Historia

Swetry i garnitury

Spread the love

Swetry i garnitury

Kinga Hałacińska

Specjaliści od spektakularnych akcji. Milicja wdrapywała się po nich na rusztowania, ściągała siedzących z chodników, wyciągała z oplakatowanych tramwajów. Mieli po 20-30 lat i wywodzili się z „Solidarności”, Komitetu Oporu Społecznego, KPN, PPS, Ruchu Społeczeństwa Alternatywnego, Pomarańczowej Alternatywy, Niezależnego Zrzeszenia Studentów i Federacji Młodzieży Walczącej.

Bez kamer, fleszy, tłumu dzienikarzy odbyło się w sali kolumnowej Sejmu RP spotkanie ludzi z pierwszych stron gazet i tych już kompletnie zapomnianych. Została im totalna nieufnośc do polityków, nawet jeżeli to dawni koledzy.

Najpierw dowody osobiste. Potem torby na taśmę do prześwietlenia. Piszczy wykrywacz metalu. Wyjąć rzeczy z kurtki. Jeszcze raz. Zanim wejdą na marmurową posadzkę muszą przejść przez te urządzenia. Taka procedura. Urządzenia zapewniające bezpieczeństwo w sejmie RP na Wiejskiej działają szybko jak na amerykańskim lotnisku. Zresztą oni też mają wprawę, W końcu rewizje osobiste, przeszukania i zatrzymania to był kiedyś ich chleb codzienny. Teraz się śmieją i witają. Przybijają piątki. Zapełniają salę kolumnową. Niezwykły widok. Zamiast garniturów, swetry, długie włosy i para militarne stroje. Marynarki i garnitury w defensywie. Barwni mimo upływu czasu. Wielu z nich jest w Sejmie po raz pierwszy. Przyjechali pomimo mrozu i kłopotów z komunikacją. Z Krakowa, Poznania, Wrocławia, Gorzowa, Gdańska, Kołobrzegu i Szczecina. Zebrali się w miejscu, które było dla nich przez lata symbolem totalitarnego państwa. Sejm RP. Po 20 latach kilkoro z nich czuje się tutaj gospodarzami.

Specjaliści od spektakularnych akcji. To po nich milicja wdrapywała się na rusztowania, ściągała siedzących z chodników, wyciągała z oplakatowanych tramwajów. Przechwytywała ich listy protestacyjne, gdzie nie miała kłopotów z rozszyfrowanie nazwisk. Działali jawnie i bardzo intensywnie. Dlatego zdołali się dobrze poznać. Funkcjonariusze w służbie systemu i ich „podopieczni”, których działalność z drugiej połowy lat 80. była znana pod hasłem akcje ruchu Wolność i Pokój. Mieli wówczas po dwadzieścia, trzydzieści lat i wywodzili się ze wszystkich ugrupowań opozycyjnych jakie istniały w Polsce rządzonej przez generała Jaruzelskiego. Z Solidarności, z Komitetu Oporu Społecznego, Konfederacji Polski Niepodległej, Polskiej Partii Socjalistycznej, Ruchu Społeczeństwa Alternatywnego, Pomarańczowej Alternatywy, Niezależnego Zrzeszenia Studentów i Federacji Młodzieży Walczącej. Część twórców ruchu określała się już wtedy jako zadeklarowani konserwatyści. Jednak cele jakie postawili przed sobą sprawiły, że przyłączyli się do nich anarchiści i pacyfiści. Później, koloryt działania tych ostatnich sprawił, że ruch jest postrzegany jako lewicowy.

Innność WiP-u była zasadnicza. Walczyli o konkretne cele i działali jawnie. Zrezygnowali z konspiracji. Najbardziej radykalny postulat WiP-u dotyczył armii. Chcieli zmiany roty przysięgi żołnierskiej i likwidacji fragmentu o wierności Armii Radzieckiej. Poruszyli temat tabu.

– Zdawałem sobie sprawę z tego co robię. Bałem się. Nie wiedziałem, co mogą ze mną zrobić. W momencie podjęcia takiej decyzji najważniejsza jest bariera przełamywania strachu. Ale zwykłe nazwanie rzeczy po imieniu potrafiło rozsadzić ten system od wewnątrz. Uzasadniałem swoją odmowę tym, że przecież jest NATO, a przykładowo Niemcy nie muszą w związku z tym przysięgać na wierność królowej angielskiej. I że ja chciałbym, aby mój kraj był partnerem w jakimś sojuszu militarnym, a nie niewolnikiem. Oprócz zastępcy dowódcy do spraw politycznych nic złego ze strony oficerów w wojsku mnie nie spotkało. Milczeli. Represje zaczęły się dopiero jak zostałem aresztowany – opowiada Marek Adamkiewicz.

