Benedykt XVI

Pastorał i półksiężyc z gwiazdą

Spread the love

Pastorał i półksiężyc z gwiazdą

Tomasz Ponikło

Czy udało mu się przełamać lody? Na pewno jeszcze nie do końca, ale pierwszy krok – bardzo istotny krok – został już uczyniony” – o pielgrzymce Benedykta XVI do Turcji opowiada Marek Zając, który relacjonował przebieg wizyty dla „Tygodnika Powszechnego” i TVP, w rozmowie przeprowadzonej przez Tomasza Ponikło.

Benedykt XVI w Turcji. Atmosfera przed wyjazdem była bardzo napięta i nie wróżyła nic dobrego…

Rzeczywiście. Kardynał Walter Kasper mówił, że pielgrzymka Benedykta XVI do Turcji będzie przypominać spacer po polu minowym. Nie mylił się. Zwłaszcza po papieskim wykładzie w Ratyzbonie kontakty między katolikami i muzułmanami stały się niezwykle napięte. Ta pielgrzymka, chociaż w pierwotnych planach miała służyć przede wszystkim pojednaniu katolików z prawosławnymi, siłą rzeczy stała się pielgrzymką niezwykle istotną z punktu widzenia stosunków chrześcijańsko-muzułmańskich. Trzeba przyznać, ze Benedykt XVI spisał się na medal.

Tak by wynikało z relacji w mediach. Ale jak pielgrzymka była odbierana przez zwykłych Turków?

Jeżeli chodzi o nastroje Turków, nastroje społeczeństwa – jak powiedzielibyśmy niezbyt precyzyjnie i niezbyt ładnie – „nastroje ulicy”, to ta pielgrzymka była przeciętnemu Turkowi przede wszystkim obojętna. To zresztą wielki szok dla człowieka wychowanego na pielgrzymkach Jana Pawła II do Polski, zobaczyć że na trasie przejazdu Papieża w Istambule do dzielnicy Phanar, gdzie rezyduje ekumeniczny patriarcha Konstantynopola, nie ma nikogo kto witałby papieża. Nie ma tłumów, nie ma chorągiewek, żadnego skandowania. Za to co kilkanaście metrów stoi policjant z bronią albo żołnierz, przecznice są blokowane przez transportery opancerzone. Żeby zobaczyć reakcje Turków na przyjazd papieża do Istambułu, wybrałem się pod główny dworzec kolejowy. Tam siłą rzeczy ludzie się zebrali, bo nie mogli przejść na drugą stronę ulicy, gdzie rozciąga się zatoka i cumują promy, którymi podróżuje bardzo wielu Turków. Przez kilkadziesiąt minut stałem z tymi ludźmi czekając na papieską kolumnę. I faktycznie, kiedy pojawiła się czarna limuzyna z białą postacią wewnątrz, otoczona szczelnie innymi pojazdami, rozległy się gwizdy i buczenie. Ale dominowała przede wszystkim obojętność. Gwizdy ucichły tak szybko, jak przejechała kolumna samochodów. Taki był klimat na początku pielgrzymki. Wielu Turków wspominało też, że po Janie Pawle II płakali, że to był wielki papież i przyjaciel Turcji oraz muzułmanów. Natomiast Benedykt XVI jest im obojętny.

Tymczasem rzecz nie jest taka prosta. Gdybyśmy przeczytali relację z pielgrzymki Jana Pawła II do Turcji z listopada 1979 r., to zobaczymy że klimat na początku był identyczny. Nikt – poza najwyższymi władzami – papieża nie witał. Dominowała obojętność, dominował chłód. Dopiero z czasem, przez lata pontyfikatu, Papieżowi udało się pozyskać zaufanie muzułmanów. Benedykt XVI nadal jest na początku drogi. Pytanie czy udało mu się przełamać lody? Na pewno jeszcze nie do końca, ale pierwszy krok – bardzo istotny krok – został już uczyniony. Świat muzułmański niezwykle ciepło przyjął wizytę Benedykta XVI w błękitnym meczecie. Okazało się, że nawet najlepsze deklaracje, nawet doskonale przygotowane papieskie przemówienia, wystąpienia i dokumenty, nie zastąpią siły gestów. Najważniejszy z nich: Papież razem z wielkim muftim Stambułu zwrócony w stronę Mekki modli się – ale modli się tak, aby nie urazić muzułmanów, to znaczy nie wykonuje żadnych zewnętrznych gestów charakterystycznych dla chrześcijaństwa, a zarazem nie ukrywa, że w tym właśnie momencie zwraca się do Boga. Chociaż nie opada ani jednio słowo słowa można odnieść wrażenie, że tych dwóch ludzi modli się do jednego Boga. To był moment o wielkiej sile rażenia, o o wiele większym polu oddziaływania niż jakiekolwiek papieskie zapewnienia. Od momentu tej bardzo ciepło przyjętej wizyty w błękitnym meczecie można mówić, że wśród Turków powoli zaczął się zmieniać stosunek społeczeństwa do Benedykta XVI. To nie jest jeszcze wielka cześć, jaką otaczają Jana Pawła II, ale pierwszy krok został już wykonany.

Czy ten krok znalazł odbicie w tureckich mediach?

