Benedykt XVI

Benedykt XVI w Czechach

Spread the love

Benedykt XVI w Czechach

DOSSIER

Kościół w Czechach przed pielgrzymką

„Miłość Chrystusa jest naszą siłą” – pod takim hasłem odbędzie się w dniach 26-28 września pielgrzymka Benedykta XVI do Republiki Czeskiej. To czwarta wizyta następcy św. Piotra w tym kraju. Wcześniej odwiedził trzykrotnie Czechy Jan Paweł II.

Benedykt XVI będzie w Pradze, Brnie i Starym Bolesławcu. Przybywa do kraju nad Wełtawą z okazji 1080. rocznicy śmierci św. Wacława oraz by umocnić wiarę w tym jednym z najbardziej zateizowanych krajów Europy w 20 lat po „aksamitnej rewolucji”.

Pielgrzymka z okazji rocznic i… w cieniu wyborów

Postać św. Wacława zamordowanego 28 września 929 (lub 935) roku w Starym Bolesławcu jest dla Czechów symbolem wolności i niezależności. Pod jego praskim pomnikiem na placu jego imienia odbywały się manifestacje patriotyczne w czasach komunizmu. Czesi czują, że tam bije serce ich kraju.

Choć dzisiaj Czesi – obok Estończyków i wschodnich Niemców – znajdują się pod względem religijności na ostatnim miejscu w Europie, to ich chrześcijańskie korzenie widać na każdym kroku. Począwszy od czeskich monet z brneńską katedrą św. Piotra i Pawła oraz postacią św. Wacława, czeskich banknotów ze św. Agnieszką Czeską, po kilkadziesiąt świątyń Złotej Pragi, tysiące kapliczek, wizerunków Matki Bożej, Chrystusa, krzyży na praskich kamieniczkach, nie mówiąc już o Moście Karola, na którego balustradach znajdują się rzeźby trzydziestu świętych.

Czechy, podobnie jak inne kraje Europy Środkowej i Wschodniej, obchodzą w tym roku dwudziestą rocznicę upadku reżimu komunistycznego. Arcybiskup Pragi kard. Miloslav Vlk jest przekonany, że Benedykt XVI z „serca Europy” będzie mówił nie tylko do Czechów, ale także na cały świat. Przypomni o „aksamitnej rewolucji” oraz o roli, jaką odegrali w niej katolicy i przedstawiciele innych Kościołów chrześcijańskich.

Nadal żywa jest pamięć o Janie Pawle II, który był ważną postacią dla czeskiej opozycji skupionej wokół „Karty 77”.

To właśnie dlatego prezydent Vaclav Havel tak bardzo pragnął, aby już w roku 1990 zaraz po upadku komunizmu papież-Słowianin przyjechał do ówczesnej Czechosłowacji. Pamięta się jego pielgrzymki z lat 1990, 1995 (związaną z kanonizacją św. Jana Sarkandra i św. Zdzisławy z Lemberku) oraz z 1997 (z okazji milenium męczeńskiej śmierci św. Wojciecha).

Starsze pokolenie osób związanych z Kościołem wspomina spotkania z kard. Karolem Wojtyłą w Polsce.

W czasach komunistycznych byli księża, którzy przyjeżdżali do Polski, by studiować i przyjmować święcenia kapłańskie.

Relacje państwo–Kościół na zakręcie

Obecna papieska pielgrzymka przypada na okres kampanii wyborczej do parlamentu, choć nadal nie wiadomo, czy głosowanie odbędzie się, jak planowano, w listopadzie br., czy dopiero na wiosnę 2010.

Tradycyjnie niechęć czy też podejrzliwość w stosunku do chrześcijaństwa okazuje lewa strona sceny politycznej: komuniści i socjaldemokraci. Ci ostatni w swojej kampanii alarmują, jakoby dotacje dla Kościołów odbywały się kosztem emerytów i zasiłków dla bezrobotnych. Obciążają jednocześnie Kościół odpowiedzialnością za brak rozwiązań kwestii majątkowych – imputując mu zbytnią zachłanność. – Jest to zawsze element walki politycznej, który pojawia się z różnym natężeniem – zwraca uwagę ks. Artur Matuszek, rektor Wyższego Seminarium Duchownego Czeskiej Prowincji Kościelnej w Pradze.

Rozwiązaniem problemu restytucji majątków kościelnych nie jest też zbytnio zainteresowana prawica. Od lat opracowywane są ustawy, ale stanowią przedmiot politycznych gier i nie można doprowadzić do ich uchwalenia. Sprawa majątków i finansowania przez państwo dotyczy nie tylko katolików, lecz także wszystkich Kościołów i związków wyznaniowych.

Mimo 20 lat wolności hipoteka relacji państwowo-kościelnych wciąż jest obciążona. Wśród spraw czekających na załatwienie są m.in. odszkodowania za znacjonalizowany majątek kościelny (wyceniany na 134 mld koron, z czego Kościół domaga się sumy 83 mld), ratyfikacja umowy między Republiką Czeską a Stolicą Apostolską oraz kwestia własności praskiej katedry.

Kard. Vlk odpowiedzialny w łonie episkopatu za relacje z władzami przypomina, że po upadku dyktatury komunistycznej udało się jedynie zlikwidować haniebną ustawę uzależniającą możliwość pełnienia posługi duszpasterskiej od zgody władz państwowych i przyjąć w 1991 r. ustawę regulującą kwestie wyznaniowe.

Szczególnie trudnym okresem we wzajemnych relacjach były lata 1998-2005, gdy za politykę wyznaniową w socjaldemokratycznym rządzie odpowiadał minister Pavel Dostál. Realizowali ją ludzie powiązani w przeszłości z reżimem komunistycznym. Temu dziedzictwu ideowemu przypisuje arcybiskup praski szereg prób ograniczenia swobody Kościoła oraz odłożenie ad acta umowy ze Stolicą Apostolską.

Fundusze przekazywane obecnie przez władze pozwalają jedynie na zapewnienie płac duchownym i świeckim pracownikom Kościoła. Są one niższe od średniej krajowej. Brakuje pieniędzy na inne cele: naprawę obiektów kościelnych czy opłacenie ich bieżącego funkcjonowania. – Dostajemy dotację, która nie pokrywa nawet 8 proc. naszych wydatków. Ciężar kosztów utrzymania seminarium duchownego w ponad 90 proc. ponoszą diecezje – przypomina ks. Matuszek.

Arcybiskup praski nie kryje rozgoryczenia niesprawiedliwością, jaką – w jego przekonaniu – jest nieoddanie Kościołowi katedry św. Wita, Wacława i Wojciecha na Hradczanach. Przypomina, że decyzje w tej sprawie podejmowali sędziowie, którzy orzekali jeszcze w trybunałach komunistycznych. – Obecny stan jest farsą. Papież spotka się z duchowieństwem w katedrze upaństwowionej przez nasze „demokratyczne” władze… To mówi samo za siebie – mówi z goryczą kard. Vlk.

Kościół w laickim morzu…

Czesi należą do narodów najbardziej zsekularyzowanych. Wierzący stanowią 32,2 proc. spośród ponad 10 mln mieszkańców kraju. Większość – 59 proc. to osoby „bez wyznania”.

Obywatele Republiki Czeskiej deklarowali swą przynależność religijną podczas spisów ludności w 1991 i 2001 r. W tym okresie liczba katolików zmniejszyła się o 1,2 mln. Mimo to Kościół katolicki jest największą wspólnotą wyznaniową. Należy do niego 2,8 mln osób. Drugi jest Czeskobraterski Kościół Ewangelicki – 117 tys., a trzeci Czechosłowacki Kościół Husycki – niemal 100 tys. wiernych.

Większość Czechów nie opowiada się za ateizmem, gdyż jak zauważa ks. Walczyk, w kraju tym dominującą religią jest tzw. „niecyzm”, czyli „asi něco musí být” – „coś tam musi być”. Inna jest też sytuacja w Czechach, a inna na Morawach, gdzie podczas spisu ludności w 2001 r. swą przynależność do Kościoła katolickiego zadeklarowało 37,65 proc. ludności.

Podobną tendencję można dostrzec w uczestnictwie na niedzielnej Mszy św. Według danych z 2004 r. w Morawskiej Prowincji Kościelnej we Mszy św. uczestniczyły dwie trzecie katolików, zaś w Czeskiej Prowincji Kościelnej – jedna trzecia. Ma to związek z różnicami historycznymi i kulturowymi.

W kontekście tych liczb czymś paradoksalnym wydaje się powodzenie książek czeskiego teologa o międzynarodowej renomie ks. Tomasza Halika, które zawsze są bestsellerami. – Żaden inny autor krajowy czy zagraniczny nie ma takich nakładów. Publikuje się go w 20-30 tys. egzemplarzy. Może więc nie jest aż tak źle z tymi Czechami. Sukces książek Halika pokazuje, że pewna część czeskiego społeczeństwa jest otwarta, poszukuje wyższych wartości i nie zadowala się tylko konsumpcyjnym trybem życia – zwraca uwagę Jaroslav Šubrt, redaktor największego czeskiego czasopisma katolickiego „Katolickego týdeníka”. Zaznacza jednak, że życie religijne w formie instytucjonalnej nie cieszy się w społeczeństwie popularnością.

Na niechętny, a nawet wrogi stosunek Czechów do Kościoła katolickiego złożyło się wiele czynników historycznych – m.in. powstanie narodowego ruchu husyckiego, reformacja i związane z nią walki międzywyznaniowe oraz okres panowania Habsburgów z przymusową rekatolizacją. Katolicyzm stał się religią państwową zaborcy, a wiele środowisk niekatolickich było zmuszanych do przyjęcia obowiązującego wyznania albo do opuszczenia Czech.

Po odzyskaniu w 1918 r. niepodległości porzucanie Kościoła było dla wielu manifestacją narodowej wolności.

Zdaniem Šubrta, Kościół utożsamiany jest wciąż z Niemcami i z cesarstwem austro-węgierskim. – Wśród nauczycieli w szkołach podstawowych panuje wciąż ten stereotyp. To jest czeska ideologia, dziś zupełnie anachroniczna. Historycy, nawet dalecy od chrześcijaństwa, przyznają, że pogląd, jakoby kontrreformacja zniszczyła czeską tożsamość narodową, jest głupstwem. Wskazują, jak wielu np. jezuitów było patriotami głęboko przekonanymi o wartości czeskiego języka, literatury i muzyki – mówi redaktor „Katolickego týdeníka”.

Kościół heroiczny

Historycznie umotywowany sekularyzm doskonale wykorzystał komunizm, który w Czechach, jak nigdzie indziej, znalazł podatny grunt do walki nie tylko z Kościołem katolickim, ale także z chrześcijaństwem w ogóle.

W latach 1948-1950 komuniści podporządkowali sobie życie religijne kraju. Znacjonalizowano majątek kościelny, urządzano pokazowe procesy duchownych, internowano biskupów, wśród których był m.in. sługa Boży kard. Josef Beran. W ciągu jednej nocy zlikwidowano klasztory męskie.

Polityka komunistów zmierzała do izolacji Kościoła i w przyszłości jego likwidacji. Reżim usiłował zniszczyć zaufanie między kierownictwem Kościoła a wiernymi i duchowieństwem. Zamknięto seminaria duchowne w diecezjach i zostawiono tylko jedno dla całych Czech i Moraw w Litomierzycach, które mogło przyjąć ograniczoną liczbę kandydatów. Każdy ksiądz podlegał władzy sekretarza ds. wyznań.

