"Tygodnik Powszechny"

Czy bać się Ducha Świętego

Spread the love

Czy bać się Ducha Świętego

Ks. Alfons Józef Skowronek

Chrześcijanin nigdy nie powinien mieć wątpliwości, czy aby nie zgrzeszył przeciw Duchowi Świętemu – bo sprawa ma się diametralnie na odwrót: czynimy to bez przerwy.
Ale istnieje jeszcze żal za grzechy,
do którego prowadzi…
właśnie Duch Święty.

Pisanie i mówienie o Duchu Świętym jest trudnym zamysłem, nawet gdy samemu jest się duchownym. Na kaznodzieję Duch sam najpierw musi zstąpić, aby ten mógł głosić orędzie o Jego już dokonanym przyjściu. Właśnie Zielone Święta są świętem Przybywającego. O ile w inne święta obchodzimy uroczyście zbawcze fakty naszej wiary – „dzisiaj w Mieście Dawidowym narodził się wam Zbawiciel” czy „Chrystus zmartwychwstał” – o tyle w Zielone Święta upamiętniamy wydarzenie, jakie dopiero ma nastąpić („Przybądź, Duchu Stworzycielu…”).

Zstąpienie owego Ducha symbolizuje, jak wiemy, gołębica, stworzenie skrzydlate. Ilekroć nasze oczy spoczywają na jej wizerunkach – od barokowego wiejskiego kościółka po Bazylikę św. Piotra w Rzymie – widzimy ją zawsze jako ptaka o szeroko rozpostartych skrzydłach. Nigdy nie jawi się to ptaszę w znieruchomiałej pozycji spoczynku, ustawicznie jest w ruchu. I to miałoby nie być wskazówką, wyzwaniem rzuconym poszczególnemu chrześcijaninowi, Kościołowi jako całości?

Zesłanie Ducha Świętego jest wydarzeniem w ruchu, ale i napięcia, w tym sensie, że z silnym natężeniem możemy wypatrywać tego, co Duch Święty jeszcze uczyni z Kościołem, nasza myśl o jego przyszłości generuje stany prawdziwego poruszenia. Ewangelicka teolożka, Dorothee Sőlle, mówiła o Duchu Świętym jako uosobieniu rosnącej emocji. „Przybądź, Święte Podniecenie”, modliła się – i wiele w tym kierunku w swym życiu zrobiła.

Zesłanie Ducha Świętego inspiruje. Inspiracja etymologicznie wywodzi się z łacińskiego słowa spiritus – Duch. Duch ów nie zrzuca nam z góry i w darze genialnych mózgów, lecz sprawia, że sami stajemy się duchownymi, osobowościami o wyrazistym profilu duchowym. W naszym języku ojczystym duch jest rodzaju męskiego, w ustach Jezusa jest rodzaju żeńskiego. Duch i emocja: różnica płci zdaje się zacierać. Ważniejsze od słownej definicji jest to, co Duch i emocja sprawiają – ich wspólne owoce. W psychologii zadomawia się dzisiaj mówienie o rozumie „zaimpregnowanym” w uczucie, który to termin pragnie łączyć w sobie pierwiastek męski i żeński.

Akcent spoczywa więc na „Przybądź!”: „Veni Creator Spiritus, Przybądź Duchu Stworzycielu!”. W modlitewnej apostrofie zwracamy się do Niego: „Odśwież przyblakłe barwy stworzenia, wymyśl nowe formy, przede wszystkim jednak zamieszkaj w naszych ludzkich gestach i spojrzeniach. Twoi święci, Duchu Święty, okresami żyli w zachwyceniu. My jesteśmy raczej skromni i tylko Cię prosimy: Przybądź Duchu Święty, aby nas ożywić, nas uduchowić, nas zainspirować, nas uskrzydlić, nas rozentuzjazmować”.

Bluźnierstwo

Po tym świątecznym preludium pora zamyśleć się bliżej nad ujęciem tematu zaproponowanym przez redakcję „TP”: księża, szczególnie duszpasterze-spowiednicy, obszernie mogliby mówić o tym, jak wielu ludzi zadręcza się myślami, iż zgrzeszyli przeciwko Duchowi Świętemu.

