Zapach szpitala, Tolkiena i przeszłości!

„…wiele z tego co kiedyś istniało zostało zatracone bo nie żyją już ci, którzy to pamiętali…”

 

 
       Tak zaczyna się filmowa ekranizacja powieści J.R.R. Tolkiena „Władca Pierścieni – Drużyna Pierścienia” w reżyserii Petera Jackson’a. Władca Pierścieni to w ogóle moja ulubiona trylogia, zarówno ta w wersji filmowej jak i w książkowej do której wracam niemal za każdym razem gdy zdrowie, a raczej jego brak każe mi leżeć w łóżku czy to w domu czy w szpitalu. 
 
W szpitalu przebywam od dziesięciu dni, pierwszy raz swoje urodziny(13.12) obchodziłem w szpitalu, 22 lata przeleciało, nuda doskwiera, badania zostały wykonane, pozostaje jedynie teraz czekać aż w poniedziałek 17 grudnia w końcu dane mi będzie opuścić szpitalne mury – miłe to bo choć czuje się tu jak w domu ale i tak w domu za długo być nie można – tak więc kolejny pobyt w szpitalu i kolejna „kupa” wolnego czasu to powód by wrócić do Tolkienowskiego Śródziemia i przyjrzeć się przygodom Froda, Sama, zobaczyć jak z pozoru głupota i małość Mary’ego i Pippina okazuje się zbawienna, zamyślić się nad mądrością Gandalfa, utożsamić się z Gimlim, podziwiać waleczność i spryt Legolasa, Aragorna no i wdzięk filmowej Arweny. Jak wiemy oglądanie tego filmu lub czytanie tej powieści do czego bardziej zachęcam dla samego czytania czy oglądania jest stratą czasu bowiem każda postać, każda część fabuły niesie za sobą niesamowite przesłanie, któremu należy się uważnie przyjrzeć i tak chciałbym teraz wyjaśnić dlaczego posłużyłem się owym cytatem na początku. 
 
 
      Te słowa, film jak i pobyt w szpitalu zmusił mnie do refleksji na temat przemijania, zatracania tego co nam bliskie aż wreszcie przemijania nas samych. Jak każdy facet gdy leży chory,  a na dodatek w szpitalu i to jeszcze na sprawy kardiologiczne miewałem myśli odnośnie końca mojego świata, mojej śmierci i tego co po mnie ewentualnie by zostało. Wnioski!? Jeden! Facet jeśli nie zostanie w żadnym wymiarze tj. duchowym bądź biologicznym ojcem to jest po prostu nic nie wart! Stracił życie, zmarnował je. Nie wypełnij woli Ojca Wiecznego, który każdego mężczyznę wzywa do ojcostwa, do bycia głową, autorytetem, do przewodnictwa duchowego, które wpisuje się zarówno w powołania: kapłańskie, zakonne, celibatariusza i w małżeńskie! Mężczyzna jeśli nie spełni tego Bożego wezwania nie zostanie po nim nic, bo czym są pisma, prace, publikacje, książki, którymi lubią się chwalić ci, którzy obrali los samotnika, typowego singla – zwykłego darmozjada społecznego. Niczym w porównaniu z posiadaniem rodziny i potomstwa! Czy to duchowego czy biologicznego. Niestety dzisiejszy świat, a raczej to zły duch tak wszystko poprzestawiał, że wmówił nam to, że myśli(idee) i rzeczy materialne są nieśmiertelne zamiast tego, że nieśmiertelna jest i owszem myśl ale ta myśl, którą dziad przekazał ojcu, a ojciec mnie samemu, a i ja muszę ją przekazać mojemu synowi czy to duchowemu czy biologicznemu(tego jeszcze nie posiadam) i tak dalej, i tak dalej… koło powinno się zamykać. 
 
