Mój stan wojenny

 Nie byłem bohaterem. Noc, w którą wprowadzono stan wojenny, spędziłem w Gdańsku. Właściwie spałem, ale mój kolega z kursu dyżurnych ruchu, wracając nad ranem z jakiejś popijawy, musiał uciekać przed sokistami. Do zamkniętego ośrodka wchodził przez okno. Nie wiedział, że mogło się to skończyć nieciekawie. Ci, co pamiętają, pamiętają dekret o stanie wojennym. Byli wśród nas tacy, którzy wierzyli słowom generała. Przecież on chce dobrze – powiedziała jedna z koleżanek, kiedy wypowiadałem negatywne opinie o powstałej sytuacji. Wtedy miałem takie wrażenie, że zmieniła zdanie, gdy zobaczyła kałuże krwi na śniegu w okolicach dworca kolejowego w dniu, w którym wyjeżdżaliśmy do domów po przerwaniu kursu.

Niedzielę spędziliśmy w ośrodku. Nikt nie wiedział, co będzie dalej. Z nami, z kursami, z Polską. W poniedziałek po zajęciach grupą udaliśmy się pod bramę stoczni. Czołgi z kwiatami w lufach. Żołnierze przemarznięci. Nawoływanie przez strajkujących stoczniowców do nie prowokowania milicji i wojska. Ulotki. Plakat „Solidarności”, który potem w domu w pokoju powiesiłem na ścianie. Ojciec denerwował się. Różaniec przy krzyżach prowadzony przez księdza Jankowskiego. Robiliśmy zdjęcia. Kolega fotografował zza moich pleców. Podobnie było we wtorek. W środę żegnaliśmy się z wykładowcami. Jeden z nich poprosił, żeby otrzymane od nas kwiaty zanieść pod pomnik. Tego dnia już pod bramę nie można było podejść. Dojścia pilnował kordon zomowców. Ale po jakimś czasie został on przerwany i jeszcze na krótki czas tłum dostał się w okolice bramy. Stoczniowców już nie było. W bramie stały opancerzone pojazdy. Pod bramą leżały kaski. Wieczorem w mieście szukaliśmy opłatków, żeby zrobić w ostatni wieczór naszą wigilię.

Zebraliśmy się w jednym pokoju. Napisaliśmy zespołowo parafrazę tekstu „A mój wujek ze Sosnowca, strącił czymś tam odrzutowca”, która nawiązywała do aktualnej sytuacji. Ktoś grał na gitarze, wszyscy śpiewali. Były też kolędy. I hymn, i „Boże coś Polskę…” W pokoju robiło się coraz ciaśniej. Zachowywaliśmy się chyba głośno, skoro w końcu wyłączono nam światło. Wtedy wyszliśmy na korytarz. Na schodach postawiliśmy zapalone świece. Następnego dnia, gdy wracaliśmy do domu, w pociągu była cisza. Ludzie nie rozmawiali ze sobą. Ale przerażającą ciszę poznałem w Brodnicy, kiedy któregoś wieczoru jeszcze przed świętami, szedłem jej ulicami. Na ścianie przy wejściu do kina „Świt” zobaczyłem ulotkę, na której była informacja, że górnicy strajkują w podminowanej kopalni. Nie wierzyłem, że to możliwe. Gdy w połowie stycznia wróciliśmy na kurs, wysłałem list do siebie z czystą kartką. Dotarł do Brodnicy z pieczątką: Ocenzurowane.

Któregoś dnia mój kolega, którego chrzestna była zaangażowana w strukturach związkowych, poprosił, żebym pojechał do Inowrocławia i przywiózł schemat powielacza. Miałem być rozpoznany po mojej torbie włóczykijce. Pojechałem bez wymaganego pozwolenia na wyjazd do innego województwa. Misja zakończyła się niepowodzeniem. Po latach dowiedziałem się, że ten, co miał przekazać schemat, widział mnie, ale bał się podejść.

Do Gdańska ciągnęło mnie dalej. I tak pojechałem trzeciego maja licząc na spotkanie z historią. Kupiłem w sklepie muzycznym na ulicy Ogarnej płytę Leszka Długosza. Nigdy jej nie wysłuchałem, bo tego dnia po Mszy Świętej w kościele mariackim (wtedy gazy łzawiące były wrzucone do świątyni) i manifestacji pod pomnikiem Sobieskiego uciekałem z tłumem przed zomowcami przez jakieś mury. Przed wejściem na jeden z nich musiałem uwolnić ręce od bagaży, w tym i od płyty. Zeskakując z muru ominąłem ją, ale dziewczyna, która skoczyła za mną, trafiła w longplay.

