Za chwilę nowe otwarcie

54. Wieczór Biblijny

Po prawie półtorarocznej przerwie wracamy znowu do wspólnego czytania Pisma św. i dzielenia się przemyśleniami na jego temat. Tym razem skupiliśmy się na fragmencie Ewangelii z soboty 1 grudnia 2012:

Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym. (Łk 21, 34 – 36)

Małgorzata: „Uważajcie na siebie…” Fragment, który tutaj czytamy, zaczyna się od ogólnohigienicznych zasad. Występują one w każdej religii, a także w każdej myśli mądrościowej niekoniecznie związanej z religią. Jest to wezwanie do ascezy w jedzeniu, piciu, korzystaniu z dóbr tego świata, ponieważ asceza pozwala nam zachować kontrolę nad własnym życiem. Jezus jawi się tu jako mędrzec, nauczyciel uniwersalnej życiowej mądrości, ostrzegając nas, abyśmy nie ulegali nadmiernemu uzależnieniu od świata. A przecież wszyscy w taki czy inny sposób jesteśmy uzależnieni.

Ten fragment jest wyjęty z kontekstu. Wcześniej w Ewangelii mamy opis mogących nadejść różnych strasznych klęsk. Moją uwagę zatrzymała metaforyka tego opisu. Myślę, że każdy, kto przeżył jakieś poważne uzależnienie, jak choćby alkoholizm, narkomania czy hazard albo kto był tzw. osobą współuzależnioną, zgodziłby się ze mną, że ta metaforyka oddaje stan ducha towarzyszący takiej tragedii: niebo płonące i walące się na głowę, ziemia drżąca pod stopami, niepowstrzymany ocean zalewający obszary, które jeszcze do niedawna wydawały się bezpiecznym, dobrze zagospodarowanym lądem… Dlatego myślę, że znajdujemy tu nie tylko ostrzeżenie przed wielkimi eschatologicznymi wydarzeniami, ale także przestrogę pasującą do naszego codziennego życia: tak będzie, człowieku, gdy nie zdołasz zachować umiaru!

Dalej Jezus mówi: „Czuwajcie”.  Czym jest czuwanie? Bywa czuwanie lękliwe. Pies czy zając śpi niby, ale cały czas wyłapuje sygnały, które mogą świadczyć o zagrożeniu. I my także czy to ogólnie w życiu, czy też w obszarze naszej wiary kierujemy się często takim instynktownym poszukiwaniem bezpieczeństwa. Bywa czuwanie ekspansywne, polegające na tym, że wciąż szuka się aktywnie korzystnych okazji, chociażby takich, że można coś dobrego zrobić, spożytkować posiadane zasoby dla wartościowych celów, przypodobać się Panu Bogu szlachetnym uczynkiem albo jakąś praktyką religijną. Wspomniałabym też o czuwaniu policyjnym, skupionym na tym, jak postępują bliźni i czy dookoła panuje porządek. Takie czuwanie, jeżeli nie przybierze patologicznych form, też nie musi być złe, bo przestrzeganie porządku jest, ogólnie rzecz biorąc, pożyteczne…

Myślę, że czuwanie, o którym mówi Jezus, jest jednak bliższe pewnej codziennej uważności. Simone Weil pisała o uwadze, wiążąc ją ze świętością. O tym mówią również mędrcy różnych dróg mądrościowych. Chodzi o koncentrowanie się na teraźniejszości i znajdowanie w każdej chwili, w każdym drobiazgu ich ogromnego bogactwa, niepowtarzalnej wartości. Z wdzięcznością wspominam pewnego buddystę, który zachęcił mnie do medytacji przy myciu naczyń. Życzyłabym sobie i wszystkim innym, aby zyskać umiejętność odnajdywania w każdej chwili życia tylu skarbów, ile przynosi właśnie taka medytacja przy zlewozmywaku.

