Alissa J. Rubin, Katolicki paradoks aborcyjny

 

Dlaczego aborcja u katoliczek w USA jest bardziej prawdopodobna niż u protestantek?

Niebieskooka blondynka Wendy wygląda jak zwykła amerykańska dziewczyna ze Środkowego Zachodu i wydaje się odznaczać pogodnym prostolinijnym sposobem zachowania, jakiego spodziewalibyśmy się po cheerleaderce, którą kiedyś była. Ale dziś ta 23-latka, pochodząca z małego rolniczego miasteczka w stanie Nebraska, ma aborcję i czuje się wewnętrznie rozdarta tym krokiem – w dużej mierze ze względu na swoje katolickie środowisko. Mimo że opisuje swoją rodzinę jako chodzącą do kościoła tylko w niedzielę, mówi również, że są to gorliwi niemieccy katolicy. 

"Byłam przeciwna aborcji, zanim zaszłam w ciążę" – powiedziała Wendy, przesuwając w palcach różaniec, który przyniosła ze sobą do kliniki aborcyjnej. „Spójrz, co mam za 15 minut zabawy" – dodaje wskazując na swój brzuch. 

Jej decyzja o aborcji, jak decyzje podejmowane przez większość kobiet, które ostatecznie przerywają ciążę, wiąże się z wieloma czynnikami. Ale sposób, w jaki Wendy i inne katolickie kobiety opowiadają o swoim zajściu w ciążę oraz ich poczucie wstydu z powodu ciąży sugerują wyjaśnienie statystyk, stanowiących wciąż zagadkę dla naukowców, a mówiących, że wśród katoliczek występuje wyższy wskaźnik aborcji niż wśród protestantek.

Według Instytutu Alana Guttmachera, który śledzi dane dotyczące zdrowego rodzicielstwa, przerwanie ciąży przez nielatynoskie katoliczki w wieku rozrodczym jest o 29% bardziej prawdopodobne niż przez protestantki. Wskaźnik jest jeszcze wyższy – 33% – jeżeli uwzględnia się Latynoski. Można na to spojrzeć inaczej: protestantki stanowią około 54% ludności i dokonują tylko 37% aborcji. natomiast katoliczki stanowią 31% populacji i dokonują 31% aborcji. 

Biorąc pod uwagę długoletnie stanowisko Kościoła katolickiego przeciw aborcji, można by pomyśleć, że wskaźnik aborcji wśród katoliczek będzie znacznie niższy niż dla ogółu społeczeństwa – a przecież wydaje się wyższy. 

Ten paradoks intryguje katolickich liderów, zajmujących w tej kwestii odmienne stanowiska – jak Helen Alvare, były główny strateg ruchu pro-life, rzeczniczka Krajowej Konferencji Biskupów Katolickich i Frances Kissling, prezes stowarzyszenia Katolicy za Wolnym Wyborem. Jednym z wyjaśnień, potwierdzanym przynajmniej potocznymi obserwacjami jest to, że katoliczki wydają się doświadczać większego poczucia winy w związku z seksem i większego wstydu z powodu pozamałżeńskiej ciąży. 

Kobiety, u których seks wiąże się z poczuciem winy, często są przekonane, że nie uprawiałyby seksu spontanicznie. Jedna z teorii głosi, że wskutek tego często nie mają środków antykoncepcyjnych pod ręką, gdy dochodzi do współżycia. Fakt, że Kościół katolicki potępia większość form antykoncepcji, popierałby również ten argument. 

Jednak z zebranych przez National Center for Health Statistics danych na temat stosowania antykoncepcji wynika, że ogólnie stosowanie antykoncepcji przez katolików i protestantów jest na tym samym poziomie. Nie zawsze tak było – aż do około połowy lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku występowała znacząca różnica, ale dawno temu zniknęła. Najnowsze badania, wykonane w 1991 r., pokazały, że spośród katolików i protestantów niepochodzących z Ameryki Łacińskiej antykoncepcję stosuje 63%. Latynoscy katolicy są jednak znacznie mniej skłonni do używania środków antykoncepcyjnych: Tylko 49% stwierdziło, że stosuje antykoncepcję. 

Ponieważ prawie połowa niechcianych ciąż występuje u kobiet, które przyznają się do stosowania antykoncepcji, inna teoria głosi, że korzystają z mniej skutecznych metod czy też nie korzystają z tych metod prawidłowo. 