I to stanowiło precedens. W 1979 i 1980 odmówili złożenia przysięgi Roland Kruk i Leszek Budrewicz, a jeszcze wcześniej uczynił to Maciej Zębaty. I żaden nie został skazany. Oprócz osób odmawiających złożenia przysięgi wojskowej z przyczyn politycznych, istniały jeszcze dwie kategorie ludzi, którzy w ogóle odmawiali służby wojskowej: hipisi i Świadkowie Jehowy. W 1983 roku artykuł o powszechnym obowiązku obrony PRL „odesłał” do więzienia 35 osób, w 84 było ich 136, a w 85 –60 osób. Jednak rok 1984 był szczególny. To data porwania i śmierci ks. Jerzego Popiełuszki. Rok represji.. W grudniu 1984 roku Adamkiewicz został skazany przez Wojskowy Sąd Garnizonowy na 2 i pół roku więzienia. Przedtem działał w Studenckim Komitecie Solidarności i w NZS-ie. Miał wielu znajomych z opozycji. Na pomysł głodówki w jego sprawie wpadł Jacek Czaputowicz. Podczas niej chciał powołać ruch pokojowy. – Chcieliśmy odebrać „czerwonemu” poborowych i tutaj go zaatakować, ale baliśmy się mówić to na głos. W końcu czym innym jest robienie ruchu pokojowego, a czym innym osłabianie mocy obronnych państwa, za co grozi 15 lat więzienia – mówi Piotr Niemczyk.

Przejąć pacyfistów

Głodówka w sprawie uwolnienia Adamkiewicza rozpoczęła się w Podkowie Leśnej, w Kościele św. Krzysztofa, 17 marca 1985 roku. Wzięło w niej udział około 20 osób. Choć młodzi, byli już wówczas doświadczonymi opozycjonistami. Byli tam m.in: Jacek Czaputowicz, Jarema Dubiel, Roland Kruk, Maciej Kuroń, Piotr Niemczyk, Konstanty Radziwiłł, Rafał Szczerba, Marek Krukowski, Leszek Budrewicz, Tomasz Wacko, Józef Taran, Krystyna Surowiec, Mirosław Witkowski. Stali się ojcami – założycielami ruchu. Z wykładami przyjechali do nich: Jan Józef Lipski, Stanisława Grabska, Stefan Bratkowski, Jacek Kuroń, Bronisław Geremek, Jacek Santorski, ks. Michał Czajkowski, Jacek Szymanderski. Wykładowcy Uniwersytetu Warszawskiego: Janusz Grzelak i Barbara Malak zostali rzecznikami głodujących. Początkowo chciał z nimi głodować Jacek Kuroń, by w ten sposób badać wydarzeniu większą rangę i zapewnic rozgłos w mediach zachodnich i podziemnych. Jednak problem wojska już go bezpośrednio nie dotyczył. Głodować mieli młodzi ludzie, stojący przed koniecznością odbywania po studiach służby wojskowej oraz koledzy Adamkiewicza. Akcja odmowy składania przysięgi wojskowej była tak niepopularna w kręgach opozycji, że nawet kościół odmówił jawnego poparcia głodującym.

Jednak Jacka Kuronia wspominają do dziś. Podczas dyskusji w czasie głodówki Kuroń odwołuje się do definicji pokoju według Jana Pawła II. Traktuje on pokój jako ład społeczny, który jest zarazem ładem moralnym, ewangelicznym. Pojawia się pytanie, czy zmian należy dokonywać przez zmiany stosunków społecznych i instytucji, czy w sercu i sumieniu człowieka. Nie mają wątpliwości, że każda z encyklik papieskich wzywa młodzież do tworzenia ruchu pokojowego. Pokojowego w znaczeniu ewangelicznym. Jednakże mają świadomość, że w ktrajach Układu Warszawskiego istnieją oficjalne ruchy pokojowe, które utworzono jako formę wyrażania interesów ZSRR. Ruchy pokojowe na Zachodzie, które wzywają kraje sojuszu NATO do rozbrojenia postrzegają jako agenturę sowiecką. – Jacek Czaputowicz uważał, że musimy zagospodarować ruchy pacyfistyczne, ruch Zielonych, anarchistów, bo choć na całym świecie są one sterowane przez wywiad radziecki i ich działalność jest na rękę ZSRR. A w Polsce będzie inaczej. Mieliśmy świadomość, że to swego rodzaju okazja – mówi Jacek Szymanderski.

