Publicystyka

Faustyna. Święta drugiego chóru

Spread the love

Faustyna. Święta drugiego chóru

Jan Turnau

Była średniego wzrostu, ruda i piegowata.Inna niż na zdjęciach. Niewykluczone, że na większości zdjęć to nie jest Faustyna, tylko inne zakonnice. To chyba zresztą normalne. Kto wtedy prostej siostrze robiłby zdjęcia?

Podjąłem się przedstawić świętą Faustynę. Polską zakonnicę, którą Papież Polak z dużym wysiłkiem wyniósł na ołtarze i której kult zaakcentuje podczas sierpniowej pielgrzymki, poświęcając w krakowskich Łagiewnikach Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Miłosierdzie to idea, której poświęciła życie.

Mam pokusę pociągnąć temat teologiczny: no bo święta, Papież i owo miłosierdzie właśnie, przymiot Boga, ludzi – mniej. Ale to ma być portret, nie traktat. Co więcej, Faustyna była wprawdzie mistyczką, nie marksistką, ale aby zrozumieć jej życiorys, trzeba szczypty socjologii i ekonomii, po trosze marksistowskiej właśnie. Trzeba wiedzieć, jakie to były czasy – i klasy, a jakże. W społeczeństwie, w klasztorach…

Małorolna

Najpierw nazywała się Helena: jest w niektórych zakonach zanikający zwyczaj zmiany imienia. Zatem Helenka Kowalska urodziła się 25 sierpnia 1905 roku we wsi Głogowiec w środku dzisiejszej Polski. Jeszcze jedna średnia krajowa: trzy hektary ziemi ornej i dwa łąk na dwunastoosobową rodzinę. Ojciec dorabiał jako cieśla, ale i tak było biednie. Był bardzo pobożny, gdy jednak córka, skończywszy przepisowe lat osiemnaście, poprosiła rodziców, by jej pozwolili zostać zakonnicą, stanowczo odmówili. Nie było ich na to stać. Były to czasy, gdy pieniędzy wymagało nie tylko pójście za mąż – także do klasztoru. Trzeba było posiadać posag.

“Po tej odmowie – pisze Helena – oddałam się próżności życia, nie zwracając żadnej uwagi na głos łaski, chociaż w niczym zadowolenia nie znajdowała dusza moja”.

To cytat z “Dzienniczka”. Faustyna zostawiła po sobie taki dokument. Dzieło ogromne, prawie pięćset stron, wydawane wielokrotnie, fachowo, z przypisami.

Zacytowałem także po to, by dać próbkę stylu autorki. Zwracam uwagę na wyrażenie “dusza moja”; występuje w zapiskach bardzo często, zastępując zaimek “ja”. Jest uświęcone wielowiekową i wielojęzyczną tradycją pisarstwa chrześcijańskiego, ale w zwykłych współczesnych uszach brzmi obco. A co znaczy “próżność życia?”. Autorzy przypisów do “Dzienniczka” wyjaśniają: “zwyczajne życie ludzi w świecie, w którym mało zwraca się uwagi na wewnętrzne natchnienia łaski”.

W ogóle sposób pisania Faustyny nie ułatwia lektury. Widać brak wykształcenia: skończyła tylko trzy klasy szkolne. Skąpy zasób lektur utrudniał wzloty literackie. Chociaż wydaje się, że miała takie ambicje: wśród notatek są również teksty rymowane, po częstochowsku. Czasem trafia się coś na kształt poezji. Elżbieta Przybył zrobiła w serii “Myśli wyszukane” (wydawnictwo Znak) wybór cytatów, wśród których jeden jest słowem skrzydlatym Faustyny: “Prawda chodzi w wianku cierniowym”. Wiedziała to z własnego doświadczenia. Nie tylko mistycznego.

