Prawda w służbie miłości

Rozważanie na VI Niedzielę Wielkanocną, rok A1
 
 

Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna.

Jan 14, 15-16

 

W dzisiejszym Słowie Janowy Jezus objawia nam, że miłość jest istotą trójjedynego Boga, a jednocześnie fundamentalnym warunkiem wierności Jego uczniów wobec Jezusa i Jego nauki. Po odejściu Jezusa ta osobowa i relacyjna więź miłości między Synem a Ojcem, którego Syn objawia, uobecnia się dla nas w osobie Parakleta (Pocieszyciela) – Ducha Prawdy. Z bogatego w teologiczne treści dzisiejszego fragmentu Ewangelii proponuję rozważyć relację między miłością i prawdą, mając w żywej pamięci całą Ewangelię, nauczanie chrześcijańskie i współczesną ponowoczesną kulturę Zachodu przenikniętą kryzysem prawdy.

Pokochać bolesną prawdę

Więź między miłością a prawdą jest organiczna i nierozerwalna. Miłować autentycznie można jedynie w prawdzie. Dlaczego? Bo prawda oznacza tutaj wierność wobec rzeczywistości i nasze adekwatne jej rozpoznanie. Dzięki otwartości na prawdę o rzeczywistości otwieramy się nie tylko na jej wymiar poznawczy, czyli poznajemy, że coś istnieje i że istnieje w ten, a nie inny sposób. Otwieramy się też na moc i tajemnicę bijącą z samej istniejącej rzeczywistości. Doświadczenie mocy, piękna i tajemnicy każdego konkretnego bytu czy relacji między nimi sprawia, że przenika do nas dobroć i piękno samego istnienia. Dzięki temu możemy pokochać rzeczywistość, a zwłaszcza osobowe istnienia: Boga i człowieka.

Otwartość na prawdę o rzeczywistości pozwala również przekroczyć pozór fałszywego utożsamienia dobra z przyjemnością. Okazuje się, że istotnym wymiarem prawdy o rzeczywistości jest zło: naturalne (choroba, ułomność, śmierć) czy moralne (grzech, zbrodnia, niesprawiedliwość, bezsens). Ujrzenie rzeczywistości w jej wymiarze negatywnym sprawia ból i budzi nasz naturalny sprzeciw, a nawet odruch odrzucenia prawdy czy zaprzeczania jej: ucieczki od prawdy.

Gdybyśmy kochali tylko tę część rzeczywistości, która nam się podoba, nie byłaby to miłość, do której zaprasza nas Jezus. Jezus pragnie, żebyśmy, tak jak On, pokochali całą rzeczywistość, również w jej aspekcie zła i bólu. Czyli konkretnie: żebyśmy umieli i chcieli miłować drugiego człowieka, choćby nas skrzywdził lub zrobił coś złego innym i żebyśmy miłowali Boga pomimo tego, że stworzył świat, w którym były i są możliwe zbrodnie inkwizycji, niewolnictwa, nazizmu i komunizmu. Żebyśmy miłowali Boga również wówczas, gdy stworzył nas ułomnym, niewidomym, kaleką, w patologicznej rodzinie, w slumsach, bez perspektyw, miłowali Boga, gdy jak Hiob utracimy żonę, dzieci, zdrowie, majątek, pozycję społeczną.

Owoce Ducha Prawdy

Ponieważ uporanie się z przyjęciem prawdy, która boli, jest zwykle ponad nasze naturalne siły, Jezus obiecuje prosić Ojca, by przysłał nam Pocieszyciela – Ducha Prawdy. Duch Prawdy, jeśli się na Niego otwieramy, oczyszcza nasze serca, umysł i ciało, byśmy nie lękali się prawdy o rzeczywistości i przyjmowali ją z pokorą. Można powiedzieć, że główną rolą Ducha Prawdy jest wyprowadzać nas z Jaskini Platona, stanu naturalnej złudy samooczywistości tego, co widzimy.

Ceną, jaką płacimy za wierność nauce Ducha Prawdy, jest odważne wyjście naprzeciw śmierci, które nie jest ponurą rezygnacją i zgoda na zło ani nie jest cynizmem. Duch Prawdy, ponieważ przybywa spoza świata tu i teraz, wnosi w nasze poznanie prawdę o tym, że prawda o pełnej rzeczywistości udostępnia się nam w tym życiu jedynie wówczas, gdy odważymy się przekroczyć jego granicę, czyli śmierć. Zapowiadany i objawiony nam Duch Prawdy, jest przecież owocem śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Dlatego, w każdym akcie rozpoznania prawdy o rzeczywistości, dzięki asystencji Ducha Prawdy, doczesny obraz rzeczywistości relatywizuje się jako nietrwały i tymczasowy: właśnie śmiertelny.

„Prawda jest po stronie śmierci” (S. Weil). Czyli Duch Prawdy przybywając z wieczności, jest przez nas też rozpoznawany jako przybywający z tamtej strony życia, czyli śmierci. Dopóki Duch Prawdy nie przeniknie nas w pełni, rozpoznajemy wieczność jako śmierć i nicość, a jej ślady w wieczności jako zagrożenie. Owszem, w wieczności rozpoznawanej tu i teraz cząstkowo, jest również aspekt pozytywny i możemy go doświadczać: dobroć drugiego człowieka, piękno natury, moc sakramentów, itd. Ale bez pracy negatywności, czyli prawdy, która zbyt mocno boli, by ją przyjąć, bezwiednie interpretujemy tę pozytywność wieczności, jako proste przedłużenie logiki doczesności: jako pewien naturalny dobrostan. Możliwa w tym życiu pełnia wieczności – czyli po prostu samoudzielającego się Boga – w jej aspekcie pozytywnym udostępnia się nam jedynie o tyle, o ile godzimy się na jej wymiar bólu, zła i śmierci.

Duch Prawdy, umożliwia nam zgodę na śmierć (ale też na bezsens, zło, cierpienie), ponieważ zgodzie tej towarzyszy pełniejsze udostępnienie i uobecnienie istnienia samego Boga. Dopóki nie będziemy samą miłością, czyli nie będziemy żyli w wiecznym zjednoczeniu z Bogiem, rzeczywistość, która boli, rozpoznamy wpierw jako prawdę. Można powiedzieć, że prawda jest czyśćcem miłości, miłością oczyszczającą.

Charakter osobowy prawdy – który językowo wyraża się choćby poprzez pisanie słowa „Prawda” z dużej litery – całkowicie zapoznany w nowożytnej nauce, ale też w dużym stopniu we współczesnym potocznym rozumieniu, wynika właśnie z jej zakorzenienia w Bogu jako osobie i w organicznej, współwarunkującej relacji z miłością. Rzeczywistość, czyli świat-w-którym-żyjemy odsłania się nam jako dzieło Osoby, która swym stwórczym i zbawczym aktem przenika każdą okruszynę istnienia. Świat jest międzyosobowym medium między Bogiem, która stwarza i zbawia, a człowiekiem, który w stworzonej rzeczywistości rozpoznaje odblask zbawiającej nas Tajemnicy.

Międzyludzka komunikacja – dzieło miłości

W relacjach międzyludzkich rozpoznanie i komunikowanie prawdy również zawsze ma charakter osobowy, choćby wydawało się nam zupełnie bezosobowe jak znaki na drodze, informacje o rozkładzie jazdy PKP itd. Rozpoznanie i komunikowanie prawdy o czymś nie jest jedynie czy przede wszystkim pragmatyczną lub poznawczą praktyką społeczną, ale wpierw i zawsze jest objawianiem nas jako osób, czyli istot wolnych i świadomych. W każdym akcie właściwego poznania oddajemy sprawiedliwość rzeczywistości i jej Stwórcy, a w każdym najprostszym akcie rzetelnego komunikowania prawdy o czymś objawiamy cząstkę Tajemnicy, prawdy o nas jako osobach i o samym Bogu.

