniem duszpasterskim Kościoła, a zatem jak zostało naruszone przez kapłana „prawo”, w komunistycznej interpretacji. Chodziło o to, by pod naciskiem represji zastosowanych wobec konkretnego człowieka, hierarchia sama podporządkowała się bezprawiu i zmobilizowała do tego wszystkich kapłanów. Rolą hierarchów kościoła warszawskiego miało być zatem – mówiąc kolokwialnie – wyciszenie aktywności księdza Jerzego. Taka jest rekonstrukcja projektu, który władze zaczęły realizować w 1983 roku.

Dlaczego wybrano księdza Jerzego? Biorąc pod uwagę materiał źródłowy, który jest nam dzisiaj dostępny, a znajdujący się w materiałach byłej Służby Bezpieczeństwa, a także materiały Urzędu do spraw Wyznań, akta prokuratorskie, rzecznika ówczesnego rządu itd., można powiedzieć że ks. Jerzy został zauważony przez władze jako osoba wyjątkowa dość późno. Nastąpiło to po Mszy świętej za Ojczyznę, w sierpniu 1982 roku. Wprawdzie już w kwietniu 1982 zainteresowano się w sposób szczególny kapłanem, ale dopiero po tej Mszy rozpoczęto zmasowany atak. Założono tzw. sprawę operacyjnego rozpracowania krypt. „Popiel”. Kapłanem zajmowali się dzień w dzień funkcjonariusze Stołecznego Urzędu Spraw Wewnętrznych, kierowani przez naczelnika Wydziału IV: Wolskiego.

Te pierwsze represje z ’82 roku teraz wydają się niewinne wobec tego, co miało miejsce w 1984 roku. Zaliczam do nich przede wszystkim bardzo dokuczliwe z punktu widzenia ks. Jerzego odebranie mu prawa do wyjazdu do Rzymu. Ks. Jerzy wybierał się tam na proces kanonizacyjny Ojca Maksymiliana Kolbe. Usłyszał „nie”. Jeden z tajnych współpracowników – kapłan, wstawiał się nawet za nim. Nie pomogło.

Potem represje już tylko się wzmagały. Punktem kulminacyjnym stała się decyzja SB z jesieni ’83 roku, by wobec tego akurat kapłana – wybranego spośród wielu innych – zastosować sankcję prokuratorską. Oczywiście, decyzja w tej sprawie musiała być podjęta na najwyższym szczeblu władzy.

Prokurator Jackowska – podwykonawca projektu – rozpoczęła budowanie aktu oskarżenia.

W grudniu 1983 r. odbyła się specjalna konferencja w MSW z udziałem Karpacza, Pietruszki i późniejszych morderców kapłana. Skala represji w związku z tym wzmogła się w sposób dramatyczny. W grudniu ’83 roku nastąpił zmasowany atak z kilku stron, pokazujący jak władze komunistyczne centralistycznie – jak każdy totalitaryzm – planowały i realizowały atak na kapłana.

Zatrzymanego księdza Jerzego traktowano w areszcie brutalnie, przeprowadzono rewizję osobistą, a także rewizję w mieszkaniu przy ulicy Chłodnej, gdzie znaleziono podrzucone wcześniej przez SB materiały kompromitujące, jednocześnie nastąpił atak prasowy stymulowany przez rzecznika ówczesnego rządu Jerzego Urbana, który był oczywiście atakiem naruszającym godność ks. Jerzego.

Wszystko to miało psychicznie osłabić ks. Jerzego, wyizolować, uczynić łatwiejszym celem do dalszego rozpracowania. Ks. Popiełuszko powinien być osamotniony wobec biskupów, przeszkadzać kurialistom, którzy – za sprawą jego aktywności – musieli odpowiadać na impertynenckie listy kierownictwa Urzędu ds. Wyznań.

Ta akcja była tylko i wyłącznie wstępem do dalszych represji, które podjęto w roku 1984.

W ciągu kolejnych tygodni i miesięcy wielokrotnie wzywano kapłana na uciążliwe przesłuchania, z których niewiele wynikało, gdyż ks. Jerzy odmawiał odpowiedzi na zadawane pytania. Efekt tych represji SB sprawdzała m.in. poprzez dobrze ulokowanych tajnych współpracowników (szczególnie cenny okazał się TW „Tarcza” – używający też innych pseudonimów).

