Simone Weil

Wprowadzenie do „Wiedzy i spostrzegania u Kartezjusza”

Spread the love

WPROWADZENIE DO „WIEDZY I SPOSTRZEGANIA U KARTEZJUSZA”

1929-1930

Simone Wei

Studencka rozprawa dyplomowa, zredagowana w latach 1929 – 1930 pod kierunkiem Léona Brunschwicga. To studium zarówno w części historycznej jak w części dogmatycznej pokazuje decydujący wpływ Alaina, jeżeli chodzi o pojmowanie historii filozofii w ogóle, a kartezjańskiej myśli w szczególności.
Simone Weil zastanawiała się najpierw nad mającą być przedłużeniem jej dwóch artykułów, „O spostrzeganiu albo przygoda Proteusza” i „Czas”, pełną teorią percepcji, wymagającą przestudiowania oprócz Kartezjusza również Kanta i Platona. Schematyczny konspekt świadczy o porzuceniu tego przedsięwzięcia.
Rozprawa uzyskała u Brunschwicga złą ocenę (11/20, ocena prawie wykluczająca).
Poglądy i metody uczniów Alaina nie podobały się temu filozofowi, podobnie jak nie podobały się wielu ludziom. „Wychowankowie Alaina tworzyli sektę, która była nie do zniesienia dla innych i dla której cały świat był nie do zniesienia” – relacjonowała Simone Pétrement, szkolna koleżanka Simone Weil i również gorąca zwolenniczka mistrza.

„Bóg jest wiecznym matematykiem” 1

Na początku ludzkość podobnie jak każdy człowiek nie posiadała żadnej wiedzy poza samoświadomością i spostrzeganiem świata. Wystarczało jej to, jak nadal wystarcza dzikim ludom albo u nas niewykształconym robotnikom, aby umiejetnie znaleźć się w przyrodzie i wśród ludzi, o ile jest to konieczne do życia. Po co pragnąć więcej? Wydaje się, że ludzkość nigdy nie powinna była porzucać szczęśliwej niewiedzy ani według słów Jana Jakuba ulegać zwyrodnieniu, zabierając się do rozmyślań. 2 Ale o ile nam wiadomo, ludzkość właściwie nigdy nie musiała porzucać tej niewiedzy, ponieważ nigdy się w niej nie zamknęła. A skoro poszukiwanie prawdy mogło i może stanowić pewną korzyść, człowiek zaczyna nie od niewiedzy, lecz od błędu. Toteż ludzie ograniczeni do bezpośredniego wyjaśniania odczuć nigdy na tym nie poprzestali i zawsze przeczuwali wyższą, pewniejszą wiedzę, będącą przywilejem kilku wtajemniczonych. Wierzyli, że błądząca, poddana zmysłowym wrażeniom i namiętnościom myśl nie była prawdziwą myślą, wierzyli w doskonalszą myśl kilku ludzi, którzy wydawali im się boscy i których uczynili kapłanami oraz królami. Ale nie mając w ogóle pojęcia, jak można doskonalej myśleć (bo tak naprawdę mogliby to sobie wyobrazić tylko pod warunkiem, że mieliby pojęcie}, ubóstwiali u swoich kapłanów pod nazwą religii najbardziej nieprawdopodobne przekonania. Toteż słuszne przeczucie wiedzy pewniejszej i wznioślejszej niż wiedza zależna od zmysłów sprawiło, że każdy wyrzekł się samego siebie, że podporządkowano się autorytetowi i że uznano za zwierzchników tych, których jedyną przewagą było zastępowanie myśli niejasnej myślą głupią.

