, ,

Znalezione na półkach

Co jakiś czas wybieram się do Krakowa na zakupy książek. To życiowa i profesjonalna konieczność, ale też jedna z moich najbardziej ulubionych form wypoczynku i rozrywki. Żadne inne zakupy, których zresztą serdecznie nie cierpię, nie sprawiają mi tyle radości. Zawsze tak było. Kupuję oczywiście też książki przez Internet, ale nic nie może zastąpić ekscytacji eksplorowania księgarnianych półek: zwłaszcza, że nie zawsze dokładnie wiem, czego szukam. To znaczy, że niektóre tytuły mam sprecyzowane już przed zakupem, ale wiele dopiero odkrywa się podczas poszukiwań.

Ankieta_ID=201500#

W Domu Tezeusza mamy ok. 6 tys. tytułów i jest to niezłe podręczne zaplecze do pracy intelektualnej i pisarskiej, ale wciąż wychodzą nowe wartościowe książki. W Internecie nie ma jeszcze obszerniejszych i nowych tekstów na wysokim poziomie: dlatego jeszcze jakiś czas książki w różnej formie stanowić będą główne źródło poważniejszej wiedzy.

Dla naszych Tezeuszowych potrzeb, czyli głównie książki humanistycznej, w szczególności z religii, teologii, filozofii, psychologii, socjologii, Internetu, itp. najlepsze w Krakowie są dwie księgarnie: Księgarnia Naukowa na Podwalu i Logos – księgarnia PAT-u (obecnie UPJPII) na Brackiej. Obie wspaniale zaopatrzone: jeśli tam czegoś nie ma, to prawie pewne, że w innych krakowskich księgarniach tego też nie znajdę i nie ma co szukać.

Mój wczorajszy połów był szczególnie obfity i udany. Szukanie i wybieranie książek zajęło mi kilka godzin. Ale potem zmęczony i szczęśliwy jadłem danie dnia (rosół i schabowy z frytkami i sałatką, z sokiem z marchwii) w barze na Karmelickiej. Pomyślałem, że podzielę się z Wami swoją radością, a jednocześnie pokażę Czytelnikom zakres tematów, które mnie obecnie szczególnie interesują. Na pewno każdy z Wam ma swoje ulubione tematy i lektury. Świetnie, jeśli przy okazji zechcecie się nimi podzielić z innymi. 

Moje odkrycia: 

Marek Lilla – „Bezsilny Bóg. Religia, polityka i nowoczesny Zachód”. Studium z teologii politycznej uważane za arcydzieło współczesnego sekularyzmu.

George Weigel – „Katedra i sześcian. Europa, Stany Zjednoczone i polityka bez Boga”. Błyskotliwa analiza kulturowej wojny między chrześcijaństwem a agresywnym sekularyzmem.

Philips Jenkins – „Chrześcijaństwo przyszłości. Nadejście globalnej Christianitas”. Socjologiczno-kulturowa futurologia dotycząca nowych trendów w chrześcijaństwie globalnym.

Slavoj Zizek – „Kruchy absolut”. Prowokacyjna i odkrywcza interpretacja głębokich więzi pomiędzy chrześcijaństwem a marksizmem.

Ken Wilber – „Spektrum świadomości”. Dogłębne studium świadomości, a którym autor proponuje połączenie wielkich systemów psychologicznych Zachodu z kontemplacyjnymi tradycjami Wschodu.

Emmanuel Levinas – „O Bogu, który nawiedza myśl”. Czytana przeze mnie przed laty doskonała filozofia Boga w ujęciu etycznym, apofatycznym i dialogicznym.

Richard Rorty, Gianno Vattimo – „Przyszłość religii”. Postmodernistyczna wizja religijnej przyszłości człowieka, rozumianej jako najgłębszy wymiar egzystencji powstałej z odrzucania tradycyjnej metafizyki.

„Filozofia religii. Od Schleiermachera do Eco”. Kompetentna prezentacja najważniejszych trzydziestu koncepcji religii z ostatnich dwustu lat, autorstwa zachodnich badaczy.

