W cieniu Dobra i Zła

Wartość i dynamika przyjaźni według Arystotelesa

Spread the love

“Wielkie przyjaźnie zawiązują się w pogoni za jakimś ideałem, w obronie jakiejś sprawy, w trudach poszukiwań…”

Teilhard de Chardin 

O wartości i dynamice przyjaźni według Arystotelesa

Dariusz Piórkowski SJ

Początkiem przyjaźni opartej na cnocie jest rozpoznanie dobrego charakteru przyjaciela, które to poznanie dokonuje się przez obserwację jego działań i zachowań. To właśnie dobry charakter skłania mnie do wyrażania i życzenia drugiemu wszystkiego, co najlepsze. Arystoteles wyklucza natomiast utożsamianie przyjaźni z życzliwością i zgodnością poglądów. Życzliwość może obejmować wiele osób, ponieważ pragnie ona dobra dla innych, jednak nie zawsze pragnienie to wyraża się poprzez uczynki, zmierzające do zdobycia tego dobra.

Współcześnie wiele się mówi na temat samorealizacji osoby ludzkiej. Punktem wyjścia tego procesu jest odkrycie siebie w złożonym bogactwie posiadanych zdolności i możliwości oraz pozytywne ustosunkowanie się do własnego istnienia. Celem samourzeczywistnienia ( ang.self- realization) jest podążanie za osobowym wzorcem lub za projektem zakodowanym&amp w człowieku, które  przy odpowiednich warunkach  i dyspozycjach może zostać doprowadzone do pełni. H. Maslow uważał, że potrzeba „samospełnienia” to nic innego jak żywione przez osobę pragnienie stawania się coraz bardziej tym, czym ona już jest na swój własny sposób i czym jeszcze potrafi się stać. Czy jednak tak pojętą samorealizację można rzeczywiście  utożsamiać z doskonałością? Czy oznacza ona jedynie „uaktywnienie” i doprowadzenie do pełnego rozkwitu naturalnego potencjału człowieka?

Z filozoficznego punktu widzenia dążenie do samorealizacji zdradza, jak sądzę, pewne koneksje z nieco zawężonym postrzeganiem człowieka jako egzystencji. Jest ona szczególnym, odmiennym od innych bytów sposobem bycia. „Tylko człowiek istnieje, tzn. – staje się sobą, czyli spełnia się. Rzeczy już są (gotowe), gdy tymczasem człowieka jeszcze nie ma; on dopiero istnieje (tzn. bezustannie tworzy się jako człowiek).Człowiek jest w pewnym sensie otwartym projektem. Egzystencja przekracza siebie jako osadzoną w teraźniejszości i wychodzi z siebie na zewnątrz. Dzięki temu wychodzeniu istota ludzka może wybierać swą przeszłość według tego, jak otwiera się na przyszłość – może się dziać. Człowiek, będąc egzystencją nie może już jednak być substancją, bo substancja jest synonimem tego, co pozostaje nietykalne dla czasu. Istota ludzka podlega zatem zmianie. Jej natura, chociaż w zasadniczych cechach niezmienna, nie jest jednak raz na zawsze ustalona. Duchowa ewolucja człowieka to coś więcej niż przyczynowo- skutkowe przemiany, jakie obserwuje się w przyrodzie.

Chrześcijańscy egzystencjaliści już to na gruncie filozofii jak: Jaspers, Marcel oraz w obrębie teologii: K. Barth, L. Szestow, K. Rahner interpretują jednak egzystencję znacznie szerzej, dostrzegając w niej przede wszystkim otwarcie się na Transcendencję, ale równocześnie na drugiego człowieka. Owo wychodzenie z siebie, jako prawda odsłaniająca się w kontakcie z drugą osobą jako coś, co istnieje, czyni dopiero człowieka sobą. Nie ma zatem osoby bez „komunii” z innymi. Człowiek nie może stawać się wolny, jeśli nie wchodzi w relacje z innymi. Międzyludzkie relacje przybierają różny charakter począwszy od życzliwości, poprzez rozmaite stopnie miłości: sympatia, przyjaźń, aż po szczytowy moment wyjścia w wolności ku drugiemu jakim jest miłość bezinteresowna.

