XX tydzień Okresu Zwykłego

piątek

22 sierpnia, 2014

Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny, Królowej

Iz 9,1-3,5-6
Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa, jak się weselą przy podziale łupu. Bo złamałeś jego ciężkie jarzmo i drążek na jego ramieniu, pręt jego ciemięzcy jak w dniu porażki Madianitów. Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza. Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju. Wielkie będzie Jego panowanie w pokoju bez granic na tronie Dawida i nad Jego królestwem, które On utwierdzi i umocni prawem i sprawiedliwością, odtąd i na wieki. Zazdrosna miłość Pana Zastępów tego dokona.

Ps 113,1-8
R: Niech imię Pana będzie pochwalone

Chwalcie słudzy Pańscy,
chwalcie imię Pana.
Niech imię Pana będzie błogosławione
teraz i na wieki.

Od wschodu aż do zachodu słońca*
niech będzie pochwalone imię Pana.
Pan jest wywyższony nad wszystkie ludy,
ponad niebiosa sięga Jego chwała.

Kto jest jak nasz Pan Bóg,
co ma siedzibę w górze,
co w dół spogląda
na niebo i ziemię?

Podnosi z prochu nędzarza
i dźwiga z gnoju ubogiego,
by go posadzić wśród książąt,
wśród książąt swojego ludu.

Ewangelia: Łk 1,26-38
Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, . Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł.


Blogi Tezeusza – rozmawiamy o życiu i wierze


Rozważania

Izraelska Dziewczyna Niepokalanie Poczęta

Andrzej Miszk

„Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa”(Łk 1, 38)!

Są w naszym życiu takie chwile, gdy stajemy przed podjęciem decyzji, która wpłynie istotnie na całe nasze życie i innych ludzi. Decyzja ta zwykle nas przerasta, zaskakuje i niesie wielkie ryzyko. Mamy niewiele czasu, by ją podjąć. Kilka życiowych przykładów. Dowiadujemy się niespodziewanie, że ktoś nas kocha do szaleństwa od lat i grozi popełnieniem samobójstwa, jeśli odrzucimy jej lub jego miłość. Przypadkowo zostajemy świadkami okrutnego przestępstwa, od naszych zeznań zależy sprawiedliwość, a jednocześnie przestępcy grożą nam, że uczynią krzywdę naszym bliskim, jeśli coś powiemy. Chłopak od lat związany jest z dziewczyną, chce się z nią pobrać, a oto słyszy wezwanie do powołania kapłańskiego. Dziewczyna, która spędziła noc z nieznanym chłopakiem zachodzi w ciążę, w ogóle się nie znają, co mają zrobić?

Dla izraelskiej kobiety zajść w ciążę poza małżeństwem oznaczało wystawić się na ryzyko śmierci przez ukamienowanie. Dla Maryji oznaczało to dodatkowo ryzyko utraty zaufania i zerwania zaręczyn z Józefem. Maryja zostaje zaproszona do przyjęcia do swego łona dziecięcia, które będzie nazwane Synem Bożym. Rozmawia z nią nie istota ludzka, ale Anioł, zwiastun Boga samego. Czy mogło spotkać tę izraelską dziewczynę większe zaskoczenie? Ten ogrom nieprawdopodobnych wyzwań, groza ryzyka, radykalnie niepewna przyszłość, niepełne rozumienie wszystkiego, co się dzieje.

Prostota postawy Maryji i jej zgoda na tak nieprawodpodobne i ryzykowne zaproszenie wydaje się czymś zgoła nieludzkim, czymś całkowicie przerastającym ludzką miarę. Czy Maryja byłaby zdolna do tak radykalnej ufności, gdyby nie fakt, że – jak wierzymy i dziś to Święto obchodzimy – była ona niepokalanie poczęta, czyli nieskażona grzechem pierworodnym, pozostaje dla nas pytaniem otwartym. Ale nie sądzę, że odpowiedź na nie jest decydująca. Maryja pokazuje nam radykalną pełnię człowieczeństwa w sytuacji granicznej – tutaj w sytuacji Boskiego zaproszenia, przekraczającego całkowicie ludzką wyobraźnię. Godzi się na poświęcenie całej siebie Bogu, rezygnując nie tylko ze zwykłych ludzkich praw: posiadanie męża, ochrona własnego życia i godności, itp, łącznie z prawem rozumienia w pełni tego, co ma się wydarzyć w jej życiu.

