Teksty

Tezy o Rosji minionej i obecnej

Spread the love

Tezy o Rosji minionej i obecnej

Alain Besançon

Religią jest chrześcijaństwo, ono stanowi dla Rosji zasadniczy punkt zakotwiczenia w Europie. Jest wprawdzie „prawosławne”, czyli „ortodoksyjne”, ale przecież dość różne od chrześcijaństwa łacińskiego, a nawet bizantyńskiego.

Demoralizację rodzą wszystkie strony życia komunistycznego: lenistwo, nieodpowiedzialność, kłamstwo, korupcja, rozpad więzi rodzinnych – lista jest długa. Rosjanie nie nawykli do intensywnie czynnego życia naszych społeczeństw. Wydaje im się ono uciskiem.

Dawna Rosja

1. Kiedy przenosimy się do początków Rosji, do Rusi Kijowskiej, widzimy państwo znajdujące się na kresach Europy, ale będące częścią kształtującej się mgławicy europejskiej. Nowogród, zanim został zniszczony przez Iwana Groźnego, był terminalem Hanzy i żył rytmem miast bałtyckich. Ale kiedy przenosimy się do carstwa moskiewskiego w przededniu rewolucji Piotrowej, czyli pod koniec XVII wieku, zapóźnienie rosyjskie – w takich dziedzinach jak struktura własności, stosunki „feudalne”, poddaństwo chłopów, techniki rolne (wydajność, płodozmian), życie intelektualne – można obliczać, według historyka Kajdanowa, na sześćset do siedmiuset lat. Wyobraźmy sobie państwo Karola Wielkiego, ale bez Alkuina, bez szkół przykatedralnych, bez sieci diecezjalnej, bez łaciny i tak dalej. Mamy nawet często wrażenie, że jesteśmy w czasach Merowingów.

2. Odmienność rosyjska nie polega po prostu na zapóźnieniu, jest odmiennością natury. Punkt kluczowy to stosunek władcy do szlachty. Na Zachodzie władca wieńczy hierarchię, z którą jest konsubstancjalny, i dzieli ze swoją szlachtą szlachectwo. Najskromniejszego dziedzica łączy z jego seniorem, jego księciem, jego królem stosunek mimetyczny, dotykający zwyczajów, honoru, godności osobistej. W Rosji poddani to, wedle słów Iwana III, „wszystko niewolnicy”. Nie istnieje piramida społeczna, wszyscy są równi i zresztą wolą tę równość pod rządami despotyzmu od hierarchii przywilejów. Car zdołał zachować efektywną własność ziemi. Odstępuje ją w zamian za służbę pewnej części swych sług (dworianie) i żeby zwiększyć jej wartość, a dworianom umożliwić służbę, przywiązuje chłopów do domeny. W Rosji nie dochodzi ani do senioralnego zawłaszczenia ziemi, ani do rewolucji rolnej przeprowadzonej przez uwłaszczonych seniorów. Wielkie rody czerpią swój blask tylko z funkcji pełnionych w ramach służby. Dworianie nie pojedynkują się: wymyślają sobie, a w bójkach walczą na kopniaki. Kiedy się czymś narażą, zostają wychłostani.

W ówczesnej Rosji nie ma miast w zachodnim sensie tego słowa, są tylko lokalne ośrodki władzy centralnej, garnizony. Kasta kupiecka nigdy nie zechciała wziąć na siebie odpowiedzialności politycznej. Dlatego Rosja nie zaznała rewolucji XII i XIII wieku – uniwersytetów, uczonych zakonów żebraczych, wielkiego handlu – a później: odrodzenia.

Religią jest chrześcijaństwo, ono stanowi dla Rosji zasadniczy punkt zakotwiczenia w Europie. Jest wprawdzie „prawosławne”, czyli „ortodoksyjne”, ale przecież dość różne od chrześcijaństwa łacińskiego, a nawet bizantyńskiego. Jest liturgią, jest sakralnością, która okrywa i zdobi sakralność znacznie starszą, obciążoną pogańską magią, bliską ziemi – matce, carowi, wspólnocie „prawosławnej”, i nieoddzielnie sprzężoną z odruchowym, instynktownym, panicznym wstrętem do wszystkiego, co cudzoziemskie, łacińskie, katolickie, żydowskie. Wzniesienie granicy wokół czegoś w rodzaju Ummy1, którą przekroczyć można, czy to w jednym, czy to w drugim kierunku tylko z najwyższym trudem, datuje się od czasów okupacji mongolskiej. W tych warunkach już w XV wieku rodzą się takie mity, na ogół niezbyt rozpowszechnione, ale od czasu do czasu rozbudzane, jak III Rzym, Święta Ruś.

Europeizacja

3. Od XVIII wieku Rosja rozpoczyna proces „nadrabiania”, prowadzący do europeizacji. Proces ten przebiega, tworząc dwie linie – drogi rozwoju.

Pierwsza wiąże się z imieniem Piotra Wielkiego i polega na wzmacnianiu i uaktywnianiu środków będących w dyspozycji władcy i jego administracji wojskowej. Wzmacnia się obowiązek służby (trwa praktycznie przez całe życie), umacnia się poddaństwo, pańszczyznę, obciążenie podatkowe, przywiązanie chłopa do odstąpionej jego panu domeny. Ta autorytarna i woluntarystyczna droga „rozwoju” (z myślą o potędze wojskowej i państwowej, a nie o pomyślności poddanych) nie znika przez całe istnienie ancien régime. Ustępuje jednak coraz bardziej innej linii, związanej z imieniem Katarzyny II, która wydaje się jedyną twórczą, jedyną, która stwarzała pewne szanse na zeuropeizowanie kraju.

Polega ona na upartym i uwieńczonym powodzeniem wysiłku wyłonienia spośród służebnego dworianstwa odłamu, który mógłby utworzyć jądro szlachty w europejskim sensie tego słowa. Droga prowadzi przez przyznanie praw. Szlachcica nie można już bić. Staje się właścicielem swojej domeny i chłopów pańszczyźnianych, zasiedlających jej powierzchnię. W ten sposób powoli kształtuje się pełne prawo własności. Szlachcic otrzymuje poza tym liberalne wykształcenie w szkołach wojskowych, gdzie uczy się dobrych manier i obyczajów europejskiego szlachcica. W początkach XIX wieku utworzony zostaje sprawny system oświaty. Jądro rozrasta się. Urzędnicy muszą mieć ukończone uniwersytety o wysokim poziomie, utworzone na wzór niemieckich. W połowie XIX wieku działa sieć liceów, liczących około dwudziestu tysięcy uczniów. Pod koniec wieku szkoły początkowe masowo alfabetyzują wieś.

To na wsi utrzymuje się rosyjski archaizm. Chłop rosyjski został „wyzwolony” w roku 1861, ale nie stał się przez to wolny, ponieważ jest nadal podporządkowany wspólnocie wiejskiej, nie jest właścicielem, jest wyłączony z systemu sądowego, któremu podlegają klasy wyższe. To tu utrzymuje się sakralność przedchrześcijańska, choć o pozorach chrześcijańskich, ze swymi zabobonnymi praktykami, przesądami, lękami i – chciałoby się powiedzieć – „nacjonalizmem”, gdyby nie chodziło o ubóstwienie czegoś starszego i bardziej tajemniczego niż naród w nowoczesnym sensie.

Wydawało się wszelako, że w XIX wieku Rosja zbudowała wreszcie kompletny ancien régime na wzór europejski, z taką samą hierarchią klasową, taką samą kulturą prawną, tym samym humanizmem. Jej największym sukcesem jest stworzenie literatury i muzyki w pełni europejskich pod względem motywów, źródeł inspiracji, wartości. Około 1840 roku Wissarion Bieliński słusznie upatrywał w tym dowodu europeizacji Rosji. Sto lat później wciąż jeszcze nie ma lepszego dowodu. Nie trzeba zapominać, że cała kultura rosyjska jest tworem arystokracji stworzonej przez Katarzynę, rozwiniętej za Mikołaja I i Aleksandra II, korzystającej z przyzwoitych warunków materialnych, które zapewnia jej „lud”, co zresztą w tej nielicznej warstwie (zapewne około pół miliona osób) budzi pewne skrupuły i wyrzuty sumienia.

4. Ten ancien régime nie korzysta jednak z takiej prawowitości, jaką przed rewolucją francuską cieszyły się ancien régime europejskie. Ta rewolucja bowiem, ze swymi radykalnie nowymi zasadami, zadała mu śmiertelną ranę. Reżim rosyjski był, żeby użyć wyrażenia Jana Jakuba Rousseau, „przejrzały, zanim dojrzał”. Z tego wynika następujący dylemat: albo idziemy dalej drogą ostatecznej europeizacji, co oznacza, że będziemy musieli przejść przez niesłychanie ciężki kryzys polityczny, który grozi zmieceniem wszystkiego, co dotąd osiągnięto, albo zatrzymujemy się w pół drogi, co jednak prowadzi, jak dowiodła wojna krymska, do utraty potęgi i usunięcia Rosji z koncertu europejskiego.

Żeby uniknąć tego dylematu, rząd szuka trzeciej drogi. Polega ona na oparciu się na pradawnej sakralności, która kryje się w pojęciu Świętej Rusi lub w oficjalnej dewizie reżimu: „Samowładztwo, Prawosławie, Duch narodowy (narodnost’)”. Pod taką osłoną można kontynuować zarówno „Piotrową” autorytarną drogę rozwoju dla potęgi, jak „Katarzyńską” drogę ku cywilizowaniu i humanizowaniu społeczeństwa. Zarazem pojawiają się jednak i zaczynają ze sobą konkurować formacje mentalne, wydobyte metodami archeologicznymi z przeszłości w dużej mierze mitycznej, ale ponownie żywe, a także wirulentne: „nacjonalizm” zakorzeniony w religii, mesjanizm Rosji jako nowego narodu wybranego, którego przeznaczeniem jest zbawienie świata, imperializm bez określonych granic. Te idee stają się coraz potężniejsze, w miarę jak brak prawowitości reżimu wychodzi coraz bardziej na jaw, a on sam zmierza do kresu.