Patrząc z tej perspektywy, spróbuję tutaj przyjrzeć się klasycznej, arystotelesowskiej koncepcji etycznej, która na swój sposób odsłania istotę i specyfikę przyjaźni. Stagiryta zawarł ją w VIII i IX rozdziale Etyki Nikomachejskiej, a także w mniejszym stopniu w pozostałych dziełach etycznych: Etyce Wielkiej i Etyce Eudemejskiej.

Etyka Arystotelesa jest moralnością ludzkiego postępowania w życiu doczesnym. Jego zdaniem szczęście jest wprawdzie najwyższym dobrem człowieka, lecz polega głównie na działaniu zgodnym z rozumem naturalnym, czyli innymi słowy na życiu cnotliwym. Eudajmonia jest syntezą cnót moralnych i intelektualnych.

Arystotelesowska koncepcja przyjaźni, jak to później postaram się wykazać, okazuje się jedynym możliwym i ostatecznym kształtem ludzkiej miłości. Trzeba przy okazji nadmienić, że wprawdzie w pismach etycznych Arystotelesa spotykamy się z greckim terminem philia, które było używane na oznaczenie różnorodnych międzyludzkich odniesień, to jednak „wolny stosunek równych, a pod względem duchowym wysoko stojących mężów wydawał się greckiemu myślicielowi doskonałym zrealizowaniem philii. W nim widział wzorzec wszystkich stosunków międzyludzkich. Stąd możemy tu mówić tylko o przyjaźni, o miłości pomiędzy przyjaciółmi.

Nie mam zamiaru rozpatrywać całości poglądów Arystotelesa na temat przyjaźni. Interesuje mnie szczególnie zagadnienie źródeł przyjaźni jako takiej. Dlaczego rodzi się ona pomiędzy ludźmi, jaka jest jej dynamika? Co to oznacza, że darzę kogoś przyjaźnią? Jak to się dzieje, że więzy miłości rodzą w danym człowieku powinności, jakich nie ma on, np: w stosunku do nieprzyjaciół? Skoncentruję się jedynie na najdoskonalszym przejawie przyjaźni zarysowanym przez greckiego filozofa.

Przyjaciel jako drugie „ja”

W jednym z rozdziałów Etyki Nikomachejskiej Arystoteles pyta: „Czy najbardziej należy kochać siebie samego, czy też kogoś innego” ( EN 1168 a 28)EN  1168 b 1-2). Stagiryta uważa też, że w człowieku istnieje naturalna, instynktowna tendencja do szukania wzajemności z innym człowiekiem. Przyjaźń w bardzo szerokim zakresie jest relacją pomiędzy jednostkami, opartą na dobrej woli, wzajemnym poznaniu i uczuciu, dzięki której osoby dzielą się nawzajem poszczególnymi dobrami już to na bazie cnoty, obopólnej przyjemności lub korzyści. W zależności od tego, czy człowiek szuka w drugim pożytku, przyjemności, czy dobra rodzi się przyjaźń odmiennego rodzaju. Dwie pierwsze formy mają mniejszą wartość. Przyjaciel w znacznej mierze traktowany jest w nich jako narzędzie do uzyskania określonych celów.

Arystoteles definiuje przyjaźń najpierw jako swego rodzaju dyspozycję moralną. Twierdzi, że jest „ona jakby cnotą lub czymś z cnotą związanym” (EN  1155 a 1). Prawdziwym typem przyjaźni jest relacja z człowiekiem, w którym dostrzega się przede wszystkim jego wewnętrzną dobroć. Tutaj staje się zrozumiałe, dlaczego Arystoteles wiąże przyjaźń z cnotą. Cnota jest czymś, przez co człowiek w pełni realizuje swoją naturę i swoją wartość. Arystoteles odwołuje się do swojej ogólnej zasady, stosowanej przy rozwiązywaniu podstawowych wyborów moralnych: „Miarą wszystkiego jest dzielność etyczna i człowiek etycznie wysoko stojący” ( EN 1166 a 12-13). O jaką cnotę chodzi tutaj Arystotelesowi? Bynajmniej nie ma on na myśli jakiejś jednej sprawności etycznej, lecz pełną doskonałość etyczną. Niezbędność doskonałości etycznej do zawiązania przyjaźni można też wytłumaczyć ogromnymi wyzwaniami i zobowiązaniami, jakie z niej wypływają. Dopiero cały zespół duchowych zalet gwarantuje trwałość przyjacielskiego związku osób.

