Znowu Wielkanoc…

Coraz częściej myślę – po co ten cały rytuał, blichtr i powtarzane w kółko formuły w obrzędach religijnych?
Czuję się nimi zmęczony coraz bardziej z upływem lat.

Jesteś, Jezu, żywym Człowiekiem i często mam odczucie, że to wszystko jest sztuczne, nienaturalne.
Przecież nie rozmawiamy z bliskimi przez recytacje tekstów wyuczonych na pamięć!
Przychodzę do kościoła, aby być z Tobą, z moimi siostrami i braćmi. Aby jednoczyć się z Tobą w tajemniczym sakramencie Komunii świętej.

Może jednak te dziwne, staromodne formuły są w jakiś sposób potrzebne. Może mamy odbijać się od nich jak od trampoliny. Może mają pobudzać tęsknotę za Tobą żywym.

A Ty jesteś żywy w ludziach. W nas samych, w naszych bliskich, w dalekich – nieznanych osobiście.
Wyprowadzasz nas do nich z kościołów pełnych złota i kadzideł.

Tak jak sam wyprowadziłeś się z tak zwanego nieba, aby żyć wśród nas.

Przez tę przeprowadzkę uczysz, że nie możemy nikomu tak naprawdę pomagać, dopóki nie zaczniemy razem żyć i spędzać czas.

Żyjąc mamy pozostać wierni temu, co odkrywamy jako wartość i prawdę, choćby było to niewygodne dla ludzi wokół, łącznie z duchownymi.

Mamy być wierni jak Ty, mimo że jak Ty boimy się spodziewanej męki. Mówimy – jeśli się da, niech jej nie będzie. Ale jeśli musi być – niech umiemy ją przyjąć, łącznie z załamaniem i zwątpieniem w sens tego, co robimy.

Uczysz nas dzielności i godności. Myślę, że właśnie w ten sposób zbawiasz nas – zarówno wierzących w Twoje Bóstwo, jak i niewierzących.

To właśnie godność i dzielność w obronie miłości i wartości nadają sens życiu. Miłość jest źródłem życia.
A wieczność… nie wiemy jak wygląda, ale myślę że jak mikrokosmos jest zawarta w każdej chwili – kropli wypełnionej miłością.

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code