Polityczne zaangażowanie duchownych

Z satysfakcją, ale i z mieszanymi uczuciami przeczytałem artykuł ks.Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego ?Duchowni a polityka? w Gazecie Polskiej.
Satysfakcja wynikała z tego iż nie sposób nie przyklasnąć właściwie wszystkim tezom artykułu ? jak zwykle analiza sytuacji przeprowadzona przez byłego kapelana śląskiej Solidarności jest precyzyjna, ostra jak lancet a przy tym wyrażona w sposób niezwykle taktowny i pełen szacunku dla zwierzchników.
Skąd zatem owe mieszane uczucia ?
Otóż uważam, że mimo niewątpliwej słuszności tez, ks. Tadeusz nie do końca dotarł do sedna problemu. Choć bowiem (czasami nadmierne) zaangażowanie wysokich przełożonych kościelnych w bieżącą politykę rzeczywiście stanowi pewien kłopot, to prawdziwy problem zaczyna się wówczas gdy aktywność polityczna (a nawet pożyteczna działalność społeczna) odwraca ich uwagę od właściwej posługi.
Niestety trzeba z przykrością stwierdzić iż aktywność polityczna hierarchów nierzadko przesłania ?działalność podstawową?. Chciałbym zwrócić uwagę Państwa na dwa wybrane zagadnienia, które zostały całkowicie zaniedbane, a które będą miały niewątpliwie kluczowy wpływ na postać katolicyzmu w następnych kilkunastu latach.

Apologetyka katolicka
Od kilkunastu lat Polska stała się obiektem bardzo aktywnych działań różnych grup wyznaniowych ? ze szczególnym uwzględnieniem nowo powstałych wyznań, często o charakterze sekciarskim. Grupy te posługują się prostą, lecz agresywną propagandą opierającą się na fragmentarycznej interpretacji Biblii.
Oczywiście argumentacja taka nie stanowi problemu polemicznego dla nawet niedoświadczonego biblisty ? jednak dla ?przeciętnego? wiernego, który Biblię czyta raczej dla relacji z Bogiem niż toczenia sporów religijnych bywa barierą nie do przejścia.
Wydawałoby się że problem jest stosunkowo łatwy do wyeliminowania ? w końcu m.in. po to mamy biblistów, a także instytuty biblijne, wydziały biblistyki i referaty katechetyczne. A jednak ?zaatakowany propagandowo? wierny właściwie nie za bardzo ma się dokąd udać ? pozostaje sam z wzbudzonymi wątpliwościami.
Są w Polsce środowiska starające się temu zaradzić ? ale w przytłaczającej większości są to albo zupełnie ?oddolne?, często internetowe gremia świeckich, albo ?hobbystyczne? inicjatywy duchownych. Nie spotkałem się (może nie miałem szczęścia?) z żadną próbą rozwiązania tego problemu przez formalne, powołane przecież do tego typu spraw struktury kurialne.

Ruchy i wspólnoty nieformalne
Jeśli uczciwie przyjrzeć się duchowości katolickiej ostatnich czterdziestu lat, nie sposób nie docenić wkładu jaki w nią wniosły różnego rodzaju nieformalne lub półformalne grupy jak choćby Ruch Światło-Życie czy Odnowa w Duchu Świętym (ale i dziesiątki duszpasterstw o bardziej ?autorskim? charakterze). Mimo to trudno się oprzeć wrażeniu że aktywności te traktowane są w Polskim Kościele po macoszemu; księża zajmują się nimi przeważnie ?po godzinach?.