 
       Wydaje mi się, że dzisiejsze kryzysy, wszelakie kryzysy począwszy od politycznych, gospodarczych, ekonomicznych, a skończywszy na tych rodzinnych, a zwłaszcza męskości i ojcostwa biorą się z… niepamięci! Z zapomnienia o naszych przodkach, o Biblii, myśli i mądrości naszych ojców i dziadków. Zapomnieliśmy o rozmowach z ojcami i dziadkami, zapomnieliśmy o ich grobach. Ba! Wielu z tych, którzy dziś powinni być dziadkami i ojcami wiedzie los społecznych outsiderów, linia mądrości została więc przerwana. Nie wspominamy wielkich zwycięstw i ich przyczyn, nie wspominamy i nie rozważamy także wielkich porażek czy to osobistych czy naszego narodu lub rodzaju ludzkiego. Nie wiemy do końca jaka jest przyczyna obecnego kryzysu gospodarczego choć jest ona niemal identyczna jak ta, która wywołała kryzys w latach 30’tych XX wieku. Pamięć o naszych przodkach i ich dziełach, czynach jest nam potrzebna by odnosić zwycięstwa i unikać klęsk w teraźniejszości i w przyszłości. Historia bowiem ma to do siebie, że lubi zataczać koło… 
 
Traktują o tym prawie wszystkie baśnie, mity, legendy, stare powieści. Traktuje o tym i wspomniany „Władca Pierścieni”. Niepamięć o pierścieniu władzy doprowadziła do tego, że o nim zapomniano, nie był dostatecznie chroniony, „…historia stała się legendą, legenda mitem, a mit w końcu przepadł i został zapomniany…” pierścień był  bezmyślnie użytkowany przez Bilba co doprowadziło w końcu do obudzenia mocy zła i zmusiło do wielkiej bitwy o Śródziemie między wolnymi krainami, a ciemnymi mocami Isangardu i Mordoru. Na końcu zwycięskiej, bo mądrość Gandalfa kazała mu sięgnąć do starych ksiąg i do chwalebno – mrocznej przeszłości, króla Gondoru Isildura i całego rodzaju ludzkiego. 
Lecz o pamięci i jej sile nie traktują tylko stare baśnie, mity, legendy, powieści. O pamięci i o tym co za nią się kryje mówi samo Pismo Święte. Przyjrzyjmy się Izraelitom, póki pamiętali o tym, że byli w niewoli w Egipcie tak długo cieszyli się wolnością, gdy zapomnieli o niewolniczej przeszłości znów trafili do niewoli tym razem w Babilonii. Wtedy był Razmes tym razem jest Nabuchodonozor. Póki pamiętali o starych grzechach unikali ich, gdy zapominali popełniali je znowu – mówi o tym Księga Sędziów. Takie jest i nasze życie, póki pamiętamy, że jesteśmy uzależnieni od Internetu, facebook’a, alkoholu, nikotyny, pornografii, seksu, plotkowania, obgadywania, oczerniania to unikamy pokus i nie grzeszymy. Nawet jeśli Jezus i jego zbawcza moc nas wyrwała ze starych grzechów i zrodziła w nas nowego człowieka to i tak ślad po tych grzechach został i zostanie w nas do końca. Wiedzą o tym doskonale alkoholicy i dlatego powstają wspólnoty AA i DDA. Jeśli zapomnimy jakie brzemię jest w nas, a dziś jest prawie w każdym z nas to upadniemy i będziemy grzeszyć, będziemy znów zadawali ból samym sobie i naszym bliskim. Musimy pamiętać! 
 
Idąc dalej spójrzmy na to jak zwraca się Bóg do Mojżesza: „Jestem Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba” czy na to jak zwraca się Bóg poprzez proroków –  podobnie „Tak mówi Pan, Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba” po czym następuje proroctwo, które w ogóle nic nie mówi o tych trzech jegomościach!! Bóg tylko wskazuje kim jest, a jest tym kim był dla przodków Izraelitów. Bóg każe nam poprzez swoje Słowo pamiętać o naszych przodkach! Ileż to razy słyszymy Psalm w którym psalmista woła: „Wielkich dzieł Pana nie zapominajcie!” 
 
Nawet sama Ewangelia zaczyna się od rodowodu Jezusa Chrystusa! Ewangelista bowiem i Bóg wiedzą, że bez przeszłości, bez przodków jest się nikim, nie ma się historii, nie ma się imienia, nie ma się w końcu tożsamości! Jest się bezimiennym kosmopolitą, który wciąż szuka swojej przystani i którą rzadko ją znajduje.  
 