Tadeusz Gadacz – „Filozofia Boga w XX wieku. Od Lavelle’a do Tischnera”. Prezentacja najbardziej wpływowych koncepcji Boga w ostatnim stuleciu. Boga mistycznego doświadczenia, w obliczu zła i nicości XX wieku, bardziej przeżywanego niż dowodzonego, bardziej Boga wiary niż rozumu, dobrego niż poznawanego, upragnionego niż posiadanego.

Will Kymlicka – „Współczesna filozofia polityczna”. Najlepszy chyba anglosaski podręcznik z filozofii politycznej obejmujący takie zagadnienia jak: liberalizm polityczny, demokracja deliberatywna, obywatelski republikanizm, nacjonalizm, komunitaryzm, feminizm, itp.

Marcin Król – „Filozofia polityczna”.  Kompetentna prezentacja historii najważniejszych pojęć filozofii politycznej: m.in. idei wolności, polityczności, demokracji.

Abp Reinhard Marx – „Kapitał. Mowa w obronie człowieka”. Znakomita prezentacja napięć współczesnego kapitalizmu i szukania w nim możliwości ocalenia człowieczeństwa, solidarności i sprawiedliwości w duchu katolickiej nauki społecznej.

Silvano Faustii – „Rozważaj i głoś Ewangelię. Wspólnota czyta Ewangelię według św. Jana”.

„Wspólnota czyta Ewangelię według św. Mateusza”;

„Wspólnota czyta Ewangelię według św. Łukasza”

Trzy obszerne pozycje autorstwa włoskiego jezuita uważane za jedne z najlepszych komentarzy do Ewangelii wg św. Jana, Mateusza i Łukasza. Świetna egzegeza tekstów biblijnych i ich medytacja w formie lectio divina.

Tadeusz Ślipko SJ – „Bioetyka. Najważniejsze problemy”. Katolicki neotomistyczny wykład podstawowych zagadnień bioetycznych takich jak: ewolucja, sztuczne zapłodnienie, diagnostyka prenatalna, klonowanie, transplantacja narządów i krwiodawstwo, eutanazja, itp.

Marian Machinek MSF – „Spór o status ludzkiego embrionu”. Historyczny przegląd etycznych i teologicznych koncepcji embrionu ludzkiego oraz rozstrzygnięć prawnych w różnych krajach. Fundamentalne badania dla etycznych, prawnych i politycznych rozstrzygnięć w sprawie aborcji, in vitro, itp. 

Do tej listy warto też dodać książkę, którą ostatnio otrzymałem z "Więzi" do recenzji:

ks. Andrzej Draguła – "Ocalić Boga. Szkice z teologii sekularyzacji".  Zbiór publicystyki teologicznej twórczego polskiego autora, o którym Z. Nosowski w przedmowie pisze, że jest jednym z najcenniejszych "piór" współczesnego duchowieństwa katolickiego w Polsce. Książka została nominowana do nagrody bpa Chrapka. Autor pyta m.in. o to, czy  procesy sekularyzacyjne są dla chrześcijaństwa jedynie zagrożeniem. Co zamiast Christianitas?

***

Na podstawie różnych kryteriów: rangi autora, problematyki, ocen recenzentów i ekspertów, wcześniejszego rozeznania i poszukiwań, osobistej lektury fragmentów, itd starałem się wybrać najlepsze możliwe pozycję z każdej dziedziny. 

Dlaczego taki akurat wybór? Z różnych powodów: na liście widać wiele pozycji z filozofii religii, filozofii Boga, problematyki sekularyzacji autorów różnej orientacji światopoglądowej. Kwestia przenikania się religii i kultury zawsze mnie żywo interesowała. Podobnie zajmuje mnie transformacja koncepcji i wizji Boga w postmodernistycznym świecie. Los przyszłości chrześcijaństwa, religii i człowieka zależy w dużym stopniu od rozstrzygnięcia kim jest Bóg, nawet, jeśli Go nie ma…Zależy mi też na poszerzeniu własnej wizji chrześcijaństwa i religii w skali globalnej, wyjściu poza problematykę Kościoła w Polsce czy Europie. Te właśnie lektury będą miały u mnie priorytet czytelniczy.

