Terror czy strach

Terror czy strach

 

Ostatnie wydarzenia w Algeri znowu przypominaja, że terroryzm stał się chlebem codziennym współczesności. Jednakże czego oczekują terroryści? Że wygrają wojnę, opanują jakiś kraj, wprowadzą swoje rządy? Napewno nie poprzez lokalne ataki, jak w USA / WTC, czy w Algeri / kompleks gazowy.

 

Czeski teolog Tomas Halik już w roku 2007 pisał, że ‘za pośrednictwem mediów technika sprawiła, że groza terroryzmu stała się bardzo bliska każdemu z nas’. I dalej: ‘Terroryści … wręcz życzą sobie nienawistnych reakcji, ponieważ słusznie przeczuwają w nich to, na czym im zależy: nasz strach’ (Cierpliwość wobec Boga, WAM,2009,str 150).

 

A więc nie o wygranie wojny im chodzi, nie o władzę nad światem. Wiedzą, że sprawowanie władzy jest o wiele trudniejsze niż jej zdobycie. ‘Wolą zdobywać władzę nad systemem nerwowym współczesnej ludzkości; za pośrednictwem sugestywnych obrazów przenikają do jej świadomości i podświadomości. I dobrze wiedzą, że na razie wszystkie nasze środki reakcji na ich przemoc są nieskuteczne’. (ib, str151). Dobrze wiedzą, że klasyczne formy walki wojskowej nie nadają się przeciw ich bezładnym działaniom a szybkie ataki wojskowe, tak jak to miało miejsce w Algeri, mają fatalne skutki dla zakładników. Jeśli walka z terroryzmem ma być ‘wojną idei’, to jedyny sposób prowadzenia tej walki, jak twierdzi Halik, to stopniowe przekonywanie terrorystów walczących z zsekularyzowanym Zachodem, że i tenże Zachód nie ma zamiaru rezygnowac z wartości moralnych i duchowych mimo prób ‘rozdziału państwa od religii’. A jeśli nawet przegralśmy już wiele bitw to winniśmy teraz skierować nasze wysiłki w kierunku unikania zarówno fundamentalizmu religijnego jak i fanatycznego sekularyzmu.

 

Komentarz

  1. beszad

    Świat nadziei …zamiast nadziei tego świata

    Bardzo mnie zbudował ten wpis, bo pokrywa się on dokadnie z moimi odczuciami i ostatnimi przemyśleniami po interwencji w Mali. Znalazłem tutaj bardzo istotne rozróżnienie między wygraną a władzą. Tak, w tym przypadku wygrana kolejnego konfliktu zbrojnego jest u samego zarania skazana na przegraną. Właśnie dlatego, że terroryzm żywi się przemocą – nie tylko własną, ale także tą, która jest przeciwko niemu wymierzona. W zasadzie to ta druga ma nawet większą siłę rażenia, bo to właśnie ona pozwala na zwiększanie kręgu zwolenników terrorystycznej wojny.

    Musze tu jednak przyznać, że nie jestem w stanie dać jednoznacznej odpowiedzi, co Zachód powinien uczynić, aby odeprzeć napór islamskiej przemocy. Bo przecież każdego dnia giną za wiarę nasi bracia – a zabijani są z przekonaniem, że dzieje się to w imię "świętej wojny". Jak temu zaradzić? Mimowolnie przychodzi mi na myśl postać św. Franciszka, któy udał się w samą pszczę lwa, na dwór sułtański, by głosić ewangelię. Może dzisiejszy świat potrzebuje takich "szaleńców Bożych"? Z pewnością potrzebuje miłości – a tej nie da się wprowadzać żadnymi dekretami, a już na pewno nie na lufach czołgów.

    Cieszę się na przywołanie w tej notce osoby Tomaśa Halika. To dla mnie szczególna postać dzisiejszego chrześcijaństwa – otworzył przede mną zupełnie nowy wymiar ewangelicznej nadziei (piszę "nowy", choć w istocie mam świadomość, że jest on starszy niż wszelkie teksty kanoniczne, bo sięga do samego rdzenia nauki Chrystusowej). Budzić nadzieję, która sięga dalej, niż wszystkie "optymizmy" zawarte w ideologicznych wizjach tego świata – to chyba główne zadanie, jakie dziś stoi przed chrześcijaństwem.

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code