 
        Dzisiaj każe się nam zapomnieć o przeszłości, zapomnieć o mitach, piastowskich legendach – bo któż jeszcze dzisiaj zna legendę o królu Popielu? Każe się nam zapomnieć o bohaterach narodu i bohaterach wiary naszych ojców. Obcina się godziny lekcji historii w szkołach, w TV rzadko zobaczymy dobry film mówiący o naszej przeszłości, historii, o naszych wzlotach i upadkach. Wciska nam się papkę, która każe nam być tylko tu i teraz. Współcześni inżynierowie społeczni dobrze wiedzą, że naród, który nie pamięta swojej przeszłości zginie, tak samo wiara czy religia, która nie pamięta własnych grzechów, która nie pamięta swoich bohaterów i sukcesów zniknie! 
 
        Dzisiejsi ojcowie nie rozmawiają z synami o tym co im w życiu wyszło, a co nie. Nie rozmawiają o kobietach, swojej pracy itd.  W ogóle rozmowa z ojcami to dziś rzadkość. Dla większości mojego pokolenia wygląda to tak jak już słynna Pazurowa rozmowa o seksie, Ojciec: „czas synu pogadać o seksie!” – Syn: „Dobrze tato, co chcesz wiedzieć?”. Świat wyparł historię o ojcach herosach, dzisiejsi ojcowie zgubili wzór, a dzisiejsi dwudziesto-trzydziestoparolatkowie muszą nieźle się napracować by takie wzory znaleźć – większość niestety ich nie znajduje, duży procent nie szuka w ogóle wzoru – chcą być tylko inni niż ich własni ojcowie.. W TV widzimy tylko ojca, a zazwyczaj to konkubenta matki, która zgwałcił lub pobił dotkliwie dziecko! Nie ma historii ojców, którzy wstają wcześnie rano by zapewnić rodzinie byt, nie ma o tych co zarywają nocki. O takich ojcach się zapomina, matki nie wspominają synom o tym jak to ich ojcowie pracują, starają się – choć czasem nie udolnie ale starają się dać tyle ile potrafią. Nikt dzisiaj nie przytacza legend, mitów, baśni w których król zarazem był mężnym wojownikiem i wspaniałym ojcem. I jeszcze orędownikiem wiary. Zapomnieliśmy w ogóle o mitach, baśniach, legendach. Zapomnieliśmy o tym, że w historii naszej wiary mieliśmy wspaniałych ojców, mężów, wojowników i polityków. Abraham, Józef Egipski, Józef mąż Maryi, Juda Machabeusz, Tobiasz – o ile o tych pierwszych gdzieś tam się wspomina to o Judzie czy Tobiaszu prawie w ogóle. Tak samo w historii naszego narodu jest wiele takich postaci i tych znanych i o tych, których w ogóle nie słyszano w mediach ale byli! Byli naszymi pradziadkami, dziadkami, ojcami! 
 
 
           Na koniec przytoczę to co jest bliskie memu sercu czyli to, że każde wydarzenie, które mnie spotkało w moim życiu miało sens, nauczyło mnie czegoś, dało mi jakąś wiedzę bym mógł sobie radzić z samym sobą i własnym życiem. Bym mógł więcej dawać niż brać. Ale jest jeden warunek! Nie wolno mi zapomnieć o żadnym wydarzeniu, które mnie spotkało! „Niech uschnie mi język jeśli zapomnę o Tobie Jeruzalem” woła psalmista, dodam jeszcze biada mi jeśli zapomnę o Tobie Jeruzalem! Oj biada! Boże spraw abym pamiętał o tym co mnie spotkało, o tym co przeżyłem, o moim ojcu, moich przodkach, o historii mojego kraju, który zwie się Polska i wierze bez której historii, nie ma mojej, nie ma mnie. 
Raper Eldo – muzułmanin rapuje: „Są rzeczy o których chciałbym nie pamiętać ale żadnej nie chcę się wyrzekać” – nie wolno nam się wyrzec choć zapomnieć byśmy chcieli jak najszybciej! 
Funky Polak dodaje: „synu pamiętaj… bo w pamięci jest siła zaklęta!” Oj tak! Wielka siła! Nie pozwólmy by to co kiedyś istniało zostało zatracone bo choć pomrą świadkowie tych wydarzeń to nie mogą pomrzeć ci, którzy pamięć o wydarzeniach będą nosili w sercach! 
 