Dialog, komunikacja, rozmowa zanim jest aktem międzysubiektywnego poznania, jest też i przede wszystkim dziełem miłości. Nawet wówczas, jeśli wyraża naszą zupełną niezdolność do miłości czy jej zaprzecza poprzez akty nienawiści, kłamstwa, pogardy, obojętności. Patologia czy zaprzeczenie miłości zawsze żywią się pragnieniem i energią miłości, tylko źle ukierunkowanej i urzeczywistnianej.

Jeśli nie pielęgnujemy codziennie ducha prawdy w naszym poznaniu i komunikowaniu, zamiera w nas nie tylko zdolność do rozpoznawania prawdy o rzeczywistości i samym Bogu, ale też zdolność do miłości siebie, innych, rzeczywistości i Boga. Każdym naszym kłamstwem – czyli świadomym zaprzeczaniem prawdzie i podawaniem tego zaprzeczenia jako prawdy – nierzetelnym rozpoznaniem, zaniedbaniem w poznawaniu prawdy degradujemy siebie jako osoby ludzkie, niszczymy nasze więzi z innymi i oddalamy się od Boga. Mowa pełni swą wspaniałą funkcję prawidłowo, jeśli jest mową prawdy otwierającą nas na Miłość.

A co z prawdą, która nie rodzi miłości? Nie jest na jej miarę? Może tak być i nierzadko bywa, że ktoś rozpoznaje prawdę o rzeczywistości w stopniu dużo większym i przenikliwszym, niż wskazywałyby na to jego uczynki miłości. A nawet jest dość powszechnym zjawiskiem, że „wiemy, co dobre, ale nie idziemy za tym”. O czym to świadczy? Takie poznanie poniżej miary miłości oznacza, że ktoś otwarty jest na rzeczywistość bardziej intelektualnie i poznawczo, niż wolicyjnie (poprzez akty woli czyniącej dobro). Prawda nie dotyka go całą swoją mocą i pięknem, nie przenika dostatecznie głęboko i totalnie do jego serca. Nie można odmówić takiemu poznaniu, niekiedy niezwykle przenikliwemu – choćby wśród genialnych filozofów, artystów i myślicieli – wielkiej wartości i pewnej możliwej pomocy dla miłości. Tak rozpoznana prawda jest też nośnikiem miłości, która właściwe rozpoznana i przyjęta przez ludzi o sercach bardziej otwartych na miłość może zaowocować większą miłością, urzeczywistniając pełniej zawarty w niej potencjał. Duch Prawdy pomaga wówczas rozeznać, co z prawdy wypracowanej poniżej miary miłości, może posłużyć jej wzrostowi w miłości bliźniego i Boga.

Pokora i odwaga

Obecność Ducha Prawy wśród chrześcijan oraz ludzi innych wyznań i światopoglądów rozpoznajemy między innymi po pokorze i odwadze, z jaką ktoś głosi prawdę i dzieli się z nią z innymi. Pokora jest wiernością prawdzie, świadomością własnych ograniczeń w jej rozpoznaniu i pluralistycznym bogactwem jej złożonych uobecnień, otwartością na Tajemnicę przenikającą i przekraczającą choćby najmniejszą prawdę. To właśnie pokora umożliwia twórczą syntezę rzetelnego wsłuchiwania się w rozpoznawanym w Duchu Prawdy autorytetom osobowym i instytucjonalnym – choćby religijnym – a jednocześnie samodzielność własnych poszukiwań oraz wierność wobec osobistych odkryć prawdy i drogi życia. Odwaga pozwala iść do końca w swoich poszukiwaniach prawdy i głosić ją nawet za cenę życia. Umożliwia też ryzyko poszukiwań i błędów, bo są one zwykle konieczną ceną twórczego i samodzielnego odkrywania prawdy.

W Kościele katolickim pokora wobec prawda oznacza też rzetelne wsłuchiwanie się w głos kościelnego Magisterium, Tradycji, prawa kościelnego, nauczania i autorytetu kościelnych przełożonych. Zasadniczo uważa się, że Kościół jako pewna kolektywna mądrość, dzięki asystencji Ducha Świętego, pomimo wielu dotychczasowych błędów w poznawaniu i komunikowaniu prawdy dysponuje większą pewnością prawdy niż pojedynczy wierni, a tym bardziej osoby spoza wspólnoty katolickiej. Dlatego też oficjalne nauczanie Kościoła katolickiego ma być dla wiernych bezpieczniejszą normą poznania prawdy objawionej w dziedzinie wiary i moralności, niż osobiste sumienie poszczególnych katolików. I myślę, że tak jest w istocie na obszarze zasadniczej dogmatyki katolickiej i fundamentalnych norm etycznych.

Natomiast istnieje też duży obszar koniecznych i możliwych twórczych poszukiwań katolików: wiele tematów z teologii, duchowości, filozofii, strategie duszpasterskie i ekumeniczne, wiele zagadnień etycznych (np. antykoncepcja), czy eklezjalnych (celibat, święcenia kobiet, sposób wyboru biskupów itp.). W tych i wielu innych dziedzinach trzeba umożliwić maksymalną swobodę poszukiwań i nie ograniczać ich bez koniecznej przyczyny.

Twórcza wiara w polskim Kościele

Na gruncie polskim uważam, że w Kościele katolickim należy promować wszelki zdrowy i ożywczy ruch twórczości i eksperymentu duszpasterskiego, kulturowego, ekumenicznego, myślowego, itp. Kościół katolicki w Polsce i otoczenie wokół niego niejednokrotnie dusi się bezmyślnym tradycjonalizmem (nie utożsamiać ze zdrowym i samokrytycznym szacunkiem dla tradycji), fundamentalizmem, prymitywnym bałwochwalstwem upolitycznienia, klerykalizmem większości duchownych i wielu świeckich, skrajną cenzurą i autocenzurą w myśleniu i komunikowaniu.

Kościołowi katolickiemu w Polsce nie grozi póki co liberalne rozluźnienie, ale wręcz przeciwnie: tradycjonalistyczne skostnienie, i związane z nim inercyjna odpychającą i ciężka nuda. Dlatego na wagę „zbawczego złota” jest każda inicjatywa, która twórczo poszukuje dialogu z niepokojami współczesnej epoki i chce pokazać inną, bardziej przyjazną i ludzką twarz polskiego Kościoła, a jednocześnie zachowuje wierność Magisterium i oficjalnym autorytetom kościelnym. Takie inicjatywy w Polsce muszą jednak liczyć się z nieufnością, a nawet z wrogością i agresją środowisk tradycjonalistycznych o zacięciu ideologicznym. Dla tych środowisk każdy twórczy ruch myśli, duszpasterski eksperyment, niezależność myślenia, krytycyzm wobec patologii kościelnych, poszerzanie kręgu dialogu itp. jest czymś złym i zwiastuje koniec bezpiecznego świata.

Pozostając krytyczni wobec agresji i wrogości takich środowisk, trzeba jednak starać się zrozumieć i uszanować takie postawy, które rzadko wynikają ze złych intencji, ale dużo bardziej z lęku, niepewności, intelektualnych ograniczeń, dotychczasowych nawyków. Nawet wpośród tych ograniczeń zawarte są ślady słusznych racji i krytycznych ocen, które warto brać pod uwagę w intelektualnej i religijnej twórczości katolickich środowisk dialogu. Szczególnie ważne jest samokrytyczne rozeznanie, co może innych – pomimo naszych dobrych intencji – osłabiać na drodze wiary i moralności. I nieraz, choćby z bólem, zaniechać tych działań. Nierzadko też będzie tak, że staniemy wobec dylematów, że to, co jednych ludzi pociąga do Boga i Kościoła, czyni lepszymi ludźmi, innych od Boga czy Kościoła odpycha, moralnie osłabia. Przykład: jeśli ktoś całe życie wiary opiera głównie na posłuszeństwie zewnętrznym oficjalnym autorytetom i uważa nieomal za grzech samodzielność myślenia w sprawach wiary i moralności, to dla kogoś takiego każdy przejaw samodzielnego myślenia innych katolików podważa psychologiczny i nawykowy fundamenta wiary. A przecież i taka nieco „bezmyślna” wiara ma swoją zbawczą i moralną wartość. Nie ma prostych rozwiązań takich dylematów.