Książki z filozofii politycznej i społecznego nauczania Kościoła katolickiego są dla mnie ważnym źródłem wiedzy na temat współczesnych sporów polityczno-kulturówych dotyczących form życia jednostek i wspólnot. Dla mnie jest to pytanie: jak w splecie różnych realiów polityczno-ustrojowych można przenikać świat Ewangelią i czynić go bardziej ludzkim. Mają one raczej charakter podręczników, do których sięga się w miarę potrzeby.

Obszerne gruntowne komentarze biblijne stanowić mają pomoc dla osobistego i pisarskiego rozważania Słowa Bożego. Ja jestem bardziej filozofem niż teologiem, ale nawet, żeby jako filozof z sensem pisać o rozumieniu Biblii trzeba sięgać do egzegezy i biblistyki, zwłaszcza tak dobrej jak Silvano Faustii.

Tematyka bioetyczna należy do najbardziej palących obecnie problemów etycznych i kulturowych naszego świata. Dla sensownej obrony różnych decyzji w dziedzinie moralności, prawa i polityki trzeba dysponować wiedzą źródłową, która daje najgłębszy i wieloaspektowy wgląd w problemy.

„Spektrum świadomości” Wilbera nabyłem z dwóch powodów: jest to dzieło młodego 23 letniego geniusza, a jednocześnie odkrywcza próba syntezy psychologii i duchowości Wschodu i Zachodu. Myślę, że religie, również chrześcijaństwo, będą się coraz bardziej globalizować, tzn. przenikać i wpływać na siebie wzajemnie, podobnie jak w pierwszych stuleciach chrześcijaństwa przenikały się najważniejsze kultury Zachodu grecka, rzymska i żydowska, tworząc silnie formując kulturową treść chrześcijańskiego Objawienia. Obecnie ten proces wychodzi poza świat Zachodu i obejmuje buddyzm, taoizm, hinduizm, itd. Czym będzie chrześcijaństwo i Zachód po tym spotkaniu? Jak nasze widzenie Chrystusa i człowieka może skorzystać na tej wymianie darów? Jak Bóg przejawia się w sposób niestematyzowany jako Chrystus w innych wielkich religiach? Oto niektóre z moich pytań.

Z kilku tych książek najpewniej napiszę też recenzje do czasopism, ale motyw „recenzyjny” jest wtórny wobec pierwotnej pasji wiedzy i prawdy.

Pragnieniem przenikającym mnie coraz bardziej – i motywującym do nabywania i lektury ważnych, obszernych i niełatwych pozycji – jest chęć możliwie najgruntownijeszej wiedzy z różnych dziedzin, zwłaszcza problematyki mi najbliższej: filozofii religii, Boga, duchowości, etyki. Coraz częściej czuję niewystarczającą głębię własnych ujęć różnych problemów. Dla intelektualistów i pisarzy, ale też każdego myślącego człowieka nauka nie kończy się ze skończeniem szkoły czy studiów, przeciwnie, dopiero zaczyna: żeby mieć coś ważnego do powiedzenia trzeba wciąż i wciąż studiować, myśleć, śledzić literaturę, itd. Jeśli ktoś współcześnie odważyłby się nie czytać poważnych dzieł nie miałby nic do powiedzenia poza sloganami z mediów i "mądrościami" wymienianymi na przysłowiowych imieninach u cioci. 

W sferze prawdy liczy się tylko jakość, nawet jeśli niektórzy za dr. Goebbelsem chcieliby, żeby kłamstwo czy powierzchowność powtórzona tysiąc razy stawała się "prawdą". I podobnie, jeśli chce się popularyzować osiągnięcia filozofii czy teologii, to aby czynić to z pożytkiem dla innych trzeba pracować na źródłach i sięgać do prac fundamentalnych. Jestem też przekonany, że jeden dobrze pojęty czy wyartykułowany argument znaczy więcej niż błyskotliwe pływanie po powierzchni.

Przyszłość chrześcijaństwa, a tym samym człowieka rozstrzyga się na różnych polach: jednym z nich jest to, co ludzie mają w głowach. Nasze serca zawsze idą za miłością, nawet jeśli źle ją pojmują, ale nawet serce szuka wsparcia umysłu, by swoim pasjom – dobrym lub złym – nadać trwały kierunek i kształt.