Po zakończeniu głodówki na konferecji prasowej ogłosili zamiar utworzenia masowego ruchu pokojowego. Kuroń tłumaczył im, że ten ruch nigdy nie będzie masowy. Ze jak się rzuca hasło: Rzucamy Broń! To tylko nieliczni pójdą za to do więzienia. I tym ludziom trzeba zagwarantować pomoc: adwokata, informacje w mediach w jego sprawie, listy i paczki do więzienia. Tak funkcjonowało środowisko KOR-owskie. Myśmy razem wódkę pili, dyskutowali, spierali się i zawsze sobie pomagali we wszystkim. I co najważniejsze opiekowaliśmy się rodziną. Ja mogłem spokojnie iśc do więzienia, bo wiedziałem, że przyjaciele, a miałam ich wielu, zaopiekują się żoną i dzieckiem – powiedział im wtedy. Wszystko się sprawdziło. Kuronia wspominają do dziś. Przewija się w rozmowach i wspomnieniach. Jest bohaterem anegdot – Brakuje mi go. Zawsze kojarzył się z dawaniem ludziom czegoś dobrego – mówi dziś Marek Adamkiewicz.

Wojtyła i Kropotkin

Wolność i Pokój. Radosław Huget i Jan Rokita. Rówieśnicy z Krakowa. W lutym 1985 roku Huget działa w KPN Leszka Moczulskiego. Bierze udział w prawie wszystkich akcjach protestacyjnych przeciwko komunie. Jest animatorem głodówki rotacyjnej w Krakowie Bieżanowie w sprawie więzienia działaczy Solidarności: Andrzeja Gwiazdy, Bogdana Lisa, Władysława Frasyniuka i Adama Michnika. Jednak postać Marka Adamkiewicza jest mu pokoleniowo bliższa. To kolega z SKS -u i NZS-u. Słyszał o głodówce w Warszawie. Rokita wspomina: Przyszedł do mnie klnąc siarczyście i powiedział, żebym był bardziej aktywny, bo oni tam w Warszawie realizują to, o czym my w Krakowie od dawna rozmawiamy. Spacerowaliśmy po Plantach. Mówi mi, żebym wymyślił nazwę i deklarację, a on się zajmie resztą. Tylko żebym siadł i na jutro zrobił. Jan Rokita i jego znajomi z krakowskiej opozycji nie są pacyfistami, ani anarchistami. Rokita poszukuje dobrych ideowych sformułowań do deklaracji w sprawie ruchu, który objąłby kwestie związane z wojskiem, ale nie stałby się instytucją o charakterze pacyfistycznym. Sięga do orędzia Jana Pawłą II na Światowy Dzień Pokoju. Znajduje tam ustęp o prawdziwym pokoju, która urzeczywistnia się tylko w warunkach wolności. Z powołaniem na św. Augustyna. Pierwszy pomysł to Pokój i Wolność, który później przeradza się w Wolność i Pokój.

Deklarację przystąpienia do ruchu podpisują wszyscy bez względu na przekonania. Są tam Bartłomiej Sienkiewicz, Dariusz Rupiński, Konstanty Miodowicz, Bogdan i Anna Klichowie. Tekst jej brzmi: My niżej podpisani, inspirowani w szczególności orędziami pokojowymi papieża Jana Pawła II, postanawiamy założyć z dniem dzisiejszym w Krakowie Ruch Wolność i Pokój. Pod deklaracją podpisują się członkowie właśnie zakończonej warszawskiej głodówki. Deklaracja jedzie w kieszeniach kurtek do Wrocławia, Gdańska i Szczecina.

