Rekolekcje Adwentowe 2005

Piątek – 9 grudnia

Spread the love

9 grudnia 2005

piątek II tygodnia Adwentu

Czym jest Adwent?

Dzisiejsze czytania

Jak dzieci. Dlaczego?

Beata Bogdanowicz

„Lecz z kim mam porównać to pokolenie? Podobne jest do przebywających na rynku dzieci, które przymawiają swym rówieśnikom…”(Mt 11,16).

Dlaczego Jezus porównuje Izraelitów do dzieci? Zawsze miałam z tym fragmentem problemy, w kontekście innych porównań do dzieci ten jest zastanawiający. Co takiego jest w dzieciach, że porównanie wypada negatywnie?

Dzieci są kapryśne, egocentryczne, skoncentrowane na sobie – taka jest ich droga rozwoju. Nie potrafią obiektywnie ocenić rzeczywistości, nie umieją oddzielić emocji i spojrzeć na sytuację z punktu widzenia strony przeciwnej.
Skądinąd jest to bardzo pożyteczna umiejętność, spojrzeć z innego punktu widzenia, wczuć się w czyjąś sytuację, postawić się na czyimś miejscu. Iluż nieporozumień dałoby się uniknąć! Ktoś kiedyś powiedział, że zrozumieć człowieka to pokochać go. Zrozumieć motywy, którymi się kierował, ogarnąć sytuację, w której się znalazł.

Co by się stało, gdyby krytykujący próbowali zrozumieć Jana i zapytali, dlaczego poszedł na pustynię i pości, dlaczego tam zamieszkał? Nie byłoby to prawdopodobnie przyjemne doświadczenie. Radykalne postępowanie Jana, stawiało pod znakiem zapytania ich oddanie Bogu. Jan odrzucił pozory, wybrał drogę wytyczoną przez Najwyższego. Był palącym przykładem zaangażowania w Boże sprawy. Łatwiej było zdystansować się, powiedzieć „zły duch go opętał”, niż zastanawiać się, dlaczego tak robił. Lepiej przykleić etykietkę niż zasiać w sobie ziarno niepokoju i stracić dobre samopoczucie.

Jan był niedobry, bo pościł. Jezus był niedobry, bo jadł i pił: „Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników…”
Niedobrze było pościć i niedobrze było jeść, jakie więc postępowanie byłoby w mniemaniu krytykujących dobre? Tak naprawdę żadne, bo tkwili uwikłani w sprzeczność. Jedyne, co pozostawało, to upodobnienie się do kraczących wron, wtopienie się w tłum. To jest obrona przed uznaniem w sobie  przewrotności i przekory.

Jezus naruszał reguły porządku społecznego, podobnie jak Jan odrzucił pozory, poszedł za głosem Boga. Tutaj pytanie dlaczego, też było niewygodne, bo bez tego pytania można było poczuć się lepszym, czystszym, doskonalszym – we własnym mniemaniu. Dobrze jest się tak czuć, po co to burzyć?

A gdyby pytanie zostało postawione? Dlaczego Jezus poszedł do celników, dlaczego jadł z grzesznikami, dlaczego przekroczył społeczne obyczaje, zadawał się z wyrzutkami – On Prorok wielkiej mądrości? Gdyby je zadać i prawdziwie szukać odpowiedzi mogłoby się okazać, że w jednej chwili straciłoby się wszystko, grunt pod nogami, dach nad głową, doskonałość. Trzeba byłoby zacząć od początku, pochylić głowę nad własną małością i uznać błędy. Nic już nie byłoby takie same. Trzeba byłoby powiedzieć sobie i innym, myliłem się. Oddać pierwsze miejsca, oddać uczucie wyższości, ważności. Oddać nieskazitelny wizerunek kreowany z takim trudem i wyrzeczeniami. To boli.

To pytanie nie było łatwe, wywracało cały porządek, wszystko, co do tej pory było ugruntowane i poukładane, burzyło spokój. Pozory pryskały jak bańka mydlana i odsłaniała się prawda – ważne jest to, co w sercu, a nie to, co na pokaz. Prawda, którą każdy w sobie nosi, ukryta pod pokładami regułek i schematów wpajanych od dzieciństwa. Prawda, do której każdy tęskni, ale niewielu sobie to uświadamia.

Nic dziwnego, że faryzeusze nie chcieli zadawać tego pytania, gdyby odrzucili pozory, poszli za Jezusem, mogliby stracić wiele z tego co do tej pory zgromadzili: pozycję społeczną, układy, znajomości, poważanie, dochody. Łatwiej było podważyć postępowanie Jezusa, zostać na okopanych pozycjach. Łatwiej było nie stawiać sobie pytania dlaczego. Za Jezusem szli ludzie, którzy niewiele mieli do stracenia i tacy, którym czegoś brakowało mimo dostatku, których nurtowało pytanie dlaczego, którzy nie mogli znaleźć wewnętrznego spokoju.

Dlaczego? Często zadaję sobie to pytanie. Pytam siebie czy krytyka nie przychodzi mi zbyt łatwo. Zawstydzam się i próbuję zrozumieć, dlaczego ktoś postąpił tak, że mnie się to nie spodobało. Ważne, żeby zrozumieć. Ważne, żeby próbować.

Jeśli pragniesz poświęcić chwilę czasu na modlitwę nad Słowem Bożym i proponowaną refleksją

Kliknij tutaj

Chcesz dowiedzieć się czegoś o autorce powyższego tekstu

Kliknij tutaj

Poprzednie rozważanie

Rozważanie z zeszłego roku: Pokój jak rzeka…

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code