n0, trochę mnie rzuciło …

Sobota.

 

                                          Rzuciło mnie daleko. Na krótko, ale daleko. Ponad 1200 km od domu. Dzisiaj pierwszy dzień mojego tu pobytu. W małej chorwackiej miejscowości w środkowej Dalmacji. Parę kilometrów od Zadaru. Wioska, żyjąca z turystów. W pasie przybrzeżnym właściwie już prawie bez oryginalnej starej wiejskiej zabudowy. W jej miejsce pobudowano „obiekty” dla turystów. A szkoda. Sporo tu Austryiaków, Czechów, no i Polaków.

Po 20 godzinach jazdy autobusem czuję się nieco „zamulony. Organizm trochę dziwnie się zachowuje. Stary już. Jutro pewnie już będzie trochę lepiej. To kwestia adaptacji. W tej chwili siedzę na małym balkonie w dużym domu jednorodzinnym. To dom paro-osobowej rodziny chorwackiej położony tuż nad morzem. Nad Adriatykiem. Moi gospodarze mieszkają kątem na małej powierzchni, resztę wynajmują dla turystów. No i ja się tu znalazłem. Byłem tu już dwukrotnie. Rzadko wyjeżdżam poza Polskę, A jak już mi się zdarzy, to właśnie tutaj. Pierwszy raz byłem niedługo po wojnie na Bałkanach. Wówczas, wszędzie było jeszcze widać powojenne zniszczenia, spalone domy, podziurawione pociskami mury i dachy domów. Teraz trudno już o taki widok. No właśnie … widok. Z „mojego„ balkonu patrzę na morze. Jest przede mną dosłownie 50 kroków. Spokojne. Wieczorne. Słońce właśnie przed chwilą zaszło. Na niebie jeszcze rozciąga się purpurowa słoneczna poświata coraz bardziej kurcząca się w kierunku zachodu. Ale już wyraźnie widać srebrny rogal półksiężyca. Za chwilę będzie ciepła noc. Sierpniowa noc nad Adriatykiem. Jutro niedziela. Rano pójdziemy do miejscowego kościoła. Małego, wiejskiego, o tradycyjnej architekturze, z białego kamienia. W Polsce zastanawiałem się czy jeszcze kiedykolwiek będę w tym kościele. Czy jeszcze kiedykolwiek będę się tutaj modlił. Będę. I jak tu Panu Bogu nie dziękować. Jak nie być wdzięcznym.

 

Niedziela.

 

          Noc spokojna. Przespana. Rano lekkie śniadanie. O 10.3o Msza Święta. Pełny kościół. Obok miejscowych, również turyści. Czy dużo, nie wiem. Trudno powiedzieć. Kiedyś, wiele lat temu, miejscowych rozpoznawało się łatwiej. Szczególnie kobiety. Wyróżniały się strojem. Czarno-białym. Więcej czerni niż bieli. Szczególnie u starszych. Obecnie już takich różnic w ubiorach nie widać.

To jest coś niesamowitego , jak się uczestniczy we Mszy Świętej gdzieś w odległym miejscu, daleko od domu, gdzie ludzie mówią innym językiem a ty masz wrażenie, że jesteś … u siebie, w domu. Bo przecież rozumiesz to co się dzieje. Znasz porządek Mszy Świętej. Wypowiadasz w modlitwie te same słowa. Tyle, że po polsku. Jesteśmy Ludem Boży. Możemy być Ludem Bożym niezależnie od tego, jakim językiem rozmawiamy. Słowa Ojcze nasz są podobne we wszystkich językach. Wypełniają serca podobnym uczuciem.

 

 

 

 

5 Comments

  1. jantadeusz

    relacja I

    Niedziela wieczór.

    Ciepło. Doznaję tego wyraźnie, mocno. To właśnie ciepło. Ciepłe powietrze, ciepła woda w morzu. Kąpiel sprawia przyjemność nawet o zachodzie słońca . Ciepło otula cały czas. Również wieczorem, do późnych godzin nocnych. Czy zawsze jest tu tak w końcu sierpnia. Ee , chyba jednak nie. I tu pogoda zapewne też bywa zmienna. Może nie tak kapryśna jak nad Wisłą i Odrą, ale też zmienna. Przecież to tylko trochę ponad tysiąc kilometrów. To nie jest jakaś olbrzymia odległość. To tylko trochę dalej niż ze Szczecina do Przemyśla.

     

    Poniedziałek rano

     

    No i na odpowiedź co do pogody nie trzeba było długo czekać. W nocy była burza. Z piorunami i to z takimi, że ho, ho … . Waliło jak pod Austerlitz. Dzisiaj od rana powietrze chłodniejsze. Niebo lekko zachmurzone. Ale nie jest zimno.