Furta zamknięta

Głos Boży starała się zagłuszyć rozrywkami. Na próżno. Gdy pracowała w Łodzi jako służąca, podczas potańcówki w parku Wenecja ujrzała Jezusa: “umęczonego, obnażonego z szat, okrytego całego ranami”. Powiedział jej te słowa: “Dokąd cię cierpiał będę i dokąd mnie zwodzić będziesz?”. Tak się rozpoczął jej dialog mistyczny. Zapytała Jezusa, co ma czynić. Usłyszała: “Jedź natychmiast do Warszawy, tam wstąpisz do klasztoru”. Niepostrzeżenie opuściła zabawę i poszła do pobliskiego kościoła; była to katedra św. Stanisława Kostki.

“Wstałam od modlitwy – pisze dalej w “Dzienniczku” – i przyszłam do domu i zmówiłam rzeczy konieczne. Jak mogłam, zwierzyłam się siostrze z tego, co zaszło w duszy, i kazałam pożegnać rodziców, i tak w jednej sukni, bez niczego, przyjechałam do Warszawy. Kiedy wysiadłam z pociągu i spojrzałam, że każdy idzie w swoją stronę, lęk mnie ogarnął, co z sobą robić? Gdzie się zwrócić, nie mając nikogo znajomego?”.

Znajduje nocleg poza miastem, rano przyjeżdża do Warszawy, wchodzi do pierwszego kościoła, jaki spotyka. Po którejś z kolei mszy idzie do zakrystii, opowiada wszystko księdzu. Ten wysyła ją do pobożnej pani na służbę. Ona jednak ciągle szuka klasztoru. Ale “… gdzie zapukałam do furty, wszędzie mi odmówiono”. Była biedna, bez posagu. Historykom nie zdołali ustalić, które zakony odmówiły.

W drugim chórze

W końcu się udało. Zapukała do furty Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, zwanych magdalenkami, które przy ul. Żytniej zajmowały się pracą wśród upadłych dziewcząt. Tu przełożona, matka Michaela Moraczewska, podejmuje decyzję, która okrywa chwałą cały jej zakon: zgadza się przyjąć Helenkę Kowalską. Co prawda pod warunkiem, by wróciła do pracy i zarobiła trochę – choćby “na wyprawkę” (to mniej niż posag) – ale dzielna dziewczyna przynosi co miesiąc po 60 zł i wreszcie 1 sierpnia 1925 roku zostaje zakonnicą.

Uściślijmy: została siostrą drugiego chóru. I wyjaśnijmy: rzecz była nie w muzyce, raczej w ekonomice. Był mianowicie w zakonach żeńskich podział ról: do pierwszego chóru należały “panny z dobrych domów”, wykształcone, do drugiego – “proste dziewczyny”. W klasztorach, jak w każdym domu, trzeba gotować, sprzątać: otóż tym zajmowały się chórzystki drugiego stopnia. Do nich należała Faustyna.

Na samą tę przynależność, na pracę fizyczną, podział zakonnic poniekąd klasowy, nie narzeka. Wnet natomiast zaczyna jej brakować czasu na modlitwę. Zaczyna myśleć o zmianie zakonu na bardziej kontemplacyjny, poświęcający się religijnej medytacji. Ta myśl towarzyszyć jej będzie przez całe dalsze życie. Ale Jezus ją powstrzymuje.

„Przyszłam do celi, siostry już się położyły, światło zgaszone. Ja weszłam do celi pełna udręki i niezadowolenia. Nie wiem, co [z] sobą robić. Rzuciłam się na ziemię i zaczęłam się gorąco modlić o poznanie woli Bożej. Cisza wszędzie jak w tabernakulum. (…) Po chwili jasno się zrobiło w mojej celi i ujrzałam na firance oblicze Pana Jezusa bolesne bardzo. Żywe rany na całym obliczu i duże łzy spadały na kapę mojego łóżka. Nie wiedząc, co to wszystko ma znaczyć, zapytałam Jezusa: » Jezu, kto Ci wyrządził taką boleść? «. A Jezus odpowiedział, że: » Ty mi wyrządzisz taką boleść, jeżeli wystąpisz z tego zakonu. Tu cię wezwałem, a nie gdzie indziej, i przygotowałem wiele łask dla ciebie «. Przeprosiłam Pana Jezusa i zmieniłam natychmiast powzięte postanowienie”.