Jej wsłuchanie w Słowo Boga jest totalne: potrafi wytrzymać głęboki lęk i zakłopotanie – „zmieszała się na te słowa” – i w pokoju rozważać treść słów boskiego posłańca. Nawet jej pytanie: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” nie tyle służy jej ochronie czy jest wymówką, ile wydaje się ono jakimś wyjściem naprzeciw zaproszeniu do poczęcia. Maryja jakby pytała się, jak może Bogu pomóc w przyjęciu Jego zaproszenia do poczęcia i urodzenia Dziecięcia, czyli Syna Bożego.

Zupełnie niezwykłe jest też zachowanie Boga wyrażone przez słowa Jego posłańca. Bóg wszystko szczegółowo tłumaczy, wypowiada samą esencję tajemnicy Wcielenia i roli Maryji, rozwiewa jej wątpliwości, wspiera ją przykładem Elżbiety. Moglibyśmy powiedzieć współczesnym językiem, że anioł Gabriel jest raczej dość asertywny: nie pyta się Maryji, o to, czy ona chce być matką Syna Bożego. Wydaje się zakładać, że Maryja się zgodzi. Czy oznacza to, że Bóg nie uszanował wolności Maryji? I narzucił jej rolę faktycznie bez pytania o jej zgodę? Choć tekst sprawia takie wrażenie, a użyte w nim określenia: „oto poczniesz i porodzisz”, „dlatego też Święte, które się narodzi”, zdają się jednoznacznie sugerować, że Maryja zrobi to, co Bóg od niej oczekuje. Sprawa jest dość subtelna: Bóg w swej wszechwiedzy mógł przewidywać odpowiedź Maryji, nie oznacza to jednak, że ta wszechwiedza Boga przymuszała w czymkolwiek wolność Maryji. Z drugiej strony, czy możemy dopuścić taką możliwość, że Bóg chciałby, by Dziecię zostało poczętę w kobiecie zmuszonej do tego, choćby nawet boską perswazją?

Izraelska dziewczyna przyjmując zaskakujące zaproszenie Boga powierza Jemu w pełni swoje cialo, uczucia, rozum i wolę. Niepokalanie Poczęta swoim ludzkim, kobiecym TAK staje się Matką samego Boga, a poprzez Niego każdej i każdego z nas.

Czego możemy nauczyć się od Maryji?

Czego my, zwykli śmiertelnicy, możemy nauczyć się od Niepokalanie Poczętej? Ważne jest, abyśmy uczyli się żyć w ciągłej gotowości na przyjęcie Słowa Bożego: czy nam się ono w danym momencie podoba czy nie. Od strony psychologicznej oznacza to również wytrzymywanie napięć, tak by nie wpływały one na proces duchowego rozeznania. Przyjmujmy rodzące się w nas uczucia: niepokój, lęk, zdziwienie. Nie unikajmy wchodzenia w trudne sytuacje, jeśli sumienie nas do nich wzywa. Ale jednocześnie schodźmy głębiej i wsłuchujmy się do czego Bóg nas zaprasza. Uczmy się żyć w głębkim milczeniu, gdzie nie dociera żaden ludzki głos.

Powierzenie się Bogu całkowicie oznacza również, że musimy być gotowi na wszelkie ryzyko egzystencjalne: niezrozumienie przez innych, odrzucenie, robienie rzeczy łamiących zwyczaje czy utarte myślowe schematy. Powierzenie się Bogu oznacza również naszą zgodę na cierpienie i śmierć. Jeśli ktoś myśli, że można usłyszeć głos Boży – zwłaszcza w przełomowych i decydujących momentach życia – bez wystawienia się na olbrzymie ryzyko pójścia w całkowicie nieznane, łącznie z własną śmiercią, ten jeszcze nie doświadczył w pełni Boga. Pełne powierzenie miłości zawsze też jest zgodą na ofiarę z własnego życia, to właśnie miłość czyni możliwym tę ofiarę.