Podkreślam, że wszystko, o czym mówiłam dotychczas, to są ogólne wskazówki mądrościowe, które dotyczą nie tylko chrześcijan. Ale nasze chrześcijańskie czuwanie ma też swoją specyfikę. Widziałabym ją przede wszystkim w dwóch rzeczach. Po pierwsze, my chrześcijanie, staramy się doskonalić swoją uważność w odczytywaniu znaków, dawanych nam przez Boga. Nie szukamy byle jakiego sensu, nie koncentrujemy się na subiektywnych doznaniach, ale wierzymy, że cała rzeczywistość jest obiektywnym systemem znaków, przez które Bóg przemawia, czy to stawiając nam określonych ludzi na naszej drodze, czy pozwalając nam na sukcesy w jednych dziedzinach, a porażki w innych itp. Drugi typowo chrześcijański aspekt czuwania polega na tym, że odbywa się ono w perspektywie eschatologicznej. Nie silimy się na czuwanie tylko po to, żeby nam było fajnie tu i teraz, ale robimy to zawsze z taką adwentową, choć trwającą przez całe życie nadzieją, że idziemy ku spotkaniu z kochającym nas Bogiem.

Dziś chciałabym się modlić, abyśmy te wszystkie piękne, wspaniałe, może czasami trochę bolesne znaki umieli dobrze odczytywać w okresie Adwentu i w ogóle w swoim życiu.

Andrzej: Na początku Adwentu Kościół w Słowie Bożym mówi nam o ascezie, o czuwaniu i modlitwie w kontekście końca świata, ostatecznego przyjścia Jezusa Chrystusa. Adwent jest w swoim fundamentalnym znaczeniu przygotowaniem na ostateczne spotkanie z Jezusem, na moment rozjaśnienia się wszelkich prawd, na moment przejścia do nowej rzeczywistości, zapowiadanej przez proroków i samego Boga w Jezusie Chrystusie. Adwent – cztery tygodnie przed Bożym Narodzeniem – przygotowuje nas na tajemnice Wcielenia Jezusa Chrystusa, a zarazem na ostateczne spotkanie z Nim u końca tego świata i na początku nowego.

Jezus jako realista zaczyna od prostych rzeczy: od wezwania do uporządkowania życia w zakresie jedzenia, picia, trosk doczesnych. Mówi o ociężałości serca. Żeby przyjąć Boga, żeby odczytywać Jego obecność w naszym życiu, żeby być gotowym na Jego przyjście, musimy być lżejsi, bardziej duchowi. Nie możemy być ociężali fizycznie, psychicznie, umysłowo. Musimy stać się pustymi naczyniami, które w całości mogą przyjąć Ducha Świętego, Boga w Trójcy. To nasze opróżnianie ma wymiar cielesny, psychiczny i umysłowy.

Myślę, że Jezusowi nie chodzi o proste obżarstwo czy pijaństwo, ale o całą sferę naszej konsumpcji, tego, czym się napełniamy. Troski doczesne niekoniecznie muszą być materialne, ale obejmują to wszystko, co nas blokuje na przyjęcie Boga. Nie lekceważyłbym jednak tej pierwszej ascezy, czyli wstrzemięźliwości w piciu alkoholu, najlepiej abstynencji, umiarkowania w jedzeniu, wstrzemięźliwości, najlepiej abstynencji, jeżeli chodzi o używki jak papierosy, marihuana, a tym bardziej narkotyki ciężkie. To podstawa dobrego życia duchowego i moralnego nie tylko dla chrześcijan, ale także dla buddystów, dla ludzi innych wyznań czy w ogóle dla ludzi, którzy poważnie traktują życie duchowe, łączność z Absolutem, swoje sumienie, relacje z drugim człowiekiem.

Takie opróżnienie się przez ascezę, uczynienie się bardziej wolnym i lżejszym sprawia, że Bóg może stawać się obecny, może wypełniać nas. Dzień końca świata nie może nas zastać ociężałymi, bo jeśli będziemy ociężali, przepełnieni czymś innym niż samym Bogiem, to Boga nie dostrzeżemy, spotka nas jakby unicestwienie, zostanie nam odebrane spotkanie z Bogiem miłosiernym. Spadnie na nas jakaś klęska. W kategoriach teologicznych mówi się o potępieniu wiecznym, o niemożliwości ostatecznego uobecnienia się Boga w naszym życiu. Koniec świata może stać się jednocześnie końcem nadziei na spotkanie z Bogiem, bo jeżeli wypełnimy swoje życie inną treścią, innymi celami, innym pokarmem, to po prostu w swojej wolności uniemożliwimy Bogu przyjście do nas – przyjście zarówno tu i teraz jak i przyjście w tym wielkim Tu i Teraz u końca czasów. Stanie się to znienacka i znajdziemy się w potrzasku. Co się dzieje w potrzasku? W potrzasku zwierzę czy człowiek po prostu ginie, nie ma dokąd uciec. Jest to tragiczna możliwość naszego życia i dotyczy, jak mówi Jezus. wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi – wszystkich, każdego i każdej z nas.

