Przeżywanie Piękna

Dostojewski o pięknie

Dostojewski o Pięknie

Ks. Dariusz Jastrząb

Piękno zapatrzone samo w siebie jest obojętne wobec dobra i zamknięte na prawdę, ma zawsze charakter destrukcyjny. Może zauroczyć, ale będzie to zawsze uścisk śmierci. Dlatego jeśli operujemy innym powiedzeniem Dostojewskiego, chyba najbardziej znanym ze wszystkich: „Piękno zbawi świat”, to konieczne jest pytanie: jakie piękno? Piękno, ażeby było zbawiające, domaga się dopełnienia etycznego. Człowiek w swoim działaniu nadaje pięknu wymiar moralny.

Jeśli Dostojewski utożsamiał się ze słowami swojego bohatera z Idioty, to „przygotowywał” się do „sądzenia o pięknie” w ciągu całego swojego życia. Książę Myszkin wypowiada jedno z fundamentalnych stwierdzeń pisarza: „Piękno to zagadka”. Oznacza to przede wszystkim jedno: piękno jest zanurzone w tajemnicy. Ponadto, pozbawione przymiotu równowagi, uspokajającej harmonii, nie koi za pomocą porządku obowiązującego kanonu, jest raczej zawirowaniem ognia, płomieniem.

Wrodzone pragnienie piękna

Dla pisarza piękno nie jest żadnym luksusem, ale pierwszą potrzebą człowieka. „Bez Anglików ludzkość da sobie radę, bez Niemców także, bez Rosjan na pewno, przetrwa bez nauki, bez chleba, i jedynie bez piękna się nie obejdzie, gdyż bez piękna nie warto będzie żyć na świecie!”. Pragnienie piękna jest wrodzone, a nie nabyte. Im intensywniej człowiek żyje, tym bardziej potrzebuje piękna. Człowiek, u którego nie uwzględni się prawa do piękna i sprowadzi się ową pierwotną tęsknotę za pięknem do czysto użytkowych funkcji, w dosadnym języku pisarza, zamienia swój ludzki obraz w wizerunek „zwierzęcia domowego”.

Dostojewski w swojej opinii w tym względzie jest stanowczy. Człowiek przyjmuje piękno ze względu na nie samo, kłania się przed nim, niezależnie od tego, czy jest ono użyteczne, przydatne czy też nie. Właśnie dlatego piękno w pedagogii Dostojewskiego uplasowane jest zaraz po bezwarunkowej konieczności wychowywania człowieka do prowadzenia życia duchowego. Jeśli człowiekowi „nie ofiaruje się życia duchowego, ideału Piękna, to umrze z tęsknoty, zwariuje, zabije siebie albo popadnie w pogańskie fantazje”. Ta myśl, zawarta w liście do jednego z solistów orkiestry w Teatrze Maryjskim, datowanym na 7 czerwca 1876 roku, prowadzi do konkluzji, iż „przeniknięte tym ideałem dusze staną się sobie braćmi i wówczas naturalnie, pracując dla siebie nawzajem, ludzie staną się bogaci”.

Tego ideału piękna nie wolno człowiekowi odbierać, tak jak nie można traktować tęsknoty za pięknem na równi z potrzebami instynktu. Dostojewski, we wspomnianym liście, który jest szkicem do późniejszej Legendy o Wielkim Inkwizytorze, analizując pierwsze kuszenie na pustyni, pokazuje, że szatańska propozycja zamiany kamieni w chleb i oferowanie go ludziom jest metaforą każdego ustroju społecznego, perfidnie redukującego duchowy wymiar człowieka do jego biologicznych głodów. „Daj im taki ustrój społeczny, aby zawsze mieli chleb i porządek. I dopiero potem pytaj o ich grzechy”. Konsekwencją takiej utylitarnej pedagogiki jest odebranie człowiekowi osobowości, zdolności do ofiary, a także postrzegania pracy jako wartości. Dokonując krytyki socjalizmu, autor ripostuje: „Na wszystko to odpowiedział Chrystus: Nie samym chlebem żyje człowiek. To znaczy wypowiedział aksjomat o duchowym pochodzeniu człowieka”.