Dla mężczyzn kontemplacja Maryji jest uprzywilejowaną drogą dostrzeżenia głębokiego duchowego piękna każdej kobiety.To niezwykła szansa doświadczenia kobiecości jakby w jej sanktuarium.

Scena Zwiastowania upewnia nas też, że Bóg podejmuje z nami rozmowę, tłumaczy nam wszystko i nie gwałci naszej wolności. Tak, czasami żąda od nas wiele, ale zawsze daje łaskę wystarczającą, by temu podołać.

Wcielenie Boga, które najpełniej dokonało się poprzez Niepokalaną Matkę, dokonuje się wciąż w sercu każdego i każdej z nas. Nie ma dla nas nic ważniejszego, niż nasłuchiwanie Słowa Bożego we wszystkim, co nam się przydarza, zwłaszcza, gdy znajdujemy się po ludzku rzecz biorąc w sytuacji granicznej i całkowicie nas zaskakującej. Pamiętajmy, że sytuacje krytyczne, te najmniej chciane są zwykle uprzywilejowanym momentem objawienia się woli Bożej w naszym osobistym życiu. Przygotowujemy się do nich każdego dnia szukając śladów Boga w naszym życiu i starając się żyć wedle natchnień Ducha. Przeżywajmy Adwent z Niepokalaną ucząc się od niej radykalnego zaufania Bożym obietnicom, zwłaszcza wówczas, gdy przewracają nam życie do góry nogami.

Błogosławieni, którzy dają się zaskoczyć Panu, albowiem tylko przed nimi otwiera się droga w Nieznane.

* * *

Jakiego Boga chcemy spotkać?

Dariusz Piórkowski SJ

Na wydarzenie zwiastowania możemy spojrzeć na różne sposoby. Można uznać je za wyjątkowe spotkanie Boga z wybraną i uprzywilejowaną przez Niego osobą, ale wtedy wydaje się to nie mieć za wiele wspólnego z nami, „zwykłymi” chrześcijanami. A przecież słowo Boże skierowane jest do nas. Ponadto, Maryja jest ikoną Kościoła, reprezentuje każdego wierzącego. To, co Bóg uczynił dla Maryi, jest także zapowiedzią podobnych dzieł, których dokona z nami. Dlatego można podejść do tej sceny od nieco innej strony. Spotkanie Gabriela z Maryją ukazuje także z jakim Bogiem spotykamy się w wierze chrześcijańskiej i jaką my odgrywamy tutaj rolę. Chociaż Ewangelia mówi o „aniele Pana”, a nie o samym Bogu, nie należy ich sobie przeciwstawiać. Gabriel przekazuje to, co sam usłyszał od Boga.

Zanim jednak przejdziemy do samej sceny, chciałbym zwrócić uwagę na pewną tendencję we współczesnej sztuce i architekturze sakralnej, co później pomoże nam lepiej zrozumieć kilka ważnych aspektów dzisiejszej Ewangelii.

Spędzając parę lat w Niemczech, miałem okazję zwiedzić kilka kościołów, wybudowanych w ostatnich latach. Już w swej zewnętrznej sylwetce odbiegają one znacząco od dawniejszych stylów architektonicznych. A w ich wnętrzu uderza właściwie jedno: ogromne, puste przestrzenie, surowość, skąpy wystrój, brak obrazów i ikon, intrygujące symbole (np. kwadratowa złota płyta za ołtarzem). Wrażenie jest tym bardziej porażające, jeśli do takiego kościoła wchodzi się prosto z wielkomiejskiej ulicy, tonącej w reklamach, barwnych wystawach sklepowych, hałaśliwości, ulicy pełnej napięcia i niepokoju.