W czerwcu 82 r. byłem z przyjaciółmi w Tatrach. Dotarliśmy do schroniska Ornak w Dolinie Kościeliskiej. Zanim się zakwaterowaliśmy, usłyszeliśmy rozmowę przy recepcji. Z powodu braku zezwolenia, jakie było wymagane na nocleg na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego, nie mógł przenocować ojciec z małą córką, a zanosiło się na burzę i godzina policyjna do tego. Postanowiliśmy pomóc im zejść do Kir. Jeden z nas został z plecakami. Ojciec niósł Magdę (tak dziewczynka miała na imię) na ramionach, a jeden z nas niósł ich plecak. Spieszyliśmy się, gdyż zbliżała się noc. Turysta okazał się internowanym, który niedawno wyszedł na wolność. Było mu ciężko, więc chcieliśmy na zmianę nieść dziewczynkę. Początkowo nie zgadzała się, ale w końcu nam zaufała. Nawet zaśpiewała dla nas „Mazurka Dąbrowskiego” i „Boże coś Polskę”. W całym „moim” stanie wojennym, to była najpiękniejsza scena: Dolina Kościeliska, Śpiący Rycerze, prawie noc, błyskawice, grzmoty, krople deszczu, opowieść o aresztowaniu (jego żona była w ciąży) i „koncert pieśni patriotycznej” kilkuletniej Magdy. Nie byłem bohaterem.  

 

Komentarze

  1. beszad

    Czas jedności…

     Ależ mnie ta opowieść wciągła! Jakoś tak zwyczajnie opisane wydarzenia, a jakby się było ich uczestnikiem. Warto jest odnotować te wszystkie drobne epizody, bo choć komuś mogą wydać się błahe – to właśnie one tworzą naszą historię. I jakkolwiek by je nie nazywać, stroniąc od patosu wielkich słów, to chyba właśnie wtedy był to czas najsilniej przez Polaków odczuwanej jedności i tożsamości… Owszem, byli również ci po drugiej stronie – czuło się jednak, że większość z nich jest tam, bo musi. Inni zaś są, bo się boją (lub czują zagrożenie własnych interesów). Zaślepionych ideologią już chyba wtedy było niewielu. Dziękuję za tę chwilę refleksji nad wspomnieniami! Adam.

     
    Odpowiedz
  2. elik

    Bohaterowie, oraz karierowicze, zdrajcy, manipulatorzy i reszta!

    Adamie i inni podobnie myślący nigdy na świecie, także wówczas w Polsce nie brakowało ludzi ideologią nie tylko zaślepionych, lecz również zatrutych, zniewolonych itp. A teraz w RP jest ich zdecydowana większość nie tylko w strukturach władzy – dlatego jest tak, jak jest.

    Czy w owym czasie wielu z tych, co dostrzegali, doświadczali i czuli, że inni boją się i muszą – to nie byli ludzie bardziej kuszeni, zagrożeni, czy nawet prześladowani, torturowani, represjonowani, etc ?….., A jednak nie ulegali, ani nie zdradzili, oraz nadal nie ulegają przemocy, perswazji, propagandzie, ani najbardziej wyrafinowanym ich tzw. ofertą – pokusom ?…..

    Gwarancją pożądanej, trwałej zgody i jedności rodziny, wspólnoty, czy zachowania suwerenności i tożsamości narodu, absolutnie  nie są chwilowe uniesienia, a tym bardziej powszechna obojętność, czy  celowo wyzwalane nastroje i emocje w społeczeństwie.

    Szczęść Boże!

     
    Odpowiedz
  3. beszad

    Dzisiejszy wymiar ideologii

    Wyrażę to nieco inaczej, Zbigniewie: myślę, że istotnie masz rację, iż ludzi zaśpiepionych ideologią nie brakuje w żadnym czasie. Jeśli zaś wspomniałem, że autorzy stanu wojennego oraz wykonawcy ich rozkazów działali bardziej z innych pobudek niż ideologiczne, to dlatego, iż w tamtym czasie komunizm był już przeżytkiem nie tylko dla tych, którzy od początku mu nie ufali lub szybko się przebudzili, ale także dla ludzi partyjnego betonu. Bo czy oni wierzyli jeszcze w jakiekolwiek idee? Raczej watpię – łączyło ich coś zgoła innego.

    Natomiast w peni podzielam Twoje zdanie, jeśli chodzi o zagrożenie płynące ze ślepej wiary w rozmaite ideologie. Dzisiaj takie zagrożenie widzę raczej w euroentuzjazmie tych, którzy w powołaniu do życia jakiegoś megapaństwa upatrują nadzieję "nowego ładu". Zagrożenie to dostrzegam również w budowaniu libertyńskiego prawa oderwanego od jednoznacznego stosunku do życia i wymierzonego w wartości tradycyjne, a także w ideologii religijnej islamistów, dla których już nie tyle się liczą wartości duchowe, co walka z zewnętrznym wrogiem…

    Bo cechą rozpoznawczą każdej ideologii jest posługiwanie się przemocą – obojętnie czy to będzie przemoc fizyczna, czy prawna. Dzisiaj coraz bardziej doświadczamy tej ostatniej. Jeśli łamane są sumienia w imię prawa, mamy do czynienia z najgorszym rodzajem władzy – a tak się dzieje w przypadku zmuszania lekarzy do aborcji czy zabraniania rodzicom wychowania dzisci w duchu tradycji. I w takim przypadku nic nie pomoże przebieranie się władzy w liberalne czy demokratyczne szatki. Bo taka władza wkracza w przestrzeń totalitaryzmu.

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code