Powołanie kapłańskie w Kościele – osobiste pytania i rozterki

Powołanie chrześcijańskie i kapłańskie

Chciałbym dokonać pewnej syntezy dotychczasowego rozezeznania swego powołania chrześcijańskiego i kapłańskiego. Będzie to też pośrednio odpowiedź Jacobowi i innym, którzy czują się nieco zakłopotani i poirytowani moją drogą rozeznania.

Kapłan w Kościele katolickim jest kimś, kto występuje w imieniu Chrystusa, czy nawet reprezentuje osobę Chrystusa (in persona Christi) zwłaszcza dokonując aktów sakramentalnych, a także jest niejako oficjalnym reprezentantem Kościoła, czyli włączony jest w łańcuch sukcesji apostolskiej, najpełniej personifikowany przez biskupów. Rozeznanie powołania kapłańskiego dokonuje się w Kościele, czyli realnej wspólnocie z jej blaskami i cieniami. W rozeznaniu powołania biorą udział 3 strony: powołany do kapłaństwa, wierni oraz kościelni przełożeni, którzy ostatecznie decydują o wiarygodności powołania kapłańskiego.

Aby w pełni docenić wagę powołania kapłańskiego dla Kościoła, ludzi i świata trzeba je rozumieć ?po katolicku? i mieć wiarę w jego sakramentalny i sukcesyjno-apostolski charakter. Czyli mówiąc prościej, trzeba np. wierzyć, że Eucharystia jest źródłem Kościoła i zbawczego działania Chrystusa w świecie.

Dylemat mojego ?milczenia czy mówienia? jest jednoznacznie wpisany w osobiste i kościelne rozeznanie mojego powołania kapłańskiego. Czyli, jeśli zacząłbym mówić, zwłaszcza w dużych elektronicznych mediach, i byłobym ? a z konieczności również takie musiałoby być ? krytyczny wobec pewnych aspektów praktyk kościelnych, zostałoby to uznane przez kościelną hierachię w Polsce, ale też na świecie, za przeszkodę do kolejnych święceń kapłańskich. W szczególności Towarzystwo Jezusowe nie dałoby mi pozytywnej rekomendacji dla ewentualnego biskupa, co oznacza prawie pewny brak święceń kapłańskich w przyszłości. Można się z tym zgadzać, lub nie, ale taki właśnie jest Kościół katolicki, a kapłanem zostaje się w realnej, a nie idealnej wspólnocie.

Dla mnie kluczowe nie jest powołanie kapłańskie, ale chrześcijańskie w Kościele katolickim. Można powiedzieć, że zostałem usunięty z TJ, ponieważ byłem wierny swemu ludzkiemu i chrześcijańskiemu sumieniu i powołaniu, które weszło niejako w kolizję z sumieniem jezuickim czy kapłańskim interpretowanym przez jezuickich przełożonych. Natomiast istnieją poważne przesłanki, że Bóg i Kościół chcą bym był kapłanem. Te przesłanki to: udzielone mi święcenia diakonatu, z perspektywą święceń kapłańskich; rekomendacja i zachęta ostatniego przełożonego jezuickiego ? który dla jezuitów jest też kimś w rodzaju biskupa ? do przyjęcia święceń kapłańskich poza TJ; moje osobiste rozeznanie od 11 lat powołania kapłańskiego, konsekwentny celibat ? który w Kościele katolickim, obrządku rzymskiego, uważany jest za istotny znak powołania kapłańskiego; dochowanie wierności powołaniu kapłańskiemu i zakonnemu w warunkach długotrwałych i poważnych ograniczeń; doświadczenie głębokiej satysfakcji i radości z posługi duchownej wpierw zakonnego kleryka, potem księdza diakona i dobre echo wobec mojej diakońskiej posługi wśród wiernych na parafii we Wrocławiu; otwartość na przyjęcie święceń kapłańskich.

W to rozeznanie wpisuje się również ostatnie medytacja agonii Chrystusa. Usłyszana zachęta do milczenia i dzielenia losu Chrystusa oznacza dwie sprawy: zaproszenie do bliskości z Panem, która to bliskość może być znakiem powołania zarówno chrześcijańskiego, jak i kapłańskiego, ale też jest mi od wewnątrz proponowany taki sposób przeżywania i decydowania obecnie, który wpisuje się w oczekiwania kościelnych przełożonych. Oznaczać to może, że Chrystus w tej medytacji i rozeznaniu potwierdza moje kapłańskie powołanie i zaprasza do dalszego jego rozeznania we wspólnocie Kościoła. Ten aspekt wewnętrznego znaku jest dla mnie kluczowy, bo sama wiedza o oczekiwaniach kościelnej hierachii wobec mnie nie byłaby dla moich decyzji wystarczająca, ponieważ od dawna wiem, czego Kościół w tej sprawie ode mnie oczekuje. (Nie potrafię, drogi Jacobie, sprostać Twojemu oczekiwaniu, żeby z większym humorem i luzem medytować agonię Chrystusa, czy przeżywać mniej dramatycznie sytuację swych życiowych wyborów. Sprawy fundamentalne traktuję i przeżywam poważnie. Natomiast jest wiele aspektów dalszych, które budzą mój uśmiech i z których potrafię zartować, o czym dobrze wiesz. Potrafię też dostrzec i dzielić się z innymi komizmem swojej sytuacji, itp. Myślę, że trzeba zachować właściwe proporcje powagi ? tam gdzie jest ona konieczna ? oraz luzu i humoru, gdy jest czas i miejsce właśnie dla nich.)