5. Utrata prawowitości przez rosyjski ancien régime umożliwiła rozwój dwóch typów opozycji.

Pierwsza ma cel ograniczony: nowy ustrój przedstawicielski i liberalny, taki jaki działa w Europie Zachodniej lub w ostateczności – w Europie Środkowej. Opozycja ta opiera się na ciągłym umacnianiu społeczeństwa obywatelskiego, najpierw oświeconej szlachty, potem nowych klas wykształconych przez licea i uniwersytety, klas miejskich, świata przedsiębiorców, kupców, zmieniającego się świata wiejskiego, który doczekał się instytucji przedstawicielskich. Ewolucja ta, owo napięcie, przypomina to, co się dzieje w całej Europie i nadaje Rosji jej europejskie oblicze. Jest produktem wysiłków modernizacyjnych państwa rosyjskiego, nurtu Piotrowego i zarazem nurtu Katarzyny. Jest to opozycja nacjonalistyczna na sposób europejski, wspiera Imperium Rosyjskie i jego ekspansję w ramach koncertu europejskiego.

Druga ma cel nieograniczony: społeczeństwo, którego żaden znany wzorzec nie istnieje, przewyższające zarówno społeczeństwo rosyjskiego, jak i społeczeństwa typu europejskiego czy amerykańskiego. Nurt rewolucyjny podejmuje wątki rosyjskiej wyjątkowości, szczególnego przeznaczenia Rosji i odrzuca zachodnią nowoczesność w imię wiejskiego archaizmu, ale przemienionego i prezentowanego jako przyszłość świata. Inny, późniejszy nurt, przyswaja sobie niemiecki marksizm, przybiera postać sekty i konspiruje otwarcie w celu obalenia władzy, wszystkich struktur socjalnych, religijnych, intelektualnych, tak rosyjskich, jak europejskich, co ma utorować drogę do powstania społeczeństwa doskonałego.

Ta druga opozycja jest przez swój woluntaryzm, radykalizm swych zasad zwierciadlanym i odwróconym odbiciem państwa Piotrowego. Przez swą chimeryczność, eschatologizm jest zwierciadlanym i odwróconym odbiciem fałszywych tradycji mesjanistycznych, które próbuje także ożywić dogorywające państwo petersburskie. Jej głównym przeciwnikiem jest konstytucyjny liberalizm społeczeństwa obywatelskiego, które normalnym biegiem rzeczy, zgodnie z europejskim doświadczeniem, powinno byłoby być następcą carskiej władzy ancien régime. Projekt tej opozycji obejmuje całą ziemię.

Epizod komunistyczny

6. Wielka Wojna okazała się szansą sekty najskrajniejszej, która utrzymała się u władzy przez sześćdziesiąt lat, przystosowując się do okoliczności, ewoluując, ale nie zmieniając swej natury. Zniszczyła społeczeństwo obywatelskie, prawo, własność i niemal wszystkie zdobycze cywilizacyjne nagromadzone od czasów Katarzyny. Dla zrealizowania swej utopii, oddalającej się stale niczym horyzont, przejęła najbardziej despotyczne sposoby działania, jakie kryła w sobie historia rosyjska, tak moskiewska, jak petersburska, ale podniesione do kwadratu i do sześcianu, do tego stopnia, że dawna Rosja była zarazem do poznania i nie do poznania, tak bardzo użyte środki przekraczały wszelkie doświadczenie, a nawet wszelką wyobraźnię historyczną. W stosunkach ze światem zewnętrznym wycofuje się sama z koncertu europejskiego i wypowiada wojnę wywrotową całemu światu.

Przez długi czas ideał komunistyczny zdawał się kanalizować siły sakralności rosyjskiej, wchłaniać je w siebie, doprowadzać do doskonałości: składało się nań uznanie nieprzekraczalnej granicy, odmienności natury między „obozem socjalistycznym” a „obozem kapitalistycznym” (porównywalne do obowiązującego w islamie wrogiego podziału na dar al-islam, terytorium islamskie, i dar al-harb, terytorium wojny), projekt mesjanistyczny, projekt wspólnotowy. Ale w miarę jak ideał ten ulatniał się, a jego realizacja okazywała się niemożliwa, dawna sakralność wydobywała się znów na powierzchnię i w oczach ludzi Zachodu dawała się zaliczyć do kategorii nacjonalizmów.

Dyplomacja zachodnia, przekonana, że znów ma do czynienia z czymś znajomym, z klasycznym imperium nacjonalistycznym, próbowała przez cały niemal okres sowiecki, od roku 1920 do 1988, wprowadzić ZSRR do nowego koncertu europejskiego i światowego. Inicjatywę podjęły Niemcy w roku 1922 (Rapallo). De Gaulle, wróciwszy do władzy, biorąc swe pragnienia za rzeczywistość, sądził, że Rosja nigdy nie przestała być narodem, podobnie jak Niemcy czy Anglia. W swej antyamerykańskiej pasji starał się na próżno pogodzić obraz, jego zdaniem immanentny, Europy narodów „od Atlantyku po Ural” z rzeczywistością sowiecką, która rozciągała się od Łaby po Pacyfik i wypuszczała nibynóżki w Afryce, Azji, Ameryce oraz, za pośrednictwem partii komunistycznych, w Europie Zachodniej. Kissinger, mniej zaślepiony co do roli ideologii leninowskiej, starał się odtworzyć coś w rodzaju szachownicy międzynarodowej i biorąc pod uwagę rzekomo „narodowe” interesy ZSRR, wyznaczyć mu znośne miejsce na jednym z jej pól.

Otóż władza sowiecka nigdy się na to nie zgodziła. Do samego końca podtrzymywała „międzynarodowy system komunistyczny”, godząc się ze schizmami dopóty, dopóki nie prowadziły one do rozpadu komunistycznych struktur i idei. Podobnie jak w Rosji, abstrakcyjna idea komunizmu musiała się wypełnić realną zawartością, dążeniem do potęgi, do dominacji, pychą narodową, nienawiścią do przeciwnego „obozu”, również wszędzie tam, gdzie komunizm się zakorzeniał, musiał zaspokajać te naturalne namiętności i im właśnie zawdzięczał swoje trwanie. Jednakże do chwili upadku projekt pozostał projektem światowym, nieograniczonym i żadne wysiłki dyplomacji światowej nie zdołały wprowadzić go w ramy jakiegoś stabilnego i akceptowanego porządku. A do powstrzymywania go potrzebne było ogromne natężenie sił militarnych.

Inwentarz postkomunistyczny

7. Reżim upadł ostatecznie w roku 1990. Wydaje się, że padł ofiarą wierności wobec swego światowego i nieograniczonego projektu. Projekt ten wymagał skoncentrowania wszystkich sił ekonomicznych i technicznych obozu radzieckiego na potędze wojskowej. Wystarczyło, by aparat państwa zdał sobie sprawę, że nie potrafi wytrzymać konkurencji z Zachodem nawet na tym terenie, by rzucił ręcznik i rozpadł się. Imperium ulotniło się w jednej chwili. Rosja została odrzucona w granice, które miała w chwili, kiedy Piotr Wielki wstępował na tron. Utraciła nawet część Ukrainy, którą zdobyła w czasach cara Aleksego Michajłowicza.

Komunistyczny czarny przypływ, cofając się, odsłonił pejzaż przerażający. Ani ludzie Zachodu, zwiedzeni sfałszowanymi danymi, ani Sowieci, nawet wysoko postawieni, zindoktrynowani własnymi kłamstwami, nie domyślali się, że bilans siedemdziesięciu lat absolutnej władzy utopijnej będzie tak katastrofalny. Oto główne punkty inwentarza.

Rosja ma obecnie mniej więcej tę samą liczbę ludności co w roku 1917. Nawet ludność Francji, której przyrost demograficzny jest wątły, wzrosła mimo wszystko o 50 procent. Brazylia, w roku 1917 siedmiokrotnie rzadziej zaludniona od Rosji, ma dziś znacznie więcej ludności. W dodatku Rosjanie nie tylko rodzą jeszcze mniej dzieci niż Niemcy, ale są kiepskiego zdrowia, ich średnia długość życia jest niska, stan sanitarny rozpaczliwy. Ludność zmniejsza się w tempie jednego miliona rocznie, mimo imigracji Rosjan uciekających przed władzą muzułmańską w Azji Środkowej i części Kaukazu.

Przemysł jest zrujnowany przez siedemdziesiąt lat inwestycji pozbawionych uzasadnienia ekonomicznego. Nie jest zdolny dostarczać produktów nadających się do zbycia na rynku światowym, poza bronią. Rolnictwo potrafi na ogromnych obszarach uprawnych produkować tylko artykuły żywnościowe niskiej jakości i nie zdołało stworzyć zdolnego do konkurencji przemysłu spożywczego. Zasoby mieszkaniowe, drogowe, kolejowe są doszczętnie zrujnowane. Handel zagraniczny ma strukturę typową dla krajów słabo rozwiniętych: sprzedaje się gaz, ropę, surowce, kupuje wyroby o wysokiej wartości dodanej.

Reżim pozostawił wszelako pewien atut. Niezdolny do prawdziwych innowacji, potrafił jednak zachowywać niektóre dobre rzeczy, których u nas już nie ma. Zwłaszcza pedagogikę w dawnym stylu, surową, opartą na selekcji, promującą wedle zasług. Tłumaczy to, dlaczego Rosja dysponuje obfitymi zasobami muzyków, matematyków, inżynierów o wysokim poziomie, chociaż trzeba brać pod uwagę, że talenty były kierowane przez długi czas głównie w kierunku spraw wojskowych. Ten odłam społeczeństwa, najbardziej godny szacunku, jest dziś częściowo niezatrudniony, a częściowo szykuje się do wyjazdu ku krajom, gdzie niebiosa są łaskawsze.

Istnienie takiej świetnej warstwy nie powinno jednak rodzić złudzeń: główną szkodą wyrządzoną przez komunizm jest otępienie i demoralizacja mas. Lud rosyjski jest słabo poinformowany, niemal nienawykły do samodzielnego myślenia. Chociaż szkoła i uniwersytety zachodnie nie są już tym, czym były, to jednak jako całość są jednak lepsze od rosyjskich szkół średnich i wyższych. W Rosji Sowieckiej było stosunkowo niewielu studentów, w sensie, jaki nadaje się temu słowu w Ameryce czy w Europie, i z wyjątkiem nauk przyrodniczych nie otrzymywali oni niezależnego wykształcenia zdolnego rozwinąć ich inteligencję. Uczenie się na pamięć leninistycznych głupot nie robi dobrze na mózg.