Co więcej, na ruchy te nie są wywierane ze strony hierarchii żadne naciski zmierzające do uregulowania ich statusu według Kodeksu Prawa Kanonicznego ? w wyniku czego często brak jest wypracowanych zasad funkcjonowania tych wspólnot (częstokroć ucieka się od zapisów KPK w kierunku wygodnej, acz pozaprawnej formuły ?ruchu?). Skutek jest łatwy do przewidzenia ? to czy nauka głoszona na spotkaniach będzie zgodna z nauczaniem Kościoła zależy często-gęsto od widzimisię dosyć przypadkowo wyłonionych ?liderów?. Zdarza się, że sytuacja ta wykorzystywana jest przez grupy neoprotestanckie, eksponujące hasła ekumeniczne do werbunku nowych członków.
W ostatnich latach w ten sposób powstało przynajmniej kilkanaście wspólnot formalnie przyznających się do Kościoła Katolickiego a jednocześnie formujących swoich członków w nauczaniu protestanckim (i to nie w poczciwym, luterańskim rozumieniu, ale w odmianach mocno egzotycznych). O dziwo, grupy te ? nierzadko o zasięgu krajowym ? nie spotykają się zwykle z żadnym zainteresowaniem lokalnych władz kościelnych. Być może powoduje to podobieństwo kurii do innych urzędów ? są w nich urzędnicy ?od katechezy?, ?od liturgii? itd. Skoro nie ma urzędnika ?od niebezpiecznych wspólnot udających katolicyzm? to całkiem zwyczajnie sprawa staje się dla całej struktury niezauważalna.

Zastrzeżenie
Na koniec musze się przyznać do pewnej obawy; bardzo bym nie chciał by moje uwagi zabrzmiały jak słynne ?studenci do nauki! literaci do piór!?. Nie idzie o to by odmawiać duchownym prawa do ich obywatelskiej aktywności – ale o to, jak owa aktywność wpływa na realizację ich urzędu.
Sprawa ma zresztą liczne analogie w życiu świeckim ? zapewne każdy sędzia, nauczyciel czy nawet zwykły urzędnik ma swoje poglądy (a niekiedy i aktywności) polityczne. Jeśli jednak wpływają one na wypełnianie sprawowanych funkcji, spotyka się to ze słuszną dezaprobatą.
A przecież posługa hierarchów jest dla nas, wierzących, bardzo ważna. Tak ważna, że chyba nie warto poświęcać jej na ołtarzu spraw istotnych, ale w końcu jedynie doczesnych.

 

Komentarze

  1. Anonim

    Jak zwykle syczy Pan na

    Jak zwykle syczy Pan na protestantów, to już chyba choroba zawodowa.
    Ładnie Pan pisze i zgadzam się z większością, ale dlaczego Pan poniża inne wyznania chrześcijańskie? Sarkazm nie buduje ekumenii, a zdaje się, że niechybnie Kościoły protestanckie będą się się rozrastały, jak to jest na całym świecie. I trzeba się z tym pogodzić, że są bracia protestanci. Myślę, że należałoby spojrzeć na tę kwestię w sposób aproksymacyjny a nawet akomodacyjny, aby wziąć i dać. I tak budować dialog, nie przez krytykę i udawadnianie, że jest się lepszym. Bo niby skąd taka pewność? Bóg nie ma względu na osobę, ale jest Mu miły każdy, który Go kocha. Jezus oddał życie za ludzi i nie dokonywał podziałów, choć takie się pojawiały i trwały już od początku Kościołą. Trwać też będą, dopóki nie spotka się Jego Kosciół w niebie. Cóż trzeba się z tym pogodzić, choćbyśmy nie wiem jak bardzo wierzyli że organizacyjnie jakiś Kościół jest lepszy, czy gorszy.

    km

     
    Odpowiedz
  2. Marek

    1.
    Jest Pan kolejnym

    1.
    Jest Pan kolejnym komentatorem moich wpisów który próbuje namawiać do „ekumenizmu” opartego na wątpliwościach co do własnej tożsamości wyznaniowej. Tymczasem ekumenizm opiera się na szukaniu Jezusa i miłości do innych, a nie na niedostatkach własnej wiary

    2.
    Dziwię się też, że rozciąga Pan uwagi o działających nieuczciwie i prozelicko grupach protestanckich na cały protestantyzm. Myślę że nie warto bronić tych grup protestanckich, które swoimi działaniami kompromitują – niezasłużenie – protestantów jako takich.
    Zresztą czy naprawdę właściwą reakcją na działalność osób które częstokroś lżą Kościół (nazywając go np. Wielką Nierządnicą) jest podejście w stylu „przecież to są bracia w Chrystusie” (więc się nie sprzeciwiajmy…) podszyte w dodatku Pana ideą „skąd taka pewność ?” (że nie jest Wielką Nierządnicą ?)