Asceza jest początkiem. Nienapełnianie się dymem, niekurczenie swojego umysłu alkoholem i narkotykami, nieobciążanie swojego ciała i psychiki obżarstwem dotyczącym pokarmów cielesnych, ale też pokarmów duchowych czy Intelektualnych (nadmiernym oglądaniem telewizji, nadmiernym słuchaniem muzyki, nadmiernym gadulstwem, tym wszystkim, co nas wypełnia treściami pozornymi) – to jest początek. Asceza jest wstępem do czuwania i modlitwy. Bez autentycznej ascezy według Jezusa nie jest możliwe czuwanie ani modlitwa.

Czuwanie – ciągłe otwarcie na obecność Boga w naszym życiu. obecność wprost, obecność w naszym sumieniu, obecność w drugim człowieku. obecność w zwierzęciu, obecność w pięknie, we wszystkim. To ciągłe czuwanie z miłością, z wiarą, z nadzieją. To jest czuwanie, które staje się modlitwą. Jest nieodłączne od modlitwy, bo modlitwa to przecież rozmowa z Bogiem. Czuwanie jest komplementarne do modlitwy, bo czuwając jesteśmy otwarci na przyjście Boga w każdej sytuacji, również w sytuacji ostatecznej.

I ważne ostrzeżenie czy warunek: „Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego” (tego wszystkiego, o czym Jezus mówił wcześniej, czyli wszystkich katastrof łączących się z końcem świata i powtórnym Jego przyjściem). Czuwanie i modlitwa pozwolą nam uniknąć tego wszystkiego. Ale jak możemy to zrozumieć? Przecież koniec świata jest destrukcją, katastrofą. Według mnie Jezusowi chodzi o to, że może nie unikniemy katastrofy i destrukcji dotychczasowego świata, ale unikniemy pogrążenia się w tej destrukcji w sposób zupełny i losu tych, dla których ta destrukcja będzie destrukcją ostateczną. Dla tych, którzy czuwają i modlą się, nie będzie to ostateczna katastrofa, lecz nowe otwarcie, nowy początek.

Czy po dwóch tysiącach lat oczekiwania na koniec świata i powtórne przyjście Jezusa jest w nas wciąż wiara, że tak rzeczywiście będzie? Myślę, że ta wiara u nas osłabła, że ucichły związane z przełomem wieków czy wojnami millenarystyczne ruchy, a  eschatologiczny rys chrześcijaństwa przeżywa teraz głęboki kryzys. Ani nie czekamy specjalnie na koniec świata, ani na przyjście Jezusa. Można powiedzieć, że dobrze nam z tym, jak jest. Ten świat, mimo że nie jest idealnym miejscem, jest dla większości z nas na tyle szczęściodajny, że chcemy w nim trwać, a nie bardzo potrafimy sobie wyobrazić inną rzeczywistość – w pełni szczęśliwą rzeczywistość eschatologiczną, w której wszystko staje się miłością, dobrem i nasza wolność nie ma już dylematu wyboru między dobrem a złem; rzeczywistość, w której wszystko, co dobre z naszego życia, z życia całej ludzkości zostaje ocalone; rzeczywistość, w której następuje spotkanie wszystkich miłości.