Demoralizację rodzą wszystkie strony życia komunistycznego: lenistwo, nieodpowiedzialność, kłamstwo, korupcja, rozpad więzi rodzinnych – lista jest długa. Rosjanie nie nawykli do intensywnie czynnego życia naszych społeczeństw. Wydaje im się ono uciskiem.

Przeniesienie władzy

8. Jak można było w roku 1989 lub 1990 wyobrażać sobie sprawę przeniesienia władzy?

W lutym 1917 roku istniało w Rosji społeczeństwo obywatelskie w pełni rozwoju, oparte na bardzo dynamicznej gospodarce. Osłabione wojną, systematycznie niedopuszczane do rządzenia przez sektę bolszewicką i jej sojuszników, zostało w październiku obalone i dokładnie zniszczone.

Jakie były w roku 1989 grupy, które można by było teoretycznie zaliczyć do nowego społeczeństwa obywatelskiego? Dawne społeczeństwo było reprezentowane już tylko przez niedobitki starej inteligencji, która była zdolna zrodzić bardzo cienką warstwę aktywnych „dysydentów”, liczącą kilkaset jednostek. Poza tym w łonie władzy sowieckiej wyodrębniała się pewna nowa liczna klasa. Byli to ludzie, którzy już nie wierzyli w komunizm i starali się uzyskiwać posady, pieniądze, „świadczenia” tym cenniejsze, że ogólny niedostatek narastał. Kontrolowali produkcję i dystrybucję. Przewodniczący kołchozów, kierownicy sklepów, kadra przemysłowa – wszyscy oni w latach Breżniewa spekulowali intensywnie i w ten sposób uczyli się prawdziwej gospodarki, wymiany, rynku. Teoretycznie mogli stanowić tkankę nowego społeczeństwa obywatelskiego.

„Klasa spekulancka” była ściśle związana ze strukturami władzy, czyli z ogromnym aparatem komunistycznym. W istocie w chwili upadku reżimu to właśnie górna warstwa „komunistów spekulujących” odziedziczyła bogactwa kraju. Byli przedtem w ich posiadaniu, ale ideologia oficjalna wzbraniała im osiągać coś więcej niż prawo użytkowania.

Rozwianie się komunizmu pozwoliło im dostąpić pełni własności. Bogaci komuniści proklamowali swoje nawrócenie na gospodarkę rynkową i uznali się za „kapitalistów”, ponieważ zdołali nabyć niemal za darmo większość rentownych aktywów kraju, natomiast komuniści sfrustrowani, którym pozostały tylko okruszki z ciasta, nadal nazywali siebie komunistami i próbowali odtworzyć partię.

Ekonomiści zachodni stawiali na ewolucję klasy spekulacyjnej. Mieli nadzieję, że z czasem utworzy ona prawdziwe społeczeństwo obywatelskie. Nadzieja okazała się płonna. Ultraszybka koncentracja sprawiła, że bogactwo trafiło w ręce nielicznych grup, trzymających sztamę z nowym aparatem państwowym. Czy można ich porównywać do amerykańskich robber barons, Morganów, Rockefellerów, Vanderbiltów końca XIX wieku? Też nie. Nie tworzyli przemysłu, starali się maksymalizować krótkoterminowe zyski, zdołali wywieźć z tego wycieńczonego kraju miliardy dolarów, zagarnęli i ukryli w bezpiecznych miejscach pieniądze z kredytów zachodnich, wyłudzili oszczędności ludu rosyjskiego. Wszystkie te manipulacje zrobili w zmowie z władzą państwową.

Co prowadzi nas znów do kwestii władzy.

Od pierwszych dni postkomunizmu mały światek dysydencji rozwiał się. Żydzi, którzy tworzyli jego najliczniejszą i najbardziej zdeterminowaną część, powyjeżdżali do Izraela i USA. Najsłynniejsi dysydenci, ekspulsowani z kraju w czasach Andropowa, nie spieszyli się do powrotu lub nie wrócili wcale. Ci, którzy wrócili, pogodzili się z nowymi władzami, niekiedy z zaskakującym zapałem, jak w przypadku jednego z najbardziej przenikliwych spośród nich – Zinowiewa. Inteligencja, zrywając z częścią swej tradycji, przestała być siłą opozycyjną. W każdym zaś razie nie była w stanie wystąpić jako kandydatka do władzy. Nie miała żadnej poważnej bazy wśród ludności kraju. Wywodziła się z uprzywilejowanych warstw ancien régime. Skłóciła się. Przestała się liczyć. Być może odżyje, jeśli reżim będzie ewoluował ku dyktaturze.

Walka polityczna nawiązała się wobec tego między frakcjami wyłonionymi z partii komunistycznej. Resztówkowa partia komunistyczna szybko przegrała. Miała zwolenników w najmniej uprzywilejowanych kręgach kasty przywódczej, ale uprzywilejowanych mimo wszystko w stosunku do reszty ludności. Narzuca się porównanie jej z tym, czym byli w społeczeństwach kolonialnych „biedni biali”. Porównanie nie jest absurdalne, jeśli wziąć pod uwagę, do jakiego stopnia kasta komunistyczna korzystała w stosunku do całego ludu z sytuacji kolonizatora. Emeryci, kombatanci, wojskowi niższych rang, majstrowie i brygadziści, ogromny tłum propagandystów, dziennikarzy prasy oficjalnej, biurokraci z kołchozów i sowchozów, wszyscy ci ludzie byli nieco zagubieni, pozbawieni swych nędznych „świadczeń” i prestiżu ich niezliczonych medali. Idea komunistyczna schroniła się między nimi, nie dlatego, by byli w jakiejkolwiek mierze leninistami w starym, ideologicznym sensie słowa, lecz z tęsknoty za sowietyzmem i jego chwałą. U tych zubożałych weteranów systemu żałobę po komunizmie rodzi przede wszystkim zraniony nacjonalizm.

Jednakże w ciągu ostatnich trzydziestu lat reżimu zmienił się stosunek sił w obrębie kasty komunistycznej. Zawodowi ideolodzy, ci przekonani wyznawcy idei komunistycznej i jej propagandziści, tracili stopniowo autorytet. Konieczności związane z dążeniem do potęgi, kształt, jaki przyjęła walka „obozu socjalistycznego” z „obozem kapitalistycznym”, sprawiły, że na pierwsze miejsce wysunęły się techniczne organa władzy. Aparat militarny nie mógł się sycić leninowskim ideałem. Trzeba mu było techników, organizatorów, wartościowych uczonych. Podobnie było z aparatem produkcyjnym, o tyle, o ile był sprzężony z wojskowym. Zadanie kontrolowania ludności przejęły z rąk partyjnych propagandzistów organa policyjne. KGB stało się organizacją szczycącą się tym, że jest poinformowana o wszystkim, dumną ze swych sukcesów w szpiegostwie międzynarodowym, pyszniącą się swą dyscypliną, swym esprit de corps, natomiast partia jako całość zdradzała wszystkie oznaki dekadencji i korupcji. Aparat dyplomatyczny, dobrej jakości, żyje w symbiozie z KGB. Jest jego wyspecjalizowaną gałęzią. W ciągu kilku lat ta elitarna, techniczna, modernistyczna warstwa partii odniosła zwycięstwo. Próbowała zreformować komunizm za Andropowa i Gorbaczowa. Porzuciła go bez trudu, kiedy ta reforma doprowadziła do zawalenia się systemu. Utrzymała się z dala od katastrofy, zachowała swoją jedność i to jej w końcu przypadła władza.

9. Pouczające może być porównanie z Polską. W kraju tym komunizm został narzucony z zewnątrz w roku 1945, nie bez oporów, szybko złamanych. Jednakże dawne społeczeństwo obywatelskie, zniszczone częściowo przez nazizm, ponownie zniszczone przez komunizm, nie zostało unicestwione. Nie zdołano wywłaszczyć chłopstwa, a ono mocno wczepiło się w swoje pola. Kościół, ludowy, rządzony przez wartościowych prałatów, zachowujący łączność z Rzymem, trzymał się twardo. Przetrwało życie intelektualne, utrzymujące kontakt z Zachodem. Pamiętano o prawie i wolności. Patriotyzm działał przeciw komunizmowi, który wprawdzie instrumentalizował najgorszy nacjonalizm, antysemicki i antyniemiecki, ale ten nacjonalizm nie pokrywał się z polskim poczuciem narodowym. Po roku 1956 społeczeństwo obywatelskie podniosło głowę, a potem cały czas umacniało się i stawało bardziej bojowe. W roku 1988 partia komunistyczna musiała podzielić się z nim władzą, a właściwie wynegocjowała swoje wchłonięcie. Jej personel został włączony w społeczeństwo.

Nie odwołując się w najmniejszej mierze do ideałów, które głosił przez czterdzieści lat, zachował się zgodnie z nowymi zachodnimi normami, dbając tylko o zachowanie swych pozycji. Udało mu się to bardzo dobrze, z pomocą solidarności zrodzonej ze wspólnych doświadczeń, dzięki swym umiejętnościom administracyjnym, kompetencji, a w każdym razie – swej zręczności politycznej. Jego polityka zagraniczna jest polityką każdego innego polskiego rządu: na Zachód, całą parą! Uniknął czystek. Polacy, którzy walczyli o swoje wyzwolenie, wiedzą, że muszą współżyć z tymi ludźmi, którymi pogardzają, ale którym obiecali, że nie będą ani sądzeni, ani karani. Porównywano tych przekwalifikowanych komunistów do personelu termidoriańskiego, który po ulotnieniu się wszelkich ideałów rewolucyjnych do śmierci zajmował istotne pozycje w dziewiętnastowiecznej Francji. Porównanie z termidorem stosowano raczej wobec nowej władzy rosyjskiej niż wobec nowych władz polskich, ale właśnie do Rosji porównanie to nie daje się zastosować.

10. Powodem jest oczywiście słabość niezależnego społeczeństwa obywatelskiego. Partia, żeby się z nim stopić, musiałaby stopić się sama z sobą. W jakobińskiej Francji zasada własności i w pewnej mierze zasada prawa nie zostały zniesione. Jakobini byli właścicielami, ich chłopska baza zdobyła własność legalnie. W Rosji w roku 1990 nie było ani własności, ani prawa. Własność została pospiesznie zadekretowana z góry, bez prawa. Znaczy to, że dystrybucja bogactw dokonała się na zasadzie czystego stosunku sił i że to warstwa przywódcza je zagarnęła. Składała się ona z technicznej frakcji partii, ściśle stowarzyszonej z frakcją spekulacyjną. To, co nazwano „mafią”, to nic innego jak ów syndykat interesów zarazem politycznych i ekonomicznych. Dokonał on na swoją korzyść „prywatyzacji” rentownych aktywów oraz utworzył oligarchię wielkich grup. Oligarchię niestabilną, taką jaką może być stado rekinów rozszarpujące wieloryba. Wśród nich również jedyną zasadą jest stosunek sił.

