Tak bowiem Bóg umiłował świat

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez niego zbawiony (J3, 16-17).

W dzisiejszej Ewangelii czytamy, że Bóg tak bardzo kochał świat, iż dla jego zbawienia postanowił ofiarować swego Syna. Bóg uczynił to dla ludzkości, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, a miał życie wieczne (J3, 15). Przeczytać też możemy: Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony( 3, 17).

Poświęcenie swego dziecka dla dobra innych, to jedno z największych wyrzeczeń, jakiego ktokolwiek mógłby dokonać. Dlaczego Bóg to uczynił? Przecież, równie dobrze, mógł pozostawić nas samych sobie i skazać wielu z nas na potępienie w godzinie Sądu. Wolał jednak dopomóc nam, ofiarowując swego Syna. Wyjaśnienie tego uczynku jest bardzo jasne – Bóg uczynił to z miłości. Z wielkiej miłości do świata, której stara się uczyć także nas.

Efekty tej nauki są widoczne – większość z nas, kocha świat i kocha życie. Zwraca na to uwagę Josemaria Esciva w swej „Bruździe”, ale według niego – kochamy świat, nie tylko dlatego, że Bóg nas tego nauczył, ale także dlatego, że jest on naszym placem boju – przepięknej walki z miłości – abyśmy wszyscy osiągnęli pokój, który przyniósł nam Chrystus.

Tak. Życie to ciągła walka. Człowiek, skazany jest na ciągłą walkę ze swymi słabościami, ze złem, z sobą samym. Od niego jednak zależy, czy wybierze światło czy ciemność. Od niego w znacznym stopniu zależy czy będzie dążył do czynienia dobra, czy wybierze czynienie zła. To od nie wreszcie – zależy czy pokocha on światło. Człowiek, który dopuszcza się nieprawości, jak tłumaczy Ewangelia – nie kocha światła, a go nienawidzi. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła, aby nie potępiono jego uczynków (J3, 20).

I faktycznie – nawet w zwykłym, codziennym życiu – zdarza się, że wielu z nas unika osób, od których bije aura dobra. Często razi nas ich świętość i zdarza nam się nie pałać do nich specjalnym uwielbieniem. Denerwuje nas, że wypadamy przy takich osobach blado i nie gniewamy się na siebie za to – jak żyjemy, a na nich, bo wydaje się nam, że to oni skazują nas na życie w swym cieniu. A przecież, sami wybieramy sobie miejsce w świecie i to od nas zależy czy chcemy stać tam gdzie ciemniej, by nasze uczynki nie kontrastowały aż tak bardzo z dokonaniami innych. To my decydujemy o tym czy chcemy ujrzeć piękno naszego zwycięstwa nad złem.

Od nas też zależy czy przyjmiemy od Boga dar miłości i czy kierując się Jego naukami, pokochamy świat. W encyklice Benedykta XVI – „Deus caritas est”, przeczytać możemy, że chrześcijanin mówiąc: uwierzyliśmy miłości boga, wyraża tym samym podstawową opcję swojego życia. Miłość to wielki fundament naszej wiary, a zarazem najpiękniejszy fundament, na którym warto budować swe życie. Czy nie tego uczy nas Bóg?

 

8 Comments

  1. artur

    A+ Filtry i Maski warstwy Bożych świateł.