Myślę, że takiego oczekiwania jest teraz bardzo niewiele, że nie kojarzy nam się ono szczególnie pozytywnie. Nasz świat z tym, co w nim dobre i tym, co w nim złe, wciąga nas na tyle, że staje się naszą jedyną rzeczywistością. Dopiero gdy dzięki ascezie przestajemy karmić się tym światem, wytwarza się w nas głód innego świata, który zapowiada Jezus i możemy zapragnąć, aby żyć w takim świecie już tu i teraz. Dzięki czuwaniu i modlitwie możemy odnowić w sobie nadzieję na świat, który nadejdzie, w którym będziemy w jedności z Chrystusem i z wszystkimi, których kochamy.

Chciałbym się modlić dla siebie i dla innych, w tym Adwencie i w całym życiu o postawę większej ascezy, o postawę dobrego duchowego głodu, o łaskę modlitwy nieustannej, w której w każdej chwili jesteśmy otwarci na obecność Boga w naszym życiu i na wiarę, że przyjście Jezusa jest pewne, jest bliskie, że Jezus przychodzący do nas ostatecznie u końca tego czasu będzie bramą do rzeczywistości, do której całymi sobą tęsknimy.

Wieczory biblijne w Kasince Małej

 

5 Comments

  1. elik

    Mądrość Boża i miłość dojrzała.

    Witam z radością Pana Andrzeja i gratuluję z powodu wznowienia rozważań biblijnych na forum "Tezeusza".  Wg. mnie przesłanie zawarte w rozważanym fragmencie Pisma Świętego absolutnie nie ogranicza się, do ascezy, ani higienicznych zasad. Ponieważ nadrzędną sprawą w nim jest wg. mnie to, co zapewnia, a nawet gwarantuje nie tylko chrześcijanom, lecz każdemu grzesznikowi możliwość uniknięcia owego potrzasku i pozwala stanąć, przed Nim w dniu ostatecznym.

    A więc w tym rozważaniu chyba warto skupić się nad tym wszystkim, co dotyczy nie cielesności tj. intelektu, czy zmysłów, lecz duchowości i serdeczności tj. serca symbolu miłości – podstawowej wartości decydującej o jakości człowieczeństwa, także bytowania doczesnego.

    Jednak w współczesnym świecie słowo "miłość" stało się pojęciem wieloznacznym i ambiwalentnym. Wiele osób i środowisk używa, tego kluczowego słowa na oznaczenie postaw i zachowań, które nie są miłością, ani serdecznością, czy wyrazem pożądanej przyjaźni, braterstwa.

    Ponadto nawet wielu chrześcijan nie chce poznać, ani uznać to, że miłość dojrzała musi przybierać indywidulane formy wyrazu wobec spotkanych ludzi. Przecież zupełnie inne są wyrazy miłości wobec osób prawych, szlachetnych, dojrzałych i odpowiedzialnych, niż tych, co są jeszcze dziećmi, czy początkującymi uczniami w drodze lub namiastką, karykaturą tych pierwszych, a nawet ich ewidentnym zaprzeczeniem.

    W pierwszym przypadku okazujemy miłość m.in. poprzez słowa uznania i zachowania, które tych ludzi inspirują, umacniają. A w drugim wobec wychowanków, podopiecznych, przez ukazywanie Jego Miłości, czy przypominanie Bożej mądrości, oraz wiarygodne świadectwa i stawianie koniecznych wymagań lub nawet konfrontację z bolesnymi konsekwencjami ich błędnych przekonań i nagannych postaw, a nawet gorszących, szkodliwych i uporczywych zachowań, oraz w imię miłości zaniechanie ochrony, przed cierpieniem, które sami sprowokowali, bo jest im ono potrzebne, aby mogli uniknąć owego potrzasku tzn. zrefektować się, czy opamiętać, nawrócić, czuwać i świadomie przemieniać swoje serca.

    Szczęść Boże!

     
    Odpowiedz
  2. Jadzia

    witaj Andrzeju!