Jednocześnie katolicka nauka o indywidualnym sumieniu – piszę „indywidualnym” dla tych, którzy dopuszczają jakąś formę sumienia „kolektywnego”, które według mnie nie istnieje, chyba że jako metafora, niemająca jednak zastosowania w nauce o zbawieniu – dostrzega w nim konieczną i ostateczną instancję sądu o prawdzie, nawet jeśli się myli. Wydaje się, że dla osobistego życia wiary i moralności katolików, pożyteczne jest szukanie twórczej syntezy między normami Magisterium, a osobistym sumieniem. Pamięć o wielu i poważnych pomyłkach kościelnego nauczania, zwłaszcza odnośnie zmiennych aspektów kultury, obyczajów, praktyk duszpasterskich itp. uczy nas krytycznej pokory wobec nauczania i głoszenia prawd katolickich – zwłaszcza tych mniej istotnych i historycznie zmiennych – a tym bardziej próby siłowego i perswazyjnego narzucania im innym. Natomiast pamięć o naszych osobistych – ale też innych osób – błędach, grzechach, zaćmieniach poznawczych i moralnych pomaga nam z samokrytyczną pokorą myśleć o swoich zdolnościach w poszukiwaniu prawd potrzebnych do zbawienia.

Pycha i serwilizm

Przeciwieństwem pokory i odwagi w poszukiwaniu prawdy jest pycha monopolisty prawdy i lękliwy serwilizm wobec autorytetów. Ktoś, kto nie słucha uważnie innych i chce niejako przemocą czy nadmierną perswazją narzucić innym swoje prawdy, choćby obiektywnie słuszne, pokazuje w ten sposób, że nie szanuje innych osób i tajemnicy dróg ich życia, i faktycznie sam jest odległy od prawdy. Zdradza go agresja, upór, pogarda, zakładanie u innych złych intencji itp. Zwykle też monopolistę cechuje mniej lub bardziej poważne ograniczenie poznawcze: po prostu ktoś taki dysponuje ubogą wiedzą o rzeczywistości i próbuje w kilku prostych schematach poznawczych ująć skomplikowaną, pluralistyczną i dynamiczną rzeczywistość, która całkowicie przerasta jego czy jej możliwości poznawcze i psychologiczne. Brak pokory sprawia, że nie dostrzegamy własnych ograniczeń, nie godzimy się na nie czy wręcz jesteśmy głupi i nie wiemy o tym, a przeciwnie myślimy, że wiemy więcej i lepiej niż inni.

Lękliwy serwilizm wobec autorytetów: religijnych, politycznych, naukowych itp. – wynika z ubezwłasnowolnienia siebie jako samodzielnego i wolnego poszukiwacza prawdy. Serwilizm poznawczy wynika głównie z lęku przed wolnością i skomplikowaną pluralistyczną rzeczywistością. Ktoś taki nie myśli samodzielnie: cytuje autorytety, próbuje występować na gruncie siły instytucjonalnej czy prawa, tradycji itp, a jednocześnie nie potrafi samodzielnie i krytycznie oceniać różnych aspektów źródeł prawdy, wagi autorytetu czy w Kościele katolickim tzw. hierarchii prawd. Główną operacją poznawczą serwilisty jest wykluczanie innych z przestrzeni jasno zdefiniowanego dobra, czyli własnego bezpiecznego świata. Serwilista poznawczy, niezdolny do samodzielnego myślenia, rozgląda się wokół i jest zdolny do jednej operacji: słuchania, czy ktoś powtarza te same formułki, które on uznał za słuszne i bezpieczne. Nie jest zdolny do rozmowy ad rem, czyli o samej rzeczywistości, bez uprzedzeń, z dozą refleksyjnego samokrytycyzmu, świadomości kulturowych uwarunkowań ludzkiego myślenia itp. Serwilista poznawczy, którego głównym motorem „głoszenia prawdy” jest lęk, nie szuka prawdy, ale bezpieczeństwa, choćby za cenę utraty wolności, a nawet ludzkiej godności.

W świetle dzisiejszego Słowa, ale też chrześcijaństwa jako pewnej przestrzeni sensu i zbawczej nadziei, źródłem owocności naszego życia i misji ewangelizacyjnej jest żywa więź miłości z Bogiem. Istotnym i organicznym wymiarem miłości Boga i bliźniego jest życie w prawdzie, która ostatecznie okazuje się Duchem Prawdy, Pocieszycielem i Obrońcą przed mocami złego. Duch Prawdy oczyszcza nasze serca i umożliwia karmienie się rzeczywistością również wówczas, gdy nas ona boli czy jej się lękamy: w cierpieniu, chorobie, grzechu, złu, śmierci, bezsensie. Duch Prawdy umożliwia miłość i czynią ją coraz pełniejszą, jeśli otwieramy się w pokornej zgodzie na śmierć i Boga, który jest Tajemnicą przekraczającą nasze doczesne tu i teraz. Pokora i roztropna odwaga są znakiem, że otwieramy się na Ducha Prawdy, znakiem Jego życia w nas. Natomiast monopolistyczna pycha i ubezwłasnowolniający serwilizm wydają się być wielkimi przeszkodami na drodze życia w Prawdzie i Miłości.

Dramat prawdy bez miłości

W epoce późnej nowoczesności, naznaczonej zwątpieniem i świadomością wielkich porażek człowieka Zachodu, samego chrześcijaństwa i Kościoła katolickiego, nie ma już miejsca na dialog z wiernymi z pozycji siły. Autorytet Kościoła katolickiego zbyt często był nadużywany dla utrzymania status quo, nierzadko niesprawiedliwego, naznaczonego żądzą panowania i chciwością dóbr, by ktokolwiek dobrze życzący Kościołowi i jego misji ewangelizacyjnej w świecie chciał innym narzucać jednie słuszne prawdy i rozwiązania, odwołując się jedynie do argumentu z autorytetu, prawa czy władzy.

Wciąż nierzadka klerykalna pokusa władzy i traktowania z góry innych: zarówno wiernych, jak i ludzi spoza Kościoła katolickiego, jedynie według czyjegoś umiejscowienia w strukturze kościelnej hierarchii jest groźną patologią, wypaczeniem istoty chrześcijaństwa i tak też powinna być traktowana. Jak powiedział papież Paweł VI „Świat dzisiejszy woli słuchać świadków, niż nauczycieli, a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że wpierw są świadkami”. Analogicznie dotyczy to kościelnej władzy: jeśli ktoś oczekuje posłuszeństwa i poważnego wsłuchiwania się w instytucjonalne autorytety, niech będzie ich godzien poprzez swoją wiarygodność jako świadek Chrystusa i Jego Ewangelii, pokornej służby Prawdzie i miłości wobec Boga i ludzi.

Dla myślących i wrażliwych wierzących i ludzi spoza Kościoła wszelka próba nacisku ze strony kościelnego autorytetu lub tych, którzy się na niego powołują, jeśli nie towarzyszy jej miłość, autentyczny dialog, samokrytyczna pokora, pragnienie wsłuchania się w racje innych jest jedynie ułomnym i godnym ubolewania przejawem klerykalnej „woli mocy” i przynosi skutek przeciwny od zamierzonego. Władza kościelna, która nie byłaby jednocześnie wiarygodną służbą miłości w prawdzie, posiada jedynie autorytet zinstytucjonalizowanej przemocy, która zachowując wartość racji prawdy rozstrzygającej, w efekcie może jednak osłabiać wiarę wierzących, a nawet skłaniać ich do odejścia z Kościoła i porzucenia wiary w Boga. Jest to wówczas sytuacja analogiczna do działania sakramentów sprawowanych przez kapłana w stanie grzechu ciężkiego: takie sakramenty nie tracą swej ważności – Bóg uobecnia się w nich i poprzez nie – ale ich owocność jest mniejsza i istnieje ryzyko, że wierny zgorszony niegodnością kapłanów, odwróci się od Kościoła, a nawet straci wiarę w Boga.