    Piję poranną kawę. Dobre sobie … poranną. Wszak to już prawie 10godzina. Ładny mi poranek.

     

    Jadąc w autobusie zwracałem uwagę na chorwacki krajobraz. Gdzież mu tam do piękna naszych polskich pól, łąk i lasów – rozświetlonych słońcem, pachnących łubinem, trawą, żytem, ścierniskiem po świeżo skoszonych plonach. Gdzież mu tam do całej palety zieleni sosnowych lasów i ferii kolorów liści babiego lata.

    Krajobraz Chorwacji (ten który ja widzę, a wiem, że to tylko mały fragment tego kraju) jest bardziej surowy. Zieleń jest bardziej uboga. Góry są bardziej nagie. Niewątpliwie piękne jest morze i piękna jest linia brzegowa. Niezwykły i zachwycający jest urok dalmatyńskich wysp i wysepek. Palm, roślinności i kwiatów rosnących wzdłuż pasa przybrzeżnego Adriatyku, zdobiących małe miasteczka i wioski. Ale wiem na pewno, że i niejednemu Chorwatowi z dalmatyńskiego wybrzeża, szczęka by ze zdziwienia niewątpliwie opadła,gdybym mu pokazał piękno porośniętego rozwichrzonymi przez wiatr sosnami nadbałtyckiego klifu, mgły rozpostarte nad mazurskimi jeziorami czy potęgę boru puszczy białowieskiej. Piękna jest nasza Polska, niemniej niż Chorwacja.

     

    Poniedziałek po południu.

     

    Jesteśmy cały czas w naszej miejscowości. Siedzimy na balkonie, pijemy kawę, gadamy, czytamy.

    Wyraźnie się ochłodziło. Na plaży pusto. Od czasu do czasu przelotnie pada. Następuje chyba to, co się nazywa zmianą frontu atmosferycznego. To pewnie dlatego, żeby się wyrównał nadmiar wrażeń jakich doznaliśmy wskutek prawdziwego upału w dniu przyjazdu.

     

    Dzisiaj zrobiłem drobne zakupy w wiejskim sklepie, takim trochę w stylu „od mydła do powidła”. W drodze do sklepu dopadł mnie deszcz. Zmokłem, ale jakoś tak … pozytywnie. Ceny w miarę przyjazne. W centrum wioski raczej pustki. W ciągu jednego dnia, wskutek zmiany pogody a zapewne też w związku z zakończeniem weekendu i początkiem roku szkolnego – wszystko szybko pustoszeje. Pod tym względem podobnie jak w nadmorskich miejscowościach w Polsce.

     

     

    Wtorek rano

     

    Dzieeeeeńńń Dooobryyyyyyyyyy. Tu Wasz zagraniczny korespondent balkonowy. Właśnie wsadziłem na nos okulary a do uszu aparaty słuchowe. No , teraz dobrze. Od rana na niebie … Nooo, co też może być od rana na niebie na dalmatyńskim wybrzeżu. Dla ułatwienia dodam, że daje ciepło, światło, przyrodzie życie a ludzkie serca wypełnia jakąś taką … radością. No i co tu się dziwić, że Św. Franciszek chwalił Pana Boga wpatrzony w słońce.

     

    Do wieczora każdy robi co sobie wymyśli. Wieczorem, zaplanowany wyjazd do Zadaru.

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     
    Odpowiedz
  2. jantadeusz

    Relacja II

     

    Wtorek popołudnie i wieczór – Zadar.

     

                        W Zadarze stare miasto otacza zabytkowy mur obronny. Autobus dowiózł nas pod jedną z wielu bram w tym murze. Następnie, wąską uliczką o nawierzchni z bloków kamiennych, dużych i tak bardzo gładkich, że aż odbijających promienie słoneczne, udaliśmy się w kierunku staromiejskiego centrum. Co się rzuca w oczy, to właśnie sposób zabudowy zadarskiej starówki, bardzo zwarty, niemalże ciasny oraz właśnie nawierzchnia wąskich uliczek, równa, gładka, błyszcząca. Uliczki przecinają się pod kątem prostym, tak że poruszanie się po starówce przypomina nieco ruchy wieży na polu szachownicy. Budowlą dominującą w obrębie starego miasta, jest niewątpliwie katedra pod wezwaniem Św. Anastazji. Jest okazałą i piękną budowlą.

    Główną świątynią rzymskokatolicką Archidiecezji Zadar w Chorwacji. Jest świątynią z XII-XIII wieku z zachowaną częścią z IX-XI wieku (a więc liczącą niemalże tyle lat ile państwo polskie). Wieża katedry góruje nad cały starym miastem. W fasadzie frontowej zwraca uwagę przepiękny portal oraz wielka wspaniała rozeta.. Wnętrze przebogate w niezwykle cenne pod względem historycznym artefakty. Szczególną uwagę zwróciłem na dużych rozmiarów krucyfiks znajdujący się w przedniej części prezbiterium, obok niego jest figura Matki Jezusa Chrystusa. Chciałem przejść poza linę odgradzającą prezbiterium od nawy głównej i dotknąć figury Chrystusa, ale … zabrakło mi odwagi.

