Rekolekcje Wielkopostne 2006

1 kwietnia, sobota

Spread the love

1 kwietnia 2006

sobota

IV tygodnia Wielkiego Postu

Dzisiejsze czytania

Spraw, abym uwierzył

Beata Bogdanowicz

Aby rozważyć w swoim sercu wartość słów drugiego człowieka, jego czynów, trzeba być świadomym siebie. Swoich słabych i mocnych stron. Świadomym emocji, które wpływają na opinie i sądy. A to nie jest łatwe. To jedna z najtrudniejszych umiejętności tu na ziemi. Dlaczego? Dlatego, że prawda o sobie bywa bolesna. Łatwiej jest obwiniać wszystkich i wszystko dokoła za własne błędy, skazywać za własne winy. Zaglądanie do swego serca jest ostatnia rzeczą, którą chcemy robić. Czynimy źle, a przedstawiamy to tak, jakby inni ludzie byli temu winni. Dlaczego? Bo tak naprawdę pragniemy dobra, z całych sił staramy się grać rolę, która sprawi, że będziemy akceptowani przez otoczenie, akceptowani przez samych siebie. Gdyby nam na tym nie zależało, niepotrzebne byłyby wymówki. Nie ładowalibyśmy tyle energii i trudu w odgrywanie roli porządnego gościa. I to jest dobra wiadomość. Tkwi w nas potrzeba dobra, miłości, akceptacji. Problem w tym jak tę potrzebę zaspokoić naprawdę, nie na niby.

Rzecz jest trudna, ale nie beznadziejna. Codziennie dostajemy instrukcje w postaci„słów życia”, które wypowiada do nas Jezus. Słów które wychodzą z ust proroków, świętych. Oni przez to przeszli, doświadczyli bolesnej prawdy o sobie, zaakceptowali własną małość i stali się wielkimi w naszych oczach. Uwielbianymi albo znienawidzonymi, ale nie obojętnymi. Już nie muszą walczyć o zaakceptowanie przez innych ludzi, bo odkryli, że są kochani przez Boga. Cudownie jest mieć taką świadomość, czuć się kochanym bezwarunkowo i bezgranicznie. Cudownie jest móc powiedzieć o wszystkim co w sobie noszę, o tych najbardziej bolesnych wydarzeniach, komuś kto mnie kocha i nie odwróci się jak to usłyszy, i nie ucieknie ode mnie. Dalej będzie mnie kochał.

Myślę o proroku, który żył w naszych czasach. Jeszcze niedawno był z nami i mówił do nas. Mówił dokąd iść, aby doświadczyć miłości. Jan Paweł II – piękne świadectwo, mądre słowa. Ile z tych słów zostało w sercu, ile z nich skłoniło do refleksji, które pokazały ścieżkę do Boga, a może dopiero pokażą? Może dopiero kiełkują? Warto spojrzeć na dzisiejsze słowa Ewangelii z naszego punktu widzenia.

Jedni są zachwyceni, innych trapią wątpliwości, tamci odrzucają, a ci rozważają w swoim sercu słowa i czyny Tego, który prawdziwie jest Prorokiem.

Pierwsza grupa, zachwyceni – kojarzą się z ziarnem, które upadło na drogę. „Ten prawdziwie jest prorokiem…” Mądre słowa łatwo wpadają do serca, które jest otwarte, ale podobnie słowa głupie też mogą równie łatwo tam wpaść, jeżeli brak namysłu, jeżeli najważniejszy jest impuls, który coś poruszył i spodobał się. Zawsze podejrzliwie patrzyłam na taki łatwy entuzjazm. Trzeba szukać czegoś więcej, czegoś co poruszy nie tylko powierzchnię, ale także i głębię. Warto się nawet pospierać, powalczyć, bo może uda się przebić poza materię… Nie wystarczy wysłuchać, przyznawać rację. Trzeba chcieć pójść dalej, rozważyć słowa w swoim sercu. Dać sobie czas do namysłu. Nie przyjmować łatwo i nie odrzucać łatwo. Za jakiś czas ci sami ludzie będą krzyczeć: „Ukrzyżuj”! Gdyby słowa przeniknęły do serca, wargi nie wykrzyczałyby tego zawołania.