Wszystkim zalęknionym i pogrążającym się w tej świadomości należy z góry wyraźnie powiedzieć, że w tym punkcie nie powinni żywić najmniejszych obaw, albowiem przeciwko Duchowi Świętemu grzeszyliśmy i grzeszymy wszyscy, i to bardzo często. Każdy grzech jest przecież grzechem wymierzonym przeciwko Bogu Trójjedynemu. Każdy grzech jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu. Ale o to wcale tutaj nie chodzi i nie w tym rzecz. Właściwy problem nie sprowadza się do „jakiegoś” grzechu przeciwko Duchowi Świętemu, lecz dotyczy grzechu precyzyjnie określonego, a jest nim bluźnienie Duchowi Świętemu.

Bluźnić oznacza zaś nie tylko sytuację, kiedy o konkretnej osobie wygłaszamy krzywdzącą opinię; decyduje natomiast fakt, że dopuszczamy się obmowy drugiego z wyraźną intencją i rozmysłem. Bywa, że czasem mówimy o kimś źle, po czym okazuje się, że w oczywisty sposób rozminęliśmy się z prawdą – o czym jednak nie wiedzieliśmy. Był to naturalnie krok w złym kierunku, postąpiliśmy jednak w niezawinionej niewiedzy. Bluźnić znaczy natomiast mówić źle o drugich z wyraźnym i stanowczym zamiarem, i to w sprawach, co do których wiemy, że są nieprawdą. I oto w ten właśnie grzeszny sposób ludzie mówili o Duchu Świętym.

Jeszcze raz: w polu widzenia sumiennych chrześcijan nigdy nie powinna pojawić się wątpliwość, czy aby nie zgrzeszyli przeciwko Duchowi Świętemu. Sprawa ma się diametralnie na odwrót – istnieje przecież jeszcze żal za grzechy, do którego prowadzi właśnie Duch Święty.

Zbliżmy się do instancji tekstów biblijnych. Nasz temat jest przedmiotem katechezy wszystkich trzech Ewangelistów-Synoptyków: Mateusza (12, 3), Marka (3, 28-30) i Łukasza (12, 10).

Oto najwyraźniejsza w tym kontekście wypowiedź św. Marka: „Zaprawdę powiadam wam: wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciwko Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego. Mówili bowiem: »Ma ducha nieczystego«”.

I oto mamy przed sobą jakby klasyczne dla Biblii przeciwieństwo, a nawet natrafiamy na pierwszy rzut oka na wewnętrzną sprzeczność. W jednym zdaniu kryje się bowiem kategoryczna zapowiedź odpuszczenia wszystkich grzechów, która idzie w parze z nie mniej zdecydowanym wyrokiem odmowy tegoż pojednania z Bogiem.

W Ewangelii Marka (3, 28-30) Pan przepowiada losy uczonych w Piśmie, faryzeuszów, którzy ściągnęli na siebie winę grzechu, jaki nie może być odpuszczony. Oskarżają mianowicie Jezusa, że wypędza demony mocą demonicznej siły, wyrzuca je przez Belzebuba, podczas gdy On rozprawiał się z nimi mocą Ducha Świętego; w tym nastawieniu nazywali rzeczywiście tegoż Ducha Świętego demonem, szatanem. Ten rodzaj mowy jest zaś ewidentnym bluźnierstwem przeciwko Duchowi Świętemu. Odpuszczone mogą być wszystkie grzechy, dla tego grzechu nie ma jednak przebaczenia. Jest właśnie grzechem z kategorii „grzechu wiecznego”, jak mocno to akcentuje Ewangelista Marek.

Należy w tym miejscu zapytać, czy grzech tego rodzaju ludzie mogą w ogóle popełnić? Pewnie nie. Ten wymiar grzechu mógł być ryzykowany tylko dopóty, dopóki Jezus czynił na tej ziemi cuda. Ponieważ dzisiaj Pan fizycznie jest nieobecny i szatańskich demonów nie wypędza, ta możliwość bluźnienia przeciwko Duchowi Świętemu nie istnieje. Wierni, zatroskani świadomością uwikłania się w grzech, który nie może być odpuszczony, grzechu takiego z całą pewnością nie popełnili. Sam fakt, że w sumieniu niepokoi ich zaistnienie podobnej ewentualności, jest dowodem, że winy bluźnierstwa przeciwko Duchowi Świętemu nigdy nie zaciągnęli.