W 1986 roku przyłącza się Poznań i Gorzów. Mają kłopoty ideowe. Każde miast ma swoją specyfikę. Kraków jest konserwatywny, choć działają tu dwie grupy: Rokity i Hugeta. Pierwsi postrzegani są jako wyrachowani pragmatycy, drudzy jako zadymiarze. Warszawa też nie jest jednolita. Rozsądni, pragmatyczni działacze działają w ruchu razem ze społecznikami i kontestującymi, Gdański WiP to anarchiści i pacyfiści. Czytają Bakunina, Kropotkina i Abramowskiego. Wrocławianie popierają ruchy non-violence i społeczne nauki kościoła katolickiego. Już podczas pierwszego spotkania w Marcinkowie w Kotlinie Kłodzkiej rysują się różnice poglądów. Wojciech Jankowski z Trójmiasta, założyciel Ruchu Społeczeństwa Alternatywnego: O mało nie pobiłem się z Radkiem Hugetem, który wtedy działał w KPN. Przywitał mnie: Słyszałem, że chcesz znieść państwo? Więc ja mi na to: Słyszałem, że chcesz odbić Lwów?

Okazało się jednak, że o ile w sprawach ideowych nie są tacy sami, to świetnie się sprawdzają we wspólnych akcjach, nastawionych na konkretne cele. -To był okres odwagi i prawości. Nasza postawa to był taki imperatyw sumienia. Nie zadawaliśmy sobie pytania: czy trzeba, ale wiedzieliśmy, że tak trzeba- mówi dziś Jan Rojek. – Z perspektywy czasu najbardziej cenię WiP za to, że ludzie z „różnych bajek” wyartykułowali wspólne cele. I wygrali – mówi Wojciech Jankowski. Mieli wspólne stanowisko w sprawach związanych z ekologią (po wybuchu elektrowni w Czarnobylu w kwietniu 86 roku protestowali przeciwko budowie eletrowni w Żarnowcu), w sprawach wojskowych i w sprawach kontaktów z zagranicznymi ruchami lewicowymi. Szymanderski, Czaputowicz, Niemczyk byli od WiP-owskiego PR.

Szymanderski: – Reprezentowaliśmy ich na zewnątrz. Zdaję sobie sprawę, że byliśmy przez nich postrzegani trochę jako manipulatorzy, którzy robią politykę. Bo to były dwa różne światy, z jednej strony ludzie o poglądach skrajnie lewicowych, pacyfistycznych i anarchiści, a z drugiej strony konserwatywni działacze, częstokroć prawicowi lub po prostu ludzie o innym temperamencie, już o kilka lat starsi. I w sumie to mieli racje, że choć w danym momencie mamy te same cele, to tak generalnie walczymy o co innego. W 1986 roku media zachodnie nie miały już tak wiele newsów związanych z tematyką Solidarności, bo ona zamilkła. I my zapełniliśmy tę lukę wprowadzając w zachodnie media tematykę lewicowo anarchistyczną. Wspaniale się w tym odnalazłem i byłem nawet gotowy za to siedzieć. Bo ja się w młodości na ruch hipisowski nie załapałem. Właśnie dlatego, że uważałem, że osłabia siły obronne Zachodu i wzmacnia ZSRR. A oni dali mi tę drugą młodość.

Bohaterowie i mity

WiP ma swoich bohaterów. Odsyłają książeczki wojskowe, odmawiają złożenia przysięgi wojskowej, stają przed kolegiami ds. wykroczeń. Są aresztowani i trafiają do więzień. Bronią ich Piotr Andrzejewski i Jolanta Nowakowska.
Mecenas Andrzejewski: Dziś jestem z tego dumny, że ich broniłem. Mam nimi ogromne poczucie więzi niezależnie od ich poglądów politycznych. Ten ruch był oporem przeciwko każdemu totalitaryzmowi, a autentycznemu sprzeciwowi jednostki towarzyszyła bezinteresowna solidarność innych. Upominali się o tych, którym działa się krzywda i działali. Bez przemocy. To był przykład nieposłuszeństwa obywatelskiego.

