Piątek - 24 grudnia 2004

Noc pragnąca Światłości

Kim jesteś

który rozdwojony w sobie w swej podwójności

szukasz podwójności świata

i który czekasz zawsze

przy rozstajnych drogach

aż przyjdzie ten

co zmiesza ślinę z kurzem ziemi

dotknie twych powiek

i wzrok ci przywróci

na niewidoczną

drugą stronę świata

Anna Kamieńska

Noce spragnione Światła

Darek Piórkowski SJ

Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką, nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło (Iz 9,1).

                                      

Noc, choć zawsze ciemna, ma jednak różne odcienie. Noc, symbol nieprzeniknionej, głuchej i przerażającej ciemności, która budzi i podsyca lęk. Noc strapionej duszy, doświadczającej smutku, zwątpienia, ciężaru trosk i obowiązków. Noc, bezwiedne błąkanie po bezdrożach życia. Noc, scena zmagania ze swoim losem. Noc, ból zawiedzionej miłości w dogasających resztkach nadziei. Noc, fantom przygnębienia, żerujący na zaprzepaszczonych szansach, presji sukcesu, chorobie i śmierci. Noc, maligna niezaspokojonych żądz i ambicji. Noc, bezkresna, pusta otchłań grzechu i niewiary, wojny i nienawiści, zazdrości i egoizmu. Jak niezliczone są przyczółki przeraźliwej „krainy mroków” ludzkiego serca!

Ale istnieje jeszcze inna noc. Ta zwyczajna, krzepiąca, tak bardzo wyczekiwana przez człowieka steranego pracą. Noc, czas nabierania sił po to, by móc dalej żyć. Noc, która leczy i daje wzrost. Koi, ogrzewa i napełnia pokojem. Noc, wyzwolicielka od napięć i stresów codzienności. Noc, w której życie wydaje się zamierać, a w rzeczywistości tylko się odnawia. Noc, gdzie dwoje zakochanych szepcze sobie najczulsze słowa. Noc czuwania i modlitwy. Noc wspominania i przyjacielskich rozmów.  

Już pierwsze biblijne intuicje w opowiadaniu o stworzeniu postrzegały ciemność jako swoiste tworzywo, żywioł, który Bóg ujarzmił, czyniąc go nocą, a więc „przestrzenią”, w której człowiek mógł żyć i rozwijać się. Od początku świata Bóg działa przekształcając to, co zagraża człowiekowi w przyjazne mu środowisko.

W ten sposób noc nas przeraża, ale też jest nam przychylna. Cóż za paradoks! Ciemności nienawidzimy, uciekamy od niej, ale też nie możemy się bez niej obejść. Wzdragamy się przed nią i pożądamy jej jak wody na środku pustyni.

Kiedy dzisiaj pod osłoną gwiazd wybierzemy się na Pasterkę, pozwólmy najpierw odczuć w sobie te nasze różne noce. Dajmy się dotknąć towarzyszącej nam w drodze ciemności, tu i ówdzie, poprzecinanej ulicznymi lampami i światłem samochodów. Zajrzyjmy w głąb siebie, w przestrzenie okryte mrokiem zła, ciemnością niewiedzy, skończonością naszej natury. Przywiedźmy na myśl chwile wołania w próżnię z samego dna naszej samotności, bezradności i nędzy. Odwróćmy nasz wzrok od blichtru wszędobylskich światełek, oświetleń, lamet. Skosztujmy  ciemności.

A dopiero potem popatrzmy na Jezusa. Może wtedy łatwiej zrozumiemy, dlaczego Jezus się narodził. Może w końcu olśni nas niezwykła prawda, że Syn Boży przybył na ziemię nie inaczej, jak w pośrodku naszych mroków. Światłość w ciemności świeci (J 1,5 ). Bez ciemności światło byłoby niewidoczne.

Przypatrzmy się uważnie tej biednej, dziecięcej, delikatnej i zupełnie bezbronnej Postaci wcielonego Słowa, w której pokorny i cichy odblask niedostępnej Bożej światłości objął nas wszystkich. To światło chce przerzedzić najpierw nasze „złe” noce, stępić ich niszczącą siłę, wyzwać je na pojedynek. Trwając na zawsze w nocy karlejemy, ślepniemy, marniejemy. Dlatego nawet noc fizyczna ma swoje granice. Po niej przychodzi dzień.

Do światła lgniemy. Ono nas cieszy, uspokaja, odsłania prawdę. W świetle widzimy, poznajemy, obieramy właściwy kierunek. Narodzenie Jezusa to ostateczne potwierdzenie, że Bóg nie pozostawia nas na pastwę ciemności. Ale też nie niszczy jej, tak jak nie usunął jej na początku stworzenia. Bóg w nią wchodzi, bo jest Panem ponad każdą nocą i mrokiem. Każda forma ludzkiej nocy, przeniknięta Bożym światłem, staje się miejscem zbawienia.  

Nie. Nasze noce nie znikną. Jeszcze nie raz będą nas nękać. Jezus daje nam jednak moc, aby  ciemności nas nie pochłonęły, nie uśmiercały żądłem beznadziei, nie zatruwały jadem smutku.  Przyjście Jezusa to wyciągnięcie miłosiernej ręki Boga ku znękanej ludzkości, aby nie była opuszczona i samotna. Jezus jest blisko nas, staje się jednym z nas, bo tak wiele znaczymy. Do tego stopnia, że tuż przed swoją śmiercią modli się wobec uczniów: Ojcze, chcę, aby także ci, których mi dałeś, byli ze mną tam, gdzie ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą mi dałeś (J 17, 24). Nie ciemność jest naszym przeznaczeniem, lecz światłość. Dążymy do niej już tutaj na ziemi. Tu bije dla nas źródło prawdziwej radości. Nie pozwólmy jej sobie odebrać.

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code