Biskupi znajdowali się pod ścisłym nadzorem i nie mogli rządzić diecezjami. Kierowali nimi wikariusze kapitulni, których wybierali agenci Państwowego Biura Bezpieczeństwa (StB) odpowiedzialni za politykę wyznaniową. W ciągu 40 lat komunistycznych rządów Kościół stracił jedną trzecią księży. Duchowni podlegali straszliwym naciskom. Niektórzy podejmowali współpracę z reżimem w ramach organizacji kolaboranckich. Jedną z nich był działający w latach 1971-1989 ruch „Pacem in Terris”. W 1982 r. Jan Paweł II zakazał księżom uczestnictwa w tym stowarzyszeniu.

Kościół podziemny

W 1968 r. po interwencji wojsk Układu Warszawskiego i stłamszeniu „praskiej wiosny” rozpoczęto tworzenie struktur „Kościoła ukrytego”. Za jego głównego animatora jest uważany bp Felix Maria Davídek (1921-1988). Sakrę przyjął tajnie w 1967 r., a po inwazji sowieckiej doszedł do wniosku, że system komunistyczny będzie trwał bardzo długo, i zaczął wyświęcać kapłanów. W sumie do grupy tej należało około 15 tajnie wyświęconych biskupów i około 160 księży. Część z nich stanowili mężczyźni żonaci, święceni dla Kościoła grecko-katolickiego. W warunkach konspiracyjnych odprawiano Msze św., spotykano się z młodzieżą i ludźmi dorosłymi. Świetnie rozwinęło się tzw. „duszpasterstwo chalupkarskie”, w które zaangażowany był obecny biskup pomocniczy archidiecezji praskiej Karl Herbst. Księża z grupami osób wyjeżdżali do lasów, w góry. Tam czuli się swobodnie, mogli normalnie odprawiać Msze św., modlić się i poznawać Biblię. Wielu z duchownych trafiło jednak do więzień.

Nowe wyzwania…

Odzyskanie wolności przyniosło nowe wyzwania. Jednym z nich było scalenie dwóch Kościołów oficjalnego i ukrytego, w tym rozliczenie tych duchownych, którzy współpracowali z komunistycznym reżimem.

Na początku lat 90. księży szczególnie kolaborujących z komunistami usunięto z funkcji kościelnych, z probostw czy urzędów kurialnych. Później doszło do państwowej lustracji, co polegało na ujawnieniu listy agentów, wśród których byli ludzie Kościoła. Większość dokumentów bezpieki została jednak zniszczona i tym samym nie ma dowodów na współpracę.

– Trzeba rozróżnić tych, którzy byli przygotowani specjalnie do pracy agenturalnej w środowiskach kościelnych, i takich szacuje się na ok. 7 proc., od tych, którzy współpracowali z takimi organizacjami, jak „Pacem in terris”. Niektórzy sądzą, że większym złem była działalność w tej organizacji niż bycie agentem. Widzimy, że to wszystko nie jest takie proste – zaznacza bp Dominik Duka. Mówiący te słowa obecny biskup Hradec Králové spędził w więzieniu 15 miesięcy na początku lat 80., a w latach 1975-1989 pracował oficjalnie jako kreślarz w Pilźnie. Funkcje kapłańskie sprawował zaś w podziemiu.

Ważnym wydarzeniem dla procesu pojednania w łonie Kościoła była wizyta Jana Pawła II wiosną 1990 r., tuż po „aksamitnej rewolucji”. W katedrze św. Wita w Pradze podczas spotkania z duchowieństwem papież przypomniał, że nie ma dwóch Kościołów, i wezwał do pojednania. Wkrótce potem zorganizowano pielgrzymkę pokutną księży i biskupów. Od tamtego czasu jeszcze kilkakrotnie przepraszano za działalność duchowieństwa w czasach komunizmu.

Równie ważna była regulacja statusu biskupów i księży wyświęconych w strukturach Kościoła ukrytego. W roku 1992 Stolica Apostolska przygotowała normy postępowania w tych przypadkach. Natomiast w 1997 Kongregacja dla Kościołów Wschodnich poinformowała o uregulowaniu kwestii 22 księży żonatych, którym pozwolono pełnić posługę w obrządku bizantyńsko-słowiańskim. W roku 2000 komunikat w sprawie księży Tajnego Kościoła w Czechach opublikowała Kongregacja Nauki Wiary.

Obalanie przesądów

Jak zaznacza kard. Vlk, główną linią duszpasterską Kościoła po upadku reżimu komunistycznego było obalanie antykościelnych przesądów oraz otwarcie się na społeczeństwo. W 1990 r. Kościół włączył się w życie społeczne z kredytem zaufania, gdyż w ostatnich latach komunizmu to właśnie on był głównym orędownikiem dążeń wolnościowych.

Na początku lat 90. zaufanie do Kościoła owocowało m.in. tym, że w wyborach samorządowych ludzie identyfikowani jako wierzący uzyskiwali dużo głosów i zajmowali stanowiska w różnych strukturach władzy. Zdaniem ks. Matuszka szybko to jednak minęło, gdy do głosu doszedł kapitalizm i „objawienie” w postaci liberalizmu.

– Nie chcę uogólniać, ale w mentalności czeskiej jest potrzeba silnego zaangażowania. Kiedy panował komunizm, duża część Czechów była zaangażowana w jego budowę. Zresztą do dziś partia komunistyczna ma stosunkowo duże poparcie. Natomiast, gdy sytuacja w latach 90. się zmieniła i przyszedł kapitalizm i liberalizm, to Czesi stali się stuprocentowymi liberałami i kapitalistami – mówi ks. Matuszek.

Zdaniem bp. Maly’ego, w Czechach – podobnie jak we wszystkich społeczeństwach postkomunistycznych – brakuje dostatecznie rozwiniętego społeczeństwa obywatelskiego. – Nadal panuje przekonanie, że wpływ na sytuację może mieć tylko ten, kto posiada władzę. Stale powtarzam, że my obywatele współtworzymy atmosferę społeczną i duchową, w której poruszają się politycy i nie można się już dzielić na „oni” i „my” – mówi biskup. Jego zdaniem w kraju brakuje szerszych elit niepolitycznych posiadających autorytet społeczny, naukowców czy duchownych.

Wyzwania: rodzina, młodzież, inteligencja…

Nadal wielkim wyzwaniem stojącym przed Kościołem jest religijna edukacja społeczeństwa. – Nie można powiedzieć, że są to ludzie niewierzący, ale na pewno są to ludzie niepraktykujący, którzy odczuwają niechęć do związania się z konkretną instytucją religijną. Dla wielu dobrze byłoby mieć ślub w kościele albo ochrzcić dziecko, gdyż taka była tradycja rodzinna. Natomiast na co dzień Kościoła nie potrzebują. Jego stanowisko np. w kwestiach bioetycznych odbierają jako mieszanie się do polityki. Ich zdaniem Kościół zabiera głos w sprawach, o których powinien milczeć, zajmując się jedynie liturgią i głoszeniem Ewangelii dla swoich, w zamkniętym kręgu – uważa ks. Matuszek. Według niego ten brak zainteresowania wiarą w sposób szczególny odczuwają kapłani – dlatego mogą nie raz przeżywać kryzys tożsamości i pytać siebie: kto ich tu potrzebuje?

Kolejnym ważnym wyzwaniem dla Kościoła jest rodzina, młodzież i dzieci. Šubrt uważa, że wciąż jest za mało ludzi zajmujących się „młodzieżą z problemami”. – Jest dużo chętnych do zajmowania się młodzieżą z dobrych rodzin katolickich, tą, która gromadzi się na różnych spotkaniach i jest pełna entuzjazmu. Nieproporcjonalnie mniej osób pracuje z młodymi, którzy wpadli np. w narkomanię czy alkoholizm – ubolewa redaktor „Katolickego týdeníka”.

Podobnego zdania jest ks. Walczyk, który podkreśla, jak trudno jest zachęcić młodzież do zaangażowania w życie Kościoła. Za przykład podaje swoją ponad 40 tys. parafię, w której organizuje spotkania filmowe. Przychodzi na nie 15 osób, ale i tak jest zachwycony, „bo ma młodzież”. Inny przykład. Kapłan jest organizatorem pieszej pielgrzymki młodzieży z archidiecezji praskiej do Starego Bolesławca (odległość 18 km) na Mszę św. z papieżem 28 września. Pielgrzymowanie młodych ludzi do Bolesławca ma w jego parafii kilkuletnią tradycję, w tym roku jednak ze względów organizacyjnych na spotkanie z papieżem muszą iść całą noc i z tego powodu wiele osób rezygnuje. Jak na razie zgłosiło się ok. 80. – Młodzież, nawet katolicka, nie jest przyzwyczajona do wyrzeczeń, do tego, że musi ponieść jakąś ofiarę. Ponadto młodzi ludzie wolą czasem wyznawać wiarę po swojemu, a na przykład spotkanie z księdzem już ich nie interesuje, wolą porozmawiać sami o wierze, ewentualnie czasem zaprosić kapłana, by odpowiedział na jakieś pytania. Prowadzi ich to czasem do przekonania, że mogą sobie poradzić sami, ale najczęściej zaczynają się gubić i szukają wsparcia gdzie indziej – zaznacza duszpasterz. Znaczącą rolę w wychowaniu młodzieży pełnią ruchy i stowarzyszenia katolickie, takie jak wspierany przez kard. Vlka i innych biskupów Ruch Focolare oraz Odnowa w Duchu Świętym.

Optymizmem napawa jednak rosnąca liczba dzieci i młodzieży uczęszczających na religię w szkołach. Jest ona przedmiotem fakultatywnym i wymaga zgody rodziców. Jeszcze przed 10 laty dziecko chcące uczyć się religii było wyjątkiem i spotykało się często z drwinami kolegów. Teraz stało się powszechną praktyką pytanie wychowawcy, które z dzieci chce podjąć naukę religii. Równie dobrze rozwija się „elitarne” szkolnictwo katolickie, z którego korzysta 5412 dzieci.

Duże nadzieje Kościół wiąże z inteligencją. Fenomenem na mapie religijnej Czech jest środowisko akademickie Pragi gromadzące się w parafii Zbawiciela wokół ks. Halika. Każdego roku chrzest św. przyjmuje tam kilkudziesięciu młodych ludzi. Właśnie w tych opiniotwórczych kręgach daje się zauważyć przejawy dynamicznej religijności. Gdyby przebadać osoby zasiadające w czeskich rządach po 1989 r., to większość z nich należy do Kościoła katolickiego lub Kościołów protestanckich. Można nawet powiedzieć, że bycie chrześcijaninem sprzyja karierze politycznej. Również wielu przedstawicieli świata kultury i nauki oficjalnie deklaruje swoją wiarę i przynależność do chrześcijaństwa.

Spadek powołań

– W ciągu ostatnich 20 lat Kościół katolicki odbudował swoje struktury i może normalnie funkcjonować – podkreśla kard. Vlk. Obecnie pracuje 20 biskupów (w tym trzech greckokatolickich) i 1956 księży. Wśród duchownych ponad 10 proc. to kapłani z Polski. W dwóch seminariach duchownych w Pradze i Ołomuńcu do kapłaństwa przygotowuje się 184 alumnów.

Jednak na przestrzeni 20 lat wyraźnie spadła liczba kandydatów do kapłaństwa. O ile w 1990 r. było w seminariach diecezjalnych Republiki Czeskiej 376 alumnów, to w 2002 już tylko 180. Większość z nich (w roku 2002 – 108) pochodziła z Morawskiej Prowincji Kościelnej. W pierwszych latach po upadku komunizmu względnie duża liczba kleryków związana była z wstępowaniem do seminariów osób, którym realizację powołania uniemożliwiały restrykcje wprowadzone przez reżim.