Od razu trzeba powiedzieć, że pielgrzymka już w początkowych kilkudziesięciu minutach trwania zaczęła się od wielkiego medialnego trzęsienia ziemi. Wypowiedź premiera Erdogana, który stwierdził, że w rozmowie z nim Benedyktem XVI poparł wejście Turcji do Unii Europejskiej, odbiła się od razu echem na czołówkach tureckiej prasy. To był pierwszy moment pękania lodów podczas pielgrzymki. Bardzo pozytywnie turecka prasa przyjęła też cześć, jaką Benedykt XVI okazał Ata Tirkowi. Postać Ata Tirka jest czymś niesamowitym w Turcji – każda główna ulica nosi jego imię, wszędzie są pomniki. Ale to nie jest hołd narzucany wyłącznie odgórnie. W bardzo wielu sklepach, gdzie przecież nie ma żadnego przymusu, ludzie trzymają portrety Ata Tirka. Papież, który z wielką czcią składa wieniec na grób Ata Tirka, chwali go i nawet cytuje, to drugi element przełamania lodów. Mnie się wydawało, że pielgrzymka zniknie z czołówek gazet, a wcale się tak nie stało. Po wizycie papieża w Efezie, znowu Benedykt XVI znalazł się na czołówkach większości tureckich dzienników. Niemal na wszystkich to samo zdjęcie – Benedykt XVI chwyta za drzewiec i podnosi do góry turecką flagę. A więc kolejny wyraz szacunku, uznania dla Turcji.

Z mojego punktu widzenia również wielkie wydarzenie, bo pamiętajmy, że przez wieki sztandar z półksiężycem, akurat z tłem nie czerwonym jak we fladze tureckiej, ale chociażby podczas krucjat był to kolor zielony, stanowił symbol wrogów chrześcijaństwa. Te sztandary podchodziły pod Jerozolimę w 1187 r., kiedy muzułmanie odbili miasto z rąk krzyżowców. Te sztandary podchodziły pod Konstantynopol w 1453 r. Te sztandary były pod Wiedniem w 1683 r. I w wielu innych bitwach był to symbol złowrogi dla chrześcijaństwa. A teraz widzimy papieża, który w jednej ręce trzyma pastorał, opiera się na krzyżu z wizerunkiem Chrystusa, a w drugiej trzyma turecką flagę z gwiazdą i półksiężycem. To była zapowiedź tego, co się stało w błękitnym meczecie. Błękitny meczet – zdjęcie papieża i muftiego modlących się obok siebie też zdominowało tureckie media. Trzeba jednak przyznać, że te same media spychały na dalsze kolumny, bagatelizowały inny wymiar pielgrzymki. Informacje o spotkaniach z Bartłomiejem I owszem ukazywały się, ale bardzo skąpo. To zresztą zrozumiałe, bo dochodzi na tej linii do licznych zatargów. Każdy Turek, nawet dobrze nastawiony do chrześcijaństwa, reaguje alergicznie na słowo Konstantynopol. Władze tureckie odmawiają Bartłomiejowi I tytułu honorowego zwierzchnika światowego prawosławia. Tu jest wiele napięć, więc te wiadomości nie przebijały się.

A z jakimi reakcjami – jako dziennikarz z Polski – spotykałeś się ze strony zwykłych Turków?

Kiedy zebraliśmy z kolegami nasze doświadczenia, zauważyliśmy klika rzeczy. Dawną przyjaźń polsko-turecką wciąż tu czuć. Pamiętajmy, że Turcja była jedynym krajem, który nie uznał zaborów. To właśnie w Turcji wielu powstańców znajdowało schronienie. To w Turcji Adam Mickiewicz chciał stworzyć polski legion – zresztą do dziś jest ta słynna miejscowość Adampol, czyli Polonezkoy, gdzie mieszkają potomkowie Polaków. Spotkaliśmy się z nimi, niesamowite przeżycie. To ludzie, którzy urodzili się i wychowali w Turcji, a mówią przepiękną polszczyzną – polszczyzną nasuwającą na myśl XIX wiek. Ci ludzie mówią pięknym Mickiewiczem i Słowackim, aż trudno uwierzyć. Później, już za czasów komunistycznych, Turcja była krajem, gdzie pracowało wielu polskich inżynierów, gdzie budowano polskie fabryki. Z drugiej strony trochę Turków studiowało w Polsce. To wszystko sprawia, że Polaków traktuje się w Turcji bardzo ciepło. Kiedy spotykamy się z jakimś Turkiem, chcemy porozmawiać, przedstawiamy się, mówimy że jesteśmy z Polski, to możemy mieć bardzo daleko posuniętą pewność, że człowiek ten wspomni Jana Pawła II i to z ogromnym szacunkiem. Zwłaszcza w takich krajach i przy takich spotkaniach, można się zorientować jak wielkim darem dla Polaków był Jan Paweł II. Zresztą w Turcji pamięta się taką piękną anegdotę – trudno stwierdzić na ile jest to fakt na ile legenda: kiedy Turcja nie uznawała zaborów Polski, sułtan przez dziesięciolecia nieprzerwanie oznajmiał słyszał od sługi informację, że poseł z Polski jeszcze nie przybył z niewiadomych przyczyn. A odbywało się wtedy tradycyjne poselstwo z każdego kraju. Polski na mapie nie było, ale w Turcji tego nie wypowiadano, tylko mówiono: z niewiadomych przyczyn poseł Rzeczypospolitej nie przybył.

Dziękuję za rozmowę.

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code