Mój dylemat nie dotyczy wpierw tego, że ja chcę być kapłanem i dlatego musze się podporządkować Kościołowi. Kwestią dla mnie zupełnie fundamentalną jest odpowiedź na pytanie: jakie jest moje chrześcijańskie powołanie, czyli do jakiej formy życia i misji Jezus mnie powołuje. I powiem uczciwie: ja wciąż nie wiem do końca jaki jest plan Jezusa wobec mnie i w jakiej formie życia mam służyć Bogu, Kościołowi i ludziom. Ale nawet w tej niepewności otrzymuję pewne znaki, które pozwalają mi dokonywać bieżących rozeznań.

Obecną moją sytuację paradoksalnie uważam za błogosławieństwo: w sensie pozytywnym oznacza ona bowiem, że Bóg ma wobec mnie jakiś nietypowy, wcześniej nieprzewidywany, plan, który być może lepiej uwzględniać będzie moją osobistą specyfikę, ale też ? co ważniejsze ? być może związany jest z jakimś rodzajem nowatorskiej posługi czy dzieła, których jako polski jezuita nie mogłbym wykonywać. Np. Tezeusz jest w mikroskali przykładem dzieła, jakich polscy jezuici najprawdopodobniej nie mogliby i nie potrafili podjąć. Czuję, że jeśli tylko zaangażowałbym się pełniej w Tezeusza, mógłbym z Bożą i ludzką pomoca rozkręcić ten dość ambitny, ale amatorski i niszowy portal chrześcijański (ok. 40 tys. [ w tym 5,5 tys powracających ] odwiedzających miesięcznie) w duże charyzmatyczno-profesjonalne interaktywne dzieło z różnymi poza internetowymi działaniami dla setek tysięcy polskich katolików i nie-katolików.

Cała ta sprawa osobistego rozeznania bierze się przede wszystkim z poczucia ogromnej odpowiedzialności za właściwe odczytanie Bożego powołania oraz odpowiedzialności za Kościół i ludzi, którym służę i mam w przyszłości służyć.

 

Komentarze

  1. Anonim

    Andrzeju, przepraszam ale

    Andrzeju, przepraszam ale zdanie

    „Obecną moją sytuację paradoksalnie uważam za błogosławieństwo: w sensie pozytywnym oznacza ona bowiem, że Bóg ma wobec mnie jakiś nietypowy, wcześniej nieprzewidywany, plan, który być może lepiej uwzględniać będzie moją osobistą specyfikę, ale też ? co ważniejsze ? być może związany jest z jakimś rodzajem nowatorskiej posługi czy dzieła, których jako polski jezuita nie mogłbym wykonywać”

    poruszyło mną. Czyzbys uwazał, ze jestes kims wyjatkowym w Bozych planach, kims kto zrobi cos nowatorskiego dla Koscioła?
    Wybacz , zawsze Cie popierałam, ale te zdania swiadcza tylko i wyłacznie o naładowaniu pychą. Zwróc tez uwage, ze Koscioł jest niereformowalny, chyba ze zamierzasz zostac meczennikiem, co Ci jednak odradzam.
    Mimo wszystko chyba lepiej byc zwykłym przecietnym człowiekiem, ale uczciwym wobec siebie oraz innych ludzi.

     
    Odpowiedz
  2. ddn

    Nie ma niczego takiego jak

    Nie ma niczego takiego jak jakiś boży plan. Nie istnieje taki projekt. Jedyną i powszechną siłą powodującą następowanie kolejnych zdarzeń jest totalnie działające prawo przyczynowości. Plany boże to niestety są urojenia. Historia świata i codzienne życie są dowodem oczywistym, że nie istnieją.
    Jeśli jednak ktoś woli się zwodzić i okłamywać, i całe swoje doświadczenie życiowe, rozmaite wspomnienia
    przystawia do jakiegoś wzorca i widzi w tym „logikę zdarzeń”, to jest to wynik działań wplecionych w związek przyczynowo skutkowy, który da się jakoś wstecz zinterpretować. Można świadomie lub nie wyobrażać sobie przyszłość, jako konsekwencję wcześniejszych zdarzeń i swymi decyzjami je z pewnym prawdopodobieństwem materializować, kreować. Ale to nie jest boży ani niczyj inny plan. To jest tylko i wyłącznie własny plan.