    Pokolenia ludzkie badają ten świat przekazując to czego się nauczyły tym którzy po nich idą.
    Otaczający mnie świat zaprasza do tego abym z niego korzystał odkrywał w nim coś nowego, coś czego minione pokolenia jeszcze nie odkryły. I tak jak to jest w odniesieniu do materialnego świata tak też się dzieje jeśli chodzi o duchowy rzekłbym świat w człowieku i poza nim. Naukowcy coś znajdują i przekazują swoją wiedzę innym pokoleniom, w dziedzinie duchowej jest podobnie.
    Pięć ludzkich zmysłów przekonuje człowieka o ciele i świecie materialnym, ale nie mniej rzeczywisty jest ten duchowy świat dla tych, którzy posiedli ten szósty, rzekłbym zmysł duchowy. Ten szósty zmysł jest czymś co przekonuje nas o rzeczywistości duchowego świata. O tym, że On jest. Abstrakcyjne wydaje się być światło Boże dla tych, którzy nigdy nie wznieśli się ponad zmysły człowiecze i na nich budują prawdę o sobie, o swojej rzeczywistości.
    A przecież tam nad ludźmi jest światło Stwórcy. Nad nimi to nie znaczy nad głową, ale nad tym co dziś uważam, że wiem. Więc?
    Ten wielki wszechogarniający blask Bożej Chwały oblewa człowieka bezustannie, ale bez odpowiedniego rzekłbym przyrządu pojmowania duchowego, człowiek taki jak ja może jedynie zapomnieć. Wsłuchując się w to co się dzieje poza mną tak naprawdę nie słyszę nic poza tym że drgają moje cielesne bębenki uszne. Tak naprawdę więc słyszę nie to co się gdzieś wydarza, ale słyszę siebie. Moje bębenki uszne urastają więc do rangi zwiastuna czegoś co się wydaża poza mną i informują mnie o tym wydarzeniu które się gdzieś dzieje, są więc jakoby anielskie bo urastają dla mnie do rangi czegoś co mnie informuje. Pojmuję to co dzieje się w moich bębenkach usznych i to daje mi obraz tego co dzieje się na przykład za ścianą. Tak jak ze słuchem jest tak też i z widzeniem i węchem i pozostałymi zmysłami cielesnymi. Wszystko więc co odbieram przez swoje zmysły jest tak naprawdę interpretowane przez moje pojmowanie tego czego się nauczyłem i czego mnie nauczono a co uważam za mój świat ograniczony ową pięciozmysłową percepcją postrzegania pudełka w którym się zamknąłem. Człowiek ograniczony.
    Każdy z ludzi tak naprawdę maluje swój wewnętrzny świat na tyle na ile zdoła poszerzyć zakres postrzegania owych pięciu zmysłów do tego rzekłbym ściągnięcia na siebie szóstego zmysłu o którym w Nowym testamencie mówiono i nazywano nawróceniem a więc zmianą myślenia.
    On im o tym mówił a Oni myśleli, że mówi o swej krwi. Dokoła i wewnątrz nas jest owa boża świątynia, która zburzona w trzy dni do życia powstała. Prawda, owa prawdziwa rzeczywistość w której przechadza się bezustannie człowiek a nie wie o tym. Aby się przebić przez owe filtry świetlne, które przysłaniają nam rzeczywistość bożego światła, nasze pięć zmysłów odbywa drogę przemiany, nie unicestwienia, nie stłamszenia czy zniewolenia biczowaniem czy jakimś takim aktem pokuty z epoki pojmowania wieków średnich, ale poprzez akt pojmowania tego co się wydaża wokół nas i uwewnętrznienie tego postrzegania. To tak jak widzieć w winie krew i nie kłamać mówiąc , że to prawdziwa krew. To tak jak widzieć w wodzie wino i nie kłamać mówiąc, że woda winem się stała. Dopasowujemy swoje ludzkie zmysły do odbioru tej rzekłbym iskry bożego światła, które staje się w nas źródłem duchowego pojmowania rzeczywistości. Kiedy ta jednia bożej rzeczywistości dotknie choć na moment człowieka tak, że on ją poczuje w sobie wewnętrznie, stanie się w nim ożywczą wodą przemienioną w wino i będzie płynąć w krwiobiegu ludzkości jak rzeka życia bożego synostwa Jezusa Chrystusa. I taki człowiek zaczyna żyć jak drzewo zasadzone nad stumieniami wód którego liscie nie więdną a wszystko co uczyni powiedzie się. Taki człowiek nie umiera, ale wzrasta w poznawaniu tego co dotąd było dla niego zakryte, aż do momentu gdy to co cielesne przyobleka się w nim w to co niezniszczalne i z martwych powstając wstępuje do nieba. Nie wszyscy umrzemy ale wszyscy będziemy przyobleczeni. Sięgając w swym pojmowaniu i odczuwaniu Boga Ojca , Mesjasz Jezus, Syn Boży przyciągał świat duchowy, swój świat i świat Ojca który jest w niebie tak aby CI którzy go widzieli widzieli i Ojca. To tak jak widzieć człowieka Jezusa a doświadczać Boga.