Godzina Jelcyna

11. Jaki był los społeczeństwa obywatelskiego za czasów Jelcyna?

Strach ustąpił. Ludzie nie musieli już przemawiać drętwą mową, udawać, że uczą się zasad diamatu, że w nie wierzą. Odzyskali swoje gardła. Z tego punktu widzenia leninowski totalitaryzm rzeczywiście ulotnił się w mgnieniu oka. Strach, utajony lub jawny, który utrzymywał się przez siedemdziesiąt lat, wkraczał w życie rodzin, nawet małżeństw, rodził nieufność wszystkich do wszystkich, ten strach przestał istnieć. Wolność opinii i wolność prywatnej wypowiedzi jest całkowita. Była to wielka ulga.

Umożliwiono w pewnym zakresie inicjatywę gospodarczą. Pojawiły się sklepiki, kramy uliczne. Próbowano, często z powodzeniem, tworzyć przedsiębiorstwa, choć trzeba było przy tym płacić haracze prywatnym raketerom, kontrolującym rynek mafiom państwowym, sprzedajnym biurokratom.

Główną przeszkodą w rozwoju „klasy średniej”, niecierpliwie, lecz jak dotąd na próżno wyczekiwanej przez zagranicznych obserwatorów Rosji, jest brak prawa. Ustawy są tylko formalnym ujęciem decyzji kolejnych władz. Wymiar sprawiedliwości nie jest dość niezawisły, by mu zawierzać kwestie sporne. Prawo własności ciągle nie może się narodzić. Dziesięć lat po upadku reżimu struktura kołchozowa wciąż jeszcze istnieje. Zapowiada się tylko, że będzie uchwalone prawo własności ziemskiej, ale jednocześnie – że nie będzie ono dotyczyło „gruntów rolniczych”.

Jeszcze poważniejszy od braku prawa jest całkowity brak kultury prawnej. Idea prawa została zaszczepiona w państwie rosyjskim za Mikołaja I przez Sperańskiego, który stworzył pierwszy drukowany zbiór praw, przyjętych w państwie moskiewsko-petersburskim. Nie wszystkich, bo niektóre prawa, uznane za „tajne”, nie zostały opublikowane. Mimo wszystko idea prawa czyniła w Rosji stałe postępy aż do końca ancien régime, z wyjątkiem chłopów, dziewięciu dziesiątych ludności, którzy byli od niej trzymani z daleka. Od pierwszych tygodni władzy bolszewickiej organizacja sądowa została złamana i sama idea prawa zniesiona, podobnie jak własność.

Sprawiło to, że inicjatywa gospodarcza w Rosji została skazana na życie w warunkach anomii, anarchii, że wyrastała na dziko jak trawa między kamieniami bruku. Kamieniami tymi są najrozmaitsze zakazy i punkcje dokonywane przez rozmaite instancje grabieżcze. Takie życie gospodarcze, spontaniczne, sporadyczne istniało za bolszewizmu i w ostatnich latach reżimu na dość wielką skalę. Zachowało ono za Jelcyna nawyki, jakich nabrało za nielegalności, do tego stopnia, że zapewne z trudem dałoby się pogodzić z reżimem legalności i prawa, gdyby na serio chciano położyć kres nieograniczonej pomysłowości korupcji, malwersacji, złodziejstwa i łupiestwa.

Rozpad struktur socjalistycznych miał dla dobrobytu społeczeństwa obywatelskiego konsekwencje pozytywne i negatywne. W gospodarce sowieckiej istniał sektor państwowy i sektor „wolny”, czyli nielegalny. Sektor państwowy został „sprywatyzowany” w wyżej opisanych warunkach i krok po kroku rozgrabiony przez niezliczonych aktorów ekonomicznych sektora „wolnego”, teoretycznie zatrudnionych przez sektor państwowy za bolszewizmu i usamodzielnionych przez „prywatyzację”. Doprowadziło to do ruiny całych kategorii społecznych, które ze względu na swą pozycję, zawody, zdolności nie były w stanie uczestniczyć w grabieży: profesorów, służbę zdrowia, emerytów, wojskowych średniego szczebla.

Zniesienie wielu absurdów socjalizmu, zwłaszcza planowania, rozluźnienie kontroli, skrócenie sieci produkcji i dystrybucji miało korzystne skutki. Ale zostały one zrównoważone przez efekty uboczne anarchii i powszechnej korupcji. Najwyraźniej osiągnięcia ekonomiczne Rosji postsowieckiej rozczarowały obserwatorów, nawet tych, którzy nie robili sobie złudzeń. Trudno dawać wiarę statystykom, fałszowanym oficjalnie za komunizmu, a słabo udokumentowanym obecnie. Wydaje się jednak, że produkcja spadła wskutek rozpadu dawnych sieci, a ogólny poziom życia obniżył się. Potwierdzają to dane demograficzne oraz wskaźniki śmiertelności i zachorowalności. Za punkt odniesienia do porównań służy nie Zachód, lecz najbardziej upośledzone kraje afrykańskie i azjatyckie.

W tym obrazie trzeba odróżnić Moskwę od prowincji. Moskwa skupia dużą część rosyjskich bogactw. Jest miastem kompletnym, liczącym zapewne około dziesięciu milionów mieszkańców, czyli wielkości Stambułu lub regionu paryskiego. Jest ożywione, rozmaite, wielorakie. Jeśli społeczeństwo obywatelskie gdzieś w Rosji żyje mocnym życiem i dysponuje pewną zdolnością do autonomii i do twórczości, to właśnie w Moskwie. Prowincja zmieniła się niewiele. Personel administracyjny pozostał na stanowiskach, podobnie jak posągi Lenina i napisy ku czci komunizmu. Obywatele zachowali swoje nawyki z czasów Breżniewa: trwać, podkradać tu i ówdzie, opierać się mocą inercji i lenistwa, pić i jeszcze raz pić: niemal butelkę wódki na dorosłego dziennie. Za Jelcyna lokalni gubernatorzy odtwarzali w swych obwodach drapieżczy styl zarządzania władzy centralnej.

Groźby separatyzmu nie było, z wyjątkiem stref o licznej ludności nierosyjskiej (jak Tataria, Baszkiria) – stanowiących wszakże około 20 procent ludności Rosji – ponieważ cywilizacja i naród rosyjski są wyjątkowo homogeniczne. Od Smoleńska po Władywostok mówi się tą samą ruszczyzną. Owa jednorodność jest dziełem kolonizacji rolnej, opartej na rozprzestrzenianiu się geograficznym i zawsze kontrolowanej przez sieć władzy centralnej. Złamana cywilizacja chłopska, w swym stanie „skołchozowanym”, została przez sowiecką kontrolę jeszcze bardziej ujednolicona.

Trudno dokładnie przedstawić polityczne aspiracje rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego. Jest z pewnością szczęśliwe, że pozbyło się ciężaru leninistycznej ideokracji, ale też żałuje pewnego odrętwiałego bezpieczeństwa, które zapewniał dojrzały breżniewizm. Ucierpiało wskutek anarchii, która nastąpiła po upadku komunizmu. Marzy o przywróceniu porządku. Wolność polityczna, aktywny udział w życiu politycznym, demokracja nie zaliczają się do jego priorytetów.

Religia i nacjonalizm

12. Chrześcijanie zachodni marzyli o „odrodzeniu duchowym” ludu rosyjskiego. Gorzkie rozczarowanie. Dawna hierarchia kościelna, rekrutowana za zgodą KGB, pozostała na swoich stanowiskach. Można było zaobserwować wielką falę chrztów na wszystkich piętrach świata rosyjskiego, w tym również wśród elity państwowej. Powstało wiele monasterów. Jednakże po chwilowym zapale praktyka religijna opadła do poziomu typu francuskiego: około 4 procent osób praktykuje regularnie.

W istocie religia jest wskaźnikiem identyfikacji ze starą sakralnością rosyjską, czyli z samouwielbieniem wspólnoty. W Rosji XIX wieku dokonała się, dzięki nurtowi słowianofilskiemu, wzajemna blokada religii przez nacjonalizm i nacjonalizmu przez religię. Wszystko, co religijne, staje się narodowe, wszystko, co narodowe, jest religijne. Samowar przybiera barwy religijne, Duch Święty – barwy narodowe. O ile część literatury rosyjskiej jest liberalna i europejska (Puszkin, Czechow), inna żywiła się słowianofilstwem i pokrewnymi prądami: Gogol, Dostojewski, symboliści, większość filozofów i myślicieli politycznych. Od czasu kiedy w roku 1941 Stalin pozwolił Cerkwi pojawić na nowo, oddała się ona po dawnemu w służbę państwu. I pozostała w niej. Obecny patriarcha Aleksy nie tylko został zatwierdzony, jak jego poprzednicy, przez KGB, ale mówi się nawet, że wyszedł z jego szeregów.

W Rosji zawsze istniały dwa prawosławia. Jedno jest prawowitą formą chrześcijaństwa, które zrodziło swych męczenników, świętych, tłumy prawdziwych chrześcijan. Drugie żywi się awersją do łacińskiego Zachodu, zwłaszcza do katolicyzmu. Właśnie to drugie zostało dopuszczone przez Stalina i jego następców. To na nie liczy i na nim się opiera nowe państwo rosyjskie. Biskup Jekaterynosławia kazał w roku 1999 spalić na dziedzińcu swego pałacu nie książki katolickie czy protestanckie, lecz prawosławne, wydane przez Cerkwie rosyjskie za granicą, w Paryżu czy Nowym Jorku. Taki akt byłby nie do pomyślenia w popiotrowej Cerkwi synodalnej. Należałoby się cofnąć do czasów moskiewskich.

Nie trzeba zatem konieczne praktykować religii, by poczuwać się do przynależności do prawosławnej Rosji. Sołżenicyn, który sam jest szczerym chrześcijaninem, nigdy nie zrozumiał, że Rosjanin może wybrać inne wyznanie chrześcijańskie niż rosyjskie prawosławie. Stwierdził, że najazd polski w XVII wieku był gorszy od najazdu mongolskiego, bo mógł zmienić religię Rusi. Jest się prawosławnym, kiedy się jest Rosjaninem, bez względu na swoją wiarę religijną, tak jak jest się Żydem nawet, jeśli się odeszło od Boga Mojżesza i jego przykazań.