Sens tej nowoczesnej sztuki sprowadza się, jak sądzę, do wytworzenia sakralnej atmosfery w przestrzeni. Ten sakralny „klimat” ma generować przede wszystkim pustka. Kościół jako budynek przeobrażony został nie tyle w miejsce uzyskiwania odpowiedzi, ile w przyczółek pytań. Ta pustka zdaniem niektórych teologów nawiązuje do starotestamentalnego zakazu sporządzania obrazów Boga. Z drugiej strony wychodzi naprzeciw potrzebom i poszukiwaniom współczesnego człowieka. Zderzenie z pustką ma służyć wyrwaniu z kieratu codzienności, by dotrzeć do swego prawdziwego „ja”, by skonfrontować się z czającymi się we wnętrzu człowieka wątpliwościami, pytaniami i niepokojami, które świat zewnętrzny przywala zwałami powierzchowności, kiczu i przesytem obrazów. Ale to dopiero pierwszy etap dłuższego procesu. Surowość i poczucie nicości ma pomóc człowiekowi dokopać się do źródeł wiary po to, aby wątpiąc, pytając i słuchając, mógł ją w ten sposób pogłębiać. Celem pustki, gry świateł i proporcji jest zagadnięcie człowieka. Jeden z interpretatorów tej nowej fali pisze, że dzisiaj „obraz posiada sens nie w swojej treści, którą odzwierciedla, ale sam w sobie, w sile, z jaką pobudza wyobraźnię w artyście i widzu ( odwiedzającym kościół). Co dzieło sztuki ma znaczyć, o czym mówi, o tym decyduje już sam oglądający”. Odpowiedzi na pojawiające się pytania, także natury religijnej, człowiek winien wydobyć niejako sam z siebie. Sztuka ma tylko roztaczać przed człowiekiem szersze perspektywy widzenia. Nic więcej. Niektórzy sądzą, że dzięki temu chrześcijańska ikonografia i obrazowa ilustracja wiary została odesłana do lamusa, gdyż nastała nowa era w pojmowaniu wiary.

Nie twierdzę, że ten rodzaj sztuki pozbawiony jest jakiegokolwiek znaczenia. Obrazuje on z pewnością meandry kulturowych przemian. Nie jestem też zwolennikiem tworzenia z kościołów pobożnej „rupieciarni”, gdzie praktycznie można wrzucić wszystko, co tylko nam się spodoba. Niemniej ta wysublimowana koncepcja sztuki i doświadczenia wiary dotyczy chyba bardzo „wyrafinowanych”, by nie powiedzieć, rzadkich jednostek. Nie potrzeba już niczego, poza odpowiednią atmosferą. No i gdzie w tym wszystkim jest Pan Bóg? Chowa się Go w jakiejś pustce, a człowieka stawia się w centrum. I czy rzeczywiście dzisiejszemu człowiekowi wystarczy zatopić się w pustce, jakiejś nieokreśloności, by dotrzeć do samego Boga? Czy człowiek może sam odnaleźć w sobie istotne odpowiedzi, wystarczy mu tyle stworzyć po temu sprzyjające warunki? Czy ten kierunek nie prowadzi do jeszcze większego zagubienia i monologu z samym sobą? Niewątpliwie, pustka może podziałać na ducha ludzkiego ozdrowieńczo. Ale czy ten rodzaj sztuki nie jest jedynie reakcją wobec przeładowania naszej wyobraźni ogromem obrazów i impulsów, a miejsce „ święte”, które instynktownie kojarzy nam się z prostotą, staje się bezpieczną oazą, do której uciekamy, bo w naszym świecie trudno już natknąć się na Boga? Bez wątpienia odzywają się tutaj najgłębsze tęsknoty człowieka. Jednak czy droga do ich zaspokojenia wiedzie wyłącznie poprzez pustkę i swoisty stan zawieszenia? Czy sama pustka rzeczywiście jest w stanie zmobilizować człowieka do uruchomienia wszystkich jego zdolności i władz duchowych?