Dziś w Wyższym Seminarium Duchownym w Pradze przygotowują się kandydaci do kapłaństwa z pięciu diecezji Czeskiej Prowincji Kościelnej. Studiują na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Karola w Pradze, a formację kapłańską zdobywają w seminarium. – Sytuacja jest zmienna, w zależności od diecezji i roku – zauważa ks. Matuszek.

Zwiększa się liczba kandydatów starszych wiekiem, około 30 roku życia. Mają oni często za sobą kilka lat pracy zawodowej i wyższe wykształcenie. Jest wśród nich grupa tzw. „konwertytów”. Nie są to ludzie, którzy zmienili wyznanie, lecz tacy, którzy byli wychowani bez wiary. Do niedawna większość alumnów pochodziła ze środowisk miejskich. W tym roku wśród 22 alumnów wielu jest z małych miast i parafii wiejskich. – Powołania kapłańskie to rzeczywistość bardzo dynamiczna. Co roku jest trochę inaczej, inne są kategorie wiekowe kandydatów, jak i środowiska, z których pochodzą. Widzimy także różnice w zależności od diecezji – zauważa ks. Matuszek. Kilku kleryków studiuje ponadto w czeskim seminarium duchownym „Nepomucenum” w Rzymie. Przebywają tam również księża, którzy odbywają w Wiecznym Mieście studia specjalistyczne.

Silne media?

– Pozycja Kościoła w mediach wydaje się być silniejsza niż w społeczeństwie – uważa ks. Matuszek. Kościół katolicki ma radio „Proglas”, telewizję „Noe”, a w radiu publicznym działa redakcja programów religijnych, z którą episkopat ściśle współpracuje. Podobna redakcja istnieje w czeskiej telewizji.

Publiczne radio i telewizja chętnie informują o ważnych wydarzeniach z życia Kościoła. Są transmitowane Msze św. podczas wielkich uroczystości. Najważniejszym tytułem prasowym jest „Katolicky týdeník”, który obchodził niedawno 60-lecie. Ponadto wydawane są liczne czasopisma, w tym zakonne, o bardzo szerokiej tematyce. Ważnym środkiem komunikacji jest internet. Każda diecezja ma swoje strony internetowe, a wiele z nich także portale, adresowane do ogółu wierzących. Arcybiskupstwo praskie ma np. protal vira.cz, który jest najczęściej odwiedzanym religijnym portalem internetowym w Czechach.

Caritas szyldem Kościoła

Nie tylko poprzez media Kościół jest znacząco obecny w życiu społecznym, ale także przez swoją działalność charytatywną, głównie w ramach Caritas. – Jednym z ważnych działań podjętych przez Kościół po odzyskaniu wolności była pomoc dla najbardziej potrzebujących. Już na początku mej posługi biskupiej rzuciłem hasło, że „Caritas” jest obliczem Kościoła zwróconym ku światu – przypomina kard. Vlk.

Jej działalność szczególnie jest doceniana podczas klęsk żywiołowych. Caritas to największa organizacja charytatywna Republiki Czeskiej. Prowadzi szpitale katolickie, 134 domy starców, 59 domów dziecka, 58 poradni rodzinnych, 170 ośrodków kształcenia specjalnego. Ponadto Kościół zaangażowany jest w ruch hospicyjny. Obecnie na terenie kraju działa 20 jego ośrodków.

Ekumenizm modelowy

– Relacje ekumeniczne w Republice Czeskiej należy uznać za ponad standardowe, gdyż tradycje naszej współpracy nawiązują do czasów II wojny światowej, gdy część duchownych katolickich, protestanckich i prawosławnych dzieliła te same więzienne cele czy prycze w obozach koncentracyjnych – podkreśla ks. pastor Pavel Černý, przewodniczący Ekumenicznej Rady Kościołów w Czechach. Przypomina, że podobnych prześladowań chrześcijanie doświadczali w okresie komunizmu. Wtedy zawiązywały się głębokie przyjaźnie, które przetrwały wiele lat i trwają po dziś dzień. Jego zdaniem był to solidny fundament ruchu ekumenicznego. Ks. Černý podkreśla, że dobre relacje ekumeniczne i międzyreligijne są szczególnie potrzebne w kraju, w którym większość społeczeństwa jest religijnie obojętna.

Bardzo dobra współpraca ekumeniczna nie dotyczy tylko najwyższych gremiów Kościoła i Ekumenicznej Rady Kościołów, ale także świetnie się rozwija w Komisji Biblijnej zarówno ekumenicznej, jak i katolickiej oraz na poziomie lokalnym, w parafiach, na terenie których działają wspólnoty różnych wyznań. – W zeszłym roku z Braćmi Czeskimi propagowaliśmy Biblię na osiedlu, rozdawaliśmy nagrania Pisma Świętego na płytach CD. Sprzątaliśmy też razem osiedle. Jest to konkretna realizacja dialogu ekumenicznego – podkreśla ks. Walczyk, zaznaczając, że w relacjach ekumenicznych szczególna odpowiedzialność spoczywa na najliczniejszych w Czechach katolikach.

Oczekiwania

Oczekiwania od wizyty Benedykta XVI są duże: katolicy przede wszystkim spodziewają się, że papież zachęci ich do pogłębienia swej wiary i po raz kolejny będą mogli zasmakować powszechności Kościoła; intelektualiści, że poruszy zagadnienie przyszłości Europy, kwestię wartości, idei i podstaw duchowych; politycy, że papież dotknie m.in. kryzysu i spraw społecznych; chrześcijanie innych wyznań ufają, że spotkanie z papieżem pomoże im lepiej zrozumieć stosunek Biskupa Rzymu do ekumenizmu. Na pewno papieskie przesłanie nie ograniczy się tylko do Czech, ale także będzie skierowane do Europy i świata. Jak zapewnia rzecznik Watykanu ks. Federico Lombardi, Benedykt XVI zechce skierować „do wierzących oraz ludzi dobrej woli” apel, ażeby „proces integracji europejskiej nie ograniczał się do aspektów materialnych i ekonomicznych, ale przyniósł bogactwo wspólnych wartości, niezbędnych do tego, aby zagwarantować godność osoby”.

Nie można też wykluczyć, że niektóre środowiska będą papieża krytykowały. – Trzeba pamiętać, że Ojciec Święty przyjeżdża w okresie przedwyborczym, dlatego i przez ten pryzmat będą komentowane jego słowa. Niektórzy spróbują zbić kapitał na Kościele albo krytykując Benedykta XVI, albo go ewentualnie chwaląc – przestrzega rektor praskiego seminarium.


HISTORIA

Bogata tradycja, niełatwa współczesność

Chrześcijaństwo na terenie Czech i Moraw ma długą i skomplikowaną historię. Obejmuje ona niemal 1200 lat.

Pradzieje: wpływy Niemiec i Bizancjum

Chrześcijaństwo zaczęło przenikać do Czech prawdopodobnie pod koniec VIII wieku. Na terenach Czech i Moraw działali misjonarze, zwłaszcza z sąsiedniej Bawarii. 13 stycznia 845 r. w Ratyzbonie chrzest przyjęło 14 czeskich książąt wraz ze swymi drużynami. Kolejnym etapem chrystianizacji dzisiejszego terytorium Republiki Czeskiej była misja św. Cyryla i Metodego. Dotarli oni na Morawy w roku 863, wprowadzając słowiański alfabet – głagolicę, przekład Pisma św. na ten język oraz liturgię. Misji tej jednak towarzyszyły intrygi duchownych niemieckich. Metody został nawet aresztowany i uwięziony.

Po jego śmierci działający w Nitrze niemiecki biskup Wichingem wygnał jego uczniów z kraju, a niebawem zanikło także Państwo Wielkomorawskie. Pomimo że w 895 r. czeski książę Spytychniew I podporządkował Czechy Bawarczykom, zaś Kościół należał do diecezji w Ratyzbonie, nadal sprawowano liturgię słowiańską. W roku 973 powstało biskupstwo w Pradze. Jego drugim pasterzem (w 983 r.) był św. Wojciech.

Umacnianie się wiary

W 1063 r. powstało biskupstwo w Ołomuńcu na Morawach. W wiekach XI i XII przybyli do Czech benedyktyni, premonstratensi i cystersi, odgrywając ogromną rolę w rozwoju życia intelektualnego i kulturowego kraju. XIII wiek to okres rozwoju dzieł charytatywnych Kościoła związanych z postaciami dwóch świętych: Agnieszki Czeskiej oraz Zdzisławy z Lemberku. Przybywają też zakony żebracze: franciszkanie, augustianie i dominikanie. W tym ostatnim przypadku założycielami pierwszych klasztorów są Polacy – św. Jacek i bł. Czesław. 30 kwietnia 1344 r. diecezja praska została podniesiona do rangi archidiecezji. Kościół dzięki licznym nadaniom stał się instytucją niezależną. W jego rękach znajdowała się 1/3 ziemi. Ta sytuacja doprowadziła do kryzysu, który z całą siłą wybuchł w XV wieku.

Rewolucja husycka

Symbolem napięć w ówczesnym Kościele stała się osoba Jana Husa. Krytykował on nadużycia w głoszeniu odpustów. W 1415 r. został wyłączony z Kościoła i spalony na stosie. Nastąpił gwałtowny rozwój wydarzeń, który doprowadził do wybuchu wojen husyckich. W ich konsekwencji doszło do zniszczenia szeregu dzieł kultury i sztuki, a także rozbicia organizacji kościelnej w Czechach. Ziemię zagarnęła husycka szlachta. Chrześcijanie podzielili się na przyjmujących Komunię św. pod jedną postacią oraz na tych, którzy przyjmowali Eucharystię pod dwoma postaciami (ultrakwiści). Natomiast na Morawach struktury kościelne przetrwały. Pod koniec XV wieku wyłonił się z husytyzmu ruch religijno-społeczny Braci Czeskich, który zyskał na znaczeniu w następnym okresie.

Reformacja i misja jezuitów

Na początku XVI wieku dotarł z Niemiec do Czech luteranizm, który znalazł podatny grunt u ultrakwistów i husytów. Protestantyzm upowszechniał się szczególnie na pograniczu z Niemcami oraz pośród ludności pochodzenia niemieckiego. Doprowadziło to do niezgody, dalszych podziałów kraju i upadku moralności wśród ludu.

W 1556 r. przybyli do Czech jezuici. Ich zasługą było podniesienie poziomu nauczania na Uniwersytecie Karola. Pięć lat później zakończył się długi, trwający od 1421 r. wakans na stolicy arcybiskupów praskich.

Klęska pod Białą Górą

Wobec nasilającej się dyskryminacji protestantów, w 1618 r. reprezentanci czeskiej szlachty udali się na Hradczany, aby złożyć protest u przedstawicieli cesarza Macieja Habsburga. Spotkanie miało burzliwy przebieg: dwóch najbardziej znienawidzonych namiestników cesarskich zostało wyrzuconych przez okno na stertę odpadków (ucierpieli tylko na honorze). Była to druga defenestracja praska, która zapoczątkowała czeskie powstanie stanów i wojnę trzydziestoletnią. Kulminacją stała się przegrana przez Czechów bitwa pod Białą Górą 8 listopada 1620 r.

Zwycięscy Habsburgowie rozpętali w Czechach terror: na praskim rynku staromiejskim ścięto 27 najwybitniejszych przedstawicieli husyckiej szlachty czeskiej. Następnie planowo zamordowano 600 najważniejszych przedstawicieli czeskiej elity społecznej i kulturalnej. Skonfiskowano majątek protestantów (połowę wszystkich posiadłości ziemskich) i przekazano go lojalistom i sojusznikom. Kościoły przekazano katolikom. W tamtym okresie tysiące protestantów czeskich uciekło na Śląsk i do Polski, gdzie tworzyli husyckie wspólnoty Braci Czeskich. Czechy stały się krajem wyludnionym (liczba mieszkańców zmalała o 3/4) i zrujnowanym ekonomicznie. Habsburgowie zlikwidowali niezależność Królestwa Czech, tworząc z niego własną dziedziczną prowincję, tępiąc język czeski i kulturę oraz nasilając germanizację.