Ziemia Matka, Święta Ruś: nawet kiedy się zapomina o tych pojęciach, odruchy, głębokie automatyzmy wciąż im się poddają. Charakterystyczne, że władze publiczne odwołują się nie do prawosławia, lecz do „prawosławizmu”. Ten neologizm jest synonimem „russizmu”. Gorbaczow, Jelcyn, Primakow, Putin ujawnili, że są prawosławni i ochrzczeni. Cerkiew patriarchatu moskiewskiego przybrała moralny i już częściowo prawny status Kościoła państwowego.

Godzina KGB

13. Jelcyn podał się do dymisji 31 grudnia 1999 roku i ustąpił miejsca Putinowi. Uzyskawszy gwarancje dla swej rodziny i majątku, pozwolił, by ukształtował się nowy aparat państwowy. Jego najbardziej charakterystyczną cechą jest to, że zbudował się wokół KGB. Na mocy nowego wcielenia nomenklatury większość kluczowych stanowisk jest przyznawana tej organizacji. Podobnie jak w roku 1917, Lenin zdołał uchronić swoją frakcję przed ogólnym rozkładem społeczeństwa i partii politycznych, tak w latach 1990-1999 KGB zdołało utrzymać swoją dyscyplinę, esprit de corps, elitarną świadomość, natomiast partia komunistyczna w dużej mierze uległa rozpadowi. Podobnie jak w roku 1917 ludność, słusznie uważając, że anarchia jest najbardziej nieznośnym reżimem ze wszystkich, pogodziła się z władzą bolszewicką lub przyłączyła do niej, tak i władza putinowska bez trudu wygrała wybory. Dawna partia komunistyczna wywodziła swoją prawowitość z „prawdziwości” swej doktryny, której nikomu nie wolno było kwestionować. Była „władzą duchową”, wspieraną przez „organy”.

Nowa władza nie potrzebuje doktryny, ponieważ wywodzi swą prawowitość z „woli ludu”, nawet jeśli spowodowała sformułowanie tej woli przez pewne naciski i oszustwa. Wyższa warstwa spekulacyjna partii skonsolidowała swoje niepewne posiadanie przez własność prywatną. Wyższa warstwa techniczna i polityczna partii skonsolidowała swą władzę przez głosowanie powszechne. W pewnym sensie przejęła na swój sposób i w innych celach lekcję Napoleona III i Bismarcka na temat zachowawczych właściwości głosowania powszechnego.

Putin, doszedłszy do władzy, „przywrócił porządek”, zgodnie z otrzymanym mandatem. Parlament (Duma) stał się izbą rejestrującą prezydenckie dekrety. Gubernatorzy zostali zdublowani nowym korpusem „gubernatorów generalnych” i podporządkowali się lub udają, że to uczynili. Pozostaje prasa i media. Putin nie potrzebuje kontroli absolutnej, jako że katecheza komunistyczna, pedagogika „nowego człowieka”, indoktrynacja nie mają już racji bytu. Rozpuszczono ogromną armię „propagandystów”, personel gławlitu i cenzury. Władzy zależy na utrzymaniu w oczach Zachodu fasady demokratycznej. Prasa zbyt sowiecka w stylu nie byłaby do tego odpowiednia. Wystarczy, żeby ogólnie rzecz biorąc, sprzyjała projektom rządu. Będzie więc prasa zaprzyjaźniona, „prasa państwowa”, z rozsianymi tu i ówdzie punktami dyskusji lub opozycji. Putin ponownie przyciągnął właścicieli grup medialnych do kręgu przyjaciół władzy. Paru dziennikarzy zbyt ciekawskich lub zbyt zuchwałych znaleziono pobitych lub zabitych. Cóż, mogli siedzieć cicho jak wszyscy. Nie jest pewne, czy Putin pod wpływem wewnętrznej logiki autorytaryzmu państwowego nie będzie musiał posunąć się dalej, niż miał zamiar z początku, i skrępować media całkowicie. Jak dotąd do tego nie doszło, bo nie jest to konieczne.

W istocie większość klasy politycznej przyłączyła się do systemu Putina. Ci, których nazywano „liberałami”, na przykład Gajdar, którzy próbowali popchnąć zagarnianie własności w kierunku prywatyzacji na sposób polski i w stronę prawdziwej gospodarki rynkowej, grupa skupiona wokół byłego przewodniczącego KGB, Primakowa, który był przez pewien czas premierem Jelcyna, oraz mera Moskwy Łużkowa, który zdawał się przez jakiś czas u progu władzy, złożyli hołd nowemu władcy. Dawni dysydenci tak samo. Partia komunistyczna gorliwie kolaboruje.

Można więc opisać obecny reżim jako autorytarny, zdominowany przez zdyscyplinowaną partię wyrosłą na ogół z KGB i elity wojskowej. Ci, których nazwano „oligarchami”, czyli grabieżczy awanturnicy, którzy pojawili się niezależnie od partii, albo podporządkowali się władzy, albo narażeni są na jej ataki, ku wielkiej satysfakcji ludności.

Co robić?

Władza sowiecka będąca więźniem ideologii leninistycznej, nigdy nie potrafiła wyznaczyć sobie za cel produkcji dóbr, dobrobytu, „rozwoju”. Wszystko było całkowicie podporządkowane zwiększaniu potęgi, zwłaszcza wojskowej. Oceniano, że w apogeum ery breżniewowskiej wydatki wojskowe sięgały 40 procent PKB. Ale pozostałe 60 procent było niepodlegającym redukcji cokołem, poniżej którego produkcja wojskowa spadłaby, ponieważ społeczeństwo nie dysponowałoby zasobami materialnymi i intelektualnymi koniecznymi do jej podtrzymania. Z tego punktu widzenia można utrzymywać, że 100 procent produkcji kraju było poświęcone celom wojskowym. Nawet z tym zastrzeżeniem pewien „rozwój” został jednak osiągnięty: urbanizacja, masowa oświata, wdrożenie technik, dobre wyniki w dziedzinach uznanych za priorytetowe.

Teraz, kiedy ideologia wyparowała, rząd rosyjski ma do czynienia z „normalnymi” zadaniami każdego rządu nietotalitarnego. Powoływał się niejednokrotnie z uznaniem na Pinocheta, który jako dyktator autorytarny uruchomił na nowo gospodarkę chilijską, wycieńczoną przez eksperyment socjalistyczny. Ale odziedziczony przez rząd rosyjski instrument gospodarczy jest wyjątkowo źle przystosowany do obecnych potrzeb. Nie jest pomyślany do produkowania towarów konkurencyjnych na rynku światowym ani nawet do zaspokajania skromnych, ale przecież jednak rosnących potrzeb ludności, która teraz już wie, jak się żyje na Zachodzie.

Mała NRD była najnowocześniejszą, najbardziej rozwiniętą strefą „obozu socjalistycznego”. Ku swemu wielkiemu zaskoczeniu Republika Federalna odkryła ziemie rolne wyniszczone, przemysł straszliwie niedoinwestowany, infrastruktury komunalne nieistniejące lub zrujnowane, siłę roboczą, która utraciła zamiłowanie i nawyki pracy. Odkrywszy to – narzuciła za jednym zamachem nowoczesne prawo publiczne, całkowicie odnowioną administrację. Inwestowała rokrocznie sto miliardów marek. I teraz, dziesięć lat później, wyrównywanie poziomów nie jest jeszcze zakończone.

Rosja, dziewięciokrotnie liczniejsza, dwieście razy rozleglejsza, jest w o wiele gorszym stanie. Nie ma nowoczesnych szos, w szpitalach nie ma gorącej wody, na wsiach – wody bieżącej, czasem nawet prądu, zasoby mieszkalne są zniszczone, zanieczyszczenie środowiska bardzo duże. Siła robocza nie jest nauczona pracować. Rosja może eksportować tylko gaz, w mniejszej mierze – ropę (kosztem konsumpcji lokalnej), rzadkie minerały, produkty o niskiej wartości dodanej, wreszcie broń. Porządek prawny, prawo publiczne i prywatne, system fiskalny trzeba dopiero stworzyć. Nie ma warunków niezbędnych do przyjęcia inwestycji zagranicznych, a zresztą wszystkich pieniędzy świata byłoby za mało na te potrzeby.

Wszystko to mogłoby zniechęcić nawet rząd pełen jak najlepszej woli. W dodatku można się zastanawiać, czy w ostatnim czasie ewolucja nie zmierza w złym kierunku. Główne podmioty gospodarcze pierwsze dają przykład korupcji i wywozu kapitałów. Kapitały, które banki i międzynarodowe instytucje finansowe pożyczyły Rosji z przyczyn raczej politycznych niż ekonomicznych, zostały zmarnotrawione. Autorytarne struktury nowego państwa obiecują zwalczyć korupcję i rzeczywiście zwalczają tych, którzy nie należą do przyjaciół systemu. Nie są stworzone do pobudzania w całym kraju inicjatyw i przedsiębiorczości. Trudno o wspólny język między centralizacją administracyjną, sterowaną przez personel pozbawiony kultury ekonomicznej, a liberalizmem.

Niewykluczone, że po dziesięciu latach spadku gospodarka rosyjska przestała się psuć. Obserwatorzy nie dostrzegają jednak niczego, co by przypominało „odbicie” polskie czy węgierskie. Na oko sądząc, rosyjskie odbicie nie zapowiada się ani na jutro, ani na pojutrze. W XVII wieku Rosja była strefą biedy i barbarzyństwa, otoczoną ze wszystkich stron świetniejszymi cywilizacjami: Europą, Cesarstwem Otomańskim, Persją Safawidów, Indiami Wielkich Mogołów, mandżurskimi Chinami, Japonią. Nie było już tak w roku 1917, bo Rosja była wtedy przedłużeniem Europy gospodarczej, wprawdzie opóźnionym, ale nie zanadto. Teraz, na początku XXI wieku, Rosja sprawia wrażenie, jakby wróciła do względnej pozycji, jaką miała w XVII wieku: z pewnością w stosunku do Europy, ale może również w stosunku do Turcji, Indii i Chin, których dynamizm i stopa wzrostu są wyższe.