Przypatrzmy się teraz bliżej scenie zwiastowania. Ewangelia mówi, że anioł wszedł do Maryi. Można z tego wywnioskować, że niekoniecznie Maryja miała jakąś wizję, lecz usłyszała głos w swoim wnętrzu. Zaskakuje także to, że św. Łukasz nie precyzuje, w jakiej sytuacji i miejscu (oprócz tego, że rzecz dzieje się w Nazarecie) Matka Jezusa weszła w dialog z aniołem. Najważniejsze, że Bóg zwraca się do Maryi jak do konkretnej osoby. Nie ma mowy o modlitwie, o jakimś nadzwyczajnym skupieniu. Być może ów moment przyszedł całkiem niespodziewanie. Nie wiemy tego. Jednak ta otwartość na różne interpretacje dowodzi, że Bóg nie jest ograniczony w komunikowaniu się z człowiekiem, nie musi czekać na jakieś specjalne okoliczności i czasy. Może zwracać się do nas, kiedy chce i jak chce. To raczej my uważamy, że Boga można spotkać tylko w określonych miejscach i czasach, stąd mamy często trudności z Jego rozpoznaniem.

Spotkanie Boga z Maryją nie wypełnia pustka, beztreściowość, jakieś nasłuchiwanie nie wiadomo czego i kogo. Podczas spotkania padają słowa. Bóg mówi, a Maryja jest w stanie usłyszeć Jego mowę. Mostem łączącym człowieka z Bogiem nie jest próżnia, lecz słowo. Skoro Bóg wypowiada do człowieka słowo, to znaczy, że nie jest On jakąś nieokreśloną siłą czy świadomością, lecz Osobą, która myśli. Bóg wypełnia naszą egzystencjalną pustkę słowem. A słowo jest nośnikiem sensu i zaproszeniem do zadzierzgnięcia więzi osobowej.

Skąd więc takie upodobanie do „pustej” pustki? Dzisiaj myślenie przeżywa swoisty kryzys. Tadeusz Gadacz twierdzi, że to „technologiczna logika zniszczyła nawyk i umiejętność głębokiego myślenia, które nas czyni ludzkimi. A rezygnując z głębokiego myślenia człowiek stał się bezradny wobec własnej, ludzkiej rzeczywistości”. Obcowanie z materią, techniką, powoli redukuje myślenie tylko do jednego wymiaru – funkcjonalnego, który polega na nabywaniu wiedzy i umiejętności praktycznych, przydatnych na przykład do wykonywania zawodu. Jednak myślenie w najgłębszym sensie zmierza do ukształtowania ducha, postępowania i postaw etycznych.

Uwarunkowania kulturowe wpływają także na przeżywanie wiary, w której element racjonalny spychany bywa na margines. Bardziej pociąga to, co irracjonalne, nieokreślone. Wydaje się wtedy, że im bardziej coś jest zamglone, niesprecyzowane, tym bardziej boskie. I rzeczywiście, kiedy spojrzymy na opisy Ducha Świętego w Piśmie św. możemy dostrzec, że kojarzony jest on z wiatrem, potężną mocą i dynamizmem, który ożywia. Wiatr raczej ma niewiele wspólnego z rozumem i racjonalnością. Ale ten sam Duch wieje, kędy chce, to znaczy, nie tam gdzie popadnie, ale tam, gdzie zgodne to jest z Jego postanowieniem. Pismo św. mówi też o Duchu, który naucza, obdarza darami mądrości i rozumu, doprowadza do całej prawdy. Człowiek istotnie może doświadczać Boga poza sferą racjonalną, poza intelektem, co dzieje się np. w niektórych charyzmatach, ale to nie wyczerpuje głębi doświadczenia Boga.