Zwrócimy teraz szczególną uwagę na najlepszą formę przyjaźni, jaka zachodzi pomiędzy dwiema etycznie doskonałymi jednostkami. Arystoteles twierdzi, że początkiem przyjaźni opartej na cnocie jest rozpoznanie dobrego charakteru przyjaciela, które to poznanie dokonuje się przez obserwację jego działań i zachowań. To właśnie dobry charakter skłania mnie do wyrażania i życzenia drugiemu wszystkiego, co najlepsze. Arystoteles wyklucza natomiast utożsamianie przyjaźni z życzliwością i zgodnością poglądów. Życzliwość może obejmować wiele osób, ponieważ pragnie ona dobra dla innych, jednak nie zawsze pragnienie to wyraża się poprzez uczynki, zmierzające do zdobycia dobra dla drugich. Przyjaźń jest bowiem aktem, działaniem, ruchem, spełnianiem określonych zewnętrznych czynności. Życzliwość jest przyjaźnią w potencji, a więc czymś mniej doskonałym.

Prawdziwa przyjaźń „wymaga czasu i przyzwyczajenia, bo ludzie nie mogą poznać się nawzajem, zanim jeden drugiemu nie wyda się godzien przyjaźni i nie zdobędzie jego zaufania” (EN 1156 b 27). W ten sposób, przebywając i działając razem, ludzie cnotliwi poznają siebie nawzajem, wyprzedzając się niejako w udzielaniu sobie różnych dóbr. Przyjaciele nie tylko ufają sobie, lecz także pokładają nadzieję w swoich zdolnościach rozpoznania i niejako antycypacji tego, czego każdy z nich w danym momencie potrzebuje. To, czego każdy pragnie, będąc dobrym, jest zarazem czymś dobrym dla drugiej strony. Dzieje się tak, ponieważ każdy z przyjaciół jest dla drugiego „jego drugim ‘ja’” (EN 1166 a  30-32).

Co to znaczy, że przyjaciel jest dla mnie drugim „ja”? Z jakiego rodzaju „ja” mamy tu do czynienia? Warto zauważyć, że Arystoteles używa określenia „ja” – autos bardzo rzadko i tylko w swoich etycznych traktatach. „Ja” dla Arystotelesa oznacza pewne duchowe centrum osoby, odpowiedzialne za jej wybory – źródło inicjujące działanie i poznanie. Pojęcie „ja” wyraża to, kim ktoś jest jako uczestnik prawdziwej przyjaźni. Być może chodzi tutaj po prostu o duszę rozumną. Niemniej termin ten jest bardzo ważny dla jego analizy przyjaźni. 

Ilekroć jeden z przyjaciół działa, lub pragnie działać ze względu na samego przyjaciela spełnia konstytutywny wymóg prawdziwej przyjaźni. Być świadomym czyjejś przyjaźni to w efekcie być przyjacielem poprzez czynność poznawania drugiego – poznawania jego „ja”. Z kolei, aby być zdolnym do poznania siebie jako przyjaciela, trzeba niejako rozpoznać swoje „ja” w przyjacielu, identyfikując się z nim. Arystotelesowskie pojęcie „ja” nie jest zatem jakimś nieosobowym, obiektywnym, czy transcendentnym umysłem. Jest to po prostu jednostka, która myśli, działa, czuje, życzy i wybiera. 

Arystoteles zwraca uwagę na obecność  jakiegoś boskiego elementu w człowieku: „Należy natomiast ile możności czynić wszystko, co możliwe, aby żyć zgodnie z tym, co w człowieku najlepsze, bo jeśli jest to nawet rozmiarami nieznaczne, to jednak potęgą swą i cennością przerasta ono znacznie wszystko inne. Ten właśnie pierwiastek boski w człowieku, może być uważany za człowieka samego, skoro jest jego pierwiastkiem lepszym i istotnym”.( EN 1177 b 31 – 1178 a4 ) Tym boskim pierwiastkiem w człowieku jest oczywiście rozum. Arystoteles w swojej etyce niemal nalega, aby wszelka ludzka aktywność była na tyle, na ile to jest możliwe, zorientowana na taką formę życia, której treść stanowi teoretyczna kontemplacja. Jeśli ktoś chce osiągnąć ów najwyższy cel, a tym kimś jest z pewnością człowiek dzielny, musi on przede wszystkim posiadać samoświadomość siebie, którą może osiągnąć poprzez identyfikację z drugim „ja”. Innymi słowy, obecność drugiego człowieka uprzytamnia mi moje istnienie, to że żyję.  

