Rozważania niedzielne

Niedziela Chrystusa Króla Wszechświata, rok A

Spread the love

Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata, rok A

Dzisiejsze czytania

Jezus przekracza granice

Martin Löwenstein SJ

Przed dwunastu laty po raz pierwszy pojechałem latem na wycieczkę rowerową do Europy Wschodniej, która była dla mnie zupełnie nieznaną krainą. I tak, gdzieś we wschodniej części Ukrainy dopadło mnie dziwne uczucie. Zdałem sobie bowiem sprawę, że przede mną nie ma żadnej granicy. Mógłbym tak jechać tygodniami i miesiącami nie spotkawszy po drodze żadnego naturalnego ograniczenia. Przed moimi oczami roztaczał się nieznany i bezkresny kraj. Nigdy wcześniej czegoś podobnego nie przeżyłem. Jeśli np. jadę do Francji nie muszę docierać aż do Atlantyku, aby wciąż mieć takie wewnętrzne przekonanie, pewność, że gdzieś czeka na mnie granica w postaci oceanu.

Trwało to jeszcze lata zanim tak naprawdę zrozumiałem znaczenie tego uczucia. Aby dobrze pojąć tę kwestię, należy zdać sobie sprawę z faktu, czy wiem o istnieniu granicy, która gdzieś daleko w jakieś realnej, rzeczywistej odległości ode mnie się znajduje, czy też nie, bowiem różnica jest tutaj zasadnicza. W amerykańskich westernach panuje przekonanie, że tę granicę można poszerzać i jest ona rozciągliwa. Natomiast my mieszkańcy Europy Zachodniej żyjemy w świecie, w którym wpojono nam istnienie granic i jesteśmy nimi przesiąknięci. Czasami są to granice, dzięki którym czujemy się pewniej i bezpieczniej, a czasami stanowią one dla nas przeszkody.

Czy te doświadczenia, które wyciskają piętno na naszej kulturze, wpływają również na nas, na poszczególne jednostki? Każdy musi wsłuchać się w siebie, aby móc otrzymać odpowiedź na to pytanie. Czy ja żyję tak, jak gdyby życie wciąż dalej się toczyło i nie miało końca, wiedząc oczywiście, że tak nie jest? Czy też świadomość ograniczonej liczby moich dni jest wciąż towarzyszącą mi pewnością? Niewątpliwie ta sprawa wygląda różnie w poszczególnych okresach mojego życia. Dla studenta wytęsknioną granicą będzie egzamin, nawet jeśli miałoby to jeszcze trwać lata, ta granica będzie mu wciąż towarzyszyć. Natomiast człowiek, który właśnie tę granicę przekroczył i znalazł już swoją pierwszą pracę, spostrzeże, że życie toczy się dalej i zapyta, jak ma się ono toczyć?

I to właśnie sprawia, że jedno uczucie nie ma bardziej religijnego wymiaru niż to drugie. Świadomość istnienia granicy, np. śmierć przed oczami, może mnie poprowadzić do Boga, albo sprawić, że od Niego odejdę. Najpierw trzeba jednak osiągnąć tę granicę, aby móc patrzeć dalej.

Pierwszym jest Chrystus

Drugie czytanie i Ewangelia rozciągają pewien łuk zakreślający centrum życia wiary chrześcijańskiej, tak, jak mówimy w Credo: Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek.

Ewangelia identyfikuje Chrystusa, który stoi przed ludzkim sądem z człowiekiem, prawdziwym człowiekiem w potrzebie, którego spotykamy na swojej drodze. W tej Ewangelii nie przemawia do nas jakaś abstrakcyjna mądrość, ale Jezus z Nazaretu w czasie swoich ostatnich dni w Jerozolimie, przemawia prawdziwy człowiek. Ten człowiek, który żył przed dwoma tysiącami lat mówi o sobie jako o tym, przez którego przyszła śmierć i zbawienie dla każdego z nas. Cokolwiek czynimy, Jemu uczyniliśmy, gdyż On jest prawdziwym Bogiem.

W czytaniu z pierwszego Listu do Koryntian musimy stanąć twarzą w twarz ze śmiercią Pana Jezusa, który jako prawdziwy człowiek umarł na krzyżu straszliwą śmiercią. O tym człowieku św. Paweł mówi: „Ponieważ bowiem przez człowieka przyszła śmierć, przez człowieka dokona się zmartwychwstanie.” Tym człowiekiem, przez którego przyszła śmierć, jest każdy z nas, ponieważ my wszyscy jesteśmy stworzeni w Adamie, jako mężczyzna i kobieta. Ten człowiek, ten Adam, którym i my jesteśmy, przynosi śmierć na swój sposób, każdy inaczej. Natomiast tym człowiekiem, przez którego przychodzi Zbawienie jest Chrystus – prawdziwy człowiek. W Nim Pan Bóg objawia nam prawdziwego Boga. To On oddziela życie od śmierci.