 

5 Comments

  1. andrzej.chabros

    Prawo przechodzenia ilosci w jakość

    Witaj Andrzeju,

    Z zazdroscią reaguję na relację z polowania na tak smakowite sztuki zakończonego sukcesem i to w liczbie 18-tu! Własnie mi sie przypomniało jak kiedyś uniewinniłem Marksa za prawo z tytułu. Głosiłem wszem i wobec, że w rodzinach wielodzietnych dzieci lepiej się chowają i że to najistotniejsze potwierdzenie prawa dialektyki: dotyczy dzieci (łac. proles) i rodziców a ta relacja jest swego rodzaju korzeniem (lub fundamentem) całej kultury ("Takie bedą Rzeczpospolite jakie ich młodzieży chowanie", "Czcij ojca swego i matkę swoją"). Teraz się zastanawiam kiedy ty przeczytasz te 18 książek? Bo oczywiście wszystkie sa tego warte. Ile czasu zajmuje Ci konsumpcja jednostki wiedzy? Czy to mozna tak wyliczać? W zasadzie im więcej przeczytasz (dobrych czyli smacznych i pożywnych) tym jesteś "lepszy". Z drugiej strony zaś idee do swego rozwoju potrzebują "zjadania" ludzkich umysłów: matematyka szybki rozwój rozpoczęła wraz z drukiem, zresztą wszystkie nauki, może oprócz filozofii… Dlatego teraz tak nam zal ginacego swiata lektur: wydaje nam się, że to koniec swiata w ogóle, że wraz z nim stracimy wszystko co jemu zawdzięczamy. Tak jak w oblężonej przez Wandalów Hipponie (czy Kartaginie?) rzekł był Augustyn. Przy takiej ilości idei jaka obecnie kandyduje do bycia zjedzona konsumpcja na modłę tradycyjną, książkową (restauracja z kelnerem) jest niemożliwa – lub nieefektywna. Potrzebny jest (?) intelektualny fastfood żeby te idee mogły być szybciej i w większej ilości trawione i wydalane co im niezbędne do wzrostu (jak się okazuje). Internet jest takim fastfoodem. Ale coś nisko go oceniasz: prawie jak politykę w odniesieniu do rozwoju duchowosci. Odnoszę wrażenie, że duchowość jest twoim "wzorcem metra": stosunek do niej decyduje o wartości towaru. Duchowość, mam wrażenie, urodziła się w swiecie książek. Jest uogólnieniem, hipostazą stanu umysłu uogólnionego czytelnika – który w zasadzie jest "nieobecny", Jeżeli wysoko cenimy duchowość, to chyba chcielibyśmy aby miała jak najwięcej egzemplifikacji, czyli aby jak najwiecej ludzi popadało w ten stan "nieobecnosci" który uwazamy za najbardziej "płodno/twórczy". Ale czy mozna wchodzić w ten stan przy 100 książkach dziennie? Dyskusja na temat wpływu Internetu na kulturę powinna jakoś dotknąć metodyki pracy umysłowej. Doprowadziwszy uprzednio do ujawnienia mentalnych "preferencji sensualnych" uczestników…

     

    pzdr

     

    Andrzej

     
    Odpowiedz
  2. Andrzej

    Książki, życie duchowe, internet, „obecność”

     Andrzeju, 

    dzięki za bardzo stymulującą refleksję. Poruszyłeś wiele ważnych spraw. Nawiążę do niektórych z nich.

    1. Nie konsumuję książek – nie lubię słowa "konsumpcja" w odniesieniu do życia duchowego i kultury, więcej uważam je za daleko mylące. Konsumpcja dotyczy raczej sfery psycho-fizycznej człowieka, służy budowie i regeneracji siły poprzez spożywanie materii i wrażeń. Jeśli książki (czy szerzej: to co czytane, słuchane, oglądane) służą tak rozumianej regneneracji: głównie jako relaks, odprężenie, rozrywka – to można je nazwać częścią procesu konsumpcji.