Gdyby Bóg był tylko irracjonalny, nie wypowiadał do nas żadnego słowa, gdyby był tylko trudną do uchwycenia mocą, życie religijne nie miałoby praktycznie żadnego odbicia w naszej codzienności. Irracjonalność z natury swojej nie zachęca do przemiany, nie daje światła, nie daje poznania. Ucieczka przed Słowem Boga może być więc ucieczką przed realnym zaangażowaniem się w życie. Taki Bóg, który nic nie mówi, nikomu nie wadzi, nie może niczego oczekiwać, zostawia nas w spokoju. Ale to może być „Bóg” stworzony przez nas, bo gdy przypatrzymy się Jezusowi, to pierwszym zadaniem, które sobie postawił, było głoszenie Słowa, a nie wzbudzanie podniosłych przeżyć. Jezus konfrontował, spierał się, wyjaśniał, jasno zachęcał do reformy życia. Dopóki w swojej wierze doświadczam jedynie czegoś nieokreślonego i niezdefiniowanego, dopóki nie dociera do mnie tu i teraz konkretny apel boskiego „Ty”, nie jest to tak naprawdę wiara chrześcijańska. „Wiara chrześcijańska nie ma wyłącznie do czynienia – jakby to można było przypuszczać, mówiąc o wierze – z tym, co wieczne, a co jako zupełnie odmienne pozostaje poza ludzkim światem i czasem; ma ona raczej do czynienia z Bogiem w historii, z Bogiem jako człowiekiem” (J.Ratzinger). Słowo jest znakiem prawdy, a prawda odsłania się nam jako dar. Nie odkrywamy jej w pełni w naszym wnętrzu. Prawdę musimy usłyszeć. Ona przychodzi do nas także z zewnątrz. Tej prawdy nie można oderwać od osoby, od dialogu, od relacji, bo inaczej czyni nas ona neutralnymi wobec Boga.

Wróćmy do sceny zwiastowania. Spotkanie z Bogiem angażuje całego człowieka: jego ciało, psychikę, rozum i wolę. Kiedy Maryja słyszy słowa anioła, w pierwszym momencie odczuwa zmieszanie i lęk. Ale ten lęk jest innego rodzaju niż w przypadku Adama w raju po zerwaniu owocu. Tutaj raczej chodzi o bojaźń przed majestatem i świętością Boga, która, po pierwsze, nie zamyka człowieka w sobie, nie koncentruje wokół obserwacji siebie (jestem nagi), lecz otwiera. Na co? Przede wszystkim Maryja zastanawia się nie tyle nad swoją reakcją, ale nad słowami anioła, który przedstawia Jej konkretne propozycje i prawdy. Matka Jezusa nie skupia się na sobie, nie szuka odpowiedzi w swoim wnętrzu, lecz słuchając, próbuje zrozumieć to, co zostało jej objawione. Wiara domaga się więc myślenia, stawiania pytań, wątpliwości, poszukiwania. To samo odnosi się do modlitwy. Jednakże nasze poszukiwania ostatecznie znajdują odpowiedź w Bogu, który się objawia, który dialoguje, który przemawia nie tylko na jakichś niedostępnych dla nas głębiach, lecz staje naprzeciw nas.

Maryja odpowiada, i to w podwójnym znaczeniu: rozmawia z aniołem i decyduje się na podjęcie misji, którą przekazuje jej Gabriel. Bóg nie objawia się człowiekowi jedynie w celach poznawczych, żeby się czegoś dowiedział. Jeśli wchodzi w dialog z człowiekiem, to także w tym celu, aby zaprosić go do aktywnej współpracy. Jeśli spotkanie z Bogiem nie rodzi w nas poczucia rosnącej odpowiedzialności za siebie i innych, to trzeba się pytać o jego autentyczność. Jeśli nasza modlitwa służy jedynie naszemu dobremu samopoczuciu i nie przekłada się na wzrost służby względem drugich, na zaangażowanie na rzecz wspólnoty i Kościoła, to coś w niej szwankuje. Odpowiedzialność wyraża się w konkretnym zadaniu, które mamy do wykonania, ale zawsze w łączności z Bogiem. Fundamentem naszej odpowiedzialności jest doświadczenie Boga jako „Ty”, które do nas przemawia i zaprasza do wspólnoty z sobą. To prawda, że Maryja została przygotowana do jedynego w swoim rodzaju zadania. Ale podobnie każdy chrześcijanin jest stosownie do swego powołania umacniany przez Boga.

