Religia, rozum, człowiek

Apostolstwo

Apostolstwo? A po co to?

Wokół książki „Jak Bóg otwiera bramę wiary”, Jean-Marie Lustiger, tłum. Katarzyna Wierzchosławska, W Drodze 2005

Tomasz Ponikło

Wojtyła podczas pierwszego pobytu na Zachodzie odkrywa „Francję – kraj misyjny”. Jako Jan Paweł II powołuje na stanowisko arcybiskupa Paryża, wkrótce nadając mu też biret kardynalski, Jeana-Marie Lustigera. Teraz, po śmierci Papieża, Lustiger opowiada o swoim rozumieniu apostolstwa.

Patrząc na okładkę zbioru wypowiedzi Kardynała na antenie radia Notre Dame, pojawia się chwilowa wątpliwość. Tytuł brzmi „Jak Bóg otwiera bramę wiary”. Pozornie zapowiada więc opowieść o odkryciu chrześcijaństwa przez Lustigera, Żyda o polskich korzeniach. Tymczasem poniżej umieszczono zdanie: „Apostolstwo nie jest już wyłącznie domeną księży i duchowieństwa”. I właśnie o tym jest ta książeczka.

Długo zastanawiałem się nad tą publikacją. Z jednej strony to zbiór bardzo uporządkowany i systematyczny, z drugiej strony wydaje się być zupełnie ogólny. Prosty rachunek podpowiedział mi, że w takim razie „Jak Bóg…” to nic wyjątkowego. Pomyliłem się. Tekst jest przesiąknięty Starym i Nowym Testamentem. Jakoś mi to umknęło. A przecież Lustiger po ćwierćwieczu paryskich doświadczeń mówi o apostolstwie we współczesnym świecie – dosłownie – językiem Biblii!

Oczywiście punktów istotnych do bólu – w perspektywie Polski – znajdziemy u Lustigera kilka. Może najmniej efektowne, ale na pewno najważniejsze są same fundamenty, czyli przekonanie o apostolstwie jako dziedzinie wszystkich ludzi Kościoła, nie tylko duchownych. Choć powtarza się to od niemal pół wieku, rozumienie apostolstwa trafia często na bezdroża. Po pierwsze rozbija się o przeświadczenie, że wiara leży w sferze prywatnej życia, która rządzi się innymi prawami niż publiczna. Po drugie, często się zapomina, że czym innym jest apostolstwo a czym innym formacja – tak powstają „apostołowie elit”, to znaczy ci, którzy niosą wiarę już przekonanym, zazwyczaj nawet sobie znanym…

W jakiś czas po przeczytaniu „Jak Bóg…”, trafił w moje ręce wybór tekstów z 60. lat ukazywania się Miesięcznika ZNAK. A wewnątrz? Rok 1967: „Refleksje o apostolstwie” Stefana Wilkanowicza, który na początku wyznaje bez ogródek: „nie lubię tego słowa, choć nie bardzo wiem dlaczego”. Dalej następuje szereg pytań, opisów, wątpliwości – koniec końców sprawy nie da się nazwać w jednym zdaniu… Jest też coś więcej: do pytań Pana Stefana dołączam pytanie o zawarty w zbiorze „Ku jedności świata” tekst Macieja Gajki (Jacka Kuronia) „Chrześcijanie bez Boga” z 1975 roku. No właśnie: czy – biorąc w nawias ówczesną sytuację historyczną – możemy proponować chrześcijaństwo jako zbiór wartości a nie żywą wiarę? Pytania się postarzały, a wiele odpowiedzi nadal nie narodziło…

Jest też sprawa, którą zaznaczyłem w tytule: po co apostolstwo we współczesnym świecie? O ile dawniej – poza wszystkimi niechlubnymi sytuacjami – wiązało się z przekazywaniem pewnej cywilizacji, często też zdobyczami techniki, to teraz… no właśnie: a teraz? Przyzwyczailiśmy się myśleć o wierze i wartościach jako o wyborze podobnym do tego, którego dokonujemy w supermarkecie. Tymczasem Bóg – na co zwrócił mi ostatnio uwagę Dariusz Piórkowski odwołując się do drugiego rozdziału Księgi Ezechiela – już w Starym Testamencie wymaga po prostu „bycia”: świadectwa wiary nawet wówczas, kiedy wydaje się ono niepotrzebne.

Wracam do Lustigera. „Jak Bóg…” to pewien – aż boję się to napisać – rachunek sumienia dla świeckiego, i nie tylko, chrześcijanina z jego obecności w świecie, wśród ludzi. W wielu miejscach rozważania Kardynała (pamiętajmy: rozważania wsparte ogromną praktyką!) zdają się mieć za cel doprowadzenia Czytelnika do pionu. Po pierwsze: sprawa nawrócenia jest sprawą między człowiekiem i Bogiem. Co za tym idzie – po drugie: w odpowiedniej chwili musimy umieć usunąć się w cień i pozwolić na spotkanie. Po trzecie: miłość to walka o człowieka i człowieczeństwo, a nie kapitał zbawienia. Po czwarte: Kościół otrzymał od Boga zadanie pracy na jedność ludzi. Pracy nad człowieczeństwem nas wszystkich.

I teraz, co najistotniejsze. Lustiger kończąc omawiać soborowe pisma i zmiany, pisze: „Gdy Piłat pokazuje Jezusa tłumom i słyszymy słowa: Oto człowiek – patrzymy na Niego i odkrywamy, kim jest i kim my jesteśmy”. Momentalnie na myśl przychodzi pontyfikat Jana Pawła II i słowa, które zarysowały jego ramy: nie można zrozumieć człowieka bez Chrystusa. A sens apostolstwa to odkrywanie człowieczeństwa. Więc znowu: wierzysz? Jesteś człowiekiem wiary? Jeśli tak, nie możesz nim być tylko fragmentarycznie, a wiara nie może być inwestycją. Znowu zatem wystarczy, że jesteś. Nie potrzeba więcej: oto człowiek…

Lustiger porusza też oczywiście kwestię apostolstwa i mediów. Niestety w Polsce brakuje nam bpa Chrapka, który ostrzegał „abyśmy nie robili tylko naszych, katolickich mediów”. I mówił otwarcie: „Osobiście bardzo boję się tych zakrystyjek, tych kapliczek, które wieszamy na sosnach naszych upodobań – po prostu chciałbym, żebyśmy wchodzili do jaskiń lwa i nie bali się tam!”. W Polsce takie wejście wymaga podwójnej odwagi: kto wejdzie, może być niemal pewien, że zostanie sam…

Kończąc – ile pytań a ile odpowiedzi dotyczących współczesnego apostolstwa Czytelnik znajdzie w „Jak Bóg…” zależy w dużej mierze od jego potrzeb, wrażliwości, doświadczeń. A pytanie? Po co to? Może właśnie po to, żeby – jak powiedział kiedyś Jan Paweł II – „jeszcze bardziej być człowiekiem”…

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code