Niejednoznaczność piękna

W pojmowaniu piękna Dostojewski przekracza czysty estetyzm i osadza je w kontekście metafizycznym. Jest bliski Arystotelesowi, dla którego piękno spotykane w tragedii ma charakter oczyszczający. Ale czy zawsze? Dostojewski zdecydowanie odpowiada – nie. Piękno bowiem nosi znamię dwuznaczności, dlatego ten jego katartyczny charakter obwarowany jest koniecznym warunkiem rozeznania duchowego. Przypomnijmy tylko słowa Dymitra z Braci Karamazow: „Piękno! Nie mogę tego ścierpieć, że czasem człowiek, podniosłego nawet serca i wielkiego umysłu, zaczyna od ideału Madonny i kończy ideałem Sodomy. […] Co rozumowi wydaje się hańbą, to sercu czystym pięknem. Czy jest piękno w Sodomie? Wierz mi, że dla większości ludzi jest ono w Sodomie – znałeś ty tę tajemnicę czy nie? Przerażające, że piękno jest nie tylko straszną, ale i tajemniczą rzeczą. Tu diabeł z Bogiem się zmaga, a polem bitwy jest serce człowiecze”.

Ambiwalentny charakter piękna spowodowany jest zniszczeniem jego więzi z prawdą i dobrem. Potwierdza to przyjaciel pisarza Władimir Sołowjow: „W swoich przekonaniach nigdy nie oddzielał on prawdy od dobra i piękna; w swojej twórczości artystycznej nigdy nie traktował piękna oddzielnie od dobra i prawdy. I miał słuszność, bowiem ta trójca żyje tylko poprzez swój związek. Dobro, oddzielone od prawdy i piękna, jest jedynie nieokreślonym uczuciem, bezsilnym porywem, abstrakcyjna prawda stanowi puste słowo, a piękno bez dobra i prawdy jest bożkiem samym dla siebie. […] Prawda jest to dobro pomyślane przez ludzki rozum; piękno jest tym samym dobrem i tą samą prawdą, wcielone w żywą konkretną formę. I pełne jego wcielenie – już we wszystko – jest kresem i celem, i doskonałością. Oto dlaczego Dostojewski mówił, że piękno zbawi świat”.

Dokonując „ontologicznej schizmy” w obrębie triady prawdy, dobra i piękna, pozbawiamy piękno niezbędnego odniesienia do jego siostrzanych wartości. Bez tego związku piękno przybiera wręcz piekielne szaty. Anarchista i dekadent Piotr Wierchowieński dobitnie oznajmia swoje zafascynowanie pięknem: „Kocham piękno! Jestem nihilistą, lecz kocham piękno. Czyż nie wolno nihilistom być czcicielami piękna?”. Jeszcze dobitniej ten dwuznaczny charakter piękna odkrywamy w postaci Stawrogina, człowieka demonicznego, zionącego pustką wewnętrzną. Wspomniany Wierchowieński odurzony jego fizycznym pięknem wykrzyknął: „Stawrogin! Pan jest piękny! Pan wie o tym, że pan jest piękny?”. Moc piękna, tej – jak twierdził Romano Guardini – najbardziej „przerażającej i strasznej” duchowo postaci, jak grawitacja planety przyciąga uwagę każdego, kogo spotyka na swojej drodze. Stawrogin, sam niedotykalny i statyczny, oddziałuje mackami swej szatańskiej inteligencji niczym aktor poruszający marionetkami w opera dei pupi. Jego piękno jest tutaj – jak to określa Siergiej Bułgakow – „maską niebytu”. Przypatrując się „zimnemu” pięknu Stawrogina, nie sposób nie odkryć podobieństwa z prorockimi opisami Lucyfera w Starym Testamencie: Jakże spadłeś z niebios, Jaśniejący, Synu Jutrzenki? (Iz 14, 12). Byłeś odbiciem doskonałości, pełen mądrości i niezrównanie piękny. […] Serce twoje stało się wyniosłe z powodu twej piękności (Ez 28, 12; 17). Piękno zapatrzone samo w siebie jest obojętne wobec dobra i zamknięte na prawdę, ma zawsze charakter destrukcyjny. Może zauroczyć, ale będzie to zawsze uścisk śmierci. Dlatego jeśli operujemy innym powiedzeniem Dostojewskiego, chyba najbardziej znanym ze wszystkich: „Piękno zbawi świat”, to konieczne jest pytanie: jakie piękno?