    W obrębie starego miasta jest oczywiście więcej ciekawych obiektów, w tym wiele innych cennych zabytków a także bardzo urokliwy ryneczek (plac) przed siedzibą władz miasta. Wszystko tętni życiem, wszędzie dużo młodych ludzi i turystów w bardzo różnym wieku. Całe stare miasto jest znakomicie oświetlone, na każdym kroku małe kafejki, cukiernie i restauracje.

    Niezwykłą jednak rzeczą, wywołującą naprawdę silne wrażenia, są nie tyle cenne zabytki zadarskiej starówki, ile całkiem współczesny, można powiedzieć wręcz bardzo nowoczesny i nietypowy obiekt. Mianowicie niezwykłe organy wodne. Organy na których morze gra swój przepiękny, wzruszająco przepiękny koncert. Morze ujawnia swoje piękno również poprzez dźwięki wywoływane ruchem fal morskich i emitowane za pomocą urządzeń zainstalowanych w tym celu przez człowieka. Można powiedzieć, że jest koncert morza i ludzkiej myśli. Spektakl piękna wynagradzającego takie działania człowieka, w których współdziała on z przyrodę na chwałę Stworzyciela wszystkich rzeczy. „Organy” wykonane są najogólniej mówiąc w ten sposób, że fale morskie uderzając w utwardzone nabrzeże wywołują ruchy powietrza w znajdujących się w tym nabrzeżu na poziomie wody kanałach powietrznych a powietrze poruszone w ten sposób wydostając się przez otwory wykonane na górnej płaszczyźnie nabrzeża i wyposażone w różnorakie umieszczone pod powierzchnią gruntu piszczały, wydaje charakterystyczne i naprawdę piękne dźwięki.

    Wieczorami , wielu ludzi siada przy owych organach, na stopniach i ławeczkach zadarskiego nabrzeża i wsłuchując się w niezwykłą muzykę morza, ogląda zachodzące słońce. To jest naprawdę piękne.

     
    Odpowiedz
  3. jantadeusz

    Relacja III

     

    Środa.

    Kolejny spacer, kąpiel w morzu i Viktor Frankl.

    Dzisiaj kolejny spacer po naszej miejscowości. Tym razem w innej jej części. Najpierw w lesie piniowym rosnącym nad samym morzem i później po bardziej odległych od morskiego brzegu uliczkach. Podglądaliśmy zabudowania, krzątających się po nich ludzi, przydomowe ogródki, rosnące w nich pomidory, kwiaty, gałęzie obwieszone owocami granatów, fig, najrozmaitsze wielkie i małe palmy, a nawet małe zwinne jaszczurki wygrzewające się na kamieniach. Podglądaliśmy ŚWIAT „naszej” wioski. Powolny, tu jakby znacznie powolniejszy niż w Polsce, zmierzch lata.

    Pod wieczór,już dobrze po godzinie 18 – tej, kąpiel w morzu, w właściwie co to za morze, woda ciepła, fal prawie w ogóle nie ma, zimnego wiatru nie ma … Czytanie nad wodą tuż przed zachodem słońca sprawia przyjemność …

    Tym bardziej kiedy czyta się takie słowa:

    sens można odnaleźć w życiu dosłownie w każdych okolicznościach, nawet tych niewyobrażalnych dla zwykłego człowieka. Jak w takim razie wytłumaczyć fakt, iż nasze odkrycie stoi w tak wielkiej sprzeczności z wszechobecnym poczuciem bezsensu?

    Jeżeli przeanalizujemy to, jak przeciętny człowiek szuka w życiu sensu, okaże się , że można tego dokonać na trzy sposoby.

    Pierwsza droga wiedzie przez spełnianie czynu i tworzenie dzieła,

    druga poprzez doświadczenie czegoś lub spotkanie kogoś

    • innymi słowy, sens życia można odnaleźć nie tylko w pracy, ale również w miłości.

    Najważniejsza jest wszakże trzecia droga: stając w obliczu losu, którego nie sposób zmienić, jesteśmy powołani, aby jak najlepiej tę sytuację wykorzystać, wznieść się ponad siebie, przerosnąć siebie, słowem – stać się innym człowiekiem.

    Dotyczy to także „tragicznej trójcy” – bólu, winy oraz śmierci – ponieważ każde cierpienie możemy zmienić w osobiste osiągnięcie czy nawet tryumf, w poczuciu winy dostrzec szansę zmiany na lepsze, a w przejściowości życia zachętę, aby odpowiedzialnie postępować „ .