Wystąpienie matematyka Talesa, który rodzi się na nowo dla każdego pokolenia uczniów, było najważniejszym momentem historii, podobnie jak jest ważnym momentem każdego życia. Wcześniej ludzkość tylko doświadczała i snuła domysły, a wiedziała od momentu, gdy Tales, trwając według słów Wiktora Hugo cztery lata w bezruchu, 3 odkrył geometrię. Ta rewolucja jako pierwsza i jedyna obaliła rządy kapłanów. Ale jak je obaliła? Co przyniosła na ich miejsce? Czy dała nam inny świat, królestwo prawdziwej myśli, które ludzie zawsze przeczuwali mimo bezsensownych zabobonów? Czy despotycznych kapłanów, którzy panowali, wykorzystując prestiż religii, zastąpiła prawdziwymi kapłanami, cieszącymi się uzasadnionym autorytetem, ponieważ naprawdę wkroczyli oni w ponadzmysłowy świat? Czy tak, jak ślepo ulegaliśmy ślepym kapłanom, powinniśmy teraz ślepo ulegać widzącym za nas uczonym, jeżeli nie możemy się do nich zaliczać ze względu na brak zdolności lub wolnego czasu? Czy wręcz przeciwnie, ta rewolucja zastąpiła nierówność równością, ucząc nas, że królestwo czystej myśli jest samo poznawalnym zmysłami światem, a przeczuwana przez religie niemal boska wiedza to tylko urojenie albo raczej myślenie potoczne? Żadna odpowiedź nie jest trudniejsza, a jednocześnie ważniejsza dla każdego człowieka. Chodzi tu przecież o to, czy w swoim życiu powinnam kierować się autorytetem uczonych, czy jedynie wyjaśnieniami własnego rozumu, a ponieważ do mnie należy rozstrzygnięcie tej kwestii, chodzi raczej o to, czy nauka przyniesie mi wolność, czy też prawnie uzasadnione kajdany. Trudno to ustalić, rozważając cud geometrii u jego źródła.

Legenda głosi, że Tales odkrył podstawowe twierdzenie geometrii, gdy dla zmierzenia piramid porównywał związek piramid z cieniem piramid i związek człowieka z cieniem człowieka. Tu nauka wydaje się być tylko uważniejszym spostrzeganiem. Ale Grecy tak nie sądzili. Platon mówił oczywiście, że jeżeli matematyk posługuje się figurami, to te figury nie są przedmiotem geometrii, ale wyłącznie sposobnością rozmyślania o prawie samym w sobie, o trójkącie samym w sobie, o kole samym w sobie. Jakby upojeni geometrią filozofowie z tej szkoły, ograniczając ogół spostrzeżeń do splotu pozorów, przeciwstawiali mu świat idei, do których tylko cud dawał im dostęp i zakazywali poszukiwania mądrości każdemu, kto nie był matematykiem. Grecka nauka pozostawia nas zatem w niepewności. Dlatego też lepiej szukać wskazówek w nowożytnej nauce, bo jeżeli wykluczymy dosyć elementarną astronomię, to właśnie nowożytnej nauce przypadło w udziale wprowadzenie odkrycia Talesa poprzez fizykę na teren współzawodnictwa ze spostrzeganiem, czyli inaczej mówiąc, aż do zmysłowego świata.