     
    Odpowiedz
  3. Anonim

    Miszku!
    Ofiara Chrystusa

    Miszku!
    Ofiara Chrystusa była, jest ,zdecydowanie bezinteresowna, na tym przeciez zakłada sie „Plan zbawienia”!! Nie dęrecz sie, nikt tego od Ciebie nie wymaga, spróbuj odnalezć coś ważnego poza tym systemem. Jezus był rewolucjonistą”do konia’!!! Tego się trzymaj!!! I przestań się użalać nad sobą!
    Pozdrawiam serdecznie.
    Marek Kurzyniec

     
    Odpowiedz
  4. Kazimierz

    Do wpisu nr2

    no chyba nie

    Do wpisu nr2

    no chyba nie wierzymy w Boga?
    Zapraszam do lektury Psalmu 119, …stworzyłeś mnie i znasz…, znasz moją myśl z daleka…., zapisane były wszystkie dni przyszłe…..
    Wiele też innych fragmentów Biblii o tym mówi. Bóg ma plan dla każdego z nas i tak po piersze, aby każdy się nawrócił do Niego (niestety nieweielu tą drogą kroczy, bo jest wąska? i trudno ją znaleźć?). Po drugie aby wypełnić Jego wolę na tym świecie, po trzecie aby nas przygotować do życia wiecznego z Nim, po czwarte aby przygotować nas do królowania w czasie millennium (1000 letnie królestwo Jezusa na ziemii). Jego plan, to praca z nami i nad nami, ciągłę wzrastanie w Chrystusie, dojżewanie w Nim, ale to wszystko poprzez przeciwności, trud, ale Jego jażmo jest lekkie. Ponad to Jezus mówi przez Pawła, że nie przyjdzie na nas nic więcej czego byśmy nie unieśli, a więc Bóg czuwa nad nami i pomaga, wspiera, ale i karci jak trzeba. Życie codzienne z Bogiem, to wielka sprawa. Może trochę ci opowiem dominikano o sobie, króciutko. Bóg obiecał mi żonę, rodzinę, firmę, dom, pastorstwo i wiele innych po 15 latach od nawrócenia mogę powiedzieć tak Bóg mi to wszystko dał, ale wpierw powiedział mi o tym, dlatego świadomość do czego biegnę pomagała mi, nie wierzyłem początkowo, że może się to udać w moim przypadku, ale Bóg wiedział.
    I to Jego wola się wypełniła w moim życiu i wypełnia. Oczywiście napusałem tu o namacalnych rzeczech, ale cały proces „stwarzania mnie” do tego abym był w stanie to wszystko ponieść w sposób odpowiedzialny i zgodnie z Jego wskazówkami, aby osiągnąć Jego cele, które oczywiście z radością przyjąłem, to jest dopiero przygoda!!!!!

    Wiem, że jest jeszcze wile przede mną i wiem, że nie dam rady ni jak sam czegokolwiek czy ponieść, czy też utrzymać, ale w Nim mogę (żyję już nie ja ale żyje we mnie Chrystus, dlatego obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze) a wiara jest pewnością.

    Zapewniam cię Bóg jest dobry!!!!
    Kochany i niesamowity, życie z Nim to jak baśń, …bylisdmy jak we śnie… mówi jeden z Psalmów, tak wyobraź sobie uwolnienie z więzienia Pawła, czy Piotra, toż to jak sen, biedny Piotr musiał otrzymywać instrukcje od anioła, bo nie wiedział że nie śpi!!!

    Niesamowite, dominikano nawiąż żywą relację z Chrystusem a zobaczysz, że to jest to, sens naszego istnienia tu na ziemii. Jezus Chrystus Pan wszechświata.

    Pozdrawiam serdecznie KJ

     
    Odpowiedz
  5. ddn

    Od wszelkiej wiary zawsze

    Od wszelkiej wiary zawsze lepsza jest pewność.

    Osobliwością jest to, że ksiądz Andrzej obłożył się książkami filozoficznymi z zamiarem napisania czegoś istotnego o wolności.
    Ale co o wolności może napisać niewolnik, jeśli sam liczy na jakiegoś „Pana planistę” w swojej własnej sprawie?
    Kolejna paranoja religijna.
    Niewolnik może napisać coś o niewoli i nic ponad to, ale o niewoli pisało już przed nim bardzo wielu, którzy przekonywali wszystkich, że właśnie pisali o wolności.

     
    Odpowiedz
  6. ddn

    Kazimierzu, żywą relację

    Kazimierzu, żywą relację mam ze sobą, z całą rzeczywistością w jej bezkresności i nie muszę tworzyć sobie mitycznych idoli.

     
    Odpowiedz
  7. Anonim

    p. Kazimierz Juszczak wpis

    p. Kazimierz Juszczak wpis 4

    Pisze Pan

    „Ponad to Jezus mówi przez Pawła, że nie przyjdzie na nas nic więcej czego byśmy nie unieśli, a więc Bóg czuwa nad nami i pomaga, wspiera, ale i karci jak trzeba.”

    To prosze mi powiewdziec czemu szpitale psychiatryczne sa przepełnione osobami po ciezkich traumach, osobami, ktore nie potrafiły uniezc tego co na nich spadło i wpadły w koszmar choroby w psychoze? Sa wsrod tych ludzi rowniez osoby bardzo wierzace……

    Co wg Pana znaczy w takim przypadku „nic więcej czego byśmy nie unieśli”?