Skutkiem tej polityki było całkowite zniemczenie szlachty i praktycznie wszystkich wyższych i średnich warstw społecznych; język czeski stał się w XVIII wieku niemal wyłącznie językiem niewykształconych chłopów.

Sojusz „tronu z ołtarzem”

Jednocześnie Kościół katolicki nasilił działalność misyjną. Powstawały nowe struktury kościelne: w 1664 r. diecezja Hradec Králové, a w 1655 r. diecezja litomierzycka. Od II połowy XVI wieku następowała stopniowa odnowa życia duchownego, a w wieku XVIII doszło do ustabilizowania sytuacji kościelnej. Ogromne zasługi dla rozwoju edukacji mieli jezuici.

W 1781 r. cesarz Józef II wydał edykt tolerancyjny umożliwiający wyznawanie innych niż katolicyzm odłamów chrześcijaństwa. Kilka lat później, w 1787 r. przynależność do Kościołów protestanckich – luterańskiego i reformowanego – deklarowało 78 tys. osób, co stanowiło mniej niż 2 proc. ludności Czech i Moraw. Reformy józefińskie doprowadziły też do utworzenia kolejnych diecezji: brneńskiej i czeskobudziejowickiej.

Polityka józefinizmu przyczyniła się ponadto do objęcia Kościoła pełną kontrolą państwa, a księża stali się praktycznie urzędnikami państwowymi. Do ich obowiązków należało przekazywanie ludności rozporządzeń władz świeckich, prowadzenie akt stanu cywilnego, powiadamianie władz o aktach przemocy, czuwanie nad stanem zdrowotnym gmin itd. Księży wychowywano w seminariach nie jako pośredników między Bogiem a ludźmi, lecz jako pośredników między władzami państwowymi a wiernymi. Sojusz „tronu i ołtarza” trwał do 1918 r.

Z drugiej strony duchowni odgrywali istotną rolę w czeskim przebudzeniu narodowym. Uprawiali literaturę w języku ojczystym i propagowali ją, uczyli języka czeskiego, zakładali biblioteki, stowarzyszenia śpiewacze, zespoły teatralne, troszcząc się o przenikanie kultury do ludu. O roli wiary w przebudzeniu narodowym świadczyły wielotysięczne rzesze wiernych, które w II połowie XIX wieku spotykały się u grobu św. Metodego, by uczcić apostołów Słowian.

Konflikt z młodą republiką

Utworzenie niepodległej Czechosłowacji to okres konfrontacji młodego państwa z Kościołem. W tej atmosferze do rangi symbolu urosło zniszczenie w październiku 1918 r. kolumny Matki Bożej na rynku Starego Miasta w Pradze. Arcybiskup stolicy Czech Pavel Huyn w obliczu przemocy uciekł do Rzymu.

Faktyczną władzę w Kościele przejęło tzw. Zjednoczenie Duchowieństwa Katolickiego, które przedstawiło papieżowi szereg postulatów reform. Stolica Apostolska ich nie odrzuciła, obiecując szczegółowe rozpatrzenie. Jednak ok. 140 niezadowolonych duchownych utworzyło 8 stycznia 1920 r. Czechosłowacki Kościół Husycki. Politykę antykościelną wspierał pierwszy prezydent kraju Tomáš Masaryk. Doprowadziło to do opuszczenia Pragi przez nuncjusza apostolskiego. Dopiero w 1927 r. udało się wypracować umowę między Kościołem a państwem, a rok później wznowiono relacje między Czechosłowacją a Stolicą Apostolską. W 1929 r. władze państwowe podjęły patronat nad obchodami tysiąclecia śmierci św. Wacława.

II wojna światowa: wyzwanie świadectwa

Po traktacie monachijskim, a następnie utworzeniu przez Niemców tzw. Protektoratu Czech i Moraw Kościół bronił tożsamości narodowej. Służyły temu m.in. pielgrzymki, które przekształcały się w manifestacje przeciw nazistowskiej okupacji. Wielu duchownych padło ofiarą prześladowań, byli więzieni w obozach koncentracyjnych, w tym późniejsi kardynałowie Josef Beran i Štěpán Trochta.

Po zakończeniu II wojny światowej relacje rządu prezydenta Edwarda Beneša z Kościołem były względnie dobre. Do Pragi przybył nuncjusz abp Saverio Ritter, który 8 grudnia 1946 r. udzielił sakry nowemu arcybiskupowi stolicy Czech Josefowi Beranowi. Jednak komuniści już w latach 1945-1948 w północno-zachodniej części kraju, na terenach zamieszkiwanych przez mniejszość niemiecką nacjonalizowali majątek kościelny pod pretekstem, iż chodzi o własność Niemców. Domagali się też likwidacji szkolnictwa katolickiego.

„Zwycięski luty” – otwarta konfrontacja

Po puczu komunistycznym w lutym 1948 r. Kościół traktowano jako jednego z głównych wrogów reżimu. Natychmiast zaczęła się czystka w instytucjach i przedsiębiorstwach – ze stanowisk kierowniczych usuwano ludzi wierzących. Dotyczyło to zwłaszcza szkolnictwa, z którego usuwano katolików. Pod pretekstem „braku papieru” zlikwidowano prasę katolicką. W kwietniu 1948 r. mocą ustawy o jednolitym szkolnictwie zamknięto katolickie placówki edukacyjne. Zlikwidowano również organizacje laikatu. Zakazano pielgrzymek, publicznych zgromadzeń wiernych. W czerwcu tego roku premier Gottwald na plenum Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Czechosłowacji jasno domagał się zerwania relacji z Watykanem i utworzenia tzw. „Kościoła narodowego”, który służyłby reżimowi.

Komunistyczne władze zażądały od Kościoła bezwarunkowego wsparcia. Episkopat odmówił. Arcybiskup praski starał się jednak unikać niepotrzebnych konfrontacji i po objęciu przez Gottwalda funkcji prezydenta państwa sprawował z tej okazji uroczyste „Te Deum”. Gest ten nie zapobiegł nasilającej się konfrontacji między państwem a Kościołem. W czerwcu 1948 r. rozpoczęły się aresztowania szeregu wybitnych duchownych.

W listopadzie 1948 r. trzech biskupów czeskich Beran, Čársky i Trochta złożyło wizytę w Watykanie. Otrzymali od Piusa XII nadzwyczajne uprawnienia na wypadek prześladowań.

W styczniu 1949 r. biskupi wystosowali memorandum do władz, żądając naprawienia największych krzywd. Odpowiedzią ze strony komunistów było żądanie pełnej kolaboracji, a w dalszej kolejności ograniczenie możliwości organizowania publicznych zbiórek pieniędzy, zakaz nauczania poza kościołami oraz rozpętanie propagandowej kampanii antykościelnej.

Kościołowi odebrano wszelki majątek, a jego egzystencja materialna zależała wyłączenie od woli państwa. W lipcu 1949 r. Czechosłowacja zerwała relacje ze Stolicą Apostolską i uchwaliła ustawy podporządkowujące Kościół państwu. Internowano biskupów. W nocy 13/14 kwietnia 1950 r. zlikwidowano klasztory męskie, a 2376 zakonników uwięziono w wielkich klasztorach zamienionych na obozy koncentracyjne. Kontynuowały one później swe działania w warunkach konspiracyjnych. Tego samego dnia władze wcieliły Kościół greckokatolicki do prawosławnego. Jednocześnie organizowano tzw. księży postępowych. Przebiegały wyreżyserowane procesy duchowieństwa, w tym hierarchii.

Na ludzi świeckich wywierano nacisk, by występowali z Kościoła. Fałszowano treść podręczników szkolnych w sprawach dotyczących wiary.

Mimo prześladowań Kościół działał zarówno w strukturach legalnych (choć przez długi okres szereg diecezji było pozbawionych prawowitych biskupów), jak i konspiracyjnych. Pewnym wytchnieniem stał się w 1968 r. okres tzw. „praskiej wiosny”. W latach 80. Kościół pod kierownictwem kard. Franciszka Tomáška wyraźnie artykułował postulaty wierzących. Publiczną ich manifestacją była w 1985 r. pielgrzymka narodowa na Velehradzie z okazji 1100. rocznicy śmierci św. Metodego.

W 1987 r. katolicy zażądali przywrócenia swobód obywatelskich i demokratycznych. Pod postulatami popartymi przez kard. Tomáška podpisało się ponad pół miliona osób. W listopadzie 1989 r., równolegle z kanonizacją w Rzymie św. Agnieszki Czeskiej wybuchła w Pradze „aksamitna rewolucja”. Prymas Czech publicznie poparł przemiany demokratyczne.


ROZMOWY

Odbudowujemy zniszczoną przez komunizm wspólnotę

Rozmowa z arcybiskupem praskim i prymasem Czech Miloslavem Vlkiem

Księże kardynale, Jan Paweł II odwiedził raz Czechosłowację i dwukrotnie Republikę Czeską. Niebawem przybędzie tu z pielgrzymką Benedykt XVI. Czym
będzie się ona różniła od wizyt jego poprzednika?

– Mija niemal dwadzieścia lat od pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II w roku 1990 – zaraz po upadku komunizmu. Prezydent Vaclav Havel bardzo wówczas pragnął, aby papież szybko przyjechał i aby świeżo odzyskana wolność się umocniła. Żyliśmy jeszcze w przeświadczeniu, że w postkomunistycznym świecie wszystko jest możliwe, więc jeśli nadarzała się okazja, trzeba ją było natychmiast wykorzystać. Ojciec Święty w krótkim czasie mianował biskupów i została utworzona konferencja episkopatu.

Druga pielgrzymka w roku 1995 była związana z kanonizacją św. Jana Sarkandra i św. Zdzisławy z Lemberku. Natomiast w roku 1997 Jan Paweł II przybył jako pielgrzym śladami św. Wojciecha w związku z millennium jego męczeńskiej śmierci. Był to początek nowego okresu w życiu naszego kraju. Przybywał do nas papież-Słowianin. Jego obecność stanowiła podstawy do głębszego porozumienia narodowego. Sam doświadczył komunizmu, cierpiał pod jego uciskiem. Czuliśmy, że nas rozumie, że rozumie naszą historię.

Natomiast Benedykt XVI pochodzi z sąsiedniej Bawarii, gdzie mieszka m.in. sporo Niemców, którzy zostali wysiedleni z Czech. Myślę, że istnieje pewna bliskość mentalności bawarskiej i czeskiej, co powinno dopomóc w lepszym zrozumieniu. Trzeba jednak też pamiętać, że Jan Paweł II i Benedykt XVI to inne osobowości, inne mentalności, choć obydwaj wychodzą do świata z otwartymi ramionami.

Benedykt XVI przybywa do nas z radością, jest to jego inicjatywa. Cieszymy się, że przybywa ze swoją najnowszą encykliką „Caritas in veritate”. Jest przede wszystkim teologiem, profesorem, myślicielem – to wpłynie na charakter jego wizyty w Republice Czeskiej.

Jaki będzie najważniejszy papieski przekaz dla Kościoła w Czechach, dla całego tutejszego społeczeństwa, w tym ludzi niewierzących, których w Czechach jest bardzo wielu?