Piękno, ażeby było zbawiające, domaga się dopełnienia etycznego. Człowiek w swoim działaniu nadaje pięknu wymiar moralny. Piękno poprzez swój niejednoznaczny charakter nie zbawia człowieka mechanicznie, samo przez się. Przynależy ono do porządku stwórczego i domaga się ze strony samego człowieka zagospodarowania moralnego. Jeśli piękno ma „zbawić świat”, to tylko poprzez człowieka, który otrzymał nakaz „czynienia sobie ziemi poddaną”, czyli wiązania w tym wypadku piękna z dobrymi czynami. Dostojewski wyraża to ustami Szatowa: „Pierwiastek estetyczny, jak mówią filozofowie, to pierwiastek moralny i ich zdaniem znaczy to samo. To poszukiwanie Boga”. Książę Myszkin, patrząc na fotografię Nastasji Filipowny, odkrywszy, iż jest „zadziwiająco piękna”, dodaje: „Ach gdyby była dobra! Wszystko byłoby uratowane”. W Idiocie zauważamy wpływ platońskiej myśli na przekonania pisarza dotyczące piękna. Słowa Diotymy, przywołane przez Sokratesa w Uczcie, hierarchizują miłość w odniesieniu do piękna. Dostojewski obrazuje to poprzez historię Nastasji Filipowny, symbolu piękna duszy, oscylującej pomiędzy Rogożynem, uosabiającym miłość zmysłową – eros, a Myszkinem, będącym personifikacją chrześcijańskiej agape. W końcowych sekwencjach powieści odnajdujemy owo piękno na marach samozatracenia. Oscylowanie „pomiędzy” siłami dionizyjskimi natury a miłością ofiarniczą domaga się jednoznacznego wyboru. Brak takowego jest fiaskiem piękna.

Piękno domaga się dopełnienia religijnego

Zwornikiem trzech wymiarów: poznawczego, etycznego i estetycznego jest u Dostojewskiego zawsze czynnik religijny. Tym, który doskonale odzwierciedla piękno, jest sam Jezus Chrystus. Wspomina o tym przytoczony powyżej list: „A ponieważ Chrystus wraz z sobą i swoim Słowem przynosił ludziom ideał Piękna, to zdecydował, że lepiej jest wsączać ten ideał w dusze”. Ponieważ piękno uobecnia Chrystusa we wnętrzu człowieka, należy go, poprzez ten ideał, uświęcać. Człowiek potrzebuje tego zbawczego uduchowienia, bo choć ulepiony z gliny, to przecież „Bóg tchnął w niego dech życia” i tylko to tchnienie Boskie zbawia świat. W twórczości Dostojewskiego, przykładem zbawczego działania piękna w duszy człowieka są tacy bohaterowie jak starzec Zosima czy Makary Dołgoruki. Umiejscowieni w tle wartko dziejących się wydarzeń powieści, święci jakby w nich nie uczestniczą, pozostają w cieniu, niczym ikona zawieszona w pokoju, przed którą zapalony jest nieustannie kaganek nikłego światełka. To wewnętrzny blask tych bohaterów-ikon nadaje najgłębszy sens rzeczywistości; to oni milcząco objawiają całą prawdę, poszukiwaną przez szamoczących się buntowników, anarchistów, dekadentów. Przebóstwiona osoba Zosimy, już od pierwszych sekwencji, skupia uwagę pozostałych postaci z Braci Karamazow. Starzec jest ewangeliczną solą dla ziemi i światłem w świecie. Nie inaczej postrzegamy wewnętrzne piękno Makarego – w podobny, ikonograficzny sposób – umieszczonego w Młokosie, w przestrzeni ateizujących i libertyńskich idei. Tak też możemy pojąć milczenie Jezusa w legendzie Iwana Karamazowa. To na takie piękno „przybrania za synów”, według ósmego rozdziału z Listu do Rzymian, czeka cały kosmos w jęku i bólach rodzenia (por. Rz 8, 22).