    I wracam do bloga Andrzeja. Nastepne kontrowersyjne zdanie:
    „Można powiedzieć, że zostałem usunięty z TJ, ponieważ byłem wierny swemu ludzkiemu i chrześcijańskiemu sumieniu i powołaniu, które weszło niejako w kolizję z sumieniem jezuickim czy kapłańskim interpretowanym przez jezuickich przełożonych. Natomiast istnieją poważne przesłanki, że Bóg i Kościół chcą bym był kapłanem.”

    Te przesłanki ze Koscioł chce bys Andrzeju był kapłanem wynikaja tylko i wyłacznie z dbałosci o własna skore hierarchow koscielnych, abys milczał – czysta manipulacja. I nie ma w tym zadnej innej ideologii. Szkoda ze mieszasz do tego Boga.
    Bo Bog zapewne chce bys był uczciwym i prawym człowiekiem.

     
    Odpowiedz
  8. ddn

    Nie ma techniki płynięcia

    Nie ma techniki płynięcia wody, Jacobie. Woda przyjmuje tylko zgodne ze swą naturą i z bieżącymi okolicznościami formy.
    Może poeci słyszą wodne opowieści, ale to są zwykłe bajdurzenia.

     
    Odpowiedz
  9. Anonim

    Wyznam, że z mieszanymi

    Wyznam, że z mieszanymi uczuciami obserwuję zmagania Brata Andrzeja. Coś mnie tu przyciąga i coś bardzo odpycha równocześnie. Zapewne nie do pozazdroszczenia jest sytuacja duchownego usuniętego po kilkunastu latach z zakonu. Z drugiej strony siedzieć sobie na odludziu w kurnej chacie przy kominku, odurzać się filozoficznymi lekturami popijając herbatkę a od czasu do czasu napisać kawałek męczeńskiego bloga to całkiem wygodne życie. Nie mnie sądzić. Przestrzegam przed mamaieniem samego siebie. Piszę to wszystko z głębi, by nie rzec z czeluści mojego osobistego doświadczenia reformatora i męczennika sprawy. Psychiatria dobrze zna taki syndrom „księcia niezłomnego”, czy też raczej Don Kichota. Czas marny taki, że nie ma nawet za co umierać, a codzienna mozolna praca na swoim poletku to zajęcie nużące i mało efektowne. Przestrzegam przed urojonym męczeństwem. Można popaść w śmieszność (dlatego wskazany jest zdrowy dystans do samego siebie) .Dziś, gdy nikt nikogo w Polsce nie prześladuje za przekonania meczeństwem chrzescijanina jest męczeństwo świadomości, o którym pisali ojcowie pustyni. Być może jest to dla Ciebie, bracie Andrzeju taki właśnie czas. Czas pustyni. I tutaj sprawa naprawdę jest poważna. Cóż może zrobić Ci człowiek? Nic. Wystrzegaj sie nade wszystko Bracie Andrzeju nienawiści wobec dawnych przełożonych, bo obróci się ona przeciw Tobie. Pamiętaj, że wszelka władza pochodzi od Pana i nie do nas należy wymierzanie sprawiedliwości. No i rozważ może także zajęcie się jakąś konkretną pracą, bo nie przypuszczam, byś w tej samotni z dala od akademii dokonał jakichś genialnych filozoficznych rozstrzygnięć. Poczytać zawsze mozna w wolnych chwilach.

    Pozdrawiam

    Robak.

     
    Odpowiedz
  10. Anonim

    wpis 2 do dominikdano

    Co ty

    wpis 2 do dominikdano

    Co ty tu jeszcze robisz człowieku? Czy przypadkiem nie zaglądasz tu, zadając sobie pytanie: „A może jednak ten Bóg istnieje, a może ktoś napisze coś mądrego, da jakiś „dowód”, że i ja uwierzę ?” Próbuj, próbuj i trzymaj tak dalej. Jeśli tylko Bóg tego zechce, to i Ciebie przyciągnie.

     
    Odpowiedz
  11. Anonim

    Porządkuje nas miłość.

    Porządkuje nas miłość. To miłość, którą Bóg nam wlewa nas przemienia, a nie nasze ludzkie ideały.
    Wyczuwam tu zaproszenie, by przeżyć tę łaskę cierpienia jak najlepiej, jak najpiękniej ? tak jak Jezus. Bez prawdziwej kontemplacji nie ma prawdziwej przemiany. Może warto zastanowić się nad odprawieniem III tygodnia ĆD, w optymalnych warunkach, np. w zaprzyjaźnionym Domu Rekolekcyjnym?

     
    Odpowiedz
  12. Jacob

    A tak, Dominikdano, z

    A tak, Dominikdano, z ciekawości: dopuściłeś kiedy do Się świadomość, że NIC nie wiesz i głupiś, jako (nie przymierzając) but? Bez obrazy, filozoficznie pytam 🙂
    Ps. Osobiście dopuszczam bez przerwy.