Nancy Adler, profesor szkoły medycznej na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Francisco zauważa, że  jak wskazuje wiele badań, kobiety, które mają wyższy poziom poczucia winy w związku z seksem, są również mniej skutecznymi użytkowniczkami antykoncepcji. Adler, która jako psycholog bada decyzje kobiet o aborcji i następstwa aborcji, mówi: „Kobietom wychowanym w przekonaniu, że seks przedmałżeński jest grzechem lub środki antykoncepcyjne są grzechem, naprawdę trudno zaplanować uprawianie seksu oraz przyznać się przed sobą, że mogłyby go uprawiać i dlatego potrzebowałyby antykoncepcji”. Jest bardziej prawdopodobne, że katoliczki wychowały się w rodzinach, w których seks pozamałżeński i nieślubna ciąża pozostawiają piętno. 

„ Dla wielu katolickich kobiet ciąża jest karą za ich seksualność, i to sprawiedliwą karą", powiedział ks. David Selzer z Kościoła Episkopalnego w Buffalo, zajmujący się poradnictwem dla kobiet w nieplanowanej ciąży. Jego analiza jest zgodna z fatalistycznym stwierdzeniem Wendy: „Spójrz, co mam za 15 minut zabawy".

Wendy zaszła w ciążę po krótkim pozamałżeńskim romansie. W tym czasie jej mąż siedział w więzieniu, a ona była samotna i wyczerpana wychowywaniem dwójki małych dzieci. Gdy mężczyzna, którego znała od czasu szkoły średniej, zaprosił ją na drinka, poszła nie przypuszczając, że spotkanie może skończyć się w łóżku. Wskutek tego nie miała przy sobie żadnych środków antykoncepcyjnych. 

Gdy okazało się, że jest w ciąży, była oszołomiona i początkowo sparaliżowana: „Nie było dnia, gdy nie myślałam o aborcji i samobójstwie, ponieważ czułam się tak poniżona i zakłopotana. Czułam, że skompromitowałam moją społeczność. Nazywamy się rodziną. Nie chcę kompromitować rodziców".

„Wzięłam dziś ze sobą różaniec, więc Bóg jest ze mną. Chcę, żeby Bóg wiedział" – powiedziała Wendy. Ale Kościół i ksiądz to już inna sprawa. „Mój mąż jest też katolikiem, ale nie chcę, by ktokolwiek prawił mi kazania…  Oni powiedzą, że zabijam swoje dziecko".

Oczywiste pytanie do Wendy i innych w podobnie trudnej sytuacji brzmi, dlaczego nie zdecydowały się donosić ciąży do końca i oddać dziecka do adopcji. Niemal w każdym sporym mieście istnieją kryzysowe centra ciążowe, w których kobiety mogą uzyskać pomoc przez cały okres ciąży oraz w procesie adopcji. Jednak stosunkowo niewiele kobiet dokonuje takiego wyboru. Może dlatego, że nie wiedzą o tych usługach. A może, gdy po raz pierwszy dowiadują się o nieplanowanej ciąży, ich początkowy impuls to całkowite pozbycie się jej za sprawą aborcji. 

Wendy odrzuciła szansę oddania dziecka do adopcji. Bliska przyjaciółka, która nie mogła mieć dziecka, zaproponowała zwrot kosztów medycznych i zaadoptowanie noworodka. Wendy odpowiedziała jej: „Myślisz, że będzie łatwo patrzeć, jak spacerujesz po mieście z moim dzieckiem? Nie mogłabym tego znieść”. 

Sytuacja Jill, siedemnastolatki ze szkoły publicznej w Connecticut była zdecydowanie odmienna. Chociaż dowiedziała się o kontroli urodzeń na obowiązkowych zajęciach z wychowania seksualnego, wierzyła, że nie może zajść w ciążę, bo rozpoczyna dopiero współżycie ze swoim chłopakiem. „Myślałam, że pigułkę bierze się, jeżeli robi się to ciągle" – mówi Jill. Jej matka, gorliwa katoliczka, która od czasu do czasu uczestniczyła w protestacyjnych marszach przed miejscowymi klinikami aborcyjnymi, powiedziała do Jill, gdy dziewczyna po raz pierwszy dostała okres, że z seksem należy czekać do małżeństwa i że będzie żałowała przez całe życie, gdyby uprawiała seks wcześniej. Ale pewnej nocy między Jill i jej chłopakiem doszło do współżycia po całonocnej imprezie. „Nie sądziłam, że możemy to zrobić, po prostu wygłupialiśmy się" – powiedziała Jill.