Jeszcze wyraźniej piękno, jako przymiot Boga, ukazane jest przez pisarza w aspekcie jego pneumatologii. Paul Evdokimov twierdzi, cytując Dostojewskiego, że „Duch Święty jest bezpośrednim uchwyceniem Piękna”, że Trzecia Osoba Trójcy objawia się właśnie jako Duch Święty. Gdy „Duch Święty zaczyna wypowiadać się przez Piękno, tak jak mówił przez proroków, jedynie wówczas zbawienie przez Piękno przestaje być autonomiczną zasadą sztuki, a staje się formułą religijną. Duch Święty jest nagłym zrozumieniem piękna, proroczą świadomością Harmonii. To właśnie w świętości, w Duchu, człowiek odnajduje bezpośrednią intuicję prawdziwego piękna. Napełniona Duchem, przebóstwiona, ludzka natura Chrystusa, według Dostojewskiego, jest obrazem pozytywnym, absolutnie pięknym, a Ewangelia świętego Jana w objawieniu Piękna widzi cud Wcielenia”.

Dostojewski, łącząc ideał piękna z Osobami Jezusa i Ducha Świętego, postrzega go także, choć nie bezpośrednio, w odniesieniu do Boga Ojca, Stworzyciela świata. Trudno do końca zgodzić się z Mikołajem Bierdiajewem twierdzącym, że opisowi piękna w stworzeniu pisarz poświęca mało uwagi i czyni to niejako mimochodem. To prawda, że skoncentrowany jest on przede wszystkim na człowieku, że analizując jego dwubiegunową strukturę wnętrza, zauważa, że i piękno nosi w sobie ów dwoisty, „tragiczny konflikt”. Nie bez racji jednak Romano Guardini zwraca uwagę, iż według Dostojewskiego, rosyjski lud, poprzez kontemplację świata stworzeń, intuicyjnie wyczuwa, że znajduje się w centrum Bożego działania. Nie jest to jednak panteizm czy identyfikacja świata z Bogiem. Lud ten receptorami duszy odbiera świat jako nowe stworzenie, przez tegoż Boga odkupione.

Jednym z najpiękniejszych fragmentów, w których objawia się wrażliwość pisarza na piękno świata, są słowa Makarego: „Podniosłem głowę, mój kochany, rozejrzałem się wokoło i westchnąłem. Było pięknie nad podziw. Wszędzie cichutko, powietrze czyste: rosła trawa… rośnij sobie, trawko boża; śpiewał ptaszek… śpiewaj, boska ptaszyno! Zapłakało dzieciątko na rękach matki: Bóg z tobą, maleńki człowieczku, rośnij na szczęście, dziecino! Wówczas po raz pierwszy w życiu wszystko to w siebie wchłonąłem. Ułożyłem się znów i zasnąłem lekkim snem. Piękny jest świat, mój drogi. Lżej mi było na duszy, jakby znów nadejść miała wiosna. A że wszystko jest tajemnicą, tym lepiej: serce się lęka i dziwuje. Ten lęk obraca się w radość serca: Wszystko jest w Tobie, Panie, i ja jestem w Tobie, przyjmij mnie. Nie sarkaj na to za młodu, świat jest piękniejszy właśnie dlatego, że jest tajemnicą”.

