Tragedia smoleńska

Stronnictwo Rzeczpospolitej

Stronnictwo Rzeczpospolitej

Tomasz P. Terlikowski

Jeśli wstrząs, szok jakim była smoleńska tragedia nie zmieni Polski – to już nic jej nie zmieni. Jeśli po tym, co się wydarzyło nie weźmiemy się w końcu do pracy i nie zaczniemy budować silnej, suwerennej, niezależnej Rzeczpospolitej, która kieruje sie w polityce jasno zdefiniowanym interesem narodowym i państwowym, a nie mrzonkami i dobrymi słowami rzucanymi nam z pańskiego stołu – to śmierć tylu osób pójdzie (przynajmniej w wymiarze doczesnym) na marne. I rację będzie miał Rafał Ziemkiewicz, że nadszedł kres Polski prawej.

Tak jednak stać się nie musi. Teraz wszystko zależy od nas, od Polaków, od tych, którzy – mimo różnic politycznych i ideowych – stali godzinami w kolejkach do Pałacu Prezydenckiego, którzy żegnali prezydenta (a wraz z nim i inne ofiary) na ulicach Warszawy i Krakowa, którzy modlili sie (niezależnie od swoich osobistych problemów z Panem Bogiem i Kościołem) w kościołach i na ulicach, którzy zapalali znicze i wpisywali się do ksiąg kondolencyjnych, stali w wartach honorowych i rzucali kwiaty. Na ulicach w dniach żałoby widać było Polskę. Piękną, emocjonalną, rozmodloną i gdzieś w głębi (znowu niezależnie od osobistych poglądów) głęboko chrześcijańską. Czasem irytujacą w romantyzmie i mesjanizmie (mnie akurat te cechy nie irytują, ale wiem, że wielu moich przyjaciół tak), ale na pewno szczerą i z sercem na dłoni.

To piękno, ale także ta głębia nie powinny zginąć, nie powinny zniknąć z Rzeczpospolitej. Nie jest oczywiście możliwe utrzymywanie atmosfery żałoby przez najbliższe tygodnie czy miesiące, ale trzeba zachować owo poczucie wspólnoty i odpowiedzialności za losy naszej Ojczyzny, naszej Rzeczpospolitej. I świadomość, że nie jest nam ona dana na zawsze, że przypadek, zły los, nasze własne błędy polityczne czy zła wola sąsiadów mogą Rzeczpospolitą zniszczyć. I nam odebrać nasz dom. Tak wiem, że to przesada, jakiś idiotyczny neomesjanizm, ale ja, podobnie jak wielu innych ludzi, których spotkałem na ulicach polskich miast autentycznie się tego obawia. Obawia się, że stracimy suwerenność, i za cenę pełnych brzuchów i prostych autostrad przestaniemy cenić i zachowywać to, co autentycznie polskie, że nie będziemy już walczyć o godne miejsce w Europie dla naszego narodu, a zadowolimy się dotacjami i dobrym słowem (bo już nawet nie gestem) od struktur unijnych.

Aby tego uniknąć trzeba podjąć zadania. Zadanie nie mistyczne i nie metafizyczne, ale całkowicie realne, metapolityczne i polityczne w najlepszym tego słowa znaczeniu. Trzeba przestać zachwycać się wydarzeniami, słowami czy obietnicami, a zacząć twardą polityczną grę. Dla Rzeczpospolitej, dla naszych dzieci, dla tych, którzy odeszli. Tu nie wystarczą mesjanistyczne uwagi (mnie są one bliskie, ale nie o nie teraz chodzi). Konieczna jest intelektualna analiza, polityczne umiejętności i obywatelskie, republikańskie zaangażowanie. Potrzebne jest stronnictwo Rzeczpospolitej, w najlepszym republikańskim, niepartyjnym sensie tego słowa.