15. Niewielkie są zatem szanse, by obecny system znalazł źródło prawowitości w ogólnym wzroście bogactwa, który stanowi czynnik legitymizacyjny dla chińskiego rządu od dwudziestu lat. Musi znaleźć inne źródła. Mogą one mieć tylko polityczny charakter. Otwiera się pierwsza opcja: Jak traktować przeszłość rosyjską? Co z tysiącletniego dziedzictwa rosyjskiego wybierze reżim dla uprawomocnienia swej teraźniejszości i przyszłości?

Jedną fundamentalną decyzję już podjęto: żaden rząd rosyjski od 1989 roku nie ogłosił uroczystego potępienia pamięci komunizmu jako takiej. Kontrast z Niemcami 1945 roku jest krzyczący. Niemcy nazistowskie zostały okupowane. Międzynarodowy trybunał skazał na śmierć głównych przywódców nazistowskich. Pałeczkę przejął po nim niemiecki wymiar sprawiedliwości. Damnatio memoriae usunęło wszystkie insygnia i wszystkie ślady dominacji nazistowskiej. Geniusz niemiecki został retrospektywnie poddany czystce. Do tego aktu skruchy wezwano lud niemiecki. Imię Hitlera zostało wyklęte.

W Rosji do niczego takiego nie doszło. Nie była okupowana, to prawda, z pewnością z wielką dla siebie szkodą, bo Niemcy i Japonia, zostały dzięki okupacji wyleczone z trucizny mniejszym kosztem, bez odpowiedzialności wewnętrznej, bez obciążania hipoteki przyszłości politycznej. Żaden przywódca komunistyczny nie był ścigany ani ukarany za popełnione zbrodnie, ani za zniewolenie ludu rosyjskiego, ani za zniewolenie innych ludów. Personel polityczny nie został ani poddany czystce ze względu na komunizm, ani nawet odnowiony. Zwłaszcza korpus dyplomatyczny nie został dotknięty żadnym „ruchem”. Posągi założyciela, Lenina, nie zostały obalone, jego mauzoleum pozostaje przedmiotem kultu i miejscem wizyt. Nie było żadnej damnatio memoriae. Ani naród rosyjski, ani żadna obca władza jej nie narzuciła, ani nawet jej nie zażądała.

Okres sowiecki przynależy do oficjalnej pamięci Rosji i nie spotkałem Rosjanina, który wstydziłby się tego tak, by chciał go z niej usunąć. Jest on zwłaszcza zrośnięty z ideą obrony ojczyzny. Mer Moskwy, Łużkow, obstawił swoje miasto pompatycznymi pomnikami bohaterów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Rosja postąpiła jak Francja, która po klęsce roku 1870 i tryumfie Republiki włączyła ponownie Konwencję i terror w historię Francji z tytułu zasług dla obrony narodowej. W Rosji oznaczało to częściową rehabilitację Stalina, a jego śladem – wszystkich przywódców bolszewickich, poczynając od Lenina (i łącznie z Dzierżyńskim). Czerwony sztandar pozostał sztandarem wojska. Stalinowski hymn sowiecki odzyskał swoją rangę, ku niemal powszechnemu zadowoleniu, i tylko jego słowa zostały zmienione przez tego samego starego poetę, który go niegdyś ułożył, w ten sposób, że wzmiankę o „wielkim Stalinie” zastąpiły słowa o prawosławnym rosyjskim Bogu. Mała grupka Memoriał, wywodząca się ze środowiska dysydenckiego, stara się przypominać rosyjskiej pamięci, że bolszewizm, terror, Gułag nie były tylko zaburzeniami meteorologicznymi, o których lepiej zapomnieć, ani zwykłym ciągiem wypadków, jakie zdarzają się na przestrzeni dziejów, lecz że podlegają ocenie moralnej. Jest mocno izolowana, choć słyszę, że od paru miesięcy nieco mniej.

Nacjonalizm religijny dawnej Moscovii został odbudowany, czego przykładem są zabytki architektoniczne. Moskwa, gdzie władza bolszewicka zrównała z ziemią setki cerkwi, odbudowała je z zadziwiającą szybkością, a prowincja nie pozostaje w tyle. Herbem Rosji jest dwugłowy orzeł Iwana III. Flagą rosyjską – ta, którą zaprojektował Piotr Wielki. Wydaje się jednak, że w tej przeszłości najbardziej honorowane są postaci najbardziej despotyczne, zwłaszcza Piotr Wielki i Aleksander III. W porównaniu z nimi Katarzyna II i Aleksander II, „car Wyzwoliciel”, są zepchnięci do drugiego szeregu. Najwyraźniej Piotrowa „linia” woluntaryzmu i autorytaryzmu państwowego bierze górę nad cywilizującą i emancypującą „linią” Katarzyny i Aleksandra II. Putin publicznie przybiera postawę wyznawcy Piotra (którego od niedawna sławi gigantyczny pomnik wzniesiony nad brzegiem Moskwy), a dyskretniej, prywatnie – Stalina, nawet jeśli ten kostium wydaje się na niego nieco za duży. Nie przeszkadza mu to nosić krzyża na piersi i słuchać fanatycznego kapłana russizmu, ojca Tichona.

W roku 1970 Andriej Amalrik kreślił mapę prądów myślowych w Rosji. Odtwarzała ona wiernie sytuację z roku 1913, bo sowietyzm wszystko zamroził i uniemożliwił ewolucję idei. Mieliśmy więc spektrum, sięgające od patriotycznego liberalizmu, przez eurazjanizm do najbardziej szowinistycznego panslawizmu. Wydaje się dziś, że wskutek klęski liberałów i tej niewielkiej części społeczeństwa obywatelskiego, która ich popierała, wskazówka zegara przesunęła się w stronę eurazjanizmu. Głosy antyokcydentalistyczne, głoszenie russizmu, naleganie na drogę rosyjską, rosyjską wyjątkowość są liczne. Zaostrza je, co normalne, rozczarowanie postkomunistyczne, nędza czasów. Zachęca do nich też państwo, o tyle, o ile nie kompromitują one zbytnio obrazu, które to państwo chce prezentować na zewnątrz.

16. Putin zbudował swe dojście do władzy na zbrodni ludowej. Seria zamachów, o które oskarża się Czeczenów bez cienia dowodu, spowodowała co najmniej osiemset ofiar. Nie ma nikogo, kto nie byłby przekonany, że jest ona machinacją FSB (dawnego KGB). Natychmiast uruchomiono wojnę eksterminacyjną przeciwko temu małemu narodowi liczącemu mniej niż milion ludności. To dobiegające teraz końca ludobójstwo spotkało się z aprobatą opinii, a nawet największych autorytetów duchowych kraju. Nie należy mieszać analizy historycznej z osądem moralnym, ale historyk musi stwierdzić, że oparcie przedsięwzięcia politycznego na pierwotnej zbrodni rzadko bywa pomyślną wróżbą. Wcześniej czy później, kiedy owo przedsięwzięcie napotyka trudności, zbrodnia „wychodzi na powierzchnię” jak w antycznej tragedii i okazuje się, że prawowitość władzy została przez nią niezauważalnie przeżarta od wewnątrz, że stała się wydrążona, że wali się lub domaga się kolejnych zbrodni.

Bliska zagranica”

Nie znam Rosji, znam tylko cesarstwo rosyjskie” – mówił wielki minister Witte. Dominacja komunistyczna nie była imperialna z założenia: początkowo Rosjanie nie byli uprzywilejowani w stosunku do „tubylców”. Ale to się stopniowo zmieniło. Pod koniec czasów breżniewowskich sytuacja wyglądała następująco: lokalne nacjonalizmy były surowo zwalczane, w imię oficjalnej „kultury sowieckiej” i „patriotyzmu sowieckiego” o mocno rosyjskim zabarwieniu. W lokalnych partiach komunistycznych wszystkie ważne stanowiska miały dublerów spośród komunistów rosyjskich. I odwrotnie: gospodarka podziemna, mafie, działające w zmowie z lokalnymi partiami komunistycznymi, rozwinęły się do tego stopnia, że wraz z ludźmi spoza kręgów władzy stworzyły zalążek społeczeństwa obywatelskiego, w nim znalazła schronienie świadomość narodowa. W roku 1991 ZSRR w mgnieniu oka rozsypał się na „narody”, których żywotności nie podejrzewano. W Azji Środkowej nakreślone przez Stalina podziały administracyjne stały się granicami „narodowymi”. Islam, działający w utajeniu za komunizmu, potrafił doprowadzić do wyjazdu dużą część rosyjskich imigrantów. Kraje bałtyckie oderwały się natychmiast, podobnie Ukraina, Białoruś, Gruzja, Armenia i Azerbejdżan.

Dla świadomości rosyjskiej to wydarzenie było straszliwym szokiem. Niektóre z tych terytoriów zostały podbite w XVIII wieku. Duma imperialna, świadomość dominacji nad wielu ludami były od dwóch stuleci pociechą Rosjan. „Niewolnik marzy na kolanach o imperium światowym”, pisał de Custine, parafrazując inne, nie mniej słynne sformułowanie Lermontowa. W wypadku niektórych terytoriów, krajów islamu żałoba była mniej okrutna. Bardziej rozdzierająca była w przypadku Ukrainy, w większości słowiańskiej i prawosławnej, Ukrainy, którą sam Lenin wymienił w roku 1918 na zboże z armią Ludendorffa. O ile wiem, żaden Rosjanin się z tym nie pogodził, a Sołżenicyn ubolewa nad tym przy każdej okazji.

Od dziesięciu lat rządy postsowieckie stosowały rozmaite metody. Zdławienie Czeczenii odstraszyło od nadmiernej zuchwałości ludy mające siedziby wewnątrz kraju, jak Jakuci, Tatarzy, Baszkirzy, oraz graniczne ludy kaukaskiego Piemontu. Kontrola granic ZSRR została przywrócona wszędzie z wyjątkiem krajów bałtyckich. Zadniestrze, które jest po prostu korpusem wojskowym, odgradza Ukrainę od Zachodu, zabezpieczone dodatkowo bazami w Mołdawii i wojskami na Białorusi. Granica turecka i irańska są również strzeżone, a mała wojna trzyma wojska rosyjskie na granicy afgańskiej. Bazy wojskowe tkwią w terytorium Gruzji, pozbawionej dwóch prowincji. Przeszło dwieście tysięcy żołnierzy rosyjskich stacjonuje poza granicami Rosji. Stary konflikt między Armenią a Azerami jest wykorzystywany tak samo, jak był od dwóch wieków. W stosunku do Białorusi zaprogramowany jest Anschluss w porozumieniu z miejscowym dyktatorem. Kraje bałtyckie mają bardzo silne mniejszości rosyjskie, których irredentyzm można będzie kiedyś podniecić. Na Ukrainie wszystkie środki są dobre: tworzenie partii dążącej do unii z Rosją, kontrolowanie Kościoła prawosławnego przez patriarchat moskiewski, sabotowanie reform, które mogłoby podjąć państwo ukraińskie, stosowanie broni gazowej i naftowej i tak dalej.

