Rozważania niedzielne

XIX Niedziela Zwykła, rok A

Spread the love

Dzisiejsze czytania

Bóg żyje w absolutnej ciszy

Andrzej Miszk

A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały [szła] przed Panem; ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty. (Księga Królewska 19,13)

Sensem ludzkiego życia jest usłyszeć Słowo. Wszystko, co w życiu robimy i kim się stajemy ma sens o tyle, o ile doskonali naszą zdolność słuchania Słowa. Można powiedzieć, ze dzięki nasłuchiwaniu i byciu posłusznym Zasłyszanemu człowiek staje się homo religiosus.

W dzisiejszym pierwszym czytaniu Bóg wpierw każe Eliaszowi wyjść z groty i stanąć na górze wobec Pana. Grota jest tutaj metaforą schronienia duszy w ciemności wiary i ogołocenia postrzegania zmysłowego. W grocie zwykle panuje ciemność, otaczają nas surowe skalne ściany i sklepienie. W tej ciemności i ciszy Eliasz nasłuchuje i w końcu słyszy głos Boga. Wychodzi wezwany przez Niego. Przyrodnicze fenomeny, które Eliasz postrzega, mają głębokie znaczenie symboliczne: wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały oznaczać może przemoc Boga, który radykalnie unicestwia cały nasz dotychczasowy dorobek życia i osobistej postawy, budowany w oparciu o siły naturalne. To nie jest drobny retusz, ale radykalna dekonstrukcja, zniszczenie dzieła naszej ludzkiej samowystarczalności, które musi ulec destrukcji, byśmy mogli budować na fundamencie nie swoim, lecz wiary w Boga.

Metafora trzęsienia ziemi oznacza relatywizację całej rzeczywistości stworzonej i wytworzonej. Trzęsienie ziemi ujawnia radykalną przypadkowość wszystkich stworzeń i ludzkich dzieł, po tym doświadczeniu wiemy już na pewno, że nic nie istnieje własną mocą, ani nie ma wiecznej trwałości. Głębokie doświadczenie relatywności rzeczywistości stworzonej czyni nas w pełni wolnymi i przenosi nasze zaufanie w stronę Boga. Ogień jest symbolem oczyszczenia. Spotkanie z Bogiem nie jest możliwe bez odpowiedniego stopnia czystości duchowej. Nasz grzech, słabości i przyzwyczajenia zostają wypalone cierpieniem duchowym. Tak przygotowany Eliasz, słyszy „szmer łagodnego powiewu” i – jak możemy się domyślać – Pan jest w nim.

Szmer łagodnego powiewu jest piękną metaforą łączącą w sobie kilka elementów: dźwięk rodzący się na granicy ciszy. Łagodny powiew to jakby delikatnie obejmująca nas pieszczota, której doświadczamy całym ciałem. Orzeźwia nas. Wchodzimy w strefę subtelności. Faza siły i przemocy zakończona, teraz czas na subtelną muzykę miłosnego wtajemniczenia.

Możemy zauważyć, jak w przedstawionym obrazie dźwięki stopniowo stają się cichsze: najpierw wycie wichru i trzask rozpadających się gór, potem chrzęst trzęsienia ziemi, następnie syczenie ognia, by na końcu usłyszeć nieomal ciszę. Można powiedzieć, że słuch Eliasza, z początku otępiały, zdolny do usłyszenia mocnych dźwięków, stopniowo wysubtelniał się. Ten słuch to zdolność duszy do interpretacji wydarzeń w naszym życiu, tak, by stawały się one okazją spotkania Boga.

W swej miłosnej pedagogii Bóg najpierw wyprowadza nas na pustynie, ogołaca, wystawia na duchowe ciemności i zmysłową dezorientację (symbolika groty), byśmy tak przygotowani mogli usłyszeć wezwanie spotkania z Bogiem. To ogołocenie odbywa się poprzez różne doświadczenia: cierpienie, choroby, rozłąkę, śmierć bliskiej osoby, kryzys wiary, doświadczenie krzywdy, upadek. Stajemy się wówczas gotowi, by usłyszeć Głos i pójść za nim. Aby było możliwe spotkanie Bóg przygotowuje nas dalej: sprawia, że rozpadają się nasze iluzje budowania życia i swej osoby na pysze i próżności własnych talentów, sił i możliwości. Rozpad autoiluzji odrywa nas od siebie, uczy pokory. Potem pokazuje, że cała ludzka rzeczywistość: domy, samochody, instytucje, armie, kościoły, miasta, itd., są kruche i nietrwałe, w każdej chwili mogą przestać istnieć, bo nie są samodzielne w swym bycie. To bolesne doświadczenie radykalnej relatywności wszystkiego, co stworzone pozwala nam przestać wiązać swoją ufność i energię przywiązań z rzeczami materialnymi i naturalnymi ludzkimi relacjami. Bóg też pokazuje, że mogą one istnieć jakby w zapomnieniu o swoim Stwórcy, w ułudzie swej samowystarczalności.

Ogień zwiastuje cierpienie konieczne do oczyszczenia z grzechów, słabości i przywiązań, zwłaszcza tych, ukrytych przed naszą świadomości, których nie jesteśmy zdolni pozbyć się własnym wysiłkiem i pobożnością. Jedynie ogień Bożej miłości, której doświadczamy jako bolesnego radykalizmu ogołacania nas z najmniejszych nawet przywiązań do stworzeń, może oczyścić naszą duszę i przygotować na spotkanie. Dlaczego tak wielka czystość jest konieczna? Po prostu Boga spotykamy na miarę Jego łaski i naszej duchowej czystości. Wynika to z Jego istoty, która jest absolutną czystością, nieskazitelnością. Dlatego, czym głębsze ma być spotkanie z Nim, tym dusza musi być bardziej czysta, czyli boska.

Trzy lekcje wydają się godne zapamiętania z dzisiejszego pierwszego czytania: Po pierwsze uczmy się słuchania: siebie, własnych poruszeń, uczuć, myśli, intuicji, poruszeń i myśli innych, natury, zdarzeń, lektur, Boga. We wszystkim, co nam się przydarza przychodzi do nas Bóg, i chce być usłyszany. Po drugie, nie lękajmy się gwałtownych wydarzeń w naszym życiu, tych, które niejako przemocą wyrywają nas z rutyny codzienności, choćby to bolało: nieraz potrzebna jest Boża przemoc, by coś w nas zawaliło się i stworzyło miejsce na nową, Bożą budowlę. Po trzecie, korzystajmy z każdej okazji, by stawać się delikatniejszymi i bardziej subtelnymi, tak, żebyśmy umieli usłyszeć Ciszę. To dojrzewanie w subtelnym nasłuchiwaniu, choć ma charakter przede wszystkim duchowy, a nawet mistyczny, zależy również od rozwoju naszej moralnej wrażliwości na innych, słyszenia potrzeb i cierpień naszych bliźnich, dostrzegania wszędzie szansy na dobro i piękno. Tylko dusza kontemplacyjna, moralnie wrażliwa i wyćwiczona w nasłuchiwaniu Ciszy, usłyszy Boga w „szmerze łagodnego powiewu” i jak Eliasz, zostanie dopuszczona do spotkania z Nim. Bóg żyje w absolutnej ciszy, przynajmniej dla nas. Z miłości do nas przekracza granicę Ciszy, by zostać usłyszanym. Czym bardziej Go kochamy, tym bliżej granicy Ciszy słyszymy Go. Módlmy się gorąco o tę łaskę dla siebie nawzajem, bo niczego innego nam nie potrzeba.

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code