    3.
    Również wizja „akomodacyjna i aproksymacyjna” jest błędna – o ile dobrze Pana zrozumiałem te wyrażenia kryją zwykły irenizm

    4.
    Nie zamierzam „się godzić” z przekręcaniem Ewangelii – i nie takie jest przesłanie Biblii:
    ” Pana zaś Chrystusa miejcie w sercach za Świętego i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest.”/1 Ptr 3,15/
    Także czynienie rozłamów Biblia definiuje jako jeden z najcięższych grzechów

    5
    Nie rzecz w tym że KK jest „organizacyjnie lepszy czy gorszy” lecz w tym że jest to Kościół założony przez Jezusa.

    6.
    Dziwi całkowity brak krytycyzmu wobec OSZUKAŃCZYCH i PROZELICKICH działań wprowadzających w sposób podstępny nauczanie protestanckie do grup katolickich – przy jednoczesnym oburzeniu iż nawołuję do przeciwstawienia się takim praktykom.
    Zwłaszcza że ja – w przeciwieństwie do owych prozelitów antykatolickich – nie lżę wyznań protestanckich, nie nazywam ich „Wielką Nierządnicą” itp.

    7.
    Po raz kolejny chciałbym wyrazić zdziwienie że komentarze do tekstów mówiących o czymś ZUPEŁNIE INNYM bazują wokół absurdalnej dyskusji n/t protestantyzmu.
    Interpretowanie tekstu mówiącego o (banalnej w gruncie rzeczy) Prawdzie iż przełożeni w Kościele powinni dbać o Przekaz Depozytu Wiary jako… antyprotestanckiego jest jakimś dziwactwem. To mniej-więcej tak jakby wydanie drukiem Ewangelii interpretować jako czyn antysemicki.

    pozdrawiam
    Marek Piotrwoski

     
    Odpowiedz
  3. JacekSwiecki

    Mam wrażenie, że im

    Mam wrażenie, że im bardziej hierarchowie angażują się aktywnie w działania polityczne, tym bardziej zmniejsza się szacunek do nich i tym bardziej wzrasta – w dłuższej perspektywie czasowej – niebezpieczeństwo radykalnej laicyzacji powierzonych im wiernych .

    Rok temu zwiedzałem wielki pałac biskupi w Kromierziżu na Morawach, który był letnią rezydencją arcybiskupów z
    Ołomuńca. Nie byli to zwykli biskupi: w ramach Świętego Cesarstwa stanowili osobne księstwo z prawem bicia własnej monety. Było to zatem takie oto miniaturowe państwo kościelne 200 km na północ od Wiednia.
    Gdy zwiedza się ów wspaniały obiekt [wpisany la listę UNESCO] zdziwienie wzbudza może nie tyle wielki, dość ostentacyjny przepych, co kilka innych drobnych „szczegółów”:

    – w pałacu brak kaplicy, za to w podziemiach jest wielka grota, gdzie odbywały się dość swobodne przedstawienia teatralne; czyżby wakacje od Pana Boga?

    – sufity ozdobione są takimi oto malunkami jak „apoteoza biskupstwa ołomunieckiego” gdzie widzimy hierarchę z mitrą i pastorałem prowadzonego przez pucułowate amorki na dwór… Zeusa Olimpijskiego gdzie ma zostać mianowany kolejnym bogiem olimpijskim

    – arcypiskup miał wielkie podwójne łoże; tłumaczył to podobno tak, że to w razie niespodziewanego przybycia bliskiego członka rodziny

    – arcybiskup miał wielką tajną bibliotekę, gdzie trzymał wszelkie możliwe heretyckie pisma, których posiadanie było na terenie jego państewka surowo karane; dzięki temu podobno zachowały się jakieś unikatowe pisma husyckie, niemniej istnienie owej biblioteki było bardzo pilnie strzeżonym sekretem [także wobec papieża]

    Należy przy tym dodać, że arcybiskupi ołomunieccy świetnie zarządzali swoimi ziemiami aż do upadku CK Austro-Węgier; byli sprawiedliwymi władcami i zachowywali pokój społeczny. Natomiast w tamtejszych kościołach trudno jest w ogóle trafić na niedzielną mszę, że już o ilości wiernych na owych mszach litościwie nie wspomnę.

     
    Odpowiedz

Odpowiedz na „MarekAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code