Bycie członkiem jakiejkolwiek organizacji religijnej, również Kościoła katolickiego, nie daje żadnej gwarancji zbawienia, posiadania monopolu na prawdę czy prawości życia. Może jedynie służyć pomocą w zbawieniu osobistym i innych. Kościół jest jedynie i aż drogą człowieka, nigdy celem samym w sobie. Bóg pragnie, byśmy służyli Mu w Duchu i Prawdzie, czyli nie rezygnując z posłuszeństwa religijnym autorytetom, szukali twórczej syntezy z intuicjami naszego serca i sumienia, przyjaźnie otwarci na rosnącą rzeszę ludzi religijnie obojętnych czy krytycznych wobec Kościoła. Dramatyczne napięcia między instytucją religijną a charyzmatem, prawem kościelnym a duchem ewangelicznym, autorytetem a wolnością są nieodłączną częścią kondycji ludzi wierzących: napięciem, którego nie trzeba i nie powinno się gasić, bo jedynie wiara w zmaganiu wymiaru obiektywnego i subiektywnego staje się owocna i buduje wiarygodny autentyzm Kościoła wolnych i miłujących się osób.

Niepokój metafizyczny i duch twórczości to wielkie i piękne dary dobrego Boga, dane nam po to, byśmy szukali wszędzie miłości w prawdzie, drugiego człowieka z jego troskami, bólem, pytaniami. I Boga, który z miłosierdziem towarzyszy każdej i każdemu z nas, i oddaje za nas swoje życie, również wówczas, gdy grzeszymy, błądzimy. Stawajmy się ludźmi miłości i ludźmi prawdy, którzy ze świeżym spojrzeniem i bijącym sercem wędrują przez życie, szukając Jezusa i zapraszając innych na spotkanie z Nim.

Rozważanie zostało zainspirowane między innymi dyskusją toczącą się ostatnio w portalu Tezeusz na temat jego katolickości.

Warto przeczytać:

Kościół nieomylny – uzurpacja czy prawda?

Czy klerykalizm da się leczyć?

Kościół jako krzyż

W poszukiwaniu utraconej jedności

Katolicka herezja Tezeusza

go____bica.jpg

Rozważania Niedzielne

 

28 Comments

  1. misjonarz

    Ja będę „jak zwykle

    Ja będę "jak zwykle upierdliwy".

    "Samodzielne myślenie". Co to jest takiego ? Czy samodzielnie myślenie wymaga pytań ?

    Wiesz diakonie Andrzeju – w twoim tekście na 3 strony są tylko 4 pytajniki.

    Tak więc – co to było ? Poszukiwanie, czy odtwarzanie ?, a jeżeli odtwarzanie to czego ?

    Ok będzie pytanie jeszcze bardziej "upierdliwe".

    Czy czasami nie zakończyłeś swojej edukacji Ćwiczeń Duchownych na 2 tygodniu ?

    To jest taka ciekawa refeleksja, bo ten 2 tydzień i okres po nich jest naprawdę trudny.

    Kochać Jezusa to CIERPIEĆ DLA NIEGO, również w niedoskonałym kościele – tak, jak cierpiał o Pio i s Faustyna.

    Aby pokochać SIEBIE w JEZUSIE niezbędny jest 3 tydzień rekolekcji ignacjańskich – dlaczego ?

    Odpowiedź jest dosyć prosta – "ZBAWIENIE PRZYSZŁO PRZEZ KRZYŻ".

    Jak naśladować Jezusa ? – "kto nie bierze swego krzyża i nie idzie za mną nie jest mnie godzien".

    Trzeba się nauczyć cierpieć dla Jezusa, również w jego niedoskonałym kościele. 

     
    Odpowiedz
  2. misjonarz

    Dlaczego „przyczepiłem się

    Dlaczego "przyczepiłem się tych pytajników" ? Przyczepiłem się bo jeżeli ich nie ma tzn., że "masz pewność" na temat poruszanych kwestii.  

    Ok. no to znów będę upierdliwy – proszę podać źródła badań religijności Polaków.

    Albo inaczej – wskaźniki, które mówią na temat "wzrostu, stagnacji" wiary Polaków.

    Skąd u Ciebie ta "pewność", że "rzeczywistość jest taka a nie inna" ? i, że ta rzeczywistość jest zła ?

    Oczywiście, że można coś oceniać "na oko" i rzeczywiście na oko to coś widać – np. "pustsze kościoły", ale czy to wogóle coś mówi o wierze Polaków ?

    Na oko to widać, że:  W POLSCE JESZCZE NIE JEST TAK ŹLE, ponieważ rzeczywistość jest zupełnie nieporównywalna do krajów zachodnich – Niemcy, Francja, Hiszpania, czy nawet Włochy.

    Tak więc oczywiście sprawa religijności Polaków jest skomplikowana, ale "jest nadzieja" – może właśnie dlatego, że Polska jest tradycyjna ?  

     
    Odpowiedz
  3. jadwiga

    W Kościele katolickim

    W Kościele katolickim pokora wobec prawda oznacza też rzetelne wsłuchiwanie się w głos kościelnego Magisterium, Tradycji, prawa kościelnego, nauczania i autorytetu kościelnych przełożonych. Zasadniczo uważa się, że Kościół jako pewna kolektywna mądrość, dzięki asystencji Ducha Świętego, pomimo wielu dotychczasowych błędów w poznawaniu i komunikowaniu prawdy dysponuje większą pewnością prawdy niż pojedynczy wierni,  (…)

    Na gruncie polskim uważam, że w Kościele katolickim należy promować wszelki zdrowy i ożywczy ruch twórczości i eksperymentu duszpasterskiego, kulturowego, ekumenicznego, myślowego, itp. Kościół katolicki w Polsce i otoczenie wokół niego niejednokrotnie dusi się bezmyślnym tradycjonalizmem (nie utożsamiać ze zdrowym i samokrytycznym szacunkiem dla tradycji), fundamentalizmem, prymitywnym bałwochwalstwem upolitycznienia, klerykalizmem większości duchownych i wielu świeckich, skrajną cenzurą i autocenzurą w myśleniu i komunikowaniu. (…)

    W epoce późnej nowoczesności, naznaczonej zwątpieniem i świadomością wielkich porażek człowieka Zachodu, samego chrześcijaństwa i Kościoła katolickiego, nie ma już miejsca na dialog z wiernymi z pozycji siły.

    No dobrze. Dążymy do dialogu. A kto ma decydować, którą część tegoż dialogu odrzucić, a którą przyjąć?

    Jaśniej. Np KK autorytatywnie mówi – ma być rzecz "A"- gdyż my – władza Kościoła jestesmy nieomylni. Jedna grupa wiernych zgłasza do dialogu – rzecz "B" rózniącą się od "A"- twierdząc, że KK się mija z prawdą i powinna być sprawa "B". Należałoby to PRZEDYSKUTOWAĆ. Inna zaś grupa wiernych zgłasza sprawę "C" – różną i od "A" i od "B".I też uwaza , że i KK i poprzednia grupa wiernych mija się z prawdą. KTO ma decydować o tym kto ma rację i  która sprawa ma zaistnieć? "A" , "B" czy "C"?. Kazda z grup to "przemodliła" i uwaza, ze ma racje. I ewidentne argumenty nawet z Ewangelii. Jeżeli ma decydować  władza KK – to właśnie taką sytuację obecnie mamy bez wzgledu na to czy "A" jest słuszne czy też nie.

     

    Jak wygląda dialog? Pamietamy, pamiętamy. Za Solidarności był zapoczątkowany strajkiem powszechnym, gdyż władza z reguły dyskutowac nie ma ochoty. Jak wyobrażamy sobie strajki w kościołach, by zmusic do dialogu? Puste kościoły czy pełniutkie przez 24 godziny na dobę uniemozliwiajace odprawianie Mszy Św.?

    Wiec należałoby powołac NIEZALEZNĄ organizacje – coś na kształt Trybunału Konstytucyjnego czy Europejskiego Trybunaly Praw Człowieka w Strassburgu – niezalezną od KK i żadnej grupy wiernych, która to organizacja BEZSTRONNIE rozstrzygałaby takie spory.

    Jak wiemy jest to niemożliwe. Dlatego KK jest niereformowalny. 