Dodajmy, że interesujący nas temat Kościół poszerzył i rozwinął w refleksji ponad ściśle biblijnej. Wedle nauki Kościoła niemożliwość odpuszczenia zachodzi tylko wtedy, kiedy w grzechu przeciwko Duchowi Świętemu człowiek trwa aż po kres swego ziemskiego życia. I tak Kościół rozróżnia sześć grzechów przeciwko Duchowi Świętemu: zwątpienie w zbawienie, zuchwała nadzieja zbawienia bez chęci naprawy życia, odrzucenie poznanej prawdy, zazdroszczenie drugiemu daru łaski, zacietrzewienie w grzechu, dozgonny brak gotowości do pokuty. Grzechów tych nie należy mylić z grzechami ciężkimi (śmiertelnymi).

Wielki Katechizm Kościoła Katolickiego, nie wchodząc w szczegóły, mówi ogólnie, że ten, kto świadomie i bez żalu za grzech opiera się przyjęciu Bożego zmiłowania, oddala się od oferowanego przez Ducha Świętego zbawienia. Tego rodzaju zatwardziałość może prowadzić do wiecznego zatracenia (por. 1864).

W problematykę grzechu przeciwko Duchowi Świętemu zagłębia się Jan Paweł II. W encyklice o Duchu Świętym czytamy: „Bluźnierstwo nie polega na słownym znieważeniu Ducha Świętego, polega natomiast na odmowie przyjęcia tego zbawienia, jakie Bóg ofiaruje człowiekowi przez Ducha Świętego działającego w mocy Chrystusowej ofiary krzyża… Bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu polega więc w konsekwencji na radykalnej odmowie przyjęcia tego odpuszczenia, którego wewnętrznym szafarzem jest Duch Święty, a które zakłada całą prawdę nawrócenia, dokonanego przezeń w sumieniu” (48).

Nie jest więc bluźnierstwo skutkiem religijnej ignorancji czy językowym potknięciem człowieka, lecz skonkretyzowanym i w pełni świadomym jego aktem. Realizowanie aktu tak zasadniczej wagi nie jest z pewnością rutynowym krokiem podejmowanym na co dzień. Pewien chrześcijanin, któremu ta sprawa bardzo ciążyła na sercu, rozwiązał sobie ów problem w ciekawym rozumowaniu – ku rozwadze warto zaoferować je Czytelnikowi. Oto cztery punkty jego przemyśleń:

1. Św. Paweł uważał siebie za największego i najgorszego wśród wszystkich grzeszników. I oto: tenże okaz zatwardziałego buntownika zostaje nie tylko zbawiony, lecz wypromowany na apostoła.

2. Jeżeli Paweł był najgorszym wśród wszystkich grzeszników, wtedy płynie stąd nieodparty wniosek, że ty już nie możesz być gorszy od niego; mając zaś na oku jego duchową karierę, faktem pozostaje, iż wszystko, cokolwiek ograniczałoby twoje powołanie, nieporównanie góruje nad twoimi wyobrażeniami.

3. Żal za grzechy jest darem Ducha Świętego (por. Dz 5, 31; 11, 18 – 2 Tm 2, 25).

4. Jeżeli odczuwasz wyrzuty sumienia z powodu swych grzechów i pragnienie życiowej odmiany, wówczas z całą pewnością nie jesteś rozłączony z Duchem Świętym; jeżeli zaś nie jesteś odłączony, wtedy w żadnym wypadku nie mogłeś popełnić grzechu nie do odpuszczenia.

Tak więc do wszystkich zaniepokojonych skierować należałoby z tego miejsca apel i solenne zapewnienie, że najpewniejszym znakiem, iż nie dopuściłeś się bluźnierstwa przeciwko Duchowi Świętemu, jest ten doniosły fakt, że z tego powodu się smucisz, albowiem stan twój pokazuje, że Duch Święty trwa w dialogu z tobą – On, „Pocieszycielem zwany”.