Tu nie ma już żadnej niepewności. Nauka otwiera przed nami inną dziedzinę myśli. Sam Tales poczułby się przyziemny w porównaniu z naszymi uczonymi, gdyby zmartwychwstał, aby zobaczyć, dokąd ludzie doprowadzili jego rozważania. Chce przekartkować astronomiczną książkę? Nie będzie tam, jeżeli można tak powiedzieć, mowy o gwiazdach. Traktat o włoskowatości albo o cieple powie najmniej o wąskich kanalikach i o cieczach albo o tym, czym jest i w jaki sposób rozprzestrzenia się ciepło. Gardzi się dzisiaj tymi, którzy chcą zbudować mechaniczny model zjawisk fizycznych tak, jak pierwsi astronomowie poprzez maszyny przedstawili ruch gwiazd. W naszych przyrodniczych książkach, w których nie ma rzeczy i naśladujących je mechanicznych modeli, Tales miałby nadzieję znaleźć w zamian figury geometryczne, lecz znowu byłby rozczarowany. Uważałby swoje odkrycie za zapomniane, nie dostrzegając, że króluje ono w algebraicznej postaci. Nauka, która była w czasach Greków nauką o liczbach, figurach i maszynach, wydaje się już tylko nauką o czystych związkach. Jawnie gardzi się dzisiaj potocznym myśleniem, do którego Tales nie ograniczyłby się wprawdzie, ale na którym oparłby się przynajmniej. Takie zdroworozsądkowe pojęcia jak trójwymiarowa przestrzeń i aksjomaty geometrii euklidesowej pozostają na uboczu, a niektóre teorie nie boją się nawet mówić o przestrzeni zakrzywionej albo przyrównywać prędkość wymierną do prędkości nieskończonej. Spekulacje dotyczące natury materii rozpowszechniają się swobodnie, próbując interpretować takie czy inne osiągnięcie współczesnej fizyki bez najmniejszej troski o to, czym może być dla człowieka z ludu materia, którą czuje on w rękach. Krótko mówiąc, uczeni, o ile mogą, wykluczają wszystko, co jest intuicją i dopuszczają w nauce już tylko abstrakcyjną, wyrażającą się w odpowiednim języku algebraicznych znaków formę rozumowania. Ponieważ jednak rozumowanie u pospólstwa powstaje w ścisłej łączności z intuicją, uczonego od nieuka oddziela przepaść. Uczeni zajęli więc miejsce kapłanów ze starożytnych teokracji z tą różnicą, że bezprawnie zagarniętą władzę zastępuje uzasadniony autorytet.

Nie buntując się przeciwko temu autorytetowi, trzeba go jednak badać. I natychmiast dostrzegamy zdumiewające sprzeczności. Zobaczmy na przykład, jakie ma następstwa bezwzględne panowanie najbardziej abstrakcyjnej matematyki nad nauką. Jak zauważyliśmy, nauka tak oczyściła się z tego, co było w niej intuicyjne, że dotyczy już wyłącznie kombinacji czystych związków. Ale przecież te związki muszą mieć jakąś treść. A gdzie ją znaleźć, jeżeli nie w doświadczeniu? Dlatego fizyka wyraża tylko za pomocą odpowiednich znaków zachodzące między danymi doświadczenia związki. Inaczej mówiąc, można stwierdzić, że fizyka polega w istocie na matematycznym wyrażaniu faktów.

Zamiast królować w nauce, matematyka jest już tylko językiem – wskutek panowania ogranicza się do roli służebnej. Właśnie dlatego Poincaré mógł na przykład powiedzieć, że geometrie euklidesowe i nieeuklidesowe różnią się od siebie jedynie tak jak systemy pomiaru. „Co mamy sądzić – powiada w Nauce i hipotezie – o pytaniu: czy geometria euklidesowa jest prawdziwa? Nie ma ono żadnego sensu. To tyle, co pytać, czy system metryczny jest prawdziwy i czy dawne miary są fałszywe, czy kartezjańskie współrzędne są prawdziwe i czy biegunowe współrzędne są fałszywe. Jedna geometria nie może być prawdziwsza niż inna, może być tylko wygodniejsza”. 4 Zatem według świadectwa największego spośród matematyków naszego stulecia matematyka jest jedynie wygodnym językiem. W takiej czy innej postaci odgrywa ona zawsze tę samą rolę, w jakiej widzimy ją w wyobrażonych przez krzywe podstawowych prawach fizyki. Doświadczenie podaje punkty, które na papierze wyobrażają zrobione w rzeczywistości pomiary. Matematyk dostarcza tylko zawierającej wszystkie te punkty najprostszej krzywej w taki sposób, aby rozmaite doświadczenia mogły zostać sprowadzone do jednego prawa. I to również stwierdził Poincaré. „Wszystkie prawa – powiada w Wartości nauki – są wydobywane z doświadczenia, lecz aby je wypowiedzieć, trzeba specjalnego języka… Matematyka dostarcza fizykowi jedynego języka, jakim może on mówić”. 5 Do tej funkcji i do wskazywania fizykowi analogii między zjawiskami przez podobieństwo mówiących o nich wzorów ogranicza się według Poicarégo rola analizy. Podczas gdy wszystkie kompetentne osoby tak bardzo w to wierzą, uczonym udało się wyrazić doświadczenie za pomocą równań różniczkowych, których nie są oni w stanie zastosować do energii albo do siły, albo do przestrzeni, albo do jakiegokolwiek typowo fizycznego pojęcia. Toteż nauka, która dumnie pogardzała intuicją, sprowadza się do wyrażania doświadczenia w możliwie najbardziej ogólnikowym języku.