W obrazie tym tkwi próba oddania sensu jedności powszechnej. Z zewnątrz nic nadzwyczajnego, uporządkowana rzeczywistość, spektakl codzienności. Ale w tym opisie-zachwycie, pod wpływem przeżywanego piękna świata, wszystko przybiera nowy sposób postrzegania rzeczywistości. Piękno, oczyszczając, pozwala człowiekowi na nowo widzieć rzeczy takimi, jakimi stworzył je Bóg. Liczy się bowiem nie to, co się widzi, ale sposób widzenia. Makaremu wszechświat objawił się nagle jako „piękny nad podziw” dlatego, że piękno tkwi nie tyle w perfekcyjności obrazu postrzeganego, ile raczej w jedności powszechnej: w całkowitej harmonii stworzenia, którą inteligencja ludzka, nawykła do postrzegania fragmentarycznego i podzielnego, ujmuje w kontemplacji naturalnej jako „tajemnicę”. Stefan Swieżawski, za św. Tomaszem, powiedziałby zapewne o uruchomieniu zasadniczej funkcji naszego rozumu: „wprostnego” i bezpośredniego oglądu rzeczywistości.

Podobny opis kontemplacji wszechświata odnajdziemy w historii starca Zosimy. „W młodości swej, dawno już temu «rozgadał się» z młodym wieśniakiem: o piękności świata Bożego i o wielkiej jego tajemnicy. Wszelkie źdźbło, każdy owad, mrówka, pszczółka złota, wszystko to w zdumiewający sposób zna drogę swoją, nie posiadając umysłu, tajemnicy Bożej przyświadcza, dokonywa jej. […] Nie znam nic lepszego od życia w lesie – rzecze – i wszystko jest takie piękne. Zaiste – odpowiadam – wszystko jest piękne i wspaniałe, ponieważ wszystko jest prawdą. Popatrz – prawię mu – na konia, zwierzę duże, bliskie nam, albo na wołu, […] jaka ufność i jakie piękno. Rozczula mnie świadomość, że nie mają one żadnego grzechu, albowiem wszystko dokoła, wszystko – prócz człowieka – jest bezgrzeszne, i z nimi Chrystus jest wcześniej niż z nami. Jakże to – pyta mnie ów młodzieniec – czy i w nich jest Chrystus? Czy może być inaczej? – odpowiadam. – Dla wszystkich jest Słowo, wszelkie stworzenie, wszelki twór, każdy listek dąży ku Słowu, Pana Boga chwali, po Panu Jezusie płacze, sam nie wiedząc, dowodząc tego tajemnicą życia swego bezgrzesznego”.

Zosima, tak jak Makary, wskazuje na ten sam sens piękna wszechświata, na tę samą tajemnicę. Opis jego zawiera jednak znaczące dopełnienie: obecność Chrystusa. Kontemplacja Makarego ukazuje człowieka pośród stworzonego świata, to w nim zbiega się całe piękno stworzenia. Wraz z całym wszechświatem przeniknięty jest on obecnością Boga. Zosima natomiast, w swojej kontemplacji zauważa istniejący kontrast pomiędzy grzeszną ludzkością a niewinnością bytów, obok niego powołanych do istnienia. Piękno i tajemnica stworzenia o tyle są zachowane w świecie, o ile nie są skażone przez zło obecne w człowieku. Pozostają „istnieniem bezgrzesznym” natury, gdzie wszystkie byty znają swoją drogę, nie posiadając inteligencji żyją wedle wpisanego w ich naturę prawa. Natomiast człowiek narażony na grzech często oddala się od porządku i ładu świata. Nie może osiągnąć harmonijnego bycia we wszechświecie, nie jest w stanie uczestniczyć w tajemnicy i pięknie stworzenia bez zbawczego dzieła Chrystusa. Wizja Makarego, wypełniona harmonią pomiędzy Bogiem, naturą a człowiekiem, ustępuje niewątpliwie dramatycznej i dynamicznej wizji Zosimy. Człowiek dla osiągnięcia piękna swojego bytu potrzebuje zbawczej mocy Chrystusa, ale i wysiłku na rzecz tworzenia owej harmonii we wszechświecie.