W Etyce Wielkiej Arystoteles uwypukla kolejny ważny motyw zawierania przyjaźni. Znamy powiedzenie Stagiryty z Metafizyki, iż wszyscy ludzie z natury pragną poznawać. Odnosząc to do przyjaźni można dodać, że ludzie cnotliwi pragną też poznawać się nawzajem: „Skoro najtrudniejszą właśnie rzeczą, jak głosili niektórzy mędrcy, jest poznać siebie i najprzyjemniejszą ( albowiem przyjemną jest rzeczą znać siebie) to sami z siebie nie możemy mieć żadnego obrazu samych siebie (…). Otóż, np. ilekroć chcemy zobaczyć własną twarz, widzimy ją patrząc w lustro, podobnie kiedy pragniemy poznać siebie, możemy poznać patrząc na przyjaciela, ponieważ przyjaciel, jak twierdzimy jest drugim ja. ( EW  1213 a 10-26) Ludzkie „ja” potrzebuje drugiego „ja” po to, aby móc poznać  siebie. Przyjaciele oddają sobie wzajemną „przysługę”. Każdy z nich jest zarazem poznającym jak i poznawanym, podczas gdy bóg zawiera w sobie oba „ja”.

Dlaczego poznanie siebie samego jest tak ważne dla człowieka dzielnego, którego Arystoteles określa przecież jako szczęśliwego? Człowiek dobry wybierając życie zgodne z wymaganiami i zasadami rozumu – owego boskiego pierwiastka – umiejscowionego w jego „ja“ decyduje się na życie najlepsze. Skoro zatem zdecydował się iść drogą cnoty musi być nieustannie świadomy tego, co aktualnie motywuje go do etycznych działań. Rozpoznanie motywów działania przyjaciela, który, nie zapominajmy, jest moim drugim „ja“, wiąże się z przypisaniem tych samych motywów postępowania osobie poznającej. W przyjacielu widzę siebie tak, jakbym był odbity w lustrze. Czyny przyjaciela przeżywam jak moje własne, jednak mogę im się łatwiej i bardziej bezstronnie przyjrzeć, niż temu, co sam czynię. W ten sposób przyjaciel przyczynia się do szybszego wzrostu w cnocie, pomagając mi zauważać przeszkody, wady i własne nieuporządkowania.

Samowystarczalność i przyjaźń

Człowiek dobry kocha samego siebie. Co to znaczy? Arystoteles pisze:

„ Skoro więc dusza składa się z kilku części, wtedy będzie stanowiła jedność, ilekroć rozum i uczucia nawzajem będą ze sobą zgodne (w ten sposób osiągnie się jedność). Tak, że jeżeli będzie jedna, zaistnieje przyjaźń do samego siebie. Ale ten rodzaj przyjaźni tj. przyjaźni do siebie samego spotykamy u człowieka wartościowego. Albowiem u niego jednego części duszy pozostają wzajemnie w poprawnych stosunkach dzięki temu, że nie są sobie przeciwne“. ( EW  1211 a 33-37)

Z powyższego fragmentu wynika, że miłość samego siebie to harmonia w duszy, podporządkowanie nieracjonalnych poruszeń rozumowi. Sprawa wydaje się jednak nieco bardziej skomplikowana, ponieważ przyjaźń do samego siebie oznacza też dążenie do zdobycia dóbr poprzez moralnie dobre postępowanie. Prawdziwym przyjacielem jakiegoś człowieka jest ten, który kocha go ze względu na niego samego tzn. ze względu na jego cechy istotne. Zdaniem Arystotelesa najistotniejszą częścią jakiejś całości, jest ta, która jest najbardziej zdolna do kierowania, a więc w człowieku jest nią rozum. Osoba, która postępuje etycznie kocha najbardziej swój pierwiastek rozumny, gdyż jest posłuszna swemu rozumowi. Kochać samego siebie to wpierw być posłusznym rozumowi. Człowiek miłuje siebie samego nie tyle z powodu obecności rozumu, ale z racji jego dobroczynnej funkcji w duszy.