Druga sprzeczność dotyczy związku nauki i jej zastosowań. Współcześni uczeni, ponieważ wypada mi chyba tak postępować, uznają wiedzę za najszlachetniejszy cel, jaki są w stanie przed sobą postawić, a nie chcą rozmyślać o przemysłowych zastosowaniach i wraz z Poincarém bardzo głośno obwieszczają, że jeśli nie potrafi istnieć Nauka dla Nauki, nie może istnieć Nauka. Lecz właśnie temu wydaje się kiepsko odpowiadać inny pogląd, że pytanie, czy określona teoria naukowa jest prawdziwa, nie ma żadnego sensu i że jest ona tylko bardziej lub mniej wygodna. Zresztą skoro nauka nie czuje się prawdziwsza, lecz wygodniejsza niż spostrzeganie, to odległość, która wydaje się dzielić uczonego od nieuka, sprowadza się do różnicy stopnia.

Czy te sprzeczności nie są tylko na pozór nie do rozwiązania? Albo czy są znakiem, że uczeni, oddzielając tak, jak to czynią, myślenie naukowe od myślenia potocznego, dostosowują się raczej do własnych przesądów niż do charakteru nauki? Najlepszym sposobem, aby się tego dowiedzieć, jest przyjrzenie się nauce u jej źródła i poszukanie, według jakich ukonstytuowała się zasad. Z wyżej podanych powodów musimy jednak sięgnąć pamięcią nie do Talesa, ale raczej do początków nowożytnej nauki, do podwójnej rewolucji, za której sprawą fizyka stała się zastosowaniem matematyki, a geometria stała się algebrą, czyli inaczej mówiąc, do Kartezjusza.

Przypisy

1Słowa przypisywane Platonowi przez Plutarcha.
2Por. J. J. Rousseau, Rozprawa o pochodzeniu i podstawach nierówności między ludźmi, część I, w: Trzy rozprawy z filozofii społecznej, przeł. H. Elzenberg, Warszawa 1956, s. 149: ”Jeżeli chciała z nas ona [natura] mieć istoty zdrowe, to prawie na pewno śmiem twierdzić, że refleksyjność jest stanem przeciwnym naturze i ze człowiek, który rozmyśla, to zwierzę zwyrodniałe”.
3 Nędznicy, część II, księga VII, rozdz. 8. Dokładny tekst brzmi: „Spojrzenie w niebo jest dziełem. Tales przez cztery lata trwał w bezruchu i stworzył filozofię” (przeł. K. Byczewska, Warszawa 1956, t. II, s. 159).
4„Geometrie nieeuklidesowe”, w: La Science et l’hypothèse [Nauka i hipoteza], Flammarion, 1968.
5 Henri Poincaré, La Valeur de la science [Wartość nauki], Flammarion, 1909, s. 141.

Simone Wei

tłum. Małgorzata Frankiewicz

Inne teksty Simone Weil

Dodaj komentarz

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code