Zmartwiona rozczarowaniem matki i gniewem ojca Jill zwróciła się do matki swojego chłopaka, która z kolei pomogła jej znaleźć klinikę aborcyjną. „Czułam się z tym źle, bo chodzi przecież o życie, a przyjeżdżając tu dzisiaj, bałam się, że moja matka będzie na zewnątrz ze znanym transparentem: Aborcja zabija dzieci". 

Jill mówi, że chce mięć dzieci, ale gdy będzie starsza. „Chcę dzieci, czwórkę" – powiedziała – „Ale chcę iść na studia, może być architektem, a nie zdołam tego zrobić, mając dziecko. Jedna dziewczyna w szkole ma dziecko i ciągle się nim opiekuje". 

Niezależnie od etnicznego pochodzenia katoliczek ich odczucia co do seksu i pozamałżeńskiej ciąży są takie same. W tej samej klinice w Nebrasce, w której Wendy miała aborcję, Elena, 24-letnia katoliczka, której rodzice wyemigrowali z Meksyku, zanim się urodziła, miała również aborcję. Latynoskie wskaźniki aborcji ciągle rosną i obecnie przewyższają wskaźnik dla białych nie-Latynosów.  

Elena zaszła w ciążę, jak sądzi, głównie dlatego, że nie stosowała antykoncepcji prawidłowo. Słuchając jej, łatwo poznać, że czuje się winna z powodu seksu i co za tym idzie, kontroli urodzeń. 

„W naszej kulturze seks jest tabu, antykoncepcja jest tabu" – powiedziała Elena dodając, że gdy zaczęła dostawać okres, matka wyjaśniła jej, że seks poza małżeństwem jest zakazany. „Z moją mamą jest tak: jeśli chcesz porozmawiać o antykoncepcji, to dlatego, że coś się dzieje, co nie powinno się dziać". 

Jako nisko opłacana asystentka w klinice Elena mieszka w domu i trzyma pigułki antykoncepcyjne ukryty tak, aby matka ich nie znalazła. Parę tygodni przed zajściem w ciążę wróciła kilkakrotnie późno wieczorem i zapomniała zażyć pigułki. Zazwyczaj lekarze mówią pacjentkom, że jeśli nie wzięły przez więcej niż dwa dni pigułek antykoncepcyjnych, powinny zastosować inną metodę, ponieważ nie są zabezpieczone. 

   Ankieta_ID=201910#

Gdy Elena stwierdziła, że jest w ciąży, nie dawała jej spokoju myśl, że ojciec zagroził wyrzuceniem córek z domu, gdyby kiedykolwiek zaszły w pozamałżeńską ciążę. „Mówił nam, że sprowadziłoby to wieczny wstyd na naszą rodzinę" – powiedziała Elena. Miała aborcję i rozwinęła własną teologię samouspokojenia, że nie zdradziła swojej wiary i nie była odpowiedzialna za śmierć żywego dziecka. „Życie dzieci zaczyna się wraz z ich pierwszym oddechem, gdy Bóg w nie wchodzi" – powiedziała. 

„Słyszeliście o ‘tchnieniu życia’, to jest Duch Święty, i wtedy wchodzi w nie życie". 

Ogólnie rzecz biorąc, eksperci, działacze i kobiety poszukujące aborcji zgadzają się, że katoliczki w większości przypadków przerywają ciążę z tych samych powodów, co inne kobiety. „Jeżeli chodzi o to, dlaczego kobiety dokonują aborcji, wiele łączy religijne środowiska i grupy wiekowe" –  mówi Kathleen George Kearney, prezbiteriańska doradczyni, która współpracuje z klinikami aborcyjnymi w stanie Minnesota, gdzie udział protestanckich i katolickich pacjentek jest równy. 

Alvare z Krajowej Konferencji Biskupów Katolickich zgadza się: "To dość prawdopodobne, że katoliczki, podlegając takim samym czynnikom, uznają aborcję za jedyne wyjście. Nie widzę żadnego powodu, dlaczego miałoby być mniej prawdopodobne [niż w przypadku innych kobiet], że znajdują się one w skomplikowanych sytuacjach, które prowadzą do aborcji". 