 
Ehh… zakurzyłbym sobie fajkowego ziela z Południowej Ćwiartki, na szczęście nie długo święta i znów będzie okazja by przy filmie czy książce odpalić sobie fajkę i poczuć zmieszany smak tytoniu i drewna. 
 
Ze szpitala cały i zdrów !
 
Wojciech
 
 

6 Comments

  1. Jadzia

    to trochę nie tak…

     Facet jeśli nie zostanie w żadnym wymiarze tj. duchowym bądź biologicznym ojcem to jest po prostu nic nie wart! Stracił życie, zmarnował je. Nie wypełnij woli Ojca Wiecznego, który każdego mężczyznę wzywa do ojcostwa, do bycia głową, autorytetem, do przewodnictwa duchowego, które wpisuje się zarówno w powołania: kapłańskie, zakonne, celibatariusza i w małżeńskie! Mężczyzna jeśli nie spełni tego Bożego wezwania nie zostanie po nim nic, bo czym są pisma, prace, publikacje, książki, którymi lubią się chwalić ci, którzy obrali los samotnika, typowego singla – zwykłego darmozjada społecznego.  Niczym w porównaniu z posiadaniem rodziny i potomstwa!  

    Widzę, ze namawiasz tutaj do gwałtownego "robienia dzieci". Za wszelką cenę. A gdzie odpowiedzialnośc za te dzieci? Czy zycie samotnika jest zle? Czy ksiażki, odkrycia naukowe, wynalazki ratujące miliony istnień nic nie są warte wobec mnożenia się na potegę?

     Historia bowiem ma to do siebie, że lubi zataczać koło… 

    Owszem. Ale wiemy równiez, że historia nigdy, niczego, nikogo nie nauczyła.I byla fałszowana.

     

    Nikt dzisiaj nie przytacza legend, mitów, baśni w których król zarazem był mężnym wojownikiem i wspaniałym ojcem. I jeszcze orędownikiem wiary. 

    Nie przytacza, bo obecnie nie żyje sie mitami czy legendami, w ktorych procent prawdy może być znikomy, ale zyje się DOWODAMI takimi jak sfilmowanie, wydrukowanie, zrobienie zdjecia. Tego podważyc sie nie da ( choć i to niektórzy podwazaja. 

    Rodowód…a jak ktoś go po prostu nie ma? Moja Babka ze strony Mamy była sierota wychowywaną przez zakonnice. Dziedek -z kolei był znajdka, ktory przeżył jakaś epidemię i nic o jego rodzinie nie wiadomo. O rodzinie Taty też wiem niewiele, jego Matke rozstrzelali Niemcy, rodzinę chyba równiez. Czy przez to mam sie czuc gorsza od tych którzy mają wspaniale pochodzenie? Bo sie nie czuję. Człowiek jest wartościa nie dlatego, że ma takich a nie innych przodków czy nazwisko, ale tym kim sam jest.

     
    Odpowiedz
  2. modem1990

    @Jadzia

    Nie! Ja nie piszę o tym, że trzeba rodzić dzieci za wszelką ceną i w masowych ilościach!! Ok te fragment traktuje o tym, że prawdziwą dumą dla każdego mężczyzny jest jego rodzina i potomstwo! Jeśli nie biologicznego to duchowego – mam tu na myśli księży, którzy choć potomstwa mieć nie mogą często są ojcami dla ludzi! A i tych ludzi trakują jak własne dzieci! et

    To męskie myślenie, którego chyba Pani nie zrozumie – zresztą rzadko która kobieta to rozumie. Każdy facet chce być ojcem!

    Owszem te wynalazki itd są ważne ja temu nie zaprzeczam lecz duma z nich jest nieporównywalnie mniejsza niż z własnego potomstwa – wiem to bo rozmawiam z ojcami, rodzicami.

    Nie jest to też plucie w stronę samotnych, nie oskarżam nikogo! Chodzi o to, że każdy mężczyzna powinien zostać dla kogoś "ojcem"!

    Co do historii bardziej mi chodziło o schematy powtarzające się w naszym życiu! Co jak co ale swojej historii – tej osobistej no niestety nie zafałszujemy… Tak więc moja własna historia wiele mnie nauczyła!
    Podałem takie przykłady dedukcjyne od ogóły historii ludzkości – wiary – narodu – naszej, naszej – tej najważniejszej!!