     Witaj, już chyba wqszyscy stesknili się za Toba i Twoimi tekstami:)

    Napisałeś

    Czy po dwóch tysiącach lat oczekiwania na koniec świata i powtórne przyjście Jezusa jest w nas wciąż wiara, że tak rzeczywiście będzie? Myślę, że ta wiara u nas osłabła, że ucichły związane z przełomem wieków czy wojnami millenarystyczne ruchy, a eschatologiczny rys chrześcijaństwa przeżywa teraz głęboki kryzys. Ani nie czekamy specjalnie na koniec świata, ani na przyjście Jezusa. Można powiedzieć, że dobrze nam z tym, jak jest. Ten świat, mimo że nie jest idealnym miejscem, jest dla większości z nas na tyle szczęściodajny, że chcemy w nim trwać, a nie bardzo potrafimy sobie wyobrazić inną rzeczywistość..(…)

    Sądze, że tez jest to nieco inne rozumowanie. A mianowicie…Bóg stworzył świat i wg Biblii wszystko co stworzył było DOBRE. I teraz nagle dobry Bóg, Stworzyciel DOBREGO świata chce – jak niegrzeczne dziecko burzące rączkami wybudowaną przez siebie wieżę z klocków –  również w podobny sposób zburzyć swoje własne dzieło. Czyżby Bóg zmienił zdanie i świat mu sie przestał podobać, jak temu dziecku wieża klockowa? Przeciez nie mozemy z kolei przyjąć, ze dobry Bóg znudził sie światem jak dziecko wiezą i dlatego go burzy? A moze tak jak dziecko pokazuje swoją władze i siłę burzac te wieżę, Bóg również by chciał to pokazac?Nie bardzo chce nam się wierzyc w Boga, który traktuje wszystko jak zabawkę – prawda? I dlatego moze juz nie za bardzo w ten koniec świata wierzymy.

    Nie chcemy także przyjąć do wiadomości, ze Bóg chciałby nam juz na zawsze odebrac naszych bliskich, których kochamy, a którzy – "nie uważaja" i "nie czuwają". Czemu chciałby nas w taki sposób ukarać? Albo na odwrót, unicestwiając nas – "nie czuwajacych" – na oczach bliskich którzy nas kochają? Czy przeżywajac zniszczenie świata i tych "nieczuwajacych" chcielibysmy przeżyc i potrafilibyśmy być szczęśliwi?

    Jeżeli zas powiemy, ze TAK, to znaczy, że Bóg uratuje samych egoistów…juz to kiedyś pisałam. A jezeli ktos chce się poswiecic dla kochaej osoby – to co? Bedzie mu wolno? Czy taka miłość przestanie sie wtedy liczyć?

     

    Dylematów jest ogromna ilosć. Będzie jak ma byc. Sadze, jednak, że spotkamy sie na Tezeuszu po 21 grudnia:)

     
    Odpowiedz
  3. elik

    Kto chce, a raczej usiłuje…..

    Kto chce, a raczej usiłuje zburzyć, czy umniejszyć albo unicestwić nadzwyczajne Jego dzieło?….

    Przepraszam adresata i wszystkich czytających wpis Pani Jadzi, lecz nie rozumiem, jak można być, aż tak tolerancyjnym, a nawet pobłażliwym, czy obojętnym wobec takiego stwierdzenia:

    I teraz nagle dobry Bóg, Stworzyciel DOBREGO świata chce – jak niegrzeczne dziecko burzące rączkami wybudowaną przez siebie wieżę z klocków –  również w podobny sposób zburzyć swoje własne dzieło.

    Rzeczywiście osoby zdezorientowane Kto usiłuje?……….., a znajdujące analogię między Panem Bogiem – Stwórcom wszechświata, a dzieckiem nie koniecznie niegrzecznym, lecz burzącym własne "dzieło" podczas zabawy mogą mieć nie tylko dylematy.

    Szczęść Boże!

     
    Odpowiedz
  4. Jadzia

    Eliku

    Napisano

    Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. (Lk 34)

    I że nikt nie wie kiedy ten dzień nastapi – nawet Syn tylko sam Ojciec.

    A Ty piszesz:

    Przepraszam adresata i wszystkich czytających wpis Pani Jadzi, lecz nie rozumiem, jak można być, aż tak tolerancyjnym, a nawet pobłażliwym, czy obojętnym wobec takiego stwierdzenia:

    I teraz nagle dobry Bóg, Stworzyciel DOBREGO świata chce – jak niegrzeczne dziecko burzące rączkami wybudowaną przez siebie wieżę z klocków – również w podobny sposób zburzyć swoje własne dzieło.