    Taki syn człowieczy odczuwa oba światy, ten ziemski i ten niebieski bez żadnej granicy dzielącej je. I naprawdę jest czymś strasznym i bolesnym dla niego zawołać boże, mój boże czemuś mnie opuścił. Człowiek rzekłbym żyjący w naturze chrystusowej doświadcza świata duchowego i jego rzeczywistości a to pozwala mu odnieść się do tego co spotyka w życiu tu na ziemi jako cierpienie i zrozumieć czym jest oddalenie od stwórcy. Zaczyna pojmować jak bolesne w skutkach są jego błędy i całe to niepraktyczne życie, które go oddala od szczęścia w bożym.
    Człowiek duchowy zaczyna dostrzegać cel swoich narodzin i pojmować konsekwencje swoich działań dla innych i dla siebie. Zaczyna rozumieć prawo nie jako literę i nakaz ale jako spełnienie swych duchowych pragnień, które objawiają się w nim bezustannie ukazując, że całe to królestwo Boże jest w nim. Widzieć zaczyna bowiem, że to co go otacza i co widzi oczyma ciała- duszy, jak również to co widzi oczyma ducha, te ciało, dusza i duch są czymś jednym, są w nim jednią światów Bożego Królestwa.
    Przemiana zawsze zaczyna się od wnętrza i postępuje na zewnątrz. Odkrywając świat duchowy tak naprawdę nic się nie zmienia na pierwszy rzekłbym rzut oka. Stając się niejako świadomym siebie i tego co wokół mnie buduje mnie z bożych elementów twórczych. I na początku wydaje się że cały ten świat wokół mnie i we mnie jest zbudowany z tych elementów bożych pierwiastków ale z każdym poziomem pojmowania bożej rzeczywistości każdy z tych bożych pierwiastków twórczych rozpływa się w uwarunkowaniu przez Stwórcę. Zaczyna się pojęcie o tym, że nic nie istnieje samoistnie poza Nim, który jest Wszechmocny.
    Te boże elementy, które nazywamy pierwiastkami i tym co tworzy wszechświat cała ta materia kosmosu owe galaktyki i wszystko co tylko wydaje się być i co jest mimo, że nigdy cieleśnie nie da się ich dotknąć, to wszystko co jest na dziś poza naszym dostępem nazywa się światami bożej obecności. I istnieje ona nie po to aby ją zobaczyć bo to przecież nie możlie aby dotknąć Radu ale by GO poczuć. Wiara jest poczuciem a nie widzeniem Boga, który jest duchem. Wyobrażanie sobie Boga oddala nas od niego. Dlatego przykazywał aby nie nazywać go inaczej jak synem człowieczym. To co nas otacza i na czym zatrzymuje ludzkość swój wzrok staje się dla niej filtrem dla światła bożego. Czym więcej zatrzymuje nas to co widzimy tym większy filtr przysłania nam obecność tego który jest. Gdy jednak nasz wzrok jako ludzie podniesiemy przez filtr niejako przechodząc oko nasze stanie się światłością albowiem ujrzymy że tak naprawdę nic nie ma między nami istotami ludzkimi a Bogiem. Że to co nazywamy niebem nie może być filtrem dla Boga co najwyżej może być filtrem dla naszej percepcji , dla oka.
      Przeszkody, te światy pomiedzy ludźmi ukrywaja Boga przed nami. Stają się dla mnie maskami nałożonym na zmysły tak że nie potrafię zobaczyć Go w jego prawdziwej postaci. Warto to zobaczyć. Zobaczyć teatr w którym żyjemy aby się o sobie przekonać. Tyle ile masek tyle mniej widzimy Boga. Tym bardziej go filtrujemy i rozdrabniamy. W języku hebrajskim, słowo Olam znaczy świat i pochodzi od słowa alama co znaczy ukrywanie.To znaczy że świat który widzimy niejako jest maską za którą ukrywa się stwórca tak długo jak długo tą maskę postrzegamy na swoim umyśle.
    Czesc swiatła bożego jest przekazywana przez maskę , a czesc ukryta. Kto kiedyś używał edytora graficznego wie co to jest nakładanie warstw maski na obrazku. Warto o tym przeczytać.
     Im wyższy swiat, tym mniej ukryty jest Stwórca. Im więcej światów przed nami widzimy tym mniej widzimy stwórcę. Im więcej warstw foli nałożymy na obraz tym mniej widzimy kolory i to co obraz wyraża i mniej światła do nas dociera.
    Muszę kończyć swoje rozmyślania na temat warstw które nas dzielą od stwórcy i jego światła.
    Warto poczytać o maskach warstw w edytorach graficznych aby to zrozumieć.
    Wyobraźmy sobie, że na fotografii chcemy kolorowym flamastrem dorysować jakiś element albo dodać napis. Boimy się o nasze zdjęcie, nie chcemy rysować bezpośrednio na nim, więc nakładamy na nie rodzaj przezroczystej kalki, na której wykonujemy rysunek. W ten sposób zabezpieczamy fotografię przed ewentualnym zniszczeniem, a ponadto – gdyby coś się nie powiodło, na kalce zawsze można nanieść korektę, nie ingerując w zdjęcie (zwane bazowym).