     
    Odpowiedz
  13. ddn

    Siwresie, nie zaglądam tu z

    Siwresie, nie zaglądam tu z takich powodów. Są inne i bardzo proste. Stronę odwiedza wielu i część z nich może dać się oszukać piszącym tu autorom. Komentując krytycznie te wpisy, szczególnie te szkodliwsze, daję im inną opcję. Otwieram inną możliwość niż poglądy na rzeczywistość artykułowane na poziomie świadomości ludzi z epoki żelaza.

     
    Odpowiedz
  14. Anonim

    Diminikdano: szkoda Twojego

    Diminikdano: szkoda Twojego czasu (mówię to przekornie oczywiście, bo jak najbardziej, ja Ci dobrze radzę, rób jak chcesz), na tym forum nie musisz tłumaczyć głodnemu, ze jest syty.

     
    Odpowiedz
  15. Kazimierz

    Do wpisu nr 8

    Pani Jadwigo,

    Do wpisu nr 8

    Pani Jadwigo, cieszę się bardzo, że intrygują Panią sprawy związane z psychiatrią (psychozą), chociaż nie wszystkie osoby cierpiące na różnego rodzaju psychozy (w zależności od natężenia, jak i obiektu – czyli powodu) , są w szpitalach psychiatrycznych. Cóż choroba psychiczna jest jak każda inna, całe nasze ciało jest niestety tylko namiotem, na czas jakiś i jako takie ulega wyniszczeniu, w czym my czasami bardzo pomagamy. Mózg, jako ten , który przetwarza, gromadzi i wogóle służy nam powiedzmy jako „komputer” jest również podatny na choroby.
    Nie demonizowałbym chorób psychicznych, ale właśnie traktowałbym je w kategoriach takich jak inne choroby. Oczywiście mogą istnieć zniewolenia lub opętania demoniczne, ale chyba nie o to Pani chodzi. Tak jak w przypadku chorób śmiertelnych – ciężkie zapadnięcia na raka, sepsę i inne, tak bywa z chorobami psychicznymi.
    Słowa z listy do Koryntian odnoszą się do do pokuszenia, Bóg daje i wyjście z pokuszenia abyśmy mogli je znieść. Oczywiście pokuszenie, to również możliwość odejścia od pełnienia woli Boga w naszym życiu, ale jak pisałem wcześniej aby ją pełnić wpierw należy ją znać, a żeby znać trzeba być nawróconym chrześcijaninem i mieć żywą relację ze zmartwychwstałym Jezusem.
    Pani wypowiedź trochę mi przypomina rozmowę Jezusa ze Samarytanką, kiedy Jezus mówił jej o jej indywidualnych problemach i zachęcał do nawiązania relacji z BOgiem, ona uciekała w kierunku różnic między Samarytanami i Żydami, a więc uciekała, czy też szukała powodu, aby Jezus poczuł się zakłopotany, ale Pan wskazał, że miejsce ofiar nie ma znaczenia, gdyż prawdziwi czciciele Boga czcić Go będą w Duchu i Prawdzie.
    Pani Jadwigo, jeśli ktoś ma żywą relację z Jezusem, to choćby i zapadł na chorobę psychiczną Pan go nie opuści, a czy uważa Pani, że osoby chore psychicznie muszą być nieszczęśliwe, może nam się tak wydaje ale Pan zna serca.

    Jedynie dotknąłem tematu, ale to blogowisko, a więc nie miejsce żeby czynić wykłady, ale zachęcam, do lektury tematycznej, można ją znaleźć np. w księgarni internetowej Dobry Skarbiec.

    Pozdrawiam serdecznie Kazimierz Juszczak

     
    Odpowiedz
  16. Anonim

    Panie Kazimierzu,
    A co to

    Panie Kazimierzu,
    A co to jest ta żywa, prawdziwa relacja z Jezusem, bo każdy inaczej ją rozumie, możepan opisać, jak pan to rozumie? Znam takiego człowieka, który chwali się, że osobiście i fizycznie codziennie widzi Jezusa i słyszy też fizycznie jego głos, ale wiem, że to rzadkość i większośc przypadków jest w sferze psychiki i wówczas człowiek wskakuje na właściwy „Jezusowy” tor.