– Wymagacie ode mnie, abym był prorokiem. Ja nim nie jestem, a jeśli, to tylko w ramach mego urzędu biskupiego. Przypuszczam, że Ojciec Święty nawiąże do przesłania zawartego w nowej encyklice, iż całe życie człowieka – w tym sfera „cywilna” – musi być przeniknięte miłością. Owa sfera „cywilna” nie może odbiegać od podstawowych duchowych wartości, gdyż w przeciwnym razie grozi to katastrofą. Myślę, że takie słowo w obliczu obecnych doświadczeń naszego społeczeństwa zostanie dobrze zrozumiane.

Czeski Kościół jest Kościołem męczenników i ludzi prześladowanych za swą wiarę. Jednym z jej wybitnych świadków był poprzednik księdza kardynała na stolicy praskiej, zmarły przed czterdziestu laty kard. Josef Beran. Czy naród czeski pamięta o swej historii i jakie miejsce zajmuje dziś Kościół w jego życiu?

– W bieżącym roku przypada szereg ważnych rocznic: 20 lat od upadku komunizmu, tyle samo od kanonizacji św. Agnieszki Czeskiej, 40 rocznica śmierci kard. Berana i szereg innych. Jest to oczywiście okazja do refleksji. Jest już niemal gotowa księga męczenników minionego okresu przygotowywana przez Czeską Akademię Chrześcijańską pod kierunkiem dr. Jana Střibrnego.

Dzieło to przypomina szereg wybitnych osobistości, w tym księży prześladowanych przez reżim komunistyczny. Niektórzy z nich musieli zapłacić za swą wierność Chrystusowi życiem. To okazja do przypomnienia, że Kościół niósł ciężar prześladowań zapewne w większym stopniu niż inne warstwy społeczeństwa. Jeszcze w tym roku zostanie otwarta w opactwie na Strahovie wystawa o prześladowaniach Kościoła w okresie komunizmu, zorganizowana przez nasz Instytut Pamięci Narodowej. Chodzi nam o to, by w obliczu prowadzonej niegdyś dyskusji na temat współpracy księży ze służbami bezpieczeństwa znane były okoliczności, w jakich niektórym duchownym zabrakło odwagi i ulegli naciskom. Nie można na ten bezsporny fakt spoglądać w izolacji od okrutnych realiów.

Jeśli chodzi o rozwój Kościoła w minionym dwudziestoleciu, chciałbym zaznaczyć, że chodzi tutaj o organiczny rozwój. Nie jest to problem administracji, lecz życia. W minionym dwudziestoleciu możemy mówić o wzroście. Nie wynika on z jakiś rozporządzeń, projektów wypracowywanych za biurkiem.

Na początku nieśliśmy brzemię komunizmu i doświadczeń życia w warunkach konspiracyjnych: różnych działań podejmowanych z młodzieżą czy ludźmi dorosłymi w lasach, górach itd., ale nie w kościołach. Działo się to w niewielkich grupach. Nie wiedzieliśmy, na ile były liczne, nie mieliśmy pełnego przeglądu sytuacji, choć to tam właśnie dokonywało się dzieło odnowy soborowej. Naszym dziedzictwem jest też sytuacja większości Kościoła działającego oficjalnie pod ścisłym nadzorem reżimu totalitarnego.

Kto podejmował decyzje w sprawie Kościoła?

– Decyzje, także dotyczące przenoszenia księży, podejmowali sekretarze ds. wyznań. Było to tak, jakby w czasie wojny nieprzyjaciel wskazywał nam, gdzie mamy ustawiać poszczególne oddziały wojska. Biskupi, o ile byli, znajdowali się pod ścisłym nadzorem i nie mogli rządzić diecezjami. Kierowani nimi wikariusze kapitulni, których praktycznie wybierali agenci Państwowego Biura Bezpieczeństwa (StB) odpowiedzialni za politykę wyznaniową. Rzecz jasna chodziło o ludzi słabych, czy z jakąś rysą w życiorysie – na których można było wywrzeć nacisk.

Trudno więc mówić, by ten oficjalny Kościół mógł jakoś funkcjonować! Reżim usiłował zniszczyć zaufanie między kierownictwem Kościoła a wiernymi i duchowieństwem. Brakowało też zaufania między kapłanami a laikatem. Księża musieli mieć pozwolenie władz na prowadzenie pracy duszpasterskiej. Dotyczyło ono określonej parafii, a jeśli zaistniała potrzeba duszpasterska w sąsiedniej parafii, konieczne było oddzielne pozwolenie. Wszystko kontrolowała Służba Bezpieczeństwa. Pozwolenie nie wynikało z jakiegoś prawa, lecz stanowiło łaskę reżimu i można je było odebrać bez podania uzasadnienia. Było wiadomo, że jeśli ktoś jest zbyt gorliwy, to pozwolenie straci. Sam tego doznałem. Ludzie świeccy nie mogli prowadzić pracy apostolskiej w ogóle.

Odzyskanie wolności postawiło Kościół przed nowymi wyzwaniami…

– Należało spoić ten podzielony Kościół, ludzi świeckich i duchowieństwo oraz zachęcać ich do współpracy, wytworzyć wspólnotę Kościoła. Do tej przestrzeni wolności trzeba było dorastać, formować ludzi świeckich, a jeszcze bardziej księży, którzy przyzwyczaili się do działania w warunkach administracyjnych ograniczeń i jednoosobowego podejmowania decyzji.

Kolejnym problemem było uczenie się otwartości Kościoła na społeczeństwo. W komunizmie ścisłe oddzielano sacrum od profanum. Chodziło o to, by Kościół nie oddziaływał na sferę cywilną. Otwarcie Kościoła na wymiar społeczny udało się przede wszystkim na tym najniższym szczeblu, to znaczy w parafiach. Kiedy my, biskupi, je odwiedzamy, spotykamy się z przedstawicielami władz samorządowych. Często przychodzą na Mszę św. Są też zapraszani na spotkanie przy stole, by rozmawiać. Rozumieją, że ten kościół parafialny jest ich przestrzenią kulturową. Możemy więc mówić, że często dochodzi do owocnej współpracy. Główną naszą linią duszpasterską jest obalanie przesądów, które zrodziły się w systemie komunistycznym. Dzięki spotkaniom osobistym otwiera się drogę do preewangelizacji. Kiedy przezwycięży się przesądy i zrodzi się ufność, mogę coś tym ludziom powiedzieć.

Kościół jest obecny w przestrzeni społecznej także dzięki działalności charytatywnej…

– Jednym z ważnych działań podjętych przez Kościół po odzyskaniu wolności była Caritas, to znaczy działalność na rzecz najbardziej potrzebujących. Już na początku mej posługi biskupiej rzuciłem hasło, że „Caritas jest obliczem Kościoła zwróconym ku światu”. Ludzie to dobrze rozumieją, gdyż kiedy przychodzą rozmaite klęski, powodzie itd. Caritas podejmuje działania, a my, biskupi, docieramy do terenów dotkniętych najrozmaitszymi nieszczęściami. Trzeba też wspomnieć o znaczeniu ruchu hospicyjnego. Dziś jest na terenie naszego kraju 20 ośrodków, które dają wspaniałe świadectwo, że człowiek zwłaszcza w ostatniej, terminalnej fazie życia może godnie przeżyć swe ostanie chwile na ziemi, otoczony miłością. Żaden z pacjentów hospicjów nie prosi o eutanazję. Ruch ten jest więc ważnym świadectwem. Nasza praca nie ogranicza się do kaznodziejstwa, które rzecz jasna ma duże znaczenie, ale przede wszystkim jest otwarta na codzienne życie wiarą.

Stolica Apostolska raczej pozytywnie ocenia relacje z Republiką Czeską. W relacjach między państwem a Kościołem istnieją jednak nadal problemy nierozwiązane: sprawa ekonomicznej niezależności Kościoła, umowy międzynarodowej ze Stolicą Apostolską, własności praskiej katedry św. Wita, Wacława i Wojciecha…

– Dziennikarze często o tych trzech problemach mówią. Chodzi nam o porozumienie z władzami w sprawie majątku, a nie restytucje, gdyż są one praktycznie niemożliwe, o umowę międzynarodową ze Stolicą Apostolską oraz ustawę o Kościele w społeczeństwie. Zazwyczaj mówi się o nich, nie uwzględniając sytuacji społecznej. A zagadnienia te są wierzchołkiem góry lodowej – problem w tym, że nasze społeczeństwo nie jest dojrzałe demokratycznie. Świadczy o tym również aktualny kryzys polityczno-konstytucyjny, który jest konsekwencją zaniedbań minionych dwudziestu lat.

Po upadku komunizmu Kościół miał kredyt zaufania, gdyż w ostatnich latach komunizmu to właśnie on organizował petycje domagające się podstawowych wolności. Do działań tych przyłączali się dysydenci i ludzie niewierzący, dla których wsparciem był na przykład kard. Franciszek Tomašek. Wszyscy jednakowo potrzebowali wolności.

Jej odzyskanie przyniosło w niektórych sferach także rozczarowanie?

– Może trochę naiwnie sądziliśmy, że wszyscy dysydenci zwrócą się do Kościoła. Sądziliśmy, że będzie procentował uzyskany kredyt zaufania.

Tymczasem, gdy osiągnięto zamierzony cel – koalicja się rozpadła. Pojawiły się nowe problemy – transformacji gospodarczej i powszechnego pragnienia dobrobytu, który stał się ważnym celem społecznym. Nie był to jednak priorytet Kościoła, który dążył do duchowej przemiany społeczeństwa.

Kiedy mówiliśmy politykom, że ład gospodarczy wymaga fundamentu duchowego, odpowiadali, że przyjdzie to później. Ciągle w ich głowach pokutowała mentalność komunistyczna, że przemiany gospodarcze doprowadzą do zmian w nadbudowie.

Widzimy dziś jednak, w obliczu kryzysu gospodarczego, że ekonomia bez wartości duchowych zawodzi. W tej sytuacji właśnie rozeszła się bliska współpraca Kościoła i tzw. „społeczeństwa obywatelskiego”. Wówczas jeden z ważnych polityków stwierdził: „Nie możemy dopuścić, by Kościół stał się silny politycznie i ekonomicznie”. Tę linię starano się realizować. Stąd brały się problemy w uporządkowaniu spraw majątkowych i usiłowania ograniczenia przestrzeni wolności Kościoła w roku 2001. Doszło do głosu komunistyczne dziedzictwo niektórych funkcjonariuszy. Także w sądownictwie. Dziś wyraźnie widzimy, że problemy Kościoła są ściśle związane z problemami, jakie przeżywa całe społeczeństwo.

Przed jakimi wyzwaniami stoi obecnie Kościół w Republice Czeskiej?

– Jak żyć Ewangelią i świadczyć ją naszemu społeczeństwu, być wobec niego otwartym. To podstawowe wyzwania, gdyż w ten sposób przezwyciężamy przesądy i stopniowo budujemy zaufanie, to znaczy wytwarzamy warunki, aby można było ewangelizować i by Ewangelia mogła być przyjmowana.

Rozmawiali o. Stanisław Tasiemki OP, Krzysztof Tomasik

BIOGRAFIA

Kardynał Miloslav Vlk

Urodził się 17 maja 1932 r. w Líšnicach w południowych Czechach. Po maturze w 1952 r. pracował jako robotnik (osoby deklarujące się jako katolicy nie mogły być przyjęte na studia wyższe!). Po pewnej liberalizacji w drugiej połowie lat 50. podjął studia historyczne ze specjalizacją archiwistyka na Uniwersytecie Karola w Pradze. Zakończył je w 1960 r. Po kilku latach pracy zawodowej podjął w 1964 r. studia teologiczne w Wyższym Seminarium Duchownym w Litomierzycach.

