Miałam inne plany…

Miałam na dziś zaplanowane „wezmę się wreszcie za tę książkę dla harcerzy”. I niestety, zanim to zrobiłam, spojrzałam na wieści z Fejsbuka.

A tam pośród wrzasku o Trybunał, kłótni o to, co i po co powiedział Maciej Stuhr i  utyskiwań na to, co to się z Polską porobiło nagle z całą mocą dotarło do mnie to:

(zachęcam też do wysłuchania krótkiej rozmowy z Tomaszem Terlikowskim załączonej pod artykulikiem):

SZOKUJĄCE NEWSY

Jeszcze nie ma potwierdzenia nieoficjalnych informacji, ale pada nazwa szpitala, wokół którego od dawna krąży fama „tam można zabić dziecko”. Panu Terlikowskiemu raczej można wierzyć, skoro się osobiście tym zajął. Nawet jeśli komuś nie odpowiada jego dialektyka.

Co jakiś czas docierają do nas informacje o dzieciach narodzonych w wyniku aborcji. Niektóre umierają, mimo prób ratowania ich, lub żyją z upośledzeniami albo i bez nich. Jedno na sześć dzieci abortowanych przeżywa (dane z Kanady). Pięć pozostałych umiera, bo zostaje uśmiercona – przedwczesny sposób urodzenia lub uszkodzenia ciała (np. miażdżenie czaszki, rozrywanie ciała czy roztwór soli wstrzykiwany do macicy matki robią swoje). W Polsce statystyki są nieścisłe, bo aborcja jest jak ja to mówię „półlegalna” i obwarowana – jeszcze na szczęście – prawami chroniącymi nienarodzonego człowieka. W związku z tym dane często są nie do końca prawdziwe, czyt. fałszowane.

Szpital na ul. Madalińskiego w Warszawie nosi imię Świętej Rodziny nie bez przyczyny. I nie bez przyczyny wyrzucono stamtąd w mało elegancki sposób prof. Bogdana Chazana – głównie za to, że nie zgodził się na przeprowadzenie aborcji.

Tam – właśnie w tym szpitalu, jeszcze za prof. Chazana i jego poprzedników – urodziła się czwórka moich dzieci. Tam właśnie teraz umierają dzieci, bo ktoś „z góry” postanowił w imię (uwaga paradoks!) wolności zezwolić na dokonywanie aborcji.

Dlaczego mnie to znowu uderzyło? Dlaczego po raz kolejny nie mogę obok tego przejść bez reakcji.

Bo wyobraziłam sobie to.

Szósty miesiąc ciąży – dziecko ma wszystko, co potrzebne aby żyć. Jest człowiekiem, to nawet widać, gdyby ktoś nadal miał wątpliwości, co do faktów biologicznych p.t. czy płód to człowiek czy może jeszcze nie.

Tak wygląda dziecko w szóstym miesiącu ciąży, żyjące w łonie matki:

Ma głowę, ręce, nogi, brzuch, narządy wewnętrzne, oddycha, je, wydala, czuje. Sporo czuje. Ból też. I potrafi wydawać dźwięki. Mówi i porozumiewa się na poziomie swoich możliwości.

To dziecko, które urodziło się w wyniku aborcji miało właśnie taki poziom życia i komunikacji. Ono żyło. Przeprowadzano aborcję, aby je zabić, a ono przeżyło.

Człowiek, który się rodzi – ma prawa. No przykro mi, ale ten mały okruch człowieka miała prawa – konstytucyjnie ustanowione prawo do ochrony życia obywatela. Fakt, że jeszcze niezarejestrowanego, ale jednak urodzonego na ternie RP. Już nie mówiąc o tym, że aborcja w szóstym miesiącu ciąży to też dość poważne wykroczenie według polskiego prawa.

Jak – pytam jak??? – bo w głowie mi się to nie mieści – personel tego szpitala mógł nie reagować. Przecież ono na pewno krzyczało, płakało, wołało o pomoc, o ciepło o jedzenie. Jak to noworodek.

Przeraża mnie jeszcze coś  na równi z tym, że dziecko zmarło w tak okrutny sposób. Mianowicie bierność ludzi, którzy obok tego byli i tam stali i patrzyli na śmierć tego dziecka. POZWOLILI NA TO. Jak to jest możliwe?

Czy naprawdę nikt spośród tych, którzy ten krzyk słyszeli nie mógł go stamtąd zabrać? Urodzonemu człowiekowi należy się prawo do opieki szpitalnej. Nikt, naprawdę nikt nie mógł dać świadectwa odwagi, wiary w życie? Gdybym ja tam była, to bym na to nie pozwoliła. Choćby wezwano policję, wywalono mnie z roboty, związać próbowali czy straszyć konsekwencjami prawnymi i finansowymi. Może nawet trzeba by było walczyć wręcz, dać popiś znajomości prawa, elokwencji, erudycji, może nawet kogoś obrazić, zwymyślać. No coś na pewno można było zrobić, żeby uratować to dziecko od śmierci.

Człowiek umiera, ratuj go na wszelkie sposoby – każdy to wie, każdy tak robi. Wśzędzie i zawsze. Tego wymaga od nas podstawowa przyzwoitość. Ludzki odruch.

Dlaczego nie zrobiono tego w tej sytuacji?

Kiedy na placu zabaw, w sklepie, na dworze, w autobusie nagle jakieś dziecko zacznie płakać – w ludziach budzi się naturalna potrzeba sprawdzenia, co się dzieje. Obserwowałam to nie raz. Niepokój udziela się wszystkim, ludzie się zaczynają rozglądać, kto płacze i dlaczego. Płacz dziecka elektryzuje nawet obcych jemu ludzi.

