Ludzie z pasją

Morze Sargassowe

Morze Sargassowe (0).

Beata Bogdanowicz

Zaczęło się od zaciekawienia i fascynacji. Dalej był zachwyt i miłość do morza a potem przyszedł respekt i pokora w obliczu żywiołu wiatru i wody.

Podczas jakiegoś wakacyjnego wypadu nad jezioro Rajgrodzkie wsiadłam do Omegi, żeglowanie było krótkie, moje pojęcie o tym żadne, miałam tylko jeden problem – spodobało mi się.

Pierwsze podejście do żeglarstwa nie było najszczęśliwsze, poszłam na kurs teoretyczny, niestety trafiłam na przepisy (1). Wytrzymałam do pierwszej przerwy – to nie dla mnie, nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Na szczęście później kolega wyciągnął mnie do akademickiego klubu żeglarskiego, była wiosna. Zapisałam się do klubu i na obóz żeglarski. Jeszcze parę wyjazdów do Wojciecha nad j. Białym – prace bosmańskie, szykowanie jachtów do sezonu. Wreszcie coś praktycznego, coś, czego można dotknąć. Szpachlowałam, szlifowałam kadłub Ramblera, po kilka godzin nie zwracając uwagi na włókna szklane wbijające się w skórę.

Wakacje, wyjazd na obóz żeglarski. Trzy tygodnie pływania, manewrowania, ćwiczenia. Początkowe trudności, gdy nie mogłam ‘zaskoczyć’ jak to jest z tym odpadaniem i ostrzeniem (2). [To doświadczenie przydaje się później, gdy już jako instruktor muszę wczuć się i zrozumieć trudności innych.]
Potem wszystkie elementy zaskoczyły i pływało się cudownie, kręcąc ósemki pomiędzy dwoma kapokami na wodzie, trzaskając sztag za sztagiem i rufy, ćwicząc manewry portowe. Była w tym energia, dynamika; pasja? Działo się dużo i działo szybko – czułam się jak ryba w wodzie, zdecydowanie to był mój żywioł.

Potem rejsy po Mazurach, całe wakacje na wodzie, chłonięcie atmosfery wędrówki po szlaku (3), obóz na patent jachtowego sternika i morze. Wspaniałe morze, wielkie, piękne, zapierające dech w piersiach. Tak mnie zahipnotyzowało, że nie mogłam oderwać wzroku od fal idących jedna za drugą. Moim ulubionym miejscem jest kosz dziobowy (4) gdy morze faluje, pokład unosi się 1,5 metra do góry a potem pikuje w dół, potrafię tam siedzieć godzinami ciesząc się tym, co widzę, co czuję dookoła. Być może nie jest to do końca normalne, ale… lubię to!

Kilkanaście rejsów morskich i egzamin na jachtowego sternika morskiego, trudny egzamin. Wiosną 1998 roku wyruszam w mój pierwszy samodzielny rejs, jestem kapitanem. Przed dziobem nieznany Adriatyk, opisany po powrocie w opowiadaniu ‘Mały Poker’ (5).
Kolejne lata i kolejne rejsy, w sumie kilkanaście lat z żaglami.

Nie wiem czy to jest pasja czy coś więcej, dla mnie żeglarstwo było i dalej jest w pewnym sensie sposobem na życie.

Poznałam kilka odcieni morza.
Odcień przygody, który otworzył przede mną nieznany, ale jakże fascynujący świat.

Mroku cień dopijał dnia
Śniegi białe poszarzały
Morza zew wtopiony w krew
Nawoływał mnie z oddali
…(6)

Odcień nieprzewidywalnego, kiedy staję z pokorą w obliczu żywiołu.
Odcień nostalgii, gdy wiosną poczuję na twarzy ‘wiatr od morza’.

Zapewne jest jeszcze kilka innych odcieni, których nie poznałam, jest kilka, których nie wymieniłam i są takie, których nie chciałabym poznać. Jedno wiem na pewno, gdyby nie żeglarstwo, gdyby nie morze, dziś byłabym zupełnie inna osobą. Biedniejszą.

Nie znającą uczucia zerwania się rano ze snu wraz ze wschodzącym słońcem, aby obejrzeć moment jego narodzin na pełnym morzu, gdy wynurza się zza horyzontu.

Nie znającą uczucia zadowolenia, gdy po czterogodzinnej wachcie za sterem schodzę w dół, zmieniam mokry, słony sztormiak na suche ubranie i zasypiam w ciepłej koi kołysanej falami. Ufając tym, co zostali na górze, że bezpiecznie poprowadzą jacht.

Nie znającą uczucia radości i odprężenia, gdy po kilkunastu godzinach zmagania się ze sztormowym morzem jacht zawija do portu. Wtedy wszystko jest intensywniejsze, doskonalsze, nawet zmęczenie mija.

Nie znającą uczucia nostalgii za domem, gdy jacht przebija się przez wzburzone morze, na dole latają w szafkach źle zasztauowane (7) naczynia, na górze:

Na białych skrzydłach
Pod wiatr płyń
wśród białych grzyw
Pod wiatr płyń
przepłyń szczytem
odpadnij doliną
tnij dziobem fale
Pod wiatr płyń
z podniesionym czołem
na grzbiecie dziewiątej fali
do mlecznej drogi
Pod wiatr płyń
aż srebrny wędrowiec
zmęczony tułaczką
przysiądzie na wantach
słuchając jak wiatr
na takielunku gra
rozmarzony tańcem fal
zapomni o drodze
zostanie na dłużej
znacząc srebrnym śladem
nić kompasu
biegnącą do domu
ognia ciepłego
zielonych traw

Nie znającą uczucia odpowiedzialności za wszystkich na pokładzie i za jacht. Gdy nosi się ten ciężar na barkach wtedy szuka się Boga, bo nie jest w mocy ludzkiej takie ciężary nieść.

****

Przypisy:

0. Morze Sargassowe
1. Przepisy jeden z przedmiotów, znajomość, którego wymagana jest na patenty żeglarskie. Gdyby kogoś zaciekawiła reszta to zapraszam do biblioteki
2. Odpadanie – zmiana kursu jachtu od kursów ostrzejszych do kursów pełniejszych (od bajdewindu do fordewindu), ostrzenie – zmiana kursu jachtu od kursów pełniejszych do kursów ostrzejszych (od fordewindu do bajdewindu).rysunek poglądowy
3. Coś z tej atmosfery zaplątało się w opowiadaniach ‘Czerwony Październik’ i ‘Tydzień z hakiem’
4. Kosz dziobowy – metalowa konstrukcja na dziobie jachtu
5. ‘Mały Poker’
6. ‘ R&aumlgnarok’
7. Sztauować – zabezpieczać np. naczynia w kambuzie, aby nie obijały się po ściankach szafek podczas kołysania jachtu na fali.

Dodaj komentarz

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code