Nie na stałe jednak: to jeden z tematów ciągłej szamotaniny. Faustyna przechodzi kolejne etapy zakonnego dojrzewania do ostatecznej decyzji: ślubów ubóstwa, czystości (brzydkie słowo: wolę “celibat”), posłuszeństwa. Po odbyciu w Warszawie “postulatu” zostaje wysłana do “nowicjatu” w Krakowie. Gdy zakon ma klasztory w kilku miastach, siostry zmieniają mieszkania. W 1931 roku Faustyna jest w Płocku. Tam 22 lutego ma wizję poniekąd najważniejszą.

„Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady. (…) Po chwili powiedział mi Jezus: » Wymaluj mi obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie. Obiecuję, że dusza, która będzie czcić ten obraz, nie zginie”. A potem takie słowa: „Mój obraz w duszy twojej jest. Ja pragnę, aby było Miłosierdzia Święto. Chcę, aby ten obraz, który wymalujesz pędzlem, był uroczyście poświęcony w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, ta niedziela ma być Świętem Miłosierdzia. Pragnę, ażeby kapłani głosili to wielkie miłosierdzie moje względem dusz grzesznych. Niech się nie lęka zbliżyć do mnie grzesznik. Palą mnie promienie miłosierdzia, chcę je wylać na dusze ludzkie «”.

Ikona miłosierdzia

Wśród poleceń etycznych i doktrynalnych zatem także artystyczne: rzecz wśród mistyków rzadka. Faustyna oczywiście nie jest w stanie namalować tego, co zobaczyła, a malarze sami nie widzieli. Rozpoczyna się długa i skomplikowana historia ikony. Najpierw dwa lata własnych prób. Przełożone – sceptyczne wobec jej wizji – dają nawet pędzle i farby, ale to za mało, gdy brak talentu. Kwestia zostaje po trochu rozwiązana w Wilnie, dokąd wysyłają Faustynę z nadzieją, że zmiana klasztoru ją uspokoi. Znalazła tam ks. Michała Sopoćkę, swego głównego kierownika duchowego i promotora religijnego przesłania. Stał się jej podporą także w sprawie obrazu: autor pierwszej wersji, Eugeniusz Kazimirowski, był jego znajomym, sam też parę razy pozował malarzowi. Przez parę miesięcy wizjonerka przychodziła co tydzień ze wskazówkami i poprawkami. W maju 1934 roku obraz jest namalowany, zyskuje uznanie władz zakonnych, choć nie całkiem samej wizjonerki: Jezus ukazał jej się piękniejszy. Krytyczny jest zresztą także ks. Sopoćko, ale odsyła Faustynę do Jezusa, który akceptuje ten swój wizerunek.

Co oznaczają dwa promienie (płomienie) tryskające z serca Zbawiciela, biały (raczej blady) i czerwony? Na pewno nie jest to, jak sugerowano, odpowiednik naszych barw narodowych. W wydanym niedawno wyborze myśli ks. Sopoćki “Bo na wieki Jego miłosierdzie” mamy dwa nie całkiem tożsame wyjaśnienia: biel to woda, czyli sakrament chrztu, a czerwień – pokuty; albo też odpowiednio chrzest i pokuta oraz inne sakramenty.

Mnożą się nie tylko interpretacje, także same ikony. Kazimirowski ma następców, przede wszystkim Adolfa Hyłę, którego obraz wisi w wielu polskich kościołach. Niestety, nie działa trzecie prawo marksistowskiej dialektyki: ilość nie przechodzi w jakość. Ktoś o wyrobionym guście artystycznym odesłał mnie do wizerunku Kazimirowskiego, do kościoła Świętego Ducha w Wilnie. “To całkiem inny obraz” – mówił.

Noce czarne

Wzrasta, rozszerza się sama idea: świadomość, że trzeba ufać Jezusowi miłosiernemu. To jednak przyszłość. Faustyna przeżywa to, co większość mistyków: czarne noce straszliwej niepewności. Przeżywa nawet przekonanie, że jej wizje są dziełem szatana: pali kawałek dziennika, potem – na polecenie spowiednika – odtwarza.