Wszystkie narody znajdujące się na rosyjskim celowniku czują zagrożenie i bronią się, jak mogą. Ale przyjmijmy rosyjski punkt widzenia: Do czego zmierza ta uparta polityka, ta mieszanina podstępu, zastraszania, brutalności? Do odtworzenia ZSRR? Po co? Cel wydaje się zadziwiająco archaiczny. Przypomina te czcze podboje przestrzeni prowadzone przez dawne imperia, z których rosyjskie jest ostatnim. Albo podboje kolonialne, z tym że ich ostrze jest wymierzone w terytoria bardziej od Rosji europejskie, jak Ukraina czy kraje bałtyckie. Jest to równie bezpłodne, bezsensowne, przestarzałe jak obsesja Hitlera, który chciał podbijać „przestrzeń życiową na Wschodzie”, jaką uważał za niezbędną dla narodu niemieckiego, kiedy ten już od dawna opuszczał wieś, żył z przemysłu i usług w zamożnych miastach, gdzie w dodatku miał coraz mniej dzieci. To upojenie mapą, nad miarę rozlaną czerwoną czy zieloną plamą, szaleństwo geopolityczne…

Pycha przestrzeni jest jednym z głównych składników dumy rosyjskiej i jednym z jej ostatnich motywów. Opiera się też na poczuciu Ummy w jej russistycznej wersji. Jest faktem, że opinia publiczna, nawet za najwyższą cenę, nie może znieść myśli o zwrocie Japonii dwóch maleńkich wysepek, które Stalin ukradł w roku 1945.

Nie widzi, do jakiego stopnia siedemnaście milionów kilometrów kwadratowych jest dla każdej nowoczesnej gospodarki ogromnym handicapem. Odległość kosztuje. Inaczej było, kiedy podbój następował samoistnie na pustym terytorium, poprzez kolonizację rolniczą czy handel futrami, w ramach gospodarki naturalnej. Dziś trzeba zarządzać, wydobywać, waloryzować, a to przekracza siły narodu rosyjskiego. Syberia jest pusta i wyludnia się jeszcze bardziej. Ale idealizm powierzchni, szaleństwo przestrzeni to dla opinii rosyjskiej stare wartości, bez których tym trudniej jej się obejść, że nie posiada innych.

Wyobraźmy sobie, że Putin lub jego następcy urzeczywistniają swe cele i udaje im się odtworzyć ZSRR. Wynikiem byłoby zablokowanie całej tej strefy w zmilitaryzowanym imperium, które nie miałoby nawet cywilizującej mocy i prestiżu kulturalnego dawnego imperium carów. Wyczerpałoby to siły biednego ludu rosyjskiego, już obecnie wycieńczonego.

Polityka oparta na strachu

18. Rosja wkroczyła z trzaskiem do Europy w następstwie zwycięstw Piotra Wielkiego nad Szwecją. Została natychmiast przyjęta do koncertu europejskiego, chociaż Europa wiedziała, co ma myśleć o europejskości Rosji. Jak znakomicie wykazał Martin Malia, została przyjęta, ponieważ było to korzystne dla innych partnerów. Podczas gdy Rosja rozszerzała się na południe i zachód, Austria, Prusy, Anglia też sobie nie żałowały. Tylko Francja była sfrustrowana, widząc, jak klęski ponoszą jej tradycyjni sojusznicy – Szwecja, Imperium Otomańskie, Polska. Papież długo odmawiał carowi tytułu cesarskiego, który inne mocarstwa europejskie przyznały mu bez trudności.

Rosja umiała stale kierować do swego korpusu dyplomatycznego najbardziej cywilizowany i najinteligentniejszy personel. Umiała też przybierać pozy, które czyniły ją pociągającą dla opinii i rządów europejskich: oświeceniowa za Katarzyny; międzynarodowo pietystyczna i masońska za Aleksandra I; broniąca zachowawczości i chrześcijaństwa w czasach Mikołaja I. Michelet pisał w roku 1842: „Rosja jest kłamliwa. Stanowi crescendo kłamstwa i iluzji. Dziś mówi nam: »jestem chrześcijaństwem«; jutro powie: »jestem socjalizmem«”.

W przededniu 1914 roku Rosja była na szachownicy międzynarodowej krajem takim jak inne. Imperialistycznym, ale nie więcej niż Anglia czy Francja, ekspansjonistycznym, ale nie więcej niż Austria czy Niemcy. Podczas Wielkiej Wojny pozostała wierna swym sojuszom aż do ostatnich dni imperium. Gdyby wytrwała jeszcze przez rok i zasiadła przy stole zwycięzców, otrzymałaby Konstantynopol, kawałek Bałkanów, całą Polskę, duży kawał Niemiec, czyli mniej więcej to, co podbił Stalin. To przynajmniej obiecała jej Francja.

Przez cały epizod komunistyczny Rosja pozostała wierna leninowskiemu programowi rewolucji światowej. Jednakże Lenin i Stalin umieli zawsze zatrzymać się na czas, kiedy rozszerzanie programu narażało na niebezpieczeństwo ośrodek władzy. Lenin podpisał pokój brzeski. Stalin zlikwidował przedsięwzięcia rewolucyjne w Niemczech, Chinach, Hiszpanii, wsparł prawicę niemiecką, podpisał porozumienie z Hitlerem, potem z Anglikami i Amerykanami.

Mimo że widziana od wewnątrz ta polityka podporządkowana była jednej tylko zasadzie, narzuconej przez logikę leninistyczną, z zewnątrz zdawała się podlegać dwóm zasadom. O tyle, o ile rozprzestrzeniał komunizm po świecie, Związek Sowiecki był rewolucyjny i wywrotowy; o tyle, o ile chronił terytorium ośrodkowe, ostatnią fortecę rewolucji, Rosję, zdawał się postępować zgodnie z w pełni klasyczną logiką interesu imperialnego lub narodowego. Jestem Krajem Rad, oto moje skrzydła, jestem Rosją, niech żyją szczury2.

Dyplomacja zachodnia zawsze pragnęła rozdzielić te dwa aspekty, których „dialektycznego” związku nie chciała dostrzec. Pierwsze wysiłki hrabiego Brockdorff-Rantzaua i Lloyd George’a polegały na proponowaniu transakcji: wstrzymanie działalności wywrotowej w zamian za uwzględnienie narodowych interesów Rosji. Ostatnie wysiłki de Gaulle’a i Kissingera także na tym polegały.

Ta podwójna gra nie ma już racji bytu. Jedyną solidarnością ad extra, na jaką może powoływać się Rosja, jest solidarność prawosławna. Ale każdy z Kościołów prawosławnych mości się w swych ramach narodowych, nie jest to więc sprężyna, którą łatwo się posłużyć. Sprawa jugosłowiańska tego dowiodła. Trzeba też odnotować, że sowietyzm na bardzo długo zrujnował prestiż Rosji, który przez pierwszą wojną światową był żywy wśród południowych Słowian i Czechów. Istniała wówczas w Polsce partia prorosyjska. Znikła.

19. Wielu ekspertów zachodnich i niektóre środowiska w samej Rosji sądziły, że polityka zagraniczna kraju może przypominać politykę Polski i Węgier: przyjąć reguły gry, wejść lojalnie do systemu europejskiego i atlantyckiego. Skorzystać z kredytów, które Europa i Ameryka jej oferowały, zapewniając im bezpieczeństwo i rozsądną rentowność. Zbudować fundamenty liberalizmu i kapitalizmu. Wejść do wspólnoty europejskiej i atlantyckiej.

Wierzono w to tym bardziej, że rząd już w roku 1991 ogłosił, że obiera tę drogę. Gdyby Michelet jeszcze żył, zmodyfikowałby swoją formułę z 1842 roku: „Rosja to crescendo kłamstwa i złudzeń; wczoraj mówiła nam: »jestem socjalizmem«, dziś nam mówi: »jestem kapitalizmem«”.

Na usprawiedliwienie nowych przywódców trzeba powiedzieć, że zadanie było niemalże niewykonalne. Lenin mówił, że droga do socjalizmu to nie jest „chodnik Prospektu Newskiego”. Droga do kapitalizmu też nie. W dziesięć lat później nie ma na świecie wielu takich, co by wierzyli, że Rosja posunęła się znacznie po tej drodze.

Mimo to Rosja zażądała fotelu lub przynajmniej strapontenu w większości międzynarodowych instytucji finansowych i gospodarczych i uzyskała to. Ale jednocześnie zniechęciła partnerów, przez swój wstręt do spłacania procentów od zaciągniętych pożyczek, przez swój upór w dążeniu do „restrukturyzowania” spłat, a nawet przez manipulacje tak grubymi nićmi szyte jak bankructwo roku 1998. Można się zastanawiać, czy chce wciąż jeszcze należeć do klubu. Mistrz szachowy Kasparow zauważył tego roku, że sowiecka polityka zagraniczna opierała się na strachu. Dzisiejsza polityka rosyjska wykorzystuje panikę, którą lud rosyjski odczuwa przed „Czeczenami” (i ogólnie: „czarnymi dupami”, ludźmi z Kaukazu, Gruzinami, Tatarami i tak dalej), przed dzikim kapitalizmem (innego tu nie znają), „globalizacją” (to tylko słowo).

