Lecimy wilku

Wśród wilków zdarzają się jednostki samotne lub oddalające się, zwłaszcza w okresie wiosenno-letnim. Samotny wilk to co prawda w naszej mentalności w większej mierze mit, lecz jest mitem pachnącym wolnością i nieposłuszeństwem – czymś, za czym podskórnie tęskni każdy człowiek. Wilk został w kulturze przeciwstawiony posłusznym owcom. I tylko to się liczy.

Wiara i mistyka to chyba też odmienne sprawy. Może i nie ma tutaj takiej różnicy jak między owcami i wilkami. Owca może być wierna. Oczywiście owca też może być mistyczką – lecz czy nie może nim być niewierny wilk? Kim jest niewierny mistyk? Owcą czy wilkiem próbującym założyć owczą skórę? Na pewno jest heretykiem, bywa wręcz bluźniercą. Czy mistyka nie wymaga pokory? A komu osądzać pokorę – i po czym? Po zewnętrznych pozorach? Kim jesteś, aby mówić mi, czy mam w sobie pokorę, czy jej nie mam – i czy ogień nie wynika z czegoś innego niż brak pokory? Nie lepiej jednak, kiedy wilke nie udaje – i nadal jest jednak wilkiem? Kim jest wilk? Warto zadać sobie to pytanie samemu sobie, aby w ciszy uzyskac odpowiedź.
 
Pytam więc siebie wprost: Czy wierzę? Co znaczy wierzyć, skoro zdecydowanie nie odczuwam czegoś takiego jak Bóg – nawet, kiedy wczuwam się w byt niczym jogin w świt o poranku? Przecież się nawróciłem. Myślałem nawet, że to rozum (ratio) stoi mi na przeszkodzie w wierze. Obalić wieże, odrzucić schematy. Próbując sięgnąć poza rozum, doszedłem do wniosku, że niekoniecznie zrywam owoc wiary, gdyż drzewko jeszcze przecież nie urosło. Przecież prócz abstraktu rozumu jest jeszcze fizyczny mózg. Może to on stoi mi na przeszkodzie? Zerwałem przecież owoc poznania – zacząłem czytać, wgłębiać się, studiować historię w zakresie tematycznym, jaki mnie zainteresował.
 
Wiara eksplodowała. Jej światło, ukazując wpierw niewyraźne zarysy oczekiwanego, odsłoniło przy tym… przekręty myślowe i manipulacje w jej obrębie. Czyżby kolejny błąd egzystencjalny? Możliwe. Tylko krowa na pastwisku nie miewa przygód. Spojrzałem w niebo i rzekłem:
– Boże. Jeśli stworzyłeś mnie takim, a nie innym, to daj mi znać na taki sposób, żebym ja, taki, a nie inny, był w stanie się z Tobą skomunikować.
Czekam tydzień. Dwa. Miesiąc czekałem. Półtora miesiąca mija. W międzyczasie jeździłem ciężarówką. Modliłem się też na językach
– Lenke lete kerelan takana maka laten huara kenijtel…
i przeczytałem z 5 książek znamienitych autorów, historyków i biblistów. Oczywiście Pismo Święte też – i przyznam, że w zachwycie nad różnorodnością możliwych interpretacji i przekładów – 59 bądź 60 raz w życiu łyknąłem. Tym razem z hebrajskiego na grekę, z greki na polski. Dostałem słuszną intelektualnie zaprawę do oczekiwania na Boga.
 
W pewnym momencie tychże oczekiwań mózg mój (tak, mózg, nie rozum) pomyślał:
– Otóż o ile rozum można pokonać, o tyle z mózgiem sprawa jest trochę bardziej skomplikowana…

Zacząłem się o siebie martwić, o stan swojego mózgu, czy oby nie za dużo w przeszłości różnistych eksperymentów wynikłych z konszachtów takich, a nie innych. Zwróciłem się więc z radą do Wujka Dobra Rada. Otwieram wielki poradnik życia z greki, a tam
– Chore członki odciąć.
– Powieszę się – pomyślałem – mózg straci dostęp do tlenu, obumrze. Niczym Judasz, zdrajca Jezusa.
Zacząłem się śmiać. Wsiadłem do samochodu i pojechałem w góry.
 