Wydaje się jednak, że nie można lekceważyć trudno mierzalnego czynnika winy i sposobu jego współzależności z postawami dotyczącymi zarówno seksu oraz antykoncepcji jak i odczuć spowodowanych nieplanowaną ciążą. 

Kearney przypomina sobie, jak doradzała siedemnastolatce, która była w ciąży po raz drugi. Młoda kobieta powiedziała, że będąc w pierwszej ciąży, poszła do księdza, który pouczył ją, że aborcja to grzech nie do przyjęcia i że powinna donosić dziecko do terminu porodu. Zrobiła tak, ale kilka miesięcy później w czasie Mszy kapłan "wystrzelił z tyradą na temat nastoletnich matek", jak mówi Kearney. Dodaje, że młoda kobieta "odczuła głęboko zdradę" i postanowiła przerwać drugą ciążę. 

Katolicy i niekatolicy zgadzają się, że ponieważ stanowisko Kościoła katolickiego na temat aborcji jest tak wyraźnie negatywne, ciężarna kobieta, która zastanawia się nad aborcją, rzadko idzie do księdza.. Maria, 22-letnia katoliczka, która miała jedno pozamałżeńskie dziecko, mówi, że nie wyobraża sobie pójścia do księdza, aby przedyskutować swój dylemat, czy przerwać drugą nieplanowaną ciążę. „Oni powiedzą: Dziecko żyje, to jest złe, donoś i oddaj do adopcji". 

Większość księży prawdopodobnie tak powie, ale mogą oni także dać kobiecie odczuć, czy znajdzie wsparcie wspólnoty dla swojej decyzji. Lecz jak mówi ojciec Blair Raum, ksiądz w archidiecezji Baltimore, który szkoli innych księży w zakresie doradztwa dla kobiet po aborcji, trudno jest kobietom zaufać księdzu. „Katoliczki boją się najbardziej być osądzane i chociaż ksiądz może nigdy nie pomyśleć, aby zwracać się do kobiety w ten sposób, strach istnieje" – powiedział Raum. 

Ponadto zaznacza on, że księża są celibatariuszami i większości kobiet, stających wobec nieoczekiwanej ciąży, nie jest wygodnie rozmawiać z nimi na takie intymne tematy. 

W ostatnich latach Kościół podjął zdecydowany wysiłek, aby dotrzeć do kobiet, które przerwały ciążę i doświadczają smutku lub żalu. Program Projekt Rachel to najaktywniejszy do chwili obecnej wysiłek Kościoła, aby mówić ze współczuciem do katoliczek, które stanęły w obliczu aborcji. Może on też okazać się najbardziej skutecznym sposobem Kościoła, aby powstrzymywać przed przyszłymi aborcjami – a przynajmniej przekonać kobiety, że istnieją realne alternatywy. 

Diane, 35, łagodnym głosem opowiada grupie kobiet, które uczestniczą w spotkaniu Projektu Rachel w podziemiu kościoła w Connecticut, że czuła niewielkie wyrzuty sumienia z powodu aborcji, gdy jej dokonywała. „Wtedy żyłam oddzielnie od mojego męża i myślałem, że nie zdołam sama wychowywać dziecka" – mówi i dodaje: „Ale w tym czasie dotarłam do Pana i czytałem o tym, jak On kształtuje dziecko w moim łonie". 

Teraz Diane wydaje się borykać z poczuciem winy. Gdy nowa osoba pyta, kiedy miała aborcję, okazuje się, że 10 lat temu. Jednak uczucia są takie, że nie może się ich pozbyć. „Czuję się źle, że gorzej przeżywam rozwód niż aborcję, ale przecież znowu jestem tutaj" – mówi zwracając się do lidera grupy jakby w poszukiwaniu błogosławieństwa.

Tłum. Małgorzata Frankiewicz

The Catholic Abortion Paradox

 

Zobacz też teksty pozostałych autorów:

S. Barbara Chyrowicz, Dzisiaj jest inaczej…

Wanda Nowicka, Aborcja i tolerancja

Jarosław Gowin, Aborcja – o co toczy się spór?

 

POL_TOLERANCJA_debata12.jpg

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code