Co znaczą słowa wypowiadane w wyznaniu wiary? Jeśli Jezus był prawdziwym człowiekiem, wówczas również i On podziela nasz stosunek do pojęcia „granicy życia”. Jeśli Chrystus jest prawdziwym Bogiem, wówczas Jego granica jest granicą wszystkich istnień ludzkich. Jest pobożną pomyłką sądzić, iż Pan Jezus od początku wiedział, jakie będzie Jego życie. Przed fragmentem Ewangelii, który dziś usłyszeliśmy Jezus mówi: „Lecz o dniu owym i godzinie nikt nie wie, nawet aniołowie niebiescy, tylko sam Ojciec” (Mt 24,36). Pan Jezus jest takim człowiekiem jak my. Tylko poprzez zmieniający opór swoich przeciwników dowiaduje się On stopniowo, że dojdzie do śmiertelnego konfliktu. Tylko dlatego, że jest zdecydowany nie dać się skorumpować, wie, że ten los Go spotka. Czas biegnie i zbliża się ku końcowi, ale ten dzień i godzinę zna tylko Bóg Ojciec.

Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, gdy na początku swojej działalności św. Jan zapowiada Go słowami: „Bliskie jest Królestwo Niebieskie”(Mt 3,2)
Pan Jezus żył w oczekiwaniu, że wyrok końcowy dotyczący tego świata i początek Królestwa Bożego nie dadzą na siebie długo czekać. On oczekiwał tego, co miało nadejść, jak widać po licznych potwierdzeniach zawartych w Ewangelii. Chociaż jako człowiek, tak jak my, nie wiedział, jak życie dalej się potoczy, wiedział jednak, że jego życie, granica jego życia, buduje światu granice.

Pójść z Chrystusem

Żyć po chrześcijańsku, jak wynika z tej Ewangelii, znaczy po prostu żyć. Wraz ze wszystkimi ludźmi dzielimy się to samo doświadczenie i niepewność dotyczącą granicy, do której dotrzemy. Ten dzień i ta konkretna godzina są znane tylko Bogu. Jednocześnie tę granicę osiągamy w sposób konkretny, ponieważ przez chrzest w Chrystusie zostaliśmy odrodzeni, a Jego śmierć jest częścią naszego życia. Dajemy temu wyraz w modlitwach, gdy bez lęku mówimy o własnej śmierci. Jednocześnie przez chrzest jesteśmy uczestnikami zmartwychwstania Pana i pokonujemy śmierć. Otrzymaliśmy od Boga przyrzeczenie, że prawdziwie żyjemy, jeśli żyjemy w Chrystusie. Iść z Chrystusem oznacza iść w stronę granicy i ją przekroczyć.

Czy słowa te brzmią jak jakaś abstrakcyjna teoria? Ewangelia wskazuje nam miejsce, w którym mamy pójść z Chrystusem, a jest nim człowiek: „głodny, spragniony, bezdomny, nagi, czy chory lub w więzieniu”. Niespodziewanie wiara w prawdziwego Boga jest tak bardzo bliska życiu. Przytłaczająco bliska życiu, powiedzielibyśmy, bo któż z nas zbliża się do człowieka chorego, bezdomnego, czy więźnia? Któż z nas dysponuje tak wielką miłością, aby odważyć się zbliżyć do granic choroby, bezdomności, więzienia i śmierci?

Nie możecie żyć jak chrześcijanie, jeśli nie posiadacie czegoś więcej niż tylko rytualne przyzwyczajenia i prowadzicie coś w rodzaju półezoterycznej medytacji. Jak chrześcijanie możemy żyć tylko wtedy, gdy wciąż na nowo zatapiamy się w Chrystusie, gdy staramy się być bliżej Niego podczas słuchania Pisma św., świętowania tajemnicy Jego śmierci w czasie mszy św. i w chwilach osobistej modlitwy. Tylko wówczas możemy żyć prawdziwie jako ludzie, gdy zanurzymy się w Bogu, który pośród nas stał się człowiekiem. I tak jak oddziałują na nas znane nam granice – bliskość lub oddalenie od oceanu, tak wpływać będzie na nasze życie bliskość Królestwa Niebieskiego, co poprzez Chrystusa stało się realne.

Notka biograficzna o autorze

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code