Święcenia kapłańskie przyjął 23 czerwca 1968 r. i został sekretarzem biskupa Czeskich Budziejowic Josefa Hloucha. W związku z „normalizacją” po agresji państw Układu Warszawskiego władze wyznaniowe posłały go do małych parafii na Szumawie. W 1978 r. odebrano mu tzw. państwowe pozwolenie na publiczne sprawowanie posługi duszpasterskiej. Przez kolejnych dziesięć lat mieszał w Pradze, gdzie tajnie pracował w małych grupach. Jednocześnie był zatrudniony jako zmywacz witryn sklepowych, a później w archiwum Czechosłowackiego Banku Państwowego.

1 stycznia 1989 r. pozwolono mu na nowo pełnić publicznie posługę duszpasterską. Rok później – już po „aksamitnej rewolucji” został 14 lutego 1990 r. biskupem Czeskich Budziejowic, a 27 marca 1991 – następcą kard. Tomáška w Pradze i prymasem Czech. W latach 1991-2000 był przewodniczącym episkopatu najpierw Czechosłowacji, a od 1993 r. Czech. 26 listopada 1994 r. Jan Paweł II włączył go do kolegium kardynalskiego. Jest doktorem honoris causa m.in. Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie oraz Uniwersytetu Opolskiego.


Benedykt XVI doda czeskim katolikom wigoru

Rozmowa Radia Watykańskiego z nuncjuszem apostolskim w Pradze abp. Diego Causero

Jaka atmosfera towarzyszy w Czechach przygotowaniom do papieskiej wizyty?

– Zainteresowani są nią wszyscy, zarówno wierzący, jak i niewierzący. Natomiast katolicy, a przede wszystkim świeccy, oczekują, że papież wniesie trochę wigoru do ich Kościoła, który wydaje im się ociężały i mało dynamiczny.

No właśnie, jaka jest sytuacja Kościoła w tym kraju, przed jakimi wyzwaniami stoi?

– Jest to wspólnota, która ma za sobą ucisk i prześladowania, i wciąż pozostaje w cieniu tych wydarzeń; tak naprawdę nigdy nie odzyskała pełni odwagi. Sami biskupi i kapłani niewiele w tym kierunku zrobili. Jest to wspólnota niewielka pod względem liczbowym, bo obejmuje 30 proc. społeczeństwa, a może nawet trochę mniej. Jest w niej dużo fermentu, przede wszystkim w młodym pokoleniu, zarówno w młodych kapłanach, jak i świeckich. A zatem jest to Kościół, który oczekuje na silnego lidera.

A jakie są jego główne wyzwania?

– Kościół czeski znajduje się w dość szczególnej sytuacji, ponieważ przez 200 lat doświadczał sekularyzmu i to pod różnymi postaciami. Najpierw w stylu rewolucji francuskiej, czyli tego sekularyzmu, który dotknął Europę w XIX w. To w tym okresie powstał narodowy mit Czechosłowacji. Wzorem państwa była Francja, w której obywatel nie jest w sposób szczególny związany z żadnym wyznaniem. Potem było trzydziestolecie nowej republiki Czechosłowacji. Jej ojcowie byli wybitnymi politykami, jednakże wrogo nastawionymi do Kościoła. I w końcu nastał komunizm, który walczył z religią pojmowaną jako opium dla ludu. Można więc powiedzieć, że Czesi doświadczyli 200 lat antykatolicyzmu.

Dane statystyczne mówią o wielkiej liczbie ateistów w Czechach. Na ile jest to prawdziwe?

– Nie wiem, czy są to ateiści. Są to ludzie niezwiązani z żadną religią. Rozmawiałem kiedyś na ten temat z senatorami. I oni powiedzieli mi to wyraźnie: „Nie jesteśmy ateistami, ale też nie jesteśmy katolikami, chrześcijanami. Jesteśmy po prostu niewierzący”. Znaleźli nawet określenie na opisanie swojej sytuacji: jesteśmy trancendentalistami. Zakłada to pewną religię naturalną, stworzoną na własny obraz i podobieństwo. Wierzą, że istnieje Ktoś ponad nami. Ale to ja sam, mój rozum zadecyduje, kim jest ten Ktoś.

W tym kontekście, jakie są podstawowe zadania Kościoła w Czechach?

– Utworzyć pewne jądro, grupę chrześcijan dobrze uformowanych pod względem religijnym i posiadających silne poczucie przynależności do wspólnoty, która zawsze odgrywała istotną rolę w Czechach i tę rolę może odgrywać również dzisiaj.

Ten, kto przybywa do Czech, odnosi wrażenie, że znalazł się w pejzażu na wskroś chrześcijańskim i pięknym – na marginesie, możemy tu spotkać najpiękniejszy barok w Europie. Ten pejzaż jest świadomą i jedyną w swoim rodzaju manifestacją chrześcijaństwa. Powiedziałbym nawet, że kościoły w Pradze się uśmiechają. Bo są to świątynie wybudowane w okresie, w którym Kościół odnosił zwycięstwo, tryumfował. I stąd są one pełne aniołów, męczenników w chwale… To musi wrócić, ta duma ze swej przeszłości. Bo to, co dzisiaj jest dumą Czechów, to, co chcą zobaczyć turyści, zostało utworzone bądź zainspirowane przez Kościół. A zatem potrzeba dobrej katechizacji, wolności od lęku, a także obrazu Kościoła radosnego, ponieważ świadomego swej wielkiej tradycji, z której może być dumny w Republice Czeskiej.

Jak postrzegany jest Rzym z czeskiej perspektywy?

– To zależy. Dla kultury czeskiej, ogólnie rzecz biorąc, Rzym jest przeszkodą. Ponieważ w istocie dwa mity narodowe, które doprowadziły do powstania państwa czeskiego, były oparte na zanegowaniu Austrii i Rzymu. Nie jesteśmy austriaccy pod względem politycznym, nie jesteśmy rzymscy pod względem religijnym. Pamiętajmy, że dzięki Husowi Czesi mieli ideał religii autonomicznej, nawet jeśli jej założyciel Jan Hus nigdy do tej autonomii nie dążył. A zatem w powszechnym mniemaniu Rzym był ośrodkiem kultury religijnej, który pozbawił Czechów autonomii. Rzym nie jest więc postrzegany pozytywnie.

A jak jest postrzegany sam papież?

– Pozytywnie. Ponieważ tu abstrahuje się już od przynależności religijnej. Papież jest postrzegany przez pryzmat tego, co robi, jak się prezentuje. I jest też postrzegany jako Niemiec. Niemcy z Bawarii zawsze byli tu przedmiotem zarówno miłości, jak i wrogości. Ale Benedykt XVI jest postrzegany pozytywnie. Sam prezydent Klaus był zarówno na pogrzebie Jana Pawła II, jak i na inauguracji pontyfikatu Benedykta XVI i jest jego wielkim entuzjastą. To on mi powiedział, że byłoby dobrze, gdyby papież tu przyjechał.

Czego spodziewa się ksiądz arcybiskup po tej wizycie?

– Oczywiście wszyscy oczekują papieża i papież przyjeżdża do wszystkich, ale ja bym chciał, aby przede wszystkim Kościół nabrał trochę wigoru, aby odżył, aby zyskał trochę wewnętrznej radości i mógł iść do Czechów z podniesioną głową. Ponieważ wydaje mi się, że do tej pory oddziaływanie Kościoła na społeczeństwo jest dość ograniczone ze względu na jego stosunek do kraju. Dominuje tu żal z powodu prześladowań doświadczonych w przeszłości, postawa rewindykacyjna, roszczeniowa w stosunku do państwa, które nie pomogło Kościołowi w rozwiązaniu różnych problemów. A zatem mam nadzieję, że papieżowi uda się tchnąć ducha w biskupów, zjednoczyć kapłanów i sprawić, by czeski Kościół nabrał ochoty to głoszenia Ewangelii i ukazywał swe prawdziwe oblicze.

Rozmawiał S. Centofanti


Jan Hus przez lata nas dzielił, czas, by zaczął nas jednoczyć

Rozmowa z pastorem Pavelem Černým, przewodniczącym Ekumenicznej Rady Kościołów w Czechach, zwierzchnikiem Kościoła Braterskiego

Jakie znaczenie dla Kościołów zrzeszonych w Ekumenicznej Radzie Kościołów w Czechach ma spotkanie z Benedyktem XVI, które odbędzie się w Pradze?

– Przygotowujemy się do tego spotkania i cieszymy się z niego, ufając, że pomoże nam lepiej zrozumieć stosunek Biskupa Rzymu do ekumenizmu.

Ksiądz stoi na czele Kościoła Braterskiego. Jakie jest jego miejsce na mapie wyznaniowej Czech?

– Do naszego Kościoła należy ok. 12 tys. wiernych. Mamy w Republice Czeskiej 70 parafii i około 80 ośrodków kaznodziejskich. Nawiązujemy do tzw. pierwszej reformacji, przed Lutrem i Kalwinem, Jednoty Braci Czeskich, która odegrała istotną rolę w dziejach naszej ojczyzny. Stąd nasz Kościół, podobnie jak inne Kościoły protestanckie, ma w swej nazwie „braterski”, co oznacza odniesienie do tej pierwszej reformacji.

Jaki jest dziś stan relacji ekumenicznych w Republice Czeskiej. Czy jest z nich ksiądz zadowolony?

– Moim zdaniem są one bardzo dobre. Tradycje naszej współpracy sięgają czasów II wojny światowej, gdy część duchownych katolickich, protestanckich i prawosławnych dzieliła te same więzienne cele czy prycze w obozach koncentracyjnych. Podobne doświadczenia prześladowań mieliśmy w okresie komunizmu, gdzie często zawiązywały się głębokie przyjaźnie, które przetrwały wiele lat i trwają po dziś dzień. Myślę, że był to dobry fundament ruchu ekumenicznego, gdyż w czasie prześladowań ludzie ci się wzajemnie wspierali, wspólnie się modlili, czytali Biblię, poszukiwali nadziei.

<b.Dziś Kościoły stają wobec nowych wyzwań, takich jak wolny rynek, problem ochrony ludzkiej godności, ale także relacji z państwem. Dotyczy to również wymiaru europejskiego i chrześcijańskich korzeni naszego kontynentu. Czy udaje się wam wypracować wspólne stanowisko?

– Nasza współpraca przejawia się także w relacjach Kościoły–społeczeństwo. Wszystkie Kościoły Republiki Czeskiej są ogromnie wdzięczne Bogu, że możemy żyć w państwie demokratycznym i że istnieje wolność religijna, możemy wykorzystywać media, radio, telewizję. Z drugiej strony widzimy, że w naszym laickim państwie, a Republika Czeska należy do najbardziej zlaicyzowanych krajów Unii Europejskiej, istnieje wiele przesądów i niechęci wobec Kościołów. Stopniowo znikała dobra opinia, którą się one cieszyły zaraz po odzyskaniu wolności w roku 1989, gdyż pojawiają się coraz to nowe ataki ze strony ateistów czy ludzi dążących do laicyzacji życia. Zniekształcają oni historię i wykorzystują różne rzeczy przeciw Kościołom. W ostatnim okresie chodzi przede wszystkim o naprawienie szkód ekonomicznych wyrządzonych w okresie dyktatury komunistycznej, kiedy odebrano Kościołom wszelki posiadany majątek. Po dziś dzień nie powrócił on do prawowitych właścicieli. Jesteśmy więc praktycznie ostatnim krajem postkomunistycznym, w którym nie uregulowano relacji finansowych między państwem a Kościołami. Tę sytuację część polityków stara się brutalnie wykorzystywać do swych celów – rozbudza niechęć wobec chrześcijan, twierdząc, że dążą oni jedynie do umacniania swej pozycji gospodarczej, a nie służenia ludziom. Jednocześnie istnieje wielkie zapotrzebowanie społeczne: armia Republiki Czeskiej chce zwiększyć liczbę kapelanów wojskowych. Część szpitali prosi o nowych duszpasterzy. Podobne zapotrzebowanie istnieje w służbie więziennej. W ramach współpracy ekumenicznej staramy się jak najlepiej odpowiedzieć na to zapotrzebowanie.