Druga grupa, wątpiący – tu zawsze będzie jakieś ale.
Na myśl przychodzi mi człowiek, który szuka we wszystkim tylko słabych, ciemnych stron. Przysłowiowe ziarno rzucone w ciernie i chwasty, tak zagłuszone złem, że już nie potrafi, nie chce, nie śmie uwierzyć… Jak coś takiego przełamać? Nie wiem. Po ludzku chyba nie można. Jedynym ratunkiem wydaje się wołanie do Boga o pomoc, Panie spraw, abym uwierzył.

Trzecia grupa, oburzeni – faryzeusze. Serca zamknięte, skała, od której odbija się słowo. Z nimi Jezus ma najwięcej kłopotu. Są tak hermetyczni i nieprzemakalni, że nawet cud ich nie otwiera. Pycha i samouwielbienie, monopol na prawdę i monopol na Boga. Jeżeli zauważę u siebie takie cechy, to trzeba szybko kruszyć ten kamień, bo może jeszcze nie jest za późno…

Czwarta grupa, zalęknieni – strażnicy. Mają nad sobą przełożonych, którym są obowiązani posłuszeństwo. Muszą aresztować Jezusa, ale nie maja odwagi. Boją się tłumów. Coś z Jego słów do nich dociera „Nikt jeszcze nigdy tak nie przemawiał”. Później pójdą za tym co łatwiejsze, co nie wymaga odwagi. Zatrzymają Jezusa i doprowadzą przed sąd. Jak bardzo to wszystko jest aktualne. Stale powtarza się rozdarcie pomiędzy wartościami, które świat promuje, a promykiem prawdy, miłości złożonej w sercu przez Boga. Co zrobić, aby wartości ponadczasowe nie przegrywały z codziennością? Skąd wziąć siłę i odwagę, aby przeciwstawić się utartym zwyczajom, schematom? Nie jest łatwo powiedzieć prezesowi, tego nie zrobię, gdyż jest to niezgodne z wartościami, które noszę w sercu. Strach przed utratą pracy skutecznie zatrzymuje wrażliwe sumienie. Trzeba uważać aby małe sprawy, o które pozornie nie warto kruszyć kopii, nie zamieniały się w coraz większe. Niełatwo powiedzieć znajomym, kolegom, że nie zrobię tego, bo to jest niezgodne z moim sumieniem. Strach przed utratą akceptacji, strach przed odsunięciem na margines może paraliżować. Jedynym ratunkiem wydaje się wołanie do Boga o pomoc, Panie spraw, abym przestał się bać, dodaj odwagi.

Piata grupa, roztropni – tacy jak Nikodem. Ludzie, którzy słuchają, rozważają w swoim sercu słowa, patrzą na czyny i na owoce. Roztropni, nie znaczy doskonali, ale wydaje się, że znaleźli drogę, którą podążają do Boga, po miłość. Odnaleźli wąską ścieżkę, na której zostawią wszystko co nie jest prawdą, wszystko co jest z tego świata. Zostawią, jeżeli będą chcieli podążać naprzód, jeżeli pragnienie miłości będzie mocniejsze niż namiastki oferowane przez świat.

Ten podział na grupy jest oczywiście uproszczony, w każdym z nas występuje zapewne wiele kombinacji i w zależności od warunków ujawnia się ta albo tamta postawa. Myślę, że ważne jest, aby uświadomić sobie, co kryje się w moim sercu. Zazwyczaj jesteśmy podzieleni wewnętrznie na wiele kawałków, pragniemy rzeczy, które się wzajemnie wykluczają, walczą ze sobą. Uporządkować chaos pragnień wewnątrz swojego serca można chyba tylko w jeden sposób: zwracając się do Boga, próbując dzień za dniem otwierać się na Jego słowa, rozważać, pamiętać. Prawda w końcu wykiełkuje tylko trzeba zaorać ten ugór i pielęgnować dzień za dniem.

Jedna rzecz jest pocieszająca, Bóg z nas nie rezygnuje. Próbuje cały czas dotrzeć do nas. Przysyła proroków. Nawet kiedy Go odrzucamy, czeka cierpliwie. Kiedy widzi, że brniemy w przepaść, próbuje zawrócić. Kładzie rękę na ramieniu i wskazuje kierunek do domu, tam gdzie wszyscy będziemy sobą, bez udawania. Czego Wam i sobie życzę.

Jeśli pragniesz poświęcić chwilę czasu na modlitwę nad Słowem Bożym i proponowaną refleksją

Kliknij tutaj

Chcesz dowiedzieć się czegoś o autorce powyższego tekstu

Kliknij tutaj

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code