W listopadzie 1987 roku do więzienia trafia Sławomir Dutkiewicz z Bydgoszczy. Skazany na 2 lata i 3 miesiące więzienia. Od momentu aresztowania prowadzi głodówkę protestacyjną i bardzo szybko zaczyna być dokarmiany siłą przez plastikową rurkę. Ma zakaz widzeń i korespondencji. Dzień przed rozprawą rewizyjną zostaje wezwany do raportu za leżenie na pryczy w ciągu dnia. Wyprowadzają go z celi. Usta ma zakneblowane ręcznikiem. Biją go w dźwiękoszczelnym pomieszczeniu. W marcu trafia do więziennego szpitala. Jego ofiara nie idzie na marne. W czerwcu 1988 roku Sejm uchwala nową ustawę o przysiędze wojskowej. Usunięto z niej sformułowania o powszechnym obowiązku obrony PRL, dopuszczono możliwość odbycia służby zastępczej poborowym odmawiającym pójścia do wojska z przyczyn światopoglądowych. W sierpniu Dutkiewicz wychodzi na wolność. Ma 17 kilo mniej. Rokita: W 1988 roku zaczęły się liczyć nie tyle odwaga cywilna, wola walki, tylko poglądy i ideały. Jedni chcieli coś budować w tych warunkach jakie są, a reszta była totalnie przeciw. Potem przyszedł 1989 rok. Rokita: – Okazało się, co jest oczywiste, że w normalnym społeczeństwie nie można stworzyć wspólnej organizacji: Lecha Budrewicza, Sławka Dutkiewicza, Wojciecha Jankowskiego, a z drugiej strony Miodowicza, Klicha, Rokity. To jest niemożliwe, takich instytucji w świecie normalnym nie ma. Ludzie tworzą takie instytucje w świecie kompletnie nienormalnym. To był fenomen chwili z połowy lat 80-tych.

To moment , kiedy powstaje kolejny mit WiP-u. Taki, że jego liderzy poszli gremialnie do Urzędu Ochrony Państwa. Tymczasem dotyczyło to tylko trzech osób. Piotr Niemczyk stwoerzył polski biały wywiad, czyli Biuro Analiz i Informacji, Konstanty Miodowicz przez kilka lat szefował kontrwywiadowi, a Bartłomiej Sienkiewicz był dyrektorem Biura Koordynacji i Prognoz. Rokita: – Nie widzę nic dziwnego w tym, że grupa WiPowców znalazła się w niepodległym państwie w służbach specjalnych. Dla tej grupy, nie było to sprzeniewierzenie się ideałom, tylko ich dalsza realizacja. Bo nie ma jednej WiP-owskiej drogi życia. Jest wiele dróg i zawsze tak było. Natomiast jest to grono niezwykłych, niestandardowych i bardzo odważnych osób.

Racja świrów

Emocje. Trudno nad nimi zapanować. Większość z osób zebranych w sali kolumnowej sejmu RP w dniu 21 stycznia 2006 roku nadal kontestuje. Sejm zły. Politycy kradną. Wojna w Iraku – bez sensu. Żal, że ich dawni koledzy, ci w garniturach biorą w tym udział. Po kolei wchodzą na mównicę i każdy mówi swoje. Wystąpień nic nie łączy. Przepaść poglądów i stylów życia. Jednak jest nad nią kładka. Wspólna młodość. Kilka archiwalnych filmów z przeszłości. Piosenki Jacka Kleyffa. Zdjęcia. I odważne nazwanie rzeczy po imieniu. Emocje rosną. Zwłaszcza kiedy na mównicę wchodzi Jan Rokita. Polityk Niedoszły premier. Piszą o nim media. Jednak to środowisko ma swoje prywatne gwiazdy i Rokita wie, że dziś wcale do nich nie należy. Uśmiecha się. – Czaputowicz szepnął mi przed chwilą, że nie same świry były w WiP-ie… Śmiech i poruszenie. Trup wyciągnięty z szafy. I osobista lekcja historii. Przykuwali się podczas akcji protestacyjnej, by utrudnić pracę milicji. Rokita został zatrzymany jako pierwszy. Nie zdążył tego zrobić, bo się wstydził. Ludzie szli na zakupy, a przykute świry protestują. Tak czuł. Opowiedział o swojej samotności. Podwójnej, bo w gronie przyjaciół. Lecz dodał, że po latach podpisuje się pod tym obiema rękami. I że przed 20 laty rzeczywistość była smutna i ludzie byli smutni, a hipisi kolorowi i odważni. I że im za wspólną młodość dziękuje. Wzruszenie. I dodał, że nie byłoby tego spotkania bez Radka Hugeta, swojej krakowskiej kontrgwiazdy. Wystąpienie wieczoru.- Poruszyła mnie ta wypowiedź. I to, że powiedział, że to Radek wymyślił nazwę Wolność i Pokój, choć wiem, że tak nie jest. Sam jest jej autorem. My w Krakowie byliśmy rozdarci pomiędzy lojalnością wobec Hugeta lub wobec Rokity, pomiędzy stroną anarchizującą, a tą która parła by zdobyć władzę. I dobrze, że ten okres się skończył dlatego możemy spokojnie się spotkać- mówi Jan Rojek.