Na koniec można powiedzieć, że w świetle Ewangelii, Bóg podejmuje aktywną rolę w spotkaniu z człowiekiem. Komunikuje, używając słów, które coś przekazują. Nie chce takiego kontaktu z istotami ludzkimi, w których On pozostaje zupełnie nierozpoznany, nieokreślony, rozmyty. Przeciwnie, staje się w Jezusie jednym z nas, żebyśmy Go lepiej zrozumieli, by iść za Jego wezwaniem. Nie oznacza to jednak przekreślenia inności i nieskończoności Jego istoty. W każdym spotkaniu z Bogiem rodzi się w nas także wyczucie Jego majestatu. Co więcej, Bóg wcale nie zaprasza nas do tego, abyśmy na istotne pytania naszego życia szukali odpowiedzi jedynie w sobie, abyśmy taplali się jedynie we własnej subiektywności, jakby ona zawierała już w sobie cały sens rzeczywistości. Przekonuje nas, że potrzebujemy nasłuchiwania słowa, a nie jedynie nasłuchiwania jakiejś pustki. Wiara jest racjonalna w tym sensie, że u początku stworzenia spoczywa myśl, która pochodzi od Stwórcy. „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo” (J 1, 1). Grecki „logos” oznacza także myśl, sens, naukę. Prawdę o nas samych odkrywamy w pełni dopiero wtedy, gdy otwieramy się na boskie i ludzkie „Ty”, które jest osobą, gdy wychodzimy ze skoncentrowania na naszych pożytkach. I na takiego Boga oczekujemy, nie tylko podczas świąt, ale każdego dnia, bo On może do nas przemówić w każdym miejscu i czasie.

* * *

Służebnica Pańska

Zofia Jaros

W liturgii jak w zyciu – przeplatają się różne wydarzenia. Ewangelia św. Jana ostatnich dni ukazuje narastające napięcie wokół postaci Jezusa. Padają pytania: czy Mesjasz przyjdzie z Galilei? Czyżby zwierzchnicy naprawdę się przekonali, że On jest Mesjaszem? W jutrzejszym czytaniu usłyszymy jak On mówi: Ja nie jestem z tego świata…

Pośród tych wydarzeń dziś (dziewięć miesięcy przed Bożym Narodzeniem) zwracamy się do sceny z tego ale jednak jakby nie z tego świata, do sceny zwiastowania; Nazaret, Maryja, anioł Gabriel i jego uspokajające słowa: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga”.

Inicjatywa leży po stronie anioła, ale to Maryja jest centralną postacią wydarzenia, choć zmieszana podejmuje dialog z wysłańcem a jego słowa pomagają ufnie wypowiedzieć: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!”

Maryja wkracza tymi słowami na drogę służby Panu, decyduje się wkroczyć w nieznane, gdzie przecież nie raz jej wielkość określać będzie zachowywanie i rozważanie w sercu tego, co się wydarzy, co usłyszy…

Służebnica Pańska…

Sługa Pański to określenie odnoszące się do najważniejszych postaci w historii zbawienia, do Mojżesza, Jozuego, Dawida, Jakuba… niektórych proroków, Izraela; odnosi się ono także to sługi Pańskiego zapowiadanego przez Izajasza, do Jezusa („nie przeszedł, aby Mu służono, lecz by służyć”, „ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi”).

Maryja, służebnica Pańska – to świadomość swojego miejsca w relacji z Bogiem, to pokora wychodząca naprzeciw łasce. Św. Bernard z Clairvaux tak powiedział o Maryi:

Otom – powiada – służebnica Pańska. Gdzie jest pokora tak wzniosła, że nie umiejąc zrzec się zaszczytów, nie potrafi szczycić się chwałą? Na Matkę Bożą zostaje wybraną, a służebnicą się mieni. Zaprawdę niezwykłej to pokory oznaka – nawet wobec tak wielkiej chwały nie zapomnieć o pokorze!

Nasza służba Bogu i bliźnim, nasza pokora… ile uczyć się możemy od Matki Pana…

Jak reagujemy na nasze wybranie, choćby na podrzędne stanowisko? Czy… nie „rośniemy” w swoich oczach, w swojej własnej opinii? Czy nie usypiamy sumienia czując się lepsi, może świętsi niż byliśmy wcześniej? Czy przypadkiem nie jest tak, że przypisujemy nie zaszczyty cnotom a cnoty zaszczytom?

Jak daleko nam do budowania fundamentów królestwa, w którym jak to wyraził Sobór Watykański II (KK36) „służyć – znaczy panować”?

Maryjo, ucz nas ufności i służby.

Napisz komentarz

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code