Wykorzystuje lęki Zachodu, które są dwoiste i sprzeczne. Zachód z jednej strony boi się rosyjskiego arsenału atomowego, zarazem dlatego, że ulega on niebezpiecznemu zniszczeniu, i dlatego, że jest modernizowany i odnawiany. Z drugiej strony boi się dekompozycji tak rozległej całości i ogólnej destabilizacji, którą mogłaby z tego wyniknąć. Rząd Putina ochoczo gra w tym podwójnym rejestrze, przypomina, że jego rakiety wciąż istnieją a jednocześnie – że jego słabość zagraża światu zagrożeniami wcale nieurojonymi – terroryzmem, islamem, Chinami…

Coraz bardziej jednak utrudnia życie światu zachodniemu. Putin odwiedza kolejno dawnych sojuszników Rosji, zwłaszcza tych, które Ameryka uważa za rogue States: Koreę Północną, Kubę, Iran, Irak… Wznawia stosunki z Indiami. Umacnia dobre porozumienie z Chinami, co im bardzo odpowiada w obecnym stanie ich rozwoju. Syberyjski Daleki Wschód, wyrwany Chinom w okresie „nierównoprawnych traktatów” i obecnie wypełniający się Chińczykami, może zaczekać bez szkody. Wszystkim partnerom Putin sprzedaje broń.

Skończmy na tym opis rosyjskiej polityki zagranicznej, której dalszego biegu nie znamy. Czy możemy próbować go przewidzieć? Wkraczamy na grunt hipotez. Wiemy, że rzeczywistość w końcu prawie zawsze im zaprzecza. Zaryzykujmy mimo wszystko.

Rosja ma wybór

20. Wydaje się zatem, że Rosja ma dziś wybór między następującymi liniami politycznymi:

1). Nadal zajmować pozycję międzynarodowego mąciciela. Nie sądzę, by ta polityka szkodzenia mogła daleko zaprowadzić. To prawda, że przynosi narodowi rosyjskiemu zaspokojenie próżności i daje mu złudzenie, że jest „wielkim mocarstwem”. Zaspokajanie takich potrzeb jest cenne i łatwiejsze do osiągnięcia niż zaspokojenie takich istotnych potrzeb jak dobrobyt i porządek prawny. Było zawsze wysuwane na pierwszy plan w równowadze egzystencjalnej tego kraju. Ale Rosja nie jest wielkim mocarstwem. Ani ze względu na swoją ludność, kurczącą się liczebnie, znużoną, niewiele liczniejszą od ludności Japonii czy krajów niemieckich, ani ze względu na swoją gospodarkę, której produkcja nie sięga wartości produkcji Hiszpanii, ani ze względu na swoje morale: kroczy biernie za Putinem, ale on dysponuje tylko aparatem. Nie dysponuje takimi kanałami porozumienia jak na przykład nacjonalistyczna partia, masowa i autonomiczna, potężna, entuzjastyczna. Większość jego najbardziej widowiskowych inicjatyw grzęźnie w bagnie ogólnego bezwładu. W siatce sojuszy, którą stara się odtworzyć, jedynym istotnym ogniwem są Chiny. Ale zbyt istotnym: Chiny znacznie silniejsze, dynamiczne byłyby w tym sojuszu elementem dominującym, z czego Rosja aż za dobrze zdaje sobie sprawę. Niewykluczone, że groźne pozy, które przybiera teraz Putin, są tylko sposobem przygotowania poważnej rozmowy ze Stanami Zjednoczonymi.

2). Ta polityka mogłaby osiągnąć swój cel – zrównoważyć potęgę amerykańską, stworzyć dla niej alternatywę, tak jak było przez czterdzieści lat – tylko gdyby Rosja zdołała stowarzyszyć się z Europą Zachodnią. Polityka niemiecka znów staje się sprawą kluczową.

Była taką za Fryderyka II. Była taką za Bismarcka. To niemiecka prawica, a konkretnie – Reichswehra, ustanowiła bolszewizm w Rosji, osłoniła go przed „białymi” w roku 1918, nauczyła go w latach dwudziestych nowych technik militarnych. Rosja Sowiecka, zwyciężywszy w roku 1945, starła z mapy ćwierć terytorium niemieckiego (i dała je Polsce), a drugą ćwierć przekształciła w niewolniczą i zamkniętą demokrację ludową. Przez czterdzieści lat, raz za razem, Rosja stawiała Niemcy przed takim wyborem: zjednoczenie w zamian za zerwanie sojuszów z Europą Zachodnią i Stanami Zjednoczonymi. Oderwać Niemcy od Europy, potem wypchnąć Stany z Europy, ku temu zmierzały główne wysiłki dyplomacji sowieckiej. Gdyby jej się to udało, ZSRR zdominowałby Europę, wyzyskał ją, a jego rzeczywista potęga wykroczyłaby znacznie poza zwykłą równowagę strachu, którą uzyskiwał dzięki swej broni atomowej. Ale nie powiodło się, choć czasem niewiele brakowało.

Niemcy Adenauera nie dały się wziąć na haczyk, bo zdawały sobie sprawę z siły Rosji Sowieckiej i jej światowego imperium komunistycznego. Nawet w najbardziej dwuznacznych momentach Ostpolik nie zabawiały się w balansowanie między Wschodem a Zachodem, pozostały mocno i lojalnie zakotwiczone w swych sojuszach. Paradoksalnie – to za Gorbaczowa, w roku 1988, pokusa była dla nich największa. Georges Henri Soutou uważa, że niezmienna polityka ZSRR, prezentowana w niewinnym przybraniu „wspólnego europejskiego domu”, była o włos od powodzenia. Jeśli tak było, to może dlatego, że Niemcy wyczuwały już rosnącą słabość tego ewentualnego partnera. Dla porównania: Francuzi zgodzili się w roku 1981 na rządy Sojuszu Lewicy dopiero wtedy, gdy upewnili się, że partia komunistyczna nie będzie miała w nim pozycji hegemonistycznej.

Niemcy uzyskali swoje zjednoczenie na warunkach, które Rosja mogłaby uczynić jeszcze cięższymi, gdyby w tym samym czasie nie wkroczyła w tak ciężki kryzys. Dziś Putin nie dysponuje już tak kuszącą przynętą. Błyska za to przed oczyma Niemiec perspektywą ogólnego partnerstwa, w którym one sprawowałyby rolę przywódczą. Gdyby Niemcy uchwyciły tę wyciągniętą rękę, można przewidywać, że Francja dla równowagi zrobiłaby to samo. Dla Niemiec byłby to powrót snu o Wschodzie, dla Francji – nawrót do tradycji Delcasségo. Zostawmy te niepokojące hipotezy, których nic jak dotąd nie potwierdza. Jak na razie Putin rozsiada się na wszystkich krzesłach, które podsuwają mu kierownicze gremia Europy. Nie ma pewności, że ta stopniowa infiltracja przyniesie jakieś poważniejsze skutki.

3). Trzecia polityka miałaby tę zaletę, że odpowiadałaby rzeczywistym siłom i dobrze zrozumianym interesom Rosji i świata. Jej warunkiem wstępnym byłoby porzucenie przez Rosję ambicji „wielkomocarstwowych”, swych chimer neoimperialnych w stosunku do dawnych republik, i przyjęcie w dobrej wierze statusu „średniego mocarstwa”. Zdaję sobie sprawę, że taka „konwersja” jest rzeczą najtrudniejszą w świecie. Hiszpania zdobyła się na nią dopiero w końcu XIX wieku, Francja – dopiero po odejściu de Gaulle’a (a i to!..), co do Anglii… Być może to Niemcy, ze względu na rozmiary swej klęski, hańby, jaka na nie spadła, w sposób najszczerszy pogodziły się z nową sytuacją, jeśli tylko marzenia pobudzone przez Putina nie zakłócą ich moralnego spokoju. Jest rzeczą pilną, by Rosja, której katastrofa nie jest mniejsza od niemieckiej, rozpoczęła tę konwersję.

Na co może w tej sytuacji liczyć?Niestety perspektywy są smętne. Jeśli przyjmie zachodnie reguły gry, uzyska z pewnością pomoc. Przyniesie ona jednak owoce bardzo powoli. Z czasem Rosja stanie się, jak w roku 1900, biednym, choć przyzwoitym przedmieściem Europy Zachodniej. Będzie pod względem rozmiarów czymś w rodzaju Kanady, ale z gospodarką typu latynoamerykańskiego. Odzyska za to swe miejsce, ze swym własnym duchem w cywilizacji europejskiej, może z blaskiem, który okazywała w czasach baletów rosyjskich. W państwie i społeczeństwie rosyjskim zawsze istniały elementy domagające się szczerze europeizacji, ich pragnienia byłyby spełnione. Forma jej rządu zbliżyłaby się do norm zachodnich. Jej religia mogłaby stać się mniej podejrzliwa, mniej przeniknięta duchem oblężonej twierdzy, bardziej przyjazna wobec innych wyznań chrześcijańskich.

Średnie mocarstwo

Zachód oszczędzał Rosję przez ostatnie dziesięć lat, ponieważ był przekonany, że po przejściu obecnego „okresu smuty” stanie się ona znów bardzo wielkim mocarstwem, którym była przez ostatnie trzy stulecia. Trzeba więc było starać się jej nie „upokarzać”, przechodzić do porządku dziennego nad jej kaprysami, minimalizować zbrodnię czeczeńską. W dodatku, mówiąc w kategoriach geopolitycznych, Rosja od czterech stuleci zajmuje heartland eurazyjski. Jest rzeczą wielkiej wagi, by ta tak ważna strefa była kontrolowana przez lud bądź co bądź bliższy Europie niż świat turko-mongolski czy chiński.

Otóż w przewidywalnej przyszłości jest rzeczą mało prawdopodobną, by Rosja stała się znów supermocarstwem. Francja w latach 1763-1815 utraciła tę rangę. Nigdy nie zdołała jej odzyskać ani Anglia po roku 1918, ani Niemcy po 1945. Obecny stan Rosji wcale nie gwarantuje, że będzie w sposób trwały mogła utrzymywać heartland eurazyjski, którego nie wypełnia, a tylko kontroluje. Jeśli, jak mam nadzieję, zdoła ona utrzymać się w normalnym systemie politycznym i gospodarczym, będzie miała raczej skłonność do wycofywania się w swoje centralne terytorium historyczne, jedyne, które jest w stanie zagospodarować.Tak więc, paradoksalnie, Rosja będzie mogła pełnić rolę bieguna w systemie wielobiegunowym, jakiego pragnie Zachód, tylko pod warunkiem, że nie stanie się „zachodnia” i że będzie nadal zajmowała sztuczną, pustą i rujnującą dla niej pozycję wielkiego mocarstwa.Poza tą refleksją wchodzimy w domenę fikcji w stanie czystym, toteż lepiej będzie dla nas, jeśli na tym skończymy.

Przekład Wiktor Dłuski

Publikujemy za uprzejmą zgodą Redakcji kwartalnika ResPublica

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code