>Według Arystotelesa cała gama ludzkich uczuć i poruszeń zaangażowana jest w działaniu etycznym. Cnota wymaga również właściwego uczuciowego przysposobienia. Nieracjonalne pragnienia muszą być w odpowiedni sposób kierowane przez rozum. Człowiek miłujący siebie wyrażając wtedy w sposób pełny swoje uczucia równocześnie odczuwa wielką radość i zadowolenie. Człowiek cnotliwy jest świadom, iż odczuwana przyjemność i spokój to efekt stopniowego poddawania swoich nieracjonalnych poruszeń rozumowi. Skutki takiej miłości siebie nie mogą zatem pozostawać w sprzeczności z interesami innych ludzi i z przyjaźnią względem drugiego człowieka. Arystoteles nie waha się nawet wyraźnie stwierdzić, że przyjaźń z innymi rodzi się właśnie z poczucia przyjaźni do samego siebie, i że „każdy życzy przede wszystkim sobie samemu wszelakich dóbr“. ( EN 1159 a 12). W tym kontekście staje się jasne, w jakim sensie Arystoteles traktuje przyjaźń jako niezbędną do szczęścia: należy ona do grupy tych samych dóbr wyższych, od posiadania których zależy prawdziwe szczęście.

Powszechne przekonanie Greków o konieczności przyjaźni dla życia ludzkiego, na które powołuje się Stagiryta, dotyczy przyjaźni w znaczeniu szerokim. Kiedy jednak  mówi o przyjaźni wchodzącej w skład szczęścia ma na myśli tylko przyjaźń opartą na cnocie. Człowiek cnotliwy nie potrzebuje takich przyjaciół, którzy mogliby przynieść mu jakąś korzyść: „Szeroki ogół uważa za przyjaciół tych, co przynoszą pożytek. Takich więc przyjaciół nie będzie wcale potrzebował człowiek szczęśliwy, skoro przecież posiada on najwyższe dobro. Nie będzie też potrzebował przyjaciół, w których wyborze kierowałby się przyjemnością ( bo życie jego, będąc przyjemne nie potrzebuje żadnej przyjemności z zewnątrz)“. (EN 1169 b 23-25) 

Na czym więc ostatecznie polega wartość przyjaźni, skoro nie służy ona korzyści a zarazem jak zauważa Arystoteles, „nikt nie mógłby pragnąć żyć bez przyjaciół, chociażby posiadał wszystkie inne dobra“? ( EN 1155 a 3-4) Czy nie mamy tutaj do czynienia z pewnym paradoksem?

Szczęście człowieka, jak twierdzi Arystoteles, pozostaje w ścisłym związku z działaniem. Im doskonalsze działanie tym pełniejsze szczęście. Wiąże się to oczywiście z arystotelesowską koncepcją aktu i możności. Przyjaźń, jak to wcześniej ujął Stagiryta, jest pewną dyspozycją – a więc możnością. Przejście z możności do aktu (czyli do czynnej przyjaźni) dokonuje się za sprawą oddziaływania napotkanej osoby, która odpowiada mojej możności kochania. Można powiedzieć, że przyjaciel jest przyczyną sprawczą przyjaźni. Bycie w możności jeszcze nie predestynuje mnie do osiągnięcia szczęścia. Spełnia się natomiast poprzez zaktualizowanie możności. Arystoteles pisze, że „dyspozycja choć istnieje, może nic dobrego nie zdziałać (…) i jak w Olimpii wieńczy się nie tych, co najpiękniejsi i najsilniejsi, lecz tych co biorą udział w igrzyskach (jako że wśród nich są zwycięzcy), tak też uczestnikami tego, co w życiu dobre i moralnie piękne, stają się słusznie ci, którzy działają“. (EN 1099 a 2-5) Ponieważ człowiek nie może działać stale, szuka sobie przyjaciół, aby przy ich pomocy mógł działać lepiej. „Przyjaźń ludzi prawych jest dobra i umacnia się w miarę ich obcowania z sobą; zdaje się, że dzięki temu, iż wspólnie działają, stają się lepsi i jedni drugich nawzajem poprawiają“. ( EN 1172 a 10)

Przyjaciele są dla siebie nawzajem moralnymi rywalami. Współzawodniczą ze sobą w dzielności, służą sobie jako duchowe „bodźce“ lub „katalizatory“. Obserwując szlachetne czyny przyjaciela, człowiek dzielny ceni go coraz bardziej i odnosi się do niego z coraz większym zaufaniem. Dobroć przyjaciół udziela się im nawzajem. Przyjaciel nabiera ochoty do wykonywania podobnych czynów, bo nie chce być gorszy od swego przyjaciela. Dzięki przyjaźni następuje wyzwolenie wielu ukrytych wartości wewnętrznych człowieka, które być może inaczej „nie przebudziłyby się“ w nim. W ten sposób poprzez właściwie pojętą rywalizację w cnocie z jednej strony zwiększa się szczęście od wewnątrz ( wskutek ciągłego napięcia mobilizującego do pracy nad sobą), z drugiej jest zabezpieczane z zewnątrz ( przez stałą obecność przyjaciela).  