Represje wobec ks. Jerzego wpisały się jednocześnie w szerszy konflikt między państwem a Kościołem, związany z walką marksistów o przestrzeń publiczną. Tu najważniejszym wówczas konfliktem – jak nam się wydawało – była walka o krzyże w przestrzeni publicznej. Incydenty w Miętnem i we Włoszczowej były bardzo wyraźnym sygnałem przekazanym przez władze Episkopatowi Polski. Proszę pamiętać, że krzyże pojawiły się tam w szpitalach, szkołach i świetlicach w latach 1980-81 i stanowiły przejaw suwerenności społeczeństwa (robotników, nauczycieli, personelu medycznego) wobec władzy – dyrekcji czy partii. Jesienią 1983 r. przypomniano brutalnie, że przestrzeń publiczna jest dla realnego socjalizmu – słowem dla Państwa, a nie dla kościoła.

Pożądane przez władze zjawisko „samozwijania się” Kościoła, schodzenia do coraz głębszej defensywy nie nastąpiło. Biskupi solidarnie bronili krzyża, niezależnie od swego zróżnicowanego stosunku do ks. Jerzego, czy też działalności duszpasterskiej innych kapłanów wspierających „Solidarność”.

Sprawa ks. Jerzego staje się więc w 1983-84 roku elementem dużo szerszego planu, w którym właśnie Kościół hierarchiczny jest przedmiotem gry. To właśnie on ma się czuć moralnie odpowiedzialny za ewentualne dalsze represje kierowane wobec takich kapłanów, jak ks. Jerzy.

W lipcu 1984 r. akt oskarżenia był gotowy i skierowany do sądu. Tenże jednak, z racji politycznych, a nie merytorycznych, umorzył w ramach amnestii dalsze prowadzenie sprawy. Powodów tego aktu rzekomej łaski ze strony władzy należy szukać w jej pragmatyce. Myślę, że komuniści obawiali się krajowego i międzynarodowego szumu, który towarzyszyłby takiej rozprawie sądowej. Woleli dalej skrycie prowadzić SOR krypt. „Popiel”. Efektem tego stał się nacisk na hierarchów, by ks. Jerzy wyjechał do Rzymu. Przypomnę, że w przypadku dokumentów które zgromadziliśmy w pierwszym tomie książki pt. „Aparat represji wobec księdza Jerzego Popiełuszki”, jest też taki dokument z września 1984 roku, w którym zaleca się szczególne potraktowanie imiennie wymienionych kapłanów warszawskich. Jest to dyspozycja dyrektora Departamentu IV MSW, by zastosować niestandardowe środki nacisku na wybranych księży, mające doprowadzić do sytuacji dla nich i Episkopatu Polski bez wyjścia. Wśród tych „naznaczonych” był ks. Jerzy, a także m.in. ks. Stanisław Małkowski, ks. Jan Sikorski, ks. Teofil Bogucki.

Ks. Jerzy miał zniknąć z przestrzeni publicznej. Oczywiście nie był to rozkaz: „zamordować księdza”. Koniec ks. Jerzego Popiełuszki – jak się wydaje – miał polegać na tym, że „staje się on ofiarą Episkopatu Polski”, który podejmuje decyzję o przymusowym przeniesieniu go do Rzymu, albo sam kapłan – z punktu widzenia odbioru społecznego – staje się ofiarą własnego tchórzostwa, bo „ucieka” do Rzymu opuszczając wiernych.

To jest – w skrócie – alternatywa, do której jesienią 1984 r. władze komunistyczne – moim zdaniem – chciały doprowadzić ks. Jerzego i Episkopat. Ale ta hipoteza ma na pewno jedną słabą stronę. Mianowicie nie odpowiada wprost na pytanie: czy zabójstwo ks. Jerzego dokonane 19 października 1984 r. (po pierwszej, nieudanej próbie mordu z 13 X) było logicznym następstwem tego planu, zemstą skierowaną przeciwko temu kapłanowi i zemstą skierowaną przeciwko Episkopatowi Polski, czy też było to zabójstwo związane z zupełnie inną logiką zdarzeń, reżyserowanych przez autorów innego projektu?