     

    Dodam,żeby było wszystko jasne, to słowa oczywiście nie moje. Faceta, któremu można niewątpliwie zaufać, Choć już (wcale nie tak dawno) umarł.

     

    X x x x x x x x x x x x x x x x x x x x x x x x x x

     

    „ Każdy człowiek poszukuje w życiu sensu a jego odnalezienie ma uzdrawiający wpływ na ludzką psychikę”

     

     
    Odpowiedz
  4. jantadeusz

    Relacja IV

    Czwartek.

     

    W naszej wiosce, w tej jej części która obejmuje starą zabudowę – starą autentycznie, nie rekonstrukcję stylizowaną na zabytki – była dzisiaj impreza regionalna. Niewielka, lokalna z dosyć małą ilością uczestników. Ale było to dla mnie, a zapewne i nie tylko dla mnie, wydarzenie znakomite, oryginalne i bardzo ciekawe. Przygrywały dwie miejscowe kapele, w strojach ludowych. Panowie (bo składy były w całości męskie) świetnie się bawili, grając na swoich instrumentach. Ci którzy tej muzyki słuchali, równie świetnie się bawili. Kobiety w strojach ludowych śpiewały jakieś ludowe pieśni. Inne przy prowizorycznych drewnianych stołach sprzedawały różne oliwy, migdały przyrządzane na najrozmaitsze sposoby, jakieś przysmaki z owoców morza, rozmaite pieczywo, wiele innych „różnych różności”, no i wino. Dosyć dużo wina, które pili wszyscy. Stojąc , siedząc, podrygując w rytm śpiewanych pieśni. Wino „domasznije” – domowe. Atmosfera była rozśpiewana, radosna. Wieczór pogodny i ciepły. Odczuwałem radość, że tam jestem. Że to wszystko widzę, słyszę i odczuwam.

    Jutro jest piątek. Pierwszy piątek miesiąca i ostatni dzień naszego tutaj pobytu. Jest okazja, żeby Komuś za to wszystko podziękować. I ja nawet dobrze wiem komu. Z radością to uczynię …

     

     

     
    Odpowiedz
  5. jantadeusz

    Relacja V i ostatnia

    Piątek – rano

     

                                 No cóż … Dzisiaj ostatni dzień naszego nadadriatyckiego pobytu. Krótkiego, bardzo krótkiego … a chciałoby się, żeby to co piękne trwało jak najdłużej. Ale przecież w naszym , ludzkim świecie, na ogół tak nie jest, że to co piękne trwa długo … Zapewne właśnie również dlatego nieustannie piękna pragniemy.

    Życie nie jest okresem stałych wakacji. Dobrze o tym wiem. Wszyscy o tym dobrze wiemy. Na co dzień trzeba pracować (niektórzy mają to szczęście, że dla nich ich praca jest pasją i dla nich słowo „trzeba” będzie zbędne – ale jest ich przecież zdecydowanie mniej) , martwić się i denerwować problemami związanymi z pracą, z życiem naszych bliskich, z ich zdrowiem, z naszym własnym zdrowiem, z leczeniem, z niewystarczającą ilością pieniędzy, z rachunkami wydatkami, etc, etc. Na co dzień trzeba żyć – nie będąc na wakacjach. Ale przecież nie ulega żadnej wątpliwości, że i to „na codzień”, byłoby znacznie lżejsze, bardziej znośne, a może nawet bywałoby i piękne – gdybyśmy nawzajem dla siebie, byli bardziej cierpliwi, wyrozumiali, akceptujący się nawzajem, wzajemnie ofiarni. Dla siebie. A chyba dopiero wówczas jesteśmy   d l a   s i e b i e ,   gdy ja jestem dla Ciebie a Ty dla mnie Świat i życie – nawet trudne życie – tak naprawdę stają się dopiero wówczas zrozumiałe, gdy są postrzegane poprzez perspektywę miłości. Dopiero wówczas gdy mamy ją w sercu (jak okulary na nosie) bardziej jasno, lepiej i wyraźniej widzimy otaczających nas ludzi, nasze życie, ich życie, nasz świat.

     

     

    Piątek po południu.

                 Słońce nie jest zanadto intensywne ( i bardzo dobrze), nadal jest ciepło, woda w morzu ciepła i przyjemna, morze spokojne, w ogóle nie ma wiatru. Na przybrzeżnych wodach mnóstwo łodzi i żaglówek.

     

    Czas zwijać moje „stanowisko sprawozdawcy balkonowego”. Jutro wracamy do Polski.

    Pozdrowienia dla wszystkich na Tezeuszu.

     

     

    B.b.dz.z.k.ch.n.t.p. B.u.B.N.

     

     

     

     

     

     

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code