Jezus spotkany w drodze

Jezus ukazał się zewnętrznie takim, jakim był w ich sercach. Mieli być wewnętrznie wypróbowani, czy nie kochając Go jeszcze jako Boga, mogą Go przynajmniej miłować jako obcego. Ponieważ jednak miłość nie mogła być obcą dla tych, z którymi szła Prawda, zapraszają Jezusa w gościnę jako wędrowca. Dlaczego jednak mówimy „zapraszają”, skoro jest napisane: „I przymusili Go”. Z tego przykładu widać, że obcych należy nie tylko zapraszać w gościnę, lecz przymuszać do korzystania z niej. Przygotowują zastawę, podają chleb i potrawy i Boga, którego nie poznali, gdy wykładał Pismo Święte, poznają przy łamaniu chleba.

Św. Grzegorz Wielki

Zatrzymali się smutni…

Wiemy, skąd smutek uczniów w drodze do Emaus. Stracili Mistrza, w którym mieli oparcie i który miał zapewnić polityczne wyzwolenie ich narodowi. Rozpadła się dotychczasowa wizja świata. Rozwiały się nadzieje. Pozostał tylko lęk, co będzie dalej.

A skąd nasz smutek? Dlaczego wielu chrześcijanom brakuje na co dzień radości życia? Dlaczego zamartwiamy się, obrażamy, traktujemy ze śmiertelną powagą sprawy, które na ogół wcale na to nie zasługują? Dlaczego zamykamy się chętnie w większych czy mniejszych twierdzach naszych lęków i zamiast dzielić się chrześcijańską nadzieją, stajemy się wybitnymi autorami czarnych scenariuszy?

Chrześcijańska cywilizacja chyli się ku upadkowi i wkrótce czeka nas kulturowa, a może nawet całkowicie fizyczna zagłada… Zdziczenie obyczajów sprawia, że za chwilę strach będzie ruszyć się z domu, z ogrodzonego i monitorowanego osiedla… Nawet w obrębie jednego narodu można dostrzec tak wielką moralną przepaść, że trudno się porozumieć z sąsiadem czy kolegą z pracy… Wszystko zmienia się tak szybko, że nawet inteligentny i dobrze wykształcony człowiek musi stanąć bezradny wobec technicznych nowinek… To tylko przykładowy fragment listy zjawisk, których się boimy.

Przyjrzyjmy się naszym lękom. Sporządźmy sobie ich osobisty katalog. Spróbujmy o nich opowiedzieć komuś bliskiemu, osobie, do której mamy zaufanie, a najlepiej również Jezusowi podczas modlitwy. Chodzi o doraźną ulgę, ale także o spojrzenie na sprawy w innej, nie tylko egocentrycznej perspektywie.

A my spodziewaliśmy się…

Tak, spodziewaliśmy się, że będzie inaczej, łatwiej, przyjemniej. A może nawet nie spodziewaliśmy się, lecz nie braliśmy pod uwagę, że nas także może dotknąć nieszczęście, choroba, cierpienie, że nie powiedzie się misternie ułożony plan, że będziemy musieli jak wiele poprzednich pokoleń przystosowywać się do dziejowych przemian, próbując jednocześnie zachować swoją tożsamość. Nie braliśmy pod uwagę przestróg i ostrzeżeń. Teraz pytamy: Dlaczego właśnie mnie to spotyka? Każdego może, ale nie mnie i nie moich bliskich. NIE!

Zajęci sobą, zamknięci w kokonach własnych pretensji do Boga i świata, niespełniających naszych oczekiwań, mamy oczy jakby przesłonięte i nieskore są nasze serca do wierzenia. Nie chcemy dostrzegać twarzy, a tym bardziej problemów otaczających nas osób. Nie potrafimy zobaczyć w nich Jezusa wychodzącego nam codziennie na spotkanie.

Św. Grzegorz Wielki pisze pięknie o tym, że spotkanie na drodze do Emaus było próbą dla apostołów, czy nie kochając jeszcze Jezusa jako Boga, mogą Go przynajmniej miłować jako obcego. Zadajmy sobie więc pytanie, jak każdy z nas odnosi się do obcych, których spotyka na swoich rozmaitych życiowych drogach: do ludzi inaczej myślących, dziwacznie zachowujących się i wyglądających, mających inne obyczaje albo inną wiarę, często jeszcze bardziej przerażonych, nastawionych wobec nas wrogo, agresywnych . Co zrobimy z tym spotkaniem? Czy wykorzystamy je, aby pogłębić i umocnić naszą relację z Bogiem?

Dzisiejsze czytania przypominają, że zmartwychwstały Jezus jest źródłem naszej nadziei, radości i spokoju. To On może uleczyć nas z naszych lęków i wydobyć z ograniczającego nasze horyzonty egoizmu. Wsłuchujmy się w Jego słowa jak apostołowie w drodze do Emaus. Wsłuchujmy się w nie zawsze, gdy stajemy przed problemami, które są według nas nie do rozstrzygnięcia i gdy wydaje się nam, że nasz świat legł lub wkrótce legnie w gruzach.

Spróbujmy jak Jezus pójść do napotkanych w drodze ludzi z Dobrą Nowiną, a nie z własnymi bolesnymi historiami, zranieniami, obawami, pesymizmem!

 

Komentarz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code