Od miesiąca zbierali po domach zdjęcia, ulotki, prasę. Mają poczucie, że są po macoszemu traktowani przez historyków. Swoje archiwum przekazali Bilbliotece Uniwersytetu Warszawskiego i Ośrodkowi Karta. Pamiątkowe zdjęcia. Z dawno nie widzianymi przyjaciółmi. Z najbliższym gronem. Z Rokitą. Sprzątanie ze stołów. Były skarbnik WiP-u, obecnie przewodniczący Izby Lekarskiej Konstanty Radziwiłł mozolnie odkręca śrubki ze sztalug. Zdejmuje antyramy z archiwalnymi zdjęciami. Jedna się stłukła. Zbiera je własnym samochodem Barbara Hrybacz z gorzowskiego WiP-u. Jeszcze talerzyki. Bo koleżanki będą kroić sałatki. Wszystko przygotowali sami.

Barbara jest energiczną, drobną blondynką. Wraz z siódemką przyjaciół przez miesiąc zorganizowali obchody. Szukali kontaktu do wszystkich, choć nie wszyscy mają telefony. Pomagało im Stowarzyszenie Wolnego Słowa. Zapewnili salę konferencyjna, miejsce na wieczorne spotkanie (u kolegi z WiP-u), transport i tani hotel. Barbara Hrybacz pracuje w Polsacie przy programie Tomasza Lisa: Co z tą Polską? Kiedyś to ona się nią zajmowała. Wie co to głodówki, akcje plakatowe, sittingi. Czy znajomość środowiska politycznego pomaga jej w zapraszaniu ludzi do programu? Niekoniecznie. Inne czasy – Ale są bardzo mili. A z Jasiem Rokitą jest zawsze kłopot. Do dziś nie nosi ze sobą telefonu.

Cieszy się, że widzi w jednym miejscu Rokitę, Adamkiewicza i Wojtka Jankowskiego. -Każdy z nich mówi swoje i nikt nie mówi drugiemu, że mówi głupio. Mamy do siebie szacunek – dodaje. Rokita: Ta sympatia nigdy nie mija. Miałem kiedyś takie zdarzenie z Markiem Kurzyńcem (krakowski działacz WiP-u, anarchista). On z kolegami przed budynkiem, a ja jestem w środku otoczony kordonem policji. Ja minister, on demonstrant. I wyszedłem do nich, pogadałem, uściskałem i spokojnie się rozeszli. Wzbudziłem wtedy ogromną niechęć dowódcy policji, który już się szykował do bójki z demonstrantami, a ja mu w realizacji planów przeszkodziłem. Do dziś interesuje go kto, co robi – Losy około dziewięćdziesięciu procent z nich znam. To byli i nadal są ludzie bardzo ideowi. Nie ma wśród nich wielkich karier finansowych, bo nie to było w tym środowisku ważne. Poza tym, to był ruch, więc nie było charakterystycznych dla normalnych organizacji frakcji i układów. Nikt w hierarchii nie awansował – mówi Jan Rokita. Rozgląda się po znajomych twarzach i dodaje: Tutaj nikt się nie dorobił. – Najbogatszy z nas to drukarz, który wydrukował Stasiuka – mówi Jarema Dubiel. Andrzej Stasiuk laureat nagród literackich, to też ich kolega z WiP-u. Wybrał wolność i spokój. Mieszka w Bieszczadach