Uobecnianie piękna w sztuce

Z powyższą wizją piękna koresponduje pogląd na temat sztuki, która jest jego manifestacją. Dostojewski przeciwstawiał się traktowaniu sztuki wyłącznie w sposób czysto utylitarny. Sztukę, co prawda, można potraktować w charakterze użytkowym, ale przede wszystkim w sensie potęgowania w człowieku energii duchowych. Ma ona niejako prowadzić człowieka ku temu, co utracił w raju, zasadniczo jednak wzywać do „powrotu do Chrystusa”. Niestety, w nowoczesnym świecie sztuka zredukowana została do „gry form”, zaprzęgnięta w służbę zaspokajania ludzkich doznań. Dostojewski rozumiał, że w dziewiętnastowiecznym, burżuazyjnym stuleciu, takie wartości jak wielkoduszność, ofiara, szlachetność wyparte zostały przez sentymentalizm, napuszone moralizatorstwo i ckliwy patetyzm. Pierwsze jego dzieło, epistolarne opowiadanie Biedni ludzie, nacechowane tym wątpliwej jakości „modnym” stylem, przyjęte zostało z entuzjazmem przez takiego koryfeusza nowoczesności jak Wissarion Bielinski. Kiedy jednak młody pisarz, jeszcze tego samego roku, opublikował Sobowtóra, odchodząc od czułostkowego rozwodzenia się nad ludzką dolą, od wysubtelnionych idei, które miały służyć w walce o wyzwolenie klasowe, tenże pozostawia swego protegowanego z nieukrywanym niesmakiem. Sztuce – według Dostojewskiego – nie wolno stawiać granic dyktowanych przez warunki społeczno-ekonomiczne. Sztuka zakorzeniona jest w pięknie i tym samym odsyła do idealnej, transcendującej ziemską rzeczywistość, sfery aksjologicznej. Sztuka, przemieniona w „społeczny towar” spowodowała, iż piękno przestało być wartością trwałą i samodzielną. Pozbawiona odniesień historiozoficznych, wyzuta z ideałów mających moc twórczego przemieniania człowieka, nieokreślona pod względem celu, odgrywać zaczęła rolę zabawiania, sycenia wrażeniami. W konsekwencji sztuka i piękno wytrącone zostały z zaangażowania na drodze ludzkiego poszukiwania sensu. Oczywiście przyczyn zaistniałej sytuacji pisarz dopatrywał się poza samym obszarem sztuki. Ostrze swej krytyki kierował głównie przeciwko dziewiętnastowiecznym prądom myślowym, które nastawione były nieprzychylnie wobec rozumianego po chrześcijańsku ideału piękna.

W dobie promowania dzieł artystycznych o wątpliwej wartości estetycznej, takich jak ukazywanie Papieża przywalonego meteorytem czy przedstawiających krzyż umieszczony w urynie, myśl Dostojewskiego na temat piękna pozostaje nadal aktualna. Dla pisarza twórczość artysty była zawsze zadaniem moralnym. Proroczo przewidział, że całkowite oddzielanie sztuki od odniesień etycznych i pozbawianie jej więzi z prawdą spowoduje, iż jej odbiorca stanie się wewnętrznym banitą, skazanym na błądzenie pośród atrap i protez rzeczywistego piękna. Dostojewski stanowczo przypomina, że piękno, zanim zacznie „zbawiać”, samo „potrzebuje zbawienia”. Tylko człowiek uświęcony ocala piękno od stoczenia go w otchłań „przedstawiania świata na obraz własnej zniszczonej duszy, aż po wizję olbrzymiej kloaki, w której gmerają bezkształtne potwory”. Najskuteczniej czyni to wówczas, gdy włącza własne życie w obszar życia Trójjedynego Boga. Wtedy piękno w Jezusie staje się „siłą uzdrawiającą”, a wypowiadane przez Ducha Świętego przebóstwia każde stworzenie, wynurzając je z odwiecznej tajemnicy Ojcowskiej miłości.

Dodaj komentarz

Tekst ukazał się pierwotnie w kwartalniku „Życie Duchowe”.

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code