Ubieram buty górskie, wychodzę ponad zamglone w deszczu lasy, patrzę w chmury i myślę sobie, że nikt już nie powie mi, że nie próbowałem. I to na sposób, którego większość nie jest w stanie doświadczyć. Niewielu zna moje przygody, tak naprawde to newielu zna mnie w ogóle i to, co przeszedłem bądź przeżyłem, choćby i w tym celu. Nikt nie zarzuci mi, że nie poszukiwałem – różnych punktów wyjścia, toposów i ou-toposów (utopii), modernizacji rozumu, jego destrukcji i transcendencji przez medytację i przez empirię. Odrzuciłem i rozum, otwierając się egzystencjalnie w sposób ostatecznie możliwy, ponieważ zanurzony w całkowitym, trwającym długimi tygodniami milczeniu. Było tego multum. Co tam… A może nie będę już więcej straszył siebie myślami ludzi, którzy non stop nawijają o zbawieniu od piekła, szatana i potępienia, ponieważ po prostu najzwyczajniej na świecie nie działa na mnie tego rodzaju mentalny szariat?
  
To nie jest dobre – myślę dalej, idąc beskidzką granią – i nie powoduje chęci ucieczki od ponurych wizji. Nie życzę sobie takich myśli w swoim życiu. Nie życzę sobie, żeby na moim wyborze ścieżki do piękniejszego życia ważyła chęć ucieczki od zła, które nastąpi, jeśli coś na mojej ścieżce się zmieni lub jeśli ją zmienię. Bo chcę być wolny, nie pragnę instrukcji obsługi życia ani autorytetów. Nigdy nie zgodzę się na wolność i dobro rozumiane jako wolność od zła, ponieważ chcę być wolny – nawet i do zła. Zależy jak je rozumieć. To moje sumienie, nikt mi nie będzie mówił, co jest dobre, a co złe, bo mówi wtedy o tym, co jest dobre albo złe dla niego, a nie dla mnie. Nie wiem, czy istnieje obiektywne dobro i zło, chyba tak – zło to niewola. Dobro to wolność.

W sumie tylko ty mi to możesz powiedzieć, jeśli istniejesz. Lecz ty milczysz. Prawdopodobnie dlatego, że nie potrafisz powiedzieć mi tego bez straszenia mnie tym swoim piekłem. Wynika z tego, że nie jesteś moim Bogiem. Pragnę być też wolny do dobra. Motywacja w dół całkowicie odpada. Pragnę wolności, a nie tylko uwolnienia.
 