    Aha…można by jeszcze założyć demokratyczne głosowanie. Czy "A", "B" czy "C" zdobedzie najwięcej głosów. Ale by bylo wtedy z kupowaniem głosów…….Istna kiełbasa przedwyborcza. No może nie kiełbasa, a miejsce w niebie albo beatyfikacja……

     
    Odpowiedz
  4. misjonarz

    Będzie znowu

    Będzie znowu "krytykanctwo".

    Portal Tezeusz "chwali się, że jest niezależny, że uczy ludzi indywidualnego myślenia i wogóle indywidualizmu", uczy niezależności i wolności.

    Przyczepię sie znowóż słówek – bo gdy czytam wypowiedzi pewnych osób to non stop spotykam wypowiedzi:

    "MY", "UWAŻAMY", "JESTEŚMY", "WIEMY", itd.

    Gdzie tutaj jest indywidualność ?, gdzie wolność ?, niezależność myślenia ?

    Dlaczego tak się dzieje ? Nie wiem, ale być może występuje tutaj dosyć duże: UBEZWŁASNOWOLNIENIE OSOBOWOŚCI.

    Dlaczego ono istnieje ? – a to znowóż można "przemyśliwać w nieskończoność".

     

    pozdrowienia

     

     

     
    Odpowiedz
  5. dorota.bialachowska

    O co Autorowi chodzi?

     Znalazłam "manifest" antyklerykalizmu? Jest to, jak zrozumiałam niezgoda na "lękliwy serwilizm wobec autorytetów: religijnych, politycznych, naukowych ". Bałamutny tekst. Nie czas na rozbiór i wskazanie niekonsekwencji, których znalazłam sporo. Niech wystarczy uwaga, że Autor dokonuje uproszczenia. Zarysowuje własny obraz zjawiska, (klerykalizmu) i z tak autorytarnie skonstruowanym "przeciwnikiem" polemizuje. Czego mi tu brak? Przykładu. Jak tu polemizować? Z cieniem klerykała, którego obraz ma Autor? Ja mam siebie za myślącą samodzielnie. Należę może do "klerykałów" (lub anty, antyklerykałów). Tu nie ma nic, co może być zaczynem poważnej dyskusji. Cała litania tekstów na dole – darowałam sobie. To do czego powinnam się odnieść powinno być w tekście samym. Nie ma. To stawiam pytanie – „co autor miał na myśli?” na to nie sposób odpowiedzieć, po przeczytaniu tekstu. Wiem tylko, że jest tu ukryta niechęć do Kościoła. No, do „jakiejś” części. To powiem, że taka postawa mi przypomina, stosowanie z kodeksu drogowego jedynie znaków informacyjnych, przy totalnym negowaniu np.. znaków zakazu, lub nakazu. I na drodze i w życiu sakramentalnym, przynosi to fatalne skutki 🙂

     
    Odpowiedz
  6. misjonarz

    Zrobiłem statystykę . W

    Zrobiłem statystykę . W tekście diakona Andrzeja jest ok. 50 wyrazów, które kończą się na  "MY".

    No to, jak w końcu to jest MY to to samo co JA ?

     
    Odpowiedz
  7. elik

    Jego wezwanie do praktyki miłości (J14,15-24)

    Rzeczywiście w udostępnionych tekstach autor  pisze o wielu sprawach m.in. o wierze, pokorze, odwadze, pysze, serwiliźmie, czy o relacji między miłością, a prawdą. Natomiast w tym gąszczu nie znalazłem autora refleksji, ani odniesień, do wyjątkowo bogatej treści całego fragmentu (J14,15-24), czy choćby do prostej, lecz jak doniosłej zależności jaką Jezus obwieszcza, ukazuje, w tym początkowym akapicie: "Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania"

    Autorze i ewentualni interlokutorzy, proszę zamiast dalej komentować, dyskutować, czy polemizować, najpierw odpowiedzieć Jemu i sobie, a nie innym na fundamentalne, zasadnicze pytanie: Czy i jak odwzajemniam Jego miłość?…….

    O ile uczynicie to właściwie, prawdziwie i szczerze, czy choćby podobnie jak ja – wówczas uzyskacie odpowiedź na kolejne pytanie: czy i jak zachowujecie Jego przykazania?…..

    Znając odpowiedzi akurat na te pytania wg. mnie można w sposób szczery, rozważny, rzeczowy i odpowiedzialny dyskutować, czyli poszukiwać z innymi miłości w prawdzie, a nawet w życiu codziennym urzeczywistniać Jego człowieczeństwo i praktykować Jego miłość.

    Szczęść Boże!

     

     
    Odpowiedz
  8. jadwiga

    Misjonarzu – na wesoło:)

     No to, jak w końcu to jest MY to to samo co JA ?

    MY to było …hmmm Towarzysze i Obywatele… JA to było ja król i władca…..:)

     
    Odpowiedz
  9. jorlanda

    Szczerze mówiąc

    … to nigdy nie spojrzałam na te teksty biblijne w taki sposób. Drążenie w tym, co to jest Prawda i jakie są tego skutki w kontekście "bycia w Kościele" okazuje się wielką intelektualna przygodą. Martwi mnie tylko że powyżej komntujące osoby chyba nie zauważyły treści tego tekstu, za to zajęły się analizą życiorysu autora i paru stylistycznych mankamentów, co jakoś mocno niezwiązane jest z tematem tekstu. Prawda Waszych wpisów jest taka, że się czepiacie zamiast merytorycznie dyskutować.

    Szczerze mówiąc lubię czytać Andrzeja, nawet jeśli mi to podwyższa ciśnienie (zazwyczaj) – zawsze doprowadza do myślenia i refleksji. Zwłaszcza do myślenia o Kościele. Mogę się nie zgadzać z tym, co pisze, czasem wręcz negować co mówi. Ale nie uprawnia mnie to do "jechania po nim jak po burej kobyle" co Drodzy Państwo uskuteczniacie powyżej.

    Ale do rzeczy…

    Mnie osobiście zastanawia indywidualne podejście do interpretacji nauki Kościoła. Niejednokrotnie sama się borykam z prawdami wiary, trudnością dodatkową jest to, iż jestem teologiem i – obiecywałam to podczas egzaminu magisterskiego – wszystko czego uczę innych powinno być zgodne z nauką Kościoła. to dylemat świeckiej osoby, która czasem – znając naukę Koścoła, czasami mocno się musi trzy razy zastanowić, jak nauczać aby jednocześnie być twórczym i wiernym Magisterium.

    Zwłaszcza podczas katechizownia młodych i zbuntowanych jest to trudne.

    Dziękuję za przypomnienie słów Pawła VI: „Świat dzisiejszy woli słuchać świadków, niż nauczycieli, a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że wpierw są świadkami”.

    Wezmę sobie do serca

    Pozdrawiam Cię Andrzeju i życzę ODWAGI i POKORY.

     
    Odpowiedz
  10. misjonarz

    Było związane i to mocno.

    Było związane i to mocno. Jeżeli nie myliłem się, z tym drugim tygodniem to sprawa z "prawdą" jest "nieprawdą". 

    Napisałem tak specjalnie – ponieważ istnieją pokusy (o których już wiele razy pisałem) – "pod pozorem dobra", albo inaczej nazywając – pod pozorem prawdy.

    Jezus mówił "niech wasza mowa będzie tak tak, nie, nie".  W tym powiedzeniu Jezusowi chodziło o to by "nie przekrecać, lub wykręcać na wszelkie sposoby swojej mowy".

    No i właśnie, gdy "wykręca się teksty" to istnieje duże prawdopodobieństwo działania pod pozorem dobra, a to

    jak powiedział Jezus  "od złego pochodzi".

    Ok, zgadzam się, każdy jest kuszony, ale trzeba pokusy rozpoznawać i działać "agere contra", bo jeżeli nie zacznie się tego robić to "całkowicie diabeł okręci sobie kogoś dookoła swojego palca".

    Ok, będę "zadziorny". Jesteś w stanie zrobić "eksperyment" – weź usiądź do tych swoich rozważań a obok komputera, kartki, na stole umieść POŚWIĘCONY KRUCYFIKS i wtedy zacznij "filozofować sobie".

    Ciekawe czy Ci się to uda ?

