W GARNCU

Poddasze starej, chyba XIX- wiecznej kamienicy. Wąskie drewniane i niezwykle strome schody prowadzące do małego mieszkania, farba olejna na schodach wytarta, jej resztki przy ścianie świadczą, że były kiedyś zielone. Na końcu mężczyzna, z pożółkłymi palcami od palenia tanich papierosów. I ciągły, rytmiczny w tym miejscu stukot dziecięcych nóg bumbumbumbumbumbum-trach!. Te ,,trach’’ to skok z ostatnich kilku schodków, bo szybkość schodzenia miała zrekompensować nam trud wdrapywania się na górę.

Nie jest to wstęp do tekstu o zaburzeniach, ułomnościach, nadużyciach. Wprost przeciwnie. Około 40 lat temu nikogo nie obchodziło, że dzieciaki same biegają do starszego pana i przesiadują u niego całymi godzinami.

Dla mnie ,,Wujaszek’’ był tu od zawsze. Pochodził zza Buga więc może te ,,wujkowanie’’ to jakieś reminiscencje ze wschodu? Wujaszkiem był dla dorosłych, gdy chcieli by naprawił pralkę Franię, maszynę do szycia lub radio i dla dzieci, gdy popsuł się rower. Od dzieciaków nigdy nic nie brał za fatygę, nawet jak wymieniał jakieś części. Naszą jedyną ,,zapłatą’’ było bieganie mu do kiosku po papierosy, których palił taką ilość, że sam wyglądał jak szklana fifka, w którą wkładał swoje ulubione sporty – chudy i brunatnożółty.

Z racji że do przedmiotów miał stosunek ,,wszystkosięmożeprzydać’’, był czujnym łowcą, pilnym obserwatorem okolicznych zsypów i wystawek. Zaplecze zapasowych części i drewna na opał. Nie wiem, czym zajmował się wcześniej, dla nas był po prostu życzliwym osiedlowym majsterklepką z fantastyczną skarbnico –graciarnią.

Nie pamiętam, czy tylko mnie tym wyróżniał, czy inni też mieli dostęp do jego archiwów zdjęciowych, fakt, że sprawiało mi sporą radość oglądanie fotografii żołnierzy w śmiesznych mundurach, w krótkich spodenkach z wielbłądami, piramidami oraz ludźmi w turbanach w tle. Miał też sporo odznak i medali, wszystkie z orzełkiem w koronie. U niego pierwszy raz usłyszałem słowo Tobruk.

Zmarł ponad ćwierć wieku temu, na jego grobie wykuto znaczek Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich. Dla mnie na pewno, możliwe że dla innych chłopaków z podwórka również, był częścią radosnego dzieciństwa. Oprócz dobrych wspomnień została mi po nim drewniana szkatułka, z wyrzeźbionym stylowo głuszcem i podpisem Wilno 1893. Nie wiem, czy była  jednym z jego wystawkowych wykopalisk czy to coś osobistego. Od lat trzymam w niej rodzinne fotografie.

1 marca ogłoszono, słusznie, dniem żołnierzy wyklętych. Przy urzędzie miasta ustawiono wielkie tablice informacyjne w hołdzie tym, którzy nawet do lat 60 XX wieku walczyli z bronią w ręku z władzą komunistyczną. Fotografie mężczyzn w mundurach, biogramy i fotografie zwłok z archiwów bezpieki. Podpisy ,,zginął w zasadzce’’, ,,popełnił samobójstwo otoczony…’’ ,,aresztowany na skutek donosu, rozstrzelany…’’

Ja, 30 marca dodatkowo ogłaszam dniem ex-żołnierzy naprawiających dzieciom rowery. Pełnia.

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code