Czy fakt, że kapelani jednego wyznania posługują także wiernym innych Kościołów, nie rodzi napięć?

– Mamy bardzo dobre doświadczenie w tych wspólnych posługach – do tego stopnia, że w siłach zbrojnych Republiki Czeskiej pracują kapelani, którzy są wysłannikami wszystkich chrześcijan. Delegują ich wspólnie episkopat Czech oraz Rada Ekumeniczna.

Jak dotąd nie dotarły do nas żadne zażalenia. Oznacza to, że nie doszło do jakiegokolwiek prozelityzmu i duchowni bardzo odpowiedzialnie podchodzą do swej misji. Zawsze ułatwiają zainteresowanej osobie kontakt z duchownym Kościoła, do którego ona należy. Dotyczy to również szpitali. I świadczy o wysokiej kulturze ekumenicznej w naszym kraju.

Także na poziomie lokalnym?

– Muszę przyznać, że gdzieniegdzie dochodzi do konfliktów. Jesteśmy tylko ludźmi i czasem są problemy. Ale Ekumeniczna Rada Kościołów dysponuje instrumentem: wspólnie z Kościołem katolickim podpisaliśmy tzw. Kartę Ekumeniczną. Znaczny wkład w jego wypracowanie wniósł kard. Miloslav Vlk. W przypadkach krytycznych możemy się na Kartę powołać i powiedzieć: „Tak nie wolno, podpisaliśmy przecież dokument, w którym zobowiązaliśmy się do współpracy, wzajemnego szacunku i pomocy”. W ten sposób przywołujemy proboszczów do porządku.

Czy modlitwa o jedność chrześcijan ogranicza się w Czechach jedynie do jednego tygodnia w roku? Czy jest to częstsza praktyka?

– O jedność modlimy się nie tylko w Tygodniu Modlitw o Jedność Chrześcijan. W Republice Czeskiej obchodzimy dwa tygodnie ekumeniczne. Pierwszy tzw. alinasowy – w pierwszym tygodniu nowego roku – upamiętnia założenie w Londynie w 1864 r. Aliansu Ewangelickiego. Następnie – od 18 do 25 stycznia – w wielu miejscach odbywa się Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Sprzyja on wymianie kaznodziejów, wzajemnym odwiedzinom wiernych oraz podejmowaniu wspólnych działań ekumenicznych, np. akcji ewangelizacyjnych. Potwierdza się przy tych okazjach, że modlitwa stanowi fundament ekumenizmu.

Czy ekumenizm ogranicza się do spotkań duchownych, czy zaangażowane są weń także osoby świeckie i ruchy religijne?

– Gdyby w działania ekumeniczne byli zaangażowani jedynie duchowni, mogliby być jak generałowie bez wojska. Zdajemy sobie sprawę z tego niebezpieczeństwa, dlatego wielką wagę przywiązujemy do zaangażowania ludzi świeckich. Jego motorem są ruchy kościelne, w tym misyjne. Ze strony katolickiej, np. Ruch Focolare, którego sympatykami jest wielu biskupów katolickich. Współpracuje z nim również wielu protestantów. Inną platformą jest Wspólnota św. Idziego. W dziedzinie ekumenizmu aktywa jest także YMCA. Niedawno gościliśmy niemieckiego ewangelizatora Ulricha Parzanego, który wypowiadał się także za pośrednictwem telewizji. Przy organizacji jego pobytu czynnie współpracował szereg parafii katolickich. Pamiętajmy, że żyjemy w społeczeństwie silnie zdechristianizowanym. Chodzi nam o prezentację Ewangelii Jezusa Chrystusa.

Czy papież będzie mógł pogratulować Kościołom w Republice Czeskiej ich osiągnięć na drodze ku jedności, jak również wskazać na nowe cele i zachęcać do dalszych wysiłków?

– Nie wiem, jak Benedykt XVI postrzega naszą sytuację. Pochodzi z sąsiednich Niemiec i zna naszą historię, w tym jej newralgiczny punkt, jakim była śmierć Mistrza Jana Husa. Bardzo ceniliśmy zrozumienie, jakie dla tej sprawy wykazywał polski papież Jan Paweł II i prowadził do pojednania. Powiedział np., że choć Jan Hus znalazł się w pewnym konflikcie z soborem, był dobrym chrześcijaninem, który pod wieloma względami może być przykładem dla wiernych.

Zwróciliśmy się już jako Rada Ekumeniczna do Benedykta XVI i prosiliśmy, by popierał badania historyczne, gdyż przez wiele lat Jan Hus nas od siebie oddzielał. Chcielibyśmy, aby nas także jednoczył, gdyż w jego dziele również badacze katoliccy odnajdują wiele dobrego.

Na ile Ekumeniczna Rada Kościołów w Czechach dba o rozwijanie dialogu z innymi religiami?

– Staramy się o dialog międzyreligijny, bo mieszkamy w Europie, która jest pluralistyczna i zróżnicowana wyznaniowo. Jednym z ważnych osiągnięć tego dialogu jest wspólne oświadczenie przeciw eutanazji podpisane przez episkopat katolicki, Radę Ekumeniczną, Radę Gmin Muzułmańskich oraz gminy żydowskie. Jestem przekonany, że istnieją obszary, gdzie możemy ten dialog pogłębiać. Oczywiście nie jesteśmy naiwni i nie chcemy, aby on prowadził do synkretyzmu religijnego. Wręcz przeciwnie: musimy być bardzo odpowiedzialni i wierni Prawdzie Objawionej.

Rozmawiali: o. Stanisław Tasiemski i Krzysztof Tomasik


Nad Wełtawą jest wiele przesądów wobec chrześcijan

Rozmowa z bp. Václavem Malým, biskupem pomocniczym archidiecezji praskiej i przewodniczącym komitetu organizacyjnego wizyty Benedykta XVI w Republice Czeskiej

Jak przebiegały przygotowania do papieskiej pielgrzymki?

– Komitet spotykał się już od stycznia. Współpraca z organami państwowymi była stosunkowo dobra. Przygotowanie wizyty nie było zadaniem łatwym, sądzę jednak, że to, co najistotniejsze, zostało zapewnione. Jeśli chodzi o konkrety: na spotkanie w Starym Bolesławcu zgłosiło się już 35 tys. osób, w Brnie około 100 tys. Trudno powiedzieć, ile osób przyjedzie z krajów sąsiednich. Zapraszaliśmy szczególnie wiernych z diecezji, które sąsiadują z Republiką Czeską – z Polski, Słowacji, Austrii i Niemiec. Miałem też informacje, że przybędzie kilka autobusów z Ukrainy, co mnie trochę zaskoczyło. Jednym z pierwszych zaproszonych biskupów był metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz.

Jak przyjmie Benedykta XVI czeskie społeczeństwo?

– Nasze społeczeństwo jako całość jest raczej obojętne, jeśli już, to zastanawia się nad zastosowanymi środkami bezpieczeństwa czy kosztami tej wizyty. Natomiast ludzie wierzący przygotowują się na spotkanie z papieżem.

Zdajemy sobie sprawę, że Benedykt XVI jest zupełnie innym człowiekiem niż Jan Paweł II. Wierni przyjdą rzecz jasna na spotkanie z Ojcem Świętym i oczekują, że zachęci ich do pogłębienia swej wiary i po raz kolejny będą mogli zasmakować powszechności Kościoła. Ważne jest, byśmy sobie uświadomili, że jesteśmy częścią większej całości obejmującej cały glob. Zależy nam nie tylko na dobrej organizacji, ale także na przygotowaniu duchowym.

O jakich głównych wątkach nauczania papieskiego można już powiedzieć?

– Tematem podstawowym pielgrzymki są trzy cnoty teologalne: wiara, nadzieja i miłość. Oczekujemy, że Benedykt XVI skoncentruje swoje wystąpienia wokół tej tematyki. To rdzeń naszej wiary. Ufamy, że jego wizyta doda wierzącym sił duchowych, by mogli ewangelizować społeczeństwo, a nie zadawalać się aktualnym stanem wiary. Pozwoli im też uświadomić sobie własną odpowiedzialność za oblicze Kościoła.

W programie papieskiej pielgrzymki znajduje się także spotkanie ze światem kultury i nauki, elitą narodu czeskiego w Sali Władysławowskiej praskiego zamku.

– Zaplanowano je na 27 września, wezmą w nim udział osoby o różnych światopoglądach, także ci, którzy nie deklarują się jako wierzący. Papież przez całe życie był profesorem uniwersytetu i znajdzie się „na swoim terenie”, a ludzie, którzy nawet nie wyznają Ewangelii, są ludźmi myślącymi. Takie pytania jak relacja rozumu i wiary czy wolności i wiary są niezmiernie ważne, związane z przyszłością społeczeństwa i całej Europy. Spotkanie to będzie miało charakter symboliczny i ufajmy, że słowa Benedykta XVI będą inspirować uczestniczących w nim naukowców i studentów.

Jakie najważniejsze wyzwania stoją dziś przed czeskim społeczeństwem?

– Jest to społeczeństwo, któremu za sprawą kryzysu gospodarczego brakuje poczucia bezpieczeństwa. Ludzie tracą pracę i nie za bardzo widzą przed sobą perspektywę.

Jest to jednocześnie społeczeństwo bardzo konsumpcyjne i niezbyt otwarte na cudzoziemców. Do tego zniesmaczone tym, co obserwujemy na scenie politycznej… W takiej atmosferze przybywa Benedykt XVI i – moim zdaniem – ważne jest przekazanie ludziom nadziei. Bo któż jak nie chrześcijanie mieliby tę nadzieję wnosić?

Jak Kościół wychodzi naprzeciw społecznym bolączkom?

– Ludzie wierzący są częścią społeczeństwa i przeżywają wspólne lęki. U nas sytuacja nie jest aż tak krytyczna jak w innych częściach globu – należymy do bogatej części świata. Tym niemniej ludzie z trudem przyzwyczają się do nowych podziałów społecznych, wielkich różnic między bogatymi a ubogimi.

Wierzącym brakuje jednocześnie głębszego zrozumienia, że „Kościół to ja”, że nie tylko do niego należę, ale współodpowiadam za jego oblicze. Nie jest to sprawa wyłącznie biskupów i księży, zakonników i zakonnic, ale każdego ochrzczonego. Takiego myślenia jest za mało.

Nasz Kościół znajduje się jakby na skrzyżowaniu dróg. Brakuje nam pewnej wizji. Brakuje wybitnych osobistości ukazujących jasny kierunek ku przyszłości.

Czeska prasa szeroko podejmuje problemy społeczności romskiej. Wiemy, że jest ona w Republice Czeskiej stosunkowo liczna. Jaka jest jej sytuacja? W jakim stopniu Kościół jest zaangażowany w jej problemy?

– Oczywiście trzeba jasno powiedzieć „nie” przemocy i rasizmowi. Współżycie z Romami nie jest proste – oni też muszą starać się integrować ze społeczeństwem. Nie chodzi o asymilację, ale właśnie o integrację. Z drugiej strony nie można wspierać radykalizmu, który przeradza się w przemoc i agresję wobec tej mniejszości.