    Rzeczywiście osoby zdezorientowane – Kto usiłuje?……….., a znajdujące analogię między Panem Bogiem – Stwórcom wszechświata, a dzieckiem nie koniecznie niegrzecznym, lecz burzącym własne "dzieło" podczas zabawy mogą mieć nie tylko dylematy.

    Wiec KTO ma zniszczyc stworzony przez Boga świat? Ludzie? Szatan? I dobry wszechmogacy Bóg nie jest w stanie temu zapobiec? Bo co? Bo sam stworzył upadłych aniołów – (czytaj szatana) który zniszczą Jego dzieło, bo są silniejsi?Nie moze zapobiec, nie jest wszechwładny? Czy nie chce? Bo wszystko co stworzył wg Biblii było DOBRE. Nie udało mu się ? 

    A moze to właśnie On chce ten świat zburzyc? Bo jest wszechwładny.

    Wybacz Eliku, ale nie moge przyjąc, że Bóg jest tak mało wszechwładny, ze pozwala komuś innemu zniszczyc dswoje dzieło, które było DOBRE.

    Bardziej obrazowo. Dziecko buduje tę wieżę z klockow i jest wspaniała. I jakieś drugie dziecko znacznie slabsze ( przyjmujemy, że szatan czy człowiek sa dużo słabsi od Boga prawda?) – chce mu ją zburzyc, Pierwsze dziecko zamiast odepchnąc tego niszczyciela –  tylko patrzy jak niszczycielskie dziecko robi "bum" i wieża rozpada sie na kawalki. I po fakcie pierwszew  dziecko, które tę wieżę zbudowało-  tylko zbiera klocki i to te, ktore "czuwały" i były najbliżej niego.

    Wybacz Eliku, ale takie pojecie Boga i końca świata nie przemawia do mnie.

     
    Odpowiedz
  5. elik

    Jaki jest Bóg?…

    Droga Jadziuproszę w swoich rozważaniach uwzględniać, a nawet uznać, że Pan Bóg, którego doświadczamy wszędzie, w każdym poruszeniu serca jednak nie należy, do struktury naszego świata. Natomiast jest nie tylko wszechwładny, wszechmocny, lecz również absolutnie doskonały, także święty, miłosierny, dobry, sprawiedliwy etc. A nawet jest światłością i ciemnością zarazem, oraz milczeniem i słowem, bogactwem i ubóstwem, czy pokojem, który budzi w nas niepokój, czystością, która dotyka nas nieczystych.

    Ponieważ jest b. wiele wiarygodnych źródeł dot. kwestii, które nie tylko Ciebie nurtują, tj. woli Boga i Jego wszechmocy, oraz innych atrybutów, także nt. człowieka roli na Ziemi  i wolnej woli, czy powołania, zadań i udziału w panowaniu nad światem, oraz odpowiedzialności za środowisko życia, tzn. rzeczywistość stworzoną, która z woli Boga ma służyć ludzkiemu życiu. 

    Dlatego byłoby wielkim zubożeniem omawianie, czy też streszczenie tekstów choćby z Pisma Świętego, także myśli papieża JPII, czy innych wybitnych osób, które są ogólnodostępne i na w/w tematy, czy opisujące, precyzujące owe kwestie, zagadnienia.

    Proszę jednak uwzględniając i uznając człowieka udział w panowaniu nad światem zauważyć, że zasady etczne jasno i jednoznacznie sprecyzowane w Biblii i odpowiedzialność istot ludzkich nie dotyczą tylko obecnej epoki, ale i przyszłych pokoleń.

    Natomiast w istocie owo "panowanie" przekazane, przez Stwórcę i wyrażone symbolicznie w zakazie "spożywania owocu drzewa" (por. Rdz. 2,16-17) jasno ukazuje, że jesteśmy pddani nie tylko prawom biologicznym, ale także moralnym, których nie można dowolnie i bezkarnie przekraczać.

    Wszyscy świadomie lub nie żyjemy miłością tj. obecnością i bliskością Boga, który uobecnia się w egzystencji ułomnej.

    Szczęść Boże!

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code