No właśnie, spowiednicy. Myślę, że w tej całej dramatycznej historii ich rola była w sumie dodatnia. W szczególności ks. Sopoćki. Trudno się dziwić, że owi księża nie od razu byli pewni charakteru przeżyć penitentki. Kościół katolicki jest w tych sprawach nad wyraz ostrożny. Na indywidualne doświadczenia religijne patrzy sceptycznie. Pogoń za cudami to postawa wiernych, głównie tzw. prostych, sama instytucja, hierarchia jest tu raczej zbyt powściągliwa. No bo niby dlaczego Bóg miałby przemawiać bezpośrednio do jakiejś Kowalskiej, a nie do biskupów, księży… Nie do zakonnic bardziej wykształconych? Kucharka jako źródło wiedzy religijnej, wręcz teologicznej?

Stosunek do Helenki jej najbliższego otoczenia: sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Da się to chyba streścić w tym, co powiedziała do niej jedna z zakonnic starszych rangą: “dziwaczko, histeryczko, wizjonerko”. Co nie znaczy, że myślały tak wszystkie siostry. Ale działało prawo nieubłaganej socjologii. “Była średniego wzrostu, ruda i piegowata. Inna niż na zdjęciach. Podobno na większości z nich to nie jest Faustyna, tylko różne magdalenki. To zresztą chyba normalne. Kto wtedy prostej siostrze robiłby zdjęcia?” – pyta dziś zakonnica ze zgromadzenia, które powstało z inspiracji dzisiejszej świętej. Gdyby choć jeszcze miała wykształcenie, pochodziła z rodziny inteligenckiej, jak np. inna mistyczka, XIX-wieczna Francuzka, Teresa od Dzieciątka Jezus.

Może zresztą i to by nie pomogło. W końcu wyszły na jaw cierpienia, które musiała znosić tamta karmelitanka. Jest między niedolą obu tych dziewczyn znamienna analogia: obie nie miały porządnej opieki lekarskiej w ostatniej chorobie. Obie umarły młodo, choć Faustyna później: miała już wtedy lat 33. Dziennik jej nie składa się bynajmniej z narzekań, raczej z myśli, jak znosić cierpienia (“pod stopami sióstr jest dla mnie miejsce”). Ale czytamy w nim o zdziwieniu współsióstr, że ma siły do modlitwy, więc dlaczego ich nie ma do pracy. I taki passus: “Nie wiem, jak się to dzieje, ale pokój, w którym leżałam, był tak opuszczony, że nieraz więcej niż dwa tygodnie nie był wcale sprzątnięty. Często nikt nie zapalił w piecu, a z tego powodu kaszel się zwiększał; nieraz prosiłam, a nieraz nie miałam odwagi prosić. Kiedy mnie raz odwiedziła matka przełożona i zapytała, czy może tu więcej palić, odpowiedziałam, że nie, ponieważ było już ciepło na dworze i okno miałyśmy otwarte”.

Jeszcze jedna ciągła troska, rozdarcie wewnętrzne: odejść od magdalenek i założyć nowe zgromadzenie czy nie? Wskazania Jezusa nie są w sumie jasne, spowiednicy raczej powstrzymują, przełożone nie padają Rejtanem, by została, ale też nie wyobrażają sobie sprzątaczki jako “zakonodawczyni”.

Nie założyła nowego zakonu, nie zdążyła. Ale ten, który sobie wymarzyła, miał być demokratyczny. Żadnych “chórów”, siostry obierają ziemniaki kolejno (szefowej nie wyłączając), posag niekonieczny.

Wycofać obrazki

Umarła w październiku 1938 roku. Jej ciało zostało pochowane na cmentarzu zakonnym w ogrodzie Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Krakowie Łagiewnikach we wspólnym grobowcu. Myśl o miłosierdziu odnosi zwycięstwo za jej grobem, ale zgoła nie zaraz. Szerzy się, owszem, ale napotyka na ostry opór władzy kościelnej. Dwadzieścia lat po śmierci Faustyny najwyższa instancja doktrynalna Kościoła rzymskokatolickiego, watykańska Kongregacja Świętego Oficjum, wydaje dekret stwierdzający, że przeżycia siostry Faustyny nie mają źródła nadprzyrodzonego i że należy wycofać modlitwy i obrazki pochodzące z tych rzekomych objawień.