Egoizm czy altruizm?

Niektórzy interpretatorzy Arystotelesa sądzą, że przyjaźń w jego systemie etycznym jest doskonałym przekroczeniem ludzkiego egoizmu. Oczywiście, można by się z tym zgodzić, jeśli rozpatruje się doskonałą przyjaźń od strony celu. G. Reale stwierdza jednak, że „nawet w przyjaźni opartej na cnocie przyjaciel szuka w przyjacielu własnego dobra. Przyjaźń pojęta jako bezinteresowny dar siebie dla drugiego jest koncepcją całkowicie obcą Arystotelesowi“. Relacja z drugim człowiekiem jest raczej czymś koniecznym do osobistego szczęścia. „Szczęście nie może się obejść bez dóbr zewnętrznych. (…) Wiele bowiem rzeczy uskutecznia się – jak gdyby za pomocą narzędzi – dzięki przyjaciołom, bogactwu czy wpływom politycznym“. (EN 1099 a 34 – 1099 b 1) Arystoteles postrzega przyjaciela jako  skuteczną pomoc, oczywiście przy obopólnych korzyściach do najpełniejszego udoskonalenia natury ludzkiej i zaspokojenia jej wszystkich rozumnych aspiracji. Jak bowiem rozumieć stwierdzenie Stagiryty, że w przyjaźni człowiek kocha przede wszystkim samego siebie? Nawet na najwyższym stopniu przyjaźń pojęta jest jako relacja dawania i posiadania, która – wprawdzie na poziomie duchowym – w jakiś sposób może być zrównana: „I kochając przyjaciela kochają to, co jest dla nich dobre, gdyż człowiek dobry stając się przyjacielem staje się też dobrem dla swego przyjaciela. Każdy więc z nich obu darzy miłością to, co jest dla niego dobre, i odpłaca równą miarą zarówno w tym, że przyjacielowi dobrze życzy, jak i w przyjemności“. (EN 1157 b 33- 1158 a 1).

Myślę, że bezinteresowność w przyjaźni przejawia się jako gotowość do uznania podmiotowej odrębności Drugiego. Drugi nie jest moim alter ego. Drugi jest kimś zupełnie innym. Wydaje mi się, że podłoże przyjaźni stanowi autonomia podmiotów. Sama przyjaźń polega raczej na jakimś swoistym, często niewypowiedzianym porozumieniu wzajemnego uznania owej inności i odrębności. Oczywiście nie sposób zaprzeczyć, że przyjaźń w koncepcji Arystotelesa daje człowiekowi wiele możliwości pomagania drugiemu i świadczenia mu dobrodziejstw, a równocześnie zaspokaja nieodłączne od życia pragnienie udzielania się innym. Prawdą jest też fakt, że doświadczenie obecności drugiego człowieka usposabia mnie do prawdziwego przeżycia samego siebie. W spotkaniu staję się tym, kim powinienem się stać. 

Dziwne jest jednak to, że w spotkaniu z przyjacielem, zdaniem Arystotelesa nie zauważam najpierw jego istnienia, lecz siebie samego. Jego istnienie zlewa się z moim. Tymczasem w prawdziwej przyjaźni pragnę być z drugim z racji samego jego istnienia, a nie dlatego, iż uprzytamnia mi on własne istnienie W koncepcji arystotelesowskiej przyjaźni pomiędzy przyjaciółmi zaciera się dystans, drugi jest postrzegany przez pryzmat doświadczenia własnego „ja“. Stagiryta, rozmyślnie czy nie, nie uwzględnił w swoim systemie etycznym pojęcia indywidualności i osobowości. Kiedy wydarza się prawdziwa przyjaźń w relacji kochania dokonuje się ważna przemiana – rezygnacja z potrzeby zaspokojenia wzajemności, która u Arystotelesa jest koniecznym warunkiem przyjaźni. Rozłąka przyjaciół może rzeczywiście osłabić przyjaźń, ale nie jest w stanie jej zniszczyć. Przyjaźń ugruntowana w miłości nie zawsze musi wyrażać się w dzieleniu się czasem, życzliwością, wzajemnym obcowaniem. Chodzi w niej raczej o dar z siebie. Dlatego przyjaźń, choć wymaga konkretnych przejawów, do nich się nie sprowadza.