     
    Odpowiedz
  17. Kazimierz

    Panie Antko, zachęcam do

    Panie Antko, zachęcam do przeczytania mojego świadectwa „Bóg jest miłością”, na moim blogu w Tezeuszu.
    Zapewne zrozumie Pan co mam na myśli.
    Bóg kontaktuje się z człowiekiem w różnoraki sposób i jest to np. odczucie w sercu, słowo prorocze, wizje, sny, oczywiście ożywione Słowo Boże – rhema, przez okoliczności, przez bardzo różne okoliczności, jednak wymiernikiem tego, że to Jezus mówi do człowieka jest to czy potwierdza nam to Duch Święty, którego Bóg dał tym, którzy doznali nowonarodzenia. J.3 rozdział – rozmowa Jezusa z mędrcem.
    Możliwe, że bywają przypadki teofanii, ale jak Pan pisze są to rzadkie przypadki. Może opiszę przypadek Joul Paul Jacskon – a, człowieka, który służy w USA i nie tylko w służbie proroczej, byłem na konferencji 10 lat temu z jego udziałem i dawał świadectwo takowej teofanii, otórz miał wypadek samochodowy i jego auto zawisło na moście nad rzeką, było bardzo wysoko, po krótkim czasie auto zsunęło się na most, a on wyszedł z niego. Kiedy popatrzył, na tych co przyglądali się tej przygodzie , zobaczył, że wszyscy klęczą i opowiadają mu jak wielka ręka uchwyciłą jego auto i ściągnęła na most, inaczej niechybnie spadłby w przeapaść.
    Taka ręka, jak Pan zapewne wie pojawiła się też w czasach Daniela, mene, mene ,tekel uparasin napisała na ścianie pałacu pogańskiego króla.
    Wiele innych takowych zjawisk ma miejsce, ale popłynąłem nie wtym kierunku, sory.
    Reasumując, nawrócenie jest początkiem nawiązania żywej relacji z Jezusem, żywej bo Jezus żyje i jest osobą i chce mieć relację z człowiekiem. Mówi, słyszy, prowadzi, doradza. Taki jest Jezus!

    Pozdrwiam KJ

     
    Odpowiedz
  18. Anonim

    Panie Kazimierzu J nr

    Panie Kazimierzu J nr 16

    Dziekuje bardzo za odpowiedz napisał Pan

    „Nie demonizowałbym chorób psychicznych, ale właśnie traktowałbym je w kategoriach takich jak inne choroby”

    Oczywiscie to tez sa choroby. Ale choroby odczuc, emocji i duszy w przeciwienstwie do innych chorob. Rowniez odczuc religijnych, jako ze sa to choroby mozgu a mozg wytwarza emocje.Dlatego tez w zasadzie tylko je przenosi sie na „opetanie”. Nie zdarza sie aby np kogos z grypa, lub skrecona noga kwalifikowac ze jest opetany.

    „Słowa z listy do Koryntian odnoszą się do do pokuszenia, Bóg daje i wyjście z pokuszenia abyśmy mogli je znieść. ”

    Dzieki za wyjasnienie, bo na ogoł jest to przyjmowane ze odnosza sie do nieszczesc „krzyza”, a nie kwestie pokuszenia.

    Poniewaz nie chce „przeszkadzac” w watku bloga Andrzeja i zbaczac na inne tematy zapraszam do dyskusji na forum, gdzie otworze nowy watek – chorzy i Biblia lub cos w tym temacie, ale zrobie to dopiero wieczor, gdyz musze ten tewmat jakos w miare sensownie „ukształtowac”.

     
    Odpowiedz
  19. Anonim

    Dziekuję panie Kazimierzu,

    Dziekuję panie Kazimierzu, świadectwo przeczytam, proszę jeszcze o krótką odpowiedź, co to fizycznie dla każdego człowieka (dla pana) oznacza, że coś potwierdza Duch Święty, jak pan to rozumie? Konkretne znaki, przykłady?
    Z braterskim pozdrowieniem

     
    Odpowiedz
  20. MalgorzataPastewka

    mysle ze moge byc

    mysle ze moge byc postrzegana jako ograniczona, betonowa, fanatyczna katolicka apologetka, choc zaiste tak nie jest;
    jestem po latach (nooo moze nie bylo tych lat az tak wiele, tak okolo siedmiu) wymiany zdan na forach, blogach, listach wrazliwa na odnosniki a to dlatego ze jedyne co chcialabym od rozmowcy to jasnej „wizytowki” abym wiedziala z kim rozmawiam, ot taka mam potrzebe, a potem moge pisac o wszystkim…
    pastorze Kazimierzu powolujesz sie na ksiegarnie „Dobry Skarbiec” w ktorym mozna kupic min.ksiazki wydawane przez kaliski zbor „Miecz Ducha” http://www.mieczducha.pl/node/126 , majacy swoj rodowod w grupie Odnowy w Duchu Sw. odlaczonej od KRK .

    Jestem ciekawa twego zdania o prozelityzmie ktorego cien ciazy na relacjach pomiedzy KZ a KRK.

    pozdrawiam
    m

     
    Odpowiedz
  21. Kazimierz

    Przepraszam, tych którzy do

    Przepraszam, tych którzy do mnie adresowali zapytania, że nie odpowiadałem ale z powodu problemów z przenosinami i telefonu i neostrady, jestem pozbawiony od 2 tygoni tych wynalazków. Pisać więc mogę jedynie w tygodniu, kiedy jestem w pracy (u siebie nota bene, ale w innym mieście). Postaram się odpowiedzieć Małgorzacie i Antko nr 22, bo się chyba zirytował.