    Dla mnie książki są zmaterializowanym bytem mediacji prawdy, dobra i piękna zakorzenionych poprzez twórczą wolność człowieka w Absolucie. Dlatego – odwołując się do ulubionych przez Ciebie metafor związanych z biologią i pokarmami – książki są częścią kultury symbolicznej, którą "spożywam" analogicznie jak Eucharystię (zauważ, że trudno raczej mówić o konsumpcji Eucharystii – w czym zawiera się ważna intuicja duchowa – chyba, że z punktu widzenia producentów komunikantów…) 

    Zasadniczym celem wiedzy (prawdy), a tym samym lektury o charakterze niekonsumpcyjnym, jest – według mnie – wzrost dobra w człowieku i ludzkiej wspólnocie, i jego otwarcia na transcendentną Tajemnicę. Czyli poznanie jest służebne wobec dobra (miłości) i mistyki. Ty, rozumiem, widzisz sprawę podobnie: czym więcej przeczytasz, tym staniesz się "lepszy". Choć trzeba byłoby doprecyzować co znaczy tutaj "lepszy". Dla mnie "lepszy" oznacza bardziej zdolny do czynienia dobra do miłości caritas. A jednocześnie nie ma prostego i jednoznacznego przejścia od: "więcej wiem" to "staję się lepszy (moralnie), ponieważ zależy to od motywów i celów poznania oraz treści poznawanych, a w szerszym kontekście od czynników poza epistemologicznych, osobowych: woli, cnót, wiary, itp oraz społecznych: uwarunkowań wychowawczych, ekonomicznych, kulturowych, politycznych, itd. 

    Tym celom ogólnym i podstawowym (poznanie w służbie dobra i mistyki) przyświecają mi też osobiste cele wtórne: naukowe i pisarskie, czyli ja czytam książki, by też "coś" wnieść swojego w postaci własnych tekstów. Charakter tych celów sprawia, że wszelkie "fastfoody", o których piszesz – nie interesują mnie, chyba, że dla celów popularyzatorskich czy informacyjnych chcę w krótkim czasie nabyć precyzyjną i kompetentną wiedzę o czymś. Ale intelektualne fastfoody nie są w stanie uruchomić głęboko twórczych i transformacyjnych procesów, na których mi zależy w związku z poznaniem i lekturą. 

    2. Czas lektury zależy od wielu czynników: spośród policzonych przez Ciebie 18 książek (dzięki Tobie poznałem ich liczbę:) ok. 10-12 przeczytam w całości w najbliższych 2 msc., a 6-8 pozycji ma dla mnie charakter podręczników czy kompendium, do których będę zaglądał w miarę potrzeby czytając przydatne rozdziały. Książki czytam w różnym tempie w zależności od stopnia trudności: np. Georga Weigla "Katedra i chrześcijan. Europa, Stany Zjednoczone i polityka bez Boga"  (205 ss. dość rzadkim drukiem) przeczytałem dziś w 3 godziny, bo książka – choć mądra, ważna i błyskotliwa – ma charakter dość popularny, odwołuje się do zagadnień, które znam skądinąd. Natomiast lektura rzeczy ściśle naukowych jak choćby – czytana ostatnio przeze mnie – książka  Witolda M. Nowaka "Spór o nowoczesność w poglądach Charlesa Taylora i Alasdaira MacIntyre’a"  (530 ss. gęstym drukiem z ok. 1000 przypisów, ok. kilkuset przywoływanych autorów- najprawdopodobniej habilitacja ) zajęła mi ok. 30-40 godz. lektury, namysłu, notatek. I takie książki, żeby je głębiej przyswoić, czytam zwykle 2-3 razy w różnych odstępach czasowych.