Ale jednocześnie Kongregacja poleca biskupom i kapłanom zachowanie roztropności w wycofywaniu elementów kultu miłosierdzia Bożego z parafii.

Prymas Wyszyński otrzymał jeszcze dwa polecenia: Święto Miłosierdzia Bożego nie powinno być ustanawiane (lokalnie).

Ks. Michałowi Sopoćce należy udzielić najmocniejszego upomnienia, by nie szerzył wiadomości o rzekomych objawieniach siostry Faustyny.

Przyczyny tych decyzji nie są całkiem jasne. Pomijając fatalne francuskie i włoskie tłumaczenia “Dzienniczka”, z których wynikało, że jego autorka żąda czci dla własnego serca, można szukać powodów w dwóch sprawach. Sama jakaś Kowalska nie wydawała się żadnym autorytetem doktrynalnym, ale i akcent na miłosierdzie jako główny przymiot Boży nie pasował teologom rzymskim do katolickiej doktryny.

Papież miłosierdzia

Młyny kościelne mielą wolno, lecz czasem porządnie. Szczególnie gdy włącza się młynarz rosnącej rangi: Karol Wojtyła w Krakowie. Jeszcze jako biskup tego miasta wydeptuje w Watykanie cofnięcie dekretu. Publikacja tej zmiany następuje znów po dwudziestu latach. W tym samym roku Pańskim 1978 zapada w tymże Watykanie wiadoma decyzja, która sprzyja sprawie. Jeszcze cztery daty: 1980 – encyklika Jana Pawła II, druga z trzynastu, o Bożym miłosierdziu jako największym przymiocie Boga, 1993 – beatyfikacja Faustyny (zezwolenie na kult lokalny), 1995 – ustanowienie Święta Miłosierdzia Bożego, 2000 – kanonizacja Faustyny.

Łagiewniki stają się ośrodkiem światowego kultu miłosierdzia Bożego.

Zjawisko religijne samorzutnie przekracza ocean – dociera aż na Kubę. Powstają różne organizacje szerzące ideę Faustyny, w szczególności z inicjatywy ks. Sopoćki, Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego, zwane po prostu faustynkami (polecam bardzo ciekawą książkę Jana Grzegorczyka o nich i samej Faustynie, rzecz zwie się słowami świętej “Każda dusza to inny świat” i jest jednym z moich źródeł). A sam Sopoćko jest już formalnie kandydatem na ołtarze.

Tyle faktów. Teraz trochę teologii. W Biblii mamy dwa różne obrazy Boga: strasznego sędziego wymierzającego sprawiedliwość i ojca miłosiernego, który kocha jak żaden tatuś. Przez dwa tysiące lat w pismach kościelnych różnej rangi i świadomości wiernych obie wizje się przeplatają. Nastały czasy drugiej. W Lublinie wielki tamtejszy teolog ks. Wacław Hryniewicz głosi miłosierdzie nieograniczone nawet śmiercią. Faustyna ufała, że Bóg stara się, jak może, by każdy grzesznik nawrócił się przed śmiercią, Hryniewicz idzie o wiele dalej: przywołuje prastarą intuicję chrześcijańską, że ta klamka nie zapada nigdy, głosi ideę powszechnego zbawienia.

Więcej światła

Mistyczka: widziała, słyszała, mówił do niej? Napiszę tylko tyle: nawet Biblii nie rozumiemy dosłownie, ewangeliści nie biegali za Jezusem z magnetofonem, tym bardziej prorocy Starego Testamentu nie notowali dokładnie słów Jahwe. Ale też niemądra byłaby druga skrajność: szydzenie z przekonania, że niektórym z nas dane jest dużo więcej duchowego światła niż miliardom zwykłych śmiertelników, choćby chodzących w fioletach, purpurach, garniturach. Ewangeliści Mateusz i Łukasz podają słowa Jezusa: “Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”.

Tekst pierwotnie opublikowany w portalu www.gazeta.pl

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code