Rozłożyłem między drzewami hamak, co czasem czynię, aby uciąć leśną drzemkę. Kiedy ulokowałem się wygodnie w hamaku, usłyszałem wewnętrzny głos i zacząłem z nim rozmawiać:
– Żebyś był wolny, musisz się wpierw uwolnić lub być uwolnionym.
– Przecież już mnie uwolniłeś.- Odparłem. – Chrzciłem się, nie? Co. Nie działa?
– Uwolniłem cię, a ty się ode mnie odwracasz?
– Przecież się nie odwracam. Nie mam nic przeciwko tobie. Zbawiłeś świat. To super. A co, chciałeś mnie odkupić jako niewolnika, abym był teraz twoim niewolnikiem? Przecież z natury jestem wolny. Dostałem się do niewoli, a ty mnie uwolniłeś. Dziękuję ci za to serdecznie, lecz uwolniłeś mnie chyba do wolności, a nie do tego, żeby być twoim niewolnikiem?
– Ja jestem wolnością.
– No nie przeczę. Po prostu nie rozpatruję uwolnienia i wolności w kategoriach, jakie mi proponujesz. Ewentualnie inaczej to czuję. Jesteś uwolnieniem. Lecz wiatr Duchy Świętej z innych wieje mi krain. 
– A jakie ja ci proponuję kategorie? I jakie krainy inne niż te, które kocha twe serce?
– Nie wiem w sumie tak do końca. Wydaje mi się, że takie, iż jak się odłączę od stada srających po halach owiec i wybiorę jednak las, który kocham, to mnie wpierdzielą wilki, to znaczy ten, szatan i pójde do piekła. Taki proszę ja ciebie wybór mi zostawiasz. Twoje krainy to pastwiska. A moje to lasy. Nie jestem owcą, wybacz, lecz stada jakoś mnie zawsze odpychały. W sensie, że nie mam nic przeciwko, niech sobie są, ale no raczej nie zaciągną mnie do siebie. Nie da się tak. Duszno mi między owcami, między ludźmi. Nie lubię, no, wybacz, las lepszy. Połonina, turnia, grań, hala. Rozumiesz. Jedynie na siłę by mnie mogli zaciągnąć, a to wybacz, w tym momencie twierdzę, że to nie od ciebie pochodzi, skoro jesteś nieskończenie dobry. Mogliby nawet egzorcystę wezwać. Kazałbym mu zjeść krucyfiks. Potraktowaliby moją propozycję jako opętanie.
– Ależ bądź sobie wilkiem, nawet samotnym. Owce to tylko metafora. Pastwiska też. Nudne są pastwiska. Owce są głupie, świnie są mądrzejsze przecież. Często chodziłem na pustynię albo pływałem łódką, żeby pobyć z dala od stada…
– Trochę kiepska ta metafora z owcami. Porównywać ludzi do owiec. Do bydła. Stado takie… Chyba nie uwzględnia to wszystkich typów psychiki ludzkiej. Z resztą sam uciekałeś.
– Wybacz, takie zwierzęta były wtedy w okolicy… Nie miałem tego jak wytłumaczyć rybakom. Oni bali się samotności, woleli życie rodzinne, stadne. Z resztą oni też nieźle powyginali wszystko. No nie ważne… Ludzie są różni. 
– No to co ja mam teraz robić? Podoba mi się black metal. Uwielbiam Behemotha. Jak drze Biblię, też mi się podoba. Uwielbiam słuchać satanistycznego black metalu, uważam, że świetnie grają. Sprawiają mi niesamowitą przyjemność bluźnierstwa, jakie wykrzykują. Jak ostra potrawa. Uspokaja mnie to, że ktoś jedzie ci po rajtach i ma do tego odwagę. Rozumiesz? Koi mnie to. Mi też już nieraz jechano po rajtach i to tak ostatecznie. Teraz lubię jazdę po rajtach w muzyce. Niektóre z tych, co chrześcijanie nazywają demonami, działają na mnie kojąco, a ty, oczywiście nie mówię, że ty jako ty, ale ty w ich wizji jakoś do mnie nie docierasz. Taki już jestem. I do furii doprowadzają mnie katotalibowie domagający się ukamieniowania kobiety za poronienie. Poza tym uwielbiam spędzać czas w absolutnej samotności. Jestem odludkiem. Nie mam nic do ludzi, czasem ich lubię, lecz dystans i samotność też. Najbardziej lubię spędzać czas sam. A Pismo Święte… W sumie bywa ciekawe, ale czasami mdłe i powtarzalne jak flaki z olejem. Momentami nawet żenujące. Nie lubię go czytać, tak ci szczerze powiem. Sprawia mi