A tu – noworodek, nagi, mały człowiek, który krzyczy wniebogłosy, bo jest mu zimno, bo chce jeść, bo chce żyć nie wzbudził niczyjej litości, niczyjej uwagi i niczyjej reakcji???

Jacy ludzie dziś w warunkach pokoju i dobrobytu są do tego zdolni? Co z nas robi nasza cywilizacja, prawo, które nie może ochronić narodzonego człowieka, bo KTOŚ NIE MOŻE ZARYZYKOWAĆ KARIERY? Swojego nazwiska? Swojego poczucia komfortu?

Nie potrafię tego pojąć, przykro mi nie umiem.

Jedni ratują dzieci inni je zabijają.

Ja jestem po stronie życia.

Z DRUGIEJ STRONY

***

Ktoś mnie zapyta – i po co te emocje, daj spokój, takie jest życie…

Tak, takie jest życie. Obok niego śmierć.

Powiem Wam coś. Ostatnio dobija mnie jeszcze jedno – poziom braku wrażliwości np. na powyższe kwestie u bardzo młodych ludzi. Dodam – ludzi wierzących, katolików, pochodzących z katolickich rodzin.

Na lekcjach religii w gimnazjum i w liceum, kiedy omawiamy katolicką naukę społeczną zawsze pojawia się temat ochrony życia. Staram się pokazywać filmy pozytywne, np. o organizacjach pro-life, historie ludzi, którzy mimo wszystko zdecydowali się urodzić dziecko i potem nie żałowali, reportaże o syndromie poaborcyjnym i zbawiennych efektach terapii, przebaczenia, wejścia na drogę życia i nawrócenia.

Kilka dni temu jeden bardzo młody chłopak zapytał mnie: i po co Pani to robi? Dlaczego Pani pisze listy do kobiet chcących usunąć? Wtrąca się Pani w ich życie. To głupie i tak nic Pani nie wskóra, bo aborcja jest ok. Jeśli ktoś chce to rodzi, jeśli nie tchce, to może usunąć.

– Może zabić? – uściślam.

– Nie, usunięcie ciąży to nie jest morderstwo. To prawo do wolności.

<kurtyna>

No właśnie. Już 13-latki wiedzą, że aborcja jest prawem do wolności, a nie zabiciem człowieka. Nic ich nie przekona, żadne dyskusje, dowody, czy choćby wgląd w podręcznik biologii z zakresu życia płodowowego człowieka.

Wtedy – owszem wkurzona, ale to święty gniew był – pokazałam im to:

Urodzona w czasie aborcji cz. 1.

Urodzona w czasie aborcji cz.2.

I potem działalność Ks. Tomasza Kancelarczyka oraz krótką historię mojego zaangażowania się w akcję uratowania jednego dziecka. Co na zawsze dla mnie będzie dowodem na to, że warto robić wszystko żeby ratować dzieci i ich matki przed aborcją. A Bóg załatwi resztę spraw.

W klasie zazwyczaj zapadała cisza. Tym razem ci „najmądrzejsi i oświeceni ponowoczesnością” chłopcy odwracali oczy od Gianny (bo to przykre patrzeć na kogoś, kto przeżył aborcję) lub śmiali się (bo ona jest jakaś nienormalna) . Dziewczęta i ci mniej nowocześni, tradycyjni chłopcy byli z niej dumni, widać było że są naprawdę zbudowani postawą tej kobiety, która bez żenady mówiła: jestem dziewczyną Boga, a dziewczynami Boga się nie zadziera.

***

Dlaczego młodzi ludzie, młodzi katolicy potrafią powiedzieć: tak, można zabić dziecko, skoro nie mamy ochoty go mieć? Może dlatego, że dorośli  potrafią z zimną krwią rozszarpać to dziecko, zmiażdżyć mu głowę, oblać żrącą substancją, zostawić jeszcze trochę żyjące na śmierć i potem podpisać dokumenty. I spokojnie potem umyć ręce, iść na kawkę, poopowiadać jaki mieli dobry dzień w pracy.

Może dlatego, że dorośli katolicy bez żadnego wyrzutu sumienia opowiadają swoim znajomym i swoim dzieciom, swoim wychowankom, że każdy ma prawo do samodzielnej decyzji o tym, czy można zabić człowieka czy nie. Nie wnikają w naukę i mądrość Kościoła, już nie mówiąc o tym, że nie wnikają w kontakt z Jezusem. W osobisty, głęboki, bardzo intymny i indywidualny kontakt z Bogiem, który jest Bogiem Żyjących.

Bez mądrych i odważnych dorosłych nie będzie mądrych i odważnych dzieci.

Strach żyć w społeczeństwie, gdzie od narodzenia grozi nam śmierć z rąk lekarzy. Niedaleko potem do starości, gdzie bać się będziemy (a w niektóych krajach już tak jest) szpitala, domu spokojnej starości lub własnych krewnych. Wychowanych na hasłach wolnościowych cywilizacji śmierci.

 

Komentarze

  1. zk-atolik

    O kościele i…..

    Pani Jolanto – prosze wybaczyć, źe zamiast tradycyjnego wpisu, czy komentarza podaję tylko ten link: osiejuksalon24.pl/700873,o kosciele-do-którego-wrócił-pan-jezus

    Ponieważ brakuje mi słów czynię to, aby przede wszystkim Pani i czytającym ten wyjątkowo wzruszający i przygnębiający tekst – przekazać to, co być moźe umniejszy ból i cierpienie nie jednej wielce zmartwionej i zasmuconej osobie.

    Szczęśc Boźe!

     

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code