Duma

Wracamy do dzisiejszego święta Zesłania Ducha Świętego ze wzrokiem wpatrzonym w przyszłość Kościoła, który po dziś dzień żyje z mocy Ducha Świętego, będąc świadkiem zmartwychwstania Chrystusa, trzymając się Jego słowa i przepowiadając je światu. Zielone Święta upamiętniają historyczny ewenement Zesłania Ducha Świętego na apostołów w ognistych językach. Jak wówczas, dwa tysiące lat temu, tak i dzisiaj spoglądamy na nasz Kościół z prawdziwą dumą.

Jakie to miejsca zapalne odkrywam w moim Kościele dzisiaj i jakie to skarby można odnaleźć pod tym rozżarzonym w tamtą biblijną Pięćdziesiątnicę paleniskiem? Za tym znakiem zapytania wyczuwam pokusę rozpoczęcia dziejowego bilansu od fenomenów negatywnych, bo przecież na słowo „Kościół” w umysłach wielu wiernych i podmiotów urzędu ogień rozpala się wokół spraw drugo- i trzeciorzędnych, zamiast wybuchać wokół tego, co ważne i najważniejsze.

Jestem więc dumny z mego Kościoła, kiedy jego serce żarzy się tam, gdzie chodzi o Jezusa, o Ewangelię, o żywą wiarę. Dumny jestem z mojego Kościoła, kiedy jego serce płonie dla ludzi, którzy w jakiejkolwiek sytuacji zepchnięci zostali na margines, dumny jestem „z owiec, które poginęły z domu Izraela” (Mt 15, 24), „albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło” (Łk 19, 10).

Jestem dumny z mojego Kościoła wszędzie tam, gdzie grzechu nie smaga z płonącą pochodnią w ręku, lecz rozpala swój znicz, aby swój świat otwierać ludziom jako miejsce przeżywania Boga. Dumny jestem z mego Kościoła, kiedy z zapałem zabiega o to, aby jego działania wypływały z wiary, w miejsce palenia „kacerzy” na stosach.

W końcu dumny jestem z mego Kościoła wszędzie tam, gdzie gromadzi się dwóch albo trzech lub też dwa albo trzy tysiące w Jego imieniu, by pozwolić się dotknąć i rozpalić przez Bożą miłość. Dumny jestem z mego Kościoła wszędzie tam, gdzie bez wielkich słów wypromieniowuje on chęć i radość życia, ponieważ wie, że początek wszelkiego życia zakodowany jest w Bogu. Jestem dumny z mojego Kościoła, gdzie ogień jego zaskoczenia przekracza granice, do innych ludzi i do nowych nieprzewidywalnych możliwości.

„Przybądź Duchu Święty, napełnij serca Twoich wiernych – i zapal w nich ogień Twojej miłości!”. Oby ta modlitwa znalazła swe spełnienie – tak brzmi najprzedniejsze życzenie zanoszone przez wierzących w dzień Zielonych Świąt.  

Ks. Alfons Józef Skowronek (ur. 1928) jest profesorem teologii, wybitnym ekumenistą, członkiem międzynarodowej redakcji teologicznego periodyku „Concilium”, duszpasterzem gminy niemieckojęzycznej w Polsce. Opublikował ponad 500 prac i wiele książek.

Tekst pochodzi z „Tygodnika Powszechnego”

“Tygodnik” numer 23 już w kioskach, a w nim:

Rozmowa o Lednicy z o. Janem Górą OP

Piotr Dardziński o 30-leciu pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski

Tomasz Ponikło: Karol Wojtyła i Synod Krakowski

Medal św. Jerzego: Sylwetki laureatów, Krystyny Starczewskiej i Leszka Balcerowicza

Dodatek “Conrad 01” – o Międzynarodowym Festiwalu Literatury im. Josepha Conrada

oraz dodatek “Zaczęło się w Polsce” – Dwudziestolecie wyborów czerwcowych w 1989 roku

Zaprenumeruj e-tygodnik!

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code