Błędem byłoby uznawanie arystotelesowskiego traktatu o przyjaźni jako uprawomocnienie „brutalnego“ egoizmu. Natomiast z pewnością można jego koncepcję potraktować jako opis bardzo wysublimowanej i zakamuflowanej postaci samorealizacji. Może lepiej byłoby mówić tu raczej o współrealizacji lub altruizmie. Trudno dziwić się Arystotelesowi, dla którego horyzont szczęścia doczesnego był jedynym możliwym, że przyjaźń uczynił w pewnym sensie środkiem i to w dodatku koniecznym do osiągnięcia szczęścia. Dlatego w jego mniemaniu najbardziej godnym przedmiotem miłości jest dobry człowiek, a głównym składnikiem życia ludzkiego, bez którego nie byłoby ono pełne, jest przyjaźń.

Literatura:
Arystoteles, Dzieła wszystkie. T.5 Warszawa 1991-1998.
“Etyka Nikomachejska”, przekład D. Gromska
“Etyka Eudemejska”, przekład W. Wróblewski
nbsp;>”Etyka Wielka”, przekład W. Wróblewski

Przysławska W., “Przyjaźń w etyce Arystotelesa”.Lublin 1935.

Kasperkiewicz K. M., “Przyjaźń, jej miejsce i zadania w systemie filozofii moralnej Arystotelesa”.W: „Roczniki Filozoficzne” 11 (1963) z. 2, s. 15-31.

McKerlie D.,Friendship, Self-Love, and Concern for Others in Aristotle’s Ethics.  W: „Ancient Philosophy” 11 (1991) s. 85-101.

Michalski K., Przyjaźń chrześcijańska. Kielce 1948.

Niemirska – Pliszczyńska J., Czar przyjaźni. Z rozmyślań nad VIII i IX księgą „Etyki Nikomachejskiej” Arystotelesa. W: „Roczniki Humanistyczne TN KUL”  16 (1968) z.3, s. 61-72.

Sherman N., Aristotle on Friendship and Shared Life.  W: „Philosophy and Phenomenological Research” 47 (1986-1987) s. 589-613.

Wojtyła K. Wykłady lubelskie. Red. T. Styczeń Lublin 1986 s. 102.

J. Tischner. Egzystencja. W: Katolicyzm A-Z. Red. Z.Pawlak, Łódź 1989 s. 135.

R. Eucken. Aristoteles‘ Anschaung von Freundschaft und von Lebensgütern, Berlin 1884 s. 7.

[3] W dalszej części pracy będę używał następujących skrótów: EN dla Etyki Nikomachejskiej, EE  dla Etyki Eudemejskiej  oraz EW  dla Etyki Wielkiej.

[4] Spośród tych autorów przytoczę choćby opinię J. Przysławskiej: „W przyjaźni tej jest poświęcenie, ale świadome dóbr, nawet życia, ale ze spojrzeniem utkwionym w jeden cel, w cnotę i piękno. A miarę stanowi rozum i szczęście drugich w zespoleniu z nami. I to jest chyba największą gwarancją braku egoizmu  w tej teorii, której Arystoteles poświęcił tyle miejsca“ (Cyt. z: Przyjaźń w etyce Arystotelesa Lublin 1935 s. 27.). Podobne stanowisko w tej kwestii zajmuje K. Wojtyła pisząc, że „człowiek dobry miłuje przyjaciela bardziej niż siebie tam, gdzie idzie o korzyść, ale tam, gdzie w grę wchodzi sama godziwość, tam zawsze siebie miłuje najbardziej, to znaczy, że dla siebie stara się o to, co najbardziej godziwe. (…) Stanowisko takie bynajmniej nie oznacza egoizmu, dobro godziwe ma bowiem ów charakter absolutny, dzięki któremu jest rzeczą wykluczoną, ażeby to, co dla danej osoby jest prawdziwie dobre, mogło być dla innych ludzi prawdziwie złe“. ( Cyt. za: Wykłady lubelskie. Red. T. Styczeń Lublin 1986 s. 102.)

[5] G. Reale, Historia filozofii starożytnej.

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code