Jego cele w warstwie metapolitycznej są oczywiste. Chodzi o odbudowanie i umacnianie silnej, dumnej Rzeczpospolitej Polskiej, która będzie świadoma swoich praw i będzie potrafiła skutecznie o nie walczyć. Unia Europejska ma być narzędziem do umacniania naszej pozycji, a nie jakimś wymarzonym celem, rajem, w którym nasza tożsamość ma sie roztapiać. Trudno było zresztą nie zauważyć w minionych dniach, że czuliśmy się Polakami i chrześcijanami, nad ludźmi powiewały polskie flagi, a w klapach marynarek pojawiły się orzełki i biało-czerwone barwy. I niech tak zostanie. Miejmy świadomość, kim jesteśmy i co jest naszym celem. Niemcy, Francuzi, Brytyjczycy nie wahają się walczyć o swoje prawa (niekiedy maskując to językiem europejskim). Miejmy taką odwagę i my. Polska jest ważnym kraje, państwem, które może i powinno odgrywać istotną rolę w polityce europejskiej. Jeśli jej nie odgrywa to odpowiedzialność spoczywa na nas, na Polakach. Odpowiedzialność za to, że nie walczymy o to, że zadowalamy się symbolami, a nie konkretami.

Rzeczpospolita po 10 kwietnia to państwo spojone historią, kulturą, pamięcią i ofiarami. Ale także państwo nowoczesne, nie zadawalające się miernością i doraźnością. Oficerowie w Katyniu umierali nie po to, by być żertwą ofiarną (choć – jak wierzę w pewnym stopniu się nią stali), ale po to, by Polska była wolnym, suwerennym, bogatym krajem, w którym ich dzieci będą mogły normalnie żyć. Taki sam cel przyświecał prezydentowi, rzecznikowi praw obywatelskich, ministrom Władysławowi Stasiakowi czy Tomaszowi Mercie. I wielu innym. Naszym zadaniem jest ten cel podejmować. Budować silną, solidarną Polskę. Polskę dla naszych dzieci i wnuków. Istotne jednak by była to Polska, a nie kraj nad Wisłą, bez korzeni i pamięci.

Zadania stają jednak nie tylko przed politykami. Jeśli Rzeczpospolita ma być rzeczpospolitą to konieczne jest społeczne, republikańskie zaangażowanie Polaków. Na poziomie gminy, powiatu, województwa i państwa. Ale przede wszystkim na poziomie przedpolitycznym. Wspólnota rodzi się na poziomie szkoły, harcerstwa, wspólnot i instytucji pozarządowych. Teraz już widać, że trzeba je budować. A to wymaga zaangażowania czasowego i osobistego jednych i fiunansowego innych. Think tanki, instytucje pamięci, centra badawcze, szkoły wyższe itd. itp. muszą być zależne od dobrej woli darczyńców, a nie budowane w oparciu o środki finansowe państwa. Rzeczpospolita 10 kwietnia musi być niezależna od zmiennych układów politycznych, musi wypracować (cierpliwie) swoje instytucje. Także medialne.

Tyle na dłuższą perspektywę. Ale jest też krótsza. Ona także wymaga odwagi i wierności. Z tej perspektywy trzeba do końca (z pełną świadomością pięknych gestów prezydenta Rosji i ludu rosyjskiego) wyjaśnić okoliczności katastrofy, badając nawet najbardziej koszmarne scenariusze. Pojednanie nie może być bowiem zbudowane na niedomówieniach i wątpliwościach. Trzeba też jasno powiedzieć, że jeśli do ocieplenia i normalizacji stosunków z Rosją rzeczywiście ma dojść, to nie wystarczą tu tylko piękne (pełna zgoda, że piękne, szczególnie w porównaniu z zachowaniem prezydenta UE) gesty, a niezbędne są równiez konkretne decyzje. I zmiana całej polityki Moskwy. Nie tylko wobec nas, i nie tylko w wymiarze symbolicznym. Nie wolno mam również, w imię domniemanego pojednania, odpuszczać sobie dawnych sojuszników czy zapominać o ich (i naszym) wspólnym interesie. Oni także byli w Krakowie…

Nie wiem, czy budowa takiej Rzeczpospolitej może się udać. Czasem mam wrażenie, że nie. Ale z drugiej strony ja tą Polskę widziałem na ulicach. I wierzę, że w końcu uda się coś z niej przenieść do naszego państwa. Jeśli nie teraz, to już nigdy!

PS. Wiem, że było patetycznie. Ale wciąż nie potrafię się ogarnąć po tym, co się stało. Wciąż nie jestem w stanie na zimno analizować ostatnich wydarzeń. I wciąż zadaje sobie pytania: co to znaczy dla mnie? Co ja powinienem zrobić? Jaka jest moja odpowiedzialność?

Tomasz P. Terlikowski

Podyskutuj na blogu

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code