Rekolekcje Adwentowe 2007

19 grudnia, środa

19 grudnia, 2007

Środa III tygodnia Adwentu

Czym jest Adwent?

Dzisiejsze czytania

Prorocy rodzą się z matek niepłodnych

Andrzej Miszk

Najważniejszych objawień i czynów Bóg dokonuje środkami ubogimi: działa poprzez ludzi ubogich, zmarginalizowanych, dopuszcza ich hańbę i społeczne odrzucenie. Kluczem do przyjęcia szczególnego Bożego zaproszenia jest wiara, próbowana i pogłębiana przez długie lata „bezpłodności”, podtrzymywania nadzieją wbrew nadziei, w ciemności, we łzach, poczuciu osamotnienia, śmieszności i bezsensu.

Prorocy rodzą się z matek niepłodnych, ich narodziny poprzedzają lata beznadziejnych oczekiwań, łez, bólu, poczucia odrzucenia przez Boga i ludzkiej hańby. Dlaczego Bóg tak długo czeka? Dlaczego bezimienna matka Samsona, rodzice Jana, Zachariasz i Elżbieta musieli tak długo cierpieć, by ziściła się ich nadzieja narodzin potomka?

O wszystkim rozstrzyga wiara. Wiara, która przekracza naturalną barierę kobiecej bezpłodności i przekwitania. Wiara, która podstarzałej Elżbiecie i Zachariaszowi pozwala mieć nadzieję wbrew nadziei. Elżbieta i Zachariasz nie wiedzą, że ich syn będzie największym Prorokiem Izreala, tym, który zapowie i bezpośrednio poprzedzi Mesjasza. Żyją w ciemności wiary, pokorze i prawości.

Bezpłodność matki Samsona i Elżbiety, matki Jana, ma wskazywać nie tylko na Boga, jako sprawcę cudu, ale też oznacza totalność Bożej inicjatywy w powoływaniu na świat proroków. Tylko Bóg jest rzeczywistą płodnością, matką i ojcem proroka. Bóg chce przez to powiedzieć: to Ja zapładniam i Ja rodzę, a przez to powołuję go, by był moim Głosem.

Zachariasz, choć od lat oczekiwał potomka, na wieść o jego przyjściu na świat, nie chce uwierzyć. Bóg karze go za tę niewiarę pokutą milczenia do dnia narodzin Jana. Przykład Zachariasza pokazuje, że możemy w coś mocno wierzyć, ale już tylko jakby z przyzwyczajenia. Zachariasz, choć tak mocno pragnął potomka, w głębi ducha przestał wierzyć, że Bóg zdolny jest przekroczyć bezpłodność żony i jego starość: „Po czym to poznam? Bo ja jestem już stary i moja żona jest w podeszłym wieku.”

Niewiara Zachariasza wydaje się podwójna: nie mógł uwierzyć, że bezpłodna Elżbieta urodzi syna, ale też sceptycznie odniósł się do zapowiedzi anioła Pańskiego, że jego syn będzie kimś niezwykłym, prorokiem napełnionym Duchem Świętym i powołanym do niezwykłych czynów i misji poprzedzania Mesjasza. Można przypuszczać, że na ten sceptycyzm Zachariasza miało wpływ jego bycie kapłanem Jahve, urzędnikiem Boga. Być może rutyna odprawianych obrzędów religijnych w przybytku Pana zagłuszyła w nim zdolność do uwierzenia w Boże cuda? Tej charyzmatycznej zdolności nie utraciła Elżbieta, ale też Maria i Józef, którzy od razu uwierzyli i zaakceptowali cudowność poczęcia Jezusa.

Dzisiejsze Słowo Boże radykalnie kwestionuje kilka współczesnych złudzeń. Nie ma równości ludzkich losów i powołań. Każdy z nas jest powołany do innej misji, a niektórych Bóg powołuje do misji szczególnych, które poprzedzają i którym towarzyszą cuda, czyli przekroczenia naturalnego biegu spraw. Nasze ziemskie kalkulacje i „bogate środki” nie mają żadnego znaczenia w Bożych planach. Najważniejszych objawień i czynów Bóg dokonuje środkami ubogimi: działa poprzez ludzi ubogich, zmarginalizowanych, dopuszcza ich hańbę i społeczne odrzucenie. Kluczem do przyjęcia szczególnego Bożego zaproszenia jest wiara, próbowana i pogłębiana przez długie lata „bezpłodności”, podtrzymywania nadziei wbrew nadziei, w ciemności, we łzach, poczuciu osamotnienia, śmieszności i bezsensu.

Powołanie proroka, tak jak każde chrześcijańskie powołanie, jest powołaniem dla misji, dla służby Bogu i ludziom. Jak mówi Gabriel o Janie: ”on sam pójdzie przed Nim w duchu i mocy Eliasza, żeby serca ojców nakłonić ku dzieciom, a nieposłusznych – do usposobienia sprawiedliwych, by przygotować Panu lud doskonały”. Prorok rodzi się, żyje i zostaje zabity jedynie po to, by dać świadectwo o Jezusie, Synu Boga. Sensem życia proroka jest Jezus. Któż z nas tak myśli o swoim życiu i chciałby takiego losu?

Wyłania się tu zupełnie inna koncepcja szczęścia, niż potoczna. Chrześcijańskie szczęście rodzi się i dojrzewa w duchu wiary i wierności Bogu, a nie szukaniu materialnych i duchowych zabiezpieczeń, czy przyjemnych życiowych doświadczeń i spełnień. Wierność Bogu może oznaczać, że nasze życie upływa nieraz w cierpieniu osobistym czy naszych bliskich, cierpieniu, którego nie rozumiemy i trudno nam je zaakceptować. Wierność Bogu, zwłaszcza, gdy powołuje nas do jakiejś szczególnej misji – a nigdy tak naprawdę nie wiemy na czym ona polega – wyraża się zwykle tym, że nasze życie jest trudniejsze niż innych. Często towarzyszy mu, jak Elżbiecie i Zachariaszowi, ludzkie potępienie i przekonanie, że zgrzeszyli ciężko i Bóg ukarał ich bezpłodnością, śmieszność starej, bezpłodnej kobiety od lat modlącej się o potomka. Przez takie doświadczenia Bóg oczyszcza swych wybranych i sprawia, że w ciemności wiary nasłuchują oni jedynie Jego głosu, stając się zupełnie niezależni od szumu ludzkich opinii. Doświadczenie Elżbiety i Zachariasza pokazuje, że ważna jest niekiedy długotrwałość tego procesu oczyszczenia i pogłębienia wiary.

Nasza wiara ujawnia swą autentyczność, gdy przychodzi moment próby: paradoksalnie nie musi to być coś dramatycznego – dla Zachariasza i Elżbiety był to moment objawienia im radosnej nowiny o narodzeniu syna, wielkiego proroka. Bóg zawsze jest większy i zupełnie inny niż nasze wyobrażenia, nawet o dobru, jakie ma nas spotkać. Zaskakuje nas.

Módlmy się, byśmy umieli przeżywać nasze życie w duchu całkowitego zawierzenia Bogu. Byśmy byli zawsze otwarci na cud zaskoczenia i przyjęcie takiego właśnie powołania do jakiego konkretnie Jezus nas zaprasza.

Jeśli pragniesz poświęcić chwilę czasu na modlitwę nad Słowem Bożym i proponowaną refleksją

Kliknij tutaj

Chcesz dowiedzieć się czegoś o autorze powyższego tekstu

Kliknij tutaj

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code