    Zacząłeś komentarz od dzieci: nasze możliwości czasowe i pośrednio twórcze w dziedzinie intelektualnej w dużym stopniu zależą od bogactwa (ubóstwa) naszego życia rodzinnego. Wydaje się, że Opatrzność wybrała dla mnie drogę bezdzietną, pozbawioną tego wielkiego szczęścia jakie daje ukochana małżonka i wianuszek dzieci. I choć wszystko się jeszcze może w życiu wydarzyć, póki co, mam dość czasu i chęci, by przebywać w świecie "utopii" i pracować dla dobra tej możliwie najszerszej ludzkiej rodziny. Ja swoją pracę intelektualna i pisarską właśnie tak traktuję: jako synowską, ojcowską, matczyną, braterską powinność miłości wobec wielkiej, pięknej i różnorodnej rodziny ludzkiej. 

    3. Internet, choć go cenię z wielu innych powodów, nie jest dla mnie ważnym źródłem poważnej lektury. Wynika to z dwóch powodów: A) Wciąż nie ma w nim wielu wartościowych i najnowszych pozycji – artykułów i książek – które mają najwyższą jakość intelektualną i duchową w dziedzinach moich zainteresowań; B) Lektura poważniejszych i dłuższych tekstów w internecie rozprasza mnie – wolę skupioną lekturę odrębnego tekstu w wersji drukowanej – dlatego też każdy dłuższy tekst znaleziony w internecie drukuję;

    Internet najbardziej cenię za możliwość wartościowych rozmów i dyskusji z innymi (zwłaszcza, że ja żyję z wyboru nieomal na pustkowiu), łatwego dzielenia się z innymi własnymi przemyśleniami oraz szybkiej możliwości zasiągnięcia wieloźródłowej informacji, tam gdzie nie potrzeba fundamentalnej refleksji i wiedzy.

    4. To, co piszesz o duchowości jako mojej "mierze" idealnej według której oceniam rzeczywistość jest ciekawe, tylko żeby sensownie podjąć z tym rozmowę, trzeba by sprecyzować tę "duchowość". Ty ją raczej rozumiesz jako pewną formę "nieobecności" zrodzonej właśnie dzięki intensywnej lekturze książek. Taki stan idealnego oderwania związany z pracą umysłową wśród ideii i myśli. Ja natomiast uważam duchowość za najwyższą formę obecności: najbardziej intensywną formę spotkania z Absolutem poprzez akty myślenia (poznania), czynienia (dobra) i kontemplacji (niezapośrednioczonej miłości Absolutu lub zapośredniczonej poprzez piękno).

    Od jakości i treści naszego poznania (zwykle samotniczego, choć niekoniecznie) w dużym stopniu zależy jakość moralna naszych relacji z innymi ludźmi oraz tworzenia publicznej przestrzeni sensu, która służy (lub nie służy) dobru i odniesieniu do Absolutu. Oczywiście, tu jest całą skomplikowana sieć relacji i zależności między teorią i praxis, ale jeśli pojmujemy poznanie jako służebne wobec dobra i zapewniamy tej relacji efektywne warunki, to wówczas można powiedzieć, że dobre poznanie służy dobrej obecności – relacji z innymi bezpośredniej lub zapośredniczonej. 

    W praktyce – np. pracując nad własnym tekstem czy książką – jestem czasowo i niekiedy poważnie wyłączony z wielu cennych relacji bezpośrednich z ludźmi, ale wierzę, że to, co może wydarzyć się we mnie poprzez tę pracę i w innych poprzez lekturę tekstu czy rozmowę nim zainspirowaną, daje duże szanse podniesieniu moralnej jakości "obecności" osób, zapośredniczonej i niezapośredniczonej.

    Świadom, że nie udało mi się w pełni wykorzystać bogactwa Twoich inspiracji, wdzięczny za Twoją twórczą stymulację, pozdrawiam Cię serdecznie. Rozmowa z Tobą, to prawie zawsze, wielka radość. Potrafisz mnie głęboko inspirować i zaciekawiać, nawet, jeśli nie zawsze zgadzam się z Twoimi opiniami.

     

    Andrzej

     

     
    Odpowiedz
  3. zibik

    Odzielanie ziarna, od plew!

    Panie Andrzeju!

    Serdeczne dzięki za osobiste wyznania i bezcenne rady, uwagi znawcy przedmiotu – doświadczonego praktyka, odnośnie kwestii wyboru, selekcji, akceptacji i zakupu książek, a szczególnie za te piękne, refleksyjne i pouczające słowa : 

    W sferze prawdy liczy się tylko jakość, nawet jeśli niektórzy za dr. Goebbelsem chcieliby, żeby kłamstwo czy powierzchowność powtórzona tysiąc razy stawała się "prawdą".

