Lista agentów ks. Jankowskiego

Dzisiaj ks. Henryk Jankowski ujawnił nazwiska 37 agentów SB, którzy donosili na niego. Nie podał żadnych innych szczegółów dotyczących ich działalności. Trudno też ocenić stopień wiarygodności tych informacji. Myślę, że ten styl lustracji raczej źle służy Kościołowi, kompromituje lustrację i wydaje się być sprzeczny z duchem Ewangelii. Zanim poda się nazwiska agentów, trzeba zbadać dokładnie każdy przypadek w oparciu o różne źródła: dokumenty IPN, relacje świadków, wyjaśnienia samych tajnych współpracowników, itd. Nie wiemy jakimi motywami kierował się ks. Jankowski. Pośpiech i powierzchowność z jaką ks. Jankowski dokonał publicznych ujawnień agentów rodzi nieuniknione pytania o rzeczywiste intencje inicjatora akcji.

Czy ks. Jankowski chciał odwrócić uwagę od podejrzeń, że sam był tajnym współpracownikiem o pseudonimie „Delegat”- jak przypuszcza wielu? Może chciał skompromitować samą ideę lustracji w Kościele? Może zagrały tu osobiste ambicje, by jeszcze pod koniec życia odegrać ważną rolę? Czy chciał po prostu zdążyć przed publikacją ks. Zaleskiego? Może chciał „dobrze”, ale nie potrafi działać inaczej i efektywniej oraz wyjść poza poziom spektakularnych medialnych akcji?

Natomiast, jeśli już sprawa została zrobiona, jak została, to trzeba też dostrzec jej pewne plusy. Można przypuszczać, że część, może większość ujawnionych przez ks. Jankowskiego tajnych współpracowników to są osoby rzeczywiście uwikłane we współpracę z SB. Zainteresowani sami zaczną teraz działać, albo by oczyścić się z zarzutów, albo by po pierwszych zaprzeczeniach, zacząć – przynajmniej niektórzy -przyznawać się do swej agenturalnej przeszłości. Arcybiskup Gocłowski nie może już dalej chować głowy w piasek, ale musi zacząć działać, biorąc pod uwagę dokumentację w IPN. Pozytywnie o ks. Jankowskiim świadczy też fakt, że nie podał nazwisk zmarłych agentów, choć w przypadku rzetelnej publikacji naukowej te nazwiska również powinny znaleźć sie tam. Ks. Jankowski w sposób nieumiejętny uruchomił rzeczywisty proces lustracyjny w Kościele gdańskim oraz dał dodatkowy impuls lustracyjny dla całego Kościoła polskiego. Opatrzność potrafi również ze złych, błędnych czy niedoskonałych czynów wyprowadzać dobro.

Na koniec: jestem zdecydowanym zwolennikiem lustracji w Kościele. Opowiadam się jednak za sposobem jej realizacji proponowanym raczej przez ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego czy środowisko warszawskiej „Więzi” niż ks. Henryka Jankowskiego. Rzetelne badania, ukazanie szerszego kontekstu wydarzeń, dialog z podejrzanymi i przełożonymi koscielnym, finał w postaci publikacji. Taki właśnie sposób umożliwia byłym tajnym współpracownikom SB wejsć w duchową dynamikę prawdy i nawrócenia, przywraca zaufanie wiernych do Kościoła i duchownych oraz naruszony ład sprawiedliwości i tworzy warunki dla rzeczywistego pojednania w Kościele.

 

5 Comments

  1. Anonim

    … no i ugłaskany.

    … no i ugłaskany. Czytając ten artykuł czułem się jak za młodych lat. W tamtych czasach też trzeba było umieć żyć. Wtedy istniały dwie formy cenzury: autocenzura i ta z nawiasami o ustawie. Z dzisiejszej perspektywy ta druga wydaje się miej groźna.

     
    Odpowiedz
  2. Anonim

    Droga Inko,
    mój post był

    Droga Inko,
    mój post był pierwszą bezpośrednią reakcję na lekturę powyższego tekstu. Nie znam ks. Andrzeja osobiście, ale poznawszy tenże portal przed zaledwie dwoma tygodniami, bardzo ucieszyłem się wyrazistą linią portalu i wcześniejszymi wypowiedziami szczególnie ks. Andrzeja i ks. Krzysztofa. Ponieważ ten tekst jest tuż po przeprowadzce powinienem uwzględnić również względy tak prozaiczne jak zmęczenie i powstrzymać się przed tak ostrym osądem. Więc proszę o wybaczenie mi tego uchybienia.
    Cały świat jest pełem ludzi „na niby”, „na nie teraz”, „jestem za a nawet przeciw”. Chcąc skupić ludzi zaangażowanych zdanym się jest na pewien radykalizm: pobudzający, inspirujący. I gdy go zabraknie, to robi się nijako. W tym przypadku zirytowały mnie deklaracje z ostatniego akapitu. Przecież to oczywiste. Inaczej ten portal nie miał by sensu. Poprostu oczekiwałem za wiele, zamiast się cieszyć z samego faktu ponownego głosu ks. Andrzeja. Obiecuję poprawę. 😉

     
    Odpowiedz
  3. Andrzej

    Panie Januszu,

    cieszę

    Panie Januszu,

    cieszę się, że Tezeusz podoba sie Panu i zagląda Pan do nas regularnie. Z tym, co ja piszę nie musi Pan zgadzać się w 100%, jak również może się Pan w ogóle nie zgadzać. Natomiast, proszę nie oczekiwać, że będę zaspakajał pragnienia takich czy innych opinii różnych kręgów czytelników, choćby i moich sympatyków. Zawsze piszę to co myślę, nawet jeśli wiem, że z powodu jakiejś wypowiedzi spotkają mnie przykre konsekewencje lub stracę czyjąś sympatię czy poparcie. Do tego dokłada się zakonna cenzura, embargo na określone tematy, itd. Myślę też, że gdyby Pan wiedzał w jak karkołomnych warunkach i pod jakimi ciągłymi naciskami żyją jezuici piszący w Tezeuszu, doceniłby Pan bardziej nasz skromny trud, a nie próbował go deprecjonować przez sugerowanie autocenzury, czyli samozafałszowania i wprowadzania w błąd czytelnika.

    W sprawie ostatnich rewelacji ks. Jankowskiego próbowałem oddać całą złożoność jego czynu i jego konsekwencji. Myślę też, że ważne było wskazanie konkretnych przykładów i warunków rzetelnej lustracji lepszych niż próba ks. Jankowskiego, nawet jeśli łagodziłyby one ulubiony przez Pana radykalizm. To wcale nie jest takie oczywiste, a nawet jeśli dla niektórych takie by się zdawało, to szczegółowe przypominanie o tym jest według mnie konieczne w obecnej lawinie lustracyjnej w polskim Kościele.

    Pozdrawiam serdecznie.

    Andrzej Miszk SJ

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code