Są tacy, którzy nie przyjechali bo nie mieli na bilet. Nie wszystkim się powiodło. Nie chcą o tym rozmawiać. Leszka Budrewicza z Wrocławia zawirowania osobiste i zawodowe zawiodły do przytułku dla bezdomnych. Dutkiewicz swoją cenę za walkę z komuną płaci dalej. Nie pozbierał się. Nie ma Radka Hugeta. Mieszka w Anglii. Nikt nie mówi, czym się dokładnie zajmuje, choć kilka osób dzwoni do niego kilkakrotnie podczas zjazdu. Słyszę głosy, że w normalnym kraju, ludzie tacy jak Huget mieliby w Polsce własne firmy i żyliby w dobrobycie. Tomasz Wacko nie żyje. Jan Rojek od 15 lat pracuje w Telewizji Kraków. Opowiada kogo nie ma: Boguś Klich zachorował. Grześ Surdy chciał przyjechać tylko ma egzaminy. Nie ma Marka Kurzyńca wraz z jego poglądami. Szkoda. WiP był dla mnie zawsze miejscem, gdzie królowała tolerancja. Boli go, „że nie pamiętamy o tych, którym się nie powiodło. Nie widzimy tej części, która poszła na margines. Bo mi się marzył kraj: Gdzie krzywdy nie będą pomszczone, lecz wynagrodzone do cna.” O Marku Kurzyńcu mówi wiele osób. Jedni , że „miał mieć jaja na Rokitę”, drudzy, że to nieprawda. – Nie przyjechał, bo bał się manipulacji. Została im totalna nieufność do polityków, nawet jeżeli to dawni koledzy. Jakiej manipulacji? Nie wiadomo. Nie ma też kolegów, którzy byli w Urzędzie Ochrony Państwa. Nikt nie mówi dlaczego.

Wieczór w Centralnym Domu Kultury przy warszawskich Powązkach. Niekomercyjnie. Na zapleczu koleżanki kroją sery i sałatki. Można się napić piwa za darmo. Nastrój jak za dawnych lat. Śpiewa Jacek Kleyff. Długie siwe włosy i zielona kurtka. Sala zna jego teksty na pamięć. Po chwili ze sceny dochodzi chóralny śpiew krakowskiego WiP-u. Objęli się za plecy i śpiewają własną wersję I Brygady: Legiony to, Legiony śmo, Legiony tam, Legiony tu. Nastrój happeningów z końca lat 80. Śmieją się nie tylko z komuny. Ze wszystkiego.

Życiorysy

Historia współczesna jeszcze nie zapisana ręką kronikarza. A przecież tak wiele Polska im zawdzięcza. Marek Adamkiewicz: od 8 lat pracuje w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji w Szczecinie. Robił kampanię Jacka Kuronia. – Większość z nas nie miała zamiaru angażować się w politykę poprzez partie. Na nas zawsze działały bardziej hasła budowy społeczeństwa obywatelskiego poprzez stowarzyszenia, fundacje. W sumie dzięki naszej przeszłości daliśmy szansę tym z pierwszych stron gazet. Wszyscy tu przyjechaliśmy ze względów emocjonalnych. Ma 16 letniego syna i 13 letnią córkę. Nie mówi im o działalności opozycyjnej – Nie chcę ich obciążać. Chyba że sami zapytają. Żyję w kraju o jaki sam walczyłem, choć gdyby wydarzyło się coś z czym bym się sprzeciwiał, nadal bym zaprotestował. Uczę moje dzieci żyć w myśl Solżenicyna: nie wolno kłamać, trzeba być sobą i mieć odwagę.

Wojciech Woźniak, jeden z najmłodszych działaczy ruchu. Przedtem w Federacji Młodzieży Walczącej. Dziś 38 letni członek zarządu regionu Solidarności w Szczecinie. W stroju militarnym. W klapę wpięte znaczki: Festiwal Pokoju 88’ WiP i 25- rocznica Solidarności. Wtedy odmówił teraz by poszedł do wojska. – Nigdy nie byłem pacyfistą. Pochodzę z prawicowej rodziny, ale podobało mi się to, że WiP działa jawnie. Z otwartą przyłbicą – podkreśla. Z zasądzonych mu 2 lat i 3 miesięcy więzienia odsiedział 9 miesięcy. I nie wspomina tego źle, choć wie, że tego doświadczenia przeciętny człowiek nie doświadczy. Mówi, że zostały mu zasady i ideały sierpnia, i że to był najpiękniejszy okres w jego życiu. Ma 2 dzieci i chodzi z nimi na wszystkie patriotyczne obchody. Dzięki temu będą wiedziały, że dziadek miał racje w tym co głosił, a tata poszedł za to do więzienia.