udrękę, czuję jakby szaman Kali przemawiał do tubylców jakieś prawidła ludowe albo coś w ten deseń. No nie obraź się Joszua, nie bierz tego personalnie do siebie. Takie były czasy, wiem to. Ktoś powinien pe napisać jakieś nowe ewangelie, bo tamte stare da się streścić w paru akapitach. No… I co mi na to powiesz? Gdzieś tutaj widzisz miejsce dla mnie? Szczery teraz jestem wobec ciebie. Nie okłamuję cię. Wiesz dobrze, że powiedziałem ci wszystko. Czego jeszcze chcesz? Przecież mózgu nie wywalę. Co mam… powiesić się na tej gałęzi? Że Cię zdradzam jak ten Judasz, bo cię nie kapuję? Może jedynie jako metaforę? Z resztą ewangelia Judasza jest świetna. Niekompletna, lecz ma ciekawe słowa, których nie ma w tych czterech sensacyjnych wersjach dla mas. 
– Nie rozumiesz…
– No nie… Nie rozumiem, wyobraź sobie. Widzisz, taki już jestem, że nie rozumiem, bo takiego mnie stworzyłeś. Jestem ograniczony i nie potrafię czytać ci w myślach ani tym bardziej owcom, które coś tam o tobie pobekują, a nie wiedzą, co. Jakże mam więc rozumieć, co one do mnie pobebekują, skoro one same nie wiedzą? Czemu masz do mnie za to pretensje?
– Nie mam pretensji, tylko że to pismo jest dla owiec i ze względu na owce. To ty się teraz tutaj pomyliłeś. Dla nich te pisma są odpowiednie, tak jak dla jednych zwierząt odpowiednia jest trawa z pastwiska, a dla innych na przykład ptactwo. Ty tego nie zrozumiesz tak jak one to rozumieją, choćbyś zrozumiał każde słowo w każdym przekładzie. Masz inny mózg niż odbiorca, do którego skierowana jest książka. 
– To co ja mam z tym zrobić?
– Po prostu zostaw owce w spokoju i wracaj do lasu.
– I co mam robić, żeby nie iść do piekła?
– Nie pójdziesz do piekła.
– Przecież wszystko, co napisałeś w księdze owiec, wskazuje na to, że pójdę. Jestem wilkiem.
– No owcą to ty nie jesteś, więc nie zrozumiesz tego, co jest napisane w owczej księdze. Dla ciebie są inne księgi. Wystarczy, że owcom pozwolisz żyć po owczemu i będziesz spożywał z lasu. Nie zagryzaj więcej owiec. Trzymaj się od nich z dala. A wówczas nie pójdziesz do piekła.  
– To ty nie chcesz być moim pasterzem?
– Nie. Nie ubieraj już owczej skóry. Nie próbuj stać się kimś, kim nie jesteś.
– To kim jestem? Wiesz, wilk to figura…
– …Retoryczna, wiem, wiem. Idź do lasu. Żyj w zgodzie z lasem. Tak jak go rozumiesz. Masz uszy, to słuchaj. 
– To kim ty jesteś w takim razie? Ale nie mów już do mnie językiem owiec, bo nic z tego nie zrozumiem. Jesteś Bogiem? Tak w moim języku mi to powiedz. 
– Nie. Nie jestem. Nie mów mi Bóg. Nie znosisz tego słowa. Dla ciebie jest ono puste. Dla ciebie jestem jako pasterz owiec. Cieśla.
– Aaa… No to dobrze. Z tym, że wiesz, nadal jakoś ci nie ufam… Bo teraz to nie wiem, czy nie jesteś demonem.
– W języku owiec czy wilków?
– Tak, żebym pojął.
– Jak każda istota żywa masz cechy wspólne z innymi gatunkami. Trzymaj się jednak swojego ekosystemu, wilku. Dla tych, dla których coś może być niewiarą, to bywa twoją wiarą. Bywa i tak, że twoja niewiara przypomina wiarę innych. Masz uszy. Słuchaj.
– A możesz mi tylko wyjaśnić, co znaczy wiara? Szczerze to się z tym borykam od dziecka.
– Eech… Znowu jakiś wyświechtany slogan…
– …no…
– …poczekaj… ten, no… mnemosyne… 
– …nasłuchiwanie… tłumaczone w kontekście bardziej jako pamięć.
– Tak.
– To czego mam słuchać?
Czegokolwiek…
– Niewiele z tego przekłada się na praktykę, a wiesz, w sumie tylko tyle mnie obchodzi. Co zatem czynić?
– Czyń swoje. 
 
W tym momencie ocknąłem się, ponieważ lunął intensywny deszcz. Lecimy wilku.
 
 
 

 
https://www.youtube.com/watch?v=z8FlMdsJEmg
 
 

 

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code