Chciałbym przytoczyć notatkę Inspektora Wydziału XIV Departamentu I MSW (zajmującego się rezydenturą rzymską, w której funkcjonowali wywiadowcy szczególnie zainteresowani penetracją Watykanu i środowisk polskich żyjących w Watykanem i poza nim). Notatka z 17 grudnia 1984 dotyczy rzekomych (nie mamy potwierdzenia z innego źródła) rozmów, jakie prowadził abp Bronisław Dąbrowski z Janem Pawłem II na temat analizy sytuacji po śmierci księdza Jerzego. Czytamy tam m.in.: „Jak wynika z różnych precedensów, tj. nadużycia władzy na terenach peryferyjnych: Wrocław, Nowy Sącz, Szczecin, generał Czesław Kiszczak nie kontrolował całkowicie swojego resortu, wyklucza się, aby ta afera mogła dojść do skutku bez osłony ze szczebla Biura Politycznego np. Siwaka, Grabskiego, Milewskiego, i bez powiązań z KGB. Prowokacja jako przejaw rozgrywek na linii władzy miała na celu zmuszenie Wojciecha Jaruzelskiego do zajęcia bardziej stanowczego stanowiska wobec opozycji i kościoła. Oskarżenia, że jest zbyt miękki, powtarzały się od dawna”. Jak należy rozumieć, zdania te wyszły – rzekomo bądź naprawdę – z ust abp. Dąbrowskiego. Otóż należy je rozumieć w dwojaki sposób. Po pierwsze ewidentnie strona komunistyczna zaraz po śmierci ks. Jerzego zaczęła wysyłać do członków Episkopatu Polski, szczególnie do kard. Glempa, ale także do sekretarza EP, sygnały sugerujące, że ofiarą zbrodni na ks. Jerzym jest generał Wojciech Jaruzelski i jego ekipa, która chciała aby trójkąt: Watykan, komuniści krajowi i episkopat, wreszcie zafunkcjonował, wbrew ideologom moskiewskim i w poprzek oczekiwaniom krajowego betonu komunistycznego. Beton, jak to z betonem bywa, był stroną, która przeszkodziła Jaruzelskiemu w prowadzeniu tej liberalnej rzekomo wobec Kościoła Powszechnego i polskiego polityki.

Ewidentnie ta notatka jest przez nas odczytywana jako pewnego rodzaju propagandowy sukces władzy komunistycznej. Oto ich relacja nadana w kraju do wybranych biskupów staje się relacją już zobiektywizowaną i staje się relacją w ten sposób legitymizowaną przez autorytet, jakim jest sekretarz Episkopatu Polski.

My dzisiaj oczywiście niczego innego nie umiemy powiedzieć, tzn. nie umiemy stwierdzić czy zabójstwo ks. Jerzego mieściło się w logice przestępstwa planowanego w 1983 r. i sukcesywnie wprowadzanego w życie, aż do dnia 19 października roku następnego, czy też zabójstwo zostało wykonane tego dnia przez oficerów pracujących de facto na zlecenie sowieckiej rezydentury, tkwiącej także w MSW. Niewątpliwie, oficerowie ci mieli związki nie tylko z wewnętrznym aparatem Służby Bezpieczeństwa podlegając kolejno dyrekcji departamentu, wiceministrowi i ministrowi, ale także bezpośrednio lub pośrednio układali się z Moskwą i jej rezydenturą. Niezależne jednak od tego czy rozkaz o zabójstwie ks. Jerzego padł z Moskwy czy z gabinetu generała Kiszczaka, komuniści polscy są za tę zbrodnię odpowiedzialni. Logika ich decyzji i zleconych zadań, a w konsekwencji działań SB wobec ks. Jerzego w latach 1982-84 prowadziła do takiego właśnie finału. Przyzwolenie najwyższych władców PRL na zbrodnię mieściło się w samym planowaniu represji, zastosowanych wobec księdza z Żoliborza. Co więcej, nawet po zabójstwie ks. Jerzego SB nie odstąpiła od prób skrytego zabójstwa kapłanów, o czym można się przekonać na przykładzie losów ks. Adolfa Chojnackiego.

Jan Żaryn

O to, by ks. Popiełuszko był dla kleryków i kapłanów przykładem ofiarnej postawy i wierności Chrystusowi, modlono się 19 maja w Poznaniu podczas przygotowania do beatyfikacji Sługi Bożego.
– Polsce potrzebna jest nadzieja nie mniejsza niż w czasach ks. Jerzego, zwłaszcza, w obliczu takich katastrof, jak smoleńska czy klęska powodzi – powiedział ks. prałat Jan Stanisławski.

Tekst pochodzi z Wiadomości KAI

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code