     
    Odpowiedz
  11. misjonarz

    Pytanie – czy św s Faustyna

    Pytanie – czy św s Faustyna "uprawiała ten lękliwy serwilizm" – proszę odpowiedzieć krótko – tak lub nie po przeczytaniu poniższego tekstu ?

     

    ŚW. FAUSTYNA WIDZIAŁA PANA JEZUSA UBICZOWANEGO GRZECHAMI NIECZYSTYMI

    Czwartek. Adoracja nocna.

    Kiedy przyszłam na adorację, zaraz mnie ogarnęło wewnętrzne skupienie i ujrzałam Pana Jezusa przywiązanego do słupa, z szat obnażonego i zaraz nastąpiło biczowanie. Ujrzałam czterech mężczyzn, którzy na zmianę dyscyplinami siekli Pana. Serce mi ustawało patrząc na te boleści; wtem rzekł mi Pan te słowa: – cierpię jeszcze większą boleść od tej, którą widzisz. – I dał mi Jezus poznać za jakie grzechy poddał się biczowaniu, są to grzechy nieczyste. O, jak strasznie Jezus cierpiał moralnie, kiedy się poddał biczowaniu. Wtem rzekł mi Jezus: – Patrz i zobacz rodzaj ludzki w obecnym stanie. – I w jednej chwili ujrzałam rzeczy straszne: odstąpili kaci od Pana Jezusa, a przystąpili do biczowania inni ludzie, którzy chwycili za bicze i siekli bez miłosierdzia pana. Byli nimi kapłani, zakonnicy i zakonnice i najwyżsi dostojnicy Kościoła, co mnie bardzo zdziwiło, byli ludzie świeccy różnego wieku i stanu; wszyscy wywierali swą złość na niewinnym Jezusie. Widząc to, serce moje popadło w rodzaj konania, i kiedy Go biczowali kaci, milczał i patrzył w dal, ale kiedy Go biczowały te dusze, o których wspomniałam wyżej, to Jezus zamknął oczy i cicho, ale strasznie bolesny wyrywał się jęk z Jego serca. I dal mi Pan poznać szczegółowo, poznać Jezusa, ciężkość złości tych niewdzięcznych dusz: – Widzisz, oto jest męka większa nad śmierć Moją. – Wtenczas zamilkły i usta moje i zaczęłam odczuwać na sobie konanie i czułam, że nikt mnie nie pocieszy, ani wyrwie z tego stanu, tylko Ten, Który mnie w niego wprowadził.(Dz 445)

     
    Odpowiedz
  12. Malgorzata

    Odpowiedź _NIE

     Nie, siostra Faustyna nie uprawiała lękliwego serwilizmu. Jest natomiast znakomitym przykładem pokory i odwagi. Dlatego zresztą spotykały ją powszechnie znane nieprzyjemności ze strony przełożonych i innych sióst z jej zgromadzenia zakonnego.

    Na pewno o lękliwym serwilizmie nie świadczą zacytowane przez Ciebie, Misjonarzu, słowa: I w jednej chwili ujrzałam rzeczy straszne: odstąpili kaci od Pana Jezusa, a przystąpili do biczowania inni ludzie, którzy chwycili za bicze i siekli bez miłosierdzia pana. Byli nimi kapłani, zakonnicy i zakonnice i najwyżsi dostojnicy Kościoła, co mnie bardzo zdziwiło, byli ludzie świeccy różnego wieku i stanu…

    Przeczytaj, proszę, jeszcze raz przytoczony przez siebie cytat i rozważ go z rzetelnością, jakiej nauczyłeś się podczas rekolekcji ignacjańskich. Rozważ go tak, jak byś miał do czynienia z "Ćwiczeniami duchowymi". A wtedy też możesz się bardzo zdziwić – jak siostra Faustyna.

    Ode mnie osobista prośba: jeżeli już odczuwasz kompulsywną potrzebę egzorcyzmowania Tezeusza, to postępuj tak, aby swoimi wypowiedziami nie uzyskiwać efektów przeciwnych do tego, co zamierzałeś osiągnąć. Pisz tak, aby osoby, które podzielają Twoje poglądy, nie musiały się czuć zawstydzone czy zakłopotane Twoimi wypowiedziami, a osobom, które tych pogladów nie podzielają, nie dawać okazji do śmiechu.

    Pozdrawiam

    M. F. 

     

     
    Odpowiedz
  13. misjonarz

    Tak, nie uprawiała

    Tak, nie uprawiała lękliwego serwilizmu, ale z jej ust nie padło ani jedno słowo na kapłanów, biskupów czy papieża. Modliła się – np. "daj nam kapłanów doświadczonych". Pomimo "niewdzięczności dusz wybranych", nie starała się aby coś zmieniać w działalności kościoła – modliła się np. za "heretyków". Proszę zwrócić uwagę – nie mówiła "bracia odłączeni" ale HERETYCY. Nie "owijała w bawełnę" – np. mówiła "widziałam siostre, która była w momencie popełnienia grzechu ciężkiego" i modliła się gorąco za nią. Mówiła – "ISTNIEJE GRZECH CIĘŻKI", istnieje piekło, czyściec i oczywiście niebo. Mówiła – "tylko w konfesjonale dokonuje się cud miłosierdzia Bożego". Ponieważ heretycy nie spowiadają się, więc dla nich sprawa z życiem duchowym jest naprawdę skomplikowana. No i przede wszystkim starała się:

    BYĆ  MILCZĄCA.

    Tak samo – np. "nie owijał w bawełnę o Pio" – mówił np. "porzuć ją" a chodziło o związek wierzącego z niewierzącą. O Pio potrafił "WYRZUCIĆ KOGOŚ Z KONFESJONAŁU" i to publicznie.

    No strasznie nietolerancyjny był, zresztą tak jak Jezus, który mówił:

    "PLEMIĘ ŻMIJOWE", "Jak unikniecie piekła" ?, "groby pobielane". Mówił również inne mocne słowa:

    "lepiej aby się nie narodził", "zejdź mi z drogi szatanie".

    W życiu trzeba być szczerym a jednocześnie pokornym.

     
    Odpowiedz
  14. misjonarz

    Jeszcze jeden

    Jeszcze jeden fragment.

    Oddaję ci w opiekę dwie perły drogocenne Sercu Mojemu, a nimi są dusze kapłanów i dusze zakonne, za nich szczególnie modlić się będziesz, ich moc będzie w wyniszczeniu wasze, modlitwy, posty, umartwienia, prace i wszystkie cierpienia, łączyć będziesz z modlitwą, postem, umartwieniem, pracą, cierpieniem Moim, a wtenczas będą miały moc przed Ojcem Moim. (Dz 532).

    Jest na Tezeuszu chociaż jedna modlitwa – dosyć dostępna za kapłanów ?

    Może i jest, ale pewnie ukryta (bo właściwie po co miałaby wychodzić na światło dzienne), jeżeli na "krytykanctwie kapłanów nieźle się zarabia".

     
    Odpowiedz
  15. ahasver

    Nie marudź już, bo to jest nudne.