    Można ją również usunąć i zastąpić inną. Ta kalka to właśnie warstwa!

    Jest ona niczym innym, jak tylko "wirtualnym" rodzajem folii, którą nakładamy na naszą fotografię. To, ile tych folii jest i co się na nich znajduje, zależy wyłącznie od tego, co chcemy poprawić.
    Pa
    A+2009

    Za błędy orty i wolność w wyrażaniu i rozmyślaniu jak by co przepraszam.  

     
    Odpowiedz
  2. zibik

    Trudne pytania !

    "Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne".

    Jak w Niego trzeba wierzyć, aby nie zginąć i mieć zapewnione zbawienie i życie wieczne?……..skoro nasze potknięcia, upadki, grzechy (winy), czy zaniedbania względem Pana Boga biorą się, powstają najczęściej z powodu braku zaufania, do Jezusa Chrystusa – Jego pomysłu na ludzkie życie.

    Nim atorytatywnie stwierdzimy, że ludzkie "życie to ciągła walka"…..

    Może warto zapytać siebie – jakie podstawowe zadania i obowiązki stawia, przed nami Pan Bóg ?…., oraz  – jakie cele i zadania my stawiamy, przed sobą ?…….

    Człowieka dorosłego (dojrzałego), doświadczonego, światłego i odpowiedzialnego można porównać, do posłańca, który czerpie ze źródła by dzielić się z innymi, jego zawartością. Istotne wydaje się pytanie – jakie to jest źródło ?……

    Najbardziej podstawową misją, każdego z nas jest poznawanie i wielbienie Boga, odwzajemnianie Jego miłości – wypełnianie woli, także poznawanie samego siebie.

    Aby w/w misję rzetelnie wypełniać trzeba starać się więcej być, niż mieć – stawać się osobowością, prawym i wartościowym człowiekiem, wzorowym katolikiem i chrześcijaninem.

    Poznając Pana Boga, także siebie i innych ludzi, oraz Jego wszechświat, coraz lepiej rozpoznajemy swoje powołanie i sens rzeczy, a nawet istotę doczesnego życia.

    Odpowiadając na fundamentalne i trudne pytania m.in. – kim jestem ?……pogłębiamy swoją świadomość egzystencjalną, także rozwijamy i kształtujemy duchowość.

    Bytowanie właściwe to m.in. mozolne i konsekwentne dążenie wytyczoną drogą, urzeczywistnianie człowieczeństwa Jezusa Chrystusa, wspinanie się, po drabinie hierarchii, poznanych, ustalonych i uznanych wartości, oraz koniecznych potrzeb – realizowanie osobistego (indywidualnego) powołania.

    Naszym obowiązkiem jest m.in. zachowywać wolność, suwerenność i indywidualność – być sobą, myśleć i postępować zgodnie z własnym sumieniem.

    Ps. Poznanie Pana Boga, który jest lub ukrywa się we wnętrzu międzyosobowych (podmiotowych) i przedmiotowych relacji (sens rzeczy). Rodzi i umacnia wiarę, nadzieję i miłość, wydobywa nas z uczucia braku spełnienia i bezsensu życia.

    Czy współczesny świat może być, przez Niego zbawiony ?………..

    Szczęść Boże – Ojcze nasz !

    Z poważaniem Z.R. Kamiński

     
    Odpowiedz
  3. Jacob

    Wszystko jest Jednym

    – Czym jest niebo bez piekła?

    – To piekło. Bez nieba..

    Światło nie może istnieć bez ciemności. Wizja życia i świata jako ciągłej walki jakichś skrajnych, wzajemnie się wykluczających sił jest tragikomiczną ułudą. I przyczyną całego mnóstwa bardziej realnych cierpień i zbrodni.  Ogromne armie ludzi potrafiły i potrafią się masakrować w imię boga, dobra, postępu, zbawiciela czy innego wymysłu, za którym można się skryć, na który zrzucić można odpowiedzialność.  Tak to widzę. I chyba bardziej obawiam się "świętych" niż "demonów". Jednakowoż, wraz z radośnie żywiołowym Ciapkiem, wszystkim życzymy spokoju – i pokoju. Wewnętrznego, zewnętrznego – wsio rawno. Wiosna!

     
    Odpowiedz
  4. artur

    A+ Jacob

    Jacob.

    Ta wiosna. Ona w nocy dała swój pokaz w pięknym gradobiciu. A nawet błyskała.

    Jak narazie najlepiej widzę ją na swoim stole bo lubimy z żoną wiosenne kwiaty.

    Przeczytałem twój wpis i myślę troszkę podobnie.

    A+

    pozdrawiam  

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code