    W rodowodzie Jezusa są grzesznicy – Dawid, Juda! Są cudzoziemcy! Właśnie to jest piękne, że Jezus nie wstydzi się nikogo! Nie jest Pani gorsza! W ogóle Pani to źle zrozumiała! Chodzi o to, że Jezus miał jakby określoną przeszłość – nie zawsze idealną! Ale miał! I Pani też ma! Ja też nie mam "szlachetnego pochodzenia". Raczej mieszczańsko(choć to za dużo powiedziane – małe miasteczko) – chłopskie i nie wstydzę się tego! To jest moja rodzina, która zyła w konkretnych miejscach i czasach i różnie członkowie rodu kończyli.
    Ma Pani rację to nie nasi przodkowie decydują o naszej wartości lecz my sami! Lecz chodzi o to byśmy pamiętali o naszych przodkach!

    Co do mitów itd… hmm nie chodzi o historię, fakty itd lecz o zawarty w nich etos – ojca, wojownika, męża itd – my faceci naprawdę lubimy takie historię – świadczy choćby o tym suksces filmu Gladiator czy Braveheart, Rocky, Rambo – uwielbiane przez mężczyzn nie dlatego, że to historie z zycia wzięte ale jest w nich etos! Tak samo jest z mitami, legendami i baśniami!

    Mam nadzieję, że mój komentarz pomoże Pani zrozumieć ten tekst.

    Pozdrawiam!

     

     
    Odpowiedz
  3. Jadzia

    Wojtku masz rację, ale…

    Jeśli nie biologicznego to duchowego – mam tu na myśli księży, którzy choć potomstwa mieć nie mogą często są ojcami dla ludzi! A i tych ludzi trakują jak własne dzieci! (…)

    Nie jest to też plucie w stronę samotnych, nie oskarżam nikogo! Chodzi o to, że każdy mężczyzna powinien zostać dla kogoś "ojcem"!

    Tylko, że ojciec, to nie tylko osoba, która przekazuje informacje o świecie, co dobre czy złe, nie tylko osoba, która "prowadzi". Ojciec to osoba czuła, która swoje dziecko przytuli, pogłaszcze, posadzi na kolanach, da całusa na dobranoc.Przede wszystkim zaakceptuje.

    I jak takim ojcem ma byc duchowny? Nawet gdyby jego intencje były całkowicie czyste, niewinne – i tak by został oskarzony, że przekracza pewne granice. Ale bez tego – trudno kogoś nazwac ojcem…..

     
    Odpowiedz
  4. modem1990

    @Jadzia

    Tak, ojciec to ten, który przyjmuje i jest czuły, Wie Pani jeśli chodzi o duchownych i w ogóle to ja np ze swojej strony nie wyobrażam sobie by np. mój ojciec duchowny dawał mi całusa na dobranoc – w ramach rewanżu za to mógłby stracić kilka zębów…
    Ja mam kilka osób, które wewnętrznie są dla mnie ojcami i jest to kilka osób, z biologicznym ojcem włącznie ale jakoś tej czułości nie doświadczam ale też i tego nie potrzebuję. Natomiast akceptację można wyrażać w inny sposób niż czułość. Np poprzez poświęcenie czasu, zwracanie na "dziecko" uwagi itd.
    Proszę pamiętać, że kobiety to trochę inaczej postrzegają niż mężczyźni. My jesteśmy jednak bardziej szorstcy w okazywaniu uczuć i ich przyjmowaniu. Kobiety jednak bardziej potrzebują tej czułości… ze strony ojców czy potem własnych mężczyzn. Tak mi się wydaje.

    Nie wiem czy należy oskarżać duchownych gdy np przytulą swoją podopieczną – wydaje mi sie, że to delikatna sprawa wrażliwości obojga osób, to same osoby powinny znać granice, których nie wolno przekroczyć. Tak samo ojciec ten w domu też może okazując czułość przegiąć… To delikatne kwestie i zdaje mi sie, że to co dla niektórych może być przegięciem dla innych czy dla samych zainteresowanych może być normalnością.

    Pozdrawiam

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code