Wojciech Jankowski z Sopotu. Tworzył Ruch Społeczeństwa Alternatywnego i uważa, że po dziś dzień nie zmienił poglądów. Na głowie kolorowa czapka. Koszulka z chińskimi znakami z podpisem po angielsku: We stand alone. Jak podkreśla, kupiona w lumpeksie za 2 złote. Zajmuje się hipoterapią i nauką jazdy konnej. Nie znosi biurokracji i urzędów. Uważa, że po odzyskaniu wolności Polakami zaczęły kierować żądze władzy i posiadania. I one stały się obecnie ich jedynym przeciwnikiem. On sam woli góry, przyrodę noszenie wody ze studni i pracę dla ludzi w kręgu przyjaciół. Praktykuje buddyzm. Zen. Nie rozumie tych, którzy z różnych powodów nie wzięli udziału w obchodach. Uważa, że 20 lat to czas, aby nabrać dystansu. Pierwsza ulotka jaką wydrukował: Twarz Jaruzelskiego i podpis: Uwaga zboczeniec! Mozolnie zrobił 100 tysięcy egzemplarzy. Dlaczego. – Po prostu nie znoszę kłamstwa. Nigdy nie był na wyborach, oprócz referendum przeciwko budowie w elektrowni w Żarnowcu. Do ostatniego roku. Zagłosował na Tuska. Życzy Rokicie sukcesów w polityce, bo jak mówi: My się w sumie kochamy.’

Jarema Dubiel przez wiele lat zajmował się trudną młodzieżą, Jest przedstawicielem firmy, która chce budować w Polsce ekologiczne domy z gliny, słomy i piasku. Nadal jest ekologiem. Mówi o sobie: w sferze wartości wcale się nie zmieniłem.

O kolegach, którzy poszli pracować do UOP-u. – Nie nakradli się. Są uczciwi. Mieli inne przekonania. Istotą ruchu jest to, że ludzie nie muszą się zgadzać na wszystkie tematy. Wystarczy jeden powód dla którego są razem. Podkreśla, że te obchody to zasługa Piotra Niemczyka.

Bartosz Sawicki, najmłodszy w WiP-ie, a jednak zdążył przedtem działać w RSA. Zatrzymania. Oni do aresztu, on do izby dziecka. W 1986 roku ma 15 lat i wilczy bilet. Nie chcą go przyjąć do żadnej ze szkół. Ojciec próbuje oddać go do szkoły misjonarzy w Bydgoszczy. Syna anarchistę. Nie ten światopogląd. Trafia do wieczorówki. Już pierwszego dnia słyszy od dyrektora: Sawicki to ty? Pamiętaj ja sobie tu nie życzę działalności politycznej. – Kuratorium stało na głowie z powodu natolatka!. Miał poczucie, że komuna to papierowy tygrys. Zdał maturę i poszedł na socjologię. Był 1990 rok i skończyła się epoka. Od tego momentu, już nigdzie nie mógł sobie znaleźć miejsca. Pracował w radio, w gazecie, próbował prowadzić knajpę. Wyjechał za granicę. Teraz chce zostać napisać książkę.

Głośny śpiew: My Hugeta armia!!! Krakowski WiP ma bogaty repertuar. Fragment utworu na melodię pieśni konfederatów barskich: Nigdy z władzami nie będziem w aliansach, nigdy przed MON-em nie ugniemy szyi, bo u Kuronia my na ordynansa, słudzy mafiiii! Rozmawiają, tańczą, jednak głownie rozmawiają. Czego brak we współczesnej Polsce? – Żeby przyjść, zadziałać, osiągnąć cel i rozejść się- mówi Wojciech Jankowski.

Oni tak szybko się nie rozchodzą. Dzień po. Szczecinianie odwiedzają znajomych i Muzeum Powstania Warszawskiego. Kraków i Gdańsk odwiedza kolegów. Barbara Hrybacz:.- Czy jest tych relacjach coś szczególnego? – Tak, mamy do siebie bezwzględne zaufanie. Nadal potrafimy sobie bezinteresownie pomagać.

Czaputowicz: To była praktyczna realizacja społecznej myśli Jana Pawła II
Rokita: Pod każdym słowem deklaracji nadal bym się nadal podpisał. Pod każdym.

Wykorzystałam fragmenty nieopublikowanej książki Anny Smółki: “Między wolnością, a pokojem”.

Publikujemy za uprzejmą zgodą Tygodnika Powszechnego

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code