    Są ludzie poztytwnie szurnięci. Ty jesteś Misjonarzu szurnięty negatywnie, należysz do typów, których unikam w rozmowach na ulicy ze względu na to, że przy nich zamiast cieszyć się słońcem i słodyczą życia czuję opary nie swojej żółci, goryczy, wściekłości. Oczywiście za chwilę być może obtrąbisz mnie, wymieniając cytaty z moich wypowiedzi, mające rzekomo świadczyć o moich własnych negatywnych emocjach; ostudzę Twój zapał: Jesteś całkowicie innym ode mnie człowiekiem, nie odczuwasz tak jak ja i zaznaczając to nie akcentuję własnego izolacjonizmu, tylko Twoją nieustępliwą, zacietrzewioną, pełną resentymentu formę zamknięcia na drugiego człowieka. Choć w przeciwieństwie do mnie zarzekasz się, że nie jesteś samotnikie, to zachowujesz się gorzej – nie jak zachwycony światem pustelnik, tylko po prostu jak mizantrop. Jesteś bardzo zamknięty, ponieważ prawdopodobnie jeszcze nie potrafisz obdarzyć odpowiednim ciepłem i otwartością innych, a wiedz, że zasada czynienia przede wszystkim Piękna – choć różne i często bardzo destruktywne są ku temu drogi – będzie zawsze najlepszą radą dla wskrzeszenia wewnętrznego piękna osoby, która to Piękno czyni. A Ty na razie piękna nie czynisz, tylko plujesz jadem. Po czasie przejdzie Ci i przestaniesz, może coś zrozumiesz… Mam nadzieję, że nie odpiszesz na mój komentarz, bo na razie nie chce mi się z Tobą prowadzić dyskusji. Odlep czasem wzrok od ekranu, nie garb się, opal się, ćwicz pompki, biegaj, nie siedź w domu, bo jest słońce, a Ty zamiast rycerzem czynisz siebie taką rozklapłą babcią klozetową, co cały czas narzeka, napomina innych i zamiast Boga wszędzie widzi jakieś wywłoki opętane przez Szatana…

     
    Odpowiedz
  16. misjonarz

    A kto Ci dał prawo mnie

    A kto Ci dał prawo mnie osądzać ? Skąd wiesz jaki jestem ? Skąd wiesz co robię w życiu, jakie posiadam talenty ?

    Czy znasz moją wrażliwość – m.inn. na: piękno, prawdę, dobroć, szlachetność ? Skąd wiesz, jaki wyrozumiały jestem ? Skąd wiesz, jakie posiadam uzdolnienia ? Skąd wiesz, że "nie robię tych pompek" ? Skąd wiesz, że "nie cieszę się życiem i przyrodą ? Skąd wiesz, że nie szukam trancendencji również w przyrodzie ? No właśnie – "skąd wiesz………. ? Skąd wiesz, że jestem człowiekiem "zamkniętym" ? i "jak zamkniętym" ? i wogóle "co to znczy to zamknięcie" ?

    Tak to prawda "denerwuje mnie tandeta, głupota, prostackie zachowania – typu klnięcie, szydzenie itp".

    Może nie będę Ciebie oceniał, ale czasem Twoje zachowania były "zupełnie prostackie", jak dzidziuś, który dopiero uczy się mówić – powtarza co mu ślina na język przyniesie.

    Św. Ignacy mówił m.inn. tak:

    "jeżeli dusza jest prostacka (czyli za nic sobie miała grzechy ciężkie) to będzie się strał aby była jeszcze bardziej prostacka. No i to prostactwo potem odbija się na życiu – gdzieś koło 60 lub 70 lat. Tacy ludzie "dopiero zapominają języka", nie mówiąc, że moralność to dla nich "kosmos".

    Jeszcze co do "moich różnych cytatów i porównań".   Wolno mi to robić i nic Ci do tego, że tak robię.

    NOS W SOS – zresztą tym razem nie na Twoim blogu to się NIE WTRĄCAJ !!!!

     

     

     
    Odpowiedz
  17. misjonarz

    Jeszcze coś napiszę.
    To

    Jeszcze coś napiszę.

    To powiedział Jezus do s. Faustyny "dziś sprowadź mi dusze heretyków i odszczepieńców i zanurz je w moim miłoiserdziu"……."dusze te rozrywały moje ciało podczas męki…………………..".

    TO  MÓWIŁ SAM  JEZUS. Tak więc Bartku idź z tymi pretensjami do Jezusa a może nie do mnie.

     

     
    Odpowiedz
  18. dorota.bialachowska

    Panie Bartoszu

     "zasada czynienia przede wszystkim Piękna – choć różne i często bardzo destruktywne są ku temu drogi – będzie zawsze najlepszą radą dla wskrzeszenia wewnętrznego piękna osoby, która to Piękno czyni."

     
    Ten cytat jest znamienny. Pisząc Pana językiem, ta postawa jest kongenialnym przykładem, kiedy asocjacje aksjologiczne są koherentne wobec epistemicznej redundacji przyjętych a priori i uznanych za tautologie implikacji – możliwych do przyjęcia jedynie na terenie logik modalnych. Kwantyfikacja Pana własnych aksjomatów na retencję danych powoduje reinterpretację i atrofię uznanych paradygmatów. Heurystycznie przyjęte afiliowanie i certyfikacja ejdetycznego ujęcia Pana autorskiego definiowana pojęć, anihiluje interpersonalne więzi komunikacyjne. Bym nie była gołosłowna, cytat: "Być może redukcja transcendentalna pociąga za sobą jedynie pozór nauki permanentnie solipsystycznej, gdy tymczasem konsekwentna jej realizacja prowadzi, zgodnie z jej (redukcji) własnym sensem, do fenomenologii intersubiektywności transcendentalnej, by za jej pośrednictwem rozwinąć się w postaci filozofii transcendentalne, w ogóle" (Husserl, "Medytacje kartezjańskie").
     
    Mówiąc językiem prostym, do piękna nie mogą prowadzić "bardzo destrukcyjne drogi". Bo, jeśli takimi (destrukcyjnymi) są, to raczej nigdzie nie prowadzą. Trzeba raczej z owych zejść, by znaleźć drogę do Piękna. Ale – mogę sie mylić 
     
     
    Odpowiedz
  19. ahasver

    😀

    Zgodzę się z Panią. Dodam, iż kwantyfikacja strukturalnej redundancji anihiluje poprzez protencję, zatem atrofia demistyfikuje się jako kongenialny, lecz niestyczny przykład dialektycznej współzależnosci z aprioryzmem. Dzięki temu – w przeciwieństwie do moralizatorów takich jak Pani – unikam jadu i chęci zrobienia komus na złosc.

     
    Odpowiedz
  20. jorlanda

    No i wróćmy do tematu

    Bo na razie jakos umknął. Przypomnę – autor pisał o Prawdzie w służbie miłości.

    Może idźcie kłócić się gdzie indziej, np. do prywatnej poczty? Będzie spokojniej.

    To tak w imię prawdy piszę. I jeszcze jedno mnie frapuje – praktyka wiary częstop okazuje, że ludzie praktykujący rytuały takie jak niedzielne msze, przykmowanie sakramentów, generalnie "porządni katolicy" czasem nie wcielają nauk chrześcijańskich w życie.

    Ostatnio słyszałam parę opowieści o tym, jak rodzice potrafią dorosłe swoje dzieci punktować np. za to, że decydują się na kolejne dzieci zamiast robić karierę i jeździć na wakacje za granicę, albo jak się obrażają za to, że małżonkowie wolą jechać na małżeńskie rekolekcje zamiast za granicę, albo jak to rodzice narzekają "po sąsiadach" na swoje głupie dzieci, które mają tyyyyyyyyyyyyyyle dzieci i są zbyt uczciwi, że tak to się nigdy nie dorobią…

    I gdzie tu prawda… Czasami ludzie żyjący "porządnym życiem katolika" są gorsi niż wojujący ateista. Mnie osobiście zaczyna mocno przeszkadzać taki rozdźwięk między wiarąa praktyką (piszę o doświadczeniach z mojej wspólnoty).

    Prawda zakłada ból porzucania niewłaściwych skłonności, choćby nie wiem jak były dla nas przyjemne. I może dlatego chrześcijańską etykę uważa się za jedną z najtrudniejszych do przestrzegania?

     
    Odpowiedz
  21. jorlanda

    Jest modlitwa za kapłanów

    misjonarzu polecam Ci moje teksty poświęcone kapłanom. Jeden z nich to opowiadanie i to mocno w Twoich klimatach, może się w nim odnajdziesz?

    Widzisz, ja też mam osobistą misję – modlę się za kapłanów którzy mnie ranią i denerwują, zresztą to nie o mnie tu chodzi tylko o to, co robią z wiernymi i z nauką Kościoła. Modlę się też za kolegów i znajomych, którzy opuścili seminaria albo porzucili kapłaństwo (dla kobiet, ze strachu, z powodów różnych). Staram się zawsze zrozumieć, dlaczego kapłan popełniający błąd – popełnia go.