    Zapewne dokonywanie właściwych wyborów, w tym roztropnych, udanych zakupów m.in. wartościowych, unikalnych i najwyższej jakości książek jest ulubionym zajęciem wielu czyteników.

    Jednak bywa i tak, że dokonywany wybór i podejmowanie decyzji nie zawsze sprawia nam przyjemność, radość, ani nie zapewnia oczekiwanej i pożądanej satysfakcji. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że nie potrafimy właściwie (cierpliwie) szukać, ani rozważnie wybierać, czy "eksplorować księgarniane półki".

    Ponadto udostępniana nam oferta, nie tylko w księgarniach, czy bibliotekach – zbyt często jest pięknie opakowana tj. ma znamiona szatańskiej pokusy.

    W tym ogromie i gąszczu propozycji, ofert handlowych i usługowych, także drukowanych i udostępnianych księgozbiorów, czy innych publikacji – również w necie, bardzo trudno jest mniej doświadczonym czytelnikom oddzielać ziarno, od plew.

    Dlatego nie zawsze wybieramy, akceptujemy i kupujemy to, co jest wartościowe, użyteczne, potrzebne i godne polecenia.

    Ps. Byłbym Panu Andrzejowi i innym miłośnikom wartościowych książek bardzo wdzięczny, gdyby w swoich komentarzach przedstawiali praktyczne uwagi, rady – jak można ustrzec się przed zakupami rzeczy zbędnych?………, a szczególnie stanowiących potencjane zagrożenie np: książek toksycznych, które m.in. zaśmiecają umysł, deprawują, czy dezorientują nie tylko młodych czytelników.

    Szczęść Boże!

     

     
    Odpowiedz
  4. andrzej.chabros

    Konsumpcjonizm

    Ad. 1

    Chyba jednak konsumujesz… 😉

    Łac. Consumo 1. używać, zużywać; a) strawić, spożyć, przehulać; b) przetrwonić, puścić; c) zniszczyć, zburzyćzetrzeć, stargać; 2. używać czegoś, potrzebować czegoś; tracić, marnować (czas).

    Ale równie interesujące byłoby:

    Łac. Consummo 1. a) dodawać; b) uskutecznić, wykonać; uczynić doskonałym, wykończyć, udoskonalić.

    Niczym Beda Czcigodny albo inny Etymolog w czasach zamętu i barbarzyństwa cofnijmy się do źródeł słów których niedbałe i bezrefleksyjne używanie sprowadza nas na manowce życia i kultury (wyprowadza poza obręb lepszego świata…)

    A co tam pisze o słowach i ich ewolucyjnym życiu nasza ulubiona Stein’ówna? Bodaj że mają znaczenia prawdziwe acz niestosowne niekiedy. W tym sensie twoje użycie konsumpcji w odniesieniu do książek byłoby stosowne, lecz nie-prawdziwe, nie-źródłowe.