Niektórzy księża podejmują wysiłki, by pracować wśród Romów, jednak z drugiej strony wielu katolików mówi, że „to nas nie dotyczy” albo że „Romowie są sobie winni”. Takie postawy są nie do pogodzenia z duchem Ewangelii. Ja sam w ostatnim okresie zabrałem głos przeciw przemocy, jakiej dopuszczono się wobec Romów, ale przeszkadza mi to, że żaden inny ksiądz nie mówi publicznie: „tak nie wolno”, że dominuje bierność. Powołaniem Kościoła jest nie tylko praca w tych dziedzinach, gdzie można wyraźnie wskazać na swoje osiągnięcia, ale także wyjście naprzeciw trudnym problemom społecznym. Jednym z nich jest właśnie stosunek do Romów. Nie można powiedzieć, że udało nam się ten problem rozwiązać.

Obchodzimy 20. rocznicę upadku komunizmu, w tym „aksamitnej rewolucji”. Ksiądz biskup był jednym z jej głównych bohaterów. Czym dla księdza biskupa była działalność w „Karcie 77”, a następnie w Forum Obywatelskim? Czy Czesi pamiętają o tym okresie swoich dziejów?

– Chciałbym tylko przypomnieć, że wolność zyskaliśmy dzięki Polakom, gdyż byli gotowi dać za nią swe życie, czy to w roku 1956, 1970, 1981, czy w czasie stanu wojennego. Rozbili monolit bloku wschodniego, i wówczas rozpoczął się ów proces. Potem przyszedł Gorbaczow, był Reagan, Jan Paweł II – to wszystko prawda. Ale to właśnie w Polsce rozpoczęło się rozbicie monopolu dyktatury komunistycznej. Powinniśmy być za to Polakom wdzięczni. Nie mówię tego jedynie dlatego, że rozmawiam z przedstawicielami polskich mediów – powtarzam to także na Zachodzie przy okazji różnych wykładów.

Społeczeństwo czeskie o tych wydarzeniach pamięta, ale młode pokolenie postrzega je jako przeszłość, która go nie dotyczy. Jestem przekonany, że brak świadomości historycznej jest wielkim błędem. Młodzi powinni wiedzieć, z czego wyrastają, na co trzeba zwracać uwagę.

Niebezpieczeństwo totalitaryzmu nadal istnieje, zawsze może aspirować do przejęcia pełni władzy jakaś grupa czy dyktator. Dlatego doświadczenia przeszłości trzeba traktować serio.

Na ile mentalność komunizmu i jego dziedzictwo tkwi w czeskim społeczeństwie?

– W pewnej mierze we wszystkich państwach postkomunistycznych brakuje rozwiniętego społeczeństwa obywatelskiego. Nadal panuje przekonanie, że wpływ na sytuację może mieć tylko ten, kto posiada władzę. Stale powtarzam, że my obywatele współtworzymy atmosferę społeczną i duchową, w której poruszają się politycy, i nie można się już dzielić na „my” i „oni”.

Trzeba budować sieć inicjatyw obywatelskich i umieć zabrać głos, gdy ci, którzy sprawują władzę, dopuszczają się niesprawiedliwości. Niestety brakuje elit niepolitycznych posiadających autorytet społeczny – naukowców czy duchownych. Brakuje świadomej warstwy średniej, w której obowiązują umowy gentelmeńskie.

Zbliżają się wybory parlamentarne. Czy Kościół odczuwa próby instrumentalizacji ze strony partii politycznych? Relacje państwo–Kościół nie są przecież w Republice Czeskiej najlepsze.

– Jestem realistą i nie sądzę, aby po wyborach – niezależnie czy wygra je lewica, czy prawica – nastąpiły istotne zmiany, doszło do ułożenia relacji między Kościołem a państwem.

Przesądy ideologiczne przebiegają poprzez poszczególne partie polityczne. Istnieją zarówno w ugrupowaniach lewicowych, jak i częściowo prawicowych. Cierpliwie trzeba je przezwyciężać.

Kościół powinien prezentować się jako wspólnota proponująca nadzieję, a jednocześnie akceptująca pluralizm. Niekiedy jest to dla nas trudne. W okresie komunizmu byliśmy jedyną alternatywą dla ideologii marksistowskiej. Ale sytuacja uległa zmianie. Musimy pogodzić się z tym, że jest mnóstwo propozycji zarówno duchowych, jak i kulturalnych. W opinii społecznej Kościół jest jedną z nich. Niekiedy trudno to chrześcijanom przyjąć. Musimy mieć postawę pokory: tak proponujemy, ale na nikogo nie wywieramy nacisku.

Ksiądz biskup jako były rzecznik „Karty 77” ma bogate doświadczenia walki o wolność i godność człowieka w okresie dyktatury komunistycznej. Jak Kościół dziś stara się bronić ludzkiej wolności i godności?

– Dzięki Bogu po roku 1989 mogły się rozwinąć najrozmaitsze dzieła charytatywne, które obejmują nie tylko teren naszej Republiki, ale np. także Białoruś, Czeczenię, Indonezję, Sri Lankę czy niektóre kraje afrykańskie. Tu udało nam się wiele osiągnąć.

Ale jestem przekonany, że konieczna jest też większa troska Kościoła o stan praw człowieka w świecie. Sługa Boży Jan Paweł II w swojej pierwszej encyklice „Redemptor hominis”, która mnie bardzo zainspirowała, podkreślał powiązanie Ewangelii z ludzką godnością i troską, by chronić prawa człowieka jako takie. Był to nowy temat, który stał się jedną z głównych linii jego pontyfikatu. Trzeba do tego powracać. Pod tym względem nasz Kościół ma jeszcze długi. Ludzie starają się dobrze żyć swoją wiarą, ale ciągle są skoncentrowani raczej na sobie niż na promieniowaniu Ewangelią i powiązaniu jej z obroną ludzi niesprawiedliwie prześladowanych. Pamiętajmy, że żaden system na świecie nie jest doskonały. Stale rodzą się nowe problemy społeczne.

Ksiądz biskup reprezentuje episkopat Czech w Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej COMECE. Jaką rolę powinni odgrywać chrześcijanie we współczesnej Europie?

– Obecność chrześcijan przypomina, że jedność Europy nie jest dziełem, które zaczęło się po II wojnie światowej, ale opiera się na głębszej tradycji, wskazuje na uniwersalizm.

Jednocześnie jednym z wielkich problemów naszego kontynentu jest dziś współżycie z muzułmanami. Oczekiwałbym od chrześcijan, że pomogą Europie przyjąć pluralizm tradycji duchowych, które mogą pokojowo istnieć obok siebie. Od polityków chrześcijańskich, których jest w Europie wielu, oczekiwałbym postaw bardziej pryncypialnych, a nie tylko pragmatycznego handlu.

Rozmawiali: o. Stanisław Tasiemski i Krzysztof Tomasik

Bp Václav Malý

urodził się 21 września 1950 r. w Pradze. W latach 1969-1976 studiował teologię w Wyższym Seminarium Duchownym w Litomierzycach. Święcenia kapłańskie przyjął w 1976 r. W latach 1976-1978 był wikarym. W lutym 1977 r. podpisał „Kartę 77”, a rok później został członkiem Komitetu Obrony Niesprawiedliwie Prześladowanych. W styczniu 1979 r. władze komunistyczne odebrały mu pozwolenie na prowadzenie duszpasterstwa. Pracował jako geodeta. W maju 1979 r. aresztowany i oskarżony o działalność wywrotową. W więzieniu przebywał do grudnia 1979. W latach 1980-1986 pracował w praskich hotelach jako palacz centralnego ogrzewania. W latach 1981-1982 był rzecznikiem „Karty 77”, a w roku 1989 rzecznikiem Forum Obywatelskiego. Od 1990 r. duszpasterz parafii praskich. 3 grudnia 1996 r. został mianowany praskim biskupem pomocniczym. Sakrę przyjął z rąk kard. Miloslava Vlka.

Nasze społeczeństwo jako całość jest na papieską pielgrzymkę raczej obojętne.

Jeśli już, to zastanawia się, jakie będą koszty tej wizyty. Katolicy ufają natomiast, że pielgrzymka doda wierzącym sił duchowych, by mogli ewangelizować społeczeństwo, a nie zadawalać się aktualnym stanem wiary.


Tornielli: papież w Czechach pokaże chrześcijaństwo na „tak”

– W Pradze, europejskiej stolicy o najniższej frekwencji wiernych na Mszach św., Benedykt XVI będzie chciał pokazać chrześcijaństwo nie jako religię zakazów, ale wiarę wyrażającą „tak” dla życia i pełni szczęścia – uważa znany watykanista Andrea Tornielli.

Zbliżającą się wizytę Ojca Świętego w kraju, w którego stolicy kościoły wykorzystywane są częściej jako sale koncertowe niż miejsca kultu, watykanista nazywa „wielkim wyzwaniem”. Benedykt XVI spróbuje, jego zdaniem, przekazać ponownie przesłanie ewangeliczne społeczeństwu, które już go nie zna, choć stanowi część chrześcijańskiej Europy.

– Spróbuje pokazać, że wiara jest piękna, a chrześcijanie są szczęśliwi. Nie muszą już bowiem wybierać, zachowują jedność ciała i duszy – mówi Tornielli.

Według niego Kościół w takich krajach jak Czechy jest dziś przede wszystkim postrzegany jako instytucja zakazująca takich lub innych zachowań. Dlatego, prognozuje watykanista, zamierzeniem papieża podczas pielgrzymki będzie ukazanie pozytywnego oblicza chrześcijaństwa.


Tour de Caritas

Oryginalną formę propagowania charytatywnej działalności Kościoła wymyśliła diecezja ostrawsko-opawska w północnych Czechach.

8 września z Ostrawy wystartował Tour de Caritas, rajd rowerowy po placówkach miejscowej Caritas. Dom starców, noclegownia dla bezdomnych, ośrodek dla niewidomych, dom samotnej matki, poradnia prawna to tylko niektóre z kościelnych placówek, które wyznaczały kolejne etapy rajdu. Zakończył się on 11 września. Jego uczestnicy jechali w barwach Caritas i pod jej proporcem. Niektórzy zdecydowali się na całą, ponad dwustukilometrową trasę, inni wyruszyli tylko na pojedyncze etapy.

Nowenna przed wizytą Benedykta XVI

W Czechach rozpoczęła się 8 września nowenna przed papieską wizytą. Na każdy dzień przewidziano dwie modlitwy, cytat z Pisma Świętego, medytację oraz lekturę fragmentu z dzieł Benedykta XVI. Wszystko to można znaleźć w specjalnej książeczce rozprowadzonej w tysiącach egzemplarzy we wszystkich parafiach i w internecie.

„Wierzę, że obok bogatych owoców modlitwy nowenna pomoże bliżej poznać Ojca Świętego oraz oswoić się z częstą i regularną modlitwą” – napisał w przedmowie do książki abp Jan Graubner.

Nowenna zakończy się 16 września, na 10 dni przed przyjazdem Benedykta XVI do Pragi.

Na papieską pielgrzymkę akredytowało się ok. 600 dziennikarzy

Poinformował o tym KAI rzecznik prasowy archidiecezji praskiej Aleš Pištora.

Pytany o sytuację mediów katolickich Aleš Pištora wyjaśnia, że pomimo iż w Republice Czeskiej ludzi wierzących jest stosunkowo niewielu, to jednak istnieje tam katolickie radio „Proglas”, telewizja „Noe”, a w radio publicznym działa redakcja programów religijnych, z którą episkopat ściśle współpracuje. Podobna redakcja istnieje w Czeskiej Telewizji.

Rzecznik podkreśla ważną rolę prasy – „Katolickego týdeníku”, który obchodził niedawno 60 lat, oraz licznych czasopism, „o bardzo szerokiej gamie tematycznej”. Ważnym środkiem komunikacji jest internet. Każda diecezja ma swoje strony internetowe, a wiele z nich ma też specyficzne portale adresowane do ogółu wierzących.

Wszystkie materiały pochodzą z portalu ekai.pl

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code