    Za Ciebie chyba też się czas modlić, pogrążasz się…

    A propos Twojej zlośliwej dywagacji o krucyfiksie przy klawiaturze. W moim domu krzyż (poświęcony) jest w każdym pomieszczeniu. Często gościmy księży i często nasz dom jest błogosławiony na naszą prośbę. No i oczywiście zawsze najpierw medytuję zanim zacznę pisać rozważania biblijne. Myślę, że wszyscy autorzy piszący tutaj rozważania biblijne robią to samo i też są otoczeni ochroną Ducha Świętego. Więc uspokój się proszę, nie masz o co walczyć w tej materii…

    Święto Kapłanów

    Ojciec Digital

    Metody Wincentego Frelichowskiego

    Jak chcesz, poszukaj w innych blogach – tam jest sporo o kapłanach, i to nie tylko w krytycznym tonie.

    Trzeba tylko uważnie czytać.

    Pozdrawiam JŁ

     

     

     
    Odpowiedz
  22. misjonarz

    A ja sądzę, że modlitwa

    A ja sądzę, że modlitwa za kapłanów powinna wyglądać mniej więcej tak:

     

    Panie Jezu, Ty powołałeś swoich apostołów aby szli i głosili dobrą nowinę i uczyłeś ich, jak mają Ciebie naśladować. Ty widziałeś ich lęki, niepokoje, rozterki i uczyłeś ich, jak mają trwać w Tobie.

    Obecnie Twoi wybrani narażeni są na wielkie niebezpieczeństwa zewnętrzne i wewnętrzne, pomóż im trwać w Sobie aby naśladując Ciebie przynosili owoc obfity w postaci przybliżania ludzi do Ciebie. Daj im siłę do wytrwania w swoim powołaniu. Wlewaj w ich serce pokój i radość i miłość. Niech trwają w twojej miłości, tak jak Ty to sobie życzyłeś: "wytrwajcie w miłości mojej", amen.

     

    p.s. do tego artykułu o kapłanach – to jedna z kolejnych "prowokacji" – jak można porównywać kapłanów do szamanów ? Nawet całego nie przeczytałem – "po co mam sobie zaśmiecać umysł". Wszystko co czytamy i słuchamy w jakiś sposób oddziaływuje na nas a później może to "wyjść na wierzch" i powodować problemy – np.

    rozproszenia na modlitwie.

     
    Odpowiedz
  23. jadwiga

    Misjonarzu nie mozna uczyć Boga

    Panie Jezu, Ty powołałeś swoich apostołów aby szli i głosili dobrą nowinę i uczyłeś ich, jak mają Ciebie naśladować. Ty widziałeś ich lęki, niepokoje, rozterki i uczyłeś ich, jak mają trwać w Tobie.

    Obecnie Twoi wybrani narażeni są na wielkie niebezpieczeństwa zewnętrzne i wewnętrzne, pomóż im trwać w Sobie aby naśladując Ciebie przynosili owoc obfity w postaci przybliżania ludzi do Ciebie. Daj im siłę do wytrwania w swoim powołaniu
     

    Zastanówmy sie. Jeżeli to BÓG powołuje….to Bóg się nie myli. Powołuje WŁASCIWYCH ludzi. ON wie, czy ktos się nadaje czy też nie. ON wybiera.

    Natomiast spotykamy się też z fałszywym powołaniem – powołaniem, które wcale nie jest powołaniem od Boga. I to właśnie ci ludzie nie tyle, ze sa "narażeni na niebezpieczeństwa zewnetrzne i wewnętrzne" – ale właśnie  im też ulegają.

    Gdybysmy szli tokiem Twojego rozumowania – i modlili sie usilnie za osoby które BÓG powołał, a które niestety od powołania odstepują – znaczyłoby to, ze BÓG się POMYLIŁ powołujac te osoby i my swoją modlitwą UCZYMY Boga, ze zrobił zły wybór. Tak nie można…

     
    Odpowiedz
  24. misjonarz

    Lubię w tym temacie

    Lubię w tym temacie podawać przykład apostołów.  "Wszyscy zwątpicie tej nocy we mnie".  Czy zwątpili ? Właściwie niewiadomo, lecz jest prawdą, że pozasypiali w Ogrojcu, a następnego dnia uciekli albo pochowali się.

    Jezus pomylił się odnośnie powołania 12 ? Można w tym temacie dać jeszcze bardziej ekstremalny przykład –

    po co Jezus powołał Judasza ? i po co nazywał go przyjacielem ?

    Powołanie to nie jest "coś gotowego" – tak, jak powołanie małżeńskie. Przecież wszyscy wiemy, że aby powołanie małżeńskie się rozwijało to jest potrzebna praca nad tym i wiemy też, że w małżeństwie są nieuniknione kryzysy.

    Tak samo są kryzysy kapłańskie ( i jest ich coraz więcej).

    Ok. – a poco modlić się za dzieci ?, za współmałżonka, innych członków rodziny ? Po co Jezus powiedział:

    "módlcie się wzajemnie o siebie" ?. Będzie jeszcze ekstemalniejsze pytanie – po co Jezus powiedział ?

    "ten rodzaj wyrzuca się tylko modlitwą i postem" ?

     
    Odpowiedz
  25. jadwiga

    jakby to było bez Judasza?

    po co Jezus powołał Judasza ? i po co nazywał go przyjacielem ? 

    A jakby wyglądało Zbawienie bez Judasza?

     

    Powołanie to nie jest "coś gotowego" – tak, jak powołanie małżeńskie.

    Nie wiem czy istnieje cos takiego jak powołanie małżenskie. Może istnieć instynkt macierzynski ale powołanie?

    Ok. – a poco modlić się za dzieci ?, za współmałżonka, innych członków rodziny ?

    Przeciez Jezus ich nie wybierał.

     

     
    Odpowiedz
  26. misjonarz

    Tak – ja mam takie

    Tak – ja mam takie powołanie – małżeńskie. Nie jest oczywiście ono gotowe, ale ufam, że Jezus dopomoże mi to powołanie zrealizować.

     
    Odpowiedz
  27. aaharon

    Miłość nie jest niewolnicą Prawdy

    A ja tak bardzo bym chciał aby Tezeusz stał się miejscem w którym głosi się Prawde szczerze w  miłości.

    Czasami bowiem może się tak stać że blogi staną się klatkami błaznów.

    "Klatka błaznów" ("Metoda z obrębu mechaniki w zakresie dynamiki")

    klatka składała się z metalowej konstrukcji podobnej do obecnych klatek dla ptaków, lecz znacznie większych rozmiarów, co umożliwiało pomieszczenia kilku osób jednocześnie. Wystawiano je w miejscach publicznych, najczęściej na rynkach, aby mogły skutecznie służyć wymiarowi sprawiedliwości. Obiekty te wykorzystywano do wykonywania kary na honorze, poprzez wystawienie skazańca na widok publiczny celem ośmieszenia. Spotykało się również klatki, których konstrukcje były ruchome, co umożliwiało wykonywanie nimi wielu obrotów przez zgromadzonych gapiów, a siedzącego w niej nieszczęśnika doprowadzało do wymiotów i omdleń.

    Powstaje we mnie pytanie :

    kto jest w klatce?

    Kto w tym blogu jest w klatce?

    Misjonarz ?  a może Bartosz?

    Ciekawe kto jeszcze się w takiej klatkach  znajdzie?

     

    Jeśli zaś chodzi  o tekst Andrzeja o Prawdzie w służbie miłości to zgadzam sie z wieloma tam pięknymi słowami ale z jednym trudno mi się pogodzić a mianowicie z tym że Prawda służy miłości. To jakoś tak niewolniczo brzmi..

    Nie mogę tego zrozumieć jak prawda może służyć miłości…? 

    Służebność …hm.

    … I jeśli ktoś wyciągnie mi z szuflady jakiekolwiek przepisy, ustawy, normy, kodeksy itd., i wskaże na paragrafy, mówiące, że to tak nie jest, że dziś żyjemy w państwie prawa i „każdy może się odwołać, bo przecież mamy Prawa Pacjenta zapewnione ustawowo”… zapewniam: to taka sama prawda, jak ta z inkwizycją, że jej nie ma…

     

    aharonart*

     

     

     

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code