    Póki co muszę trochę zarządzić pracownikami i projektami KJ

     
    Odpowiedz
  22. Kazimierz

    No więc biorę się do

    No więc biorę się do pisania, Panie Antko potwierdzenie przez Ducha Świętego drogi jaką się idzie, działąń, które chce się wykonać, wyborów jakich dokonać, jest najważniejszą rzeczą dla dziecka bożego. Pewnie pytanie może być takie, a kto to jest dziecko boże? Potocznie w Polsce rozumie się, że dzicko boże, to każdy człowiek, Biblia jednak mówi inaczej, że każdy człowiek jest stworzeniem Boga, natomiast aby być dzieckiem bożym, należy zrodzić się z Boga. Ew. Jana 1 rozdział, list do Rzymian, „…ci, których prowadzi Duch Boży są dziećmi bożymi, ci któzy zaś nie mają Ducha Chrystusowego nie są jego…” Duch Święty, czy Duch Chrystusowy to ten sam Duch, osobowy, trzecia osoba z Trójcy Świętej. Każdy na nowo narodzony do Królestwa Bożego otrzymuje Ducha Świętego od Boga, Jezus chrzci Duchem Świętym (przez tradycyjny akt bierzmowanie, niestety to się nie dzieje, nikt nie może nakazać Jezusowi, aby ochrzcił kogokolwiek w Duchu Świętym, prosić jak najbardziej, i to jest czynione w różnych kościołąch, natomiast nie jest). Trochę wyszedłem poza temat, bo piszę i o nowonarodzeniu i o chrzcie w Duchu Świętym, a bywają to dwa różne doświadczenia, czasami łącznie.

    W tym kontekście, prowadzenie przez Ducha Świętego jest oczywiste dla dziecka bożego, już stary testament zapowioadał „pouczę cię i wskarzę ci drogę, którą masz iść, będę ci służył radą a oko moje spocznie na tobie” czytamy w księdze Izajasza. Pokój w podejmowaniu decyzji jest pokojem nie z tego świata,m a więc jest do niczego nie porównywalny „pokój zostawoiam wam mój pokój daję wam…” mówi Jezus.
    Podawałem wcześniej przykłady, ale zachęcam również do lektur, świadectw. Np. Paul Yongi Hou pastor ponad milionowego zboru w Selu, ciekawie opowowiada o rozpoznaniu żony dla siebie, zresztą każda nawrócona osoba ma mnóstwo świadectw prowadzenia przez Boga, bez tego chodzilibyśmy jak w ciemności. Jeżeli Pan chce oczywiście mogę przytoczyć kilka własnych przykładów, ale zapewne inni Tezeuszowie mogliby napisać takie świadectwa. Może warto byłoby wywołąć taki temat na Forum Tezeusza???????

    Pozdrawiam serdecznie KJ

     
    Odpowiedz
  23. Kazimierz

    Pani Małgosiu, co do Dobego

    Pani Małgosiu, co do Dobego Skarbaca, to dziękuję za info nie wiedziałem, że prowadzi tą księgarnię ktoś z tego Kościołą, bo chyba jest to włąsna działąlność jakieś osoby fizycznej?
    Co do prozelityźmie, no to piszę.
    Po pierwsze, to uważam, że w Polsce (bo do niej będę się odnosił) jest niewierzących w sensie biblijnym (nawróconych, nowonarodzonych czy jakkolwiek nazwiemy, mam nadzieję, że Pani rozumie nowonarodzenie) jest niweiele osób, ciekaw jestem czy choćby 0,1%. Zadałem kiedyś na forum takie pytanie. A więc o czym mówimy? To, że ktoś uważa się za katolika, prawosławnego, protestanta, czy jeszcze nie wiedzieć kogo nie oznacza, że jest to osoba zbawiona. Czy Pani patrząc na ten świat, godzi się na to aby tłumy Polaków szły do piekła? Jest Pani obojętna? A może ma Pani poznanie w kwestii zbawienia inne niż Biblijne? Bóg nie będzie w niebie patrzył na przynależność kościelną, bo to jedynie może być dla niego wyraz ludzkiej głupoty podziały i sztuczna przynależność do Jezusa, (wypluję cię z ust moich.. mówi Jezus), bo wcale ci co nie zrodzili się z Boga w niebie nie będą (czy też wymyślonym przez ludzi czyśćcu). Niebo, lub piekło, to są alternatywy. A ja chciałbym aby jak najwięcej naszych rodaków było w niebie, z tego czy innego kościoła.

    Przelityzm znany był w ST, gdy do narodu wybranego dołanczali się poganie, ale proszę zwócić uwagę, że przynależność taka, czy owaka nie dawała zbawienia Izraelitom, ale wiara w przyszłego zbawiciela. A więc nie uczynki, ale wiara i zaufanie do Boga.

    Rozumiem, że może Pani chodzić o przechodzenie ludzi nawróconych z Kościołą do Kościoła, jak miało to miejsce (chociaż nie nie miało, bo ten kościół nie przyłączył się do żadnej denominacji, stworzył własną), tak to się dzieje, ale myślę, że inicjatywę tu mają sami wierzący, poszukując dobrego pożywienia (niwy zielone Słowa Bożego), działaia Ducha Świętego, uświęcania, w końcu poszukując wspólnoty w której by się dobrze czuli. Itu nie mam zbytnich oporów, jest wolnośćw Królestwie BOżym, uważam że trzeba chronić ludzi przed odejściem do świata i popadnięciem w herezję, a zmiany Kościołów są możliwe i takowe się zdarzają, np. w poszukiwaniu żony (wzorem Jakuba poszukującego żony u brata swojej matki) .