    Twoją bazową emocją wobec słowa konsumpcja jest niechęć, nielubienie? Zawężasz i ograniczasz jego sens do sfery czysto materialno-fizjologicznej, a ponieważ lubisz myśleć o sobie jako bycie zwłaszcza duchowym poszukujesz innych słów dla opisania zasad funkcjonowania życia duchowego. Ja nie znajduję w sensie źródłowym tego słowa żadnych konotacji stricte fizjologicznych, chociaż zgadzam się że wyjściowa sytuacja znaczeniowa była właśnie taka. Jeśli się jednak zastanowić na czym właściwie polega "kon-sumowanie" w sensie fizjologicznym, to nie sposób zignorować pewnych właściwości wspólnych z "aktywnościa symboliczną" czy "życiem duchowym". Dobrym punktem wyjścia, który może z nas zrobić wspólników byłoby spojrzenie na oba procesy jako relacje. Tylko relacje. Relacje to jak wiadomo n-tki uporządkowane. Czym są te n-tki w obu przypadkach? Wyróznionym elementem jest osoba ludzka rozpatrywana w jej aspekcie cielesnym bądź duchowym. Ale to już jakaś interpretacja. W punkcie wyjścia mamy coś co w jakiejś mierze uważamy za "ja" – moje ciało bądź moją umysłowość: "ja jem" – "ja poznaję" – "ja kocham". Poznajesz coś i to coś "jest w tobie" – "Patrzę i drzewo jest we mnie" jak naucza Rilke ;-). Jemy i jest w nas jedzenie. Poznanie nas "zwiększa" i jedzenie nas "zwiększa" a właściwie zwiększa (osoby na dietach mają tu wiele do zakomunikowania…;-)). Na razie pozostawmy na marginesie kwestie związane z naturą tych procesów: oba mozna badać bio-chemicznie i pewnie są już jakies wyniki z tych badań dostępne w internecie: bo te publikacje są najszybsze i najtańsze… W przypadku książek i innych mass-mediów mamy do czynienia ze znakami znaków, z meta-znakami. To niech wystarczy w odpowiedzi na Twoją lakoniczną niechęć do słowa "konsumpcja" w odniesieniu do dóbr duchowych.

    Przechodząc do dalszego ciągu ze smutkiem konstatuję brak czasu. Czy to brak czasu na życie duchowe czy na komunikację, konsumpcyjny aspekt życia duchowego?

    Eucharystię przyjmujemy – komunikanty (comunicatio, communio etc.) zjadamy: pod ich postacia jest ciało Chrystusa. Realnie, a nie symbolicznie przecież. Tą drogą jednoczymy się z Chrystusem – współ-istniejemy czyli con-sumujemy

    pzdr

     

    Andrzejek

     
    Odpowiedz
  5. Andrzej

    „Consummo” po upadku świata teleologicznego

     Andrzeju,

    pozwól, że jednak nie zgodzę się z Twoją interpretacją "konsumpcji" odwołując się zarówno do argumentu rzeczowo-słownikowego funkcjonowania tego pojęcia współcześnie oraz odwracając Twój argument z łacińskiego źródłosłowu.

    1. Przejrzyj w wolnej chwili słownikowe znaczenia pojęcia "konsumować", "konsumpcja", itd w języku polskim i obcych: wszędzie znajdziesz wyraźne nachylenie w stronę "materii" i ewentualnie wrażeń. Używania słowa konsumpcja do sfery życia duchowego, intelektualnego i moralnego (poza oczywistymi aspektami konsumpcji rozrywkowo-rekreacyjnej, o której wspomniałem wcześniej, i z której trudno wyłączyć zupełnie wszystkie wyższe akty duchowe.)

    2. To przesunięcie znaczeniowe źródłosłowu łacińskiego – tłumacząc rzecz filozoficznie – jest owocem upadku teleologicznej wizji rzeczywistości i samego człowieka. Dlatego,  nie można dziś mówić, o tym, że "konsumować" znaczy np. doskonalić, itd, bo nie istnieje już taki obiektywny, potwierdzany w tym pojęciu, cel ludzkiego życia. Z "łacińskiego" doskonalenia zostało już tylko "używanie" czy "trawienie", których można używać w ramach rozumu instrumentalnego jako czystej funkcjonalności. Biologia i fizjologia człowieka jest tutaj częścią prcesualnej maszynerii świata materialnego w swej istocie bezcelowego. Podobnie zresztą jak tzw. rynek, którego "jedynym" celem jest zwiększanie "konsumpcji" (bez żadnych teleologicznych i doskonałościowych intencji i celów).

    Upadek teleologicznej wizji człowieka zaowocował językowo zubożeniem słowa "konsumpcja" i jego pochodnymi. Dlatego trzeba szukać innych odpowiedników, w których zwarty byłby teleologiczny ideał doskonałości człowieka, który karmi się dobrami duchowymi, moralnymi i intelektualnymi. Stąd moje poszukiwania w stronę analogii do spożywania Eucharystii. Można też szukać na innym gruncie.

    Pozdrawiam Cię serdecznie

    Andrzej

     

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code