Ks. Boniecki na celowniku

 Festiwal Przystanek Woodstock przyciągający rzesze wolontariuszy WOŚP, jak i pozostałych widzów już się zakończył (4 sierpnia) . Choć to coroczne wydarzenie dla wielu stanowi przeszłość, dla niektórych nadal pozostaje przedmiotem zaskoczenia, oburzenia bądź niedowierzania. Mam tu na myśli zdarzenie nagłośnione przez  media – głównie katolickie, które tuż po zakończeniu Festiwalu podawały negatywne komentarze dotyczące obecności ks. A. Bonieckiego na „Przystanku Woodstock”. Być może wielu uznało już to wystąpienie za zamknięte. Emocje opadły, komentarze mediów zakończone. Po co wracać?  Może chociażby z tego powodu, że upływ czasu pozwala spojrzeć na wiele sytuacji inaczej, może bardziej z rozwagą.

Zdaje się, że największe oburzenie wśród katolików wywołały skierowane do ponad półtora tysięcznego tłumu słowa zakonnika: „Róbta co chceta”. Były one odpowiedzią na pytanie o ofertę z jaką przyjechał do Kostrzyna. Jeden z katolickich portali uznał tę odpowiedź, jako porażającą. Aż chce się w tym miejscu zadać pytanie, jakie Bóg skierował do proroka Jonasza: „Czy uważasz, że słusznie jesteś oburzony?” (Jon. 4, 4).

Jonasz odpowiedział, że jest zagniewany, nawet śmiertelnie. Dlaczego? Bo skupił się tylko na swoim punkcie widzenia, myśleniu wręcz egocentrycznym.

W ubiegłym roku na Przystanek Woodstock przyjechał bp G. Ryś – nie było sprzeciwów. W tym roku zaproszono kapłana cieszącego się dużym szacunkiem wśród młodzieży, jak i starszych. Jaki odzew? Fala krytyki. Tymczasem Ks. Boniecki wyjaśnił w jednym ze swych tekstów, że Jezus nie jest ofertą – jest Miłością. Nie da się Go porównać do reklamy, czy mody. Czy to złe stwierdzenie? Tak mówi człowiek, który wie, że Stwórca jest Wartością nadrzędną. Czy za to został poddany tak ostrej krytyce? Przecież nie można zamykać Boga w pojęciach czysto marketingowych. Czy można pozwolić na to, aby Bóg stał się przedmiotem transakcji? W jednym z wpisów Wojtka Jałoszyńskiego dotyczącego jego obecności na Przystanku Jezus czytamy: „Nie mam wciskać Jezusa, po prostu mam iść i rozmawiać z napotkanymi ludźmi”. Wojtek zrozumiał  to w czasie homilii. Na tym właśnie polega ewangelizowanie, podobnie czyniło 72 uczniów. Tym kieruje się również ks. Boniecki.

Dobrze wiemy z historii, jak kończyło się nawracanie siłą. Bóg od samego początku szanował wolną wolę człowieka. Ksiądz Boniecki na Woodstocku nie głosił niczego nowego, jak samą Ewangelię. Sam Jezus nikomu Siebie nie narzucał. Każdy mógł wybrać, zgodnie ze swą wolą.

Nie wiem, czy krytyka ze strony katolickich mediów jest uzasadniona. Nikt nigdy nie pozna wnętrza drugiego człowieka, jedynie Bóg. Nie należy pochopnie osądzać kogoś, kto działał z nieznanych nam pobudek. Tylko raz miałam możliwość osobiście spotkać ks. A. Bonieckiego. Wymieniłam z nim kilka słów, uścisnęłam dłoń. Uczestniczyłam też we Mszy Świętej odprawianej przez zakonnika. I to pozwoliło mi poznać, że ten człowiek po prostu kocha Jezusa i Miłość jest nadrzędną Wartością w jego życiu. Do dzisiaj utkwiła mi w pamięci jego postawa w czasie Eucharystii. Był bardzo skupiony, można powiedzieć, że dało się odczuć jego ogromne zaangażowanie w relacje z Bogiem.  

Jezus też łamał przyjęte normy i wzorce, bo Miłość i wola Jego Ojca były dla Niego najważniejsze.

 

Tekst powstał dopiero 9 dni po zakończeniu Przystanku Woodstock z powodu nadmiaru moich obowiązków zawodowych.

 

 

 

Komentarze

  1. ostatni

    ” róbta co chceta”

     Jezus też łamał przyjęte normy i wzorce, bo Miłość i wola Jego Ojca były dla Niego najważniejsze.

     ….to prawda, tylko że wzorce, które " łamał" Jezus to były właśnie – " róbta co chceta", przywódcy religijni w Izraelu robili co chcieli, Bóg od samego początku ustałał zasady, aby człowiek nie robił tego co chce. 

    nie znam tematu kś. Bonieckiego, dlatego nie jestem ani za ani przeciw, ale tekst – "róbta co chceta" gdzieś tam wewnętrznie budzi sprzeciw, na świecie jest już za dużo tych postaw, za dużo cierpienia powoduje " róbta co chceta", dlatego trudno jest to rozpatrywać w formie (nawet) żartu. "róbta co chceta" nie jest przesłaniem miłości, nie ma to nic wspólnego z miłością, miłość to nie miękka czułość czy pobłażliwość, miłość to decyzja, trud i obowiązek, miłość zawiera w sobie elementy, które właśnie wymagają tego byśmy robili to czego nie chcemy. Pani Aniu jeżeli kś. Boniecki miał do zaoferowania tylko " róbta co chceta" to naprawdę nie wiele, może być to dobry, kochajacy Boga ksiądz, ale ten tekst " róbta co chceta " …..? – rospatrywałbym w kategorii wpadki, czy przejęzyczenia, ale napewno nie dopatrywałbym sie tu podobieństwa do Jezusa. Jezus przebywał ze wszystkimi, ale zawsze miał coś do zaoferowania, nigdy " róbta co chcweta" .

     

     

     
    Odpowiedz
  2. gospa

    Droga Pani Anno,ku

    Droga Pani Anno,

    ku wyjasnieniu :

    Bp. Rys w ubieglym roku byl na Przystanku Jezus i Kongresie Nowej Ewangelizacji a nie na przystanku Woodstock.

    Na scenie ASP w tamtym roku byl bp. Pieronek, w tym roku ks. Boniecki.

     

    pozdrawiam

     

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code