    Nie wiem, czy te wyjaśnienia Pani wystarczą, jeśli nie to proszę pisać na maila, bo mogę przeoczyć na blogowni, gdyż teraz piszę w wielu wątkach.

    Pozdrawiam serdecznie KJ

     
    Odpowiedz
  24. Kazimierz

    Przepraszam błąd chodziło

    Przepraszam błąd chodziło mi o wierzących, a nie niewierzących

    Po pierwsze, to uważam, że w Polsce (bo do niej będę się odnosił) jest niewierzących w sensie biblijnym (nawróconych, nowonarodzonych czy jakkolwiek nazwiemy, mam nadzieję, że Pani rozumie nowonarodzenie) jest niweiele osób, ciekaw jestem czy choćby 0,1%

     
    Odpowiedz
  25. Anonim

    >To, że ktoś uważa się

    >To, że ktoś uważa się za katolika, prawosławnego, >protestanta, czy jeszcze nie wiedzieć kogo nie oznacza, >że jest to osoba zbawiona.

    A czy pan uwaza sie za osobe zbawiona? Bo moim skromnym zdaniem, wie to tylko Bog, a ponadto sie to moze zmieniac.
    Prosze o podanie swojego e-maila, chetnie cos panu wysle do przeczytania.

     
    Odpowiedz
  26. Anonim

    >To, że ktoś uważa się

    >To, że ktoś uważa się za katolika, prawosławnego, >protestanta, czy jeszcze nie wiedzieć kogo nie oznacza, >że jest to osoba zbawiona.

    Dziekuje panie Kazimierzu,
    Moze i troche sie zirytowałem, przepraszam, myslalem, ze juz pan dal sobie spokoj.
    A czy pan uwaza sie za osobe zbawiona? Bo moim skromnym zdaniem, wie to tylko Bog, a ponadto sie to moze zmieniac.
    Uczynki sa wazne (niech pan nie mowi, ze tak nie jest), bo inaczej czy pan uwazalby morderce, zlodzieja i gwalciciela za osobe zbawiona, bo kiedys jej sie tak wydawalo i prowadzila piekne zycie, ktore sie potem zmienilo. Oczywiscie najpierw jest wiara, a za nia ida uczynki i one sa konsekwencja wiary, ale jesli uczynki przecza wierze, to coz to a wiara, jakie to swiadectow dla innych?
    Prosze o podanie swojego e-maila, chetnie cos panu wysle do przeczytania i moze uda sie pokorespondowac prywatnie.

     
    Odpowiedz
  27. Kazimierz

    Chyba się pośpieszyłem,

    Chyba się pośpieszyłem, jednak ta opcja nie działa [email protected]

    Co do uczynków, wiary, to zapomina Pan o łasce Boga, zbawienie dokonuje się z łaski Bga przez wiarę, kóra się realizuje w dobrych uczynkach również.

    Pozdrwiam KJ

     
    Odpowiedz
  28. Anonim

    Andrzeju,

    Z wielka radoscia

    Andrzeju,

    Z wielka radoscia przyjalem wiadomosc, ze znowu zaczales blogowac.
    Jestes mi pokrewna dusza….Doskonale Cie rozumie w Twoich ludzkich i duchowych zmaganiach. Tak sie sklada, ze sam od kilu lat jestem w podobnej sytuacji. Powiem szczerze nic do pozazdroszczenia…
    Gratuluje Ci, ze bylo Cie stac na to, aby pojsc konsekwentnie dalej w zgodzie z wlasnym sumieniem.
    Smuci mnie tylko fakt, ze w ostatnich latach Kosciol przez swoja „prawde” – w roznych sprawach, w tym w sprawie lustracji, a wczesniej „sprawy Peatza” traci wielu wybitnych synow Kosciola. ?Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli? (J 8,32). Jakze ta Chrystusowa nauka jest obca polskiej hierarchii?

     
    Odpowiedz
  29. Anonim

    Andrzeju,

    Z wielka radoscia

    Andrzeju,

    Z wielka radoscia przyjalem wiadomosc, ze znowu zaczales blogowac.
    Jestes mi pokrewna dusza….Doskonale Cie rozumie w Twoich ludzkich i duchowych zmaganiach. Tak sie sklada, ze sam od kilu lat jestem w podobnej sytuacji. Powiem szczerze nic do pozazdroszczenia…
    Gratuluje Ci, ze bylo Cie stac na to, aby pojsc -konsekwentnie dalej w zgodzie z wlasnym sumieniem.
    Smuci mnie tylko fakt, ze w ostatnich latach Kosciol przez swoja „prawde” – w roznych sprawach, w tym w sprawie lustracji, a wczesniej „sprawy Peatza” traci wielu wybitnych synow Kosciola. ?Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli? (J 8,32). Jakze ta Chrystusowa nauka jest obca polskiej hierarchii?

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code